Recenzje
Everest. Góra Gór
Powstała książka pt. ”Everest Góra Gór” , opowiadająca o tym, jak wygląda zdobywanie najwyższej góry świata przez zwykłego śmiertelnika. Autorka, Monika Witkowska, wykupuje usługę w agencji trudniącej się organizowaniem wejścia na Mount Everest, detalicznie opisując każdy element przygotowań, szukania pieniędzy, kompletowania sprzętu i możemy śledzić każdego dnia jej poczynania. Ogrom treningów i innych wyrzeczeń zostały nagrodzone szczęśliwym zdobyciem wymarzonej góry i bezpiecznym powrotem na dół do cywilizacji.
Zdobywanie wysokich szczytów gór niezależnie od rodzaju obranej drogi nigdy nie jest prostą sprawą. Zgadzam się w 100% z autorką, że powszechne opinie, o tym, że jak się ma pieniądze, to każdy może wejść na dowolnie wybraną wysoką górę (włączając w to Everest) jest bzdurą. Oczywiście posiadanie odpowiedniego zaplecza finansowego wiele rzeczy nam ułatwi, lecz bez odpowiedniego przygotowania kondycyjnego, dobrej aklimatyzacji itd. niewiele wskóramy, nawet gdyby nasz „prywatny szerpa” wniósłby nas na sam szczyt. Bólu głowy, choroby wysokościowej nie jesteśmy w stanie pozbawić się za żadne pieniądze.
Tym bardziej nie rozumiem pewnych kwestii poruszanych w książce. Skoro od pierwszych stron wiemy, że autorka nie ma aspiracji do tego, aby dokonać wyczynu o charakterze sportowym (np. nowa droga, wejście bez tlenu czy styl alpejski), to po co na każdym kroku próbuje się przed czytelnikiem tłumaczyć np. z tego, że jak większość korzysta z tlenu?
Druga sprawa – w dobie atakowania z każdej strony jakąś lepiej lub gorzej przygotowaną reklamą w filmach, serialach czy programach tematycznych to czy musimy uciekać się do takich zabiegów także w książce? Rozumiem, że sponsorom trzeba podziękować jednak czytając, że właśnie zjadłam najlepsze liofilizaty firmy X, słuchając muzyki czy audiobooka ściągniętego z portalu Y, ogrzewając się chemicznymi ogrzewaczami firmy Z mi osobiście się bardzo nie podoba. Po co ten produkt placement? Przecież na końcu są podziękowania dla wszystkich.
W życiu czytałem wiele pozycji z kanonu lektur o tematyce górskiej. Mając w pamięci takie klasyki jak np. „Miejsce przy stole” A. Wilczkowskiego, „Mój pionowy świat” J. Kukuczki, „Niepotrzebne zwycięstwa” L. Terraya czy „Zdobycie Mount Everestu” J. Hunta muszę się pilnować, aby nie próbować ich porównywać z książką Moniki Witkowskiej. To pozycja kompletnie inna i przeznaczona dla innego odbiorcy.
„Everest Góra Gór” to swoistego rodzaju luźny dziennik z etapu przygotowań przed wyprawą oraz opisujący każdy dzień wyprawy. Wspólnie z autorką się aklimatyzujemy, chodzimy na herbatkę i plotki do sąsiednich namiotów, zdobywamy kolejne obozy. Całość dosyć prosta, bez zbędnego wyolbrzymiania, jednak jak dla mnie też bez polotu. Jakoś nie mogłem się zrelaksować podczas lektury. Być może miały na to wpływ tezy i opinie serwowane przez autorkę, z którymi się nie zgadzam. Dużym atutem książki są zamieszczone dobrej jakości zdjęcia oraz ciekawostki.
Jak każdy, autorka także ma prawo do wygłaszania swoich opinii, jednak pod koniec lektury książki uderzyła mnie poruszona kwestia braku braterstwa w górach wysokich: „Nie chcę być źle zrozumiana – ja już dawno wyzbyłam się złudzeń, że góry wysokie dają poczucie jedności, braterstwa, wyjątkowej solidarności”. Pomimo, że nie jestem himalaistą i nigdy nie byłem powyżej 4200 m. n.pm. to osobiście się z nią nie zgadzam (do czego mam prawo). Rozumiem, że trudno znaleźć takie więzi pomiędzy przypadkowymi osobami zebranymi przez agencję na wyprawie komercyjnej. Jednak nadal są organizowane wyprawy (nie tylko wysokogórskie), gdzie zespól tworzą specjalnie wybrane, dopasowane osoby, przyjaciele, wieloletni partnerzy, którzy od początku planują wspólnie wyprawę zdobycia góry, czy eksploracji jaskini, poświęcają wiele dni, tygodni, miesięcy na organizację, aby później w swoim towarzystwie przez 24 godziny na dobę spędzić kilka tygodni w górach, to ta metafizyczna więź po prostu jest konsekwencją wszystkich działań. Pięknie się o tym czyta w leciwych książkach o wyprawach z lat 60, 70, 80, gdzie braterstwo liny było podstawą i sposobem na skuteczne dokonywanie pierwszych wejść, czy otwieraniu nowych dróg. Możemy choćby wspomnieć dramatyczne zejście z Ogre Doug’a Scotta z Chrisem Boningtonem. Jednak i w dzisiejszych czasach media dostarczają nam informacji potwierdzających , że to nie tylko historyczne bajanie, a prawdziwe przykłady z życia wzięte – ostatnie doniesienia o trudach powrotu Yannicka Grazianiego i Stephane’a Benoist’a z Annapurny.
„Everest Góra Gór” to rzetelna opowieść o każdym elemencie, o który trzeba zadbać, aby być dobrze przygotowanym na starcie z najwyższą górą świata. O tym jak tam jest, co nas czeka, jakie są faktyczne trudności na Drodze Klasycznej (południowo-wschodniej) od strony nepalskiej i co w praktyce oznacza wchodzenie na tak dużą wysokość. Osoba kompletnie nie znająca tematyki górskiej ma to wszystko „podane na tacy” wraz z ciekawostkami około górskimi. Zatem jeżeli ktoś nie miał nigdy styczności z chodzeniem po górach i nie czytał literatury górskiej to będzie zadowolony. Pozostałe osoby mogą czuć się trochę rozczarowane lub nieusatysfakcjonowane tą pozycją. A może przesadzam? Zaraz po lekturze książkę odłożyłem na półkę i nie sądzę, abym do niej wrócił.
A jaka jest Wasza opinia?
Zdobywanie wysokich szczytów gór niezależnie od rodzaju obranej drogi nigdy nie jest prostą sprawą. Zgadzam się w 100% z autorką, że powszechne opinie, o tym, że jak się ma pieniądze, to każdy może wejść na dowolnie wybraną wysoką górę (włączając w to Everest) jest bzdurą. Oczywiście posiadanie odpowiedniego zaplecza finansowego wiele rzeczy nam ułatwi, lecz bez odpowiedniego przygotowania kondycyjnego, dobrej aklimatyzacji itd. niewiele wskóramy, nawet gdyby nasz „prywatny szerpa” wniósłby nas na sam szczyt. Bólu głowy, choroby wysokościowej nie jesteśmy w stanie pozbawić się za żadne pieniądze.
Tym bardziej nie rozumiem pewnych kwestii poruszanych w książce. Skoro od pierwszych stron wiemy, że autorka nie ma aspiracji do tego, aby dokonać wyczynu o charakterze sportowym (np. nowa droga, wejście bez tlenu czy styl alpejski), to po co na każdym kroku próbuje się przed czytelnikiem tłumaczyć np. z tego, że jak większość korzysta z tlenu?
Druga sprawa – w dobie atakowania z każdej strony jakąś lepiej lub gorzej przygotowaną reklamą w filmach, serialach czy programach tematycznych to czy musimy uciekać się do takich zabiegów także w książce? Rozumiem, że sponsorom trzeba podziękować jednak czytając, że właśnie zjadłam najlepsze liofilizaty firmy X, słuchając muzyki czy audiobooka ściągniętego z portalu Y, ogrzewając się chemicznymi ogrzewaczami firmy Z mi osobiście się bardzo nie podoba. Po co ten produkt placement? Przecież na końcu są podziękowania dla wszystkich.
W życiu czytałem wiele pozycji z kanonu lektur o tematyce górskiej. Mając w pamięci takie klasyki jak np. „Miejsce przy stole” A. Wilczkowskiego, „Mój pionowy świat” J. Kukuczki, „Niepotrzebne zwycięstwa” L. Terraya czy „Zdobycie Mount Everestu” J. Hunta muszę się pilnować, aby nie próbować ich porównywać z książką Moniki Witkowskiej. To pozycja kompletnie inna i przeznaczona dla innego odbiorcy.
„Everest Góra Gór” to swoistego rodzaju luźny dziennik z etapu przygotowań przed wyprawą oraz opisujący każdy dzień wyprawy. Wspólnie z autorką się aklimatyzujemy, chodzimy na herbatkę i plotki do sąsiednich namiotów, zdobywamy kolejne obozy. Całość dosyć prosta, bez zbędnego wyolbrzymiania, jednak jak dla mnie też bez polotu. Jakoś nie mogłem się zrelaksować podczas lektury. Być może miały na to wpływ tezy i opinie serwowane przez autorkę, z którymi się nie zgadzam. Dużym atutem książki są zamieszczone dobrej jakości zdjęcia oraz ciekawostki.
Jak każdy, autorka także ma prawo do wygłaszania swoich opinii, jednak pod koniec lektury książki uderzyła mnie poruszona kwestia braku braterstwa w górach wysokich: „Nie chcę być źle zrozumiana – ja już dawno wyzbyłam się złudzeń, że góry wysokie dają poczucie jedności, braterstwa, wyjątkowej solidarności”. Pomimo, że nie jestem himalaistą i nigdy nie byłem powyżej 4200 m. n.pm. to osobiście się z nią nie zgadzam (do czego mam prawo). Rozumiem, że trudno znaleźć takie więzi pomiędzy przypadkowymi osobami zebranymi przez agencję na wyprawie komercyjnej. Jednak nadal są organizowane wyprawy (nie tylko wysokogórskie), gdzie zespól tworzą specjalnie wybrane, dopasowane osoby, przyjaciele, wieloletni partnerzy, którzy od początku planują wspólnie wyprawę zdobycia góry, czy eksploracji jaskini, poświęcają wiele dni, tygodni, miesięcy na organizację, aby później w swoim towarzystwie przez 24 godziny na dobę spędzić kilka tygodni w górach, to ta metafizyczna więź po prostu jest konsekwencją wszystkich działań. Pięknie się o tym czyta w leciwych książkach o wyprawach z lat 60, 70, 80, gdzie braterstwo liny było podstawą i sposobem na skuteczne dokonywanie pierwszych wejść, czy otwieraniu nowych dróg. Możemy choćby wspomnieć dramatyczne zejście z Ogre Doug’a Scotta z Chrisem Boningtonem. Jednak i w dzisiejszych czasach media dostarczają nam informacji potwierdzających , że to nie tylko historyczne bajanie, a prawdziwe przykłady z życia wzięte – ostatnie doniesienia o trudach powrotu Yannicka Grazianiego i Stephane’a Benoist’a z Annapurny.
„Everest Góra Gór” to rzetelna opowieść o każdym elemencie, o który trzeba zadbać, aby być dobrze przygotowanym na starcie z najwyższą górą świata. O tym jak tam jest, co nas czeka, jakie są faktyczne trudności na Drodze Klasycznej (południowo-wschodniej) od strony nepalskiej i co w praktyce oznacza wchodzenie na tak dużą wysokość. Osoba kompletnie nie znająca tematyki górskiej ma to wszystko „podane na tacy” wraz z ciekawostkami około górskimi. Zatem jeżeli ktoś nie miał nigdy styczności z chodzeniem po górach i nie czytał literatury górskiej to będzie zadowolony. Pozostałe osoby mogą czuć się trochę rozczarowane lub nieusatysfakcjonowane tą pozycją. A może przesadzam? Zaraz po lekturze książkę odłożyłem na półkę i nie sądzę, abym do niej wrócił.
A jaka jest Wasza opinia?
lkedzierski.com Łukasz Kędzierski, 2013-12-09
Debugowanie. Jak wyszukiwać i naprawiać błędy w kodzie oraz im zapobiegać
Na początek
"U mnie działa!"
czyli tzw. SOA#1 – Standardowa Odpowiedź Administratora nr 1. Albo programisty. Albo nazwa pewnego bloga…(ciekawe skąd się wzięła). Niestety, pisanie programów ma to do siebie, że powoduje powstawanie błędów. Różnego typu. Ralph Johnson stwierdził kiedyś:
"Before software can be reusable it first has to be usable."
Nie sposób się nie zgodzić. Myślę, że nikt zajmujący się na poważnie programowaniem nie twierdzi, że potrafi napisać większy program bez błędów – a i w „jednolinijkowcach” można popełniać błędy. Z racji tego, że wyszukiwanie i poprawianie błędów w oprogramowaniu – zwane właśnie debugowaniem – jest czynnością, której raczej nie da się uniknąć, warto zaznajomić się z wiedzą jak robić to efektywnie. Recenzowana książka zawiera właśnie zbiór takich porad.
Treść
Zacznijmy od tego, że książka należy do serii Pragmatic Bookshelf, co nastawia pozytywnie od samego początku, ponieważ nie trafiłem jeszcze na słabą książkę z tej serii. Pozycja ta jest stosunkowo krótka i łatwa w przyswojeniu, tak więc 2-3 sesje z nią powinny wystarczyć do zapoznania się z materiałem. A ten skupia się na kilku aspektach efektywnego debugowania i tego, aby miało ono sens – dla przykładu:
- naprawienie błędu bez znalezienia przyczyny jego występowania nie jest pożądane,
- commity pt. „wszystko w jednym” bardzo przeszkadzają w wyizolowaniu błędu,
- wersjonowanie „od święta” również.
Dla niektórych z Was wymienione powyżej prawdy mogą wydawać się oczywiste, ale pewnie doszliście do nich po latach praktyki, a nie zdawaliście sobie z nich sprawę po pierwszym Hello World
Bardzo podobały mi się „przypadki z życia wzięte”, których jest kilkanaście i opisują najróżniejsze rodzaje błędów na które natrafił autor w swojej karierze. Od klasycznych błędów w stylu „modyfikuje lokalnie, a sprawdzam stronę na serwerze” po naprawdę magiczne – np. zakłócenia w sieci elektrycznej w jednym z pomieszczeń, które powodowały błędne wydruki (oczywiście, drukarka przeniesiona do innego pomieszczenia działała w porządku). Bardzo fajnie się je czyta i chętnie poczytałbym ich więcej.
Odnoszę jednak wrażenie, że miejscami książka jest sztucznie „napompowana” i dałoby się wspomnianą wiedzę zmieścić nie w 220 stronach, tylko powiedzmy w 150, może mniej. Mimo wszystko, książkę czyta się dobrze.
Mała uwaga – jeśli poszukujecie informacji pt. „Jak skonfigurować środowisko X do debugowania aplikacji napisanej w języku Y” to nie znajdziecie tutaj takich informacji. Książka operuje na ogólnikach, bez skupiania się na żadnym konkretnym języku programowania, tylko na metodyce, co wychodzi jej zdecydowanie na plus.
Jakość wydania
Książka NIE pochodzi z edycji EKO i wydana jest na papierze o wysokiej białości w miękkiej oprawie. Do formatowania tekstu nie mogę się przyczepić, to samo tyczy się kodu (którego nie ma dużo, a nadal nie jest potraktowany po macoszemu). W tłumaczeniu też nie zauważyłem jakiś rażących błędów bądź nadgorliwości.
Podsumowanie
Fajna to książka – może nie dla zaawansowanych, bo oni raczej nie znajdą tutaj nic dla siebie, a pewnie mogli by jeszcze trochę rzeczy dodać. Jeśli chodzi o początkujących i średnio-zaawansowanych, to jest to pozycja godna polecenia.
Ocena: 4/5
"U mnie działa!"
czyli tzw. SOA#1 – Standardowa Odpowiedź Administratora nr 1. Albo programisty. Albo nazwa pewnego bloga…(ciekawe skąd się wzięła). Niestety, pisanie programów ma to do siebie, że powoduje powstawanie błędów. Różnego typu. Ralph Johnson stwierdził kiedyś:
"Before software can be reusable it first has to be usable."
Nie sposób się nie zgodzić. Myślę, że nikt zajmujący się na poważnie programowaniem nie twierdzi, że potrafi napisać większy program bez błędów – a i w „jednolinijkowcach” można popełniać błędy. Z racji tego, że wyszukiwanie i poprawianie błędów w oprogramowaniu – zwane właśnie debugowaniem – jest czynnością, której raczej nie da się uniknąć, warto zaznajomić się z wiedzą jak robić to efektywnie. Recenzowana książka zawiera właśnie zbiór takich porad.
Treść
Zacznijmy od tego, że książka należy do serii Pragmatic Bookshelf, co nastawia pozytywnie od samego początku, ponieważ nie trafiłem jeszcze na słabą książkę z tej serii. Pozycja ta jest stosunkowo krótka i łatwa w przyswojeniu, tak więc 2-3 sesje z nią powinny wystarczyć do zapoznania się z materiałem. A ten skupia się na kilku aspektach efektywnego debugowania i tego, aby miało ono sens – dla przykładu:
- naprawienie błędu bez znalezienia przyczyny jego występowania nie jest pożądane,
- commity pt. „wszystko w jednym” bardzo przeszkadzają w wyizolowaniu błędu,
- wersjonowanie „od święta” również.
Dla niektórych z Was wymienione powyżej prawdy mogą wydawać się oczywiste, ale pewnie doszliście do nich po latach praktyki, a nie zdawaliście sobie z nich sprawę po pierwszym Hello World
Bardzo podobały mi się „przypadki z życia wzięte”, których jest kilkanaście i opisują najróżniejsze rodzaje błędów na które natrafił autor w swojej karierze. Od klasycznych błędów w stylu „modyfikuje lokalnie, a sprawdzam stronę na serwerze” po naprawdę magiczne – np. zakłócenia w sieci elektrycznej w jednym z pomieszczeń, które powodowały błędne wydruki (oczywiście, drukarka przeniesiona do innego pomieszczenia działała w porządku). Bardzo fajnie się je czyta i chętnie poczytałbym ich więcej.
Odnoszę jednak wrażenie, że miejscami książka jest sztucznie „napompowana” i dałoby się wspomnianą wiedzę zmieścić nie w 220 stronach, tylko powiedzmy w 150, może mniej. Mimo wszystko, książkę czyta się dobrze.
Mała uwaga – jeśli poszukujecie informacji pt. „Jak skonfigurować środowisko X do debugowania aplikacji napisanej w języku Y” to nie znajdziecie tutaj takich informacji. Książka operuje na ogólnikach, bez skupiania się na żadnym konkretnym języku programowania, tylko na metodyce, co wychodzi jej zdecydowanie na plus.
Jakość wydania
Książka NIE pochodzi z edycji EKO i wydana jest na papierze o wysokiej białości w miękkiej oprawie. Do formatowania tekstu nie mogę się przyczepić, to samo tyczy się kodu (którego nie ma dużo, a nadal nie jest potraktowany po macoszemu). W tłumaczeniu też nie zauważyłem jakiś rażących błędów bądź nadgorliwości.
Podsumowanie
Fajna to książka – może nie dla zaawansowanych, bo oni raczej nie znajdą tutaj nic dla siebie, a pewnie mogli by jeszcze trochę rzeczy dodać. Jeśli chodzi o początkujących i średnio-zaawansowanych, to jest to pozycja godna polecenia.
Ocena: 4/5
blog.rbenkel.me singles, 2013-12-31
Fotografia prasowa. Z obiektywem za kulisami niezwykłych wydarzeń
Ken Kobre to wykładowca na San Francisco State University, wynalazca (www.lightscoop.com), autor podręczników reportażu i książek sprzedawanych w milionowych nakładach. Wielu jego studentów jest laureatami prestiżowych nagród fotograficznych.
Fotografia prasowa. Z obiektywem za kulisami niezwykłych wydarzeń to poradnik ilustrowany niezliczoną ilością zdjęć zawierający nie tylko ich opis, ale również kulisy ich wykonania. Nieraz zaskakująco proste zabiegi doprowadzają do wykonania ponadczasowej fotografii. Innym razem zdjęcie powstaje tylko dzięki doświadczeniu i determinacji fotografa.
Co ważne, w książce opisano różne rodzaje fotografii reporterskiej, porady sprzętowe, edycyjne i prawne z nią związane. Ich proporcje są dobrze wyważone, ma się poczucie rzeczy ważnych i tych mniej ważnych, ale przydatnych.
Najciekawsza była pierwsza reakcja mojej żony. Gdy ujrzała u mnie wydawnictwo Kennetha Kobre’a Fotografia prasowa, stwierdziła: „Przecież Ty nie robisz takich zdjęć!” Po chwili ciężko było mi odzyskać moją książkę. Żona z zainteresowaniem przeglądała kolejne strony, żywo komentując napotkane zdjęcia i opisy.
Mnie osobiście zaciekawił rozdział Etyka. Znalazłem tam dużą ilość informacji, ale również przemyśleń autora nt. tego co reporter powinien fotografować i jaką rolę spełniać, aby jego praca miała wartość dla odbiorców. To ważny temat w czasach zalewu niezliczoną ilością zdjęć. Temat, o którym albo się nie pisze, a jak już, to wszystko i nic.
Układ książki jest dobrze przemyślany. Podział na rozdziały, w nich zdjęcia przybliżające temat, przy każdym zdjęciu wyczerpujący opis. W tabelkach skondensowane informacje. To trochę jak ciekawy wykład, z dużą ilością przykładów.
Cena książki niemała, bo 149 PLN, ale gdy weźmiemy pod uwagę że ma ona ponad 500 stron (ze zdjęć można by wydać cztery bardzo ciekawe albumy) i opisy zawierające mnóstwo porad dla reporterów, wydaje się to być dobrą inwestycją. Niestety miękka okładka psuje to wrażenie.
Minusem książki jest to, że dotyczy ona w dużej mierze rynku amerykańskiego, dlatego wiele porad wymaga u nas weryfikacji i nie mogą być wykorzystane wprost (np. porady prawne). Nie zmienia to faktu, że jest to skarbnica wiedzy, z której warto czerpać.
… właśnie odwiedziła mnie para znajomych fotografów i powtórzyła się sytuacja, taka jak z moją żoną :)
Fotografia prasowa. Z obiektywem za kulisami niezwykłych wydarzeń to poradnik ilustrowany niezliczoną ilością zdjęć zawierający nie tylko ich opis, ale również kulisy ich wykonania. Nieraz zaskakująco proste zabiegi doprowadzają do wykonania ponadczasowej fotografii. Innym razem zdjęcie powstaje tylko dzięki doświadczeniu i determinacji fotografa.
Co ważne, w książce opisano różne rodzaje fotografii reporterskiej, porady sprzętowe, edycyjne i prawne z nią związane. Ich proporcje są dobrze wyważone, ma się poczucie rzeczy ważnych i tych mniej ważnych, ale przydatnych.
Najciekawsza była pierwsza reakcja mojej żony. Gdy ujrzała u mnie wydawnictwo Kennetha Kobre’a Fotografia prasowa, stwierdziła: „Przecież Ty nie robisz takich zdjęć!” Po chwili ciężko było mi odzyskać moją książkę. Żona z zainteresowaniem przeglądała kolejne strony, żywo komentując napotkane zdjęcia i opisy.
Mnie osobiście zaciekawił rozdział Etyka. Znalazłem tam dużą ilość informacji, ale również przemyśleń autora nt. tego co reporter powinien fotografować i jaką rolę spełniać, aby jego praca miała wartość dla odbiorców. To ważny temat w czasach zalewu niezliczoną ilością zdjęć. Temat, o którym albo się nie pisze, a jak już, to wszystko i nic.
Układ książki jest dobrze przemyślany. Podział na rozdziały, w nich zdjęcia przybliżające temat, przy każdym zdjęciu wyczerpujący opis. W tabelkach skondensowane informacje. To trochę jak ciekawy wykład, z dużą ilością przykładów.
Cena książki niemała, bo 149 PLN, ale gdy weźmiemy pod uwagę że ma ona ponad 500 stron (ze zdjęć można by wydać cztery bardzo ciekawe albumy) i opisy zawierające mnóstwo porad dla reporterów, wydaje się to być dobrą inwestycją. Niestety miękka okładka psuje to wrażenie.
Minusem książki jest to, że dotyczy ona w dużej mierze rynku amerykańskiego, dlatego wiele porad wymaga u nas weryfikacji i nie mogą być wykorzystane wprost (np. porady prawne). Nie zmienia to faktu, że jest to skarbnica wiedzy, z której warto czerpać.
… właśnie odwiedziła mnie para znajomych fotografów i powtórzyła się sytuacja, taka jak z moją żoną :)
Szczecin czyta Artur Magdziarz, 2014-01-15
Myśl jak Zuck. Pięć sekretów biznesowych Marka Zuckerberga - genialnego założyciela Facebooka
Ekaterina Walter: “Myśl jak Zuck. Pięć sekretów biznesowych Marka Zuckerberga – genialnego założyciela Facebooka”
Innowacyjne pomysły wizjonerów nierzadko wyprzedzają epokę, w której przyszło im żyć. Takim człowiekiem jest właśnie Mark Zuckenberg – bohater tej książki. Jego przedsiębiorczość i kreatywność, połączone z olbrzymią determinacją dały zaskakujący efekt w postaci najbardziej rozpoznawalnego serwisu społecznościowego ostatniej dekady w skali światowej.
Autorka opowiada tu historię powstania i udoskonalania Facebooka, która powinna inspirować innych ludzi, związanych z e-biznesem i skłaniać do wdrażania innowacyjnych rozwiązań bez względu na obowiązujące trendy w tej dziedzinie. Analizuje też fenomen serwisu, który posiada już ponad miliard aktywnych użytkowników i stanowi przełom w sposobach komunikowania się przez internet. Wielu moich znajomych nie wyobraża sobie dnia bez wejścia na fb i sprawdzenia, co słychać u znajomych czy dodania wpisu na swojej tablicy. wiele firm rozwija swą działalność i pozyskuje nowych klientów dzięki swemu profilowi w tym serwisie, zabiegając o zwiększenie liczby jego fanów.
W tej książce znajdziemy wskazówki, jak budować kreatywny zespół, dobierając odpowiednich ludzi, jak realizować swoją wizję i stworzyć produkt, który zainteresuje szerokie grono odbiorców. Autorka podkreśla, jak ważna jest tu pasja, chęć stworzenia czegoś nowego i niepowtarzalnego. To ona, w połączeniu z prężnym działaniem może dać wynik przerastający nasze oczekiwania. Dla Zuckenberga celem było sprawienie, by świat stał się bardziej otwarty i powiązany, a więc ważne są dla niego relacje między ludźmi. O sukcesie jego przedsięwzięcia zadecydowały właśnie relacje – ze współpracownikami i z partnerami biznesowymi. Zwłaszcza postawa i motywacja osób współtworzących projekt to klucz do jego powodzenia.
Ta książka daje wskazówki, jak budować skuteczne strategie rozwoju firmy, jak dobierać sobie zespół i jak stworzyć projekt, który stanie się niezbędny szerokiej grupie odbiorców. Warto je poznać, by rozwinąć swój potencjał i przyczynić się do cywilizacyjnego kroku w swojej dziedzinie.
Innowacyjne pomysły wizjonerów nierzadko wyprzedzają epokę, w której przyszło im żyć. Takim człowiekiem jest właśnie Mark Zuckenberg – bohater tej książki. Jego przedsiębiorczość i kreatywność, połączone z olbrzymią determinacją dały zaskakujący efekt w postaci najbardziej rozpoznawalnego serwisu społecznościowego ostatniej dekady w skali światowej.
Autorka opowiada tu historię powstania i udoskonalania Facebooka, która powinna inspirować innych ludzi, związanych z e-biznesem i skłaniać do wdrażania innowacyjnych rozwiązań bez względu na obowiązujące trendy w tej dziedzinie. Analizuje też fenomen serwisu, który posiada już ponad miliard aktywnych użytkowników i stanowi przełom w sposobach komunikowania się przez internet. Wielu moich znajomych nie wyobraża sobie dnia bez wejścia na fb i sprawdzenia, co słychać u znajomych czy dodania wpisu na swojej tablicy. wiele firm rozwija swą działalność i pozyskuje nowych klientów dzięki swemu profilowi w tym serwisie, zabiegając o zwiększenie liczby jego fanów.
W tej książce znajdziemy wskazówki, jak budować kreatywny zespół, dobierając odpowiednich ludzi, jak realizować swoją wizję i stworzyć produkt, który zainteresuje szerokie grono odbiorców. Autorka podkreśla, jak ważna jest tu pasja, chęć stworzenia czegoś nowego i niepowtarzalnego. To ona, w połączeniu z prężnym działaniem może dać wynik przerastający nasze oczekiwania. Dla Zuckenberga celem było sprawienie, by świat stał się bardziej otwarty i powiązany, a więc ważne są dla niego relacje między ludźmi. O sukcesie jego przedsięwzięcia zadecydowały właśnie relacje – ze współpracownikami i z partnerami biznesowymi. Zwłaszcza postawa i motywacja osób współtworzących projekt to klucz do jego powodzenia.
Ta książka daje wskazówki, jak budować skuteczne strategie rozwoju firmy, jak dobierać sobie zespół i jak stworzyć projekt, który stanie się niezbędny szerokiej grupie odbiorców. Warto je poznać, by rozwinąć swój potencjał i przyczynić się do cywilizacyjnego kroku w swojej dziedzinie.
urodaizdrowie.pl Dominika, 2014-01-13
Myśl jak Zuck. Pięć sekretów biznesowych Marka Zuckerberga - genialnego założyciela Facebooka
Myśl jak Zuck. Pięć sekretów biznesowych Marka Zuckerberga – genialnego założyciela Facebooka
Większość z nas używa go przynajmniej raz dziennie. Dla niektórych włączenie go stanowi pierwszą czynność po obudzeniu się i ostatnią tuż przed zaśnięciem. Dał nam możliwość nieustannego kontaktu z naszymi przyjaciółmi i znajomymi. Są osoby niepotrafiące bez niego żyć, a także takie, które starają się trzymać od niego z daleka. Tak, mowa tu o portalu społecznościowym, jakim jest Facebook. Został on założony w 2004 roku przez Marka Zuckerberga, studenta informatyki i socjologii na Uniwersytecie Harvarda. Jaka jest tajemnica jego sukcesu? Dowiemy się tego z książki Ekateriny Walter Myśl jak Zuck. Pięć sekretów biznesowych Marka Zuckerberga – genialnego założyciela Facebooka.
Niezależnie od tego, jaki mamy stosunek do Facebooka, nie możemy zaprzeczyć, że jego twórca odniósł olbrzymi sukces i sprawił, że świat jest bardziej otwarty i połączony. W młodym wieku stworzył prężnie rozwijającą się firmę, która z każdym rokiem dzięki jego pasji staje się coraz bardziej potężna i wpływowa. Każdy, kto posiada swój biznes lub właśnie planuje go założyć łapię się za głowę i pyta: „jak mu się to udało, jakim człowiekiem on jest?!”.
Odpowiedzią na to pytanie jest książka Ekateriny Walter. Autorka opisuje powstawanie Facebooka oraz innych firm, skupiając się na pięciu filarach ich sukcesu: pasji, celowości, ludziach, produkcie oraz partnerstwie. Dzięki nim dowiesz się jak być osobą wpływową, która osiąga wyznaczone cele robiąc to, co kocha. Współcześnie dużą wagę przywiązuje się do innowacyjności i konkurencyjności. Jeśli nie podejmujesz walki i nie wprowadzasz zmian, zostajesz daleko w tyle. Możliwe, że opisywana tu pozycja całkowicie odmieni twoją karierę.
Mimo, że sama nie planuję założenia firmy, książką niesamowicie mnie pochłonęła. Została napisana w prosty i przystępny sposób. Jej przesłanie i zawarte w niej rady są uniwersalne, a historia powstawania Facebooka fascynująca. Zachwycił mnie także aspekt kontaktów międzyludzkich, jako jeden z sekretów biznesowych, a także sposób na odnalezienie właściwego partnera do założenia firmy. Książkę polecam nie tylko osobom rozkręcającym własną działalność, ale także tym, które są ciekawe tajemnicy stojącej za sukcesem Facebooka. Nie będziecie zawiedzeni!
Większość z nas używa go przynajmniej raz dziennie. Dla niektórych włączenie go stanowi pierwszą czynność po obudzeniu się i ostatnią tuż przed zaśnięciem. Dał nam możliwość nieustannego kontaktu z naszymi przyjaciółmi i znajomymi. Są osoby niepotrafiące bez niego żyć, a także takie, które starają się trzymać od niego z daleka. Tak, mowa tu o portalu społecznościowym, jakim jest Facebook. Został on założony w 2004 roku przez Marka Zuckerberga, studenta informatyki i socjologii na Uniwersytecie Harvarda. Jaka jest tajemnica jego sukcesu? Dowiemy się tego z książki Ekateriny Walter Myśl jak Zuck. Pięć sekretów biznesowych Marka Zuckerberga – genialnego założyciela Facebooka.
Niezależnie od tego, jaki mamy stosunek do Facebooka, nie możemy zaprzeczyć, że jego twórca odniósł olbrzymi sukces i sprawił, że świat jest bardziej otwarty i połączony. W młodym wieku stworzył prężnie rozwijającą się firmę, która z każdym rokiem dzięki jego pasji staje się coraz bardziej potężna i wpływowa. Każdy, kto posiada swój biznes lub właśnie planuje go założyć łapię się za głowę i pyta: „jak mu się to udało, jakim człowiekiem on jest?!”.
Odpowiedzią na to pytanie jest książka Ekateriny Walter. Autorka opisuje powstawanie Facebooka oraz innych firm, skupiając się na pięciu filarach ich sukcesu: pasji, celowości, ludziach, produkcie oraz partnerstwie. Dzięki nim dowiesz się jak być osobą wpływową, która osiąga wyznaczone cele robiąc to, co kocha. Współcześnie dużą wagę przywiązuje się do innowacyjności i konkurencyjności. Jeśli nie podejmujesz walki i nie wprowadzasz zmian, zostajesz daleko w tyle. Możliwe, że opisywana tu pozycja całkowicie odmieni twoją karierę.
Mimo, że sama nie planuję założenia firmy, książką niesamowicie mnie pochłonęła. Została napisana w prosty i przystępny sposób. Jej przesłanie i zawarte w niej rady są uniwersalne, a historia powstawania Facebooka fascynująca. Zachwycił mnie także aspekt kontaktów międzyludzkich, jako jeden z sekretów biznesowych, a także sposób na odnalezienie właściwego partnera do założenia firmy. Książkę polecam nie tylko osobom rozkręcającym własną działalność, ale także tym, które są ciekawe tajemnicy stojącej za sukcesem Facebooka. Nie będziecie zawiedzeni!
niedzielnatworczosc.blogspot.com Joanna Niedziela, 2014-01-06