ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Kapłan diabła. Opowieści o nadziei, kłamstwie, nauce i miłości

Opowieść o nadziei, kłamstwie, nauce i miłości – to tylko niektóre z tematów poruszanych przez prof. Richarda Dawkinsa – autora “Boga urojonego”.



New York Times o książce pisze: “Zdecydowanie pobudza do myślenia”. Literary review twierdzi, że “Tym, co łączy wszystkie eseje, jest ożywiający je duch naukowej przejrzystości, intelektualnej uczciwości, prawdy i odwagi.”

Dawkins w “Kapłanie diabła” pokazuje, że jego myśli to nie tylko zapalczywa walka z religią (każdą – bez wyjątku) ale również pewne spojrzenie na otaczający nas świat – z troską i nadzieją.

Czytamy więc na temat sposobu nauczania biologii jako przedmiotu ewolucyjnego. Dowiadujemy się, co dla niego znaczy termin “pseudonauka” i jakie zagrożenie płynie z rosnącej fali terroryzmu.

W książce nie braknie również esejów,z których znany jest prof. Dawkins. “Zainfekowany umysł” to opowieść o stracie “resztek szacunku” wobec religii “jakiejkolwiek”. Autor pisze o winie proroków mamiących “życiem wiecznym” i ich udziale w tragedii 11 września.

Jeszcze lepsza jest diagnoza nauki, która poleca chorym na grypę używanie kwarcu i wyobraźni do leczenia się (homeopatii?). I może to nie jest najgorsze (każdy robi to, co lubi) lecz miejsce (ważne) zajmowane przez taką pseudonaukę we współczesnym świecie.

Książka, do której będę wracać.
ksiazka-online.pl Książka Online

Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima

W kraju, gdzie występuje co piąte silne trzęsienie ziemi na świecie, do sytuacji dostosował się nawet język codzienny. A jak żyją z tym Japończycy?

W1956 r. miasto Hiroszima zorganizowało - we współpracy z USA - wystawę o energetyce jądrowej. Odwiedziło ją 100 tys. ludzi, poparcia udzieliły organizacje zrzeszające ofiary bomby atomowej z 1945 r. „Naszą nadzieją - pisano z Nagasaki - jest to, że energia, która może doprowadzić ludzkość do zniszczenia i anihilacji, będzie użyta dla szczęścia i dobrobytu łudzi".

Tymczasem dziś, trzy lata po katastrofie w elektrowni jądrowej w Fukushimie, Japończycy wymieniają się informacjami o lokalizacji „hotto spotto" (z ang. „hot spot"). To obszary o dużym skażeniu, czasem daleko od Fukushimy. Materiały radioaktywne niósł wiatr, a potem opadały z deszczem. „Nie wiadomo, ile jest takich miejsc - pisze Piotr Bernardyn w książce „Słońce jeszcze nie wzeszło" - mogą one zmieniać położenie. Są na zboczach gór, w lasach; lekceważyć ich nie można. Radioaktywny cez (...) zjedzony przez zwierzęta dostaje się do łańcucha pokarmowego albo spływa z wodami gruntowymi do rzek i oceanów".

To osobista książka. Polski dziennikarz mieszkający w Japonii - stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego" - zaczął ją pisać zaraz po 11 marca 2011 r. Tego dnia, podobnie jak miliony japończyków, przeżył największe trzęsienie ziemi w swym życiu. Wywołana przez nie wielka fala tsunami uszkodziła elektrownię w Fukushimie. Zaraz potem światowa prasa uległa stereotypom o Japończykach. „Poradzą sobie, są znani ze zdolności do mobilizacji, poświęcania jednostkowego dobra dla społeczeństwa" - powtarzaliśmy także w Polsce.

To częściowo prawda: w kraju, gdzie występuje co piąte silne trzęsienie ziemi na świecie, do sytuacji dostosował się nawet język codzienny: „ganbaru" znaczy „włożyć wysiłek" w odbudowę. A „soteigai" dotyczy katastrofy naturalnej: że jest „niemożliwa do przewidzenia".

Jednak w cieniu stereotypów o japońskiej zdolności do mobilizacji umknęła naszej uwadze dyskusja o pronukłearnym sprzysiężeniu władzy i korporacji, które przez dekady stworzyły podatny na nadużycia i korupcję system, sprzyjający budowie elektrowni atomowych. Bernardyn przedstawia to znakomicie. W systemie tym prym wiedzie wpływowa kompania energetyczna, a na dole piramidy są „nuklearni Cyganie": pracownicy najmowani do czyszczenia zbiorników ze ściekami z elektrowni.

Dziennikarz opisuje korupcję, która dotyczy nawet sejsmologów i geologów. 1 liczne - choć w dyskusji zwykle pomijane - badania ekspertów wskazujące, że w przyszłości może dojść do katastrofy gorszej niż w Fukushimie.

To japonia, której istnienia najczęściej nawet nie podejrzewamy. Jak pisze Bernardyn, to japonia, gdzie atak żywiołu trwa zwykle krótko. A potem nastają: cisza i życie.
TVP Kultura, Tygodnik Powszechny Marcin Żyła, 2014-02-16

Everest. Góra Gór

Niecały rok temu, przy okazji badania przyczyn tragedii na Broad Peaku, w mediach było głośno o himalaizmie. Zastanawiano się nie tylko nad dramatem konkretnych osób i możliwością uniknięcia zaistniałej sytuacji, ale również nad często niewyjaśnionym magnetyzmem gór i pragnieniem wspinania się, które obarczone jest ogromnym ryzykiem.

Wokół polskiej wyprawy narosło wiele teorii i domysłów, nie wolnych od oskarżeń wobec tych, którzy przeżyli. Co typowe w takich sytuacjach, także w tym przypadku każdy czuł się ekspertem, nawet jeśli góry znał tylko z turystycznych wypadów w rodzime Tatry, tak różnych od wysokogórskich wypraw, na których człowiek w głównej mierze jest zdany tylko na siebie, a zdobycie szczytu często przeradza się w walkę o przetrwanie...

Monika Witkowska - podróżniczka, żeglarka i miłośniczka gór - na Everest wyruszyła nie tylko po to, aby spełnić swoje marzenie, ale również po to, by sprawdzić jak takie przedsięwzięcie wygląda od kuchni. Jak twierdzili jej znajomi, wystarczy zapłacić i już można odhaczyć zdobycie najwyższego szczytu świata na liście swoich osiągnięć. Nie dając wiary tym złośliwościom podróżniczka zaczęła solidne przygotowania do wyprawy, nie tylko pod względem gromadzenia niezbędnego sprzętu, ale i budowania formy. Opłaciło się, gdyż 23 maja, w pięćdziesiątym dniu wyprawy, stanęła na Dachu Świata. Pokłosiem tego osiągnięcia jest publikacja zatytułowana Everest. Góra Gór.

Książka Moniki Witkowskiej w głównej mierze składa się z dziennika 67-dniowej wyprawy, co początkowo budziło moje obawy. Spodziewałam się nudnych zapisków, które powinny pozostać w szufladzie ich autorki, a otrzymałam interesującą i barwną relację ukazującą kulisy wysokogórskiej wyprawy. Będąc bystrą obserwatorką zarejestrowała wszystko, co działo się w bazach - przypadkowe spotkania, nastroje panujące w obozach i pojawiające się problemy. Monika Witkowska nie wstydziła się także pisać o własnych emocjach i obawach potęgowanych doniesieniami o kolejnych zgonach, jak się bowiem okazuje to nie wyjścia w góry są najniebezpieczniejsze, ale niedostateczna aklimatyzacja.

Relacja w wyprawy jest gęsto przetykana pięknymi fotografiami oraz ciekawostkami (zdobywcy Everestu, sporna wysokość góry, pierwsi zdobywcy, aklimatyzacja) prezentowanymi między stronami dziennika. Choć graficznie jest to rozwiązanie efektowne, wolałabym aby takie kompendium znalazło się na końcu książki - nie musiałabym stale rozpraszać swojej uwagi, mimo iż interesującymi, ale jednak pobocznymi treściami. W Evereście znalazłam również kilka małych niedociągnięć redakcyjnych - Monika Witkowska wspominając o uczestnikach pechowej wyprawy na Broad Peak pisze o Adamie Małku, który w rzeczywistości nosił imię Artur, natomiast jeden z przypisów wskazuje datę 16.05. jako dzień śmierci Aleksieja Bołotowa, podczas gdy autorka pisze o tym fakcie w dzienniku o jeden dzień wcześniej. Również sformułowanie "wziąć się za chabety" budzi moją wątpliwość - himalaiści nie mieli do dyspozycji (nawet lichych) koni, za to "łby" pełne ambicji, a czasami również drażliwości - owszem, i to za nie pewnego dnia wzięli się z Szerpami.

Everest. Góra Gór to lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika gór. Choć sama należę raczej do umiarkowanych zwolenników tego typu aktywności, książkę bez wahania dodaję do półki z ulubionymi pozycjami literatury podróżniczej.
poczytajka.blogspot.com Iwona Poczytajka, 2014-02-10

Everest. Góra Gór

Wielu ludzi uwiódł. Wielu pochłonął. Jeśli chcesz wiedzieć, jaki jest naprawdę i czy trudno go zdobyć, to koniecznie przeczytaj książkę Moniki Witkowskiej „Everest. Góra Gór”.

Autorka jest zapaloną podróżniczką, odwiedziła ponad 130 krajów na wszystkich kontynentach. Z wykształcenia dziennikarka, z pasji wielka miłośniczka gór, nurkowania i sportów powietrznych. Sięgając po jej najnowszą publikację „Everest. Góra Gór” pomyślałam sobie, że mamy coś wspólnego: też jestem dziennikarką i też lubię góry. Oczywiście nie wyczynowo, tak zwyczajnie, rekreacyjnie. Co roku podczas urlopu wybieram południe Polski, aby podziwiać piękno natury, wspinać się po górach, napawać się obłędnymi widokami i rozmyślać o sile, która tkwi w tych skalnych tworach.

Nigdy nie interesowałam się wspinaczką wyczynową czy himalaizmem, ale zeszłoroczne wydarzenia związane z wyprawą na Broad Peak, podczas której zginął Maciej Berbeka i Tomek Kowalski, poruszyły mnie dogłębnie. Obserwowałam każdy news na ich temat, śledziłam informacje, czekając na cud, który niestety nie nadszedł. Te wydarzenia odcisnęły gdzieś we mnie piętno, może dlatego, że Tomek Kowalski był związany z moim rodzinnym Poznaniem i poczułam w sercu pewien żal. Ta historia zwróciła także moją uwagę na himalaizm, na siłę pasji i przezwyciężania samego siebie, aby realizować marzenia.

Wracając jednak do książki - „Everest. Góra Gór” to przede wszystkim opowieść o tym, jak wygląda zdobywanie najwyższej góry świata przez zwykłego śmiertelnika. Autorka wykupuje usługę w agencji trudniącej się organizowaniem wejścia na Mount Everest, detalicznie opisując każdy element przygotowań, szukania pieniędzy, czy kompletowania sprzętu. Praktycznie możemy śledzić wszystkie poczynania, w tym także mordercze treningi i inne wyrzeczenia, które mają prowadzić do szczęśliwego zdobycia wymarzonej góry oraz bezpiecznego powrotu na dół.

Czytając tę książkę miałam wrażenie, że trzymam w rękach swego rodzaju dziennik z etapu przygotowań przed wyprawą. Wspólnie z Moniką Witkowską aklimatyzowałam się, chodziłam na herbatę i plotki do sąsiednich namiotów, zdobywałam kolejne obozy. Cała publikacja jest napisana bardzo przejrzystym i prostym językiem. Dużym atutem są także zamieszczone bardzo dobrej jakości zdjęcia oraz ciekawostki.

Dla mnie „Everest. Góra Gór” to przede wszystkim rzetelna opowieść o każdym, nawet najdrobniejszym elemencie, o który trzeba zadbać przed wyprawą wysokogórską. Zagłębiając się w karty książki dowiemy się z jakimi trudnościami możemy zmierzyć się podczas zdobywania Mount Everestu i co naprawdę w praktyce oznacza wchodzenie na tak dużą wysokość. Dzięki Monice Witkowskiej znajdziemy także odpowiedzi na pytania: kim są współcześni wspinacze? Co każe im wydawać dziesiątki tysięcy dolarów na wyprawę, w czasie której ryzykują swoje zdrowie, a nawet życie?

Wiemy także, że o żadnym innym szczycie nie krąży tyle fantastycznych opowieści, co o Mount Everest, zatem warto zmierzyć się z tymi historiami podczas zimowo-wiosennych wieczorów planując już letni urlop. Zdecydowanie polecam.
dlaLejdis.pl Joanna Sieg, 2014-02-12

Podręcznik startupu. Budowa wielkiej firmy krok po kroku

Marzeniem wielu osób, które zakładają start upy, jest sukces na miarę Facebooka, Grouponu czy Google i, oczywiście, zarabianie milionów. Jednakże droga do sławy w tej dziedzinie bywa bardzo wyboista i nieraz można się na niej potknąć. A to za sprawą całkowitej nieprzewidywalności i ogromnej dynamiki zmian. W takim razie czy istnieje coś, co może pomóc przyszłym start-upowcom w zbudowaniu swoich potęg? Okazuje się, że tak. Jest nią ”Podręcznik start upu – Budowa wielkiej firmy krok po kroku”!
Solidna porcja wiedzy

Gdy dostałam do rąk tę słusznej grubości książkę, zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś w ogóle znajdzie czas, by przebrnąć przez te wszystkie strony. Postanowiłam jednak dać jej szansę, licząc, że po dokonaniu niemożliwego stanę się bogiem start upów. Na szczęście – nie zawiodłam się. Nie pamiętam już, kiedy ostatnim razem miałam przyjemność z tak wartościowym podręcznikiem, który na dodatek jest ciekawie i przystępnie napisany. Próżno szukać w nim wilgotnych kartek – nikt tam wody nie leje. Z każdą stroną czytelnicze oczy coraz bardziej otwierają się na wszelkie tajniki zakładania i prowadzenia start upu. Zaryzykuję śmiałe stwierdzenie, że nawet ci, którzy na tym biznesie zjedli zęby, znajdą coś dla siebie. Dobrze, przyznaję – może nie czyta się tego jak powieści Dana Browna, ale zdecydowanie warto poświęcić trochę swojego czasu na ten podręcznik. Może on się bowiem stać niezastąpionym przewodnikiem, który poprowadzi nas przez cały proces tworzenia i rozwoju start upu.
Prowodyr, towarzysz, ratownik

Pierwszą rzeczą, która mnie zachwyciła, był nieznany mi do tej pory, a stworzony przez autorów model Customer Development. Co ma w sobie takiego? To proste, a zarazem niezwykle efektywne narzędzie, które zapewni naprawdę dobry początek każdego start upu. Co więcej, można je zastosować nie tylko do tego rodzaju biznesu, ale również do każdej innej firmy. Innym zagadnieniem wartym uwagi jest metodologia „zwinnego zarządzania projektami”. Gdyby firmy korzystały z niego na co dzień, myślę, że projekty realizowałyby się właściwie same.

To, co do tej pory wiedziałam o tworzeniu i rozwijaniu start upu, stanowiło zaledwie wierzchołek góry lodowej. Ale autorzy książki zadbali, by ten temat stał mi się znacznie bliższy. Pokazują, jakie pułapki czyhają w gąszczu rozwiązań i na co należy zwracać uwagę. Wprowadzają za kulisy i przygotowują na wyzwania czekające przyszłych start-upowców. I, co ważne, nie tylko są z nami wtedy, gdy odnosimy kolejne sukcesy, ale też pomagają podnieść się po porażkach. Dostarczają również informacji pomocnych w zrozumieniu rynku i klientów, a także dotyczących tego, jak budować odpowiedni model biznesowy oraz procesy sprzedaży. To jest ta część, która przyda się każdemu – bez względu na charakter działalności, jaką planuje bądź już prowadzi.

Niezmiernie mnie cieszy, że w książce nie brakuje tego, co lubię najbardziej – przypadków start upowych sukcesów i porażek oraz praktycznych narzędzi, które przydadzą się w prowadzeniu firmy. Ciekawym zabiegiem jest natomiast umieszczenie na każdej stronie książki wartych zapamiętania wskazówek i głównych myśli. To bez wątpienia ułatwia przyswojenie tak bogatej treści.

Co tu dużo mówić – książka napisana praktycznie, z sensem i bez zbędnego „ględzenia”. Jeżeli poważnie myślicie o własnym start upie, to koniecznie musicie po nią sięgnąć. A przygodę z nią dobrze rozpocząć od zapoznania się z Manifestem Customer Development, którego założenia warte są jak najszybszego wprowadzenia w życie. Dzięki temu unikniemy zderzenia z „górą lodową” na samym początku naszego rejsu. Niech nie zraża Was objętość książki, bo gwarantuję, że po pierwszym przeczytaniu wrócicie do niej jeszcze wiele razy. Ja na pewno.
mamopracuj.pl Magdalena Nowacka, 2014-01-31
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL