Recenzje
Może (morze) wróci
Stoisz przed półką z książkami podróżniczymi i zastanawiasz się, którą wybrać. Teoretycznie książki nie ocenia się po okładce, ale praktycznie to ona daje jakiś punkt zaczepienia i pomaga podjąć decyzję. Sięgasz po kolejne egzemplarze. Na okładkach kolorowe zdjęcia, bajecznie rysowane mapki, fantazyjne etniczne wzorki. Tak, jeśli szukasz przygód i podróżniczego awanturnictwa, pewnie wybierzesz jedną z tych książek. W końcu jednak trafiasz na okładkę nudną, szarawą, bez zdjęć. Zastanawiasz się, czy treść książki Bartka Sabeli Może morze wróci jest taka sama, jak jej okładka…
Powiem tak. Jeżeli szukasz zapierających dech w piersiach fotografii krajobrazów i opowieści o mrożących krew w żyłach przygodach w podróży – to niekoniecznie sięgaj po tę książkę. Tego tutaj nie znajdziesz. Chociaż jak uświadomisz sobie, co stało się na przestrzeni ostatnich lat z Jeziorem Aralskim, to będziesz zszokowany. Jednak nie jest to ten oczywisty sposób mrożenia krwi w żyłach.
Może morze wróci jest książką… nie chcę pisać, że nudną, bo to nie jest dobre słowo. Opowieść w niej snuta jest interesująca i przerażająca jednocześnie. Co człowiek, w imię jakiegoś widzimisię, potrafi zrobić z naturą, a także życiem innych ludzi. Mamy możliwości techniczne zmieniać świat dowolnie, jak nam się podoba. Ale czy mamy do tego prawo? Bartek nie daje odpowiedzi, on tylko pokazuje skutki ludzkich decyzji i otwiera nam oczy. Niemniej jednak robi to w sposób dość nużący. To chyba jest dobre słowo.
Książka nie jest lekką do łyknięcia przygodówką. Ona porusza temat mało popularny – no bo kto słyszał ostatnio cokolwiek o Aralu, kto się interesował katastrofą ekologiczną spowodowaną przez człowieka? I trudny. Zabiera nas tam, gdzie mało kto ma ochotę się zabrać. I dlatego, moim zdaniem, jest wartościowa. Znajdziemy w niej mnóstwo danych, faktów, cytatów – widać, że autor naprawdę się napracował zbierając materiał o jeziorze Aralskim i o ludziach żyjących w jego okolicach.
Bo ta książka traktuje nie tylko o samym Aralu. Mamy tu też mnóstwo ciekawych spostrzeżeń i opisów kultury narodów zamieszkujących te okolice. Jest spora dawka historii. Jest zaglądanie za przygotowaną dla turystów kurtynę, oddzielającą to co piękne i historyczne od tego, co brzydkie i teraźniejsze. Jest dużo autentyzmu. I chociaż nie ma nagłych zwrotów akcji ani wariactw na szlaku – to ciężko momentami odłożyć Może morze wróci na bok.
Nie brakuje tu fotografii. Są one takie, jak cała książka – nieco przygnębiające, przygaszone, smutne. Ale dobre. To znaczy dobrze ilustrują tekst. Podobają mi się. Podobnie jak rysunki Bartka.
A zatem stoisz przed ta półką z książkami i obracasz w ręku Może morze wróci. Jeśli tylko jesteś gotowy na dużą dawkę wiedzy, trudny lecz interesujący temat i niełatwe pytania – nawet się nie wahaj! Bierz książkę i czytaj! Polecam!
Powiem tak. Jeżeli szukasz zapierających dech w piersiach fotografii krajobrazów i opowieści o mrożących krew w żyłach przygodach w podróży – to niekoniecznie sięgaj po tę książkę. Tego tutaj nie znajdziesz. Chociaż jak uświadomisz sobie, co stało się na przestrzeni ostatnich lat z Jeziorem Aralskim, to będziesz zszokowany. Jednak nie jest to ten oczywisty sposób mrożenia krwi w żyłach.
Może morze wróci jest książką… nie chcę pisać, że nudną, bo to nie jest dobre słowo. Opowieść w niej snuta jest interesująca i przerażająca jednocześnie. Co człowiek, w imię jakiegoś widzimisię, potrafi zrobić z naturą, a także życiem innych ludzi. Mamy możliwości techniczne zmieniać świat dowolnie, jak nam się podoba. Ale czy mamy do tego prawo? Bartek nie daje odpowiedzi, on tylko pokazuje skutki ludzkich decyzji i otwiera nam oczy. Niemniej jednak robi to w sposób dość nużący. To chyba jest dobre słowo.
Książka nie jest lekką do łyknięcia przygodówką. Ona porusza temat mało popularny – no bo kto słyszał ostatnio cokolwiek o Aralu, kto się interesował katastrofą ekologiczną spowodowaną przez człowieka? I trudny. Zabiera nas tam, gdzie mało kto ma ochotę się zabrać. I dlatego, moim zdaniem, jest wartościowa. Znajdziemy w niej mnóstwo danych, faktów, cytatów – widać, że autor naprawdę się napracował zbierając materiał o jeziorze Aralskim i o ludziach żyjących w jego okolicach.
Bo ta książka traktuje nie tylko o samym Aralu. Mamy tu też mnóstwo ciekawych spostrzeżeń i opisów kultury narodów zamieszkujących te okolice. Jest spora dawka historii. Jest zaglądanie za przygotowaną dla turystów kurtynę, oddzielającą to co piękne i historyczne od tego, co brzydkie i teraźniejsze. Jest dużo autentyzmu. I chociaż nie ma nagłych zwrotów akcji ani wariactw na szlaku – to ciężko momentami odłożyć Może morze wróci na bok.
Nie brakuje tu fotografii. Są one takie, jak cała książka – nieco przygnębiające, przygaszone, smutne. Ale dobre. To znaczy dobrze ilustrują tekst. Podobają mi się. Podobnie jak rysunki Bartka.
A zatem stoisz przed ta półką z książkami i obracasz w ręku Może morze wróci. Jeśli tylko jesteś gotowy na dużą dawkę wiedzy, trudny lecz interesujący temat i niełatwe pytania – nawet się nie wahaj! Bierz książkę i czytaj! Polecam!
dalekoniedaleko.pl Ewa
Izrael. Ziemia trzech religii, trzech mórz i jednego słońca. Przewodnik rekreacyjny. Wydanie 1
Po przeczytaniu tak fascynujących książek może zrodzić się niejednemu pomysł, by odwiedzić kraj, którego historię liczy się od czasu proroków, mimo że jest jednym z najmłodszych państw świata, upragnioną Ziemię Świętą, kolebkę chrześcijaństwa i judaizmu i cel licznych pielgrzymek. Przewodnik pt. „Izrael" Krzysztofa Bzowskiego nosi podtytuł „Ziemia trzech religii, trzech mórz i jednego słońca". Bez dwóch zdań to tygiel kulturowy, jak określił Izrael znakomity reporter Paweł Smoleński: „zawarty jest w nim cały świat, od salonów Wiednia, bruków Paryża i błota warszawskich Nalewek po pustynie Arabii, żar Afryki, wonne przyprawy Bliskiego Wschodu i śnieg afgańskiego Hindukuszu".
Magazyn Literacki Książki .ET, 2014-02-01
"Stary", młodzi i morze. Od Antarktydy do Alaski. Wyprawa wokół obu Ameryk
Mając dwadzieścia lat, zaczyna się odczuwać przemożoną potrzebę spełniania swoich marzeń. Z tego założenia najwyraźniej wyszli również członkowie załogi Starego, ponieważ postanowili opłynąć Amerykę Południową i przez niebezpieczny przylądek Horn dotrzeć do Polskiej Stacji Polarnej. Problemem było jedynie zdobycie pieniędzy na podróż. Trzeba było szukać sponsorów i przekonać rodzinę do wyjazdu. Mimo przeciwności dopięli swego i wyprawa doszła do skutku - co więcej, zakończyła się sukcesem. Młodzi podróżnicy poczuli jednak niedosyt i uznali, że czas zdobyć Amerykę Północną, a po przepłynięciu trudnego Przejścia Północno-Zachodniego także i wybrzeża Kanady. Ta książka to zapis ich niezwykłej podróży.
Stary, młodzi i morze to niezwykle emocjonująca relacja kilku przyjaciół, którzy postanowili spełnić swoje marzenia i wyruszyć w podróż życia. Spisania historii podjął się Marcin Jamkowski, który pracował głównie na materiałach przygotowanych przez kapitana obu rejsów, Jacka Wacłowskiego, i brał udział jedynie w drugiej wyprawie. Trochę szkoda, że takie zadanie przypadło komuś, kto nie widział wszystkiego. Zapewne z tego względu książka przybrała również formę trzecioosobową. Jak dla mnie jest to największa wada tej pozycji. W literaturze podróżniczej najbardziej lubię ten osobisty wydźwięk i narrację pierwszoosobową. Dzięki temu ma się lepszy wgląd w przemyślenia uczestników wyprawy. Tutaj nie mogłam w żaden sposób tego poczuć, co nie do końca mi się spodobało.
Mimo to jest to książka bardzo ciekawa i wciągająca, przedstawiająca ludzi połączonych pasją, jaką jest żeglarstwo. Pasję tę widać na każdym kroku - w relacji, w historiach, na zdjęciach, czy też... na dołączonym przez wydawnictwo filmie. Wszystko to sprawia, że opowiadana przez Jamkowskiego historia jest maksymalnie interesująca i bogata. Równie fajnie czytało mi się o relacjach bohaterów opowieści. Jako najlepsi przyjaciele przeżywali wspaniałe chwile, ale zdarzały im się również scysje. W sumie nie ma się czemu dziwić - pokład jachtu nie sprzyja izolacji, a co za tym idzie - kiedy ma się kogoś dość, nie ma dokąd uciec. Na szczęście bardziej liczył się dla nich cel podróży, dzięki czemu dążyli do niego mimo nieporozumień.
Jest jeszcze jeden plus Starego, młodych i morza: prawdziwą przyjemnością było dla mnie obserwowanie zmagań bohaterów z żywiołem wody. Niebezpieczeństwo groziło im na każdym kroku, mimo to nigdy się nie poddali i wytrwale walczyli z przeciwnościami losu. Tego oczekuję po dobrej książce podróżniczej i cieszę się, że kolejna powieść Bezdroży okazała się tak wspaniałą lekturą, nad którą warto spędzić kilka godzin.
Tym bardziej, że wydano ją z rozmachem i dbałością o detale.
Podsumowując: głównym mankamentem tej historii jest pozbawienie jej narracji pierwszoosobowej, która w dużej mierze przełożyła się na brak osobistego punktu widzenia bohaterów tej niezwykłej książki. Pod każdym innym względem jest to kawał wspaniałej literatury podróżniczej. Podobało mi się wydanie, a także pięknie wykonane zdjęcia do spółki z filmem, który tylko pogłębił moje wrażenia estetyczne. Najlepsza jednak okazała się pasja chłopaków, ponieważ to dzięki niej udało im się osiągnąć to, co sobie zamierzyli.
Stary, młodzi i morze to niezwykle emocjonująca relacja kilku przyjaciół, którzy postanowili spełnić swoje marzenia i wyruszyć w podróż życia. Spisania historii podjął się Marcin Jamkowski, który pracował głównie na materiałach przygotowanych przez kapitana obu rejsów, Jacka Wacłowskiego, i brał udział jedynie w drugiej wyprawie. Trochę szkoda, że takie zadanie przypadło komuś, kto nie widział wszystkiego. Zapewne z tego względu książka przybrała również formę trzecioosobową. Jak dla mnie jest to największa wada tej pozycji. W literaturze podróżniczej najbardziej lubię ten osobisty wydźwięk i narrację pierwszoosobową. Dzięki temu ma się lepszy wgląd w przemyślenia uczestników wyprawy. Tutaj nie mogłam w żaden sposób tego poczuć, co nie do końca mi się spodobało.
Mimo to jest to książka bardzo ciekawa i wciągająca, przedstawiająca ludzi połączonych pasją, jaką jest żeglarstwo. Pasję tę widać na każdym kroku - w relacji, w historiach, na zdjęciach, czy też... na dołączonym przez wydawnictwo filmie. Wszystko to sprawia, że opowiadana przez Jamkowskiego historia jest maksymalnie interesująca i bogata. Równie fajnie czytało mi się o relacjach bohaterów opowieści. Jako najlepsi przyjaciele przeżywali wspaniałe chwile, ale zdarzały im się również scysje. W sumie nie ma się czemu dziwić - pokład jachtu nie sprzyja izolacji, a co za tym idzie - kiedy ma się kogoś dość, nie ma dokąd uciec. Na szczęście bardziej liczył się dla nich cel podróży, dzięki czemu dążyli do niego mimo nieporozumień.
Jest jeszcze jeden plus Starego, młodych i morza: prawdziwą przyjemnością było dla mnie obserwowanie zmagań bohaterów z żywiołem wody. Niebezpieczeństwo groziło im na każdym kroku, mimo to nigdy się nie poddali i wytrwale walczyli z przeciwnościami losu. Tego oczekuję po dobrej książce podróżniczej i cieszę się, że kolejna powieść Bezdroży okazała się tak wspaniałą lekturą, nad którą warto spędzić kilka godzin.
Tym bardziej, że wydano ją z rozmachem i dbałością o detale.
Podsumowując: głównym mankamentem tej historii jest pozbawienie jej narracji pierwszoosobowej, która w dużej mierze przełożyła się na brak osobistego punktu widzenia bohaterów tej niezwykłej książki. Pod każdym innym względem jest to kawał wspaniałej literatury podróżniczej. Podobało mi się wydanie, a także pięknie wykonane zdjęcia do spółki z filmem, który tylko pogłębił moje wrażenia estetyczne. Najlepsza jednak okazała się pasja chłopaków, ponieważ to dzięki niej udało im się osiągnąć to, co sobie zamierzyli.
zrecenzujemy.blogspot.com Angie Wu, 2014-02-15
Trzeci poziom dojrzałości. Szczęśliwe życie po sześćdziesiątce
Starość to ostatni - po dzieciństwie, młodości, dojrzałości - etap w życiu człowieka. To również jedno z największych wyzwań współczesności. Obecnie sytuacja seniorów powoli zmienia się na lepsze, między innymi za sprawą działalności takich podmiotów jak Uniwersytety Trzeciego Wieku, ale przez długie lata osoby starsze mogły czuć się w naszym społeczeństwie zapomniane, wyobcowane, czy też nawet w jakimś sensie dyskryminowane. W dobie nieustannie rosnącego niżu demograficznego, a co za tym idzie starzejących się społeczeństw, książka Małgorzaty Modrak zatytułowana "Trzeci poziom dojrzałości. Szczęśliwe życie po sześćdziesiątce" jest publikacją ważną i potrzebną, bo pokazuje, że nigdy nie jest za późno na realizowanie własnych marzeń i czerpanie z życia przyjemności.
Autorka w szesnastu rozdziałach przedstawiła różne aspekty starości, omawiając zagadnienia na paru płaszczyznach. Na ponad dwustu stronach znaleźć można rady i wskazówki dotyczące diety (zmiany nawyków żywieniowych) oraz skoncentrowanie się na prowadzeniu zdrowego trybu życia (ruch na świeżym powietrzu, wysypianie się, unikanie nadmiernych stresów). Jeśli już zadba się należycie o organizm od strony fizycznej, należy zająć się rozwojem intelektualnym. Zasadniczo inteligencja osób starszych - nie licząc dotkniętych schorzeniami neurologicznymi - pozostaje przez całe życie na tym samym poziomie, tak więc zawsze można zacząć uczyć się nowych rzeczy lub pogłębiać istniejące pasje i zainteresowania. W dalszej części książki poruszone zostały m.in. kwestie dotyczące konfliktu pokoleń, autorytetu, który może zyskać (ale nie musi) osoba w zaawansowanym wieku, czy sztuki starzenia się (nie wszyscy potrafią pogodzić się z przemijającym czasem).
Małgorzata Modrak swoją książkę oparła o szereg publikacji z różnych dyscyplin naukowych. W bibliografii znajduje się kilkadziesiąt pozycji z zakresu psychologii, pedagogiki, socjologii, gerontologii, filozofii, historii. Bardzo często sięga również do poezji i szeroko rozumianej literatury, zamieszczając całe utwory lub wybrane fragmenty z twórczości takich autorów jak m.in. Sztaudynger, Asnyk, Twardowski, Staff, Drużbacka, Kapuściński, Tołstoj. W każdym z rozdziałów, poza omówieniem określonej problematyki, autorka zamieszcza ciekawostkę związaną z danym tematem oraz zadania do samodzielnego wykonania. Szczególną uwagę warto zwrócić na wspomniane ciekawostki. Dotyczą takich postaci jak np. Nikifor, Reymont, Piłsudski, El Greco, Edison. Mało kto wie, że ten ostatni - słynny wynalazca żarówki i wielu innych rzeczy (jest autorem ponad 2 tysięcy patentów!) - był samoukiem. Wprawdzie początkowo uczęszczał do szkoły, ale jako że był niesforny i zadawał mnóstwo pytań, nauczyciele zaczęli podejrzewać go o upośledzenie umysłowe. Edukacji chłopca podjęła się jego matka, która potrafiła rozwijać jego ciekawość świata i zaszczepić w nim miłość do nauki.
Publikacja "Trzeci poziom dojrzałości. Szczęśliwe życie po sześćdziesiątce" skierowana jest głównie do osób popularnie zwanych seniorami, czyli tych, którzy zakończyli aktywność zawodową, spełnili już także swoje role społeczne i zaczęli - zgodnie z koleją rzeczy - ostatni etap życia. Jaki on będzie, w dużej mierze zależy od indywidualnego podejścia. Małgorzata Modrak przekonuje, że pomimo pojawiających się dolegliwości zdrowotnych i spadku ogólnej sprawności fizycznej, na emeryturze można prowadzić interesujące i radosne życie. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po książkę sięgnęli też młodsi czytelnicy, ponieważ dzięki niej mogą zyskać szersze spojrzenie chociażby na problematykę związaną z konfliktem pokoleń. Nawet posiadając odmienne zdanie w takiej czy innej sprawie, będą w stanie zrozumieć i uszanować punkt widzenia swoich rodziców lub dziadków.
Autorka w szesnastu rozdziałach przedstawiła różne aspekty starości, omawiając zagadnienia na paru płaszczyznach. Na ponad dwustu stronach znaleźć można rady i wskazówki dotyczące diety (zmiany nawyków żywieniowych) oraz skoncentrowanie się na prowadzeniu zdrowego trybu życia (ruch na świeżym powietrzu, wysypianie się, unikanie nadmiernych stresów). Jeśli już zadba się należycie o organizm od strony fizycznej, należy zająć się rozwojem intelektualnym. Zasadniczo inteligencja osób starszych - nie licząc dotkniętych schorzeniami neurologicznymi - pozostaje przez całe życie na tym samym poziomie, tak więc zawsze można zacząć uczyć się nowych rzeczy lub pogłębiać istniejące pasje i zainteresowania. W dalszej części książki poruszone zostały m.in. kwestie dotyczące konfliktu pokoleń, autorytetu, który może zyskać (ale nie musi) osoba w zaawansowanym wieku, czy sztuki starzenia się (nie wszyscy potrafią pogodzić się z przemijającym czasem).
Małgorzata Modrak swoją książkę oparła o szereg publikacji z różnych dyscyplin naukowych. W bibliografii znajduje się kilkadziesiąt pozycji z zakresu psychologii, pedagogiki, socjologii, gerontologii, filozofii, historii. Bardzo często sięga również do poezji i szeroko rozumianej literatury, zamieszczając całe utwory lub wybrane fragmenty z twórczości takich autorów jak m.in. Sztaudynger, Asnyk, Twardowski, Staff, Drużbacka, Kapuściński, Tołstoj. W każdym z rozdziałów, poza omówieniem określonej problematyki, autorka zamieszcza ciekawostkę związaną z danym tematem oraz zadania do samodzielnego wykonania. Szczególną uwagę warto zwrócić na wspomniane ciekawostki. Dotyczą takich postaci jak np. Nikifor, Reymont, Piłsudski, El Greco, Edison. Mało kto wie, że ten ostatni - słynny wynalazca żarówki i wielu innych rzeczy (jest autorem ponad 2 tysięcy patentów!) - był samoukiem. Wprawdzie początkowo uczęszczał do szkoły, ale jako że był niesforny i zadawał mnóstwo pytań, nauczyciele zaczęli podejrzewać go o upośledzenie umysłowe. Edukacji chłopca podjęła się jego matka, która potrafiła rozwijać jego ciekawość świata i zaszczepić w nim miłość do nauki.
Publikacja "Trzeci poziom dojrzałości. Szczęśliwe życie po sześćdziesiątce" skierowana jest głównie do osób popularnie zwanych seniorami, czyli tych, którzy zakończyli aktywność zawodową, spełnili już także swoje role społeczne i zaczęli - zgodnie z koleją rzeczy - ostatni etap życia. Jaki on będzie, w dużej mierze zależy od indywidualnego podejścia. Małgorzata Modrak przekonuje, że pomimo pojawiających się dolegliwości zdrowotnych i spadku ogólnej sprawności fizycznej, na emeryturze można prowadzić interesujące i radosne życie. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po książkę sięgnęli też młodsi czytelnicy, ponieważ dzięki niej mogą zyskać szersze spojrzenie chociażby na problematykę związaną z konfliktem pokoleń. Nawet posiadając odmienne zdanie w takiej czy innej sprawie, będą w stanie zrozumieć i uszanować punkt widzenia swoich rodziców lub dziadków.
nowaczytelnia.pl Piotr Nowak, 2014-03-05
Wychowanie. Najtrudniejsza ze sztuk pięknych
"Wychowanie. Najtrudniejsza ze sztuk pięknych" to publikacja Elżbiety Chlebowskiej, skierowana przede wszystkim do rodziców i nauczycieli. Autorka jest osobą jak najbardziej kompetentną do wypowiadania się na tematy związane z wychowaniem. Posiada bogate doświadczenie w pracy zawodowej (m.in. jako pedagog szkolny, socjoterapeuta, kurator sądowy nieletnich), istotny tutaj jest także fakt, że ma czwórkę dzieci, toteż dysponuje zarówno wiedzą teoretyczną, jak i praktyczną. Chyba każdy, kto na co dzień zajmuje się dziećmi swoimi lub cudzymi, zgodzi się z tytułem książki. Nie zawsze jest łatwo, nie zawsze jest miło i przyjemnie, ale za poniesione trudy najpiękniejszą nagrodą są widoczne efekty w zachowaniu i postawie społecznej młodego człowieka.
W jednym z pierwszych rozdziałów E.Chlebowska stara się odpowiedzieć na pytanie co zrobić, żeby być wystarczająco dobrym rodzicem/wychowawcą. Co warte podkreślenia, dorośli wcale nie muszą być idealni i nieomylni. Ważne, aby mimo popełniania od czasu do czasu błędów, potrafili się do nich przyznać i wyciągnąć wnioski na przyszłość. W procesie wychowania starać się nie szkodzić, nie krzywdzić, ale poprowadzić swoją pociechę do świadomej dojrzałości. Na pewno tego celu nie uzyska się poprzez tzw. bezstresowe wychowanie, zezwalając na wszystko, na co tylko dziecko ma ochotę. Z drugiej jednak strony żadnego człowieka, nawet tego najmłodszego, nie powinno się traktować w sposób instrumentalny. Wykorzystywanie swojej pozycji i stosowanie rygoru w postaci zakazów i kar niekoniecznie się sprawdza. Dlatego najlepsza będzie próba znalezienia złotego środka pomiędzy pierwszym, a drugim modelem wychowania.
Jeśli natomiast chodzi o nauczycieli, to każdy z nich - czy tego chce, czy nie - pełni również rolę wychowawcy (bez względu na to, jakiego przedmiotu naucza). Żeby być skutecznym w swoich działaniach, musi posiadać określone kompetencje pedagogiczne oraz predyspozycje osobowościowe. Wśród tych pierwszych warto wyróżnić: umiejętność komunikowania się, sztukę mediacji, konsekwencję popartą wiarygodnością (palenie papierosów przy jednoczesnym mówieniu o szkodliwości tego nałogu jest tutaj dobrym przykładem niewiarygodności), szerokie horyzonty wiedzy, rozumiane jako m.in. chęć poznawania/orientowania się w młodzieżowej kulturze i trendach, aby móc rozmawiać o ważnych dla młodych ludzi sprawach. Do predyspozycji osobowościowych niezbędnych w pracy wychowawczej zaliczamy: poczucie własnej wartości (umiejętność radzenia sobie ze stresem i napięciami), kreatywność w działaniach, współodczuwanie (empatia), cierpliwość, odpowiedzialność za stosowane metody pracy (w przypadku popełnienia błędu, naprawienie go). Rozdział ten kończy się myślą Janusza Korczaka: "dobry wychowawca, który nie wtłacza a wyzwala, nie ciągnie a wznosi, nie ugniata a kształtuje, nie dyktuje a uczy, nie żąda a zapytuje - przeżyje wraz z dziećmi wiele natchnionych chwil". W książce zresztą znajdziemy mnóstwo cytatów wybitnych postaci z różnych dziedzin, które to myśli są znakomitym podsumowaniem określonej w danym rozdziale problematyki. Wymienię tylko kilka, które bardzo mi się spodobały: "Oko za oko uczyni tylko cały świat ślepym" - Mahatma Gandhi; "Gdyby ludzie byli dobrzy tylko ze strachu przed karą albo w nadziei uzyskania nagrody, byłoby to bardzo przykre" - Albert Einstein; "Osiąga się triumf przez zwalczanie trudności" - Victor Hugo; "Uprzejme spojrzenie i uśmiech znaczą często więcej niż rozmowa" - Stefan Wyszyński; "Prościej jest rządzić narodem, niż wychować czwórkę dzieci" - Winston Churchill.
Publikacja Elżbiety Chlebowskiej składa się z ponad trzydziestu krótkich rozdziałów, z których każdy - z małymi wyjątkami - liczy nie więcej niż sześć stron. Informacje, rady i wskazówki są więc przekazywane w sposób zwięzły i rzeczowy. Autorka kompleksowo przedstawia zagadnienia związane z wychowaniem, poruszając wiele aspektów i ukazując metody rozwiązywania wybranych problemów, które niewątpliwie pojawią się w jakimś momencie długiego procesu wychowania. Sporo miejsca poświęca komunikacji na płaszczyźnie rodzic/wychowawca->dziecko, w tym sztuce rozmawiania (używanie odpowiednich słów, stosowanie precyzyjnych, jasnych komunikatów), sztuce słuchania (świadome, aktywne odbieranie i przetwarzanie informacji), opisuje bardzo istotną umiejętność odmawiania, zwraca uwagę na konieczność ustalenia norm i zasad, pomoc dziecku w radzeniu sobie z emocjami, zachęcanie do samodzielności, analizuje odwieczny dylemat: stosować surowe kary, czy też może z nich zrezygnować. Wiele innych, ciekawie omówionych zagadnień znaleźć można w publikacji Wydawnictwa Helion. Zachęcam zajrzeć do niej wszystkich rodziców, jak również pedagogów, którym zależy na wychowaniu dzieci i młodzieży na dobrych, mądrych, odpowiedzialnych ludzi.
W jednym z pierwszych rozdziałów E.Chlebowska stara się odpowiedzieć na pytanie co zrobić, żeby być wystarczająco dobrym rodzicem/wychowawcą. Co warte podkreślenia, dorośli wcale nie muszą być idealni i nieomylni. Ważne, aby mimo popełniania od czasu do czasu błędów, potrafili się do nich przyznać i wyciągnąć wnioski na przyszłość. W procesie wychowania starać się nie szkodzić, nie krzywdzić, ale poprowadzić swoją pociechę do świadomej dojrzałości. Na pewno tego celu nie uzyska się poprzez tzw. bezstresowe wychowanie, zezwalając na wszystko, na co tylko dziecko ma ochotę. Z drugiej jednak strony żadnego człowieka, nawet tego najmłodszego, nie powinno się traktować w sposób instrumentalny. Wykorzystywanie swojej pozycji i stosowanie rygoru w postaci zakazów i kar niekoniecznie się sprawdza. Dlatego najlepsza będzie próba znalezienia złotego środka pomiędzy pierwszym, a drugim modelem wychowania.
Jeśli natomiast chodzi o nauczycieli, to każdy z nich - czy tego chce, czy nie - pełni również rolę wychowawcy (bez względu na to, jakiego przedmiotu naucza). Żeby być skutecznym w swoich działaniach, musi posiadać określone kompetencje pedagogiczne oraz predyspozycje osobowościowe. Wśród tych pierwszych warto wyróżnić: umiejętność komunikowania się, sztukę mediacji, konsekwencję popartą wiarygodnością (palenie papierosów przy jednoczesnym mówieniu o szkodliwości tego nałogu jest tutaj dobrym przykładem niewiarygodności), szerokie horyzonty wiedzy, rozumiane jako m.in. chęć poznawania/orientowania się w młodzieżowej kulturze i trendach, aby móc rozmawiać o ważnych dla młodych ludzi sprawach. Do predyspozycji osobowościowych niezbędnych w pracy wychowawczej zaliczamy: poczucie własnej wartości (umiejętność radzenia sobie ze stresem i napięciami), kreatywność w działaniach, współodczuwanie (empatia), cierpliwość, odpowiedzialność za stosowane metody pracy (w przypadku popełnienia błędu, naprawienie go). Rozdział ten kończy się myślą Janusza Korczaka: "dobry wychowawca, który nie wtłacza a wyzwala, nie ciągnie a wznosi, nie ugniata a kształtuje, nie dyktuje a uczy, nie żąda a zapytuje - przeżyje wraz z dziećmi wiele natchnionych chwil". W książce zresztą znajdziemy mnóstwo cytatów wybitnych postaci z różnych dziedzin, które to myśli są znakomitym podsumowaniem określonej w danym rozdziale problematyki. Wymienię tylko kilka, które bardzo mi się spodobały: "Oko za oko uczyni tylko cały świat ślepym" - Mahatma Gandhi; "Gdyby ludzie byli dobrzy tylko ze strachu przed karą albo w nadziei uzyskania nagrody, byłoby to bardzo przykre" - Albert Einstein; "Osiąga się triumf przez zwalczanie trudności" - Victor Hugo; "Uprzejme spojrzenie i uśmiech znaczą często więcej niż rozmowa" - Stefan Wyszyński; "Prościej jest rządzić narodem, niż wychować czwórkę dzieci" - Winston Churchill.
Publikacja Elżbiety Chlebowskiej składa się z ponad trzydziestu krótkich rozdziałów, z których każdy - z małymi wyjątkami - liczy nie więcej niż sześć stron. Informacje, rady i wskazówki są więc przekazywane w sposób zwięzły i rzeczowy. Autorka kompleksowo przedstawia zagadnienia związane z wychowaniem, poruszając wiele aspektów i ukazując metody rozwiązywania wybranych problemów, które niewątpliwie pojawią się w jakimś momencie długiego procesu wychowania. Sporo miejsca poświęca komunikacji na płaszczyźnie rodzic/wychowawca->dziecko, w tym sztuce rozmawiania (używanie odpowiednich słów, stosowanie precyzyjnych, jasnych komunikatów), sztuce słuchania (świadome, aktywne odbieranie i przetwarzanie informacji), opisuje bardzo istotną umiejętność odmawiania, zwraca uwagę na konieczność ustalenia norm i zasad, pomoc dziecku w radzeniu sobie z emocjami, zachęcanie do samodzielności, analizuje odwieczny dylemat: stosować surowe kary, czy też może z nich zrezygnować. Wiele innych, ciekawie omówionych zagadnień znaleźć można w publikacji Wydawnictwa Helion. Zachęcam zajrzeć do niej wszystkich rodziców, jak również pedagogów, którym zależy na wychowaniu dzieci i młodzieży na dobrych, mądrych, odpowiedzialnych ludzi.
nowaczytelnia.pl Piotr Nowak, 2014-03-03