Recenzje
Henryka Sytnera Wakacje na Dwóch Kółkach
W odległych czasach, gdy Polskie Radio nie było jeszcze SA, ale przejmowało się swoją misją, wymyślano audycje i akcje, które mogły zyskać jak największy zasięg. Sport, do tego masowy, był szczytną ideą, która jej sympatykom przynosiła wyłącznie korzyści: poznanie kraju, sportowa rywalizacja, w rezultacie cenna nagroda. W latach 70. XX w. obmyślono masową akcję „Wakacje na dwóch kółkach", adresowaną w zasadzie do każdego. Należało tylko w czasie letnich wakacji odbyć 500-kilometrową podróż po kraju, a jej pokłosie (sprawozdanie z tego, co się zobaczyło i kogo spotkało) wysłać do Radia, które najlepsze prace, czyli najlepszych cyklistów, nagradzało możliwością wyjazdu rowerowego za granicę! Patronat nad imprezą objęli czołowi polscy sportowcy z Ryszardem Szurkowskim na czele, były to bowiem czasy Wyścigu Pokoju, więc na rowery panowała naturalna moda.
W latach 70. każdy wyjazd zagraniczny był królewską nagrodą. Organizacją wyjazdów i ich realizacją zajął się współpracownik „Sztandaru Młodych" łodzianin Henryk Syt-ner, wkrótce dziennikarz radiowy, człowiek pełen energii, świetny wychowawca, entuzjasta sportu, który od 1970 roku poprowadził 43 wyprawy rowerowe dla laureatów krajoznawczych konkursów. I historii tych wyjazdów jest poświęcona książka, którą przeczytają nie tylko nagrodzeni, ale także tysiące, ba! setki tysięcy tych, którzy choć raz latem wsiedli na siodełko, by przez dwa tygodnie przemierzać kraj. Po raz pierwszy poznajemy losy wypraw laureatów, którzy z Sytnerem na czele „peletonu" poznawali NRD, Bułgarię (wielokrotnie!), z czasem Grecję, Turcję, Niemcy i Skandynawię, Tunezję, Austrię i nawet Australię, aż po Sycylię i Wyspy Kanaryjskie. Tysiące przygód i nieustający zachwyt nad światem. Wszystko bogato udokumentowane, ciepło opisane. Nostalgiczny dowód wspaniałego pomysłu, dzięki któremu młodzi Polacy poznali najpierw swój kraj, nim wyruszyli dalej...
W latach 70. każdy wyjazd zagraniczny był królewską nagrodą. Organizacją wyjazdów i ich realizacją zajął się współpracownik „Sztandaru Młodych" łodzianin Henryk Syt-ner, wkrótce dziennikarz radiowy, człowiek pełen energii, świetny wychowawca, entuzjasta sportu, który od 1970 roku poprowadził 43 wyprawy rowerowe dla laureatów krajoznawczych konkursów. I historii tych wyjazdów jest poświęcona książka, którą przeczytają nie tylko nagrodzeni, ale także tysiące, ba! setki tysięcy tych, którzy choć raz latem wsiedli na siodełko, by przez dwa tygodnie przemierzać kraj. Po raz pierwszy poznajemy losy wypraw laureatów, którzy z Sytnerem na czele „peletonu" poznawali NRD, Bułgarię (wielokrotnie!), z czasem Grecję, Turcję, Niemcy i Skandynawię, Tunezję, Austrię i nawet Australię, aż po Sycylię i Wyspy Kanaryjskie. Tysiące przygód i nieustający zachwyt nad światem. Wszystko bogato udokumentowane, ciepło opisane. Nostalgiczny dowód wspaniałego pomysłu, dzięki któremu młodzi Polacy poznali najpierw swój kraj, nim wyruszyli dalej...
Tygodnik Angora Ł.Azik, 2014-03-30
Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima
Historia zniszczonej przez tsunami japońskiej elektrowni atomowej wydawała się równie prosta, co tragiczna - tam, gdzie zagrożenie sejsmiczne jest codziennością podobne dramaty nie wykraczają przecież poza granice prawdopodobieństwa. Piotr Bernardyn - autor opowieści „Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima" (Bezdroża) - mieszka w Tokio od 10 lat i w katastrofie elektrowni zobaczył dużo więcej niż wypadek. W tym wydarzeniu jest historia kraju, polityki, społeczeństwa, cała zaszyfrowana wyspiarska rzeczywistość, przez którą Bernardyn pewnie prowadzi czytelników.
Voyage Paulina Stolarek
Jak tłumaczyć dzieciom matematykę. Poradnik nie tylko dla rodziców
Jak to często mam w zwyczaju, zanim podzielę się własną refleksją na temat przeczytanej książki, przytoczę słowa Wydawcy mające krótko ją opisać jednocześnie zachęcając do lektury: „Ta książka jest przeznaczona dla rodziców, których pociechy uczęszczają do szkół podstawowych i gimnazjów. Przyda się również nauczycielom, którzy szukają nieszablonowych pomysłów, by pomóc uczniom oswoić świat ułamków i wielokątów, a także całej reszcie, żyjącej w przekonaniu, że matematyka jest tylko dla wybranych”.
Skoro tradycji stało się zadość, przejdę do konkretów i wyrażę subiektywną opinię oraz odpowiem na pytanie czy warto kupić i przeczytać książkę Jak tłumaczyć dzieciom matematykę? czy nie?
Jestem z pokolenia, w którym matematyka to był przede wszystkim wzór, regułka i „miliony” zadań do rozwiązania. Dziś zaś widzę jakiś bałagan w tym ścisłym przedmiocie. Rozbudowane treści, ilustracje i „ułatwienia”, które, tak na marginesie, niekoniecznie wskazują szybszy i łatwiejszy sposób rozwiązania zadania. Sporo się zmieniło i nagle okazuje się, że nie ma jak pomóc dziecku, bo nasze metody nie są już stosowane. (To oczywiście pewne uproszczenie). I Tu w sukurs może przyjść właśnie książka pani Danuty Zaremby. Choć, po prawdzie nie zda się ona na wiele o ile nie sięgną do niej również nauczyciele.
Dlaczego? Czy pani Danuta Zaremba „odkrywa Amerykę”? Czy wprowadza jakieś rewolucyjne metody? Otóż nie. Ona jedynie przypomina, że dziecko na poszczególnych etapach rozwoju ma ograniczone możliwości poznawcze. (Zostawmy na boku geniuszy). Nie ma więc sensu już na dzień dobry zarzucać pierwszoklasistę stricte matematyczną nomenklaturą, wzorami i precyzyjnymi regułami. Na początku należy postawić na dziecięcą logikę i intuicję i podążając za nimi jedynie korygować błędy. Bo dzieci wcale nie muszą się na matematyce męczyć. Jak pisze sama autorka „ Matematykę można dzieciom przybliżyć! Wystarczy, że nawiążemy do ich własnych doświadczeń, pozwolimy im posługiwać się ich własnym językiem, a przede wszystkim będziemy się odwoływać do zdrowego rozsądku.”
I ta książka to nic innego jak wskazanie sposobów na przeprowadzanie naszych pociech przez kolejne stopnie wtajemniczenia. Krok po kroku. Bez zadęcia za to w bardzo praktyczny sposób. Według mojej oceny książka przyda się w każdym domu, w którym są dzieci w wieku szkolnym. Zdecydowanie warto ją mieć nawet, jeżeli rodzic matematykę ma w małym paluszku. Danuta Zaremba rzuca bowiem światło na to, dlaczego niektóre dzieci nie lubią matematyki, wskazuje pułapki i błędy nauczycieli oraz rodziców. Skromne wydanie, bez efektowanych ilustracji i przyciągającej wzrok okładki kryje w sobie wartościową treść. Konkretną i pomocną.
Autorka nie stara się udowodnić swej wyższości nad czytelnikiem. Matematykę sprowadza na ziemię, osadza w realiach dnia codziennego i podtyka sposoby na to jak bez fachowego (a dla dziecka niezrozumiałego) żargonu wyjaśniać dziecku istotę królowej nauk.
Jeżeli debiutant w szkole nie do końca widzi różnice pomiędzy cyfrą a liczbą pani Zaremba podpowie jak mu ją wytłumaczyć. Pokaże, na czym polega dodawanie i odejmowanie, przybliży ułamki i procenty. Wytłumaczy, czemu do geometrii lepiej używać gładkiego zeszytu zamiast zeszytu w kratkę. Wyjaśni dlaczego ułamki najlepiej wprowadzać odnosząc się do koła i jego wycinków (oczywiści najlepiej wyciętych z kartonu ; ). Przestrzeże przed niepotrzebnym wprowadzaniem x i nawiasów. Podkreśli wagę eksperymentu i doświadczenia, oraz tego jak ważne jest by dziecko samo odkryło istotę zagadnienia, sposób rozwiązania zadania.
Jest tu 8 rozdziałów podzielonych na podrozdziały. Wiedza jest stopniowana. Od podstaw po bardziej złożone kwestie. Wszystko napisane w bardzo przystępny sposób. Dużo przykładów. Autorka stara się zilustrować zarówno błędy popełniane przez dzieci jak i te popełniane przez dorosłych oraz podsunąć sposób wprowadzania konkretnych tematów by było miło łatwo i przyjemnie (oczywiście na tyle, na ile matematyka daje takie możliwości).
Nie jest to rodzaj poradnika, który można przeczytać od ręki na jednym wdechu. Tu nie ma nieistotnego wodolejstwa typowego dla innych poradników, szczególnie tych kierowanych do rodziców. Nie ma ideologii. Są fakty i konkrety. Przez to, całość wymaga skupienia. Przystępny język ułatwia, co wcale nie oznacza, że nie trzeba czytać z uwagą. To jest przecież książka, która ma nauczyć jak uczyć ;) Polecam czytanie na raty a najlepiej stosownie do potrzeb. Można zapoznać się z książką a później w razie pojawienia się problemów sięgać do właściwego rozdziału. Można też z pomocą pani Zaremby utrwalać z dzieckiem wiedzę szkolną niezależnie od tego czy uczeń zgłasza jakiś problem czy nie. (Oczywiście o ile nauczyciel jest jednostką otwartą i nie uważa, że tylko jego sposób nauki jest właściwy i słuszny, inaczej mogą momentami pojawić się kłopoty).
Czy wszystko, co proponuje autorka jest dobre? To trzeba oceniać w kontekście pracy z konkretnym dzieckiem. Dla takiej „starszej pani” jak ja przyzwyczajonej do starych wzorów i regułek niektóre metody były zbyt „dziwne”. Niepotrzebne. Ale przecież książka ma pomóc dzieciom a one postrzegają świat inaczej. Poza tym autorka wcale nie narzuca określonych sposobów. Cały czas powtarza, że choć istnieją pewne zasady, których trzeba przestrzegać to w sumie w matematyce jest sporo miejsca na swobodę, pomysłowość. Grunt to myśleć logicznie i szukać najprostszej metody.
Zastanawiam się czy starsze dzieci mogą same korzystać z książki „Jak tłumaczyć dzieciom matematykę”? U nas na pewno nie. Mój szóstoklasista sięgnął po nią na fali przygotowań do egzaminu, ale szybko odłożył na półkę. W Jego przypadku jest to reakcja w zasadzie odruchowa na widok czegokolwiek, co z matematyką ma związek. Jest idealnym przykładem dziecka, które uczono według określonego schematu, niekoniecznie uwzględniającego jego możliwości pojmowania i humanistyczne predyspozycje. Czasem, gdy muszę coś Mu wytłumaczyć wyraźnie widzę, że On kompletnie „nie widzi” tego, co robi. Nie wie jak odnieść wzór, regułę czy zadanie do świata rzeczywistego by ułatwić sobie życie. Więc zmaga się z tematem bez jakiejkolwiek przyjemności. Czy książka pomoże mi pomóc Jemu? Nie mam pewności jednak jej przeczytanie pokazało mi, dlaczego nie rozumiem, że dziecko moje nie rozumie czegoś w mojej ocenie oczywistego. Oby wiedza ta dała pozytywne rezultaty przy młodszych.
Skoro tradycji stało się zadość, przejdę do konkretów i wyrażę subiektywną opinię oraz odpowiem na pytanie czy warto kupić i przeczytać książkę Jak tłumaczyć dzieciom matematykę? czy nie?
Jestem z pokolenia, w którym matematyka to był przede wszystkim wzór, regułka i „miliony” zadań do rozwiązania. Dziś zaś widzę jakiś bałagan w tym ścisłym przedmiocie. Rozbudowane treści, ilustracje i „ułatwienia”, które, tak na marginesie, niekoniecznie wskazują szybszy i łatwiejszy sposób rozwiązania zadania. Sporo się zmieniło i nagle okazuje się, że nie ma jak pomóc dziecku, bo nasze metody nie są już stosowane. (To oczywiście pewne uproszczenie). I Tu w sukurs może przyjść właśnie książka pani Danuty Zaremby. Choć, po prawdzie nie zda się ona na wiele o ile nie sięgną do niej również nauczyciele.
Dlaczego? Czy pani Danuta Zaremba „odkrywa Amerykę”? Czy wprowadza jakieś rewolucyjne metody? Otóż nie. Ona jedynie przypomina, że dziecko na poszczególnych etapach rozwoju ma ograniczone możliwości poznawcze. (Zostawmy na boku geniuszy). Nie ma więc sensu już na dzień dobry zarzucać pierwszoklasistę stricte matematyczną nomenklaturą, wzorami i precyzyjnymi regułami. Na początku należy postawić na dziecięcą logikę i intuicję i podążając za nimi jedynie korygować błędy. Bo dzieci wcale nie muszą się na matematyce męczyć. Jak pisze sama autorka „ Matematykę można dzieciom przybliżyć! Wystarczy, że nawiążemy do ich własnych doświadczeń, pozwolimy im posługiwać się ich własnym językiem, a przede wszystkim będziemy się odwoływać do zdrowego rozsądku.”
I ta książka to nic innego jak wskazanie sposobów na przeprowadzanie naszych pociech przez kolejne stopnie wtajemniczenia. Krok po kroku. Bez zadęcia za to w bardzo praktyczny sposób. Według mojej oceny książka przyda się w każdym domu, w którym są dzieci w wieku szkolnym. Zdecydowanie warto ją mieć nawet, jeżeli rodzic matematykę ma w małym paluszku. Danuta Zaremba rzuca bowiem światło na to, dlaczego niektóre dzieci nie lubią matematyki, wskazuje pułapki i błędy nauczycieli oraz rodziców. Skromne wydanie, bez efektowanych ilustracji i przyciągającej wzrok okładki kryje w sobie wartościową treść. Konkretną i pomocną.
Autorka nie stara się udowodnić swej wyższości nad czytelnikiem. Matematykę sprowadza na ziemię, osadza w realiach dnia codziennego i podtyka sposoby na to jak bez fachowego (a dla dziecka niezrozumiałego) żargonu wyjaśniać dziecku istotę królowej nauk.
Jeżeli debiutant w szkole nie do końca widzi różnice pomiędzy cyfrą a liczbą pani Zaremba podpowie jak mu ją wytłumaczyć. Pokaże, na czym polega dodawanie i odejmowanie, przybliży ułamki i procenty. Wytłumaczy, czemu do geometrii lepiej używać gładkiego zeszytu zamiast zeszytu w kratkę. Wyjaśni dlaczego ułamki najlepiej wprowadzać odnosząc się do koła i jego wycinków (oczywiści najlepiej wyciętych z kartonu ; ). Przestrzeże przed niepotrzebnym wprowadzaniem x i nawiasów. Podkreśli wagę eksperymentu i doświadczenia, oraz tego jak ważne jest by dziecko samo odkryło istotę zagadnienia, sposób rozwiązania zadania.
Jest tu 8 rozdziałów podzielonych na podrozdziały. Wiedza jest stopniowana. Od podstaw po bardziej złożone kwestie. Wszystko napisane w bardzo przystępny sposób. Dużo przykładów. Autorka stara się zilustrować zarówno błędy popełniane przez dzieci jak i te popełniane przez dorosłych oraz podsunąć sposób wprowadzania konkretnych tematów by było miło łatwo i przyjemnie (oczywiście na tyle, na ile matematyka daje takie możliwości).
Nie jest to rodzaj poradnika, który można przeczytać od ręki na jednym wdechu. Tu nie ma nieistotnego wodolejstwa typowego dla innych poradników, szczególnie tych kierowanych do rodziców. Nie ma ideologii. Są fakty i konkrety. Przez to, całość wymaga skupienia. Przystępny język ułatwia, co wcale nie oznacza, że nie trzeba czytać z uwagą. To jest przecież książka, która ma nauczyć jak uczyć ;) Polecam czytanie na raty a najlepiej stosownie do potrzeb. Można zapoznać się z książką a później w razie pojawienia się problemów sięgać do właściwego rozdziału. Można też z pomocą pani Zaremby utrwalać z dzieckiem wiedzę szkolną niezależnie od tego czy uczeń zgłasza jakiś problem czy nie. (Oczywiście o ile nauczyciel jest jednostką otwartą i nie uważa, że tylko jego sposób nauki jest właściwy i słuszny, inaczej mogą momentami pojawić się kłopoty).
Czy wszystko, co proponuje autorka jest dobre? To trzeba oceniać w kontekście pracy z konkretnym dzieckiem. Dla takiej „starszej pani” jak ja przyzwyczajonej do starych wzorów i regułek niektóre metody były zbyt „dziwne”. Niepotrzebne. Ale przecież książka ma pomóc dzieciom a one postrzegają świat inaczej. Poza tym autorka wcale nie narzuca określonych sposobów. Cały czas powtarza, że choć istnieją pewne zasady, których trzeba przestrzegać to w sumie w matematyce jest sporo miejsca na swobodę, pomysłowość. Grunt to myśleć logicznie i szukać najprostszej metody.
Zastanawiam się czy starsze dzieci mogą same korzystać z książki „Jak tłumaczyć dzieciom matematykę”? U nas na pewno nie. Mój szóstoklasista sięgnął po nią na fali przygotowań do egzaminu, ale szybko odłożył na półkę. W Jego przypadku jest to reakcja w zasadzie odruchowa na widok czegokolwiek, co z matematyką ma związek. Jest idealnym przykładem dziecka, które uczono według określonego schematu, niekoniecznie uwzględniającego jego możliwości pojmowania i humanistyczne predyspozycje. Czasem, gdy muszę coś Mu wytłumaczyć wyraźnie widzę, że On kompletnie „nie widzi” tego, co robi. Nie wie jak odnieść wzór, regułę czy zadanie do świata rzeczywistego by ułatwić sobie życie. Więc zmaga się z tematem bez jakiejkolwiek przyjemności. Czy książka pomoże mi pomóc Jemu? Nie mam pewności jednak jej przeczytanie pokazało mi, dlaczego nie rozumiem, że dziecko moje nie rozumie czegoś w mojej ocenie oczywistego. Oby wiedza ta dała pozytywne rezultaty przy młodszych.
mnz.pl Aneta Stawiszyńska-Marciniak, 2014-03-21
Medytacja w życiu codziennym
Kilka dni temu byłam w Krakowie na spotkaniu autorskim z Maciejem Wielobobem z okazji ukazania się jego nowej książki. Na facebooku Maciej umieścił nawet kilka zdjęć z tego wydarzenia. No i to ciało wsparte o ścianę, „romantycznie” spowite wełnianym kocem (bo zimno) i z wyrazem twarzy, co to wyraża tęsknotę za rozumem to właśnie ja. Nie o tym jednak chciałam dziś napisać, lecz o wspomnianej książce, którą uważnie przeczytałam zanim jeszcze na owo spotkanie się udałam.
Tytuł nie zapowiadał dla mnie jakiejś rewolucjiczytelniczej. Szczerze mówiąc, doświadczenie nauczyło mnie dużej rezerwy w stosunku do wszystkich książek, które wprowadzają tematy ważkie w naszą codzienność, upraszczając je i banalizując i w efekcie tych zabiegów przypominając poradniki raczej niż poważną literaturę. Takie, co to przeczytasz- zapomnisz. A po przeczytaniu odłożysz z powrotem na półkę z przeświadczeniem, że lektura ta życia twojego nie zmieni.
Tymczasem książka Macieja już od pierwszych stron wprowadza nas w świat bardzo konkretnej i niepopularnej u nas ciągle wiedzy na temat szeroko pojętej teorii medytacji i sufizmu uniwersalnego. Czytelnik otrzymuje od autora sporą porcję rzetelnej wiedzy wraz z delikatnym „kopniakiem”, by wyruszyć na dalsze samodzielne poszukiwania. Książka daje odpowiedź na pytanie o cele medytacji i proponuje pozbawioną ascezy praktykę, która łączy życie wewnętrzne z życiem rodzinnym, społecznym, zawodowym. Omawia problem relacji między nauczycielem i uczniem i szczegółowo prezentuje praktyki oddechowe. Znajdujemy w niej rozdziały zawierające propozycje ćwiczeń praktycznych, oryginalne teksty sufickie i dowcipne przypowieści o Nasrudinie.
Mnie szczególnie zainteresował temat modlitwy. Szczególnie zaś ujął mnie swoją urodą i wymową przytoczony na stronach 57- 59 urywek powieści „ Faraon” Bolesława Prusa. Swoją drogą, dziwne, że tak pięknego fragmentu nie zauważyłam wiele lat temu, gdy raz czy drugi dzieło to czytałam… . Najwyraźniej dopiero teraz dojrzałam do tego, by nad nim pochylić głowę, pomyśleć i dać się urzec. Spróbujcie i wy, nawet jeśli „Faraona” czytaliście nieraz.
Najbardziej jednak zainspirowała mnie przedstawiona przez Maćka praktyka Żelaznych, Brązowych, Srebrnych i Złotych Zasad Inyata Khana. Polega ona na codziennej pracy nad czterdziestoma ściśle określonymi zasadami. Opisane reguły tej pracy są bardzo konkretne, nie przeszkadzają w życiu codziennym, lecz wzbogacają je, czynią pełniejszym i z jednej strony wymagają od praktykującego uważności, z drugiej zaś tę uważność wraz z wrażliwością kształtują. Nie są łatwe, ale… .
Wymienię je krótko w kolejnym wpisie. A zainteresowanych szczegółami praktyki, odsyłam do książki lub na stronę
http://www.sufizm.edu.pl/
.
Tak więc „Medytacja w życiu codziennym” Macieja Wieloboba to lektura zdecydowanie godna polecenia!
Ja wrócę do niej na pewno!
Tytuł nie zapowiadał dla mnie jakiejś rewolucjiczytelniczej. Szczerze mówiąc, doświadczenie nauczyło mnie dużej rezerwy w stosunku do wszystkich książek, które wprowadzają tematy ważkie w naszą codzienność, upraszczając je i banalizując i w efekcie tych zabiegów przypominając poradniki raczej niż poważną literaturę. Takie, co to przeczytasz- zapomnisz. A po przeczytaniu odłożysz z powrotem na półkę z przeświadczeniem, że lektura ta życia twojego nie zmieni.
Tymczasem książka Macieja już od pierwszych stron wprowadza nas w świat bardzo konkretnej i niepopularnej u nas ciągle wiedzy na temat szeroko pojętej teorii medytacji i sufizmu uniwersalnego. Czytelnik otrzymuje od autora sporą porcję rzetelnej wiedzy wraz z delikatnym „kopniakiem”, by wyruszyć na dalsze samodzielne poszukiwania. Książka daje odpowiedź na pytanie o cele medytacji i proponuje pozbawioną ascezy praktykę, która łączy życie wewnętrzne z życiem rodzinnym, społecznym, zawodowym. Omawia problem relacji między nauczycielem i uczniem i szczegółowo prezentuje praktyki oddechowe. Znajdujemy w niej rozdziały zawierające propozycje ćwiczeń praktycznych, oryginalne teksty sufickie i dowcipne przypowieści o Nasrudinie.
Mnie szczególnie zainteresował temat modlitwy. Szczególnie zaś ujął mnie swoją urodą i wymową przytoczony na stronach 57- 59 urywek powieści „ Faraon” Bolesława Prusa. Swoją drogą, dziwne, że tak pięknego fragmentu nie zauważyłam wiele lat temu, gdy raz czy drugi dzieło to czytałam… . Najwyraźniej dopiero teraz dojrzałam do tego, by nad nim pochylić głowę, pomyśleć i dać się urzec. Spróbujcie i wy, nawet jeśli „Faraona” czytaliście nieraz.
Najbardziej jednak zainspirowała mnie przedstawiona przez Maćka praktyka Żelaznych, Brązowych, Srebrnych i Złotych Zasad Inyata Khana. Polega ona na codziennej pracy nad czterdziestoma ściśle określonymi zasadami. Opisane reguły tej pracy są bardzo konkretne, nie przeszkadzają w życiu codziennym, lecz wzbogacają je, czynią pełniejszym i z jednej strony wymagają od praktykującego uważności, z drugiej zaś tę uważność wraz z wrażliwością kształtują. Nie są łatwe, ale… .
Wymienię je krótko w kolejnym wpisie. A zainteresowanych szczegółami praktyki, odsyłam do książki lub na stronę
http://www.sufizm.edu.pl/
.
Tak więc „Medytacja w życiu codziennym” Macieja Wieloboba to lektura zdecydowanie godna polecenia!
Ja wrócę do niej na pewno!
Spokojnietotylkoajurweda.blog.pl Spokojnietotylkoajurweda.blog.pl
Myśl i bogać się. Jak zrealizować ambicje i osiągnąć sukces
Każdy z nas myśli. W każdej minucie naszego życia. W każdej sekundzie! Nawet kiedy śpimy! Wtedy nasz mózg i nasza podświadomość pracuje i analizuje wszelkie dane, które nabyła w czasie pracy, czuwania i świadomości! Niemożliwe jest wyłączenie myślenia... ale zawsze można zaprogramować nasz umysł tak, aby działał na naszą korzyść i pomagał nam osiągać wymierzone cele i spełniać marzenia!
Nie będzie dla nikogo niespodzianką, jeśli powiem teraz "Masz tak, jak myślisz!". Uświadamiał nas w tym już jakiś czas temu słynny, głośny "Sekret". Mówiło o tym też wiele innych książek i między innymi również książka pana Napoleona Hilla o tym przypomina. I słusznie! Zastanówmy się jak to się dzieje, że niektórzy ludzie idą przez życie z podniesiona głową, zdobywając to, czego zapragną, inni zaś ciągle borykają się z trudnościami, nie mogąc zapanować nad swoim losem. Odpowiedź jest prosta - Wszystko jest w naszej głowie! To czy coś nam się udaje, czy nie. To czy ponosimy porażki, czy odnosimy sukces... wszystko to zależy od nas! Od tego jak myślimy, jak jesteśmy nastawieni. Od tego czy wierzymy w siebie, czy nie. Od tego czy spodziewamy się tego co najlepsze, czy obawiamy się niepowodzenia! Od tego czy jesteśmy zdecydowani, zdeterminowani i skoncentrowani na sukcesie! Zależy to od tych i kilku innych czynników, o których dokładnie pisze autor w tej książce.
Spotkałam się z opinią, że powyższa książka w magiczny sposób przyczyniła się do sukcesu wielu osób... wierzę w to! Gdyż jest to książka zupełnie wyjątkowa! Świadczy o tym miedzy innymi fakt, o którym pisze wydawca na wstępie ostatniego wydania "Od czasu pierwszej publikacji w 1937 roku, każde z kolejnych 42 wydań książki znikało z półek księgarń natychmiast po wydrukowaniu". Warto zaznaczyć, że Napoleon Hill przez wiele lat zbierał materiał do tej książki. Po spotkaniu z Andrew Carnegie'em, jednym z najbogatszych ludzi świata, zaczął badać w jaki sposób ludzie sukcesu zdobyli bogactwo. W ten właśnie sposób powstało 13 kroków ku bogactwu, które stworzył Napoleon Hill.
Ja do takich książek często wracam wielokrotnie. Zawsze kiedy dopada mnie melancholia, kiedy nastają gorsze dni, kiedy nie wszystko układa się tak jak powinno... Niezwykle mnie one podbudowują, sprawiają, że podnosi się moje samopoczucie, zaczynam myśleć pozytywnie i zaczynam wierzyć, że może być lepiej! I już po kilku stronach czuję jak poprawił się mój nastrój i jak napełnia mnie energia do działania. Tak samo było z "Myśl i bogać się"! Dawkowałam ją sobie ostrożnie, żeby mnie nie rozniosło :)
"Myśl i bogać się" to pozycja wyjątkowa! Poprawia samopoczucie, uczy pozytywnego myślenia i podaje przepis na sukces! Uczy jakich kategoriach myśleć, aby przyciągnąć do swojego życia wszystko co najlepsze. Bo cała tajemnica tkwi w naszej głowie, w naszym umyśle i w naszym spojrzeniu na świat! Ale żeby wszystko nie było takie gołosłowne, autor przytacza przykłady ludzi sukcesu, którzy zdobyli bogactwo korzystając ze wspomnianego sekretu. Napoleon Hill zebrał w jednej pozycji lata swoich badań nad tajemnicą sukcesu. Jak to się dzieje, że jedni osiągają to czego pragną, inni całe życie borykają się z problemami? Odpowiedź na to pytanie oraz sposób jak znaleźć się w tej pierwszej grupie - znajdziecie w tej książce! A co najważniejsze wszystko napisane klarownie i przejrzyście. Sekret sukcesu podany krok po kroku.
Książkę polecam każdemu, kto chciałby od życia czegoś więcej... Każdemu kto ma większe ambicje niż przeżyć dzień i wylegiwać się na kanapie. Napoleon Hill podaje nam 13 kroków ku bogactwu... jednak warto pamiętać, że sami musimy je wykonać! Nikt nie zrobi tego za nas! Samo przeczytanie tej książki w komplecie z kanapą i telewizorem, nic nie zmieni w naszym życiu! Chcesz osiągnąć sukces?! Wyznacz cel, podejmij decyzję, poczuj się zdeterminowany, skoncentruj się, weź tę książkę pod pachę a świat stanie przed Tobą otworem! :) Powodzenia!
Nie będzie dla nikogo niespodzianką, jeśli powiem teraz "Masz tak, jak myślisz!". Uświadamiał nas w tym już jakiś czas temu słynny, głośny "Sekret". Mówiło o tym też wiele innych książek i między innymi również książka pana Napoleona Hilla o tym przypomina. I słusznie! Zastanówmy się jak to się dzieje, że niektórzy ludzie idą przez życie z podniesiona głową, zdobywając to, czego zapragną, inni zaś ciągle borykają się z trudnościami, nie mogąc zapanować nad swoim losem. Odpowiedź jest prosta - Wszystko jest w naszej głowie! To czy coś nam się udaje, czy nie. To czy ponosimy porażki, czy odnosimy sukces... wszystko to zależy od nas! Od tego jak myślimy, jak jesteśmy nastawieni. Od tego czy wierzymy w siebie, czy nie. Od tego czy spodziewamy się tego co najlepsze, czy obawiamy się niepowodzenia! Od tego czy jesteśmy zdecydowani, zdeterminowani i skoncentrowani na sukcesie! Zależy to od tych i kilku innych czynników, o których dokładnie pisze autor w tej książce.
Spotkałam się z opinią, że powyższa książka w magiczny sposób przyczyniła się do sukcesu wielu osób... wierzę w to! Gdyż jest to książka zupełnie wyjątkowa! Świadczy o tym miedzy innymi fakt, o którym pisze wydawca na wstępie ostatniego wydania "Od czasu pierwszej publikacji w 1937 roku, każde z kolejnych 42 wydań książki znikało z półek księgarń natychmiast po wydrukowaniu". Warto zaznaczyć, że Napoleon Hill przez wiele lat zbierał materiał do tej książki. Po spotkaniu z Andrew Carnegie'em, jednym z najbogatszych ludzi świata, zaczął badać w jaki sposób ludzie sukcesu zdobyli bogactwo. W ten właśnie sposób powstało 13 kroków ku bogactwu, które stworzył Napoleon Hill.
Ja do takich książek często wracam wielokrotnie. Zawsze kiedy dopada mnie melancholia, kiedy nastają gorsze dni, kiedy nie wszystko układa się tak jak powinno... Niezwykle mnie one podbudowują, sprawiają, że podnosi się moje samopoczucie, zaczynam myśleć pozytywnie i zaczynam wierzyć, że może być lepiej! I już po kilku stronach czuję jak poprawił się mój nastrój i jak napełnia mnie energia do działania. Tak samo było z "Myśl i bogać się"! Dawkowałam ją sobie ostrożnie, żeby mnie nie rozniosło :)
"Myśl i bogać się" to pozycja wyjątkowa! Poprawia samopoczucie, uczy pozytywnego myślenia i podaje przepis na sukces! Uczy jakich kategoriach myśleć, aby przyciągnąć do swojego życia wszystko co najlepsze. Bo cała tajemnica tkwi w naszej głowie, w naszym umyśle i w naszym spojrzeniu na świat! Ale żeby wszystko nie było takie gołosłowne, autor przytacza przykłady ludzi sukcesu, którzy zdobyli bogactwo korzystając ze wspomnianego sekretu. Napoleon Hill zebrał w jednej pozycji lata swoich badań nad tajemnicą sukcesu. Jak to się dzieje, że jedni osiągają to czego pragną, inni całe życie borykają się z problemami? Odpowiedź na to pytanie oraz sposób jak znaleźć się w tej pierwszej grupie - znajdziecie w tej książce! A co najważniejsze wszystko napisane klarownie i przejrzyście. Sekret sukcesu podany krok po kroku.
Książkę polecam każdemu, kto chciałby od życia czegoś więcej... Każdemu kto ma większe ambicje niż przeżyć dzień i wylegiwać się na kanapie. Napoleon Hill podaje nam 13 kroków ku bogactwu... jednak warto pamiętać, że sami musimy je wykonać! Nikt nie zrobi tego za nas! Samo przeczytanie tej książki w komplecie z kanapą i telewizorem, nic nie zmieni w naszym życiu! Chcesz osiągnąć sukces?! Wyznacz cel, podejmij decyzję, poczuj się zdeterminowany, skoncentruj się, weź tę książkę pod pachę a świat stanie przed Tobą otworem! :) Powodzenia!
czytam-bo-lubie-ksiazki.blogspot.com Renata Zub, 2014-03-22
Myśl i bogać się. Jak zrealizować ambicje i osiągnąć sukces
Każdy z nas myśli. W każdej minucie naszego życia. W każdej sekundzie! Nawet kiedy śpimy! Wtedy nasz mózg i nasza podświadomość pracuje i analizuje wszelkie dane, które nabyła w czasie pracy, czuwania i świadomości! Niemożliwe jest wyłączenie myślenia... ale zawsze można zaprogramować nasz umysł tak, aby działał na naszą korzyść i pomagał nam osiągać wymierzone cele i spełniać marzenia!
Nie będzie dla nikogo niespodzianką, jeśli powiem teraz "Masz tak, jak myślisz!". Uświadamiał nas w tym już jakiś czas temu słynny, głośny "Sekret". Mówiło o tym też wiele innych książek i między innymi również książka pana Napoleona Hilla o tym przypomina. I słusznie! Zastanówmy się jak to się dzieje, że niektórzy ludzie idą przez życie z podniesiona głową, zdobywając to, czego zapragną, inni zaś ciągle borykają się z trudnościami, nie mogąc zapanować nad swoim losem. Odpowiedź jest prosta - Wszystko jest w naszej głowie! To czy coś nam się udaje, czy nie. To czy ponosimy porażki, czy odnosimy sukces... wszystko to zależy od nas! Od tego jak myślimy, jak jesteśmy nastawieni. Od tego czy wierzymy w siebie, czy nie. Od tego czy spodziewamy się tego co najlepsze, czy obawiamy się niepowodzenia! Od tego czy jesteśmy zdecydowani, zdeterminowani i skoncentrowani na sukcesie! Zależy to od tych i kilku innych czynników, o których dokładnie pisze autor w tej książce.
Spotkałam się z opinią, że powyższa książka w magiczny sposób przyczyniła się do sukcesu wielu osób... wierzę w to! Gdyż jest to książka zupełnie wyjątkowa! Świadczy o tym miedzy innymi fakt, o którym pisze wydawca na wstępie ostatniego wydania "Od czasu pierwszej publikacji w 1937 roku, każde z kolejnych 42 wydań książki znikało z półek księgarń natychmiast po wydrukowaniu". Warto zaznaczyć, że Napoleon Hill przez wiele lat zbierał materiał do tej książki. Po spotkaniu z Andrew Carnegie'em, jednym z najbogatszych ludzi świata, zaczął badać w jaki sposób ludzie sukcesu zdobyli bogactwo. W ten właśnie sposób powstało 13 kroków ku bogactwu, które stworzył Napoleon Hill.
Ja do takich książek często wracam wielokrotnie. Zawsze kiedy dopada mnie melancholia, kiedy nastają gorsze dni, kiedy nie wszystko układa się tak jak powinno... Niezwykle mnie one podbudowują, sprawiają, że podnosi się moje samopoczucie, zaczynam myśleć pozytywnie i zaczynam wierzyć, że może być lepiej! I już po kilku stronach czuję jak poprawił się mój nastrój i jak napełnia mnie energia do działania. Tak samo było z "Myśl i bogać się"! Dawkowałam ją sobie ostrożnie, żeby mnie nie rozniosło :)
"Myśl i bogać się" to pozycja wyjątkowa! Poprawia samopoczucie, uczy pozytywnego myślenia i podaje przepis na sukces! Uczy jakich kategoriach myśleć, aby przyciągnąć do swojego życia wszystko co najlepsze. Bo cała tajemnica tkwi w naszej głowie, w naszym umyśle i w naszym spojrzeniu na świat! Ale żeby wszystko nie było takie gołosłowne, autor przytacza przykłady ludzi sukcesu, którzy zdobyli bogactwo korzystając ze wspomnianego sekretu. Napoleon Hill zebrał w jednej pozycji lata swoich badań nad tajemnicą sukcesu. Jak to się dzieje, że jedni osiągają to czego pragną, inni całe życie borykają się z problemami? Odpowiedź na to pytanie oraz sposób jak znaleźć się w tej pierwszej grupie - znajdziecie w tej książce! A co najważniejsze wszystko napisane klarownie i przejrzyście. Sekret sukcesu podany krok po kroku.
Książkę polecam każdemu, kto chciałby od życia czegoś więcej... Każdemu kto ma większe ambicje niż przeżyć dzień i wylegiwać się na kanapie. Napoleon Hill podaje nam 13 kroków ku bogactwu... jednak warto pamiętać, że sami musimy je wykonać! Nikt nie zrobi tego za nas! Samo przeczytanie tej książki w komplecie z kanapą i telewizorem, nic nie zmieni w naszym życiu! Chcesz osiągnąć sukces?! Wyznacz cel, podejmij decyzję, poczuj się zdeterminowany, skoncentruj się, weź tę książkę pod pachę a świat stanie przed Tobą otworem! :) Powodzenia!
Nie będzie dla nikogo niespodzianką, jeśli powiem teraz "Masz tak, jak myślisz!". Uświadamiał nas w tym już jakiś czas temu słynny, głośny "Sekret". Mówiło o tym też wiele innych książek i między innymi również książka pana Napoleona Hilla o tym przypomina. I słusznie! Zastanówmy się jak to się dzieje, że niektórzy ludzie idą przez życie z podniesiona głową, zdobywając to, czego zapragną, inni zaś ciągle borykają się z trudnościami, nie mogąc zapanować nad swoim losem. Odpowiedź jest prosta - Wszystko jest w naszej głowie! To czy coś nam się udaje, czy nie. To czy ponosimy porażki, czy odnosimy sukces... wszystko to zależy od nas! Od tego jak myślimy, jak jesteśmy nastawieni. Od tego czy wierzymy w siebie, czy nie. Od tego czy spodziewamy się tego co najlepsze, czy obawiamy się niepowodzenia! Od tego czy jesteśmy zdecydowani, zdeterminowani i skoncentrowani na sukcesie! Zależy to od tych i kilku innych czynników, o których dokładnie pisze autor w tej książce.
Spotkałam się z opinią, że powyższa książka w magiczny sposób przyczyniła się do sukcesu wielu osób... wierzę w to! Gdyż jest to książka zupełnie wyjątkowa! Świadczy o tym miedzy innymi fakt, o którym pisze wydawca na wstępie ostatniego wydania "Od czasu pierwszej publikacji w 1937 roku, każde z kolejnych 42 wydań książki znikało z półek księgarń natychmiast po wydrukowaniu". Warto zaznaczyć, że Napoleon Hill przez wiele lat zbierał materiał do tej książki. Po spotkaniu z Andrew Carnegie'em, jednym z najbogatszych ludzi świata, zaczął badać w jaki sposób ludzie sukcesu zdobyli bogactwo. W ten właśnie sposób powstało 13 kroków ku bogactwu, które stworzył Napoleon Hill.
Ja do takich książek często wracam wielokrotnie. Zawsze kiedy dopada mnie melancholia, kiedy nastają gorsze dni, kiedy nie wszystko układa się tak jak powinno... Niezwykle mnie one podbudowują, sprawiają, że podnosi się moje samopoczucie, zaczynam myśleć pozytywnie i zaczynam wierzyć, że może być lepiej! I już po kilku stronach czuję jak poprawił się mój nastrój i jak napełnia mnie energia do działania. Tak samo było z "Myśl i bogać się"! Dawkowałam ją sobie ostrożnie, żeby mnie nie rozniosło :)
"Myśl i bogać się" to pozycja wyjątkowa! Poprawia samopoczucie, uczy pozytywnego myślenia i podaje przepis na sukces! Uczy jakich kategoriach myśleć, aby przyciągnąć do swojego życia wszystko co najlepsze. Bo cała tajemnica tkwi w naszej głowie, w naszym umyśle i w naszym spojrzeniu na świat! Ale żeby wszystko nie było takie gołosłowne, autor przytacza przykłady ludzi sukcesu, którzy zdobyli bogactwo korzystając ze wspomnianego sekretu. Napoleon Hill zebrał w jednej pozycji lata swoich badań nad tajemnicą sukcesu. Jak to się dzieje, że jedni osiągają to czego pragną, inni całe życie borykają się z problemami? Odpowiedź na to pytanie oraz sposób jak znaleźć się w tej pierwszej grupie - znajdziecie w tej książce! A co najważniejsze wszystko napisane klarownie i przejrzyście. Sekret sukcesu podany krok po kroku.
Książkę polecam każdemu, kto chciałby od życia czegoś więcej... Każdemu kto ma większe ambicje niż przeżyć dzień i wylegiwać się na kanapie. Napoleon Hill podaje nam 13 kroków ku bogactwu... jednak warto pamiętać, że sami musimy je wykonać! Nikt nie zrobi tego za nas! Samo przeczytanie tej książki w komplecie z kanapą i telewizorem, nic nie zmieni w naszym życiu! Chcesz osiągnąć sukces?! Wyznacz cel, podejmij decyzję, poczuj się zdeterminowany, skoncentruj się, weź tę książkę pod pachę a świat stanie przed Tobą otworem! :) Powodzenia!
czytam-bo-lubie-ksiazki.blogspot.com Renata Zub, 2014-03-22