Recenzje
Cząstki przyciągania. Jak budować niestandardowe kampanie reklamowe
Album "Cząstki przyciągania" autorstwa Natalii Hatalskiej zawiera 158 najciekawszych polskich kampanii reklamowych posegmentowanych w 7 bloków tematycznych - wskazówek, jak przygotować najskuteczniejszy przekaz reklamowy.
Natalia Hatalska, ekspert w dziedzinie alternatywnych form komunikacji marketingowej oraz trendwatcher, niezwykle celnie podzieliła czynniki, jakie musi spełniać przekaz reklamowy, by był skuteczny. Zaangażowanie, bliskość, użyteczność, emocje, kontekst, czas i zaskoczenie to tytułowe cząstki, dzięki którym kampanie mają szansę na zaistnienie w świadomości zbiorowej.
Autorka omawia każdy z tych aspektów i daje przykłady działań, które były najefektowniejsze spośród tysięcy zrealizowanych w ostatnich latach w Polsce projektów.
W bogato ilustrowanych "Cząstkach przyciągania" znajdziemy opisy kampanii z użyciem przystanków odtwarzających muzykę, form reklamowych emitujących zapachy czy kina, które można oglądać od morza po Tatry.
To lektura obowiązkowa każdej osoby zajmującej się marketingiem!
Natalia Hatalska, ekspert w dziedzinie alternatywnych form komunikacji marketingowej oraz trendwatcher, niezwykle celnie podzieliła czynniki, jakie musi spełniać przekaz reklamowy, by był skuteczny. Zaangażowanie, bliskość, użyteczność, emocje, kontekst, czas i zaskoczenie to tytułowe cząstki, dzięki którym kampanie mają szansę na zaistnienie w świadomości zbiorowej.
Autorka omawia każdy z tych aspektów i daje przykłady działań, które były najefektowniejsze spośród tysięcy zrealizowanych w ostatnich latach w Polsce projektów.
W bogato ilustrowanych "Cząstkach przyciągania" znajdziemy opisy kampanii z użyciem przystanków odtwarzających muzykę, form reklamowych emitujących zapachy czy kina, które można oglądać od morza po Tatry.
To lektura obowiązkowa każdej osoby zajmującej się marketingiem!
Styl.pl 2014-04-25
Henryka Sytnera Wakacje na Dwóch Kółkach
Nakładem Wydawnictwa Helion, w marce Editio ukazała się publikacja pt. Henryka Sytnera Wakacje na dwóch kółkach. Książka autorstwa Roberta "Robba” Maciąga i Henryka Sytnera jest historią kultowego konkursu radiowej Trójki.
Wszystko zaczęło się wiosną 1970 roku od pomysłu na wakacyjny konkurs dla młodzieży. Polscy kolarze święcili największe triumfy, wynikami Wyścigu Pokoju żył cały kraj, a turystyka rowerowa przeżywała swoje najlepsze chwile. Konkurs Wakacje na dwóch kółkach spotkał się z ogromnym zainteresowaniem i porwał tłumy. Nie miałby szans powstać, rozwinąć się i przetrwać, gdyby nie osoba organizatora, Henryka Sytnera, doskonale znanego słuchaczom Polskiego Radia z nieustannego i niezwykle entuzjastycznego promowania kultury fizycznej, sportu oraz aktywnego trybu życia.
Książka jest w równym stopniu o nim, jak i o samym konkursie. Opowiada również o niesamowitych wyprawach rowerowych młodych ludzi, ich zmaganiach z przeciwnościami, licznych przygodach na czterech kontynentach i niepowtarzalnych doświadczeniach osób, dla których wygrana w konkursie była często największym marzeniem młodości. Warto o nich przeczytać, nawet jeśli nie słuchacie na co dzień Trójki, a rowerem jeździcie tylko na zakupy. Jeśli zaś słuchacie audycji Henryka Sytnera, kibicujecie młodzieży rywalizującej w konkursie, a z dwoma kółkami nie rozstajecie się nawet zimą, ta książka to dla Was lektura obowiązkowa!
Wszystko zaczęło się wiosną 1970 roku od pomysłu na wakacyjny konkurs dla młodzieży. Polscy kolarze święcili największe triumfy, wynikami Wyścigu Pokoju żył cały kraj, a turystyka rowerowa przeżywała swoje najlepsze chwile. Konkurs Wakacje na dwóch kółkach spotkał się z ogromnym zainteresowaniem i porwał tłumy. Nie miałby szans powstać, rozwinąć się i przetrwać, gdyby nie osoba organizatora, Henryka Sytnera, doskonale znanego słuchaczom Polskiego Radia z nieustannego i niezwykle entuzjastycznego promowania kultury fizycznej, sportu oraz aktywnego trybu życia.
Książka jest w równym stopniu o nim, jak i o samym konkursie. Opowiada również o niesamowitych wyprawach rowerowych młodych ludzi, ich zmaganiach z przeciwnościami, licznych przygodach na czterech kontynentach i niepowtarzalnych doświadczeniach osób, dla których wygrana w konkursie była często największym marzeniem młodości. Warto o nich przeczytać, nawet jeśli nie słuchacie na co dzień Trójki, a rowerem jeździcie tylko na zakupy. Jeśli zaś słuchacie audycji Henryka Sytnera, kibicujecie młodzieży rywalizującej w konkursie, a z dwoma kółkami nie rozstajecie się nawet zimą, ta książka to dla Was lektura obowiązkowa!
Polskie Radio Pr.3 (Trójka) 2014-04-24
Doktryna jakości. Rzecz o skutecznym zarządzaniu (twarda oprawa)
Mity, pączki i skuteczne zarządzanie
Współzawodnictwo, kary i premie, szukanie winnego strat, odgórne decyzje - to są mankamenty zarządzania. Wszystkie te mity i nawyki trzeba odrzucić. Hierarchiczny model zarządzania i taśma produkcyjna w drugiej połowie XX wieku zwielokrotniły produktywność przedsiębiorstw, ale w naszych czasach nie są skuteczne. Większość firm osiąga już taki sam lub podobny stopień produktywności. Teraz o tym, czy ktoś się wyróżni, będzie przewodził czy nawet zdoła utrzymać się na rynku, decyduje jakość oferty - pisze prof. Andrzej J. Blikle w wydanej przez Helion swojej książce „Doktryna Jakości. Rzecz o skutecznym zarządzaniu".
Książka jest efektem doświadczeń Andrzeja Bliklego podczas wdrażania
TQM, czyli kompleksowego zarządzania jakością w słynnej, między innymi właśnie z jakości wyrobów, warszawskiej cukierni, którą kierował w latach 1990-2010. W tym czasie firma, której flagowym produktem były m.in. pączki, powiększyła się do 15 placówek w Warszawie i ośmiu w sieci franchisingowej poza stolicą.
TQM to doktryna, która za sprawą Amerykanina E. Deminga, przekształciła japońską tandetę w poszułdwane na całym świecie towary najwyższej jakości. Sprowadza się do trzech zasad: doskonalenia, jedności zespołu i racjonalności. Wynika z tego, że w poprawę jakości w firmie zaangażowani muszą być wszyscy, a nie tylko spece od tych spraw. Praca ta dotyczy tego, co robimy i jak robimy. Jeśli doskonalony ma być produkt, to doskonalone musi być wszystko - od surowców, produkcji, przez organizację, administrację, narzędzia, po środowisko pracy, a więc i relacje między ludźmi.
Książka pokazuje, jak to robić - dokładnie, krok po kroku, ze wskazaniem na niespodzianki i zaskoczenia, jakie mogą się pojawić. Podkreśla, jak ważne jest w firmie dzielenie się wiedzą i stworzenie z pracowników zespołu, w którym wszyscy są jednakowo zaangażowani i jednakowo traktowani. Tylko wtedy możliwa jest współpraca i zaufanie, bez wyniszczającej rywalizacji.
Autor przetestował tę doktrynę w swojej firmie i w wielu innych, a także na kursach, wykładach, w kraju i za granicą. Wszystko, o czym pisze, pokrywa się z praktyką stosowaną przez Amerykanów. Dla nas często jeszcze bywa to praktyka niezrozumiała i nieco egzotyczna. Filozofia zarządzania jakością została przecież rozwinięta w Japonii. Bardzo trudna do wprowadzenia okazuje się np. rezygnacja z premii. Tymczasem, jak podkreśla profesor, nagrody i premie najsilniej motywują wyłącznie do starania się o te wyróżnienia. Podobnie jest z szukaniem winnych porażek. - Masz rację, wiesz, kto zawinił, ale to nie rozwiązuje problemu - pisze autor. Należy spotkać się z zespołem i przeanalizować sytuację. Czy to zawsze pomoże Nie zawsze, ale najczęściej tak - odpowiada. Przyznaje, że magicznej recepty na jakość nie ma i radzi jednak podjąć wyzwanie i rozpocząć naprawę firmy. Warto mu zaufać bo, jak sam mówi: jakość jest jak zdrowie, trzeba dbać o nią stale.
Współzawodnictwo, kary i premie, szukanie winnego strat, odgórne decyzje - to są mankamenty zarządzania. Wszystkie te mity i nawyki trzeba odrzucić. Hierarchiczny model zarządzania i taśma produkcyjna w drugiej połowie XX wieku zwielokrotniły produktywność przedsiębiorstw, ale w naszych czasach nie są skuteczne. Większość firm osiąga już taki sam lub podobny stopień produktywności. Teraz o tym, czy ktoś się wyróżni, będzie przewodził czy nawet zdoła utrzymać się na rynku, decyduje jakość oferty - pisze prof. Andrzej J. Blikle w wydanej przez Helion swojej książce „Doktryna Jakości. Rzecz o skutecznym zarządzaniu".
Książka jest efektem doświadczeń Andrzeja Bliklego podczas wdrażania
TQM, czyli kompleksowego zarządzania jakością w słynnej, między innymi właśnie z jakości wyrobów, warszawskiej cukierni, którą kierował w latach 1990-2010. W tym czasie firma, której flagowym produktem były m.in. pączki, powiększyła się do 15 placówek w Warszawie i ośmiu w sieci franchisingowej poza stolicą.
TQM to doktryna, która za sprawą Amerykanina E. Deminga, przekształciła japońską tandetę w poszułdwane na całym świecie towary najwyższej jakości. Sprowadza się do trzech zasad: doskonalenia, jedności zespołu i racjonalności. Wynika z tego, że w poprawę jakości w firmie zaangażowani muszą być wszyscy, a nie tylko spece od tych spraw. Praca ta dotyczy tego, co robimy i jak robimy. Jeśli doskonalony ma być produkt, to doskonalone musi być wszystko - od surowców, produkcji, przez organizację, administrację, narzędzia, po środowisko pracy, a więc i relacje między ludźmi.
Książka pokazuje, jak to robić - dokładnie, krok po kroku, ze wskazaniem na niespodzianki i zaskoczenia, jakie mogą się pojawić. Podkreśla, jak ważne jest w firmie dzielenie się wiedzą i stworzenie z pracowników zespołu, w którym wszyscy są jednakowo zaangażowani i jednakowo traktowani. Tylko wtedy możliwa jest współpraca i zaufanie, bez wyniszczającej rywalizacji.
Autor przetestował tę doktrynę w swojej firmie i w wielu innych, a także na kursach, wykładach, w kraju i za granicą. Wszystko, o czym pisze, pokrywa się z praktyką stosowaną przez Amerykanów. Dla nas często jeszcze bywa to praktyka niezrozumiała i nieco egzotyczna. Filozofia zarządzania jakością została przecież rozwinięta w Japonii. Bardzo trudna do wprowadzenia okazuje się np. rezygnacja z premii. Tymczasem, jak podkreśla profesor, nagrody i premie najsilniej motywują wyłącznie do starania się o te wyróżnienia. Podobnie jest z szukaniem winnych porażek. - Masz rację, wiesz, kto zawinił, ale to nie rozwiązuje problemu - pisze autor. Należy spotkać się z zespołem i przeanalizować sytuację. Czy to zawsze pomoże Nie zawsze, ale najczęściej tak - odpowiada. Przyznaje, że magicznej recepty na jakość nie ma i radzi jednak podjąć wyzwanie i rozpocząć naprawę firmy. Warto mu zaufać bo, jak sam mówi: jakość jest jak zdrowie, trzeba dbać o nią stale.
Rzeczpospolita Antoni Kowalik, 2014-04-23
Afryka. Przekrój podłużny. Rowerowe safari z Kairu do Kapsztadu
Rowerem przez Afrykę Wyczyn Kazimierza Nowaka znany jest nam od 80 lat, ale co szkodzi, by go powtórzyć Tym bardziej że zmieniły się czasy i zmieniła się Afryka. Reporterskie sprawozdanie polskiego cyklisty, który w towarzystwie kilkorga innych zapaleńców przebył szlak, pedałując 13 tysięcy kilometrów, od Kairu do Kapsztadu.
Relacja z ponad ośmiomiesięcznej wyprawy wciąga, szczegółowe obserwacje autora mogą być dla tysięcy młodych Czytelników interesujące i inspirujące, choć i tu nad wiedzą rowerzystów o Afryce kładzie się długi cień Sienkiewiczowskiej mocno już archaicznej powieści „W pustyni i w puszczy". Wyczynowcy, którzy skrzyknęli się przez internet, by spędzić ze sobą ponad trzydzieści tygodni, budzą podziw i szacunek samozaparciem i odwagą, irytują miejscami lekkomyślnością, graniczącą z bezmyślnością, która wynika z nieznajomości afrykańskiej przyrody i jej niebezpieczeństw. Na szczęście wyprawa kończy się szczęśliwie u stóp Góry Stołowej, a Czytelnik ma w miarę świeże obserwacje z egzotycznych zakątków, które widziane zza okien klimatyzowanych autokarów i luksusowych hoteli są czym innym niż te doświadczone z perspektywy siodełka i niewielkiego budżetu.
Cykliści do drogi, która w ich przypadku jest celem samym w sobie, startują w Kairze. Jadą wzdłuż Nilu do Sudanu, dziwiąc się nieznanemu światu niczym Marceli szpak. Z Sudanu wjeżdżają do Etiopii, którą zniesmaczeni brudem i chaosem opuszczają, by pedałować przez Kenię, Tanzanię, Zambię, Botswanę i wreszcie przejechać Republikę Południowej Afryki aż na jej południowy skraj - Półwysep Igielny. Poznają mnóstwo ludzi, przeżywają wiele uniesień i rozczarowań, pokonują dystans, ale też własne słabości. Lekturę dopełniają fotografie, ale przede wszystkim wypełnia ona przesłanie, by nie tracić czasu i ruszać w drogę...
Relacja z ponad ośmiomiesięcznej wyprawy wciąga, szczegółowe obserwacje autora mogą być dla tysięcy młodych Czytelników interesujące i inspirujące, choć i tu nad wiedzą rowerzystów o Afryce kładzie się długi cień Sienkiewiczowskiej mocno już archaicznej powieści „W pustyni i w puszczy". Wyczynowcy, którzy skrzyknęli się przez internet, by spędzić ze sobą ponad trzydzieści tygodni, budzą podziw i szacunek samozaparciem i odwagą, irytują miejscami lekkomyślnością, graniczącą z bezmyślnością, która wynika z nieznajomości afrykańskiej przyrody i jej niebezpieczeństw. Na szczęście wyprawa kończy się szczęśliwie u stóp Góry Stołowej, a Czytelnik ma w miarę świeże obserwacje z egzotycznych zakątków, które widziane zza okien klimatyzowanych autokarów i luksusowych hoteli są czym innym niż te doświadczone z perspektywy siodełka i niewielkiego budżetu.
Cykliści do drogi, która w ich przypadku jest celem samym w sobie, startują w Kairze. Jadą wzdłuż Nilu do Sudanu, dziwiąc się nieznanemu światu niczym Marceli szpak. Z Sudanu wjeżdżają do Etiopii, którą zniesmaczeni brudem i chaosem opuszczają, by pedałować przez Kenię, Tanzanię, Zambię, Botswanę i wreszcie przejechać Republikę Południowej Afryki aż na jej południowy skraj - Półwysep Igielny. Poznają mnóstwo ludzi, przeżywają wiele uniesień i rozczarowań, pokonują dystans, ale też własne słabości. Lekturę dopełniają fotografie, ale przede wszystkim wypełnia ona przesłanie, by nie tracić czasu i ruszać w drogę...
Tygodnik Angora Ł. Azik, 2014-04-27
Filozofia sukcesu, czyli f**k it
John C. Parkin 20 lat życia poświęcił na tropienie kolejnych ścieżek rozwoju. Pewnego dnia doznał oświecenia - uświadomił sobie, że mówienie „pieprzę to" przynosi taki sam efekt jak wschodnie praktyki duchowe. Tyle że bez wieloletniego siedzenia w pozycji kwiatu lotosu i bezustannych prób uciszenia umysłu. „To metoda idealna dla naszych czasów" - pomyślał Parkin i wziął się do roboty. Pierwsza książka „Filozofia fk it", będąca opisem jego nowo odkrytej drogi rozwoju, została przetłumaczona na 22 języki i stała się międzynarodowym bestsellerem. Ostatecznie Parkin rzucił dobrze płatną pracę w Londynie i kupił uroczą górską posiadłość we Włoszech, do której przeniósł się wraz z żoną i bliźniętami. Odtąd żyją tam i prowadzą obozy rozwojowe pod wiele mówiącym szyldem „Pieprz to".
Przerwać opowieść
Filozofia Parkina w skrócie oznacza robienie tego, na co ma się ochotę. Czyli życie na własnych zasadach, w pełnej wolności. Bez strachu i obaw. Zanim jednak dotrzemy do tego jakże zachęcającego punktu, należy sobie uświadomić, że tkwimy w więzieniu. Czym ono jest Tak zwanym sensem życia, którego szukamy bezowocnie, skazując się na przytłaczającą szarą egzystencję. Przebłysk bezgranicznej bezcelowości życia, który zdarza się nam miewać, zazwyczaj wywołuje panikę. Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim. Martwimy się rzeczami, które z nawet nieznacznie dalszej perspektywy w ogóle nie mają znaczenia. Parkin twierdzi, że jesteśmy w tym, niestety, żałośni.
Główny problem polega na tym, że mamy swoją historię, czyli wszystkie te rzeczy, które nam się przytrafiły. Ktoś nas skrzywdził, uratował, wzruszył, zainspirował. Może przeszliśmy przez depresję albo mieliśmy ojca, który wyjeżdżał bez pożegnania i permanentnie zdradzał matkę. Zajmujemy się tym, kim byliśmy, jesteśmy i kim chcielibyśmy się stać. Zadręczamy się myślami na ten temat. Życie jawi się nam jako miejsce pełne magii albo jako jeden wielki padół rozpaczy. To są nasze opowieści, w które usiłujemy zamknąć przepływ życia. Ono zdążyło przemieścić się już znacznie dalej, a my nadal tkwimy w więzieniu tkanej pracowicie przez nas opowieści. Jesteśmy jak pisarz uwięziony we własnej książce. Dlatego Parkin gorąco namawia, żeby pieprzyć swoją historię. Ona zawsze będzie nasza, ale my nie jesteśmy nią.
Historia to ego, karma, iluzja, nazwij ją, jak chcesz. Nie jest jednak prawdą, więc pieprz ją. Podobnie jak parę najbardziej przeszkadzających w życiu emocji i nawyków.
Na pohybel lękom
Wschodni mistrzowie mówią, że strach jest bezużyteczny, a oni wiedzą, co mówią. U podstaw każdej ludzkiej obawy leży lęk przed śmiercią i stratą. Cóż to za cholerny ból - konkluduje Parkin. I przekonuje: staw czoła swoim lękom. Czego się boisz Jutrzejszego zebrania w pracy, tego, że przytyjesz, uderzenia meteorytu czy może tego, że ktoś powie ci coś przykrego Kiedy przyjrzysz się swoim lękom, odkryjesz, że u podstawy każdego z nich tkwi utrata czegoś. Ale każdy z nas musi stawić czoła kwestii utraty wszystkiego. Wszystko musi odejść, bo nic do nas nie należy. Dlatego powiedz: „pieprzę strach", by wreszcie spojrzeć mu w ślepia. Gdy spotkanie z nim okaże się straszne, nie wycofuj się. Dla pocieszenia powtarzaj: „To też minie".
Po cóż ta powaga
Podchodzimy do życia odpowiedzialnie i uważamy, że tak właśnie zachowują się dorośli. Śmiertelna powaga bierze się z tego, że nam zależy, uważa Parkin. Zależy nam na stabilizacji finansowej, więc poważnie podchodzimy do pracy.
Na fajnych wakacjach też nam zależy, więc praca staje się jeszcze bardziej poważna. Zależy nam na zdrowiu, wyglądzie i tym sweterku w odcieniu pudrowego różu. A jak ciężko i poważnie się robi, kiedy zależy nam na reputacji, budowaniu CV, na byciu wyluzowaną, ale spójną wewnętrznie matką i empatyczną przyjaciółką. Problem w tym, że zależy nam na zbyt wielu rzeczach. Na dodatek żyjemy w przekonaniu, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Wątpimy, rezygnujemy, ale potem znowu podkręcamy śrubę. Jesteśmy na zmianę apatyczni i surowi dla siebie oraz innych. Tkwimy w przeklętym cyklu.
Co robić Parkin podpowiada - powiedzieć „pieprzę to" temu oprogramowaniu, na które składają się oszczerstwa Wewnętrznego Krytyka. Tak jak jest, jest wystarczająco dobrze. Nie musimy się starać, nie musimy się zmieniać. Wystarczy, że jesteśmy!
W niewoli celu
Mamy cele. Kiedy jesteśmy zorganizowani i zdeterminowani, to je nawet spisujemy i przydzielamy im terminy do realizacji. No bo przecież chcemy zdać te egzaminy, zmienić wystrój salonu, cieszyć się życiem, doświadczyć swojej kobiecości w relacji oraz seksu tantrycznego, wyzdrowieć, rzucić fajki, awansować. Cierpimy dla sztuki, nie zważamy na ciosy, brniemy w to dalej. Po to, aby zrealizować cele. Czy nie stają się one jednak naszym więzieniem
Warto wiedzieć, że życie ma w zwyczaju mieć gdzieś nasze plany. Najpewniejsza jest nieprzewidy-walność. Cele mogą być pożyteczne, jeśli poprawiają nam humor. Jeśli jednak trzymamy się ich zbyt mocno, ograniczają. Dlatego odpuść to, co ściskasz zbyt kurczowo. Pieprz to!
Nazywaj rzeczy po imieniu
Świadomość, pełna świadomość wymaga sporego wysiłku. A skutkuje życiem na własny rachunek. Łatwiej jest spełniać rodzinne oczekiwania i podporządkowywać się społecznym normom. Prościej jest zbagatelizować pragnienia duszy i włączyć telewizor.
Świadomość polega na nazywaniu rzeczy po imieniu, na spoglądaniu tam, gdzie jest trudno. Na początku mogą boleć oczy od oślepiającego światła świadomości, powiedz wtedy: „Pieprzę to, stawię czoła faktom". Nie napinaj się jednak. Miej odwagę sięgać po to, czego pragniesz, ale z drugiej strony, odpuszczaj, gdy tego jest zbyt wiele. Postaraj się też podważyć swoje założenia dotyczące tego, kim jesteś i jak działa wszechświat. Przyjmij, że wszystko, co cię otacza, łącznie z tobą, jest energią. Tak twierdzą fizycy, różni guru i mistrzowie ąigong. Powiedz betonowej rzeczywistości: „pieprzę cię", a otworzą się przed tobą wrota magii. Nie wierz w nic stałego, nie ufaj swoim myślom ani temu obrazowi, który masz przed oczami.
To nie ma znaczenia
No dobrze, powiesz, ale jak przełożyć to na swoje życie Zacząć mówić wszystkiemu: „pieprzę to" Czemu nie ! Ale tak naprawdę chodzi o to, by pokazać środkowy palec rzeczom, które cię męczą, stresują, pozbawiają radości życia.
Od czego zacząć Stań przed lustrem i spójrz na siebie. Przypuszczalnie zobaczysz tam kogoś, kto za dużo pracuje, za dużo się martwi, za dużo myśli, za dużo kalkuluje. Może jest to ktoś zestresowany, zmęczony, niezrealizowany.
Teraz uświadom sobie, że większość z tego, co wywołuje twoje obawy, nie ma kompletnie znaczenia. Możesz odrzucić przyczynę twojego bólu, robić mniej, bardziej się zrelaksować i podążyć z nurtem rzeki, jaką jest życie, zamiast starać się nad wszystkim panować. Przestać podchodzić do tej podróży tak bardzo poważnie. Zwolnić.
Przerwać opowieść
Filozofia Parkina w skrócie oznacza robienie tego, na co ma się ochotę. Czyli życie na własnych zasadach, w pełnej wolności. Bez strachu i obaw. Zanim jednak dotrzemy do tego jakże zachęcającego punktu, należy sobie uświadomić, że tkwimy w więzieniu. Czym ono jest Tak zwanym sensem życia, którego szukamy bezowocnie, skazując się na przytłaczającą szarą egzystencję. Przebłysk bezgranicznej bezcelowości życia, który zdarza się nam miewać, zazwyczaj wywołuje panikę. Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim. Martwimy się rzeczami, które z nawet nieznacznie dalszej perspektywy w ogóle nie mają znaczenia. Parkin twierdzi, że jesteśmy w tym, niestety, żałośni.
Główny problem polega na tym, że mamy swoją historię, czyli wszystkie te rzeczy, które nam się przytrafiły. Ktoś nas skrzywdził, uratował, wzruszył, zainspirował. Może przeszliśmy przez depresję albo mieliśmy ojca, który wyjeżdżał bez pożegnania i permanentnie zdradzał matkę. Zajmujemy się tym, kim byliśmy, jesteśmy i kim chcielibyśmy się stać. Zadręczamy się myślami na ten temat. Życie jawi się nam jako miejsce pełne magii albo jako jeden wielki padół rozpaczy. To są nasze opowieści, w które usiłujemy zamknąć przepływ życia. Ono zdążyło przemieścić się już znacznie dalej, a my nadal tkwimy w więzieniu tkanej pracowicie przez nas opowieści. Jesteśmy jak pisarz uwięziony we własnej książce. Dlatego Parkin gorąco namawia, żeby pieprzyć swoją historię. Ona zawsze będzie nasza, ale my nie jesteśmy nią.
Historia to ego, karma, iluzja, nazwij ją, jak chcesz. Nie jest jednak prawdą, więc pieprz ją. Podobnie jak parę najbardziej przeszkadzających w życiu emocji i nawyków.
Na pohybel lękom
Wschodni mistrzowie mówią, że strach jest bezużyteczny, a oni wiedzą, co mówią. U podstaw każdej ludzkiej obawy leży lęk przed śmiercią i stratą. Cóż to za cholerny ból - konkluduje Parkin. I przekonuje: staw czoła swoim lękom. Czego się boisz Jutrzejszego zebrania w pracy, tego, że przytyjesz, uderzenia meteorytu czy może tego, że ktoś powie ci coś przykrego Kiedy przyjrzysz się swoim lękom, odkryjesz, że u podstawy każdego z nich tkwi utrata czegoś. Ale każdy z nas musi stawić czoła kwestii utraty wszystkiego. Wszystko musi odejść, bo nic do nas nie należy. Dlatego powiedz: „pieprzę strach", by wreszcie spojrzeć mu w ślepia. Gdy spotkanie z nim okaże się straszne, nie wycofuj się. Dla pocieszenia powtarzaj: „To też minie".
Po cóż ta powaga
Podchodzimy do życia odpowiedzialnie i uważamy, że tak właśnie zachowują się dorośli. Śmiertelna powaga bierze się z tego, że nam zależy, uważa Parkin. Zależy nam na stabilizacji finansowej, więc poważnie podchodzimy do pracy.
Na fajnych wakacjach też nam zależy, więc praca staje się jeszcze bardziej poważna. Zależy nam na zdrowiu, wyglądzie i tym sweterku w odcieniu pudrowego różu. A jak ciężko i poważnie się robi, kiedy zależy nam na reputacji, budowaniu CV, na byciu wyluzowaną, ale spójną wewnętrznie matką i empatyczną przyjaciółką. Problem w tym, że zależy nam na zbyt wielu rzeczach. Na dodatek żyjemy w przekonaniu, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Wątpimy, rezygnujemy, ale potem znowu podkręcamy śrubę. Jesteśmy na zmianę apatyczni i surowi dla siebie oraz innych. Tkwimy w przeklętym cyklu.
Co robić Parkin podpowiada - powiedzieć „pieprzę to" temu oprogramowaniu, na które składają się oszczerstwa Wewnętrznego Krytyka. Tak jak jest, jest wystarczająco dobrze. Nie musimy się starać, nie musimy się zmieniać. Wystarczy, że jesteśmy!
W niewoli celu
Mamy cele. Kiedy jesteśmy zorganizowani i zdeterminowani, to je nawet spisujemy i przydzielamy im terminy do realizacji. No bo przecież chcemy zdać te egzaminy, zmienić wystrój salonu, cieszyć się życiem, doświadczyć swojej kobiecości w relacji oraz seksu tantrycznego, wyzdrowieć, rzucić fajki, awansować. Cierpimy dla sztuki, nie zważamy na ciosy, brniemy w to dalej. Po to, aby zrealizować cele. Czy nie stają się one jednak naszym więzieniem
Warto wiedzieć, że życie ma w zwyczaju mieć gdzieś nasze plany. Najpewniejsza jest nieprzewidy-walność. Cele mogą być pożyteczne, jeśli poprawiają nam humor. Jeśli jednak trzymamy się ich zbyt mocno, ograniczają. Dlatego odpuść to, co ściskasz zbyt kurczowo. Pieprz to!
Nazywaj rzeczy po imieniu
Świadomość, pełna świadomość wymaga sporego wysiłku. A skutkuje życiem na własny rachunek. Łatwiej jest spełniać rodzinne oczekiwania i podporządkowywać się społecznym normom. Prościej jest zbagatelizować pragnienia duszy i włączyć telewizor.
Świadomość polega na nazywaniu rzeczy po imieniu, na spoglądaniu tam, gdzie jest trudno. Na początku mogą boleć oczy od oślepiającego światła świadomości, powiedz wtedy: „Pieprzę to, stawię czoła faktom". Nie napinaj się jednak. Miej odwagę sięgać po to, czego pragniesz, ale z drugiej strony, odpuszczaj, gdy tego jest zbyt wiele. Postaraj się też podważyć swoje założenia dotyczące tego, kim jesteś i jak działa wszechświat. Przyjmij, że wszystko, co cię otacza, łącznie z tobą, jest energią. Tak twierdzą fizycy, różni guru i mistrzowie ąigong. Powiedz betonowej rzeczywistości: „pieprzę cię", a otworzą się przed tobą wrota magii. Nie wierz w nic stałego, nie ufaj swoim myślom ani temu obrazowi, który masz przed oczami.
To nie ma znaczenia
No dobrze, powiesz, ale jak przełożyć to na swoje życie Zacząć mówić wszystkiemu: „pieprzę to" Czemu nie ! Ale tak naprawdę chodzi o to, by pokazać środkowy palec rzeczom, które cię męczą, stresują, pozbawiają radości życia.
Od czego zacząć Stań przed lustrem i spójrz na siebie. Przypuszczalnie zobaczysz tam kogoś, kto za dużo pracuje, za dużo się martwi, za dużo myśli, za dużo kalkuluje. Może jest to ktoś zestresowany, zmęczony, niezrealizowany.
Teraz uświadom sobie, że większość z tego, co wywołuje twoje obawy, nie ma kompletnie znaczenia. Możesz odrzucić przyczynę twojego bólu, robić mniej, bardziej się zrelaksować i podążyć z nurtem rzeki, jaką jest życie, zamiast starać się nad wszystkim panować. Przestać podchodzić do tej podróży tak bardzo poważnie. Zwolnić.
Magazyn SENS Aleksandra Nowakowska, 2014-05-01