Recenzje
C'est du gâteau, czyli bułka z masłem! Repetytorium z języka francuskiego od poziomu podstawowego do b1/b2
Książeczka przedstawia się na okładce, jako "prawdziwa rewolucja francuska w nauce gramatyki". A jak wygląda rzeczywistość po otwarciu okładki?
Nie jestem ekspertem od gramatyki języka francuskiego, ale myślę, jak pewnie wielu innych uczących się tego języka, że jest dosyć bogata i trudna. Książeczka Magdaleny Adaszewskiej - nauczycielki, tłumaczki, stypendystki uniwersytetów w Szwajcarii na pierwszy rzut oka wygląda, jakby tego bogactwa trochę nie doceniała lub… bagatelizowała problem. Informacje są przekazane na 176 stronach formatu A5 (pozostałe strony to odpowiedzi i czyste strony do zapisania nowych słówek) w towarzystwie obrazków i ku mojemu rozczarowaniu wielu pustych miejsc (pół czystej strony co drugą/trzecią kartkę to niestety standard). Sprawia to może, że informacje są bardziej czytelne, ale poniekąd trochę oszukuje czytelnika, który nastawia się na prawie 200 stron repetytorium gramatycznego, a w rezultacie otrzymuje ok. 150 (tak "na oko"). Kolejną problematyczną kwestią są ćwiczenia. Jest ich po prostu bardzo mało - jedno/dwa ćwiczenia do każdego tematu. Tutaj jednak muszę przyznać, że to chyba wspólna cecha polskich publikacji z gramatyki języka francuskiego. Być może jest jakieś ograniczenie, z którego my, czytelnicy, nie zdajemy sobie sprawy.
Zaczęłam od wad książki, bo są dosyć spore i rzucają się w oczy. Teraz natomiast czas na dobre strony tej książki, które wydają się być szczegółami, ale moim zdaniem są niezwykle istotne. Pierwszym ułatwieniem są tematy gramatyczne podane po francusku i po polsku zarówno w spisie treści, jak i głównej części książki. Dzięki temu nie musimy poświęcać dodatkowego czasu na szukanie francuskiego odpowiednika zagadnienia gramatycznego, które np. w naszym podręczniku pojawiło się akurat po polsku. Poza tym daje to również możliwość porównywania gramatyki języka obcego z naszą ojczystą, co jest świetną metodą nauki i pomaga w zrozumieniu wielu zasad. Kolejnym niewątpliwym plusem są odpowiedzi z wyjaśnieniami. Dzięki nim sami możemy dostrzec źródło naszych błędów oraz zrozumieć, co robimy nie tak. To prawdziwa gratka dla samouków i muszę przyznać, że dziwi mnie, że wciąż w tak wielu książkach odpowiedzi są ograniczone jedynie do listy, która automatycznie sprawdzona nie wprowadza absolutnie niczego do naszej nauki. W C'est du gâteau, odpowiedzi uczą, co jest po części taką małą rewolucją. No i wreszcie, informacje są podane w bardzo syntetycznej formie. Z jednej strony możemy je uznać za "skrótowe", z drugiej jednak, dobre są na początek dla wprowadzenia podstaw zagadnienia, które po przećwiczeniu możemy dalej uzupełniać gdzie indziej. Informacje w takiej formie nie przytłaczają ucznia i nie pozwalają mu się zagubić w czeluściach piekielnych gramatyki francuskiej (na pewno znajdą się początkujący, którzy tak właśnie odbierają gramatykę francuską ;)).
Podsumowując:
ZALETY:
+ odpowiedzi z wyjaśnieniami
+ tematy w wersji polskiej i francuskiej
+ uporządkowane, syntetycznie przekazane zasady gramatyczne
WADY:
- dużo mniej treści, niż to wygląda na pierwszy rzut oka (puste strony)
- mało ćwiczeń
Nie jestem ekspertem od gramatyki języka francuskiego, ale myślę, jak pewnie wielu innych uczących się tego języka, że jest dosyć bogata i trudna. Książeczka Magdaleny Adaszewskiej - nauczycielki, tłumaczki, stypendystki uniwersytetów w Szwajcarii na pierwszy rzut oka wygląda, jakby tego bogactwa trochę nie doceniała lub… bagatelizowała problem. Informacje są przekazane na 176 stronach formatu A5 (pozostałe strony to odpowiedzi i czyste strony do zapisania nowych słówek) w towarzystwie obrazków i ku mojemu rozczarowaniu wielu pustych miejsc (pół czystej strony co drugą/trzecią kartkę to niestety standard). Sprawia to może, że informacje są bardziej czytelne, ale poniekąd trochę oszukuje czytelnika, który nastawia się na prawie 200 stron repetytorium gramatycznego, a w rezultacie otrzymuje ok. 150 (tak "na oko"). Kolejną problematyczną kwestią są ćwiczenia. Jest ich po prostu bardzo mało - jedno/dwa ćwiczenia do każdego tematu. Tutaj jednak muszę przyznać, że to chyba wspólna cecha polskich publikacji z gramatyki języka francuskiego. Być może jest jakieś ograniczenie, z którego my, czytelnicy, nie zdajemy sobie sprawy.
Zaczęłam od wad książki, bo są dosyć spore i rzucają się w oczy. Teraz natomiast czas na dobre strony tej książki, które wydają się być szczegółami, ale moim zdaniem są niezwykle istotne. Pierwszym ułatwieniem są tematy gramatyczne podane po francusku i po polsku zarówno w spisie treści, jak i głównej części książki. Dzięki temu nie musimy poświęcać dodatkowego czasu na szukanie francuskiego odpowiednika zagadnienia gramatycznego, które np. w naszym podręczniku pojawiło się akurat po polsku. Poza tym daje to również możliwość porównywania gramatyki języka obcego z naszą ojczystą, co jest świetną metodą nauki i pomaga w zrozumieniu wielu zasad. Kolejnym niewątpliwym plusem są odpowiedzi z wyjaśnieniami. Dzięki nim sami możemy dostrzec źródło naszych błędów oraz zrozumieć, co robimy nie tak. To prawdziwa gratka dla samouków i muszę przyznać, że dziwi mnie, że wciąż w tak wielu książkach odpowiedzi są ograniczone jedynie do listy, która automatycznie sprawdzona nie wprowadza absolutnie niczego do naszej nauki. W C'est du gâteau, odpowiedzi uczą, co jest po części taką małą rewolucją. No i wreszcie, informacje są podane w bardzo syntetycznej formie. Z jednej strony możemy je uznać za "skrótowe", z drugiej jednak, dobre są na początek dla wprowadzenia podstaw zagadnienia, które po przećwiczeniu możemy dalej uzupełniać gdzie indziej. Informacje w takiej formie nie przytłaczają ucznia i nie pozwalają mu się zagubić w czeluściach piekielnych gramatyki francuskiej (na pewno znajdą się początkujący, którzy tak właśnie odbierają gramatykę francuską ;)).
Podsumowując:
ZALETY:
+ odpowiedzi z wyjaśnieniami
+ tematy w wersji polskiej i francuskiej
+ uporządkowane, syntetycznie przekazane zasady gramatyczne
WADY:
- dużo mniej treści, niż to wygląda na pierwszy rzut oka (puste strony)
- mało ćwiczeń
jezykikulturaswiat.blogspot.com 2014-05-20
Dotknij i przeciągnij. Projektowanie gier na ekrany dotykowe
Przy doborze lektur związanych z moją pracą zawodową mam taką zasadę, że co jakiś czas
staram się znaleźć i przeczytać jakąś książkę wykraczającą poza ramy moich głównych zainteresowań. Cel tej praktyki jest taki, aby wyjść czasami z piaskownicy, w której czuję się pewnie i bezpiecznie, po to aby rozszerzyć horyzonty myślowe. Ostatnio w ramach wprowadzania w życie wspomnianej zasady trafiłem na interesującą książkę traktującą o projektowaniu interfejsów dotykowych. Chciałbym dziś pokrótce o niej opowiedzieć.
Interfejsy dotykowe to ciekawe zjawisko w branży informatycznej. Dobrze zaprojektowany, wysoce intuicyjny interfejs dotykowy sprawia takie wrażenie, jakby go w ogóle nie było: jest tak wygodny w obsłudze, że użytkownik prawie go nie zauważa. Aplikacji opartych na tego typu interfejsach potrafią używać nawet dwuletnie dzieci. Taki interfejs może być kluczem do sukcesu niejednego produktu (vide: Angry Birds). Jednakże, kiedy przychodzi do jego
zaprojektowania, okazuje się, że nie jest to wcale proste i że trzeba się przy tym nieźle napocić.
Osoby, które nie czują się ekspertami w dziedzinie UX (ang. User Experience), a mimo wszystko chciałyby poznać bliżej tajniki projektowania intuicyjnych interfejsów bazujących na ekranie dotykowym, serdecznie zapraszam do lektury książki Dotknij i przeciągnij autorstwa Scotta Rogersa. Podtytuł tej pozycji sugeruje mocne jej ukierunkowanie na temat projektowania gier, jednakże mam wrażenie, iż na lekturze tej pozycji mogą skorzystać wszyscy parający się wytwarzaniem oprogramowania.
Co zawiera ta książka? W skrócie:
» praktyczne informacje na temat interfejsów dotykowych,
» sztuczki i porady,
» wywiady,
» analizy,
» przydatną dokumentację,
» mnóstwo rysunków :)
Treść książki można podzielić na trzy kategorie:
» Analiza rozwiązań wykorzystywanych w grach (przeznaczonych głównie
na wiodące platformy mobilne: iOS oraz Android); tutaj autor analizuje
istniejące interfejsy w tytułach, które odniosły duży komercyjny sukces:
Fruit Ninja HD,Helsing's Fire, Where's My Water?, Jetpack Joyride, No, Human
czy wreszcie Angry Birds.
» Wywiady z projektantami znanych gier wykorzystujących interfejs dotykowy;
w tym przypadku czytelnik będzie miał przyjemność poznać tajniki
pracy takich projektantów jak Paul O'Connor, Andy Ashcraft, Erin Reynolds
staram się znaleźć i przeczytać jakąś książkę wykraczającą poza ramy moich głównych zainteresowań. Cel tej praktyki jest taki, aby wyjść czasami z piaskownicy, w której czuję się pewnie i bezpiecznie, po to aby rozszerzyć horyzonty myślowe. Ostatnio w ramach wprowadzania w życie wspomnianej zasady trafiłem na interesującą książkę traktującą o projektowaniu interfejsów dotykowych. Chciałbym dziś pokrótce o niej opowiedzieć.
Interfejsy dotykowe to ciekawe zjawisko w branży informatycznej. Dobrze zaprojektowany, wysoce intuicyjny interfejs dotykowy sprawia takie wrażenie, jakby go w ogóle nie było: jest tak wygodny w obsłudze, że użytkownik prawie go nie zauważa. Aplikacji opartych na tego typu interfejsach potrafią używać nawet dwuletnie dzieci. Taki interfejs może być kluczem do sukcesu niejednego produktu (vide: Angry Birds). Jednakże, kiedy przychodzi do jego
zaprojektowania, okazuje się, że nie jest to wcale proste i że trzeba się przy tym nieźle napocić.
Osoby, które nie czują się ekspertami w dziedzinie UX (ang. User Experience), a mimo wszystko chciałyby poznać bliżej tajniki projektowania intuicyjnych interfejsów bazujących na ekranie dotykowym, serdecznie zapraszam do lektury książki Dotknij i przeciągnij autorstwa Scotta Rogersa. Podtytuł tej pozycji sugeruje mocne jej ukierunkowanie na temat projektowania gier, jednakże mam wrażenie, iż na lekturze tej pozycji mogą skorzystać wszyscy parający się wytwarzaniem oprogramowania.
Co zawiera ta książka? W skrócie:
» praktyczne informacje na temat interfejsów dotykowych,
» sztuczki i porady,
» wywiady,
» analizy,
» przydatną dokumentację,
» mnóstwo rysunków :)
Treść książki można podzielić na trzy kategorie:
» Analiza rozwiązań wykorzystywanych w grach (przeznaczonych głównie
na wiodące platformy mobilne: iOS oraz Android); tutaj autor analizuje
istniejące interfejsy w tytułach, które odniosły duży komercyjny sukces:
Fruit Ninja HD,Helsing's Fire, Where's My Water?, Jetpack Joyride, No, Human
czy wreszcie Angry Birds.
» Wywiady z projektantami znanych gier wykorzystujących interfejs dotykowy;
w tym przypadku czytelnik będzie miał przyjemność poznać tajniki
pracy takich projektantów jak Paul O'Connor, Andy Ashcraft, Erin Reynolds
Programista Magazyn Rafał Kocisz
Jak wygrywać każdy spór. Negocjacje w życiu codziennym
Gdy przeczytałam tytuł książki, który brzmiał „Jak wygrać każdy spór…„, obudziły się we mnie dwa sprzeczne uczucia. Byłam ciekawa, na studiach z psychologii nauczyłam się wielu przydatnych technik, które można stosować nie tylko w zawodzie, ale również i w życiu codziennym. Zastanawiałam się co takiego znajduje się w tej książce i jak bardzo będzie to zbieżne z tym, co dowiedziałam się na studiach. Byłam również delikatnie uprzedzona. Słowa „wygrać KAŻDY spór” kojarzyły mi się z technikami manipulacji i dały wrażenie chwytliwego tytułu, typu jak zrobić coś tam w siedem dni…
Z takimi uczuciami sięgnęłam po książkę i…
Na początku dowiedziałam się, że autorka książki, Anna Łabuz również jest psychologiem tyle, że biznesu. Wykłada w Polskiej Akademii Trenerów Sprzedaży, ale również prowadzi szkolenia z negocjacji i nawiązywania trwałych relacji z klientem. Jest autorką innych książek, więc dla ciekawych polecam odwiedzenie jej strony internetowej: www.annalabuz.pl
W książce znajduje się 8 rozdziałów i moim zdaniem wszystkie są warte przeczytania. Autorka od razu wrzuca Czytelnika na głęboką wodę. Nie mamy nudnych teoretycznych wstępów na temat dyskusji czy emocji, już w pierwszych rozdziałach dowiedziałam się wielu pożytecznych rzeczy i było mi bardzo trudno odłożyć książkę. Łabuz mówi wprost:
"Na jedno musimy się umówić – nie będę łowić za Ciebie ryb. Dostaniesz ode mnie wędkę i cały potrzebny sprzęt. Ale doświadczenie musisz zdobyć sam. Zgromadzisz cały arsenał wiedzy na temat tego, jak radzić sobie w spornej, konfliktowej sytuacji, wypłyniesz na głębokie wody, aby odnieść sukces w dyskusji."
Czytelnik dowiaduje się bez zbędnych przynudzających wstępów, o tym dlaczego się spieramy, czego boimy się w sporach, ukazane są portrety psychologiczne osób, z którymi spór jest bardzo trudny, a czasami niemożliwy. Prostymi przykładami zostają przedstawione sytuacje dnia codziennego, które prowadzą do ostrej kłótni, oraz możliwości ich rozwiązania. Dostajemy również przydatne techniki, które łatwiej pozwolą prowadzić dyskusję. Mamy informację zwrotną z tej „drugiej strony”, jak możemy się czuć gdy ktoś zacznie używać w stosunku do nas takich zwrotów jak „Ty zawsze…”, lub zacznie nas oceniać. Dowiadujemy się jak ważne jest wyrażenie emocji w odpowiednim momencie, oraz umiejętnie wypowiedzenie zdania, które przemycają w swojej treści dodatkowe informacje.
Ja jestem książką zachwycona. Nie tylko moja ciekawość została zaspokojona, ale i uprzedzenia uciszone. Łabuz prowadzi z Czytelnikiem bardzo ciekawy dialog, w którym pozostaje mu tylko przytakiwać i chłonąć płynącą z książki wiedzę. Czułam się uczona, a czasami i pouczana (w pozytywnym znaczeniu tego słowa). W książce nie zastaniemy czczego gadania na temat rozwiązywania sporu. Mamy za to trafne przykłady sytuacji, które zdarzają się codziennie. Nie są to również czysto biznesowe rady o tym jak prowadzić dyskusję z szefem/klientem. Umiejętności, które można zdobyć dzięki książce, z powodzeniem mogą być stosowane podczas prowadzenie sporów z mężem, przyjaciółką czy nastoletnią córką. Na jeden fakt autorka zwraca uwagę: musisz chcieć dojść do porozumienia, choć teraz to może brzmieć banalnie, to w sytuacji spornej jest na wagę złota.
„Jak wygrać każdy spór...” być może ma chwytliwy tytuł, ale jest absolutnie bezpieczną i naprawdę dobrą książką. Autorka nie uczy wygrywania za wszelką cenę, lub nie pokazuje jak ważne jest to aby „moje było na wierzchu”, czego tak bardzo się bałam biorąc książkę do ręki. Nie, to jest ponad 150 stronicowa książka (!), w której zawarte jest całe clou dotyczące sporów, dyskusji i możliwości ich zażegnania.
Polecam książkę z pełną odpowiedzialnością. Zyskała ona moją sympatię jak również wzbudziła ciekawość i chęć wypróbowania tego czego mnie nauczyła w życiu codziennym.
Z takimi uczuciami sięgnęłam po książkę i…
Na początku dowiedziałam się, że autorka książki, Anna Łabuz również jest psychologiem tyle, że biznesu. Wykłada w Polskiej Akademii Trenerów Sprzedaży, ale również prowadzi szkolenia z negocjacji i nawiązywania trwałych relacji z klientem. Jest autorką innych książek, więc dla ciekawych polecam odwiedzenie jej strony internetowej: www.annalabuz.pl
W książce znajduje się 8 rozdziałów i moim zdaniem wszystkie są warte przeczytania. Autorka od razu wrzuca Czytelnika na głęboką wodę. Nie mamy nudnych teoretycznych wstępów na temat dyskusji czy emocji, już w pierwszych rozdziałach dowiedziałam się wielu pożytecznych rzeczy i było mi bardzo trudno odłożyć książkę. Łabuz mówi wprost:
"Na jedno musimy się umówić – nie będę łowić za Ciebie ryb. Dostaniesz ode mnie wędkę i cały potrzebny sprzęt. Ale doświadczenie musisz zdobyć sam. Zgromadzisz cały arsenał wiedzy na temat tego, jak radzić sobie w spornej, konfliktowej sytuacji, wypłyniesz na głębokie wody, aby odnieść sukces w dyskusji."
Czytelnik dowiaduje się bez zbędnych przynudzających wstępów, o tym dlaczego się spieramy, czego boimy się w sporach, ukazane są portrety psychologiczne osób, z którymi spór jest bardzo trudny, a czasami niemożliwy. Prostymi przykładami zostają przedstawione sytuacje dnia codziennego, które prowadzą do ostrej kłótni, oraz możliwości ich rozwiązania. Dostajemy również przydatne techniki, które łatwiej pozwolą prowadzić dyskusję. Mamy informację zwrotną z tej „drugiej strony”, jak możemy się czuć gdy ktoś zacznie używać w stosunku do nas takich zwrotów jak „Ty zawsze…”, lub zacznie nas oceniać. Dowiadujemy się jak ważne jest wyrażenie emocji w odpowiednim momencie, oraz umiejętnie wypowiedzenie zdania, które przemycają w swojej treści dodatkowe informacje.
Ja jestem książką zachwycona. Nie tylko moja ciekawość została zaspokojona, ale i uprzedzenia uciszone. Łabuz prowadzi z Czytelnikiem bardzo ciekawy dialog, w którym pozostaje mu tylko przytakiwać i chłonąć płynącą z książki wiedzę. Czułam się uczona, a czasami i pouczana (w pozytywnym znaczeniu tego słowa). W książce nie zastaniemy czczego gadania na temat rozwiązywania sporu. Mamy za to trafne przykłady sytuacji, które zdarzają się codziennie. Nie są to również czysto biznesowe rady o tym jak prowadzić dyskusję z szefem/klientem. Umiejętności, które można zdobyć dzięki książce, z powodzeniem mogą być stosowane podczas prowadzenie sporów z mężem, przyjaciółką czy nastoletnią córką. Na jeden fakt autorka zwraca uwagę: musisz chcieć dojść do porozumienia, choć teraz to może brzmieć banalnie, to w sytuacji spornej jest na wagę złota.
„Jak wygrać każdy spór...” być może ma chwytliwy tytuł, ale jest absolutnie bezpieczną i naprawdę dobrą książką. Autorka nie uczy wygrywania za wszelką cenę, lub nie pokazuje jak ważne jest to aby „moje było na wierzchu”, czego tak bardzo się bałam biorąc książkę do ręki. Nie, to jest ponad 150 stronicowa książka (!), w której zawarte jest całe clou dotyczące sporów, dyskusji i możliwości ich zażegnania.
Polecam książkę z pełną odpowiedzialnością. Zyskała ona moją sympatię jak również wzbudziła ciekawość i chęć wypróbowania tego czego mnie nauczyła w życiu codziennym.
moznaprzeczytac.pl Natalia, 2014-05-15
FitMind. Schudnij bez diet
Witajcie moi drodzy w maju ! :) Wiele z Was korzystając z dni wolnych odpoczywa a ja mam dzisiaj dla Was recenzję książki która z pewnością umili majowy odpoczynek:) FitMind Schudnij bez diet to nie kolejna książka w której znajdziecie zasady zdrowego żywienia, przepisy oraz ćwiczenia fizyczne. Odkryjecie znacznie więcej. Autorka skupia się nad zrozumieniem zasad zarządzania ciałem, umysłem i własną energią. Stara się nam pokazać jak mamy postrzegać dietę. Książka ta jest swego rodzaju antidotum na "odgrubienie" oraz przywrócenie ładu i harmonii ciała i duszy. W prosty sposób pokazuje jak nie działać wbrew sobie i nie ulegać panującemu we współczesnym świecie kultu szczupłej i wysportowanej sylwetki.
Książka napisana jest przestępnym i lekkim językiem, a to sprawia że można ja przeczytać niemal jednym tchem.
Zdanie widniejąca na odwrocie książki:Dieta rozumiana jako ograniczanie sobie jedzenia lub manipulowanie łaknieniem jest oszukiwaniem siebie to właściwie cała zawartość i esencja. Autorki książki nie tylko w prosty sposób ukazują mechanizmy, które kierują naszym ciałem i podświadomościom, ale dają też garść porad o tym, jak zaprogramować w sobie odpowiednie myślenie i jak we właściwy sposób postrzegać odchudzanie. W książce przedstawiony jest też zbiór różnych praktycznych ćwiczeń do każdego rozdziału, np o tym jak przestać lubić słodycze, skojarzenie cola-czernina działa wyśmienicie!
Serdecznie polecam do sięgnięcia po tę lekturę, która na pewno otworzy Wam oczy i zwrócicie uwagę jakie błędy popełniacie podczas niewłaściwego podejścia do diety i jak można to naprawić.
Książka napisana jest przestępnym i lekkim językiem, a to sprawia że można ja przeczytać niemal jednym tchem.
Zdanie widniejąca na odwrocie książki:Dieta rozumiana jako ograniczanie sobie jedzenia lub manipulowanie łaknieniem jest oszukiwaniem siebie to właściwie cała zawartość i esencja. Autorki książki nie tylko w prosty sposób ukazują mechanizmy, które kierują naszym ciałem i podświadomościom, ale dają też garść porad o tym, jak zaprogramować w sobie odpowiednie myślenie i jak we właściwy sposób postrzegać odchudzanie. W książce przedstawiony jest też zbiór różnych praktycznych ćwiczeń do każdego rozdziału, np o tym jak przestać lubić słodycze, skojarzenie cola-czernina działa wyśmienicie!
Serdecznie polecam do sięgnięcia po tę lekturę, która na pewno otworzy Wam oczy i zwrócicie uwagę jakie błędy popełniacie podczas niewłaściwego podejścia do diety i jak można to naprawić.
Keep Fit and Be Beauty Aleksandra K., 2014-05-01
Mystery method. Sekretne strategie artysty podrywu
„Mystery" to najjaśniejsza gwiazda wśród uwodziciele. To Michael Jordan w grze zwanej podrywaniem. To George Clooney mistrzowskiego flirtu. To Krzysztof Hołowczyc miłosnych manewrów. To David Beckcham niezapomnianego romansu. O on właśnie podzieli się z Tobą swoimi metodami. Czy jesteś gotów? Czy Polska jest na to gotowa?
W ręku trzymasz nowy, ulepszony podręcznik playboya XXI wieku i klucz do sypialni wszystkich pięknych kobiet, o których marzysz” – Tekst, który znajduje się na tyle książki jest całkiem zachęcający do dalszej lektury.
Zresztą Mystery’ego zawsze będę dążył sympatią, w końcu on był jedną z głównych postaci opisanych w „Grze” Neila Straussa od której zacząłem swoją przygodę z uwodzeniem ładnych parę lat temu. Nie ukrywam, że jego materiały stanowiły podstawę mojej edukacji w tamtym czasie, więc z niekłamaną ciekawością sięgnąłem po tę pozycję – czyżbym miał okazję dowiedzieć się czegoś nowego o uwodzeniu i relacjach damsko- męskich?
Książka ma 275 stron i wydana została w miękkiej oprawie. Nie jestem żadnym artystom ani grafikiem, ale minimalistyczna forma okładki przypadła mi do gustu.
Książka jest połączeniem kilku naprawdę ciekawych opowieści z życia autora oraz stosowanych przez niego technik uwodzenia. Na końcu możemy znaleźć słowniczek pojęć używanych w społeczności uwodzicieli. Jako, że zawsze odradzam stosowanie ich w życiu codziennym, to z lekkim rozbawieniem czytałem czym jest „błyskawka” albo legendarna „sukotarcza”. Jeśli chcesz być traktowany poważnie to również powinieneś potraktować go wyłącznie jako ciekawostkę.
Co do fragmentów opisujących życie Mystery’ego to są naprawdę ciekawe i bardzo przyjemnie się je czyta. Przypomniałem sobie jak z wypiekami na twarzy pochłaniałem kolejne przygody Straussa w "Grze” na początku swojej przygody z uwodzeniem kiedy całe moje umiejętności zawierały się w zdobytej teorii. Wiele z nich zawiera całkiem szczegółowe opisy rozmów, które mogą być całkiem pomocne dla początkujących adeptów uwodzenia (o ile oczywiście potraktuje je jako wzór, bo uczenie się ich na pamięć nie ma większego sensu”.
Natomiast techniki, które możesz znaleźć w książce okazują się być… nieco przestarzałe. Jest to po prostu nieco rozbudowany klasyczny M-3 model, który jest niewystarczający do skutecznego nauczenia się arkanów uwodzenia. Spora część tekstów, które prezentuje w swojej książce Mystery po prostu nie sprawdzi się w polskich warunkach z racji nieco odmiennego podejścia prezentowanego przez kobiety w naszym kraju.
Bardzo mało jest informacji na temat pracy nad swoimi przekonaniami oraz pewnością siebie – kluczowymi kwestiami, z którymi każdy, kto zaczyna swoją przygodę z uwodzeniem, powinien zaznajomić się na początku, ponieważ nawet najsprytniejszy tekst wypowiedziany w strachliwy i cichy sposób, ze złą mową ciała, traci całkowicie na skuteczności.
Nie mogę jednak powiedzieć, że wszystkie techniki są nieskuteczne – spora część z nich może okazać się całkiem przydatna (jak zawsze Mystery dostarcza sporo pomysłów na ciekawe i nieszablonowe negi)…. jednak dla kogoś kto opanował już podstawy i potrafi poprowadzić rozmowę z nieznajomą kobietą, przy czym znowu, nie polecałbym uczenia się ich na pamięć, tylko potraktował jako paliwo do obudzenia własnej kreatywności.
„Sekretne strategie artysty podrywu” jest książką na pewno ciekawą i uważam, że warto ją przeczytać choćby dla zawartych w niej historii przygód tego jakby nie patrzeć, legendarnego uwodziciela, ale należy podchodzić do niej z odpowiednim dystansem, starannie selekcjonując zawarte w niej informacje (powtórzę jeszcze raz – nie ucz się słowniczka!). Dla mnie ta książka była miłym przypomnieniem moich początków z uwodzeniem oraz ciekawym reportażem, ale kto wie – może dla Ciebie będzie kolejnym krokiem ku przemianie w mężczyznę otaczającym się na co dzień pięknymi kobietami – tylko pamiętaj, że teksty na podryw dzieli bardzo daleka droga od skutecznego uwodzenia.
W ręku trzymasz nowy, ulepszony podręcznik playboya XXI wieku i klucz do sypialni wszystkich pięknych kobiet, o których marzysz” – Tekst, który znajduje się na tyle książki jest całkiem zachęcający do dalszej lektury.
Zresztą Mystery’ego zawsze będę dążył sympatią, w końcu on był jedną z głównych postaci opisanych w „Grze” Neila Straussa od której zacząłem swoją przygodę z uwodzeniem ładnych parę lat temu. Nie ukrywam, że jego materiały stanowiły podstawę mojej edukacji w tamtym czasie, więc z niekłamaną ciekawością sięgnąłem po tę pozycję – czyżbym miał okazję dowiedzieć się czegoś nowego o uwodzeniu i relacjach damsko- męskich?
Książka ma 275 stron i wydana została w miękkiej oprawie. Nie jestem żadnym artystom ani grafikiem, ale minimalistyczna forma okładki przypadła mi do gustu.
Książka jest połączeniem kilku naprawdę ciekawych opowieści z życia autora oraz stosowanych przez niego technik uwodzenia. Na końcu możemy znaleźć słowniczek pojęć używanych w społeczności uwodzicieli. Jako, że zawsze odradzam stosowanie ich w życiu codziennym, to z lekkim rozbawieniem czytałem czym jest „błyskawka” albo legendarna „sukotarcza”. Jeśli chcesz być traktowany poważnie to również powinieneś potraktować go wyłącznie jako ciekawostkę.
Co do fragmentów opisujących życie Mystery’ego to są naprawdę ciekawe i bardzo przyjemnie się je czyta. Przypomniałem sobie jak z wypiekami na twarzy pochłaniałem kolejne przygody Straussa w "Grze” na początku swojej przygody z uwodzeniem kiedy całe moje umiejętności zawierały się w zdobytej teorii. Wiele z nich zawiera całkiem szczegółowe opisy rozmów, które mogą być całkiem pomocne dla początkujących adeptów uwodzenia (o ile oczywiście potraktuje je jako wzór, bo uczenie się ich na pamięć nie ma większego sensu”.
Natomiast techniki, które możesz znaleźć w książce okazują się być… nieco przestarzałe. Jest to po prostu nieco rozbudowany klasyczny M-3 model, który jest niewystarczający do skutecznego nauczenia się arkanów uwodzenia. Spora część tekstów, które prezentuje w swojej książce Mystery po prostu nie sprawdzi się w polskich warunkach z racji nieco odmiennego podejścia prezentowanego przez kobiety w naszym kraju.
Bardzo mało jest informacji na temat pracy nad swoimi przekonaniami oraz pewnością siebie – kluczowymi kwestiami, z którymi każdy, kto zaczyna swoją przygodę z uwodzeniem, powinien zaznajomić się na początku, ponieważ nawet najsprytniejszy tekst wypowiedziany w strachliwy i cichy sposób, ze złą mową ciała, traci całkowicie na skuteczności.
Nie mogę jednak powiedzieć, że wszystkie techniki są nieskuteczne – spora część z nich może okazać się całkiem przydatna (jak zawsze Mystery dostarcza sporo pomysłów na ciekawe i nieszablonowe negi)…. jednak dla kogoś kto opanował już podstawy i potrafi poprowadzić rozmowę z nieznajomą kobietą, przy czym znowu, nie polecałbym uczenia się ich na pamięć, tylko potraktował jako paliwo do obudzenia własnej kreatywności.
„Sekretne strategie artysty podrywu” jest książką na pewno ciekawą i uważam, że warto ją przeczytać choćby dla zawartych w niej historii przygód tego jakby nie patrzeć, legendarnego uwodziciela, ale należy podchodzić do niej z odpowiednim dystansem, starannie selekcjonując zawarte w niej informacje (powtórzę jeszcze raz – nie ucz się słowniczka!). Dla mnie ta książka była miłym przypomnieniem moich początków z uwodzeniem oraz ciekawym reportażem, ale kto wie – może dla Ciebie będzie kolejnym krokiem ku przemianie w mężczyznę otaczającym się na co dzień pięknymi kobietami – tylko pamiętaj, że teksty na podryw dzieli bardzo daleka droga od skutecznego uwodzenia.
perfectdating.pl Jan Gajos