Recenzje
Calder. Narodziny odwagi
Mia Sheridan niczym burza wdarła się na polski rynek wydawniczy i natychmiast podbiła serca czytelników swoimi powieściami. W kwietniu mogliście przeczytać recenzję znakomitej powieści„Stinger. Żądło namiętności” a dziś zachęcam Was do sięgnięcia po kolejną historię jej autorstwa, a dokładnie „Calder. Narodziny odwagi”.
Witajcie w Akadii, miejscu gdzie ludzie żyją i pracują w zgodzie z naturą, z dala od wygód i cywilizacji XXI, bez dostępu nawet do prądu czy bieżącej wody, nie komunikując się ze światem zewnętrznym. Każdy jest dla siebie bratem czy siostrą. Nad wszystkimi czuwa Hector, którego wszyscy uważają za swojego ojca. Brzmi znajomo? Niestety, Akadia to nic innego jak postapokaliptyczna sekta. Pewnego dnia Hector, z jednej ze swych podróży, przywozi ośmioletnią Eden. Dziesięcioletni, wówczas, Calder, nie spodziewał się, że losy jego i Eden złączy na zawsze niewidzialna nić. Wiedział jednak, że jego uczucia nigdy nie zyskają aprobaty społeczności ani samego Hectora. Wszystko przez to, że Eden ma po osiągnięciu pełnoletniości zostać … żoną Hectora, przywódcy sekty i poprowadzić ludność Akadii do Elizjum, gdy nadejdzie wielki potop. Problem polega na tym, że już dorośli Calder i Eden, nie chcą zrezygnować z siebie i spełnić przepowiedni głoszonych przez Hectora. Postanawiają walczyć o siebie, o własną godność, prawo decydowania o sobie i swoim życiu oraz oczywiście o swoją miłość. Nie będzie to jednak proste, gdyż macki Hectora sięgają bardzo daleko.
Sekret powoju jest taki, że jeśli mu pozwolisz, rozpleni się na wszystkich uprawach, bo nie jest tylko kwiatem. To także chwast, bardzo zaborczy. Silniejszy, niż się wydaje.
Mia Sheridan, Calder. Narodziny odwagi
Gdy sięgałam po książkę „Calder. Narodziny odwagi” nie spodziewałam się znaleźć w niej takiego morza, w dużej mierze trudnych, emocji. Historia nimi po prostu kipi. Ale czy motyw sekty i życia w niej może być pozytywny? Autorce znakomicie udało się pokazać mechanizmy rządzące, prowadzoną przez Hectora, sektą, hierarchię i jej działanie. Mia Sheridan stworzyła miejsce, w którym jego mieszkańcy, zmanipulowani przez fanatycznego przywódcę, nie potrafią tak naprawdę odróżnić dobra od zła. Miejsce, które z pozoru idealne, okazuje się być niebezpieczne, niczym ruchome piaski. Powoli odkrywane tajemnice Akadii pokazują stopień manipulacji i hipokryzji osób zarządzających sektą.
Oczywiście ważnym motywem jest tu miłość Caldera i Eden, rodząca się przez lata. Początkowo dziecięca fascynacja, poprzez nastoletnie zauroczenie, które w końcu przeradza się w prawdziwe, silne uczucie. Uczucie, któremu nie jest dane spokojnie rozkwitać, gdyż nie takie jest przeznaczenie tej dwójki. Wewnętrzny bunt, który się w nich rodzi, jest iskrą zapalną do działania. Działania w kierunku normalnego życia. Mimo, że boją się opuszczenia Akadii oraz gniewu bogów, mają odwagę by ryzykować. Podejmują się ponadczasowej walki dobra ze złem, wierząc, że rosnąca między nimi miłość, oświetli im mrocznie rysującą się przyszłość.
Mia Sheridan prowadzi narrację pierwszoosobowo, pokazując nam wydarzenia z perspektywy zarówno Caldera, jak i Eden. Pozwala nam to uzyskać pełny obraz wydarzeń. Zwłaszcza w sytuacji, gdy wydarzenia toczą się w miejscach, do których drugie, ze względu na swój status społeczny, nie miałoby wstępu. Dzięki temu jest dużo łatwiej zrozumieć czytelnikowi pewne sytuacje, mające miejsce w Akadii.
„Calder. Narodziny odwagi” to zupełnie inna historia od recenzowanej poprzednio powieści „Stinger. Żądło namiętności”. Mimo, że nie wciągnęła mnie aż do tego stopnia, jak „Stinger”, to historia jest naprawdę ciekawa, czyta się ją chętnie i przyjemnie, a na dodatek pozostawia po sobie niedosyt. Na szczęście dalsze losy Caldera i Eden będziecie mogli poznać już wkrótce, gdyż wydawnictwo Sensus przygotowuje drugi tom historii, czyli „Eden. Nowy początek”. Książka pojawi się w sprzedaży już na początku sierpnia.
Zdradziłam Wam wyłącznie niewielką część tego, co znajdziecie w książce Mii Sheridan. Po resztę musicie sięgnąć sami, do czego Was gorąco zachęcam, bo naprawdę warto.
Witajcie w Akadii, miejscu gdzie ludzie żyją i pracują w zgodzie z naturą, z dala od wygód i cywilizacji XXI, bez dostępu nawet do prądu czy bieżącej wody, nie komunikując się ze światem zewnętrznym. Każdy jest dla siebie bratem czy siostrą. Nad wszystkimi czuwa Hector, którego wszyscy uważają za swojego ojca. Brzmi znajomo? Niestety, Akadia to nic innego jak postapokaliptyczna sekta. Pewnego dnia Hector, z jednej ze swych podróży, przywozi ośmioletnią Eden. Dziesięcioletni, wówczas, Calder, nie spodziewał się, że losy jego i Eden złączy na zawsze niewidzialna nić. Wiedział jednak, że jego uczucia nigdy nie zyskają aprobaty społeczności ani samego Hectora. Wszystko przez to, że Eden ma po osiągnięciu pełnoletniości zostać … żoną Hectora, przywódcy sekty i poprowadzić ludność Akadii do Elizjum, gdy nadejdzie wielki potop. Problem polega na tym, że już dorośli Calder i Eden, nie chcą zrezygnować z siebie i spełnić przepowiedni głoszonych przez Hectora. Postanawiają walczyć o siebie, o własną godność, prawo decydowania o sobie i swoim życiu oraz oczywiście o swoją miłość. Nie będzie to jednak proste, gdyż macki Hectora sięgają bardzo daleko.
Sekret powoju jest taki, że jeśli mu pozwolisz, rozpleni się na wszystkich uprawach, bo nie jest tylko kwiatem. To także chwast, bardzo zaborczy. Silniejszy, niż się wydaje.
Mia Sheridan, Calder. Narodziny odwagi
Gdy sięgałam po książkę „Calder. Narodziny odwagi” nie spodziewałam się znaleźć w niej takiego morza, w dużej mierze trudnych, emocji. Historia nimi po prostu kipi. Ale czy motyw sekty i życia w niej może być pozytywny? Autorce znakomicie udało się pokazać mechanizmy rządzące, prowadzoną przez Hectora, sektą, hierarchię i jej działanie. Mia Sheridan stworzyła miejsce, w którym jego mieszkańcy, zmanipulowani przez fanatycznego przywódcę, nie potrafią tak naprawdę odróżnić dobra od zła. Miejsce, które z pozoru idealne, okazuje się być niebezpieczne, niczym ruchome piaski. Powoli odkrywane tajemnice Akadii pokazują stopień manipulacji i hipokryzji osób zarządzających sektą.
Oczywiście ważnym motywem jest tu miłość Caldera i Eden, rodząca się przez lata. Początkowo dziecięca fascynacja, poprzez nastoletnie zauroczenie, które w końcu przeradza się w prawdziwe, silne uczucie. Uczucie, któremu nie jest dane spokojnie rozkwitać, gdyż nie takie jest przeznaczenie tej dwójki. Wewnętrzny bunt, który się w nich rodzi, jest iskrą zapalną do działania. Działania w kierunku normalnego życia. Mimo, że boją się opuszczenia Akadii oraz gniewu bogów, mają odwagę by ryzykować. Podejmują się ponadczasowej walki dobra ze złem, wierząc, że rosnąca między nimi miłość, oświetli im mrocznie rysującą się przyszłość.
Mia Sheridan prowadzi narrację pierwszoosobowo, pokazując nam wydarzenia z perspektywy zarówno Caldera, jak i Eden. Pozwala nam to uzyskać pełny obraz wydarzeń. Zwłaszcza w sytuacji, gdy wydarzenia toczą się w miejscach, do których drugie, ze względu na swój status społeczny, nie miałoby wstępu. Dzięki temu jest dużo łatwiej zrozumieć czytelnikowi pewne sytuacje, mające miejsce w Akadii.
„Calder. Narodziny odwagi” to zupełnie inna historia od recenzowanej poprzednio powieści „Stinger. Żądło namiętności”. Mimo, że nie wciągnęła mnie aż do tego stopnia, jak „Stinger”, to historia jest naprawdę ciekawa, czyta się ją chętnie i przyjemnie, a na dodatek pozostawia po sobie niedosyt. Na szczęście dalsze losy Caldera i Eden będziecie mogli poznać już wkrótce, gdyż wydawnictwo Sensus przygotowuje drugi tom historii, czyli „Eden. Nowy początek”. Książka pojawi się w sprzedaży już na początku sierpnia.
Zdradziłam Wam wyłącznie niewielką część tego, co znajdziecie w książce Mii Sheridan. Po resztę musicie sięgnąć sami, do czego Was gorąco zachęcam, bo naprawdę warto.
Kulturantki.pl Kasia; 2016-06-15
Calder. Narodziny odwagi
Często narzekamy na to, co dzieje się wokół nas, złorzecząc na okrutny los, chociaż najczęściej nadal tkwimy w stagnacji, bo przecież marudzenie nie wymaga ogromnych nakładów siły, a zmiana swojego życia i pójście inną drogą to sprawy wielkiej wagi, na jakie odważają się tylko nieliczni... Jednak kto, jak nie my, zadba o nasze szczęście?
Akada, czyli miejsce dostatku, to wspólnota stworzona przez Hectora, który jest przywódcą posiadającym kontakty z bogami, w co ślepo wierzą jego poddani. Wydarzeniem, na jakie czekają z ufnością, jest powódź mająca zapewnić im dotarcie do Elizjum - wspaniałego miejsca, gdzie panuje wieczna szczęśliwość. W dotarciu do wrót raju niezbędna jest Eden, której zadaniem jest zostanie żoną Hectora. Kiedy dziesięcioletni Calder po raz pierwszy widzi Eden, młodszą od siebie o dwa lata, nie ma pojęcia, że połączy ich uczucie tak silne, iż zamiesza w całym ich życiu na zawsze.
Caldera i Eden poznajemy jako dzieci, które z roku na rok przemieniają się w nastolatków, a później dorosłych ludzi.Wraz z upływem czasu zaczynają rozumieć o wiele więcej, dochodząc do wniosku, że to, co przedstawiane jako najlepsze miejsce na ziemi, leży zdecydowanie zbyt daleko od upragnionego raju.Pragną znaleźć szczęście w normalnym świecie, tęsknią za swobodą oraz możliwościami, jakie daje życie poza sektą.
(...) w życiu nic nie przychodzi tak łatwo. Trzeba krok po kroku sprostać wyzwaniom, by osiągnąć szczęście. Choć może dzięki temu szczęście ma jeszcze słodszy smak? Jeśli dałoby się po prostu pominąć wszystkie trudne aspekty życia, te dobre zostałyby odarte z emocji, stałyby się nudne. *
Calder i Eden to bohaterowie, do których łatwo zapałać sympatią, chociaż dziewczyna początkowo może wydawać się zbyt nijaka. Chociaż moim numerem jeden w tej historii jest Xander, przyjaciel Caldera - odważny, wierny, zdolny do poświęceń, a do tego cechujący się poczuciem humoru, o jakie dość trudno w sytuacji, w której wszyscy się znajdują. Poza tym, Mia Sheridan zadbała nie tylko o kreację bohaterów, ale także o parę odważniejszych scen - nie grają one głównych skrzypiec, bo nie o to chodzi w tej historii, ale dodają smaczku i pikanterii całej opowieści.
Do tej pory nie czytałam żadnej powieści poruszającej wątek sekty, jednak co nieco wiem o prawach, jakie rządzą tego typu wspólnotami. Mia Sheridan bardzo obrazowo przedstawia różnorodne sytuacje, jakie z pewnością niejednokrotnie dzieją się w tak zamkniętych społecznościach, idealnie oddając ich niepokojący klimat. Przywódca zawsze ma określony cel - zwerbowanie ludzi stojących na rozdrożu, przez co ich dusze są osłabione i niezwykle podatne na wszelkie wpływy, zatem wystarczy rozejrzeć się za osobami w potrzebie i wyciągnąć do nich pomocną dłoń, co od razu sprawi, że skorzystają z proponowanej oferty. Niezwykle smutne jest to, iż tacy ludzie jak Hector żerują na biednych jednostkach, wykorzystując ich niekorzystną sytuację życiową. Niestety wiele osób daje się omamić oraz namówić na odcięcie od zewnętrznego świata, nie tylko ślepo zawierzając wybawcy, ale nawet będąc w stanie poświęcić najbliższych w imię zasad czy kaprysów przywódcy.
Moją pierwszą przygodą z twórczością Mii Sheridan była powieść Stinger. Żądło namiętności, która skradła moje serce, dlatego w przypadku Caldera. Narodzin odwagi poprzeczkę postawiłam bardzo wysoko. Ten tytuł okazał się zupełnie inny, przez co początkowo lektura szła mi dość opornie i nie do końca potrafiłam wsiąknąć w przedstawiony świat. Przez długi czas akcja płynęła wolnym i jednostajnym rytmem, aby w końcu nabrać słusznego tempa, przyprawiając o dreszcze niepokoju. Calder. Narodziny odwagi pozostawił wiele niedopowiedzeń, masę nierozwiązanych spraw, niedokończonych myśli oraz tajemnic, które mam zamiar poznać w kontynuacji, czyli Eden. Nowy początek, czekającej już na półce.
nieperfekcyjnie.pl Sylwia; 2016-06-29
Fast text. Jak pisać krótkie teksty, które błyskawicznie przyciągną uwagę
Panią Joannę Wrycza-Bekier, autorkę książki „Fast text” poznałam na jednym z internetowych kursów pisania zatytułowanym „Webwriting” czyli dotyczący przede wszystkim tekstów internetowych. Jest również autorką innego poradnika pt. „Magia słów” Po książkę sięgnęłam z wielką radością, ponieważ jest w niej w dużej części zebrana treść, która została mi przekazana podczas trwania tego kursu. Bardzo miło wspominam życzliwe rady i uwagi Pani Joanny. Podobnie jak wtedy tak i teraz, podczas lektury książki autorka pokazała swoją rzeczowość, dobrą znajomość tematu i doświadczenie. Natknęłam się również na jej stronę internetową www.poradnikpisania.pl.
„Fast text. Jak pisać krótkie teksty, które błyskawicznie przyciągną uwagę.” , bo tak brzmi jej cały tytuł to świetny poradnik o pisaniu w dzisiejszych czasach. Na okładce rzuca się w oczy podtytuł „Krótkie teksty na szybkie czasy” – jest on niezwykle trafny. Obecnie, w czasach w których żyjemy, w ogólnym pospiechu ludzie poszukują krótkiej informacji, zwięzłych komunikatów, treściwych tekstów. W sposobie komunikacji zaszedł gwałtowny proces zmian. Dłuższe formy wypowiedzi zastępujemy SMS-ami, mailami czy wpisami na facebooku. Jest to spowodowane zapewne brakiem czasu, który doskwiera niejednokrotnie niejednemu z nas. Obecnie podejmując próby pisania konieczna jest świadomość, że teksty muszą być krótkie, bardzo chwytliwe i przyciągające uwagę. Jak czytam w książce – mamy zaledwie kilka sekund, żeby zatrzymać wzrok na naszym tekście, a około 20 sekund, żeby czytelnika do tego tekstu przekonać. Dotyczy to przede wszystkim tekstów internetowych. Po lekturze książki łatwo zauważyć, że pisząc w Internecie sam talent pisarski nie wystarczy.
Konieczna jest znajomość określonych zasad, które rządzą i kierują światem Internetu. O tych regułach pisze w swojej książce autorka książki.
Książka Pani Joanny Wrycza-Bakier to bardzo praktyczny poradnik. Zawiera wiele cennych wskazówek zarówno dla mniej jak i bardziej wprawionych pisarzy. Autorka w kolejnych rozdziałach książki porusza różne problemy, w których pokazuje jak pisać aby zaciekawić, zatrzymać wzrok i zachęcić czytelnika do przeczytania tekstu do końca. Czytając publikację dowiadujemy się m.in. jakich słów unikać, poznajemy słowa „papugi”, „tiki”, „koturny” czy „skamieliny”. Autorka tłumaczy jak w odpowiedni sposób budować zdania, zachęca do wykorzystywania zjawiska kontrastu, zachęca do pisania przez opowiadanie, a także do bezpośredniego zwrotu do czytelnika. Umiejętne użycie cytatów czy stawianie pytań czytelnikowi okazuje się, że też może znacznie zwiększyć czytelnictwo naszych tekstów. Jedną z największych zalet książki, jest duża liczba przykładów jakie przetacza autorka korzystając z licznych tekstów znanych pisarzy, a także ze swojej wyobraźni. Jest to niezwykle pomocne i pomaga utrwalić omawiane zasady pisania. Książka zawiera zarówno rozdziały poświęcone technikom pisania, jak i cztery warsztaty, które pomagają z teorii przejść w praktykę i samodzielnie spróbować własnych sił przez tworzenie własnych tekstów. Autorka analizuje liczne teksty piosnek, znanych pisarzy, także twórców reklam. Swoimi spostrzeżeniami dzieli się z czytelnikami.
Jedną rzecz na którą chciałabym zwrócić uwagę, choć nie jest to krytyka poradnika „Fast text” to obawa że przez zastosowanie niektórych metod bez umiaru można przekroczyć pewną granicę. Choć uważam, że metody opisywane przez autorkę są bardzo przydatne, bo pokazują realia świata internetowego i nie tylko, trzeba jednak pamiętać żeby nie przesadzić, tak aby nie stały się one wyrazem manipulacji czy perswazji. Niejednokrotnie na internetowych stronach spotkać możemy przecież chwytliwe tytuły za którymi zupełnie nic wartościowego się nie kryje – tylko pustka. Podczas lektury książki zrodziła się we mnie refleksja, aby szczególnie o tym pamiętać, bo przecież nikt nie chce być oszukany. Trzeba mieć świadomość, ze konieczna jest dzisiaj walka o uwagę czytelnika, bo taki jest świat Internetu. Chcąc pisać, szczególnie w Internecie trzeba te techniki znać. Ale, moim zdaniem stosować je należy ostrożnie, aby nasz tekst zachował swoją wartość.
„Fast text” to pigułka wiedzy na temat pisania internetowego i nie tylko. Pomaga zbudować dobry warsztat pisarski. Dla mnie książka ta okazała się bardzo przydatna dlatego zdecydowanie ją polecam.
„Fast text. Jak pisać krótkie teksty, które błyskawicznie przyciągną uwagę.” , bo tak brzmi jej cały tytuł to świetny poradnik o pisaniu w dzisiejszych czasach. Na okładce rzuca się w oczy podtytuł „Krótkie teksty na szybkie czasy” – jest on niezwykle trafny. Obecnie, w czasach w których żyjemy, w ogólnym pospiechu ludzie poszukują krótkiej informacji, zwięzłych komunikatów, treściwych tekstów. W sposobie komunikacji zaszedł gwałtowny proces zmian. Dłuższe formy wypowiedzi zastępujemy SMS-ami, mailami czy wpisami na facebooku. Jest to spowodowane zapewne brakiem czasu, który doskwiera niejednokrotnie niejednemu z nas. Obecnie podejmując próby pisania konieczna jest świadomość, że teksty muszą być krótkie, bardzo chwytliwe i przyciągające uwagę. Jak czytam w książce – mamy zaledwie kilka sekund, żeby zatrzymać wzrok na naszym tekście, a około 20 sekund, żeby czytelnika do tego tekstu przekonać. Dotyczy to przede wszystkim tekstów internetowych. Po lekturze książki łatwo zauważyć, że pisząc w Internecie sam talent pisarski nie wystarczy.
Konieczna jest znajomość określonych zasad, które rządzą i kierują światem Internetu. O tych regułach pisze w swojej książce autorka książki.
Książka Pani Joanny Wrycza-Bakier to bardzo praktyczny poradnik. Zawiera wiele cennych wskazówek zarówno dla mniej jak i bardziej wprawionych pisarzy. Autorka w kolejnych rozdziałach książki porusza różne problemy, w których pokazuje jak pisać aby zaciekawić, zatrzymać wzrok i zachęcić czytelnika do przeczytania tekstu do końca. Czytając publikację dowiadujemy się m.in. jakich słów unikać, poznajemy słowa „papugi”, „tiki”, „koturny” czy „skamieliny”. Autorka tłumaczy jak w odpowiedni sposób budować zdania, zachęca do wykorzystywania zjawiska kontrastu, zachęca do pisania przez opowiadanie, a także do bezpośredniego zwrotu do czytelnika. Umiejętne użycie cytatów czy stawianie pytań czytelnikowi okazuje się, że też może znacznie zwiększyć czytelnictwo naszych tekstów. Jedną z największych zalet książki, jest duża liczba przykładów jakie przetacza autorka korzystając z licznych tekstów znanych pisarzy, a także ze swojej wyobraźni. Jest to niezwykle pomocne i pomaga utrwalić omawiane zasady pisania. Książka zawiera zarówno rozdziały poświęcone technikom pisania, jak i cztery warsztaty, które pomagają z teorii przejść w praktykę i samodzielnie spróbować własnych sił przez tworzenie własnych tekstów. Autorka analizuje liczne teksty piosnek, znanych pisarzy, także twórców reklam. Swoimi spostrzeżeniami dzieli się z czytelnikami.
Jedną rzecz na którą chciałabym zwrócić uwagę, choć nie jest to krytyka poradnika „Fast text” to obawa że przez zastosowanie niektórych metod bez umiaru można przekroczyć pewną granicę. Choć uważam, że metody opisywane przez autorkę są bardzo przydatne, bo pokazują realia świata internetowego i nie tylko, trzeba jednak pamiętać żeby nie przesadzić, tak aby nie stały się one wyrazem manipulacji czy perswazji. Niejednokrotnie na internetowych stronach spotkać możemy przecież chwytliwe tytuły za którymi zupełnie nic wartościowego się nie kryje – tylko pustka. Podczas lektury książki zrodziła się we mnie refleksja, aby szczególnie o tym pamiętać, bo przecież nikt nie chce być oszukany. Trzeba mieć świadomość, ze konieczna jest dzisiaj walka o uwagę czytelnika, bo taki jest świat Internetu. Chcąc pisać, szczególnie w Internecie trzeba te techniki znać. Ale, moim zdaniem stosować je należy ostrożnie, aby nasz tekst zachował swoją wartość.
„Fast text” to pigułka wiedzy na temat pisania internetowego i nie tylko. Pomaga zbudować dobry warsztat pisarski. Dla mnie książka ta okazała się bardzo przydatna dlatego zdecydowanie ją polecam.
moznaprzeczytac.pl Magda; 2016-06-14
Myślę, więc jestem. 50 łamigłówek wspomagających szybkie myślenie
Zdolność do szybkiego i racjonalnego myślenia bywa u różnych ludzi odmienna.Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej. Na szczęście w życiu w różnych sytuacjach jesteśmy zmuszeni do przemyślania określonych czynności, warunków, kroków w celu uzyskania najlepszego, dogodnego dla nas rozwiązania. Co zrobić jeśli uważamy, że powinniśmy popracować nad szybkością naszego myślenia?
"Myślę więc jestem. 50 łamigłówek wspomagających szybkie myślenie" to krótka, bo około stu stronnicowa książeczka z łamigłówkami. Znajdują się tam głównie zagadki matematyczne, ale nie tylko. Podzielone są one na różne stopnie trudności: łatwy, średni i wysoki.
Każda z przedstawionych zagadek składa się z krótkiej historyjki, z której treści wynika podstawa do rozwiązania problemu. Oprócz tego jest również wyraźny obrazek, dzięki któremu czytelnik może, a nawet powinien, skorzystać. Przy każdej z łamigłówek jest przedstawiony szacowany czas, który powinniśmy poświęcić na jej rozwiązanie. Dla mniejszych czytelników, a przede wszystkim tych, którzy nie są pewni polecenia, są dostępne wskazówki.
Autorem książki jest Charles Phillips, który napisał 20 książek i ponadto jest współautorem 25 kolejnych. Zajmował się staroindyjskim rozumieniem inteligencji i świadomości, mechanizmem snów oraz percepcją i reakcją na kolory.
Przedstawiana książka jest stosunkowo małych wymiarów. Idealnie nadaje się do noszenia w plecaku czy torebce. Nad niektórymi z zamieszczonych w niej łamigłówkach trzeba spędzić więcej czasu, co sprawia, że nie jest to książka ani tylko dla młodszych, ani dla dorosłych.
Zdecydowanie polecam osobom często podróżującym komunikacją miejską. Często inni pasażerowie zaglądają przez ramie co jest tam w środku. Moim zdaniem za tak niewygórowaną cenę to dobra inwestycja, szczególnie w siebie. Moja ocena: 9/10
"Myślę więc jestem. 50 łamigłówek wspomagających szybkie myślenie" to krótka, bo około stu stronnicowa książeczka z łamigłówkami. Znajdują się tam głównie zagadki matematyczne, ale nie tylko. Podzielone są one na różne stopnie trudności: łatwy, średni i wysoki.
Każda z przedstawionych zagadek składa się z krótkiej historyjki, z której treści wynika podstawa do rozwiązania problemu. Oprócz tego jest również wyraźny obrazek, dzięki któremu czytelnik może, a nawet powinien, skorzystać. Przy każdej z łamigłówek jest przedstawiony szacowany czas, który powinniśmy poświęcić na jej rozwiązanie. Dla mniejszych czytelników, a przede wszystkim tych, którzy nie są pewni polecenia, są dostępne wskazówki.
Autorem książki jest Charles Phillips, który napisał 20 książek i ponadto jest współautorem 25 kolejnych. Zajmował się staroindyjskim rozumieniem inteligencji i świadomości, mechanizmem snów oraz percepcją i reakcją na kolory.
Przedstawiana książka jest stosunkowo małych wymiarów. Idealnie nadaje się do noszenia w plecaku czy torebce. Nad niektórymi z zamieszczonych w niej łamigłówkach trzeba spędzić więcej czasu, co sprawia, że nie jest to książka ani tylko dla młodszych, ani dla dorosłych.
Zdecydowanie polecam osobom często podróżującym komunikacją miejską. Często inni pasażerowie zaglądają przez ramie co jest tam w środku. Moim zdaniem za tak niewygórowaną cenę to dobra inwestycja, szczególnie w siebie. Moja ocena: 9/10
DobreRecenzje.pl Marek; 2016-06-29
Oblubienice wojny
Chyba w żadnej innej literaturze (z wyjątkiem żydowskiej) II wojna światowa nie odcisnęła się takim piętnem jak w Polsce. Co nie znaczy oczywiście, że mamy na nią monopol i że temat się wyczerpał. Dowód to choćby powieść Helen Bryan „Oblubienice wojny”.
Całość spięta jest symboliczną klamrą. Otóż w 1995 r. w małej angielskiej wiosce Crowmarsh Priors trwają przygotowania do obchodów pięćdziesiątej rocznicy zakończenia II wojny światowej. Mają w nich uczestniczyć tytułowe „Oblubienice wojny”, kobiety, które w tych czasach zostały świeżo upieczonymi mężatkami.
Potem narracja cofa się do 1937 r. Po kolei poznajemy bohaterki powieści wywodzące się z bardzo różnych środowisk i o odmiennych charakterach. Alice Osbourne z Crowmarsh Priors, córkę pastora, której serce złamał narzeczony Richard, wracając zza oceanu z inną kobietą.
Była nią Evangeline, pochodząca z jednej z najbogatszych rodzin z Nowego Orleanu. Uroczą debiutantkę szykowano do małżeństwa z Maurice’em, jednym z najbogatszych plantatorów. Potajemnie połączył ją płomienny romans z Laurentem. Zakazany gdyż Laurent był kolorowym i za taki związek szybko zawisłby na gałęzi.
Tanni to Żydówka z Austrii, która nie bardzo rozumie, dlaczego jej życie diametralnie zmieniło się z dnia na dzień. Znienacka wydana za mąż, ucieka z małżonkiem do Anglii i rozpaczliwie próbuje dowiedzieć się, co spotkało jej najbliższych.
Z kolei Frances jest córką admirała i jak najbardziej należy do wyższych sfer. Wywoływane przez nią skandale skłoniły ojca do wysłania niepokornej dziewczyny do Crowmarsh Priors, pod opiekę starszej krewnej.
Elsie pochodzi z biednej robotniczej rodziny, która z trudem wiąże koniec z końcem. W ramach rządowego programu wysłania dzieci poza Londyn, zostaje przyjęta jako pokojówka lady Marchmont.
Jak widać, autorka postawiła sobie dość ambitny cel przedstawienia różnych klas społecznych w Anglii w czasie wojny. Bohaterki zapewne nigdy by się nie zetknęły, gdyby nie światowa zawierucha. W trudny czas wkraczają z zupełnie zwyczajnymi rozterkami dorastających dziewczyn – pierwszymi miłościami, zauroczeniami i złamanymi sercami. Bo choć wojna, to życie jednak toczy się dalej. Ba, pędzi. I trzeba sobie jakoś radzić. Autorka z dużym pietyzmem odtwarza codzienne życie w tamtych czasach, ze szczegółami bliskimi sercu kobiety – jak się ubierano, co jedzono, jakich perfum używano.
Do tego dochodzi działalność bohaterek skierowana przeciwko hitlerowskim agresorom. Oczywiście, inna niż w polskich realiach, co nie znaczy, że mniej godna uwagi. Po prostu inna. Pojawia się nawet wątek szpiegowski, zapomniane tunele przemytników i wejście w starych grobowcach – choć w moim odczuciu można by go bardziej podkręcić.
Muszę przyznać, że początek książki jest niemrawy, dopiero potem akcja się rozkręca, wciągając w koleje losu młodych bohaterek. Natomiast nie przypadło mi do gustu zakończenie. Jak rozumiem, miało być domknięciem wszystkich wątków i koszmaru czasów wojny, symbolicznym wymierzeniem sprawiedliwości. Tylko że taki osąd i kara za bardzo pachnie mi linczem i nie pasuje do nobliwych pań. Bo sam zamysł był niezły. Spotkanie po latach, gdy los odmienił wszystkie bohaterki na dość niespodziewane sposoby – jednym dał pieniądze i tytuł szlachecki, drugim zapomnienie znalezione na dnie butelki – mogło być całkiem ciekawą puentą. I moim zdaniem zupełnie wystarczającą. Wiele wojennych spraw nie wyjaśniono, a zbrodniarze w spokoju dożyli końca swych dni. Helen Bryan za bardzo starała się domknąć wszystkie wątki – i przedobrzyła.
„Oblubienice wojny” to powieść, która przedstawia wycinek prawdy o okrutnym czasie II wojny światowej. Traktuje nie o wielkich czynach, ale o życiu codziennym i niezwykłych przyjaźniach, jakie połączyły ludzi, których dzieliło tak wiele – pochodzenie, wiara, narodowość.
http://ksiazkatooknonaswiat.blogspot.com/