ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Driven. Namiętność silniejsza niż ból

Colton i Rylee to dwójka różnych sobie osób. Nie mają ze sobą nic wspólnego, oprócz ciężkich wspomnień. On to walczący z mrokiem przeszłości anioł, natomiast ona to przebijający się do życia diabeł. Czy pochłonie ich przeszłość? Czy dadzą sobie szansę na życie? Według mnie ta historia jest pełna mrocznej pasji. Wyczuwalny w niej jest smutek, żal, a przede wszystkim ogromny strach. Oboje bohaterów mówią jedno a robią drugie, co doprowadza do katastrofalnych skutków. Jednak dzięki nim widzimy, że życie to nie bajka i nie jest usłana różami, a prowadzi nas brukowaną kłopotami ścieżką. Moim zdaniem ta historia poruszy nie jedno serce i niestety złamie je na tysiąc kawałków, bo osobiście odczujemy ból, który wyziera z tej książki. Moja ocena: 8/10
rudablondynkarecenzuje.blogspot.com Andżelika A; 2017-04-22

Driven. Namiętność silniejsza niż ból

Przygodę z serią Driven zaczęłam dosyć niecodziennie, bo od piątej i szóstej części. Na szczęście nie były one mocno związane z poprzednimi tomami, opowiadały historie osób z otoczenia głównych bohaterów czterech pierwszych części. „Slow Burn.Kropla drąży skałę” i "Sweet Ache. Krew gęstsza od wody" zaciekawiły mnie do tego stopnia, że postanowiłam poznać pierwsze tomy serii, sprawdzić, jak się zaczęła ta opowieść. „Driven. Namiętność silniejsza niż ból” to początek serii, ale też literacki debiut autorki. Czy okazał się obiecujący? Rylee Thomas dopina ostatnie elementy przed charytatywną imprezą, która niebawem ma się zacząć, a której jest organizatorką. Bardzo jej zależy na tym, by wypadła dobrze, chociaż nie podoba jej się sposób pozyskiwania pieniędzy. Niebawem ma się odbyć licytacja, w której to w rolach eksponatów mają wystąpić kobiety, atrakcyjne i znane. Panowie będę licytować randki z tymi paniami. Rylee przypomina sobie, że musi jeszcze przynieść tabliczki do licytacji. Gdy udaje się do magazynku, słyszy jednoznaczne odgłosy. Za kulisami w kącie jakaś para uprawia seks albo jest bardzo blisko tego aktu. Jakoś na palcach udaje jej się przemknąć obok kochanków i wchodzi do składziku, niestety drzwi za nią się zatrzaskują i zostaje uwięziona w ciasnym pomieszczeniu. Wpada w panikę, pojawiają się wspomnienia, które jeszcze bardziej wytrącają ją z równowagi. Zaczyna krzyczeć, walić w drzwi w nadziei na pomoc. Na szczęście niebawem drzwi się otwierają, a Rylee wpada na przystojniaka, który się w nich pojawia. Z nieznanych sobie przyczyn dziewczyna traci głowę dla wybawcy i daje mu się pocałować, pieścić... W ostatniej chwili się powstrzymuje, beszta mężczyznę i wymyka się na górę. Nie jest to jej ostatnie z nim spotkanie. Mężczyzna jest nią zaintrygowany i zakłada się z nią, że do końca wieczoru ta obieca mu randkę. Stawką jest duży datek na cel tej imprezy. Kobieta wraca do swoich zajęć. Okazuje się jednak, że los postanowił spłatać jej niezłego figla. Jedna z dziewczyn, z którą to randka miała być licytowana, nie zjawia się i ktoś musi ją zastąpić. Chętnych niestety brakuje i to Rylee musi ją zastąpić, mimo wewnętrznego sprzeciwu i ogromnego zażenowania. Łatwo zgadnąć, kto wylicytuje wieczór w jej towarzystwie... Muszę przyznać, że świetnie się bawiłam czytając „Driven. Namiętność silniejsza niż ból”, wielokrotnie lektura wywołała uśmiech na mojej twarzy, nie zabrakło też emocji, gorących scen, ale też wzruszających momentów. Bez wątpienia jest to powieść erotyczna, świetne babskie czytadło, ale czy tylko? Autorka porusza wiele ciekawych i trudnych tematów. Główni bohaterowie, Rylee i Colton, to dwie osoby z ogromnym bagażem złych doświadczeń, poranione, zagubione i bardzo różne. Każde z nich ma inne oczekiwania od życia i ewentualnego partnera, inaczej patrzą na związek, ale jedno ich łączy – oboje są zamknięci w sobie i sporo ukrywają. Czy ich związek jest możliwy? Przez książkę przebrnęłam w bardzo szybkim tempie, lektura mnie wciągnęła i zaintrygowała, zapewniła rozrywkę i relaks. Mamy tu niezła huśtawkę nastrojów, od pasji i namiętności po ogromny ból, izolowanie się i ranienie innych. Polubiłam Rylee i Coltona, chociaż kilkakrotnie mocno mnie zirytowali. Muszę przyznać, że ta powieść to naprawdę świetny debiut i ani trochę mnie nie dziwi, że seria cieszy się taką popularnością. Dużo emocji, tajemnic i ogromna namiętność sprawiają, że książka świetnie wpisuje się gatunek literatury kobiecej. Wielokrotnie zawiodłam się na powieściach erotycznych, bo albo były puste, albo beznadziejnie napisane, albo okropnie irytujące. K. Bromberg intryguje, ale też pisze w taki sposób, że chce się to czytać, że lektura jest przyjemna i wciągająca, że możemy się oddać przyjemności czytania, a nie musimy nieustannie zgrzytać nad jakimiś niedociągnięciami. Ta powieść to świetny sposób na relaks, odsapnięcie od codziennych problemów, ale też od poważnej literatury. Jestem zauroczona i niezmiernie ciekawa dalszego ciągu tej historii.
korcimnieczytanie.blogspot.com Kornelia Pikulik-Czyż; 2017-04-21

Prawo Mojżesza

Muszę to przyznać, bałam się sięgnąć po tę książkę i tylko dlatego nie zrobiłam tego wcześniej. Przestraszyło mnie dość dramatyczne zdanie na okładce. Przed "Prawem Mojżesza" czytałam tylko jedną książkę autorstwa Amy Harmon i było to "Making faces", które podobało się mi, ale nie na tyle by zamieszkać na dłuższy czas w moim sercu z powodu m.in. 3-osobowego narratora, którego osobiście nienawidzę. Jak dla mnie w książce najważniejsze są emocje, wszechwiedzący narrator nie do końca je wszystkie przekazuję. Do uczuć jest zdolny tylko człowiek (i mój kot, ale on pokazuję mi częściej nienawiść niż miłość), wiec po co wprowadzać do książek bezosobowość. Ale mniejsza z tym... Nawet nie wiecie jaka jestem z siebie zadowolona, że przełam się i przeczytałam tę wspaniałą historię, która na długo pozostawi we mnie swoje ślady. Już po pierwszym rozdziale wiedziałam, że to będzie najlepsza książka jaką przeczytałam w tym roku i czym bliżej było mi do końca, tym bardziej utwierdzałam się w tym przekonaniu. Wow, wow i jeszcze raz wow. "Prawo Mojżesza" trafia na moją prywatną listę #TOP50 i to na naprawdę bardzo wysokim miejscu. Po prostu brak mi słów... naprawdę ogromne zaskoczenie. Rzadko spotyka się tak dobrą książkę. Opis z okładki jest przepełniony emocjami, ale nawet w najmniejszym stopniu nie oddały tego, co znalazłam w środku. Książka przeniosła mnie na dwa dni w całkiem inny świat. Świat bólu, smutku, śmierci, niespełnienia, zawodu, ale też i radości, przebaczenia i miłości, którą można spotkać tylko raz w życiu. W świat młodzieńczych uczuć i pełnego bólu odnalezienia się po latach. Mojżesz od samego początku był inny. Dziecko cracku. Porzucony przez matkę w koszu na pranie odmieniec. Niespokojny i wiecznie milczący. Skrywający sekret. Tylko Georgia potrafiła zobaczyć w nim coś więcej. Coś, co kryje się pod opinią złego chłopca przysparzającego wszystkim coraz to nowsze problemy. Bohaterów poznajemy gdy są jeszcze nastolatkami. O rok starszy Mojżesz zostaje zatrudniony na rodzinnej farmie Georgii po to, by pomagać w codziennych obowiązkach. Od samego początku ciągnie ją do niego jakieś przyciągnie, wewnętrzny przymus. Wbrew wszystkim, którzy ją ostrzegali, wbrew samemu Mojżeszowi zaczęła się do niego zbliżać i gdy już myślała, że wszystko się wyprostuje... wszystko się pokruszyło, a kawałki zbierała przez siedem lat. Osobiście uważam się za mało emocjonalną osobę i rzadko - naprawdę rzadko - płaczę na książkach, ale ta historia mnie naprawdę dogłębnie poruszyła. Już dawno mnie tak serducho nie bolało. Każdy szczegół w tej historii został gruntownie, od początku aż do końca przemyślany. Nic nie jest pokazane tu od tak. Narracja jest tu prowadzona na przemiennie w pierwszej osobie, a jeśli ktoś przez tytuł ma obiekcje do tej książki, absolutnie powinien się ich pozbyć. Książka nie opowiada o Bogu ani o żadnej religii. Tylko w pewnych momentach mamy odniesienia do biblijnej historii Mojżesza. Amy naprawdę wykonała tu kawał dobrej roboty. Przedstawia czytelnikowi codzienne problemy w niecodzienny sposób. Książka opowiada o cieszeniu się z małych rzeczy wtedy, gdy nasze życie idzie nie do końca w dobrą stronę. A połączenie wątku paranormalnego, kryminału, sztuki i romansu... nie no, po prostu się zakochałam. Wprost nie mogę się doczekać jak dorwę w swoje ręce jej kolejną książkę. "Prawo Mojżesza" to jedna z tych książek, które trzeba przeczytać, żeby zrozumieć jej fenomen. A jeśli przejmujecie się tym co jest napisane na okładce, że nie ma tu happy endu, to mam dla was radę. Nie przejmujcie się tym. Nie taki diabeł straszny jak go malują.
Dziewczynaopapierowymsercu.blogspot.com Justyna Kosmal; 2017-05-10

Sny Morfeusza

''Sny Morfeusza'' to kolejna książka polskiej autorki, która swojego pochodzenia chyba się wstydzi. Nie rozumiem dlaczego posługiwanie się ojczystym nazwiskiem jest dla niektórych pisarzy wstydem. Kategorycznie chcą uchodzić za światowych autorów. Imiona bohaterów też są anglojęzyczne, ale korzenie czasem przejmują kontrolę i pośród Tommów, Cassandr i Nicol pojawiają się Adam i Helena. Co do samej książki - jest to opowieść niezwykle naiwna. Z początku zalatuje Grey'em od czego autorka później próbuje uciec. Sam pomysł na fabułę jest dość ciekawy, ale wykonanie niekoniecznie. Główna bohaterka jest najbardziej irytującą postacią książkowego świata. Z początku skromna i nieśmiała dziewczyna z małego miasteczka - sypia z swoim szefem i przyjacielem (obu zna od dwóch dni) prawie w tym samym czasie, by po tygodniu wylądować w łóżku z znienawidzonym bratem chłopaka siostry. Natomiast na służbowym wyjeździe w chwili rozpaczy, dzwoni po boya hotelowego... Cassandra sama nie wie czego chce. W jednym momencie płacze po nieudanej randce z Adamem, a gdy ten przychodzi, odpycha go, by kilka minut później wyrażać swoje ogromne pragnienie w sposób fizyczny (wszyscy wiemy, o co chodzi). Adam to kolejny zły mężczyzna. Zły oczywiście z pozoru, bo blabla traumatyczne wydarzenia blabla przymus blabla błędy przeszłości blabla jednak ją kocha blabla ale nie powie, bo to badboy blabla Ugh! Nie można jednak powiedzieć, że lektura jest nudna. Pod względem obyczajowym - sromotna porażka. Pod względem książki erotycznej - daje radę. Nie ma tutaj znanych z innych powieści kajdanek, pejczy, przedziwnych ubrań i fetyszy. Nie jest też typowo, aczkolwiek po pewnym czasie byłam zirytowana wtrącaniem zbliżeń w każdej chwili. Pod koniec książki rozwija się wątek sensacyjny, który może być w kolejnej części bardzo pozytywnym aspektem fabuły. Myślę, że sięgnę po drugą część, by móc porównać te dwa twory.
Skazani-na-ksiazki.blogspot.com/ Pani Lecter; 2016-08-08

Zranieni

Jak zmieścić historię przyjaźni, miłości i przypadku w 200 stronach? Sydney i Peter. Piękna dziewczyna i wyjątkowy mężczyzna. Kolejna para zranionych bohaterów, którzy wciąż uciekają od swojej przeszłości. I kolejna zakazana miłość. Schemat goni schemat. Ale wiecie co? Czytając tę książkę wcale się tym nie przejmowałam. Po prostu cieszyłam się humorem przebijającym przez strony, wciągającą historią i cudownym stylem pisania H.M. Ward. Ich historia zaczyna się od pomyłki. Millie to najlepsza i za razem najgorsza przyjaciółka na całym bożym świecie. Po raz kolejny wrabia swoją współlokatorkę w podwójną randkę w ciemno, lecz ona od początku nie idzie tak, jak iść powinna. Sydney przybywa na miejsce jako pierwsza. Kobieta nie wiedząc jak wygląda jej potencjalna ranka, przysiada się do jedynego wolnego mężczyzny w restauracji, lecz już jego sam uśmiech ją szalenie dezorientuje. Pierwszy raz od bardzo czuje się bezpiecznie przy obcym mężczyźnie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pojawiła się Millie z pytaniem wymalowanym w oczach. Okazuje się dziewczyna pomyliła stoliki, a jej dzisiejszy partner czeka na nią w drugiej sali. Dziewczyna nie jest tym zadowolona, ale jej zażenowanie sięga zenitu. Sydney ucieka od nieznajomego najszybciej, jak się da. Niestety - a może stety - po kolejnym nieoczekiwanym wybryku - tym razem z właściwym mężczyzną w roli głównej - dziewczyna opuszcza restaurację, tylko po to by wpaść w silne ramiona Petera, jej nieoczekiwanego towarzysza. Życie zawsze daje drugą szansę... Obydwoje lądują u niego w domu. Akcja rozwija się aż do momentu, gdy Peter wyprasza ją za drzwi swojego mieszkania zażenowaną i z pytaniem w głowie: d l a c z e g o. Ogromny kopania w tyłek. Ja na jej miejscu dokładnie w tym momencie zapomniałabym, że istnieje ktoś taki jak on, jednak życie nie zawsze gra z nami fair. Już następnego ranka oboje dowiadują się, kim są naprawdę. Jak przejść do normalnych, a przynajmniej poprawnych stosunków z kimś, kto jednego dnia namiętnie cię całował, a następnego okazuję się być profesorem...a co gorsza; ty jesteś jego studentką. Już kiedyś pisałam na swoim blogu, że nienawidzę wątku miłości nauczyciela z uczniem. Tak naprawdę takie historie możne opisać w trzech prostych punktach. 1. Poznanie się i ukrywanie związku, 2. ktoś się o tym dowiaduję i 3. punkt kulminacyjny: czyli rozstanie. Tu, w "Zranionych" jest lekkie wyjście poza schemat, bo bohaterowie zamiast ukrywać swoje uczucia, zamieniają je w przyjaźń, a co za tym idzie, nie mogą się od siebie odejść. Drugim mankamentem tej książki jest na samym końcu pojawiają się dwaj nowi bohaterowie są STRASZNIE przerysowani. Nie wiem, może jestem dziwna, ale jak dla mnie żaden normalny człowiek by się tak nie zachował i nie zachowywał w dalszym ciągu. I pewnie właśnie w tym momencie stwierdziliście, że nie chcecie czytać tej książki. To błąd z waszej strony, bo pomimo powyższych mankamentów książka jest naprawdę wciągająca, ale też nie oczekujcie jakiś fajerwerków. Kiedy zaczynałam czytać "Zranionych" pomyślałam: ta książka ma naprawdę potencjał, mimo znienawidzonego przeze mnie wątku, ale czym więcej czytałam... tym bardziej się wydawała się nijaka. Nie wiem dlaczego, ale ta historia kojarzy mi się z operą mydlana, ale jak każdy tego typu tasiemiec serialowy nie posiada jakiś walorów, które by nas czegoś nauczyły, ale... wciąga i na pewno zapoznam się z dalszym ciągiem tej historii. Ale wracając do pytania zadanego na samym początku: moim zdaniem się nie da i może dlatego zabrakło tu czegoś, co sklejałoby tę historię w całość. A sami tytułowi "Zranieni" są przewidywalni i... płascy. Nie wiem, może wam się bardziej spodobają.
Dziewczynaopapierowymsercu.blogspot.com Justyna Kosmal; 2017-05-08
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL