ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Zbiór poezji z lat 2013-2016 (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    SELF-PUBLISHER
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    242
     
    PDF

    Ebook

    darmowy

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Zbiór zawiera wiersze, trzeba to podkreślić, utrzymane w poetyce innej niż poezja współczesna oraz przekłady piosenek rockowych i innych. Oto kilka przykadów:

     

     

    Jej zdjęcie

    Znalazłem w necie jej zdjęcie.

    Patrzyłem w ciemnej zadumie.

    To samo słodkie zacięcie,

    W jej oczach błyszczało dumnie.

     

    Tak samo na mnie patrzyła.

    Tak dawno. Ery minęły.

    Zamarła teraz ich siła.

    Jej oczy wszystkie wchłonęły.

     

    Chciałem by na mnie spojrzała,

    Tak wiele spotów nas dzieli,

    Z ekranu w twarz mnie chłostała,

    Mgławica świetlnych pikseli.

     

    A nieraz u niej widziałem

    Na twarzy wyraz cierpienia,

    Jakby się rozpadł świat cały,

    Otulałem ją ramieniem.

     

    I chciałem łzy też zobaczyć,

    Cokolwiek jeszcze z tych lat.

    Złudzenie chociaż jej płaczu.

    Jak gdyby miał minąć świat.

     

    A to mi z oczu trysnęły

    Łzy, spadły na klawiaturę.

    I w tryliard bajtów się wcieli

    Łza jedna by ją otulić.

    To w ile bajtów mam wcielić

    Łzę jedną by ją otulić?

     

     

    Kryształowa łódź (tłumaczenie Crystal Ship The Doors)

    Nim w końcu wpadniesz już w tępotę snu

    Dotyku chcę twych ciepłych ust.

    Raz jeszcze złudny szczęścia łut,

    Dotknięcie ust,

    Dotknięcie ust.

     

    W dniach blask lśni wciąż i ból w nich jest.

    W łagodny otul mnie swój deszcz.

    Szalony świat w wir porwał cię.

    Spotkamy się.

    Spotkamy się.

     

    I powiedz gdzie masz wolność swą,

    Świat wzdłuż i wszerz ulice tną.

    Nie tłumacz tego znaczeń grą,

    Już lepiej łzą,

    Ja frunę stąd.

     

    Z kryształu łódź wypełnia szał

    Dziewczęcych ciał, tysięcy spraw

    By zabić czas. Gdy da się wznieść

    I wrócić nam

    Napiszę pieśń.

     

     

    Wariatka

    Widziana kilkakrotnie w pewnym DPS-ie,

    Na bardziej hardkorowych jego tam obszarach,

    Zmoro przedziwna, panno w końcu korytarza,

    W kucki na podłodze, gdzie załamywało się

    Światło, wieżo schylona, cieniu maści karej,

    Mam cię w sercu, spotkaną 20 lat nazad.

    Gwiazdo w popiołach, chorych szafarko uniesień,

    Kolumno roztrzaskana, załamana wiaro,

    Zaklinam cię, poniechaj mnie, maro.

     

    Albo dobra, wiesz ty co, najdziwaczniej piękna,

    Zostań jednak, zostańże. Ja będę się karał.

    Bom ci wtedy nie podał nawet zimnej ręki.

    Bom za dużo życiowych standardów w łeb nabrał.

    Bom wtedy beztroskiego pełen był pokoju.

    A widziałem, przytomnie patrzyłaś, przysięgam.

    Ja teraz bym przy tobie na podłodze klęczał.

    Wpadaj więc do mej głowy ciasnego pokoju.

    Bo już nie chcę świętego spokoju.

     

    Panno ze złud obdarta - panno nad pannami.

    Drogowskazie błądzących - drogo w zatracenie.

    Coś ty we mnie widziała? Arkę popękaną?

    Królowo męczenników. Różo rozbłyskami

    Rwanymi gorejąca. Tajemne istnienie.

    Już zawsze mam cię w sercu, w trzewiach, we krwi, w głowie,

    W domowym ołtarzyku, skleconym, trzymaną.

    A jak się bardziej wnerwię, puszczę się cię dobiec.

    No, przynajmniej w sobie. Koniec.

     

     

    Widmowy świat (Loom of the Land Nicka Cave'a)

    Był brudny koniec zimy.

    Przez świat widmowy, w głąb,

    Szedłem z moją dziewczyną

    W spleceniu rąk.

     

    Wiał wiatr, tak przenikliwy

    Dla chłopaka co był

    Nikim, niczego nie miał,

    Oprócz tego, że żył.

     

    Przez z widma światła świat

    Dźwięczał kościelny dzwon,

    Z wieży w małym miasteczku

    Aż ponad bezkres łąk.

     

    Świat miał, czułem to wtedy,

    Świętość i jakąś moc.

    Jej oddech był tak ciepły

    W majestatyczną noc.

     

    Kochanie, nie płacz już,

    I połóż mi

    Skroń na ramieniu, bo to wszystko

    Się tylko śni.

     

    Wiatr rozwiewał akacje,

    Wiązy, wierzby, jak dym.

    Za opuszczoną stacją

    Zdążaliśmy wzdłuż szyn.

     

    Szliśmy w jakieś bezludzie

    Gdzie dziki trakt się wił.

    Księżyc w złudnym bezruchu

    Tak jak korona lśnił.

     

    Paliły mi się dłonie,

    Sięgały pod jej płaszcz.

    Para z jej ust w tym zimnie

    Pieściła moją twarz.

     

    Kochanie, nie płacz już

    I połóż mi

    Skroń na ramieniu, przecież wszystko

    Się tylko śni.

     

    Moja ręka muskała

    Jej małą, twardą pierś.

    Ja nie mógłbym, myślałem,

    Przenigdy skrzywdzić jej.

     

    Mówiłem jej, że księżyc

    To jest magiczna rzecz.

    Na wiosnę cały srebrny,

    W zimie zaś złoci się.

     

    I szliśmy, szli i szli

    Poprzez ten bezkres łąk,

    Ja i moja dziewczyna

    Przez widmo świata, w głąb.

     

    Kochanie, nie płacz już

    I połóż mi

    Skroń na ramieniu, no bo wszystko

    Się tylko śni.

     

     

    Przecho-dzień

    W sklepie na rogu króciutkie spojrzenie.

    I znowu wiedza, że nic nie pomoże.

    Żadnych tajemnic nie widzisz, jak w sobie.

    W sklepie na rogu znów puste widzenie.

     

    Z powrotem w domu. Znów nagłe pragnienie,

    Wrócić na zewnątrz, powtórzyć sobie,

    Z najgłębszych trzewi znowu wydobyć

    Siłę i wiarę na nowe spojrzenie.

     

    Przez okno wzrok, ponowne widzenie,

    Każdy z nich znowu podobny tobie.

    Nic już nie widzisz, widzieć nie możesz,

    Lecz czujesz znów to samo pragnienie.

     

     

    A nam potrzebne jedno zwycięstwo (Десятый наш десантный батальон - Булат Окуджава)

    Nie śpiewa tutaj ptak,

    I wcale nie ma drzew.

    Tu tylko my, przy barku bark,

    Wzrastamy w ziemię tę.

     

    Planeta pali się i trzęsie,

    Ojczyznę zasnuł dym i czad.

    To znaczy, że potrzebne nam zwycięstwo.

    Jednakie wszem. O cenę nie będziemy dbać.

     

    Nam ognia cios śmiertelny!

    Lecz wciąż nie spala nas.

    Rozterkom wbrew w noc wgłębia się, oddzielny

    Batalion dziesięć, desantowy nasz.

    Batalion dziesięć, desantowy nasz.

     

    Gdy jeden bój już ścichł,

    Znów nowy rozkaz brzmi.

    I żaden list nie przyjdzie, gdyż

    Się zapodzieliśmy.

    Czerwona flara świetli ciemność,

    A palba nie przestaje grać.

    Więc znaczy się: potrzebne nam zwycięstwo.

    Jednakie wszem, o cenę nie będziemy dbać.

     

    Przez Kursk i Orzeł gdzieś rozniosła wojna się,

    Zawiodła wrogom wprost pod nos,

    Cóż, bracie, tak to jest.

    I kiedyś wiary w to szaleństwo

    I nam nie sposób będzie dać,

    Lecz teraz jest potrzebne nam zwycięstwo,

    Jednakie wszem, o cenę nie będziemy dbać.

     

    Śmiertelny w nas cios ognia,

    Lecz wciąż nie spala nas.

    Precz troski moc, prze w czarną noc, osobny,

    Dziesiąty desantowy oddział nasz.

    Dziesiąty desantowy oddział nasz.

     

     

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności