ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Wszystkie ziarna piasku (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Czarne
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    344
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    32,90 zł 20%
    26,18 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Reportaż z kraju, który nie istnieje 

    Saharyjska Arabska Republika Demokratyczna została proklamowana w roku 1976 i od tej pory walczy o swoją suwerenność, z okupującymi krajami. Szesnaście lat wojny między partyzantami Frontu POLISARIO a wojskami marokańskimi i dwadzieścia pięć lat negocjacji nie przyniosły rozwiązania konfliktu. W jego wyniku połowa rdzennej ludności uciekła do Algierii i mieszka w obozach uchodźców. Druga żyje pod brutalną marokańską okupacją. Dzieli ich „mur wstydu”, czyli fortyfikacja wojskowa strzeżona przez żołnierzy, baterie artylerskie, czołgi i wozy pancerne. Jest to konflikt o którym się nie mówi, zapomniany przez Europę, ONZ i cały świat cierpiące na rażącą i hipokryzję i stan przewlekłej niemocy. Jednak ludzie, których dotyczy nie zapomnieli. Obywatele Sahary Zachodniej czekają na swój kraj, by móc w nim pracować uczyć się, korzystać z jego bogactw naturalnych, z których pieniądze w chwili obecnej zasilają budżet Maroka. Gdy Bartek Sabela jechał do El Aaiún, stolicy okupowanej Sahary Zachodniej, instrukcja, którą otrzymał od saharyjskich aktywistów, brzmiała: „Nie rozmawiaj z nikim dłużej niż czterdzieści sekund, nigdy nie podawaj żadnych szczegółów, miejsc, nazwisk”. Musiał kłamać, by przedostać się przez granicę, a ukrywając się przed marokańską policją, obserwował, jak wygląda życie w okupowanym mieście. Pojechał również na drugą stronę muru, na Terytoria Wyzwolone kontrolowane przez partyzantów walczącego o niepodległość POLISARIO. I do Algierii, gdzie przez wiele tygodni mieszkał w obozach dla saharyjskich uchodźców – jedynym w swym rodzaju w pełni zorganizowanym państwie na wygnaniu.

    (…) Widzę jego szczupłe dłonie rozstawiające małe szklaneczki z grubego karbowanego szkła. Równiutko, jedna obok drugiej, w dwóch rzędach, na metalowej, okrągłej tacy. Każdą z nich wyciera papierowym ręcznikiem i wstawia na swoje miejsce. Powoli, delikatnie, dokładnie. Szklaneczki stukają w metalową tacę jedna po drugiej, a on pochyla się nad naczyniem z węgielkami i rozdmuchuje żar. Pojedyncze iskierki wylatują wysoko w powietrze, po czym spadają na dywan, upstrzony powypalanymi dziurami i finezyjnymi plamami. Teraz otwiera srebrne, stojące obok naczynie i wysypuje sobie na dłoń górkę małych, poskręcanych bobków zielonej herbaty. Po chwili dosypuje jeszcze troszkę. I jeszcze odrobinę. Bo herbaty musi być dużo, pół szklaneczki, żeby nie była za słaba. Wsypuje ją do czajniczka, mniejszego, jednego z dwóch, które przed nim stoją. W tym drugim jest wrzątek, który zaraz wleje do herbaty. Wleje jedynie odrobinę, bo herbaciane bobki trzeba najpierw opłukać, umyć z kurzu i pyłu. Kręci więc w dłoniach mniejszym czajniczkiem, a potem mętny, błotnisty wręcz płyn wylewa do jednej ze szklaneczek. Teraz dodaje więcej wody i odstawia czajniczek na węgielki (…)                                                              

    Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności