Lód (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Ocena:
    5.0/6  Opinie: 3
    Stron:
    1054
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    44,90 zł 20%
    35,92 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    A odwilż nie nadeszła…

    Lód to wspaniała powieść Jacka Dukaja, literacki majstersztyk, który zapiera dech w piersiach. Historia dzieje się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie nigdy nie wybuchła pierwsza wojna światowa, Królestwo Polskie wciąż znajduje się pod panowaniem Cara, a Warszawa pokryta jest lodem. W środku lata śnieg zasypuje drogi, a Lute, anioły Mrozu przemierzają ulice zamrażając prawdę i fałsz. W tych okolicznościach do ubogiego mieszkania podstarzałego studenta Benedykta Gierosławskiego zawitają carscy urzędnicy Ministerium Zimy z powodów dość osobliwych. Jego zadaniem ma być odszukanie zaginionego gdzieś daleko na Syberii ojca, który podobno potrafi porozumieć się z Lutymi. Dla carskiej Rosji jest to niezwykle przydatna umiejętność. Mężczyzna początkowo zgadza się z przyczyn czysto pragmatycznych, a ściślej mówiąc finansowych wszak oprócz bycia filozofem i matematykiem jest również hazardzistą. Wkrótce jednak okaże się, że ta wyprawa odmieni całe jego życie. Książka pełna intryg politycznych, miłosnych, gospodarczych i kryminalnych. Akcja rozpięta między brudnymi oficynami carskiej Warszawy, luksusami Ekspresu Transsyberyjskiego na tle lodowej Azji, irkuckimi salonami bogatego mieszczaństwa polskiego, a także podniebnym pałacem generała-gubernatora tworzy powieść na jaką czekali wszyscy miłośnicy prawdziwej przygody, inteligentnej, pobudzającej intelekt i wyobraźnię, zmieniającej nasz pogląd na rzeczywistość.

    (…) 14 lipca 1924 roku, gdy przyszli po mnie czynownicy Ministerjum Zimy, wieczorem tego dnia, w wigilję syberjady, dopiero wtedy zacząłem podejrzewać, że nie istnieję.
    Pod pierzyną, pod trzema kocami i starym płaszczem gabardynowym, w barchanowych kalesonach i swetrze włóczkowym, w skarpetach naciągniętych na skarpety — tylko stopy wystawały spod pierzyny i koców — po kilkunastu godzinach snu nareszcie rozmrożony, zwinięty prawie w kulę, z głową wciśniętą pod poduchę w grubej obszewce, że i dźwięki docierały już miękkie, ogrzane, oblane w wosku, jak mrówki ugrzęzłe w żywicy, tak one przedzierały się w głąb powoli i z wielkim mozołem, przez sen i przez poduszkę, milimetr za milimetrem, słowo za słowem:
    — Gaspadin Wieniedikt Jerosławski.
    — On.
    — Spit?
    — Spit, Iwan Iwanowicz.
    Głos i głos, a pierwszy niski i ochrypły, a drugi niski i śpiewny; zanim uniosłem koc i powiekę, już ich widziałem, jak się nade mną pochylają, ten ochrypły od głowy, ten zaśpiewny od strony stóp, carscy aniołowie moi (…)

     

                                                                                                          Fragment książki

    Selling ebookpoint.pl