ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Hajstry. Krajobraz bocznych dróg (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Czarne
    Ocena:
    6.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    224
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    26,90 zł 21%
    21,33 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    O Polsce inaczej

    Hajstry. Krajobraz bocznych dróg to książka, dzięki której zbaczamy z głównych szlaków. Wraz z autorem ruszamy w nieznane, po przygodę, która przecież zawsze była na wyciągnięcie ręki. Według przeciętnego turystycznego opisu Polska to morze, jeziora, pasek gór i kilka najciekawszych miast pomiędzy. Adam Robiński inaczej podchodzi do tematu, wydeptuje własne ścieżki w poszukiwaniu krajobrazowej egzotyki. Wędruje przez polską Saharę, płynie największą z dzikich rzek, a godzinę jazdy od Warszawy odnajduje Arktykę. Czyni to z pokorą dawnych krajoznawców: pieszo, kajakiem, na nartach. Ale najczęściej po prostu przystaje, żeby zobaczyć więcej: ślady tych, którzy przed wiekami wytyczali pierwsze drogi i znakowali szlaki, zdziczałe sady w miejscach wyludnionych wsi, drzewa tak stare, że mogłyby być tolkienowskimi entami. Rzadko mamy okazję oglądać taką Polskę, więc zdecydowanie jest to lektura warta uwagi.

    (…) Pierwszy raz zająłem się kwestią odległości, gdy groziło mi lanie. Wychowałem się na ursynowskim blokowisku z widokiem na żurawie i koparki. Kończyły się lata osiemdziesiąte, zaczynały dziewięćdziesiąte, a dzielnica puchła w oczach. Ulice tonęły w piachu usypującym się z wywrotek, a deweloperzy (nie znałem jeszcze wtedy tego słowa) zamieniali kolejne zieleńce w place budowy. Ja i moi rówieśnicy robiliśmy z kolei to, co inne dzieciaki na podwórkach całego kraju. Rozbijaliśmy się zdezelowanymi wigrami i pelikanami po osiedlowych uliczkach, których jeszcze nie skolonizowały samochody. Zdzieraliśmy jedna za drugą piłki na betonowych boiskach. Za bramki robiły nam bezładnie rzucone kanciaste tornistry. Malowaliśmy kredą na asfalcie tory, po których ścigały się kapsle. Wcześniej obowiązkowo dociążaliśmy je woskiem i przyozdabialiśmy flagami (z zagadkowych powodów mój ulubiony kapsel nosił barwy Gujany). Konstruowaliśmy amatorskie ładunki wybuchowe z jajek z niespodzianką i proszku do pieczenia dosypanego do ciepłej wody. Potem rzucaliśmy nimi z balkonów. Nasz wszechświat ograniczał się do kilku kilometrów kwadratowych: naszego osiedla, sąsiedniego, które miało lepsze, bo trawiaste boisko, i może jeszcze pierwszego supermarketu w okolicy. W nim nabieraliśmy pewnego zrozumienia dla tych zmian, o których ciągle gadali rodzice (…)

                                                                                                              Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności