ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Extensa (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Autor:
    Jacek Dukaj
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Ocena:
    4.0/6  Opinie: 2
    Stron:
    130
    Druk:
    oprawa twarda
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    niedostępna

    Powiadom mnie, gdy książka będzie dostępna

    Ebook

    26,90 zł 22%
    20,98 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Pozory mylą

    Początek tej niezwykłej powieści zaczyna się baśniowo. Znajdujemy się w na pozór sielskim Zielonym Kraju. Krajobraz ten okazuje się jednak zupełnie inny niż przypuszczamy. Równiny, stada koni i rancza nie powinny nikogo zmylić – Extensa opowiada o ostatniej enklawie ocalałej z kataklizmu rewolucji naukowych, zmieniających nieodwracalnie człowieka i jego środowisko. Teraz żywi obcują z umarłymi, a cudowne metamorfozy są na porządku dziennym. Ludzie, mali i nieistotni, są uzależnieni od łaski wielokrotnie bardziej rozwiniętej technicznie cywilizacji Obcych. Bohater trafia do starego astronoma, człowieka pamiętającego jeszcze stare czasy i uprawiającego zapomnianą naukę. Tak zaczyna się droga chłopca ku dorosłości - przez miłość, małżeństwo, ojcostwo, zdrady, żałoby i kompromisy - i ku gwiazdom, a także ku granicy człowieczeństwa. Poza którą „niemożliwości to rzeczy jeszcze nie dosyć przemyślane”. 

    (…) Po setnym piruecie zobaczyłem go, siedzącego pod pniem, w kołysce korzeni. Palił fajkę. Zamarłem; Larysa się obejrzała i również go zobaczyła.

    — Dziadek! — pisnęła i pobiegła ku niemu.

    Dziadek Michał uśmiechnął się, wyciągnął ręce. Wpadła mu w objęcia z całym impetem. Stęknął i zaśmiał się — poznałem głos.

    Podszedłem. Podniosłem i podałem mu fajkę, wytrąconą przez szarżę siostry. Ujął cybuch lewą dłonią; prawą głaskał Larysę, siedziała mu już na kolanach, obejmowała mocno za szyję, wtulała głowę pod siwą brodę. Jeszcze miesiąc temu zasypiała tak, w zapachu jego tytoniu, pod dotykiem jego wielkich dłoni — niemal co wieczór. Przenosił ją potem do łóżka. Larysa była najmłodsza, on był jej dębem.

    Coś mu teraz szeptała do ucha. Stałem i patrzyłem, jeszcze chwila, a uciekłbym. Dziadek podniósł na mnie wzrok, uśmiechnął się, mrugnął. Odwzajemniłem uśmiech.

    Palcem wskazałem za siebie, na krzyż.

    — Nie żyjesz.

    Skinął głową.

    — Ano.

    Nie uciekłem zatem.

    Siadłem obok. Dotknąłem jego ramienia — przez szorstki materiał koszuli; potem bezpośrednio jego dłoni, suchej, pomarszczonej skóry. Popatrywał z uśmiechem. Teraz wiem, bawiły go szeroko otwarte oczy dziecka. Oczy dziecka, zwierciadło naiwności, wszystko w nich jest prawdą, wszystko jest najzupełniej normalne, nawet w największym zdumieniu. — Gdzie byłeś? — pytała Larysa. — Zawsze przy tobie, wiewióreczko — odszeptywał, całując ją w czoło. Łzy w oczach starca, jeziora wybaczonego bólu, krzywd odpuszczonych (…) 

                                                                                                          Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności