Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Calamity (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Ocena:
    5.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    432
    Druk:
    oprawa miękka
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    niedostępna

    Powiadom mnie, gdy książka będzie dostępna

    Ebook

    29,00 zł 23%
    22,33 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Zrodziła ich noc

    Calamity to ostatni tom o mścicielach. Calamity sprowadziło na Ziemię Epików, istoty o niezwykłych, potężnych mocach. Zło przez nich wzbudzone zaczęło się coraz bardziej rozprzestrzeniać po świecie. Stalowe serce przyczynił się do śmierci ojca Davida. Pożar skradł mu serce. A teraz Regalia zamieniła jego najlepszego sprzymierzeńca w groźnego wroga. David znał tajemnicę Profesora i zatrzymał ją dla siebie nawet wtedy, gdy Profesor z trudem panował nad swoją mocą Epika. Jednak starcie ze Znikającym w Babilarze przeważyło szalę. Były przywódca Mścicieli przeszedł na drugą stronę. Ciemność pochłonęła go. Dotąd sądzono, że z tej otchłani zła nie ma powrotu. Jednak wszyscy się mylą. Odkupienie jest możliwe nawet dla Epików, czego dowiodła Megan. Nie wszyscy są straceni. Nie całkowicie. A Dawid jest na tyle szalony, aby stawić czoło najpotężniejszemu z elity Epików, aby ocalić przyjaciela. Albo zginąć…

    (…) Słońce wyglądało znad horyzontu jak łeb olbrzymiego radioaktywnego manata. Kuliłem się, ukryty w koronie — nie do wiary — drzewa. Nie pamiętałem tego przedziwnego zapachu.

    Wszystko gra? — szepnąłem do mikrofonu. Zamiast używać komórek, korzystaliśmy ze starych krótkofalówek, które połączyliśmy ze słuchawkami. Kiedy mówiłem, słyszałem w nich szumy i trzaski. Prymitywna technologia, ale niezbędna do wykonania tego zadania.

    Zaczekaj chwilkę — powiedziała Megan. — Cody, jesteś na pozycji?

    — Jasne, że tak — zatrzeszczał w odpowiedzi z wyraźnym południowym akcentem. — Jeśli ktoś spróbuje się do ciebie podkraść, dziecino, wpakuję mu kulkę w łeb.

    — A fe! — nadała Mizzy.

    Ruszamy za pięć sekund — powiedziałem z mojej grzędy. Cody nazywał to „amboną”, lecz w rzeczywistości było to po prostu campingowe krzesełko przymocowane na wysokości dziesięciu metrów do pnia wiązu. Kiedyś myśliwi chowali się w ten sposób przed zwierzyną.

    Przycisnąłem do ramienia gottschalka — nowiutki automatyczny karabin — i wycelowałem (…)

                                                                                                                    Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności