Choć Nie ratuj mnie to kryminał pełen napięcia i tajemnic, Agnieszka Szubert udowadnia, że najciekawsze historie rodzą się tam, gdzie emocje są równie ważne jak samo śledztwo i mylące tropy. W rozmowie opowiada o kulisach powstawania swojej najnowszej powieści, tworzeniu niejednoznacznych bohaterów i przekonaniu, że w życiu rzadko wszystko da się podzielić wyłącznie na dobro i zło. Przeczytaj wywiad z autorką i przekonaj się, czy Nie ratuj mnie ma szanse trafić do Twojej biblioteczki!

O czym jest książka Nie ratuj mnie?

Okładka - Nie ratuj mnie - Agnieszka Szubert

(ebook)

39.99 zł 49.99 zł (-20%)

(32,49 zł najniższa cena z 30 dni)

„Nie ratuj mnie” Agnieszki Szubert ukazało się nakładem Wydawnictwa Mova i jest kryminałem, który od pierwszych stron buduje napięcie i nie pozwala o sobie zapomnieć. Przed laty na plaży w Ustroniu Morskim znika trzyletni Kubuś. Pięć lat później jego matka, Natalia, próbuje ułożyć sobie życie u boku byłego policjanta Borysa Kellera. Kiedy jednak kobieta nagle znika, przeszłość wraca ze zdwojoną siłą, a kolejne odkrycia prowadzą Kellera do sekretów, które zmieniają wszystko. To historia nie tylko o śledztwie, ale także o traumie, poczuciu winy, zaufaniu do bliskich i cenie, jaką trzeba zapłacić za poznanie prawdy. Czytelnicy chwalą książkę za szybkie tempo, liczne zwroty akcji i wiarygodnych, niejednoznacznych bohaterów. W serwisie Lubimyczytać powieść zebrała bardzo wysokie oceny, a w opiniach często powtarzają się określenia, że „czyta się ją jednym tchem” i trudno odłożyć ją przed poznaniem zakończenia. Jeśli lubisz kryminały i thrillery, które łączą zagadkę z dużym ładunkiem emocji, a do tego pasuje Ci mroczny, nadmorski klimat powieści, „Nie ratuj mnie” zdecydowanie warto wpisać na swoją listę kryminalnych lektur.

 

Wywiad z Agnieszką Szubert, autorką książki Nie ratuj mnie

 

Skąd zaczerpnęła Pani inspirację do napisania książki „Nie ratuj mnie”?

Agnieszka Szubert: Każda historia, także „Nie ratuj mnie”, przychodzi do mnie sama. Zaczyna się od drobnostki, sceny, wydarzenia, które potem drążą dla siebie miejsce w mojej głowie. I nie odpuszczają. W przypadku „Nie ratuj mnie” historie Natalii i Borysa pojawiły się równocześnie, ponieważ musiały mieć punkt styczny. Nie trafili na siebie bowiem bez powodu. 
Kiedy Natalia znika wraz ze wszystkimi swoimi tajemnicami, Borys okazuje się jedynym człowiekiem mającym w sobie wystarczająco dużo determinacji, by jej szukać, nawet pomimo tego, co odkrywa fragment po fragmencie.
Od początku nurtowało mnie też pytanie, czy na pewno znamy osoby, z którymi żyjemy. Albo raczej, na ile naprawdę chcemy je poznać.
Czy nie jest tak, że kiedy nasze wspólne życie staje się wystarczająco komfortowe i bezpieczne, wiele rzeczy przyjmujemy za pewnik? Przestajemy słuchać, drążyć i interesować się szczegółami z wygody, poczucia pewności, lenistwa… 
Życie stawia przed nami tak wiele wyzwań każdego dnia, że uczymy się nie widzieć i nie słyszeć tego, co wydaje nam się mało ważne albo pozornie pewne.
Dlatego nierzadko zbyt późno zauważamy, że nasze dzieci mają problemy w szkole, że przyjaciel jest szykanowany w pracy, żona pokłóciła się z koleżanką albo, co gorsza, ktoś z bliskich ma depresję.
Natalia i Borys walczą z własnymi demonami, starając się trzymać je z daleka od tego, co ich łączy. Ale w ten sposób nie tylko nie chronią się nawzajem, ale wręcz jeszcze bardziej gmatwają swoje losy.
A ponieważ bardzo lubię komplikować życie swoim bohaterom, również tutaj z premedytacją sprawiłam, że zło i dobro nie są łatwe do rozdzielenia i nie istnieją motywy wyłącznie czarne albo białe. Bo i życie takie nie jest. 
Nierzadko decyzje, które podejmujemy, wydają się słuszne z naszej perspektywy, ale niekoniecznie z perspektywy innych. Czasami robimy coś z myślą o bezpieczeństwie bliskich, doskonale zdając sobie sprawę, jakie konsekwencje nasze wybory przyniosą w przyszłości.
I właśnie o tym jest również „Nie ratuj mnie”.

 

Dlaczego na miejsce akcji wybrała Pani gminę Ustronie Morskie?

AS: To był przypadek. Zależało mi na malutkiej nadmorskiej miejscowości, leżącej niezbyt daleko od Szczecina. Turystycznej, ale niezatłoczonej. Otoczonej zielenią, z niewielkim zapleczem hotelowym. Idealnej na spokojne, rodzinne wakacje. Takiej, w której mogłoby się wydawać, że nic złego nie ma prawa się wydarzyć.
Zwykle najwięcej przestępstw dzieje się w wielkich aglomeracjach. Małe wsie i miasteczka mają swoje społeczności i sprawiają wrażenie, że ludzie doskonale się znają i wiedzą o sobie niemal wszystko. 
Do „Nie ratuj mnie” potrzebowałam kontrastu między urokiem nadmorskiego kurortu, kojarzącego się z odpoczynkiem i beztroskimi wspomnieniami, a mroczną historią, która burzy poczucie bezpieczeństwa i pokazuje, że tragedia może wydarzyć się wszędzie.
Usiadłam więc do mapy i przesuwając się wzdłuż linii brzegowej, trafiłam na Ustronie Morskie. To był impuls, przeczucie, a może ten szczególny moment, kiedy autor po prostu wie, że trafił we właściwe miejsce.
Przy okazji zdradzę pewną tajemnicę – nigdy tam nie byłam, ale postanowiłam, że zaraz po powrocie do Polski nadrobię to niedopatrzenie.

 

Czy jest Pani fanką kryminałów? Jeśli tak, jaki jest Pani ulubiony autor?

AS: O tak! Czytam wyłącznie kryminały i thrillery. 
Wychowałam się na Joannie Chmielewskiej i jej morderczym poczuciu humoru. Od lat sięgam niezmiennie po Harlana Cobena, Alex Kavę, Lisę Gardner, Jamesa Pattersona i wielu innych. Moja biblioteczka e-booków pęka w szwach (niestety na książki papierowe, które kocham, już dawno skończyło mi się miejsce). 
Jeżeli chodzi o nasz polski świat kryminałów, uwielbiam serię Przemysława Piotrowskiego z Igorem Brudnym, chętnie sięgam po Marka Stelara, a ostatnio zachwycam się serią „Kolory zła” Małgorzaty Oliwii Sobczak. Mam sporo do nadrobienia, jeżeli chodzi o polskich autorów, ale staram się na tyle, na ile pozwala mi czas.
Kiedy sięgam po książkę, chcę na kilka godzin oderwać się od rzeczywistości, przestać myśleć o codziennych sprawach i dać się porwać historii. Dobry kryminał musi trzymać mnie w takim napięciu, żebym zamiast włączyć serial czy sięgnąć po telefon, przewracała kolejne strony i mówiła sobie: jeszcze tylko jeden rozdział.

 

Czy ma Pani coś wspólnego z główną bohaterką swojej książki? Jeśli tak to co?

AS: Nie, niewiele mam wspólnego z Natalią Adamczuk. Całe szczęście. Natalia nie tylko doświadczyła wielu tragicznych dla niej zdarzeń, które wyryły w niej swoje piętno, ale też nie umie się uwolnić od konsekwencji decyzji, jakie przez nie podejmowała.
Pisząc jakąkolwiek książkę, zwykle czuję się dość mocno związana z moimi bohaterami i kiedy prowadzą mnie przez kolejne rozdziały, mam ich w sobie. Słyszę ich myśli, widzę gestykulację i odczuwam emocje. Na pewno pozostawiam w swoich bohaterach część siebie. W niektórych książkach więcej, w innych mniej.
Natalia to bardzo skomplikowana postać. Zagubiona i poraniona. Nie wiem, czy ja umiałabym się podnieść po tym, czego doświadczyła.
W życiu łatwo przychodzi nam ocenianie innych, choć nie jesteśmy w ich skórze, nie musimy podejmować ich decyzji i nie ponosimy ich konsekwencji.
Zależało mi, aby czytelnik poznał Natalię najpierw taką, jaką widział ją świat. Z przyklejonymi łatkami, krzywdzącymi opiniami, pochopnymi osądami i historiami, które inni zdążyli sobie o niej dopowiedzieć. Dopiero potem ujrzał ją jej własnymi oczami i przez pryzmat doświadczeń, które ją ukształtowały.
Należy też pamiętać, że w „Nie ratuj mnie” bohaterów jest więcej. Wszyscy oni mieli wpływ na to, dlaczego Natalia zniknęła i sądzę, że gdyby podjęli inne decyzje, również Natalia mogłaby znaleźć się dziś w zupełnie innym miejscu. 
Bo nie żyjemy w próżni. Jesteśmy w pewnym stopniu sumą relacji, które tworzymy, ludzi, którzy nas wspierają albo zawodzą, i decyzji podejmowanych nie tylko przez nas, ale również przez tych, których wpuszczamy do swojego życia. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, bo zależy mi, aby czytelnik sam ją osądził. Mam tylko nadzieję, że Natalia poruszy innych tak, jak poruszyła mnie.

 

Co według Pani jest kluczem dobrego kryminału?

AS: To wbrew pozorom bardzo trudne pytanie i jestem przekonana, że każdy udzieli na nie innej odpowiedzi.
Dla mnie osobiście dobry kryminał jest wtedy, gdy przewróciłam ostatnią kartkę i stwierdziłam: „Łał… to już koniec? I jak ja teraz będę żyć bez tej książki?”.
A tak zupełnie poważnie – lubię, kiedy fabuła prowadzona jest w taki sposób, że nie umiem odłożyć książki do rana. Kiedy czytając, odrywam się od codziennych trosk i obowiązków i zapominam o całym świecie. Kiedy żyję życiem bohaterów i przeżywam ich emocje. 
Dobry kryminał pochłaniam w dzień, najwyżej dwa, ale zostaje ze mną długo po zakończeniu. Musi być na tyle wciągający, żebym zamiast sięgnąć po telefon czy włączyć serial, przewracała kolejne strony i mówiła sobie: jeszcze tylko jeden rozdział. To jest dla mnie miara dobrego kryminału.
Mam nadzieję, że to samo usłyszę od swoich czytelników po lekturze „Nie ratuj mnie”.

 

Przeczytaj fragment ebooka "Nie ratuj mnie"

"Ostatnia sierpniowa noc była zaskakująco chłodna, jakby lato postanowiło przedwcześnie ustąpić miejsca jesieni. Po rozgwieżdżonym niebie od czasu do czasu sunęły ciężkie, kłębiaste chmury, przysłaniając księżyc, którego blask oświetlał szutrową drogę i otaczający ją z obu stron las. Trasa prowadziła do kilku rozsianych w okolicy wsi, lecz rzadko kto się na nią zapuszczał. Wiedzieli o niej głównie miejscowi, świadomi, że jesienią i zimą droga zamienia się w grzęzawisko. Każda próba przejazdu po obfitych deszczach mogła się skończyć utknięciem w kleistym błocie. Za dnia drogę wybierali rowerzyści, biegacze albo spacerowicze spragnieni ciszy, ale nocą okolica pogrążała się w nieprzeniknionym mroku. Ciemność pochłaniała wszystko, a na trasie można było spotkać jedynie nocne drapieżniki. Wychodziły w ciszy, niepostrzeżenie, oglądając się za siebie, bo choć obszar ten od zawsze był ich domem, został brutalnie zagarnięty przez człowieka.

Tym razem panującą zwykle ciszę zakłócał jednostajny warkot silnika auta zaparkowanego na poboczu. Smuga reflektorów przecinała mrok, wciąż uparcie wskazując cel podróży. Samochód wyglądał na porzucony. Szeroko otwarte drzwi ukazywały puste wnętrze, jakby ktoś wysiadł w pośpiechu i nie zdążył ich domknąć.

Kilka kroków od bagażnika w półkolu stało pięć postaci. Tylne światła nadawały ich bladym twarzom upiorną czerwoną poświatę, jakby spływały krwią człowieka leżącego u ich stóp. Gęste obłoki spalin wydobywające się z rury wydechowej okalały nieruchome ciało, tworząc złudzenie ulatującej duszy. A może to naprawdę była dusza, która desperacko próbowała utrzymać się w stygnącym ciele?

– Nie ma tętna. – Beznamiętne słowa padły z ust osoby, która kucała przy ofierze, wciąż dotykając miejsca na szyi, gdzie powinno pulsować życie.

– Zabiliśmy go?

Pośród stojących słychać było łkanie i pociąganie nosem.

– Nie rycz. To już nic nie da. – Warknięcie miało przywołać wszystkich do porządku.

To nie był czas na lament, lecz na decyzję. Działanie, które zmieni ich przyszłość na zawsze.

– Musimy zadzwonić po policję. – Panika słyszalna w jednym z głosów sięgnęła zenitu.

– Pojebało cię? Chcesz sobie zmarnować życie? Przecież wszyscy mamy plany, zaczynamy studia… masz zamiar to przekreślić? Na własne życzenie?

– Przecież on na pewno ma jakąś rodzinę. Może do nich wracał. Muszą wiedzieć, co się stało.

– Jak ktoś łazi po ciemku po drodze, bez odblasków, to sam się prosi o śmierć. – Ironiczny ton, tak niestosowny w tej sytuacji, przeciął gęstą atmosferę jak bat i odbił się echem w panującej wokoło ciszy.

– To cię bawi? – warknął ten, który wcześniej sprawdzał puls.

– To był wypadek. Nie zrobiliśmy tego celowo. Policja to zrozumie. Poza tym byliśmy tylko pasażerami… w większości.

Cztery pary oczu jednocześnie zwróciły się w stronę milczącej dotąd postaci stojącej pośród nich ze spuszczoną głową. Wyraźnie starała się nie patrzeć na bezwładne ciało człowieka, który jeszcze przed chwilą dokądś zmierzał, miał plany, marzenia i, podobnie jak oni, przyszłość. Próbując skupić wzrok na czubkach swoich butów, walczyła z wizją nieubłaganych konsekwencji, piętna, które odciśnie się na niej w oczach lokalnej społeczności, wykluczenia i potępienia. Coraz donośniej odzywały się też głosy w jej głowie, powtarzające, że jest mordercą.

Tylko kto ponosił winę za to, że sześć osób znalazło się w złym miejscu o niewłaściwej porze? Ten człowiek, idąc ciemną, rzadko uczęszczaną drogą, bez widocznego oznakowania? Czy oni, wybierając tę trasę, bo po wypiciu sporej ilości alkoholu chcieli uniknąć policyjnych patroli, które pod koniec wakacji nasilały kontrole trzeźwości?

Nikt nie odważył się wypowiedzieć tych pytań na głos. Cztery pary oczu wpatrywały się w milczącą postać. Na jej twarzy można było dostrzec mieszaninę przerażenia i skruchy. Cisza gęstniała z każdą sekundą. Tylko silnik stojącego na poboczu auta nierówno mruczał, brutalnie przypominając o rzeczywistości.

– Nie możemy zwalić winy na jedno z nas. Siedzimy w tym wszyscy. Każdy wypił za dużo. Dlatego właśnie wybraliśmy tę drogę i losowaliśmy, kto poprowadzi. Pamiętasz? A gdyby to na ciebie padło?

Zapadła kolejna chwila milczenia. W oddali zahukała sowa, a zaraz potem usłyszeli trzask łamanej gałązki. Pięć osób rozejrzało się niespokojnie.

– To sarna… – W głosie wybrzmiała lekka nuta wątpliwości i strachu.

– To co robimy?

– Jemu nie pomożemy – odparł twardo pierwszy, wskazując głową na ciało. – Nikt już mu nie pomoże. Teraz ważny jest nasz los.

– Chcesz go tak zostawić?

Pozostali wytrzeszczyli oczy z przerażenia. Nie tego się spodziewali. Choć właściwie żadne z nich nie miało innego planu. Nikt nie przygotował ich na to, że już na starcie w dorosłość będą musieli decydować, co zrobić po odebraniu komuś życia.

– A co? Zamierzasz pójść siedzieć?

– Mnie nic nie grozi. Nie byłem kierowcą.

– Ale możesz być… jeśli wskażemy na ciebie.

– Chcecie mnie wkopać? – parsknął, lecz spojrzenia pozostałych natychmiast zdusiły w nim pewność siebie. – Nikt wam nie uwierzy.

– Jeden przeciwko czterem. – Uniesione brwi wyrażały stanowczość i wyzwanie.

Pozostali milczeli, chyba w obawie, że każde odstępstwo od przyjętych reguł obróci się przeciwko nim.

– Nie zrobicie mi tego, prawda? – Popatrzył po nich z przerażeniem i niedowierzaniem.

– Posłuchaj uważnie, bo powiem to tylko raz.

Oponent chwycił go za koszulę i przyciągnął, aż ich nosy niemal się zetknęły. W blasku księżyca widać było dwie szarpiące się sylwetki. W końcu słabszy ustąpił.

– Nikomu nic nie powiemy. Wrócimy do domów, położymy się spać, a jutro zaleczymy kaca i opowiemy, jak dobrze bawiliśmy się na imprezie. Wracaliśmy główną drogą. Bez komplikacji. Tu nigdy nas nie było. Dotarło? – Ostatnie zdanie wypowiedział głośno do wszystkich.

Cztery głowy przytaknęły bez szemrania. Nikt nie odważył się zaprotestować. Dwie postaci odsunęły się od siebie, ale napięcie nie zelżało.

– Nie możemy zwalić winy na jedno z nas. Siedzimy w tym wszyscy. Każdy wypił za dużo. Dlatego właśnie wybraliśmy tę drogę i losowaliśmy, kto poprowadzi. Pamiętasz? A gdyby to na ciebie padło?

Zapadła kolejna chwila milczenia. W oddali zahukała sowa, a zaraz potem usłyszeli trzask łamanej gałązki. Pięć osób rozejrzało się niespokojnie.

– To sarna… – W głosie wybrzmiała lekka nuta wątpliwości i strachu.

– To co robimy?

– Jemu nie pomożemy – odparł twardo pierwszy, wskazując głową na ciało. – Nikt już mu nie pomoże. Teraz ważny jest nasz los.

– Chcesz go tak zostawić?

Pozostali wytrzeszczyli oczy z przerażenia. Nie tego się spodziewali. Choć właściwie żadne z nich nie miało innego planu. Nikt nie przygotował ich na to, że już na starcie w dorosłość będą musieli decydować, co zrobić po odebraniu komuś życia.

– A co? Zamierzasz pójść siedzieć?

– Mnie nic nie grozi. Nie byłem kierowcą.

– Ale możesz być… jeśli wskażemy na ciebie.

– Chcecie mnie wkopać? – parsknął, lecz spojrzenia pozostałych natychmiast zdusiły w nim pewność siebie. – Nikt wam nie uwierzy.

– Jeden przeciwko czterem. – Uniesione brwi wyrażały stanowczość i wyzwanie.

Pozostali milczeli, chyba w obawie, że każde odstępstwo od przyjętych reguł obróci się przeciwko nim.

– Nie zrobicie mi tego, prawda? – Popatrzył po nich z przerażeniem i niedowierzaniem.

– Posłuchaj uważnie, bo powiem to tylko raz.

Oponent chwycił go za koszulę i przyciągnął, aż ich nosy niemal się zetknęły. W blasku księżyca widać było dwie szarpiące się sylwetki. W końcu słabszy ustąpił.

– Nikomu nic nie powiemy. Wrócimy do domów, położymy się spać, a jutro zaleczymy kaca i opowiemy, jak dobrze bawiliśmy się na imprezie. Wracaliśmy główną drogą. Bez komplikacji. Tu nigdy nas nie było. Dotarło? – Ostatnie zdanie wypowiedział głośno do wszystkich.

Cztery głowy przytaknęły bez szemrania. Nikt nie odważył się zaprotestować. Dwie postaci odsunęły się od siebie, ale napięcie nie zelżało.

– Skoro się zrozumieliśmy, to teraz sprawdźcie, czy na aucie są jakieś widoczne ślady.

Zachrzęściła ziemi pod butami, a potem od strony maski auta dobiegł drżący głos:

– Stłuczony reflektor i ślady krwi.

– Poradzimy sobie. Mamy czas do rana. Nikt się nie wyłamie, jasne? Zapominamy o tym i nigdy do tego nie wracamy.

Wszystkie głowy kolejny raz skinęły w milczącym potwierdzeniu.

– A teraz pojedziemy do mnie. Mam pomysł, jak ukryć ślady na aucie.

– A opony? Przecież zostawiliśmy tu pełno śladów.

– Na tej drodze jest ich więcej. Musimy tylko postarać się, aby nasze zlały się z pozostałymi. W bagażniku mam kilka rzeczy, trzeba zrobić tu porządek. Ty – wskazał jedną z osób – pomożesz mi. Reszta do samochodu. A o opony się nie martwcie, na to też mam rozwiązanie.

Chwilę później trzech pasażerów siedziało w milczeniu w aucie. Nikt nie miał odwagi podnieść głowy. Słyszeli jedynie szybkie oddechy dwojga przyjaciół, którzy w skupieniu krzątali się wokół pojazdu. Kiedy wszyscy znaleźli się już w środku, trzasnęły drzwi, zazgrzytała skrzynia biegów i stare, wysłużone auto powoli ruszyło z miejsca.

W lesie ponownie zapadła cisza, przerywana odgłosami nocnych zwierząt. Spaliny się rozwiały, a blask księżyca rozświetlił mrok. Las mimo pozornego spokoju tętnił życiem. Tylko mężczyzna leżący na wilgotnej ziemi pozostawał nieruchomy, przypominając, że w tym mrocznym świecie jego los właśnie dobiegł końca."

/ fragment

 

O Autorce

Agnieszka Szubert - swoje życie dzieli na Polskę i Grecję. Pochodzi ze Szczecina, jednak drugi dom odnalazła w Peloponez. Karierę pisarską rozpoczęła od komedii kryminalnych, dziś staje się pełnokrwistą autorką thrillerów takich jak Nie ratuj mnie - książki, która, nawiasem mówiąc, powstała właśnie w Grecji! W swoich powieściach skupia się na mrocznej stronie ludzkiej natury, jednak w bohaterach zawsze umieszcza jakąś cząstkę siebie. Pomysły na książki rodzą się w jej głowie podczas wykonywania prozaicznych, domowych czynności - a w pisaniu towarzyszy jej kot Antek.

Sprawdź wszystkie ebooki Autorki:

 

Za wywiad dziękujemy Wydawnictwu Mova! :)