Od pokoleń w naszym społeczeństwie krążą szkodliwe narracje, utrwalone schematy społeczne, które sprawiają, że wpadamy w pułapkę dążenia do perfekcjonizmu. O stereotypach w wychowaniu dziewczynek i chłopców, wewnętrznym krytyku i zdrowych nawykach rozmawiamy z autorkami poradnika Jestem wystarczająca. Jak pokochać siebie (Wydawnictwo RM, 2026 ), Katarzyną Białkowską i Joanną Zarębą. Poradnik znajdziecie w księgarni Ebookpoint, a tymczasem łapcie wywiad!

O czym jest książka Jestem Wystarczająca. Jak pokochać siebie?

To książka skierowana do kobiet, które czują, że wszystko powinny robić perfekcyjnie, a mimo wysiłku wciąż mają poczucie, że to za mało. Jeśli twoje życie wyznaczają nierealistyczne standardy, uznajesz się za perfekcjonistkę i zdarza ci się bezsenność spowodowana rozpamiętywaniem własnych błędów – czas powiedzieć „dość”.

Perfekcjonizm w swojej najbardziej destrukcyjnej odsłonie potrafi skutecznie odebrać satysfakcję z życia. Utrudnia budowanie relacji, prowadzi do przeciążenia pracą, wypalenia zawodowego, a nawet problemów z nastrojem, takich jak depresja.

Książka Jestem wystarczająca. Jak pokochać siebie autorstwa Joanny Zaręby i Katarzyny Białkowskiej pomaga uwolnić się od nadmiernej samokrytyki, budować zdrowe poczucie własnej wartości oraz stopniowo rezygnować z destrukcyjnego perfekcjonizmu i potrzeby ciągłej kontroli. Dzięki niej możesz odzyskać wewnętrzny spokój, dostrzec swoją wartość i nauczyć się akceptować siebie taką, jaka jesteś.

Autorki przypominają również, że wiele kobiet zmaga się z podobnymi trudnościami. Nie jesteś w tym sama. W książce znajdziesz historie bohaterek, które na różne sposoby próbują poradzić sobie z niezdrowym dążeniem do perfekcji. W drodze do większej życzliwości wobec samej siebie towarzyszą czytelniczkom empatyczne i wspierające autorki.

 

Wywiad z Joanną Zarębą i Katarzyną Białkowską

 

Redakcja: Dlaczego współczesne kobiety uważają się za mało wystarczające?

Joanna Zaręba: Zacznijmy od tego, że pewnie nie tylko współczesne, a z całą pewnością nie tylko kobiety czują się niewystarczające. Człowiek jako istota społeczna ma wbudowany bardzo głęboko „moduł” spełniania wymagań grupy. W końcu to od niej zależało i do pewnego stopnia wciąż zależy nasze przetrwanie. Jednocześnie wymagania grupy  bardzo się zmieniły od dawnych czasów. Do  podstawowych oczekiwań, takich jak na przykład sprawiedliwe dzielenie się pożywieniem, dodawano na przestrzeni dziejów kolejne i kolejne wymagania. Wiązało się to  między innymi ze zmianami społecznymi, rozwojem duchowości, technologii .

Role społeczne również się zmieniają. Przykładowo kobiety są dziś oceniane jako matki lub partnerki, ale również jako liderki zespołów, naukowczynie czy prawniczki. W dodatku ocenia się nas nie tylko za to, jak dobrze  odgrywamy jedną rolę,  lecz także za to, jak sobie radzimy z kilkoma na raz i jak udaje się nam je połączyć. Do tego trzeba dołożyć presję osiągania więcej niż pokolenie naszych rodziców, w końcu mamy teraz tyle możliwości, że aż wstyd byłoby je zmarnować prawda? Nasi rodzice ciężko pracowali, żeby zapewnić nam lepszy start, więc czujemy się zobowiązani osiągnąć sukces i wywierać jeszcze większą presję na nasze dzieci. W końcu one powinny osiągnąć jeszcze więcej niż my. Tylko czy aby na pewno?

Katarzyna Białkowska: Zauważmy również, że jeszcze do niedawna funkcjonowaliśmy, tak kobiety, jak mężczyźni, głównie w pewnej określonej grupie społecznej, najpierw w rodzinie, potem w grupie rówieśników w szkole, wreszcie wśród kolegów z pracy, sąsiadów i może kilkunastu czy kilkudziesięciu znajomych. W ostatnich dziesięcioleciach, dosłownie na naszych oczach, zaszła ogromna zmiana i, jak u Szekspira, naszą sceną stał się cały świat – wystarczy włączyć internet.  W dodatku u wielu z nas on przecież nigdy nie jest wyłączony, żyjemy z telefonem w ręku, a na ekranie migają nam aplikacje, które łączą nas z pozostałymi siedmioma miliardami ludzi na planecie. 

 

Redakcja: To dodatkowo napędza nasze negatywne myślenie o sobie?

KB: Tak, pojawia  się ogromna  presja i porównywanie się już nie tylko z osobami mniej lub bardziej znajomymi i bliskimi, lecz także z ludźmi znanymi nam tylko z mediów, z gwiazdami i influencerami z najdalszych krańców świata, a kiedy indziej z podobnymi do nas osobami poznanymi właśnie w mediach społecznościowych. Do naszych głów wkrada się myślenie: skoro ta modelka kroczyła po wybiegu sześć tygodni po urodzeniu dziecka i do tego miała idealnie płaski brzuch, to dlaczego ja od trzech miesięcy nie mogę wrócić do wagi sprzed ciąży? Skoro tamta dziewczyna założyła konto pół roku temu i już ma dwa tysiące obserwatorów, to co ze mną jest nie tak, że po czterech latach obserwuje mnie tylko pięćset osób? Coraz trudniej zatrzymać takie myślenie. 

 

Redakcja: Dlaczego wiele kobiet boryka się z syndromem wewnętrznego krytyka i skąd on się w ogóle bierze?

JZ:  Podobnie jak z poczuciem bycia niewystarczającym, dotyczy to nie tylko kobiet, bo panów też dręczy krytyk, tylko podpowiada im inne kąśliwe uwagi niż paniom. Warto pamiętać, że dotyczy to nas wszystkich. Krytyk jest normalną częścią naszego umysłu, jego rolą jest popychać nas do bycia lepszymi i chronić przed wstydem, jakiego mogłybyśmy doznać w przypadku publicznej porażki. Dokuczając nam, ma powodować, że lepiej przygotujemy się  do naszego zadania. Niestety czasami wymyka się nam spod kontroli.

Żeby krytyk funkcjonował prawidłowo, na etapie jego kształtowania się potrzeba nam realistycznych wymagań i dostrzegania nie tylko naszych porażek,  lecz także sukcesów i starań, jakie wkładamy w to, co robimy. Krytyk chce nam pomóc, więc powinien dostać szansę zauważenia, że osiągnął swój cel. Niestety ten pomocnik (a czasami utrudniacz) rozwija się w nas, jeszcze zanim  się zorientujemy, że ci, którzy karmią go swoimi słowami, czyli rodzice, nauczyciele, opiekunowie, nie są wyroczniami. Jeżeli jako rodzice lub opiekunowie będziemy dziecku ciągle powtarzać, że robi wszystko źle, nie będziemy dostrzegać i doceniać jego pracy nad sobą, a nasze wymagania będą dla niego niespełnialne, to wewnętrzny krytyk  małego człowieka rozrośnie się i finalnie będzie taki sam jak ten nasz. Wiecznie niezadowolony.

 

Redakcja:  Dlaczego dziewczynkom jest szczególnie trudno poradzić sobie z krytykiem?

JZ: Dziewczynki są stale ocenianie i za swoje zachowanie, i za wygląd. W dodatku społeczne oczekiwania są tu niespójne: z jednej strony młode kobiety mają być piękne, ale z drugiej skromne, mają dbać o siebie, ale nie przesadzać, być seksowne, ale jednocześnie nie rzucać się w oczy. Można by tak wyliczać i wyliczać.

Zresztą podwójne standardy są częścią zmian społecznych – nowe czasy wymagają od nas ambicji, zaradności i pewności siebie, podczas gdy dawne wymagania społeczne wciąż szepczą nam do ucha: nie bądź taka mądra, nie rzucaj się w oczy, pokorne cielę dwie matki ssie. W tej sytuacji należy pamiętać po pierwsze, że człowiek to jednak nie cielę, a po drugie, że najpokorniejsze cielęta najłatwiej przerobić na eskalopki.

Gdy przyjrzymy się temu, skąd dziewczynki czerpią pomysły na drakońskie diety czy fałszywe „porady” dotyczące odchudzania, często trafimy na treści krążące w ich grupach rówieśniczych albo na przekazy celebrytek. One również dorastały w świecie, który uczył, że trzeba koniecznie schudnąć, żeby być piękną. Niektórzy  postrzegają to jako indywidualną złośliwość, ale nie wolno zapominać, że to przede wszystkim echo systemu, który od dawna narzuca dziewczynkom i kobietom nierealistyczne oczekiwania i powiela te same krzywdzące narracje. 

 

Redakcja:  W jaki sposób dorosłe kobiety mogą pomóc swoim córkom w przerwaniu łańcucha dążenia do perfekcjonizmu?

KB: To pewna specyfika polskiego wychowania, w którym zamiast doceniać to, co w dziecku dobre, wartościowe, co jest jego mocną stroną i talentem, skupiamy się bardzo mocno na tym, co aż tak dobrze mu nie wychodzi – żeby to poprawić. Tymczasem badania i praktyka już od dawna pokazują, że mamy szansę stać się naprawdę dobrzy, czasem wręcz wybitni w tym, w czym tkwią nasze naturalne zasoby.  Ponadto w wielu rodzinach wciąż mało chwalimy dzieci, może szczególnie córki , i to z rzekomej troski, żeby im  to przypadkiem… nie zaszkodziło.  Przekonanie, że krytykowanie i wytykanie błędów służy dziecku, ma się znakomicie. 

Warto zatem zwrócić uwagę na te utrwalone od pokoleń schematy wychowania i komunikowania się w rodzinie. Starać się ich nie powielać. Wzmacniać pozytywnie nasze dzieci, nasze córki i koncentrować się na ich zasobach, nagradzać za nawet małe sukcesy, nie podważać ich , nie porównywać z automatu z osiągnięciami kolegów i koleżanek. Owszem, dziewczynki potrzebują także krytyki, ale niech zawsze będzie ona konstruktywna, niech podpowiada korzystne zmiany i rozwiązania, a nie zostawia je z poczuciem porażki i bycia nie dość dobrą, niezadowalającą rodziców.

Generalnie mamy bardzo silną skłonność do porównywania się z innymi, a świadomie oraz nieświadomie jesteśmy dla naszych córek wzorem, one rozwijają się i uczą prawd o życiu, o świecie, nie tylko słuchając, co mamy im do powiedzenia, lecz także obserwując swoje matki. Jeśli więc mama jest nadkrytyczną perfekcjonistką, która sama stawia sobie zbyt wysokie wymagania, a do tego nieustająco porównuje się z innymi kobietami, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że i jej córka będzie się tak zachowywać. Proponuję takim matkom zainwestowanie więcej czasu i energii w poznanie swoich mocnych stron, w okiełznanie własnego wewnętrznego krytyka, a najlepiej w polubienie siebie samych. Bo wtedy będzie się łatwiej żyło zarówno im samym, jak i ich rodzinom, w tym dorastającym córkom.

 

Redakcja: W jaki sposób wypracować zdrowe nawyki, które pozwolą nam uwierzyć w siebie i swoje możliwości?

JZ: Tu chyba powinnam powiedzieć: zacznijcie od kupienia naszej książki Jestem wystarczająca. Jak pokochać siebie. Kto w tym momencie pomyślał: „Jak tak się można bezczelnie reklamować!”?

No… na początek ja sama tak pomyślałam. To znaczy mój krytyk obudził się, otworzył swoje wyłupiaste oczy i zwrócił mi uwagę, że to przecież pycha uważać, że ja, Joanna, mogę ludziom coś doradzić. A pycha jest zła, więc powinnam zaprzestać i się wstydzić. Tylko że w ten sposób nie sprzedałabym ani jednego egzemplarza książki, drogi krytyku, i oboje chodzilibyśmy głodni. 

Dlatego pierwszym krokiem po nabyciu naszej książki powinno być dla każdego, kto chce pracować z krytykiem, zwracanie uwagi na to, co on właściwie wygaduje. A potem przemyślenie, dokąd by nas doprowadziło, gdybyśmy słuchali tego małego drania bezwarunkowo. Szukamy pracy? Świetnie, na ile rozmów poszłybyśmy, gdybyśmy wierzyły mu na słowo, że się nie nadajemy? Na ile randek, wierząc, że nie wyglądamy za specjalnie i nie zasługujemy na miłość? Prawdę mówiąc, najczęściej jesteśmy dość inteligentne, żeby wiedzieć, że krytyk przeważnie łże jak pies. Ale niekoniecznie pomaga nam to znieść jego uwagi. Jedno to wiedzieć, że przesadza, a drugie – uodpornić się na to, co mówi. Czasami będziemy musiały wysłuchać, co ma do powiedzenia, a potem uznać, że to nieprawda i pomimo bólu, strachu oraz niepewności zrobić swoje.

Kolejna rzecz – niesamowicie ważna. Odczepmy się od ludzi i od siebie. Osądzanie innych i siebie to naczynia połączone. Jeżeli sto razy skomentujesz w duchu ubranie czy makijaż innej kobiety w autobusie, to osądzenie wejdzie ci w krew tak, że kiedy spojrzysz w lustro, zmierzysz siebie tą samą miarą. Ludzie kochają oceniać innych, a w dobie mediów społecznościowych dostali możliwość pozornie bezkarnego wyrażania swoich opinii. I rezultaty są opłakane. Dla oceniających i ocenianych. 

Zapamiętajmy zatem, że nasza wyrażona w internecie albo na żywo negatywna opinia zazwyczaj nie jest wyczekiwana z utęsknieniem ani przyjmowana z wdzięcznością.

 

Redakcja: Jak polubić siebie?

KB: To, w jaki sposób o sobie myślimy, także jest nawykowe, głęboko w nas zakorzenione i utrwalone przez lata powtarzania, zarówno przez otoczenie, jak i przez nas samych. Jeśli zatem nie czujemy się ze sobą dobrze, nie doceniamy swoich możliwości i nie dość wierzymy w siebie, warto zacząć od uświadomienia sobie, gdzie leży problem, na czym polega, a potem zastanowienia się, co możemy zrobić, żeby zmienić taki stan rzeczy. Co nam najbardziej doskwiera? Co właściwie chcielibyśmy w sobie zmienić i jak możemy to zrobić? 

Porównywanie się z innymi to najpewniejszy sposób, żeby zawsze być nieszczęśliwą. A przecież nie tego chcemy dla siebie ani na pewno nie dla naszych dzieci. Dlatego warto zacząć od decyzji o zaprzestaniu nawykowego porównywania się z innymi. A jeśli już bardzo chcesz się porównywać, to porównuj się ze sobą samą – z wczoraj, sprzed miesiąca, sprzed roku. Widzisz postępy? Spróbowałaś czegoś nowego? Nauczyłaś się czegoś ważnego? Czujesz się spokojniejsza i szczęśliwsza, bardziej pogodzona ze sobą? To cudownie, bo to jedyne, co się powinno dla ciebie liczyć.

 

Redakcja: Czy współczesne technologie, takie jak media społecznościowe i aplikacje, pomagają nam polubić siebie czy to utrudniają?

JZ: Media społecznościowe mają ogromny wpływ na to, jak czujemy się w świecie i ze sobą. Z jednej strony bombardują nas ponurymi prognozami wojen, katastrof klimatycznych i upadku cywilizacji, na które nie czujemy ani gotowe ani dość silne, a z drugiej zasypują nas masą okazji do porównywania się z kimś.

W internecie nie ma możliwości, że ktoś nie będzie lepszy od nas. Cokolwiek nie wybierzemy – jogę, makijaż, spacery po lesie, szycie, malowanie, śpiewanie czy wychowywanie dzieci – media społecznościowe zawsze pokażą nam kogoś, kto robi to lepiej i w dodatku bez wysiłku. A ponieważ do mediów społecznościowych dostęp ma niezliczona rzesza ludzi, to tych lepszych od nas będzie nie kilkoro, ale setki albo i tysiące. To porównywanie nam szkodzi, a zatem i w świecie wirtualnym warto go zaprzestać.

KB: Zgadza się, porównywanie się do innych w mediach społecznościowych potrafi nam potężnie zaszkodzić, tak samo jak w świecie wokół nas. Z drugiej jednak strony, przy właściwym podejściu do nich, a przede wszystkim do siebie samych, nie musi tak być. Zetknęłam się z przypadkiem, gdy pewna kobieta zerwała wieloletni, chyba całkiem dobry związek, bo w jej oczach nie wyglądał na tak udany i satysfakcjonujący, jak u influencerek, które obserwowała na Instagramie. Do dziś pamiętam swoje autentyczne zaskoczenie i współczucie, że można sobie samej zrobić taką krzywdę, i to z powodu porównywania się z kimś znanym tylko z internetu, do czyjego prawdziwego życia nie mamy tak naprawdę dostępu, bo znamy tylko pewien jego wycinek, ten, który twórca treści internetowych chce nam pokazać. A jest to z reguły najładniejszy fragment, odpowiednio zaaranżowany i podrasowany przy pomocy kolorowych filtrów.

Poczułam też ulgę i wdzięczność dla siebie samej, że ja już tak nie robię. A nie robię tak dlatego, że wiele lat temu podjęłam decyzję o polubieniu siebie samej i nieporównywaniu się z innymi, a jedynie ze sobą samą. Oczywiście jestem tylko człowiekiem, miewam lepsze i gorsze dni, ale wiem, że to była bardzo ważna oraz dobra decyzja, dzięki której umiem dziś korzystać z mediów społecznościowych w sposób, który mi służy. Treści z internetu potrafią przecież być inspirujące, poszerzać naszą wiedzę, uczyć oraz bawić, a nawet pomagają mi się bardziej polubić i doceniać swoje życie, to co osiągnęłam, także dzięki obecności w SM. 


O Autorkach ebooka 

 

Katarzyna Białkowska – filozofka, dziennikarka, psycholożka, psychoterapeutka, trenerka umiejętności interpersonalnych. Pasjonatka psychologii międzykulturowej. Jej debiutancka książka Gra o serce zdobyła w 2024 r. nagrodę jury w plebiscycie serwisu Granice.pl.

 

 

 

Joanna Zaręba – absolwentka Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, profesjonalna life i biznes coachka, coachka kreatywności, pomagająca ludziom osiągać swoje cele w pracy i życiu prywatnym. Autorka błyskotliwych książek Krótka historia psychologii i O mężczyźnie, który widział dźwięki.

 
 
 
 
 
 
Za wywiad dziękujemy Wydawnictwu RM. :)