Recenzje
Wyklęte imperium. Irańskie opowieści
Iran, wcześniej nazywany Persją, jest jednym z najstarszych z ciągle istniejących państw świata, chociaż w zmieniających się granicach oraz systemach politycznych i religijnych. Z przebogatą historią, miastami z korzeniami sprzed tysiącleci przed naszą erą oraz wspaniałymi zabytkami. Kraj górzysty i pustynny, z egzotycznymi niekiedy dla nas zwyczajami, obyczajami oraz normami moralnymi i religijnymi. Zamieszkany przez gościnnych i życzliwych obcym ludzi. Nic dziwnego, że budzi on coraz większe zainteresowanie turystów, także polskich. Zwłaszcza obecnie, gdy stopniowo znoszone są, wprowadzone wobec niego sankcje i restrykcje gospodarcze oraz finansowe. Tym cenniejsze dla potencjalnych turystów są aktualne relacje z niego. Zwłaszcza, że nie ma, a przynajmniej ja na taki jeszcze nie trafiłem, dobrego przewodnika po Iranie w języku polskim. Najnowsza premiera wydawnicza Bezdroży, nazwana skromnie Irańskimi opowieściami, jest więc przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”. Zachęcającym, wręcz zmuszającym wielu podróżników i turystów, do poważnego pomyślenia o wybraniu się w tamte strony. Zwłaszcza, że autorka była niemal we wszystkich najważniejszych i najciekawszych miastach oraz miejscach państwa „królów królów” – szachów, a od blisko 4 dekad „religijnych przywódców” – ajatollahów. I ciekawie, w znacznych częściach tej książki znakomicie, opisała je. A także ludzi spotkanych na trasie, jak również zwyczaje i sytuacje, w jakich uczestniczyła.
Z odwołaniami do historii, także religii oraz wielu mało znanych faktów dotyczących tego kraju i obszaru. Kończąc lekturę poczułem niedosyt, wręcz żal, że nie może trwać ona dłużej. Autorka miałaby przecież chyba jeszcze wiele więcej do opowiedzenia o Iranie i jego mieszkańcach, nawet na podstawie tej jednej odbytej po nim podróży. Rozpoczęła ją wstępem o przelocie jak gdyby w inny świat i wymiar – ze Stambułu, przez Teheran bez zatrzymywania się w nim, do świętego miasta Meszhedu na północnym wschodzie Iranu. Z niego przemieszczeniem się, także drogą lotniczą, bo to przecież kraj pięciokrotnie większy i ponad dwukrotnie ludniejszy od Polski, na południowy zachód, do Ahwazu. I dopiero z niego autobusami do najciekawszych miejscowości.
Dur Ustasz i Suzy w dawnym (XII w p.n.e.) starożytnym królestwie Elamitów. Świata małych meczetów – Szirazu. Persepolis, ważnego centrum najstarszej religii monoteistycznej – zoroastryzmu, a zarazem wspaniałych zabytków odległej przeszłości i miejsca pielgrzymkowego (15-20 mln pątników rocznie) do mauzoleum Shah Cheragh z grobami dwu braci szczególnie czczonego imama Rezy (zamordowany w 818 r), jedynego z następców Proroka pochowanego w Iranie. Na trasie podróży, często z dłuższymi pobytami autorki, było również stare magiczne miasto Jazd na skraju pustyni. Z najwyższymi w kraju meczetami, świątynią Ataszkadeh, w której ogień – „boski płomień” pali się nieprzerwanie od roku 470 ! A także badgirami – starożytnymi klimatyzatorami – wieżami wentylacyjnymi.
I wieloma innymi wspaniałymi zabytkami, m.in. XIV-wiecznym Meczetem Piątkowym Kabizem. Relację z tego miasta czytałem ze szczególnym zainteresowaniem i przyjemnością, gdyż napisana została znakomicie i wyjątkowo ciekawie. Chociaż chyba niewiele, a może wcale, nie ustępują jej pod tym względem pozostałe. Z Meszhedu, Suzy, Mejbodu na skraju Wielkiej Słonej Pustyni. Pełnego skarbów i zaskoczeń Isfahanu – z resztkami mniejszości żydowskiej i ormiańskiej. Górskiej wioski Abjane i Kaszanu ze słynnymi rezydencjami, bazarem i meczetami zbudowanymi po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1778 roku oraz zaskakującym w ocenie ogrodem Fin. I, pozostawiony na zakończenie podróży Teheran – 16 milionowa aglomeracja, pobyt w którym po zwiedzeniu kraju okazał się dla autorki kulturalnym szokiem.
Z autobusami przedzielonymi barierkami na części dla mężczyzn i kobiet oraz wagonami tylko dla tych drugich, z wejściami pilnowanymi przez „strażników rewolucji’. Problemami z przechodzeniem przez jezdnie, gdyż obowiązuje tam zasada, jak pisze autorka, „większemu i mocniejszemu (pojazdy) wolno więcej.” I drugą uwagą: „Zasady ruchu drogowego w Europie i Iranie są jak dwie galaktyki bez szans na spotkanie.” W swoich relacjach autorka pozostaje w cieniu, niemal niewidoczna, co w tym przypadku uważam za ich ogromny plus. Nie ma, poza nielicznymi sytuacjami, tak częstego w innych książkach podróżniczych, zawracania czytelnikowi głowy nastrojami i błahymi wydarzeniami w podróży w rodzaju: męcząca droga, plecak ciężki, paskudny wiatr (czy deszcz, lub zimno), pokłóciliśmy się, nie możemy znaleźć noclegu itp.
Jeżeli chodzi o to ostatnie, to czytając odczuwałem nawet trochę niedosytu. O ile za zrozumiałą uznałem nieobecność w relacjach postaci partnera podróży - męża, poza chyba jedną wzmianką, że autorka nie podróżowała sama, lecz w męskim towarzystwie, to trochę zaskakujący był praktycznie zupełny brak informacji gdzie nocowała, co i gdzie jadła, jak – poza kilkoma wizytami u poznanych mieszkańców – smakowała tamtejsza kuchnia itp. Czyli tego, co stanowi nierzadko znaczącą część relacji innych podróżników. Autorka przy okazji opisywania odwiedzanych miejsc lub przeżywanych sytuacji sięga po inne tematy. Znacząco wzbogacając wiedzę czytelników o kraju, jego przeszłości, współczesności, obyczajach itp.
W Meszhedzie o wywodzącym się z zoroastryzmu i jego tradycji święcie Nouruz oraz kim był imam Reza, grób którego stanowi jedną z największych świętości irańskich sunnitów. Osobnych wejściach do kompleksu mauzoleum dla mężczyzn i kobiet, przy czym „niewierni” muszą czekać, aż przejdą wyznawcy Proroka. Obcy są tam zresztą niemile widziani, nie dopuszczani w niektóre miejsca, poganiani przez strażników specjalnymi miotełkami, gdy zatrzymują się zbyt długo. Nie brak informacji autorki o różnicach wiary sunnitów i szyitów oraz konfliktów między nimi i wojen religijnych od VII w. W rozdziale – bo książka składa się z 10 rozdziałów, z wstępem i epilogiem – „Obrazki z Iranu” jest mnóstwo informacji oraz ciekawostek na temat tamtejszych obyczajów, gościnności i życzliwości, ale także dyskryminującym kobiety prawie.
Czy tak daleko posuniętej do „zachodniego zła” nienawiści ajatollahów, że zaliczono do niego także… krzesła. Dowiedzieć się można m.in. o tylko perskich napisach alfabetem arabskim na niektórych stacjach metra w Teheranie, nieprzydatności „obcych” kart płatniczych, systemie pieniężnym i wymianie gotówki, wyższych cenach dla cudzoziemców itp. W innych rozdziałach o dziejach ważniejszych zabytków i świetnych ich opisów z mnóstwem nie tylko faktów, ale i ciekawostek. Np. dostępie, oczywiście osobno, kobiet i mężczyzn, tylko do fragmentów grobów „świętych mężów”. Podobnie osobnych kołatek do drzwi domów, aby wiadomo było, kto przychodzi i czy – w przypadku mężczyzny – kobieta musi się albo skryć, albo przynajmniej zarzucić na głowę chustę, bo w mieszkaniach nie nosi się ich. Z wielu ciekawostek odnotuję jeszcze kilka.
W Isfahanie na czas modłów w chrześcijańskiej, ormiańskiej świątyni, muzułmanie są wypraszani, gdyż tak nakazuje prawo. Obecnie zabrania ono również pozostawiania, zgodnie z dawnymi obyczajami zoroastriańskimi, zmarłych na Wieżach Milczenia, jako żeru dla ptaków. O społeczności żydowskiej w tym mieście, sprowadzonej przez Cyrusa II Wielkiego po wyzwoleniu ich z „niewoli babilońskiej” w roku 539. I masowej emigracji jej potomków po powstaniu państwa Izrael, a następnie po dojściu do władzy ajatollahów. Podobnie o tamtejszych Ormianach i ich dzielnicy. Oraz uwagą, że to zwłaszcza w niej schronienia znajdowali Polacy po ich wyzwoleniu z sowieckiej „ziemi niewoli” – więzień, łagrów i miejsc zesłania, wyprowadzonych do Iranu wraz z armią gen. Andersa w 1942 r.
Przy okazji wizyty, na zaproszenie, w jednym ze sklepów z dywanami prowadzonego od kilku pokoleń, znalazło się sporo ciekawych informacji o historii tkania perskich dywanów. A także o najstarszym na świecie kobiercu Pazyryk, z V lub IV w. p.n.e.(!), znalezionym w latach 40-tych w syberyjskim kurhanie i przekazanym do zbiorów leningradzkiego „Ermitażu”. A także wspaniałych skarbach teherańskiego Muzeum Klejnotów oraz ich dziejach. W innym zaś miejscu o historii i tradycji zakrywania przez kobiety głów, zwłaszcza włosów, od czasów najdawniejszych. Przejętej przez społeczeństwo żydowskie, później chrześcijańskie – nadal stosowane w kościołach wschodnich oraz muzułmańskie. To tylko wybrane ciekawe przykłady z tej książki, które można mnożyć.
Na podkreślenie zasługuje umieszczenie w niej, i to we właściwych miejscach narracji, ponad stu dobrych lub bardzo dobrych zdjęć wykonanych przez autorkę. Ze znakomitym okładkowym. Dzięki czemu nie tylko czyta się relację, ale równocześnie widzi opisywane miejsca. Co w naszych czasach „informacji obrazkowej” ma kapitalne znaczenie. Powtórzę: szkoda, że tę świetną książkę czyta się tak krótko, praktycznie cala od razu! A może autorka po sukcesie, jakim w mojej ocenie starego podróżnika niewątpliwie jest ona, zechce ją w następnym wydaniu rozbudować? Z oczywistą, jak sądzę, korzyścią dla czytelników. Będą bowiem mogli jeszcze lepiej poznać ten niezwykły kraj i utrzymać kolejny bodziec zachęcający do zobaczenia go na własne oczy. A o tym, że warto, przekonuje już ta relacja z odbytej po nim podróży.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński; 2017-07-17
Przebudzenie Morfeusza
To już kolejna książka tajemniczej polskiej autorki, kryjącej się pod pseudonimem K.N. Haner. Znanych z poprzednich części cyklu bohaterów spotykamy tu na nowych ścieżkach życia. Cassandra znów jest sama i stara się skupić na codziennym życiu i potrzebach swojego syna Tommy’ego. Jednak przeszłość nieodparcie wraca w jej wspomnieniach, a postać Adama gra w nich główną rolę…
Autorka kreśli tu bardzo ciekawy literacki portret kobiety rozdartej między uczuciami i rozsądkiem. Rozum podpowiada jej, że Adam zupełnie nie pasuje do niej, jednak jej serce wciąż dla niego bije. Nieoczekiwane spotkanie z nim wzbudza bardzo niepokojące emocje, wraca też niebezpieczeństwo, które się z nim wiąże. Mafia znów daje o sobie znać…
To powieść o trudnych wyborach i decyzjach, które mają poważne konsekwencje. Poczucie bezpieczeństwa Cassandry zostaje zachwiane. Czy wyjdzie ona obronną ręką z tej opresji i jak potoczą się losy Adama? Czy odzyska jej zaufanie? Jakie fakty na jego temat ujrzą światło dzienne?
To książka wręcz buzująca namiętnością i sensacją. Fabuła wciąga czytelnika w swój wartki nurt, odkrywając przed nim coraz to nowe wątki, rzucające nowe światło na to, co już wydawało się odkryte i oczywiste. Zaskakuje też bogactwem doznań erotycznych, coraz śmielej wkraczających w sferę mrocznej perwersji. To fabularny erotyk połączony z konwencją powieści sensacyjnej i thrillera.
Zapraszam do fascynująco niebezpiecznego świata mafijnej miłości, gdzie za wszystko trzeba zapłacić, ale ryzyko zostaje wpisane w cenę tego dreszczu emocji, który nadaje życiu rys niesamowitości. Niezaprzeczalną cechą bohaterów powieści jest to, że pragną coraz silniejszych doznań, nie zważając na konwenanse i własne granice… Nie pozwalają czytelnikowi się nudzić – a wręcz pozostawiają niedosyt po przeczytaniu ostatniej strony – gdy emocje sięgają już zenitu, a powieść jednak się kończy…
Sprawdźcie sami, ile można poświęcić dla zaspokojenia swej żądzy i ile miłości jest tak naprawdę w tej historii!
urodaizdrowie.pl
Tajemnica wyspy Flatey
"Tajemnicza księga o wikingach"
Każdy, kto zna mnie nieco bliżej dobrze wie jak bardzo marzy mi się zwiedzenie Skandynawii i Wysp Brytyjskich. Już od jakiegoś czasu coraz częściej sięgam myślą, gdzie bym najpierw pojechał i co zwiedził, jeśli tylko czas i fundusze by na to pozwoliły. Niestety, na tą chwilę przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać, ale nie mam najmniejszych wątpliwości, że do tego rzeczywiście dojdzie, bo te marzenie na pewno zrealizuję i zagoszczę w tych północnych rejonach. Do tego czasu pozostaje mi na razie przebywać w tamtych miejscach tylko za sprawą książek, na które zawsze można liczyć. I nawet w ciągu jednego miesiąca można odbyć kilka takich darmowych podróży w różne zakątki północy. Niedawno dzięki Remigiuszowi Mrozowi byłem na Vestmannie na Wyspach Owczych, natomiast w zeszłym tygodniu wylądowałem na Flatey w Islandii, dzięki nieznanemu mi dotąd autorowi.
Flatey to wyspa leżąca w zatoce Brei?afjord, daleko w północno-zachodniej części Islandii, gdzie mimo XXI wieku dalej znajdują się utrzymane w kolorowych barwach i w starym stylu domy, sklepy i budynki charakteryzujące okres 1900 roku. Kiedyś była to wyspa ważna pod względem połowów i uznana za centrum życia gospodarczego obszaru Brei?afjord. Teraz jednak niewiele się tam dzieje, połowów jest znacznie mniej i więcej odwiedza ją turystów niż kupców. W lecie kursuje prom od Stykkishólmur do Brjánslakur, gdzie pomiędzy nimi znajduje się wyspa, na którą można się dostać i pozwiedzać. Flatey ma dwa kilometry długości i około jednego kilometra szerokości, a gęstość ludności jest niewielka, bo licząca raptem kilkudziesięciu mieszkańców. Krajobraz jednak jest bajkowy i filmowy, dlatego kręcono na niej kilka filmów i chętnie pojawiają się tam turyści. Umieszczenie akcji książki kryminalnej na tej wyspie wydawałoby się zabiegiem nieco ryzykownym, bo przecież na tak niewielkiej powierzchni i wśród małej liczby ludności, gdzie każdy każdego zna i istnieje niewiele atrakcji, przestępca zostanie szybko wychwycony. Jednak autor mimo to zdecydował się na taki krok i umieścił zagadkę kryminalną właśnie w tym miejscu, w swojej książce Tajemnica wyspy Flatey.
Pewnego dnia w 1960 roku, na morskim wybrzeżu Flatey zostają znalezione zwłoki. Wieść szybko się roznosi i jest szokująca dla mieszkańców, którzy zamieszkują niewielką osadę na swojej małej wyspie, żyjąc od dawna w ciszy i spokoju, z dala o zgiełku cywilizacji i zgodnie z rytmem natury. Zaraz po odnalezieniu zwłok pojawia się przedstawiciel prefekta, który ma za zadanie zbadać ten przypadek i wyjaśnić przyczynę śmierci ofiary. Kjartan w niedługim czasie odkrywa, że zmarły to Gaston Lund, profesor z Kopenhagi, który dużo czasu spędził na zgłębianiu słynnego islandzkiego manuskryptu Flateyjarbok i przez to też przywędrował na Flatey. Średniowieczna księga to zbiór sag i eposów o starożytnych Wikingach skrywający pewną tajemnicę, po rozwiązaniu której czeka na szczęśliwca nagroda. Zagadka nie jest jednak łatwa do rozwiązania i nikomu do tej pory nie udało się jej rozwiązać. Jednak profesor był bardzo bliski sukcesu zanim umarł. Czy tajemnicza księga i jej zagadka mają jakiś związek z jego śmiercią? Czy profesor zginął z rąk któregoś z mieszkańców Flatey, który chciał zdobyć nagrodę? Czy pojawi się więcej ofiar? Kjartan ma za zadanie uzyskać odpowiedzi na te pytania, a podczas rozwiązywania tej sprawy dojdzie też do skrywanych tajemnic z przeszłości mieszkańców wyspy i otrze się o świat starożytnych władców Wikingów, którzy wywarli duży wpływ na przyszłość Flatey.
Viktor Arnar Ingólfsson to islandzki autor, którego książka po raz pierwszy zagościła na naszym rynku. Uznany za jednego z najbardziej poczytnych islandzkich pisarzy ukończył studia z zakresu komunikacji wydawniczej i grafiki komputerowej. Jest też inżynierem budownictwa lądowego i wodnego, i wraz z rodziną mieszka w Reykjaviku. Jego książka o Flatey to kryminał, który utrzymany jest w ramach klasyki. Akcja na niewielkim obszarze, wśród określonej grupy społecznej w specyficznym małomiasteczkowym klimacie, tutaj jeszcze dodatkowo skandynawskim. Wiadomo, gdzie szukać i wśród jakiej grupy osób, tylko trzeba wszcząć śledztwo i krok po kroku dojść do schwytania sprawcy. Nie jest to jednak porywający tempem kryminał. Akcja jest bardzo powolna, bez szybkich, nieoczekiwanych zwrotów, pozbawiona mocniejszego napięcia i brutalnych scen. Społeczność wyspy żyje w latach 60. XX wieku i prowadzi nieciekawy, monotonny tryb życia. Niewiele się dzieje i na wyspie po prostu wieje nudą. Książka przez to nie zaskakuje za bardzo i wydawać by się mogło, że przez to jest nużąca i nieciekawa. I pewnie taka by była, gdyby dołożyć jej więcej stron i gdyby zagadka kryminalna nie była oparta o starożytne legendy i podania o wikingach, co wzbudziło we mnie zainteresowanie od pierwszych stron, bo o tym wojowniczym ludzie z północy zawsze bardzo chętnie czytam.
Każdy rozdział dotyczy kryminalnej intrygi skupionej wokół ofiary profesora i każdorazowo zwieńczony jest podaniem informacji o wikińskiej księdze Flateyjarbok. To powoduje, że główny bohater ma do rozwiązania równolegle dwie zagadki, ale jak się z czasem okazuje to ta o manuskrypcie jest wiodąca, bo spowodowała całe zamieszanie i wywołała śmierć. Wraz z kolejnymi rozdziałami poznajemy odpowiedzi dotyczące zagadki
Aenigma Flateyensis i zbliżamy się do rozwiązania tajemnicy manuskryptu i morderstwa. Taki kryminał z dodatkowym wątkiem dotyczącym zagadki z zamierzchłych czasów trochę kojarzy mi się z sensacyjnymi książkami Dana Browna, tylko że nie ma tu takiego szybkiego tempa i oczywiście treść jest zdecydowanie mniej obszerna.
To, co jednak raziło mnie w powieści Islandczyka to bardzo słabo zarysowane sylwetki postaci. Faktem jest, że w powieściach sensacyjnych i kryminałach mniej zależy mi na na dobrych kreacjach bohaterów, a bardziej na klimacie, intrydze i napięciu, ale jakiś nieco wyraźniejszy obraz postaci powinien być, chociażby ten dotyczący głównego bohatera. Tymczasem tutaj mamy same karykatury pozbawione głębi, bez żadnych portretów psychologicznych. Wydawać by się mogło, że jedyne co różni mieszkańców to wiek, płeć i zajęcie, jakie wykonują. Wygląda to jakbyśmy mieli zwykłe worki mięsa pozbawione uczuć i myśli, zupełnie jak ten trup, od którego zaczęła się zagadka kryminalna. Niestety jest to bardzo znaczący minus i liczę, że autor w kolejnych swoich książkach podszlifował bardziej ten element. Na szczęście jednak książka jest na tyle króciutka i szybko się ją czyta, że nie pozostaje nam za wiele czasu, aby o tym niedociągnięciu dłużej myśleć, bo skupiamy się bardziej na nordyckiej księdze i kolejnych elementach zagadki, które zostają powoli odkrywane.
Tajemnica wyspy Flatey to nie jest spektakularna powieść kryminalna dla osób, które szukają zawrotnego tempa, brutalnych scen, przelewu krwi i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Książka przypadnie do gustu raczej czytelnikom, którzy poszukują kryminału bardziej wyważonego i realistycznego, niespiesznego, spokojnego, z ciekawym tłem historycznym dotyczącym świata wikińskich legend i mitów, małomiasteczkowym klimatem i tą surową skandynawską atmosferą, która jest tak specyficzna i pociągająca.
http://swiat-bibliofila.blogspot.com Ciacho; 2017-07-17
Tajemnica wyspy Flatey
Viktor Arnar Ingólfsson to autor islandzkiego kryminału Tajemnica wyspy Flatey. Akcja rozgrywa się w maleńkiej osadzie na tytułowej wyspie w zatoce Brei?afjör?ur, na zachodzie Islandii.Znajduje się na niej sklep, kościół, biblioteka, dom lekarki, poczta, chłodnia, a zamieszkuje ją kilkadziesiąt osób. Rytm życia wyznaczają tu pory roku, a ludzie żyją spokojnie, bez pośpiechu, zgodnie z rytmem natury. Ale 1 czerwca 1960 roku sielanka została brutalnie przerwana.
Normalnie widywał już wcześniej podobne rzeczy. Trupy młodych wielorybów, dużych fok albo wzdęte cielska owiec. Teraz różnica polegała na tym, że ścierwo miało na sobie zieloną kurtkę. (s. 10)
Tego dnia trzej mężczyźni z Domu na Skraju wybrali się na wyspę Ketilsey, by zarzucić sieci na foki. Na wyspie chłopiec przypadkiem znajduje szczątki ludzkie w zielonej kurtce. Na miejsce zbrodni został wysłany młody prawnik Kjartan, który miał asystować w pracach biurowych m.in. przy ogłaszaniu wyroków.
Tymczasem został wyznaczony do wyjaśnienia śmierci człowieka przez prefekturę w
Patreksfjördur. Wraz z Ellidagrimurem Eirnarssonem wójtem gminy Flatey oraz nauczycielem Högnim udaje się na miejsce zbrodni. Wkrótce dochodzi do wniosku, że nie ma do czynienia z ofiarą wypadku. W trakcie oględzin zwłok w kościele lekarka Johanna znajduje przy denacie małą zapisaną kartkę z szyfrem.
Flateyjarbok została spisana na podstawie wielu źródeł czy pierwowzorów, nie mniej niż czterdziestu. (s. 73)
Kjartan prowadzi śledztwo, które zatacza coraz szersze kręgi, gdyż w tej sprawie nic nie jest jasne. Nawet mieszkańcy wyspy Flatey są w to zamieszani. Ich głęboko skrywane tajemnice w dziwny sposób łączą się ze znalezionym ciałem. Okazuje się, że denat to znany profesor duński, a kluczem do rozwiązania jego śmierci jest średniowieczny rękopis, zbiór sag i eposów o wikingach ? Flateyjarbok. Przedstawiciel prefekta nie ma wyjścia, bo żeby znaleźć zabójcę profesora, musi zagłębić się w opowieści, legendy, sagi, symbole zawarte w islandzkiej księdze oraz tajne stowarzyszenia.
Ten zbór thatturów i opowieści [Flateyjarbok]charakteryzował islandzką kulturę w XIV wieku. Twórcy chcieli zgromadzić w jednej księdze podobny materiał z różnych stron, posegregować i porównać opowieści na temat tych samych królów. I tak powstała wyczerpująca relacja, mniej więcej w porządku chronologicznym, tyle że styl poszczególnych opowieści był dość odmienny. (s. 23)
To najsłynniejsza księga w historii północy i największa księga spisana w Islandii na skórze. Egzemplarz powielony i oprawiony w Kopenhadze przez Munksgaarda został dostarczony do biblioteki na
Flatey w setną rocznicę jej istnienia. Kjartan ma do niej dostęp. Ma też dostęp do zagadki Aenigma Flateyensis związanej z tą księgą. Zagadki, której nikt do tej pory nie rozwiązał? Bo nikt nie potrafił odpowiedzieć poprawnie na 39 pytań i złamać szyfr, bo nie rozumiał znaczenia rysunku znajdującego się pod zagadką, prawdopodobnie runy. Ale okazję ma czytelnik i może rozwiązać zagadkę, o ile zna treść średniowiecznej księgi.
W mojej pracy dziennikarskiej wszyscy są winni, dopóki nie udowodni im się niewinności. (s. 109)
Sprawa przyciąga uwagę dziennikarza Bryngeriego, pismaka dla reykjavickiej gadzinówki.
Napięcie stopniowo rośnie i wciąga w swe mroczne macki. Wychodzą trupy z szaf i to takich osób, że czytelnik się nie spodziewa! Tajemnice zostają odkryte i zmieniają oblicze nie tylko śledztwa.
Wprawdzie fabuła jest fikcją (ale nie księga!), lecz wyspa Flatey, atmosfera i życie na niej zostały opisane bardzo wiernie i sugestywnie. Burzliwe wody zatoki, zapach morza, przenikliwy wiatr, krzyki ptaków, ryby i foki, codzienne życie mieszkańców, ich praca, relaks, sposób odżywiania się czy komunikowanie ze światem to tło obyczajowe do rozgrywanych wydarzeń. Do tego szczegółowo odmalowane tło historyczne i kulturowe. Sugestywne obrazy sprawiają, że czytelnik przenosi się na tę małą wyspę, by uczestniczyć w śledztwie. I nie wiem, co bardziej wciąga ? czy skomplikowane śledztwo, czy średniowieczna księga, gdyż na wyspie teraźniejszość przesiąknięta jest światem legend i średniowiecznych opowieści. A zakończenie intrygującej akcji zaskakuje swoją prostotą, choć przy okazji wiele innych rzeczy z przeszłości zostaje rozwiązanych.
Czasem to los w całości rządzi człowiekiem, przyjacielu, a wtedy nie należy mu się przeciwstawiać. (s. 241)
Powieść składa się z 58 krótkich rozdziałów. Na końcu każdego z nich kursywą zapisany jest fragment rozmowy między mężczyzną a kobietą dotyczący manuskryptu. W ten sposób czytelnik poznaje losy księgi i pytania z zagadki. Dlatego też powieść można czytać dwutorowo - albo wszystko po kolei, albo oddzielnie główną akcję i dłuższą rozmowę. Na koniec jest Posłowie i Dodatek, w którym to znajdują się fragmenty Sagi wikingów jomskich. Czytelnik ma okazję poznać naznaczone krwią rządy wikingów i ich prawa.
Kryminał Tajemnica wyspy Flatey zabierze czytelnika na islandzką wyspę, pokaże mu codzienny świat mieszkańców, by poczuł klimat wyspy, został wplątany w skomplikowane śledztwo i uraczony tajemnicami.
W szponach literek Martucha180
Cudowna moc roślinnych koktajli. Blenduj dla zdrowia i urody!
Gęste smoothies - zielone, pomarańczowe lub czerwone. O każdej porze roku mogą smakować pysznie. Bez względu na to czy chcesz smuklej wyglądać, czy lepiej się czuć, warto sięgnąć po zdrowe koktajle.Autorzy Magdalena i Tomasz Olszewscy stworzyli swoją książkę, by także w takiej formie przekazać czytelnikom osobiste doświadczenia i zachęcić do zmiany diety. "Cudowna moc roślinnych koktajli" to poradnik, a także książka kucharska, w której możecie znaleźć wiele informacji i przepisów na temat warzywnych lub owocowych napojów. Idea robienia koktajli opiera się nie tylko na potocznej opinii, że warzywa są zdrowe. Autorzy cytują wiele badań dowodzących pozytywnego wpływu na zdrowie zielonego chlorofilu, a także roślinnych mikroelementów i witamin. Zasadniczo uważają, że picie roślinnych koktajli z całą pewnością może przyczynić się do wyleczenia wielu chorób lub co najmniej do ich zapobiegnięcia. Książka podzielona jest na kilka rozdziałów. Można znaleźć w niej przepisy na koktajle odchudzające, o działaniu antynowotworowym lub np. wspomagające rośnięcie włosów i paznokci. Oprócz przepisów znajdują się także wiadomości na temat odżywczych substancji oraz składników uzupełniających. Należą do nich nie tylko przyprawy, ale także np. płatki owsiane, korzeń maca, zielona sproszkowana herbata matcha lub białko konopne. Wielu wegan stosuje je jako dodatki uzupełniające dietę. Warto wspomnieć również o mleku z orzechów, które jest ostatnio bardzo modne i często spożywane przez osoby uczulone na mleko krowie. Domowej produkcji "mleko" jest bardzo łatwe w przyrządzeniu i z całą pewnością lepsze jakościowo niż kupne.
"Cudowna moc roślinnych koktajli" to książka dla wszystkich, którzy chcą zmienić dietę albo przynajmniej uzupełnić ją w bardziej odżywcze i świeże składniki. Część przepisów zapewne nikogo nie zadziwi, gdyż mają klasyczny owocowy skład. Co ciekawe jest tutaj także dużo receptur na koktajle warzywne (w tym np. z liści brukselki, z kwiatami nasturcji lub świeżą pokrzywą) lub warzywno-owocowe. Jak pisze autorka, w postaci koktajli da się często przemycić wiele warzyw, których niektórzy normalnie by nie zjedli. Zapewne warto spróbować ich nie tylko dla zdrowia, ale także chociażby dla pięknych kolorów, które możemy oglądać na zdjęciach zamieszczonych w książce.
portal dlaLejdis.pl (DEPRECATED) Agnieszka Pater; 2017-07-17