Recenzje
Good Decisions. Dylogia Complicated. Tom 2
Z twórczością Zuzanny Kulik zetknęłam się po raz pierwszy przy okazji „Małej Charlie”. Po tylu pozytywnych opiniach stwierdziłam, że muszę sama ją przeczytać - i przepadłam. Zakochałam się w stylu pisania autorki (i przyznaję - w samej autorce też 🤣). Od tamtej pory sięgam po każdą książkę, jaka wychodzi spod jej pióra. Dlatego było oczywiste, że przeczytam również Dylogię Complicated. Pierwsza część - „Bad Decisions” - zachwyciła mnie do tego stopnia, że oceniłam ją na 10/10. Byłam więc ogromnie ciekawa, czy druga część utrzyma poziom. I co mogę powiedzieć? Absolutnie się nie zawiodłam. Pochłonęłam „Good Decisions” jednym tchem i jedyne, czego żałuję, to że ta dylogia była tak krótka. No właśnie - to chyba jedyny minus: obie książki są stosunkowo cienkie. A jednak mimo niewielkiej objętości Zuzanna Kulik potrafiła stworzyć świetnych bohaterów i fabułę, od której trudno się oderwać. Jeśli chodzi o fabułę - chemia między bohaterami była wręcz namacalna. Uwielbiam, kiedy autor potrafi stworzyć napięcie i relację, która nie jest ani przerysowana, ani sztuczna. Ważną częścią historii jest trauma głównej bohaterki. Została przedstawiona bardzo dojrzale i realistycznie. Autorka nie zbagatelizowała tego wątku, ale też nie przytłoczyła nim całej książki. Dzięki temu ciężkie doświadczenia napędzają fabułę i sprawiają, że łatwo utożsamić się z bohaterką, współczuć jej i rozumieć jej wybory. To naprawdę trudne do osiągnięcia, a tutaj wyszło perfekcyjnie. Było mi momentami naprawdę przykro czytając o jej przeszłości, ale jednocześnie cieszę się, że są autorzy potrafiący pisać o trudnych tematach z wyczuciem. „Good Decisions” to świetne zwieńczenie dylogii. Polecam ją każdemu, kto lubi emocjonalne, ale wciągające historie - i oczywiście gorąco zachęcam do przeczytania całej serii. Ja już czekam na kolejne książki Zuzanny Kulik.
Gdańsk. Nieprzewodnik dla turystów i mieszkańców
Gdańsk to miasto, które fascynuje - swoją historią, architekturą i niezwykłym klimatem. Ale zwiedzanie nie zawsze jest oczywiste i proste, a dobrze znane przewodniki często prowadzą w te same miejsca. Ta książka to coś zupełnie innego - to zaproszenie do spacerów po mniej oczywistych zakamarkach, do odkrywania urokliwych uliczek, mało znanych historii i przestrzeni, które często umykają turystom. 🏙️🌊 Autor w przystępny i wciągający sposób opowiada nie tylko o znanych zabytkach, ale także o miejscach, które tworzą prawdziwą duszę Gdańska - od industrialnych zaułków stoczniowych po nadmorskie klimaty i ciche zakątki, gdzie historia spotyka się z codziennością mieszkańców. Dzięki tej książce możemy spojrzeć na Gdańsk inaczej: nie jak na pocztówkowe miasto pełne tłumów, ale jak na żywy organizm, pełen opowieści, kontrastów i tajemnic. To publikacja, która pobudza ciekawość i zachęca do podróży nie tylko po Gdańsku, ale też w głąb historii i samego siebie. Bo każde miasto kryje wiele warstw - a ten nieprzewodnik pomaga je odkryć krok po kroku. 📖✨
Echo potępienia
Drogi Czytelniku, z Kamilą trochę się już znamy, lecz nie miałam okazji poznać jej twórczości, aż ogłosiła premierę Echa potępienia — wtedy przejść obojętnie nie mogłam. Od samego początku wiedziałam, że swojej decyzji żałować nie będę — robiło się naprawdę mrocznie, to była kwestia czasu, aż mrok będzie wylewał się stronami. Chciałam, a nawet potrzebowałam tego. Autorka pokazała, że wie, jak zbudować napięcie i przyciągnąć czytelnika, kończąc jeden rozdział, od razu chcesz sięgnąć po następny. Nie powiem, miałam obawy przed sięgnięciem — rzadko sięgam po fantastykę, nadal próbuje się do niej przekonać, jednak kiedy usłyszałam, że miłość również znajdzie w niej swoje miejsce, nie zastanawiałam się dwa razy. Zanim do tej wielkiej miłości, która będzie wymagać poświęceń, przejdziemy, warto poznać bohaterów, którzy umilą nam czytanie. Emily — to ona będzie opowiadać nam swoją historię, a raczej zrobi to za nią narrator, ponieważ autorka posługuje się narracją trzecioosobową. Młoda dziennikarka, która budzi się rano z tajemniczym znamieniem na ciele, które może mieć związek ze śmiercią jej ojca oraz innych mieszkańców. Nie tylko to sprawia, że zaczyna odczuwać lęk — prześladują ją głosy, które stają się coraz głośniejsze. Wkrótce dowiaduje się, że nie tylko ona się z tym zmaga, jednak na pomoc jest już za późno. Nie tylko ona jest ważną postacią, która spowoduje, że mroku nie zabraknie, bo pojawia się również Nathanael, który namiesza w życiu bohaterki, jak i w całej książce — to będzie prawdziwa jazda bez trzymanki! Oczywiście na tych dwóch postaciach się nie kończy, trochę ich będzie, dlatego zalecam przygotować kartkę i długopis, aby wszystko sobie spisywać — lepiej być przygotowanym, niż zagubionym. Gdybym miała się do czego przyczepić to właśnie do kreacji bohaterów. Jestem świadoma, że to dopiero pierwsza część, aczkolwiek przydałoby się więcej informacji o przeszłości, czy jakichkolwiek zainteresowań. Brakowało mi takiego dopełnienia, które pokazałoby, że mogę ich polubić, poczuć więź. Wiemy o tym, co dzieje się teraz, co czują, ale to, co działo się kiedyś, też jest ważne. Jak o Emily jeszcze coś wiemy, tak o jej siostrze, która miała swoje zadanie, wiemy całe nic. Przez to nie wiedziałam, czy tak naprawdę zdobyły moją sympatię — były nijakie, bez wyrazu. Na szczęście to przedostatni błąd, który zauważyłam, z nadzieją, że w kolejnej części zniknie. Momentami podczas czytania czułam się, jakbym oglądała Lucyfera, co niezmiernie mnie cieszyło, ponieważ jest to mój ulubiony serial. Napięcie było tak samo odczuwalne, nie wiedziałam, czego jeszcze mogę się spodziewać. Jak w pierwszej połowie nie rozkręciła się w pełni, to w drugiej, nawet nie zdążyłam zapiąć pasów. Motyw nieba i piekła sprawił, że musiałam odkładać książkę, żeby przeanalizować to, co się właśnie wydarzyło — czasu na nudę nie było, działania to jedyne słowo, o jakim pomyślisz. W końcu przyszedł czas na miłość, z którą mam mały, maciupeńki problem — brak chemii. Bohaterów poznajemy, gdy napięcie, w sensie romantycznym, rośnie, przez to, że autorka mało mówiła o przeszłości, ciężko było wbić się w rytm ich relacji. Choć na początku o relacji nie ma tak naprawdę mowy, ponieważ bohater wycofywał się — jego zachowanie było zrozumiane, był aniołem, nie mógł spotykać się ze zwykłym człowiekiem, jednak miłość robi swoje. Z jednej strony to dar, z drugiej przekleństwo. Jasne, było dużo słodkich momentów, pokazania, że miłość wymaga poświęceń i nie wszyscy są na nią gotowi, lecz brakowało emocji, które zazwyczaj towarzyszą w takich chwilach. Nie powiem, trochę się zawiodłam, liczyłam na większą chemię, widząc hasło „paranormalny romans”. Tutaj tłumaczenie, że to trylogia, nie wystarczy, ponieważ czytelnik już teraz musi czuć, że to jest to coś. Coś, dla którego przepadnie i będzie chciał wracać, ilekroć poczuje, że złe chwile nadchodzą. Mimo wszystko „Echo potępienia” to dobra książka, która pokazuje, że fantastykę trzeba umieć pisać — w tej części Kamila głównie na tym się skupia, pokazując, że ma fach w ręku. Wiem, że o mroku już mówiłam, ale głównie to on dominował, na co narzekać nie można. Napięcie, dobra zabawa, chwile zawahania, to wszystko, czego możemy się spodziewać. Autorka nie ucieka od trudnych tematów, więc, Drogi Czytelniku, licz, że łzy również mogą się pokazać. Koniec sprawił, że rzuciłam wszystko, odchodząc od książki, widząc podziękowania. Wcześniej starałam się psychicznie przygotować na niezły zwrot akcji, ale to, co się wydarzyło… Nadal nie mogę w to uwierzyć! Czuję, że Kamila ma niezły plan na drugą część, którą z przyjemnością przeczytam i dowiem się, co wydarzy się dalej, bo demonów było coraz więcej. Nie wiem, czy to pierwsza książka autorki z tego gatunku, jeśli tak, można przymknąć oko na te błędy. Polecam!
Echo potępienia
Zawsze bardzo ciekawią mnie książki z motywami paranormalnymi, więc nie byłam w stanie przejść obok "Echa potępienia" obojętnie. Wątek aniołów, znaków i upadłych bardzo przypadł mi do gustu. Było to coś ciekawego, z czym nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Dodatkowo to połączenie śmierci ojca głównej bohaterki, paranormalnych szeptów i świata, w którym, jak się dowiadujemy, niczego nie możemy być pewni - świetne. Motyw tajemnicy oraz śledztwa został bardzo dobrze wpleciony w fabułę. Nie była to typowa detektywistyczna historia, a raczej puzzle, które powoli układały się w całość. Niestety jest pewna kwestia, która bardzo mi przeszkadzała - całkowicie nie czułam tej chemii pomiędzy głównymi bohaterami. Ich romantyczna relacja była taka tylko z nazwy. Naprawdę szkoda, bo wtedy ta historia miałaby szansę na o wiele wyższą ocenę. Jednak mimo to, jest to pozycja godna polecenia. Mamy tutaj dość nietypowe wątki, dzięki którym ta książka zdecydowanie się wyróżnia.
Mój powrót do Walterów. Walter Boys #2
⋆˚࿔ Mój powrót do Walterów 𝜗𝜚˚⋆ - Ali Novak Drugi tom przypadł mi do gustu zdecydowanie mniej niż pierwszy, ale nie oznacza to, że źle się przy nim bawiłam. ⟡ Uważam, że ta część jest bardziej przemyślana - widać, że autorka miała konkretny pomysł na rozwój historii. Zauważyłam też, że tym razem pojawia się znacznie mniej literówek niż w pierwszym tomie. Mimo to uważam, że drugi tom to niewykorzystany potencjał. Więcej tu refleksji, nie ma trójkąta miłosnego - skupiamy się wyłącznie na Jackie i Cole’u, poznajemy bliżej losy innych Walterów i ponownie trafiamy na urokliwe ranczo w Kolorado. Muszę jednak przyznać, że powrót do Walterów okazał się o wiele nudniejszy, niż zapamiętałam z pierwszego tomu. Cała akcja kręci się głównie wokół Cole’a i Jackie, a dziewczyna była dla mnie postacią, której naprawdę nie mogłam zdzierżyć. ⟡ W gruncie rzeczy cała fabuła istnieje tylko dzięki brakowi zdecydowania głównej bohaterki, która wciąż nie wie, czego chce i jak chce. Irytowało mnie jej ciągłe odrzucanie i powracanie do Cole’a - starałam się zrozumieć jej pobudki, ale moim zdaniem każda z nich była dość naciągnięta. Sam Cole również stopniowo tracił moją sympatię, głównie przez swoje wahania nastroju. W jednym momencie był po uszy zakochany, a w drugim - w przypływie złości - zachowywał się jak rozkapryszone dziecko i bywał zwyczajnie wredny. To miły dodatek dla tych, którzy pokochali całe to uniwersum. Idealna książka na jeden wieczór - trochę nudna, ale styl autorki sprawia, że czyta się ją naprawdę szybko. Ma swoje słabsze, a czasem wręcz żenujące momenty, jednak mimo wszystko nie można odmówić jej uroku!