ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Czarne
    Ocena:
    6.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    176
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    29,90 zł 20%
    23,81 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Naród pełen nadziei 

    Zielone migdały to owoc podróży do Iraku i Kurdystanu, które Paweł Smoleński odbył w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Znajdziemy tu zarówno historię prześladowań Kurdów, jak i ich partyzanckiej walki o niepodległość pod przywództwem klanu Barzanich. Kurdyjską autonomię położoną na wschodzie Iraku od lat nękały inne narody. Iraccy władcy nie obchodzili się z łagodnie z Kurdami, to samo można powiedzieć o Turkach. Smoleński odwiedza miejsca konstytuujące kurdyjską tożsamość - muzeum ludobójstwa w Halabdży i jazydzkie sanktuarium Lalisz, ale spotyka się też z ludźmi żyjącymi dniem codziennym, pomiędzy pracą a wizytą w centrum handlowym, z powracającymi do kraju emigrantami i tymi, którzy bez wahania oskarżają rządzących o nepotyzm. Jeszcze niedawno można było jeździć tam na wakacje, gdzie widoki, klimat są niepowtarzalne. Jednak cały region pogrążony w wojnach domowych czy później oblegany przez Państwo Islamskie stał się odstraszający dla turystów. Mało kto chce się zapuszczać w tamte rejony, aby nie narażać się na niebezpieczeństwo. Książka Smoleńskiego to reportaż o autonomicznym regionie z niezależnym prezydentem, własną flagą i ambasadorami, choć wciąż pozbawionym granic. O narodzie, który skutecznie opiera się fundamentalizmowi islamskiemu i o ludziach pełnych marzeń. 

    (…) W 2005 roku w Irbilu poszliśmy – Krzysiek Miller (mój kumpel, znakomity fotograf, partner od takich wypraw) i ja – na bardzo oficjalny bankiet. Do picia były szampan i pełnoletnia whisky, na przegryzkę kanapeczki i kurdyjskie szaszłyki. Wczesnopopołudniowy dress code wymagał garniturów, a my w plecakach mieliśmy tylko podkoszulki i sandały trekkingowe. Wstąpiliśmy więc wcześniej na irbilski bazar i kupiliśmy tradycyjne kurdyjskie stroje: portki tak obszerne, że w jednej parze zmieściłoby się kilku takich szczupaków jak Krzysiek, króciutkie kurtki i kolorowe pasy, które powinny być jedwabne, a najpewniej zrobiono je z jakichś sztuczności. Gdy tak ubrani weszliśmy między marynarki od Diora i Versace oraz żakiety od Hugo Bossa, zdało się nam, że zawistowaliśmy ciut wyżej, niż można. Lecz już nie było odwrotu.
    Przy którymś drinku wpadliśmy na Neczirwana Barzaniego, w garniturze skrojonym na miarę, podówczas niespełna czterdziestoletniego, wysokiego mężczyznę, który zdążył już być peszmergą, uchodźcą politycznym, ukończył uniwersytet w Teheranie oraz najprzedniejsze amerykańskie uczelnie, mówił po angielsku tak, jakby właśnie wyskoczył z oksfordzkiego pubu, a wówczas przewodził rządowi kurdyjskiej autonomii (…) 

                                                                                             Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności