Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    W Paryżu dzieci nie grymaszą (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Ocena:
    5.3/6  Opinie: 6
    Stron:
    392
    Druk:
    oprawa miękka
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    39,90 zł 24%
    30,40 zł

    Dodaj do koszyka

    Ebook

    26,00 zł 21%
    20,47 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Do przechowalni

    Na czym polega ten fenomen?

    Amerykańska dziennikarka, Pamela Druckerman trafiła na kilka lat do Paryża. Tutaj urodziła się jej córeczka, a potem dwoje chłopców bliźniaków. Obserwując francuskie rodziny zauważyła, że tutaj dzieci nie grymaszą, chodzą spać o wyznaczonej porze, potrafią zdobyć się na cierpliwość i w większości są spokojne. Natomiast rodzice chodzą w miarę zrelaksowani i nie narzekają na problemy wychowawcze. Jak oni to robią? Autorka postanawia więc zgłębić ten fenomen, opisać go i w ten sposób przekazać rodzicom - nie Francuzom metody i rady z „francuskiej szkoły wychowania”. W rezultacie dostajemy znakomitą reportersko-poradnikową opowieść, z dużą porcją praktycznej wiedzy na temat wychowywania dzieci. Dodatkowo świetnie ujęte problemy takie jak walka ze stereotypami powtarzanymi od dzieciństwa, trudności macierzyństwa, czy też nierealne oczekiwania otoczenia tworzą książkę niezwykle współczesną, w której każdy znajdzie coś dla siebie.

    (…) Kie­dy mo­ja córecz­ka Be­an miała półto­ra ro­ku, ra­zem z mężem (ja je­stem Ame­ry­kanką, on jest Bry­tyj­czy­kiem) po­sta­no­wi­liśmy za­brać ją na krótkie wa­ka­cje. Zde­cy­do­wa­liśmy się po­je­chać do nad­mor­skie­go mia­stecz­ka, od­da­lo­ne­go od Pa­ryża o kil­ka go­dzin jaz­dy po­ciągiem. Za­re­zer­wo­wa­liśmy pokój z dzie­cięcym łóżecz­kiem. Mie­liśmy wte­dy tyl­ko jed­no dziec­ko, uzna­liśmy więc, że wa­ka­cje z nim nie będą sta­no­wiły zbyt dużego wy­zwa­nia.

    Śnia­da­nie je­dliśmy w ho­te­lu, ale na obiad i ko­lację mu­sie­liśmy cho­dzić do małych knaj­pek z owo­ca­mi mo­rza w po­bliżu sta­re­go por­tu. Szyb­ko od­kry­liśmy, że co­dzien­ne je­dze­nie w re­stau­ra­cji dwóch po­siłków w to­wa­rzy­stwie ma­lu­cha jest tor­turą zasługującą na umiesz­cze­nie w od­dziel­nym kręgu pie­kieł. Be­an tyl­ko prze­lot­nie in­te­re­so­wała się je­dze­niem – zja­dała ka­wałek ba­giet­ki al­bo cze­goś smażone­go, a już kil­ka mi­nut później prze­wra­cała sol­nicz­ki i roz­ry­wała opa­ko­wa­nia z cu­krem. Po czym żądała, by uwol­nić ją z dzie­cięce­go krze­sełka, aby mogła bie­gać po re­stau­ra­cji al­bo ucie­kać w kie­run­ku doków.

    Jaką przyjęliśmy stra­te­gię? Jeść jak naj­szyb­ciej. Na­tych­miast składa­liśmy zamówie­nie, za­nim jesz­cze usie­dliśmy przy sto­li­ku, błagając kel­ne­ra, żeby jak naj­szyb­ciej przy­niósł pie­czy­wo i wszyst­ko – od przy­sta­wek po da­nie główne – po­dał jed­no­cześnie. Je­dliśmy na zmianę – kie­dy mąż błyska­wicz­nie połykał rybę, ja pil­no­wałam, żeby Be­an nie wpadła pod no­gi kel­ne­ro­wi al­bo nie uto­piła się w mo­rzu (…) 

                                                                                                                   Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności