ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Sanatorium pod Zegarem Tom 1 Jak Pies z Kotem (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Filia
    Ocena:
    6.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    440
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    26,90 zł 20%
    21,52 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Doskonała rozrywka dla kobiet w każdym wieku 

    Czasem życie płata nam figle i dostarcza wrażeń, których wcale sobie nie życzyliśmy. Przekonały się o tym bohaterki książki Liliany Fabisińskiej. Zimna pani bizneswoman - Nina i łagodna staruszka o imieniu Natalia. Obie w tym samym czasie pojawiają się w sanatorium "Marzenie" w Ciechocinku i nie znoszą się od pierwszego wejrzenia. Gdyby mogły, nie spotkałyby się nigdy więcej. Ale nie mają wyjścia… Los (oraz siostra przełożona, z którą się nie dyskutuje) sprawia bowiem, że trafiają do tego samego ciasnego pokoiku. Są na siebie skazane na długie cztery tygodnie. Ciężko sobie wyobrazić gorszy scenariusz. A jednak. Ukochany Niny wyjeżdża samotnie w podróż, która miała być ich poślubną, po czym dziwnym trafem przestaje odbierać telefon i odpisywać na maile, a firma pod jej nieobecność zaczyna dryfować ku przepaści. Z kolei Natalia musi w tajemnicy przed siostrą przełożoną zniknąć z Ciechocinka na 36 godzin, by wykonać najważniejsze zdjęcie w swoim życiu. Gdyby tego wszystkiego było mało  w sanatoryjnym basenie pływa nieboszczyk i wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialne za to są Nina i Natalia. Czy przełamią niechęć i odeprą zarzuty, wspólnie rozwiązując tę zagadkę? Sanatorium po zegarem to lekka, powieść obyczajowa z ciekawym wątkiem kryminalnym.  

    (…) NINA
    – Ona ślub bierze dzisiaj ranooooooo! Ding dong! Ding dooong!
    Trzy fałszujące niemiłosiernie głosy wyrwały mnie ze snu. Moje ukochane siostrzyczki! Oczywiście! I ich ukochana melodia z My Fair Lady! Wreszcie się doczekały i nie przepuszczą okazji, żeby to zaśpiewać.
    O, proszę, Lutka już mości się na moim łóżku i zaczyna, dla odmiany, po angielsku:
    – I’m getting married in the morning! Ding dong! The bells are gonna chime. Pull out the stopper! Let’s have a whopper!But get me to the church on time!
    – Idźcie sobie! – jęknęłam, naciągając kołdrę na głowę. – Panna młoda musi być wyspana. Naprawdę chcecie, żebym stanęła przed ołtarzem z sińcami pod oczyma? Poza tym biorę ślub jutro, nie dzisiaj. JUTRO. Zapomniałyście?
    – Wstawaj! – Potwory zaczęły skakać po materacu i znowu wyśpiewywać tę durną piosenkę, jednocześnie po polsku i poangielsku.
    – Idźcie sobie! – ryknęłam na całe gardło, wymachując rękami i nogami we wszystkie strony. Całkiem na oślep.
    – Auuuć! – Kostka zawyła tak przeraźliwie, że musiałam wyjrzeć spod kołdry. Jęczała i trzymała się za nos. Matko, chyba jej go nie złamałam? Jedyny malutki, prosty, zgrabny nosek w naszej rodzinie! Pięknie bym się urządziła, stając przed księdzem z druhną z zagipsowanym nosem. O ile nosy w ogóle wkłada się w gips.
    – Wstawaj. Już! – Czarna Mańka, najstarsza z moich trzech młodszych sióstr, postukała wymownie w zegarek. – O dziesiątej musisz być u fryzjerki (…) 

                                                                                                          Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności