Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Saga o jarlu Broniszu. Tom III. Rok Tysiączny (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Autor:
    Władysław Jan Grabski
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    352
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Młody rycerz, tak odległy, a jednak tak bliski 

    Trzeci już tom fascynującej historii o pewnym młodym rycerzu Jarlu Broniszu. Postać niezwykle żywa, z krwi kości, nie zawsze kierująca się zdrowym rozsądkiem. Nie mniej jednak stanowi archetyp chrześcijańskiego rycerza, dla którego najważniejszy jest Bóg, honor, oddanie władcy, miłość do wybranki serca i odwaga. Autor książki z wielką gracją wplata fikcyjny wątek w karty kronik i roczników ówczesnych twórców. Tym razem będzie sporo o przygotowaniach do Zjazdu Gnieźnieńskiego. Autor wspaniale opisuje to co dzieje się wokół głównego bohatera jak i w nim samym. Saga o Jarlu Broniszu to pasjonująca lektura dla wszystkich zainteresowanych historią, jak i powieściami przygodowymi.

    (…) Począwszy od Wielkiej Nocy, cały lipiański dwór pracował usilnie nad przygotowaniem zamorskiej wyprawy Bronisza.

    Gniewomir został wysłany do przyjaznych domów kujawskich, Nałęczów, Grzymalitów i Leszczyców, z powołaniem do świty poselskiej po trzech z każdego rodu młodzieńców, odpowiednich postawą, wiekiem i ochotą. Mieli oni, prócz zaszczytu uczestnictwa w królewskim poselstwie, otrzymać jako nagrodę za dobre sprawowanie podarki, które drużyna spodziewała się zdobyć w zapraszanych dworach. Pani Matylda Przecławowa, zjednana cennym upominkiem ze stamfordzkiej skrzyni, zobowiązała się dopilnować w Cisowie zszycia dla jedenastu wojów na dobrą miarę skrojonych szat spodnich i płaszczy z przedniego sukna, dostarczonego jej z Poznania. Sporządzeniem jednolitego przyodziewku dla wiosłowych zajęły się białki lipiańskie.

    Gdy tylko stajał lód na Tążynie, Bronisz, naładowawszy na czółna, co mu trzeba było, ruszył w towarzystwie Chociana i trzech rzemieślników pod Słońsk do miejsca, gdzie na brzegu, pod szopą dobrze ogaconą sitowiem, spoczywał żaglowiec. Widok statku osobliwie go wzruszył. Bez płócien, masztu, bez wioseł, a przede wszystkim bez wody i załogi, Mewa przedstawiała się srodze opuszczona, martwa, bezwstydna prawie. Na burtach tu i ówdzie zieleniał już mech, a we wręgach jakieś nieopatrzne stwory nagromadziły ściółkę na gniazda. Kadłub, wzdęty niby brzuch zdechłego konia, kosmacił się resztkami zeschniętych wodorostów. Trzeba było dobrze wysilić wyobraźnię, by w tym niekształtnym budulcu domyślić się łodzi, na której jarl Bronro budził podziw i zazdrość wśród Normanów (…)

                                                                                               Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności