Metoda na wnuczkę (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Filia
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    460
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    29,90 zł 20%
    23,92 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Absurd goni absurd

    Metoda na wnuczkę to lekka, a zarazem błyskotliwa powieść autorstwa Marty Obuch. Doskonała komedia kryminalna, pełna zbiegów okoliczności, humoru i ironii. Któregoś dnia dentysta Adam przypadkowo spotyka na przystanku Ewę i… z miejsca zakochuje się w jej orzechowych oczach. Mężczyzna postanawia nieco ubarwić swoją postać dla kobiety życia i nagle z dentysty musi przeistoczyć się w romantycznego artystę malarza. Sprawa jest trudna, ponieważ powinien dysponować pracownią, na dodatek zobowiązał się przecież do wykonania portretu, choć nie potrafi rysować. Jego wybranka, to bystra osóbka, która również ma mnóstwo na głowie. Musi odnaleźć złodzieja zaginionego obrazu, uchronić brata przed zawarciem małżeństwa z pewną zołzą, wyswatać nieśmiałą przyjaciółkę i zrobić z niej zmysłową femme fatale, a przede wszystkim chce dać pstryczka w nos zapatrzonemu w siebie pseudoartyście. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy zza grobu odzywa się prababcia Matylda…

    (…) Adam Gryziewicz, z racji wydatnych siekaczy i talentu stomatologicznego nazywany przez znajomych Grizzly, siedział pewnej lipcowej środy na ławeczce przystanku autobusowego przy ulicy Sokolskiej i w tych okolicznościach na kilka przedziwnych chwil zapomniał języka w gębie.

    Zupełnie go zatkało.

    Tym bardziej że jego język był sprawny nie tylko komunikacyjnie; inne opcje użycia Adam miał również obcykane, a że zwykł szlifować umiejętności, żadna z jego dotychczasowych partnerek nie mogła narzekać. To przeświadczenie sprawiało mu niekłamaną satysfakcję. Kobiety bywały w jego towarzystwie po prostu zadowolone. Albo… spełnione. Taka sytuacja, taka umiejętność i fluencja, co robić. Czar miało się po tatusiu – również dentyście – który co prawda zramolał, ale i teraz, kiedy dobiegał sześćdziesiątki, nie wyglądał na inkasenta. Raczej na ministra. Adam również nie mógł narzekać, natura obdarzyła go hojnie. Głównie owłosieniem, stąd jego znakiem rozpoznawczym była szopa powiewających na wietrze ciemnych loków, co upodabniało go nie do lekarza stomatologa, ale do tajemniczego artysty, który potrafi wywijać pędzlem, że ho ho.

    Kobiety to uwielbiały.

    Ale czekająca obok dziewczyna… (…)

                                                                                                   Fragment książki

    Selling ebookpoint.pl