Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Inni ludzie (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Okładka książki/ebooka Inni ludzie

    Okładka książki Inni ludzie

    Okładka książki Inni ludzie

    Okładka książki Inni ludzie

    Zajrzyj do książki

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Ocena:
    4.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    160
    Czas nagrania:
    3 godz. 3 min.
    Czyta:
    Małgorzata Biela, Monika Borzym, Karolina Czarnecka, Szymon Falaciński, Marcin Januszkiewicz, Paulina Puślednik, Franciszek Przybylski, Patryk Szwichtenberg
    Druk:
    oprawa twarda
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi
     
    Audiobook w mp3

    Książka

    39,90 zł 24%
    30,40 zł

    Dodaj do koszyka

    Ebook

    29,90 zł 22%
    23,32 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Audiobook w mp3

    36,90 zł 15%
    31,32 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Do przechowalni

    Do przechowalni

    Zagubienie w smogu języka

    Inni ludzie to zapis trzech dni z życia niedoszłego rapera – Kamila. Szwenda się po Warszawie wymyślając nawijki, albo usiłując komuś sprzedać jakiegoś dropsa, by podreperować budżet. Dni mijają mu bezcelowo, a jedynymi kompanami są przypadkowi ludzie. Jednak pewnego dnia spotyka Iwonę… Inni ludzie to gatunkowa hybryda, polifoniczny utwór-potwór, którego komiksowo uproszczone postacie, jak to u Masłowskiej, zdają się bohaterami posiłkowymi. Bo prawdziwym, najważniejszym bohaterem jest tu język, którym mówią (albo który mówi nimi): buzujący energią i dowcipem, a jednocześnie brutalny, kaleki, pełen niechęci i uprzedzeń. To w nim rozgrywa się erozja więzi, resztek wyższych uczuć i ludzkiej solidarności. To on, śmieszny i potworny jednocześnie, zadaje bolesne pytania o moment, w którym znaleźliśmy się jako wspólnota. Czy inni ludzie to nie przypadkiem my?

    (…) To był

    PONIEDZIAŁEK. Za oknem niebo ołowiane, na dywanie igły

    opadłe z choinki jak złudzenia; dźwięk jeżdżenia windy

    zbudził go i uczucie otwartego okna, choć kołdra mokra

    od potu, sucha morda, napoi wyskokowych posmak, to znak,

    że trochę wczoraj pogrzał. Miał powód. Dochodzi dziesiąta.

    Widząc to, wstał. Wątpił, że zdąży, na szybkości się wykąpał;

    wyglądał jak z gardła psu, ale chuj, się ogolił, ubrał spodnie,

    kurtkę, co mu kumpel niedawno obstawił, chociaż może

    z powodu, że kradziona, się zbrylała wata w środku, dobra

    marka, ale karma trochę zła, bo śmierdziała też jak zmokła,

    jakąś psem czy owcą, teraz także wyczuł jakąś nutę słodką,

    dezodorant młodszej siostry, po brutalnym śledztwie odkrył,

    że se w niej chodziła palić fajki na balkonie, serio? sory,

    na papciu wbił do pokoju, cały kubek jej na biurko wypierdolił,

    ta od skurwli go wyzywa, bo jej zeszyt zalał, może – bywa;

    matka z wersalki coś tam męczy, nieszczęśliwa, że się znowu obudziła żywa.

    Przez szacunek do niej tego nie powie, ale też niech lepiej zamknie ryja;

    ogólnie był dość drażliwy, wczoraj za kołnierz jednak nie wylał.

    Telefon mu wyłączyli, bo nie płacił, dzień pojebany od rana, się plany

    mu krzyżowały jak Marszałkowska z Alejami, jak z choinki igły na dywanie (…)

     

    Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności