ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Światełko w tunelu. Polowanie na Pliszkę (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Ocena:
    5.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    320
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    26,90 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Ocalić dobre imię ukochanej

    Światełko w tunelu. Polowanie na Pliszkę to druga część przygód Kornelii Pliszki i Gerarda Skrzyńskiego. Książka, która od pierwszego zdania chwyta czytelnika w pułapkę. Hanna Greń udowadnia, że w gatunku kryminału obyczajowego staje się mistrzynią. Gerard zatraca się w rozpaczy po stracie Kornelii. Po kobiecie został mu tylko maleńki kot, którego zostawiła pod jego opieką zanim się rozstali. Jednak nowe informacje w sprawie podpalenia ścięły go z nóg. Ciało znalezione w domu Pliszki po pożarze należy do kogoś innego. Gdzie zatem podziała się ukochana i dlaczego nie daje znaku życia? Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy komisarz dowiaduje się, że jego koledzy stawiają Kornelii absurdalne – jego zdaniem – zarzuty. Mężczyzna rzuca na szalę całą swoją zawodową przyszłość, żeby udowodnić, że podejrzewana przez policję kobieta jest niewinna. Jednak żeby to zrobić, trzeba ją najpierw odnaleźć. Rozpoczyna się polowanie na Pliszkę.

    (…) Stał tak, dopóki wypalony do filtra papieros nie zaczął parzyć w palce. Pstryknięciem posłał niedopałek w powietrze i potem leniwie obserwował, jak mały, żarzący się punkcik spada coraz niżej, aż wreszcie znika.

    Sam też najchętniej zniknąłby raz na zawsze, kończąc w ten sposób trwającą od prawie dwóch tygodni udrękę, i pozazdrościł niedopałkowi łatwości przejścia w niebyt. Podinspektor Jedlińska mówiła, że nie da się zapomnieć, ale można dalej żyć, lecz jakoś ciężko mu było dojrzeć tę możliwość. W dzień uparta pamięć ciągle podsuwała nowe sceny: Kornelia w jego ramionach, szare oczy rozświetlone szczęściem, jej głos i jejśmiech… A w nocy nieodmiennie koszmar,w którym wbiegał do płonącego budynku, żeby ją uratować, i budzenie się z krzykiem w chwili, kiedytam umierał, nie wykonawszy zadania.

    Cichutkie miauknięcie kazało mu wyrwać sięz ponurego zamyślenia. To czarny kotek o imieniuPlamka przypominał w ten sposób, że po śmierci jego pani to Gerard musi się nim zająć. Jak co noc przywędrował tu za opiekunem, nie pozwalając mu na pogrążenie się w rozpaczy.

    – W porządku, maluchu, nie skoczę z tegobalkonu. Przy moim posranym szczęściu co najwyżej złamałbym sobie nogę – mruknął mężczyzna, biorąc Plamkę na ręce. – Poleżymysobie jeszcze trochę. Może uda nam się zasnąć? (…)

                                                                                                              Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności

    Zamknij Pobierz aplikację mobilną Ebookpoint