ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Przez morze. Z Syryjczykami do Europy (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Czarne
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    144
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    24,90 zł 17%
    20,55 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Prawdziwe oblicze dramatu ludzi pełnych nadziei na lepszy byt 

    Od czasu, gdy załamał się porządek polityczny na wschodzie trwa wędrówka ludów. Arabska wiosna dała nadzieję na poprawę losu, ale niestety skończyło się wielką wojenna zawieruchą. Dodatkowo chore ambicje prezydentów i niejasne cele sprawiły, że zwykli ludzie nie mieli się nawet do kogo zwrócić o pomoc. Egipt, Somalia, Libia, Erytrea, Jemen, a zwłaszcza Syria – z każdego z tych państw tysiące uchodźców co roku próbuje przedostać się przez Morze Śródziemne, by uciec od wojen, dyktatur, by móc żyć bez lęku. Ich ojczyzny rozpadają się w proch. Dwóch dziennikarzy: fotograf Stanislav Krupar i reporter Wolfgang Bauer postanowiło przebyć drogę, którą pokonują uciekinierzy. Ich prawdziwej tożsamości nie zna nikt oprócz tłumaczącego dla nich Amara Obaida. Zaufali przemytnikom i przyłączyli się do Syryjczyków, którzy próbują się dostać z Egiptu do Włoch. Mają nadzieję, że uda im się opisać koszmar uchodźców od środka.  Szybko okazało się, że morze jest tylko jednym z zagrożeń, które na nich czekały. Przez morze przedstawia prawdziwych ludzi, nie kolejne liczby w statystykach. Syryjczyków, z których każdy ma inną historię, rybaków, którzy pomimo strachu dają się przekupić, brutalnych przemytników, których uderzenia bolą. Książka sugestywnie pokazuje trudną, pełną nieludzkiego traktowania podróż emigrantów.  Ten dokument to apel do polityków o bardziej humanitarne traktowanie ludzi potrzebujących pomocy.

    (…) – Biegiem! – słyszę za sobą krzyk, wysoki głos młodego mężczyzny, dziecka prawie. – Biegiem! – i zaczynam biec.
    Niewiele pojmuję, prawie nic nie widzę w zapadającym zmierzchu, biegnę w dół wąską ścieżką, w długim sznurze innych. Biegnę tak szybko, jak tylko potrafię, patrzę na stopy, raz trafiają na ziemię, to znów na kamień, przeskakuję przez dziury, kawałki muru, potykam się, podrywam. – Skurwysyny! – wrzeszczy jeden z chłopaków, którzy przed chwilą wyciągnęli nas z minibusów, a teraz biegną obok, popędzając razami jak poganiacze bydła swoje stado. Dostaję kijem w plecy, w nogi. Chwyta mnie za ramię, ciągnie, przeklina. Jest nas pięćdziesięcioro dziewięcioro, mężczyźni, kobiety, dzieci, całe rodziny, z plecakami na ramionach, z walizkami w ręku, biegniemy wzdłuż długiego fabrycznego muru, gdzieś na skraju dzielnicy przemysłowej Aleksandrii (…) 

                                                                                             Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności