ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Czarne
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    328
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    42,50 zł 21%
    33,52 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Tragiczna historia kosmopolitycznego miasta 

    Odessa to miasto wielu kultur. Puszkin, Babel, Żabotyński, Eisenstein… To tylko kilku z długiej listy wybitnych mieszkańców Odessy. Tę legendarną przystań kosmopolityzmu i wolności nad Morzem Czarnym zamieszkiwali Rosjanie, Żydzi, Turcy, Grecy, Włosi, Niemcy i Rumuni, wspólnie tworząc prawdziwie światową metropolię. Jej historia wcale nie jest tak długa jak się spodziewamy.  Powstała dwieście lat temu na miejscu małej otomańskiej wioski. Pomysłodawcą założenia miasta był  Jose Manuel Domingo de Ribas y Boyons, który zobaczył niezwykły potencjał tkwiący w tym miejscu. Charles King odtwarza historię czarnomorskiego portu od jego imperialnych początków po tragiczny wiek dwudziesty, nie omijając także sfery mitów i dyktowanych nostalgią rojeń. Odessa jest jednocześnie monografią historyczną i elegią – barwną kroniką wspaniałego wielokulturowego miasta o nadzwyczajnej witalności i zdolności regeneracji, miasta, którego dzieje są piękne i równocześnie bolesne.

    (…) Kiedy Mark Twain przybył do Odessy pod koniec lata 1867 roku, poczuł się tam nad wyraz swojsko. Amerykański pisarz odwiedził czarnomorski port w ramach pierwszego na świecie rejsu turystycznego po Bliskim Wschodzie, który opisał w Prostaczkach za granicą. Po dwudziestoczterogodzinnej przeprawie przez Morze Czarne na pokładzie amerykańskiego parowca Miasta Kwakrów zszedł na ląd i ujrzał kaskadę stopni: jedne z najsłynniejszych schodów na świecie, prowadzące z dzielnicy portowej do górnego miasta. Na szczycie malutka figura księcia Richelieu, jednego z pierwszych budowniczych miasta, wyciągała zapraszająco dłoń. Z tej odległości wyglądała jak przypadkowy turysta, który spogląda na rozłożony w dole port. Twain, sapiąc, wspiął się po schodach i ogarnął wzrokiem silosy zbożowe i nabrzeże. Za jego plecami, w centrum miasta, toczyła się ożywiona działalność handlowa, spedycyjna i giełdowa.
    Szerokie, dobrze utrzymane ulice przecinały się pod kątem prostym. Po obu stronach bulwarów ciągnęły się rzędy niskich, dwu- albo trzypiętrowych, kamienic. Proste fasady bez ozdób, otynkowane na żółto i niebiesko, odbijały promienie słońca, które wdzierały się na ląd, odskakując od gładkiej powierzchni Morza Czarnego. Po ocienionych koronami akacji trotuarach przetaczał się gwarny tłum amatorów letnich przechadzek. Przejeżdżające powozy podrywały z jezdni chmury pyłu. „Gdziekolwiek spojrzeć – pisał Twain – wszędzie Ameryka!”(…)

                                                                                                              Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności