Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Obrona (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Autor:
    Steve Cavanagh
    Wydawnictwo:
    Filia
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    352
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Śmiertelnie niebezpieczny pojedynek na argumenty 

    Eddie Flyn to adwokat o dość burzliwym życiorysie. Niegdyś zawodowy oszust postanowił zająć się prawem. Stwierdził, że jedno i drugie zajęcie właściwie niewiele się rożni. Przez jakiś czas świetnie mu szło. Jednak od ostatniej prowadzonej przez niego sprawy minął już rok. Eddie obiecał sobie, że jego noga już nigdy więcej nie stanie na sali sadowej. Widocznie nie miał odpowiedniej motywacji.  Oleg Wołczek, osławiony szef nowojorskiej mafii rosyjskiej, kazał założyć na plecy Eddiego bombę i uprowadził jego dziesięcioletnią córkę, Amy. Eddie ma 48 godzin, żeby wybronić Wołczeka w niemożliwym do obrony procesie o morderstwo - musi wygrać i ocalić życie córki. Działając pod okiem mediów i nadzorem FBI, Eddie musi wykazać maksimum sprytu i wykorzystać dawno nabyte i nie do końca legalne umiejętności. Czy z tykającym na plecach zegarem detonatora uda mu się przekonać sędziów przysięgłych? Obrona to znakomity thriller prawniczy autorstwa Steve'a Cavanagha. Książka wciąga od pierwszych stron, nie ma tu miejsca na nudę. Powieść należy do cyklu książek o byłym mistrzu przekrętów, adwokacie, który bezwzględnie wykorzystuje wiedzę jaką dało mu życie. Teraz musi balansować na cienkiej linie, a każdy źle postawiony krok może kosztować go życie jego i najbliższych.  

    (…)  Zrobisz dokładnie to, co ci powiem, albo wpakuję ci kulkę w kręgosłup.
    W głosie mężczyzny wyczuwało się akcent z Europy Wschodniej. Nie dosłyszałem w nim drżenia ani śladu obawy. Brzmiał równo, miarowo. Nie jak groźba, ale jak stwierdzenie faktu, ostrzeżenie. Jeżeli nie zechcę współpracować, koniec ze mną.
    Wyraźnie czułem lufę wciskającą się w plecy. W pierwszym instynktownym odruchu zamierzałem naprzeć mocno na lufę i szybko szarpnąć w lewo, aby kula mnie ominęła. Facet prawdopodobnie był praworęczny, co oznaczało, że ma skłonność do odsłaniania lewej flanki. Wykorzystując lukę, mogłem uderzyć go łokciem w twarz, a odwracając się, miałbym dość czasu, żeby zadać cios w przegub ręki i wytrącić mu broń, a potem wymierzyć ją w jego czoło. Ale tego, kto mógłby to wszystko zrobić, już nie było. Nie istniał. Dawno go pogrzebałem. Teraz zamiast niego był tu jakiś słaby, rozlazły mięczak. Jak zawsze, gdy stajesz się uczciwy i idziesz prostą drogą.
    Z kranu do porcelanowej miski płynął strumień wody. Czułem drżenie palców, podnosząc mokre ręce w geście poddania.
    – Nie musi pan tego robić, Flynn (…)

                                                                                                           Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności