Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Jako dowód i wyraz przyjaźni. Reportaże o Pałacu Kultury (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Czarne
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    312
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    39,90 zł 21%
    31,37 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Poleć tę książkę znajomemu Poleć tę książkę znajomemu!!

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Pomnik PRLu 

    Od kilkudziesięciu lat budzi nie małe emocje. Kontrowersyjny budynek, który góruje nad Warszawą. Jedni uważają go za niechciany dar Stalina, który należałoby znieść z powierzchni ziemi, inni są zdania, że jaki by nie był stanowi ważny element naszej historii, o którym dobrze pamiętać. Pałac Kultury wyleciał w powietrze w finałowej scenie Rozmów kontrolowanych, grzebiąc komunistycznych dygnitarzy. W rzeczywistości wciąż jest z nami stanowiąc wizytówkę miasta i cel wycieczek turystycznych. To z jego trzydziestego piętra najchętniej ogląda się panoramę Warszawy, nie pominą go autorzy żadnego przewodnika po mieście. Antologia reporterskich opowieści o Pałacu zawiera kilkadziesiąt tekstów z okresu obejmującego ponad sześćdziesiąt lat jego istnienia: od Symbolu przyjaźni i pokoju, Dumy, siły, radości, przez Tort z piaskowca, Kamienny kwiat, po Obronę Sali Kongresowej i Duchy w Pałacu. To historia niekończącej się dyskusji, czym Pałac Kultury i Nauki, był, jest i będzie.

    (…) Mamy w Warszawie wielki plac z ogromną budowlą w środku, a raczej niezupełnie w środku, przez co ów plac wydaje się jeszcze rozleglejszy. Powstał podobno, by służyć defiladom, ale nigdy mi się z defiladami nie kojarzył. Bardziej z kiermaszami książek, które też już stamtąd zniknęły.

    Dziś plac systematycznie podupada. Chaos tego miejsca, zdumiewający w centrum europejskiej przecież stolicy, jaskrawo przeczy nazwie niegdyś mu nadanej. Niknący w rozległej przestrzeni przechodnie przemykają tamtędy bezładnie po jakichś niewidocznych szlakach zastępujących ulice – równie bezładnie krążą i przystają samochody, autobusy i wielkie ciężarówy. Od strony Alej widać płoty i wykopki, od Świętokrzyskiej – resztki kiermaszowych budek czy straganów z paroma przygodnymi handlarzami, a wszystko razem obrośnięte jest po brzegach niestarymi jeszcze, a już niszczejącymi drzewami. Chyba dla dopełnienia rozgardiaszu pojawiają się tam co pewien czas różne sensacje, w rodzaju gabinetu figur woskowych lub zapeklowanego wieloryba.

    Nikt w Warszawie nie kocha tego placu, którego rozległość powiększa wbity weń nieproporcjonalnie wielki Pałac Kultury, nadając całości kształt monstrualnego sześcianu powietrza nakrytego niebem. Bardzo źle się tamtędy chodzi. Zimą wieją lodowate wichry i nie ma się gdzie schronić przed nagłą ulewą czy zamiecią. Latem bezlitośnie praży słońce. Te rozmaite niewygody, połączone z okropną nudą marszu po byle jakiej przestrzeni, rozszerzają wymiary owego śródmiejskiego prostokąta prawie do nieskończoności (…) 

    Fragment książki                                                      

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności