Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Czterdzieści i cztery (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Ocena:
    6.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    548
    Druk:
    oprawa miękka
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    44,00 zł 24%
    33,52 zł

    Dodaj do koszyka

    Ebook

    34,90 zł 17%
    28,84 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Poleć tę książkę znajomemu Poleć tę książkę znajomemu!!

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Do przechowalni

    Długo oczekiwana książka Krzysztofa Piskorskiego

    Zagadnienie romantyzmu, powstania listopadowego, czy wiosny ludów nie dla każdego jest tematem najbardziej fascynującym. Jednak jeśliby tak popuścić wodze fantazji, dodać do tego szczyptę magii i odrobinę mitologii, efekt może przekroczyć nasze najśmielsze oczekiwania. I właśnie takie wrażenie odczuwamy zagłębiając się w powieść Krzysztofa Piskorskiego pod tytułem Czterdzieści i cztery. Jest rok 1844. Do odciętej blokadą Anglii przybywa Eliza Żmijewska – poetka i ostatnia kapłanka zapomnianego, słowiańskiego bóstwa. Eliza ma odnaleźć przemysłowca Konrada Załuskiego, którego rodacy winią za upadek powstania na Litwie. Zamierza wykonać na nim wyrok wydany przez Radę Emigracyjną oraz Juliusza Słowackiego. Tylko czy Załuski naprawdę jest winny? A może padł ofiarą rozgrywki dwóch wieszczów? Do tego Eliza ma również własne plany dotyczące Konrada, a los wydaje się jej nie sprzyjać. Polacy widzą we wszystkim szansę, by wywrócić układ wrogich im mocarstw. Żmijewska odkrywa jednak, że na szali leży coś więcej niż tylko przyszłość jej kraju.

    (…) Stanęli o zmroku, dobrą godzinę po tym, jak sylwetka ostatniego carskiego wszędołaza zniknęła na horyzoncie, ponad koronami drzew. Zwalili się bez sił na mech i mokrą, pachnącą zbutwiałym drewnem trawę; pod wygięte, pradawne konary litewskiego matecznika. Odłożyli stare rusznice, gwintówki, muszkiety. Zdjęli czapki. Ktoś miętolił w dłoniach różaniec. Ktoś inny z namaszczeniem dopijał ostatni łyk gorzałki. Pozostali znieruchomieli, jak omszałe kamienie, które ich otaczały.
    Eliza Żmijewska opadła na śliski, zagrzybiony pień. Odpięła pas z szablą po dziadku. Wyciągnęła przed siebie nogi w spodniach do końskiej jazdy i wysokich oficerkach. Odrzuciła do tyłu głowę. Wdychała zapach lasu, próbując uleczyć nim ćmienie w skroniach i palący ból mięśni.
    Obok niej wartownik wspiął się na zwalony konar i oparł na drzewcu postawionej na sztorc kosy. Próbował nie zasnąć na stojąco. Wbijał wzrok w czerń gęstego boru, nie zdając sobie sprawy, że przynosi więcej szkody niż pożytku. W półmroku jego popielaty płaszcz świecił z daleka jak wiszący nad ziemią ociężały świetlik (…) 

                                                                                               Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności