ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Betonowy pałac (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Literackie
    Ocena:
    6.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    480
    Druk:
    oprawa miękka
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    niedostępna

    Powiadom mnie, gdy książka będzie dostępna

    Ebook

    32,00 zł 22%
    25,03 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Nie da się uciec przed przeszłością

    Profesor powrócił na stare śmieci. Posiedział chwilę na swoich Wyspach Dziewiczych i stwierdził, że pora wracać do Krakowa. Nie zamierza ponownie wchodzić do bandyckiego półświatka, z którego wyrwał się dwa lata wcześniej. Przekroczona trzydziestka, nowe lokum, trochę kasy i odzyskany samochód wydają się dobrym punktem wyjścia, by zacząć od początku. Miasto również jest dużo spokojniejsze niż przed jego ucieczką, kiedy na czele osiedla stał sadystyczny Król. Nowy szef osiedla jest zupełnie inny i każe się nazywać opiekunem. Profesor niby nie jest mu nic winien, ale wypada się zameldować. Wizyta okazuje się brzemienna w skutkach. Okazuje się, że zaginęła piękna żona opiekuna Sophie i nasz bohater otrzymuje zlecenie by ją odnaleźć. Bandycka przeszłość Profesora szybko daje o sobie znać. Podobnie jak widmo byłej kochanki, z którą łączą go także więzy rodzinne… Wspólnie rozpoczynają poszukiwania, od których zależy również ich życie. Betonowy pałac to najodważniejsza powieść w dorobku laureatki Nagrody Wielkiego Kalibru, łącząca w sobie elementy kryminału, powieści detektywistycznej i thrillera psychologicznego. Książka, w której świetnie skonstruowana fabuła, konsekwentnie zawiązana intryga i głęboka psychologizacja postaci łączą się z brutalnością świata oraz językiem ostrym jak maczeta. Kaja Grzegorzewska udowadnia, że jest w znakomite formie.

    (…) O świcie obudził mnie szum oceanu. To było dziwne. Przecież już dawno przestałem go słyszeć. Stał się tłem bez znaczenia. Jak kiedyś szum przejeżdżających ulicą samochodów. Szmer deszczu na asfalcie, liściach, ludziach. Pierwsze poranne tramwaje dudniące po szynach. Hałaśliwe śmieciary pożerające to, czego nie zjadł człowiek. Wzdychające ciężko ospałe autobusy zarzucające wielkimi zadami przy skręcie. Młoty pneumatyczne, roboty drogowe, remont u sąsiada, miłosne kurwy wywrzaskiwane na klatce schodowej, echo pijackich śmiechów za ścianą, dalekie dzwony kościołów.
    W tej kakofonii dźwięków spałem, ukołysany oparami trunków i spalonej trawy, twardo, zachłannie, nieporuszony jak tygodniowe niemowlę. A tu tylko szum wodnej pustyni i wiatr. Taka bieda, takie kraje. Zbudził mnie ocean. Nie mogłem ponownie zasnąć, usiadłem. Przez okno wpadała lekka bryza, niosąc krople słonej wody, które zaczęły osiadać na mojej rozpalonej twarzy. Studziły jak wilgotne pocałunki zimnych ust lubieżnej syreny. Już nadchodzili kolejni goście. Na chropowatą, wytartą drewnianą podłogę chaty padły pierwsze promienie słońca. Obserwowałem przesuwającą się szybko plamę światła. Dotarła do skotłowanego na ziemi prześcieradła i legowiska, na którym siedziałem, a potem pożądliwie wpełzła na nagie, drobne ciało leżące obok mnie na brzegu materaca. Teraz wyglądało jak odlane ze złota (…) 

                                                                                                          Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności