"Módl się i pracuj radzą przyjacioły, to się inni obłowią, a ty będziesz goły.
"Urzeka mnie twoja bliskość" - rzekł do kury gryząc lis kość.
Będą zazdrościć aż do dnia sądnego jeden drugiemu. A czego? Niczego.
Biada nam, śmiertelnikom, biada, gdy niebo z piekłem się dogada.
Biedny duch, ma z ciałem wspólny brzuch!
Bóg mowę wymyślił dla ukrywania myśli.
Było, minęło i już nie wróci, i tylko głupiec daremnie się smuci.
Chytrzy płynęli z prądem, chytrzejsi szli sucho lądem.
Cicha woda brzegi rwie, a ta głośna może nie?
Cierpliwość trzeba mieć anielską, ażeby znosić własne cielsko.
Ciosu się unika - nie przeciwnika!
Co tam duch - lepszy brzuch!
Cóż bardziej nam życie umili, niż zdolność chwytania chwili?
Czasami tak się zdarzy, że bóstwo czmycha z ołtarzy.
Czasem najwięcej rzucają cienia właśnie wyjaśnienia.
Czasem od siebie sami odwracamy się plecami.
Czasem się kochamy tylko dla własnej reklamy.
Czasem właśnie krótkie spięcia dDają możność zabłyśnięcia.
Czasem, gdy runie piedestał widać, że nikt na nim nie stał.
Człowiek bajdurzy o swojej wolności, a więźniem mięsa, nerwów i kości.
Człowiek czuły na poezję sznycla bez poezji nie zje.
Człowiek się rodzi, choć mu to szkodzi.
Czysto polska to gościna, gdy nas setką z nóg ktoś ścina.
Dawno świat by diabli wzięli, gdyby brakło marzycieli.
Dla chleba, panie, dla chleba, i wody do ust nabrać trzeba.
Dla dobra sprawy dobry i czyn plugawy.
Do rządu, nierządu i pogody ma zaufanie tylko młody.
Do żłobu każdy trafi, choć nie zna geografii.
Dokąd to, szary człowieku? Do schabu, sznycla i steku.
Dopiero syty ma apetyty.
Dostojnym zmarłym kadzidło się pali, aby nie zmartwychwstali.
Dotąd cudze zdrowie piłem, aż się własnego pozbyłem.
Dotąd młodego udawał, aż dostał serca zawał.
Dotąd my spędzamy czas, aż on w końcu spędzi nas.