Tajemnicza śmierć Marianny Biel (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    304
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    23,92 zł 19%
    19,40 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Prywatny detektyw i jego czworonożny kompan

    Tajemnicza śmierć Marianny Biel to znakomity, napisany z przymrużeniem oka i sporą dawką humoru kryminał. Autorką jest Marta Matyszczak, która co prawda debiutuje na rynku wydawniczym, ale jej teksty znane są czytelnikom bloga internetowego „Kawiarenka Kryminalna”. Książka powstała z wielkiej miłości do zwierząt i równie wielkiego, choć szorstkiego uczucia do Śląska. Gdy Górny Śląsk zaczyna już odczuwać oddech jesieni, w piwnicy jednej z chorzowskich kamienic zostaje odnalezione ciało starszej kobiety. Okazuje się, że są to zwłoki Marianny Biel, gwiazdy miejscowego teatru Uciecha. Choć aktorka mieszkała w tym miejscu od lat, nikt z lokatorów nie zauważył jej zniknięcia. Policja lekceważy sprawę i szybko dochodzi do wniosku, że to nieszczęśliwy wypadek. Tylko Szymon Solański, zwolniony z pracy policjant, jest przekonany, że mogło to być morderstwo. W śledztwie wspiera go Gucio, przygarnięty ze schroniska kundelek.

    (…) Jak na przykładnego kundla przystało, potrafiłem rachować do pięciu. Dobrze, że na tym kończyły się moje zdolności matematyczne, bo jeszcze bym się doliczył, która to już jesień mijała mi w schronisku. Na pewno nie pierwsza, a – jak lubiłem powtarzać, użalając się nad sobą – być może ostatnia.

    Lato zaczęło żegnać się z tym padołem. Przez stalowe kraty czasem wpadł mi do kojca zbłąkany pożółkły liść. Słońce świeciło jakoś tak matowo i bez zaangażowania. A kiedy wrzesień chlusnął deszczem, to mi się w budzie powódź zrobiła. Mógłbym napisać do premiera z prośbą o odszkodowanie, bo się nie zdążyłem ubezpieczyć, ale przez tę jesienną melancholię odechciało mi się nawet cwaniaczyć.

    Tego poranka pani dyrektor zjawiła się dość wcześnie. Po niej przyszli wolontariusze oraz bliźniaczo podobni do siebie Jarek i Marek – dwaj pielęgniarze, których bałem się jak diabeł święconej wody. Za każdym razem, gdy przyuważyłem jednego z drugim, na wszelki wypadek uderzałem w ryk. Tak na nich szczekałem, że zatykali uszy i szli sobie precz, a ja oddychałem z ulgą (…)

                                                                                                                          Fragment książki

    Selling ebookpoint.pl

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności