Recenzje:
Dramatyczne wydarzenia, choroby, które nie raz doprowadzają do śmierci, to tematyka książek, po które sięgam, aby chociaż po części zrozumieć. Zrozumieć ból, sens życia, egzystencję samą w sobie. To, że nas taka tragedia nie spotkała, nie znaczy, że tak się stać nie może już jutro. Wczytując się w takie lektury próbuję, chociaż w jednym procencie wczuć się w rolę bohatera, chociaż wiem, że póki sama tego nie przeżyję na własnej skórze, to nie zrozumiem. Dlatego też sięgnęłam po książkę Marka Adamika Sensu sens, do której trochę się przygotowałam psychicznie, gdyż wiedziałam, że może to być lektura dość mocna i mocno realistyczna, gdyż jest to swego rodzaju historia autentyczna. Marek Adamik, jako zawodowy grafik, uznawany w szerokim gronie, niezwykle ceniony, pewnego dnia otrzymuje diagnozę – nieuleczalna choroba. Sukces, jaki odniósł, prędkości, jakie przemierzał w życiu pnąc się po szczeblach kariery, wyczerpały jego organizm na tyle, że cały swój czas musiał poświęcić sobie, walce o życie. Nieuleczalna choroba powoduje, że Adamik pragnie swój ból wylać na papier, pomimo, że zabroniono mu mówić o chorobie. "Zabroniono mi pisania o tym dla własnego dobra. Łudzę się, że nie dotyczyło to pisania jako takiego. Myślę, że chodziło o niewłaściwie rozłożone emocje." Marek Adamik urodzony w 1975 roku w Pradze. Absolwent Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zajmuje się ilustracją, grafiką wydawniczą, malarstwem. Autor ponad tysiąca ilustracji i okładek wykonanych dla największych tytułów prasowych i wydawnictw w Polsce. Za ilustracje do „Rzeczpospolitej” otrzymał Chimerę 2003; był współlaureatem nagrody specjalnej ArtFront 2012 w konkursie na prasową okładkę roku. Prywatnie miłośnik ptaków. Sensu sens to jego debiut literacki. "Świat stworzony w tysiącu opublikowanych rysunków okazał się za kruchy, by przetrzymać zderzenie z Dniem 0." Autor mocno skupił się na obecnym pędzie życia, ku lepszemu egzystowaniu, aby być coraz lepszym, bardziej wykształconym, zajmować wysokie stanowisko nie zważając na to, co najważniejsze, na własne życie, najbliższe otoczenie, rodzinę, a przede wszystkim zdrowie. Skupia się na tzw. wypaleniu zawodowym ukazując jego przyczyny. Dużo miejsca poświęca również reakcji najbliższego otoczenia na tak drastyczną diagnozę, mówi o wykluczeniu z zawodu, oraz lekarzach, którzy każdego pacjenta traktują tak samo, bez odrobiny empatii. " Walka. Zaczynam chyba rozumieć pewien mechanizm. Lecz wciąż walczę. Walka z chorobą. Walka z życiem. Powinienem zaakceptować. I żyć świadomie. Zaakceptować." Sensu sens to nie tylko książka o tym, to również pozycja, która pokazuje, że z chorobą można się zaprzyjaźnić. Pomimo bólu, złego samopoczucia, chorobę można odebrać, jako pewnego rodzaju nowy krok, nowe zadanie do wykonania, bo po coś ktoś rzucił nam pod nogi tę kłodę. "Nigdy dotychczas nie byłem taki szczęśliwy. To bierze się z czystego faktu, że żyję. Żyję chwilą, bez obaw. Nie wiadomo, ile zostało mi jeszcze czasu. Bez pragmatyzmu i zamartwiania. Przestałem walczyć z losem, jakikolwiek by nie był. To przełomowy moment. Być otwartym. Z walki w akceptację. Do niedawna przezwyciężałem chorobę, walczyłem z nią. Lecz już nie. Akceptacja nie oznacza wcale pasywności czy bezczynności. Tylko elastyczność. To tu jest klucz." Sensu sens to specyficzna lektura, pomijając kwestię samej treści, należałoby zwrócić uwagę również na styl, jakim posługuje się autor. Nie raz i nie dwa spotkamy tu mnóstwo równoważników zdań, akapity pisane w formie poetyckiej, w specyficznym graficznym układzie tekstu. Mnóstwo tu również rysunków, które dają lekkie ukojenie w dość mocnym tekście. Można się tu spotkać z niedokończonymi myślami, które dają czytelnikowi pewnego rodzaju moment oddechu, zastanowienia się nad własnym życiem.

zksiazkawdloni.pl Kasia Roszczenko


Rysownik, który jeszcze na studiach zdobył pozycję równą swoim profesorom. Perfekcjonista, który notorycznie poświęcał sen, by tworzyć. Zapłacił za to najwyższą cenę – swoje zdrowie. To nie jest poradnik dla terminalnie chorych ani dziennik cudownie ozdrowiałego, to nie jest też meldunek z pola walki. Marek Adamik w konfrontracji z własnymi słabościami próbuje odnaleźć sens tego, co mu się przydarzyło. A może: do czego sam doprowadził? Równie dobrze każdy z nas może znaleźć się w podobnej sytuacji. Nagle oślepnąć, stracić czucie w dłoniach, znaleźć się w szpitalu, a później miesiącami czekać na wizyty, operacje czy zabiegi. Adamik w poetyckiej, artystycznej formie (nie mogło tu zabraknąć jego grafik) opowiada historię poszukiwania. Czy znalazł sensu sens? Myślę, że tak. Lektura tej książki wzbogaca, otwiera i napawa podziwem. Bawi i przygnębia, choć równocześnie jest świadectwem, jak niezłomny może być człowiek wobec rzeczy, w obliczu których jest paradoksalnie bezsilny – rzeczy ostatecznych.

entertheroom.pl Marta Mitek


Znacie pojęcie „liberatura”? Bo ja spotkałam się z nim pierwszy raz dopiero za sprawą debiutu Marka Adamika. Okazuje się, że „liberatura” to tzw. „literatura totalna”, gdzie tekst, przestrzeń, rysunki, kształt książki, format, czcionka – wszystko jest komunikatem odautorskim i stanowi nierozerwalną całość. W przypadku „Sensu sens” tą całością są: grafiki autora oraz jego odczucia na temat choroby.
 
Jest to książka zupełnie inna od wszystkich, z jakimi kiedykolwiek miałam styczność. Skrajnie subiektywna, emocjonalna, osobista, symboliczna, pisana równoważnikami zdań i urywanymi myślami.  Przyznam, że nie odbierałam jej łatwo, ale z każdej strony biła od niej autentyczność. Czytając ją, naprawdę uwierzyłam autorowi. W jego zmagania z chorobą, niemocą, bezsensem i chwilowym zatraceniem zmysłu kreski, która dla grafika stanowiła dotąd sens życia. 
 
„Gdyby nie choroba, przeoczyłbym życie. Przeszłość była złożona tylko z pracy, na resztę pozostawało niewiele czasu. Jawi mi się to dziś błahe, choć muszę przyznać, że życie bez pracy jest również puste. Balansuję ustawicznie nad krawędzią”. 
 
Do momentu, kiedy pojawiła się diagnoza, Marek Adamik był człowiekiem spełnionym zawodowo. Nagradzanym grafikiem i ilustratorem, autorem okładek kilkudziesięciu tytułów prasowych. Kiedy jednak zachorował, wszystko zaczęło się załamywać. Życie zatraciło jakikolwiek sens. „Sens” jest tu właściwie słowem-kluczem, a sama książka stanowi symboliczno-surrealistyczny zapis wewnętrznej podróży autora - od załamania, poprzez negację, zwątpienie, aż po akceptację.
 
„Do niedawna przezwyciężałem chorobę, walczyłem z nią. Lecz już nie.
Akceptacja nie oznacza wcale pasywności czy bezczynności. Tylko elastyczność”. 
 
Co ciekawe, Adamik ani razu nie nazywa swojej choroby. Czytamy jedynie (i aż) o jego emocjach oraz podziwiamy grafiki autora, które znajdują się niemal na każdej stronie, przeplatając się i integrując z tekstem. Nie dowiadujemy się za to żadnych konkretów. Ani na temat leczenia, ani na temat tego, co dalej…
Dlatego jeśli planujecie zapoznać się z „Sensu sens”, polecam przeczytać najpierw wywiad z Markiem Adamikiem w „Wysokich Obcasach”. Dopiero znając realny kontekst, łatwiej jest zrozumieć przekaz zawarty w książce. Który mimo że jest przekazem trudnym, to na pewno wartościowym. 
 
PS. Postanowiłam nie poddawać ocenie książek, w których autorzy opisują swoje tragiczne przeżycia. Bo nie wiem, jaką miarą miałabym takie opowieści oceniać? Czy dawać plusy za styl, postaci czy może za traumatyczne wydarzenia? Dlatego pozostawiam „Sensu sens” bez oceny, polecając osobom szukającym „czegoś innego” w literaturze, interesujących się sztuką i lubiących nieszablonowe podejście do trudnych tematów.

niebieskazakladka.blogspot.com


Literacki debiut Marka Adamika budzi dreszcze zachwytu i przerażenia. To zapowiedź prywatnej apokalipsy, rozpadu osobowości, zniszczenia umysłu i ciała. Intrygująca, przejmująca opowieść o człowieku, chorobie i walce o życie, która w efekcie okazuje się walką o duszę, o siebie samego, o… sens sensu.

W zasadzie nie powinnam nic pisać, tylko odesłać Was do wywiadu z Autorem w Wysokich Obcasach. Bo „Sensu sens” jest książką tak wyjątkową i tak intymną, że wydaje się, że mówić o niej może tylko sam Autor.

Jest to książka nietypowa. Pisana pojedynczymi zdaniami. Fragmentami. Numeracja stron jest numeracją dni, liczoną od dnia 0. Całość oprawiona w rysunki wykonane przez Autora, które wprowadzają atmosferę trochę niepokoju, trochę mroku.

Marek Adamik dostał wyrok. Diagnoza – stwardnienie rozsiane, choć z książki się tego nie dowiemy. Być może dlatego, że początkowo miał to być „podręcznik” dla wszystkich ze śmiertelną diagnozą, nie tylko z tą konkretną. Być może dlatego, że książka przestała być tym poradnikiem bardzo szybko. Stała się zapisem własnych uczuć, własnej walki, ale też zbiorem wskazówek, z których uważny czytelnik będzie mógł skorzystać.

Czyta się ją w wyjątkowy sposób. Poetycki język, w który Adamik ubrał swoją opowieść, chroni nas przed „zbyt dosłownością”. A jednak mimo to dotykamy najgłębszych uczuć i największych rozterek, bo gdzie znajduje się człowiek, który dostaje wyrok śmierci. Co robi potem? Co się dzieje z nim i jego światem? Sam Adamik pisze w pewnym momencie, że „przed miesiącem nigdy bym nie uwierzył, że ucieknę się do czegoś takiego”. Wyrok zmienia postrzeganie, zmienia podejście, zmienia wszystko. Ale żeby móc dojść do momentu zrozumienia, najpierw trzeba przejść piekło. I Marek Adamik je przechodzi, a my razem z nim, na każdej stronie odbywa się kolejna, nowa walka.

Ale ja nie o tym. Bo Adamikowi daleko do wzbudzania sensacji i żerowania na naszej litości czy naszych emocjach. To, co w tej książce jest ważne, być może najważniejsze, to przemiana bohatera. Z osoby, dla której najważniejsza była praca (choćby najfajniejsza) stał się człowiekiem, dla którego ważne jest bycie. Tu i teraz. Dostrzegł mechanizmy rządzące tym światem i ludźmi. Chciałoby się napisać, że otarł się o odpowiedzi na pytania ostateczne. Możemy sobie zadawać pytanie, ile siły w sobie trzeba mieć, żeby najpierw walczyć, a potem o tej walce tak pięknie napisać. Dla innych. Ku przestrodze. I dla nadziei. A „przepis” jest przecież prosty:

Z walki w akceptację.
Do niedawna przezwyciężałem chorobę, walczyłem z nią. Lecz już nie.
Akceptacja nie oznacza wcale pasywności czy bezczynności. Tylko elastyczność.
To tu jest klucz

Prosty, ale tylko osoby, które musiały przekuwać walkę w akceptację, w pełni pojmą trud tej przemiany. Ale słowa powyżej niech do serce sobie weźmie każdy. Bo klucz to elastyczność, nie tylko wtedy, kiedy ma się wyrok. Z walki w akceptację. Marek Adamik w jakiś sposób poznał sens sensu. I dzieli się z nami, więc grzech nie skorzystać…

bardziejlubieksiazki.pl Dianka


Jest to opowieść wybitnego grafika i ilustratora, śmiało można powiedzieć, że malarza, o swojej chorobie, o jej skutkach ubocznych, o codziennych trudach i zmaganiach. Adamik sam opowiada, jakoby przed chorobą liczyła się tylko praca, pieniądze i prestiż, jego imię i nazwisko rozpoznawane wszędzie jako wizytówka. Pracował przeważnie w nocy, tworzył niesamowite ilustracje, był zadowolony z życia. Aż nagle przyszła choroba, na początku lekarze nie chcieli nawet dokładnie uświadomić go co to za choroba, jak ją leczyć, jak ma się do niej ustosunkować. Bohater o chorobie postanawia powiedzieć tylko rodzinie, w pracy ani słowa na ten temat. Po prostu nie chce rozgłosu, użalania się i współczucia, nawet nie wiadomo czy szczerego. Dochodzi do tego, że przez komplikacje ma zaległości w pracy, w projektach. W pewnym momencie na horyzoncie pojawia się nadzieja. Zagraniczny doktor, który właśnie w takich przypadkach się specjalizuje. Od tej pory Adamik nie jest już zostawiony samemu sobie, ma wsparcie, pomoc i opiekę medyczną, drogie lekarstwa…
Cała historia jest niesamowicie poruszająca. Czytelniku, jeżeli decydujesz się na tę poważną książkę, to radzę Ci znaleźć ciche, spokojne miejsce, czytać ją w odosobnieniu i  skupieniu.
Bardzo dużym plusem jest forma w jakiej książka została napisana. Nie jest to jednolity tekst, który męczy wzrok i czyta się długo. Nie. Pisane jest fragmentami, coś jak forma dziennika. Po każdym fragmencie jest spora przerwa, według mnie to jest czas dany czytelnikowi na rozmyślania, na przemyślenie danego fragmentu i samemu w środku ustosunkowanie się do tego wszystkiego co przed chwilą się przeczytało. Dodatkową pochwałę trzeba dać za rysunki w książce. Dzięki temu, że autor jest rysownikiem, prawie na każdej stronie jest rysunek. Nie myślcie jednak, że jest to łatwa grafika. Rysunki to także forma refleksji, czasem artystyczny nieład w nich panujący pozwala każdemu osobiście ustosunkować się do niego. Każdy w nich może znaleźć coś innego, inną refleksję, kontury zidentyfikować całkiem inaczej. Jest to specjalny zabieg, gdyż żaden z rysunków nie jest przez autora tłumaczony. Każdy w ten sposób odda się swojej refleksji.
Jeżeli zagłębicie się w historię Marka Adamika i będziecie próbowali zrozumieć „Sensu sens”, to gwarantuję, że książkę przeczytacie w jeden dzień. Dzięki temu, że jest dużo obrazków, dużo odstępów po każdym fragmencie, czasem jest tylko kilka słów na jednej stronie, nawet nie wiadomo kiedy jest się już w końcowych fragmentach tej niesamowitej opowieści. Muszę Was uświadomić, że książka nie jest wesoła. To opowieść o zmaganiach z chorobą, o wewnętrznych rozterkach, o cierpieniu. Lecz mimo to jak najbardziej jest godna polecenia. Polecam ją wszystkim.
Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki Wydawnictwu Helion. Bardzo dziękuję za zaszczyt przeczytania tej niesamowitej opowieści.

DobreRecenzje.pl Edyta


Mgnienie oka. Właśnie tyle czasu wystarczyło, by życie głównego bohatera, a jednocześnie autora książki „Sensu sens”, Marka Adamika, uległo drastycznej zmianie – chwila potrzebna na usłyszenie diagnozy – usłyszenie jedynie, bo zrozumienie przyjdzie znacznie, znacznie później.

Czytelnik zostaje zabrany przez autora w niezwykłą podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na jedno z najważniejszych pytań, jakie może postawić sobie człowiek. Fizjologiczny aspekt choroby – związane z nią trudne do zrozumienia i zaakceptowania dysfunkcje, ból, a także szpitalne procedury, w świetle których pacjent przestaje być człowiekiem, a staje się kolejnym „przypadkiem”, niepostrzeżenie przestaje być najważniejszy. Walka ze schorzeniem staje się walką z samym sobą – ze swoimi słabościami, lękiem, zwątpieniem. Pozwala jednocześnie docenić wartość tego, co w trakcie dotychczasowego zabieganego życia zostało przysłonięte szeregiem nietrwałych dokonań. Zaczyna się od dostrzeżenia drobiazgów. Zachwyca kolorowy motyl i ciepły promień słońca ogrzewający skórę, co z czasem pozwala docenić wielkość natury czy nieskończoną głębię kosmosu. Poszukiwanie sensu istnienia nie jest rzeczą łatwą. Droga prowadzi przez niedowierzanie, dezorientację, panikę, strach i rezygnację. Dopiero akceptacja pozwala otworzyć się na wszystko, co do tej pory pozostało niezauważone.

Opowieść Adamika daleka jest od dramatyzmu, jakiego czytelnik mógłby spodziewać się po historii opowiedzianej przez osobę, której życie przebiega gdzieś pomiędzy odwiedzinami w kolejnych gabinetach lekarskich. Relacja utrzymana jest raczej w tonie zdystansowanym, jak gdyby autor-bohater przypatrywał się cudzym zmaganiom. Paradoksalnie ta oszczędność środków sprawia, że postać staje się nam jeszcze bliższa, bardziej ludzka. Wydaje się, że koresponduje to z założeniem opowieści, która, jak widać, nie musi wstrząsać, by pomóc zrozumieć.

W ten sposób książka „Sensu sens” przestaje być jedynie opisem zmagań z chorobą, a staje się zapisem iście filozoficznych rozważań nad istotą życia. Autor celowo nie zamieszcza nazwy schorzenia, które odmieniło jego codzienność – miejsce to czytelnik może wypełnić sobie samodzielnie niezależnie od tego, czy zmaga się z chorobą ciała czy duszy. Gdyby pokusić się o skondensowanie całej historii w jedno zdanie, mogłoby ono brzmieć „Nie przegap życia”.

abcZdrowie.pl; Grupa Wirtualna Polska Anna Kołodziejczyk


Czemu tu nikogo nie interesuje człowiek? – spytałem w nagle zapadającej ciszy. Liczą się wyłącznie wyniki badań.
 
Dramatyczne wydarzenia, choroby, które nie raz doprowadzają do śmierci, to tematyka książek, po które sięgam, aby chociaż po części zrozumieć. Zrozumieć ból, sens życia, egzystencję samą w sobie. To, że nas taka tragedia nie spotkała, nie znaczy, że tak się stać nie może już jutro. Wczytując się w takie lektury próbuję, chociaż w jednym procencie wczuć się w rolę bohatera, chociaż wiem, że póki sama tego nie przeżyję na własnej skórze, to nie zrozumiem. Dlatego też sięgnęłam po książkę Marka Adamika Sensu sens, do której trochę się przygotowałam psychicznie, gdyż wiedziałam, że może to być lektura dość mocna i mocno realistyczna, gdyż jest to swego rodzaju historia autentyczna.
 
Marek Adamik, jako zawodowy grafik, uznawany w szerokim gronie, niezwykle ceniony, pewnego dnia otrzymuje diagnozę – nieuleczalna choroba. Sukces, jaki odniósł, prędkości, jakie przemierzał w życiu pnąc się po szczeblach kariery, wyczerpały jego organizm na tyle, że cały swój czas musiał poświęcić sobie, walce o życie. Nieuleczalna choroba powoduje, że Adamik pragnie swój ból wylać na papier, pomimo, że zabroniono mu mówić o chorobie.
 
Zabroniono mi pisania o tym dla własnego dobra. Łudzę się, że nie dotyczyło to pisania jako takiego. Myślę, że chodziło o niewłaściwie rozłożone emocje.
 
Marek Adamik urodzony w 1975 roku w Pradze. Absolwent Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zajmuje się ilustracją, grafiką wydawniczą, malarstwem. Autor ponad tysiąca ilustracji i okładek wykonanych dla największych tytułów prasowych i wydawnictw w Polsce. Za ilustracje do „Rzeczpospolitej" otrzymał Chimerę 2003; był współlaureatem nagrody specjalnej ArtFront 2012 w konkursie na prasową okładkę roku. Prywatnie miłośnik ptaków. Sensu sens to jego debiut literacki.
 
Świat stworzony w tysiącu opublikowanych rysunków okazał się za kruchy, by przetrzymać zderzenie z Dniem 0.
 
Autor mocno skupił się na obecnym pędzie życia, ku lepszemu egzystowaniu, aby być coraz lepszym, bardziej wykształconym, zajmować wysokie stanowisko nie zważając na to, co najważniejsze, na własne życie, najbliższe otoczenie, rodzinę, a przede wszystkim zdrowie. Skupia się na tzw. wypaleniu zawodowym ukazując jego przyczyny. Dużo miejsca poświęca również reakcji najbliższego otoczenia na tak drastyczną diagnozę, mówi o wykluczeniu z zawodu, oraz lekarzach, którzy każdego pacjenta traktują tak samo, bez odrobiny empatii.
 
Walka.
Zaczynam chyba rozumieć pewien mechanizm.
Lecz wciąż walczę.
Walka z chorobą. Walka z życiem.
Powinienem zaakceptować. I żyć świadomie.
Zaakceptować.
 
Sensu sens to nie tylko książka o tym, to również pozycja, która pokazuje, że z chorobą można się zaprzyjaźnić. Pomimo bólu, złego samopoczucia, chorobę można odebrać, jako pewnego rodzaju nowy krok, nowe zadanie do wykonania, bo po coś ktoś rzucił nam pod nogi tę kłodę.
 
Nigdy dotychczas nie byłem taki szczęśliwy. To bierze się z czystego faktu, że żyję. Żyję chwilą, bez obaw. Nie wiadomo, ile zostało mi jeszcze czasu. Bez pragmatyzmu i zamartwiania. Przestałem walczyć z losem, jakikolwiek by nie był. To przełomowy moment. Być otwartym. Z walki w akceptację. Do niedawna przezwyciężałem chorobę, walczyłem z nią. Lecz już nie. Akceptacja nie oznacza wcale pasywności czy bezczynności. Tylko elastyczność. To tu jest klucz.
 
Sensu sens to specyficzna lektura, pomijając kwestię samej treści, należałoby zwrócić uwagę również na styl, jakim posługuje się autor. Nie raz i nie dwa spotkamy tu mnóstwo równoważników zdań, akapity pisane w formie poetyckiej, w specyficznym graficznym układzie tekstu. Mnóstwo tu również rysunków, które dają lekkie ukojenie w dość mocnym tekście. Można się tu spotkać z niedokończonymi myślami, które dają czytelnikowi pewnego rodzaju moment oddechu, zastanowienia się nad własnym życiem.

Sztukater.pl Obsesja Kasiulka


Narysować to, co trudno opowiedzieć



W przypadku książki Marka Adamika „Sensu sens” empatia jest słowem, które musi pomieścić w sobie całą bezradność czytelnika.



Napisać o książce Marka Adamika, Czecha, grafika i ilustratora, który wybrał na swoje miejsce Warszawę, że jest dziennikiem choroby uchodzącej za nieuleczalną, byłoby za mało. To książka, która chce nas zabrać w podróż odkładaną na koniec wszystkich innych, jakie mamy do zrobienia. Ale ta podróż jest w ogólnodostępnej ofercie i książka ma wymiar losu, skłania więc do empatii. Empatia jest tutaj słowem, które musi pomieścić w sobie całą bezradność czytelnika. Komuś, kto siedzi w batyskafie, trudno rozprawiać o tonącym. W obliczu cudzego bólu zawsze jest się w fałszywej sytuacji: „Tylko jeden ból łatwo znieść – ból innych”. To niby wiadomo. Dlaczego to napomnienie okazuje się mantrą, którą łatwo wyrzucamy z pamięci, kiedy obcujemy z obrazami cierpienia? Spotykamy się z nimi na co dzień – w nadmiarze. Szukamy ich, zadowalając się często pornografią cierpienia. Tymczasem ból jest czymś, co przebywa poza językiem.

Elaine Scarry w książce „The Body in Pain: The Making and Unmaking of the World” powiada, że opisy zawsze subiektywnego bólu, które stanowią próbę jego obiektywizacji, mają nie tylko terapeutyczny, ale i istotnie twórczy i pozytywny charakter. Mieszczą się bowiem w polu działań, którym właściwa jest nasza rozpaczliwa krzątanina w obliczu zagrożenia i potrzeba zaradzenia temu zagrożeniu, towarzyszącemu mu przerażeniu, lękowi, dyskomfortowi. Wszystko, co ludzie robią – kiedy wytwarzają narzędzia albo kiedy tworzą dzieła sztuki – służy pierwotnie do radzenia sobie z zagrożeniami, rzeczywistość z przyrodzenia jest okrutna. To okrucieństwo staramy się nieustannie przesłaniać. Scarry powiada: myślące ciało, zakłopotane i utrudzone swoim ciężarem, tworzy krzesło, które daje mu poczucie nieważkości. A sztuka ma radzić sobie z z bólem istnienia, który w chorobie jeszcze się potęguje: „To nie zagrożenie z zewnątrz. To coś, co jest w nas i atakuje od środka. Walcząc z chorobą, trzeba się bronić przed samym sobą” – pisała niegdyś Małgorzata Baranowska w książce „To jest wasze życie. Jak być sobą w chorobie przewlekłej”.

Niektórzy oskarżają artystów, że oni szczególnie delektują się obrazami cierpienia. Nie należy doszukiwać się w tym perwersji. Przedstawienia bólu, cierpienia, choroby, podobnie jak wszystkie nasze wynalazki i przedmioty codziennie, jak wiersze, rysunki, filmy, są naszymi ekstensjami, protezami myślącego ciała, które najpierw nazywa, a potem neutralizuje ból. U podłoża każdego z naszych działań znajduje się impuls, by dążyć do samozachowania. Więcej: uczynić to, nad czym nie mamy władzy, częścią naszego świata. Oswoić.

W podobny sposób myślał filozof i historyk sztuki Aby Warburg. Jego zdaniem obrazy, które znajdujemy u zarania kultury i w starożytności, były próbą zaleczenia grozy istnienia, stanowiły sceny pierwotne przedstawiające zagrożenie i zarazem były pracą nad zneutralizowaniem lęku. Całe europejskie malarstwo zawiera ślady tego wysiłku. Warburg mówił o obrazie jako pathosformelu. To jego nazwa na oznaczenie obrazu o wielkim ładunku emocji. Pathosformel jest zapisem trwogi i świadectwem zapanowania nad nią. To jakby zatarta sygnatura przerażenia. Jego echo. Dowód na to, że kultura kontaktuje się z tym, co pierwotne, z tym, co zostało zapisane w na ścianach jaskiń, w pierwszych antycznych obrazach, potem filtrowanych przez historyczne już formy wrażliwości. Warburg potraktował nawet „Śniadanie na trawie” Maneta jako późny przykład pathosformelu. Dowodził, że przedstawiona na obrazie scena ma swoje pierwowzory nie tylko w szesnastowiecznym malarstwie, ale także w reliefach, jakie znajdujemy na antycznych sarkofagach. Pathosformel to wyraz cierpienia, ale i recepta na cierpienie, działanie podjęte jako środek zaradczy. Takie emocje rodzi spotkanie z traumatyzującym zagrożeniem, siłą niszczycielską, która nam zagraża. To może być śmierć, burza, dzikość natury. Malowanie staje się magicznym działaniem, które oznacza wejście w powinowactwo z przerastającą nas siłą. To sztuka asymilacji. Sztuka jest więc protezą, analgetykiem. Nie można podzielić się bólem, ale można próbować podzielić się wiedzą o chorobie i bólu. Uczynić go przedmiotem jakiejś opowieści. Opowieść, to, co w przedstawieniu, odgrywa tu rolę terapeutyczną i magiczną. Jak wiemy, nieszczęścia dają się jakoś znieść, kiedy stają się przedmiotem opowieści.

„Sensu sens” jest właśnie próbą eksterioryzacji tego, co uchyla się przedstawieniu i opisowi. Adamik znajduje dla tego, co ginie w przedstawieniu, właściwą formę. Owszem, to dziennik, zapiski z codzienności, która cała jest wypełniona krzątaniną wokół jednego. A dziennikowość sugeruje pewną linearność. Autor notuje rozmowy, refleksje, sny, snuje fantasmagorie, zamieszcza obserwacje z życia własnego i życia innych, spotykanych na korytarzach kliniki, zdaje sprawę z podróży w ramach leczenia, opisuje próby uciekania w pracę i postępy choroby, które to uniemożliwiają i wycofują z życia. Ale zapis poddany jest prawu dezintegracji: jest ułożony tak, że nie daje się złożyć w żadną całość, ilustruje narastanie nieciągłości, stanowi rumowisko. Linearność czasu podporządkowana jest jednemu, entropii, zdarzeniu, jakim okazał się wybuch choroby. Odtąd wszystko istnieje dysonansowo, pędzi donikąd, nie daje się złożyć w żadną figurę sensu. Twarde jądro, sens sensu, okazuje się energią eksplozji. To może jeszcze bardziej widać w dysonansowym doborze stylistycznym ilustracji, które niekiedy przypominają negatywy czegoś, czego wyświetlić nie sposób. To, co z nich wyziera, to jakby obecność choroby, która patrzy na czytelnika. Właśnie ten formalny zabieg, ten udany wymóg obiektywizacji cierpienia pozwala na zainstalowanie się w „pozytywności”, która trwa wokół, nawet jeśli nie jest naszym udziałem, ale istnieje równie rzeczywiście jak siła negatywności. Nigdy nie mamy takiej pewności co do swego istnienia, jak wtedy, gdy czujemy ból. „Gdyby nie choroba, przeoczyłbym życie” – notuje w pewnej chwili autor.

Zapis poddany jest tu prawu entropii i dezintegracji: nie daje się złożyć w żadną całość, ilustruje narastanie nieciągłości, stanowi rumowisko

Książka Adamika należy do książek graficznych, w której tekst i obraz na równi konstytuują znaczenia. Zarówno sposób, w jaki autor pisze o swojej chorobie, jak i jego kreska – towarzyszące zapisowi rysunki i ilustracje, gra światłem w druku i gra rodzajami czcionki – wszystko to pracuje na efekt, a właściwie na afekt, jaki towarzyszy lekturze. Przesądza o nim ton desperacji i ironii, który przechodzi w stoickie soliloquium, w sztukę nieubłaganie powtarzającej się repetycji: wszystko, co się wydarza, jest ustanawianiem i niweczeniem form kruchej równowagi, w jakich przechowuje się energia życiowa. To może wyraźniej widać w rysunkach aniżeli w tekście, w którym skądinąd jawa i sen, perypetie na przemian uzdrowicielskiej albo martwiejącej wyobraźni, stanowią dysonansowe, hektyczne metrum codzienności. Na rysunkach życie przedstawione jest jako dezintegracja i kontrakcja witalności.



 

dwutygodnik.com prof. Marek Zaleski


dkąd tylko pamiętam, poszukuję autentycznych historii mówiących o tym, jak prawdziwym ludziom udało się odnaleźć sens w dramatycznych doświadczeniach, z którymi przyszło im się zmierzyć – poważnej chorobie, niepełnosprawności, traumie bycia ofiarą przemocy etc. Jako psycholog, chciałabym wniknąć w ich umysły, by poznać ten unikatowy sposób percepcji i interpretacji wydarzeń, przeżywane emocje oraz indywidualny styl radzenia sobie w sytuacjach granicznych. Wszystko to po to, aby odnaleźć czynniki, które decydują o tym, kogo cierpienie „uszlachetni”, a kogo przygniecie, załamie. By móc odpowiedzieć na pytanie: co sprawia, że niektórzy są w stanie na tyle przetransformować swój ból, by mogło zajść to, co psychologia nazywa „wzrostem post-traumatycznym”?

A czyż jest – poza autentycznym kontaktem z drugim człowiekiem – lepsza ku temu możliwość niż lektura powieści autobiograficznej, której nieuleczalnie chory autor poszukuje sensu swojej choroby?

Oprócz owej ciekawości poznawczej, do sięgnięcia po „Sensu sens” skłoniły mnie słowa pani Agnieszki Holland, będące zapowiedzią lektury nietuzinkowej:

„Uważam «Sensu sens» Marka Adamika za książkę wybitną. Udało mu się w wyjątkowo osobisty, oryginalny sposób przetworzyć literacko własne bolesne doświadczenie nieuleczalnej choroby, tak żeby nie usentymentalnić go, ale zuniwersalizować (…)” /z okładki/

Zapoznawszy się z tematyką książki oraz informacjami od wydawcy zawartymi na okładce, spodziewałam się lektury na poziomie, niebanalnej oraz zapewne – niełatwej emocjonalnie. I dokładnie taka jest autobiograficzna książka „Sensu sens”, literacki debiut Marka Adamika.

Autor jest absolwentem Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych, grafikiem, ilustratorem i malarzem. I co ważne – artystą niezwykle cenionym. W swoim zawodzie odniósł sukces, na jaki liczyć może zapewne niewielu. Lecz przyszło mu za to zapłacić wysoką cenę – siły życiowe organizmu zostały wyczerpane. Przyszła diagnoza – nieuleczalna choroba. Rozpoczyna się etap walki – tej, która dzieje się na zewnątrz (o życie, zdrowie i sprawność) i tej wewnętrznej – z sobą samym i swoimi demonami, obudzonymi przez chorobę.

Adamik nie boi się podejmować tematów trudnych, zahaczających o społeczne tabu. Nieuleczalna choroba jest tylko jednym z nich (chociaż osiowym); mówienie (i pisanie o niej) – kolejnym, o czym świadczą słowa autora: „Zabroniono mi pisania o tym dla własnego dobra. Łudzę się, że nie dotyczyło to pisania jako takiego. Myślę, że chodziło o niewłaściwie rozłożone emocje” (s. 9). W tej pozycji ważne miejsce zajmują także kwestie pracoholizmu, toksycznego oblicza sukcesu, wypalenia zawodowego – ukazane jako przyczyny załamania stanu zdrowia. Nie mniej uwagi autor poświęcił ponadto temu, co można by nazwać „aurą” choroby, czyli reakcji otoczenia na diagnozę, wykluczeniu ze środowiska zawodowego czy karygodnej postawie polskiego personelu medycznego. Otwarcie poruszył nawet społecznie nieaprobowaną kwestię korzystania z medycyny niekonwencjonalnej, w tym pomoc znachorów czy wróżek.

Ale „Sensu sens” to przede wszystkim książka o tym, co diagnoza nieuleczalnej choroby i wszelkie jej konsekwencje czynią z człowiekiem. Co MOGĄ mu uczynić, co odebrać. A mogą odebrać wszystko – sprawność fizyczną, dobre samopoczucie, pracę, przyjaciół, talent… Przygnębiająca wizja? Niekoniecznie, jeśli pojawia się to, co Frankl mógłby nazwać „wolą sensu”. To też doskonała droga do transformacji osobowości poprzez „obdzieranie” jej z wszelkich warstw po to, by dotrzeć do samej głębi człowieczeństwa. Doskonale oddają to poniższe cytaty:

„Walka. Zaczynam chyba rozumieć pewien mechanizm. Lecz wciąż walczę. Walka z chorobą. Walka z życiem. Powinienem zaakceptować. I żyć świadomie. Zaakceptować. W ten sposób docieram do istoty siebie” (s. D464).

„Odczuwanie więzi ze światem. Nigdy dotychczas nie byłem taki szczęśliwy. To bierze się z czystego faktu, że żyję. Żyję chwilą, bez obaw. Nie wiadomo, ile zostało mi jeszcze czasu. Bez pragmatyzmu i zamartwiania. Przestałem walczyć z losem, jakikolwiek by nie był. To przełomowy moment. Być otwartym. Z walki w akceptację. Do niedawna przezwyciężałem chorobę, walczyłem z nią. Lecz już nie. Akceptacja nie oznacza wcale pasywności czy bezczynności. Tylko elastyczność. To tu jest klucz” (s. D667).

„Sensu sens” Adamika to lektura wymagająca. Nie tylko – co oczywiste – ze względu na egzystencjalną wagę podejmowanej tematyki, ale także – ze względu na niekonwencjonalny sposób konstrukcji oraz stylistkę. Chociaż trudno o jednoznaczną klasyfikację tej pozycji, mnie osobiście kojarzy się ona ze współczesną poezją, a z całą pewnością przypomina prozę poetycką. Podobieństwo to można dostrzec w stylu i języku, stosowanych środkach stylistycznych, układzie graficznym tekstu. Jestem przekonana, że z tych powodów recenzowana pozycja trafi w gusta miłośników poezji, natomiast dla osób preferujących bardziej konwencjonalny styl narracji może okazać się zbyt trudna w odbiorze.

Lektura tej powieści to dla Czytelnika prawdziwe wyzwanie – zarówno emocjonalne, jak i intelektualne. Bowiem niełatwo odnaleźć się w świecie bohatera-narratora, a jeszcze trudniej – nie zagubić w nim. W rzeczywistości wykreowanej przez autora – a może raczej przez ciężką chorobę i jej neurologiczne objawy – czas jest względny, jawa miesza się ze snem, a różne stany świadomości przeplatają ze sobą. Nawet strony mają swoją własną, niecodzienną numerację.

Dopełnienie warstwy słów stanowi – ważna na równi – warstwa artystyczna, w postaci przeplatanych z tekstem rysunków, szkiców, obrazów, symboli oraz innego typu grafiki. Autor z niezwykłą lekkością bawi się formą – zarówno tekstu, jak i obrazu, tworząc całość spójną, intrygującą, momentami niepokojąco psychodeliczną. Tutaj nawet puste kartki mówią – kolorem. A mówią czasem więcej niż słowa. „Sensu sens” Adamika to nie zwykła powieść – to nowoczesne dzieło sztuki, stworzone ze słów, obrazów i pustki. Każda kropka, przecinek, spacja i kreska wydają się tutaj mieć swoje specjalne miejsce i przeznaczenie. Odnoszę wrażenie, jakby to, co na pozór wydaje się przypadkowe i chaotyczne, było starannie zaplanowane. Pod tym względem „Sensu sens” wywiera na mnie ogromne wrażenie.

Po lekturze książki Adamika odczuwam sprzeczne emocje, z powodu których nie jestem w stanie jednoznacznie jej ocenić. Mimo pozytywnego wydźwięku, całość wydaje mi się ciężka, przygnębiająca, przytłaczająca. Jakby słowa świadczące o transformacji nie niosły z sobą nowej, lekkiej i świeżej energii. Chociaż byłam świadoma emocjonalnego ciężaru podejmowanego tematu i przygotowana na prozę wymagającą, ta przerosła moje czytelnicze możliwości. I, o dziwo, pod względem formy, która okazała się dla mnie trudna do strawienia, nie zaś samego przekazu. Mimo iż „Sensu sens” to z pewnością pozycja intrygująca i oryginalna, polecałabym ją z dozą ostrożności. Jest zdecydowanie dla wąskiego grona koneserów tego typu literatury i stylistyki. Ja najprawdopodobniej – przy pierwszym z nią spotkaniu – nie odkryłam jeszcze całego drzemiącego w niej potencjału.

I jeszcze cytat na koniec:

„Ciężka choroba zdaje mi się najlepszą wskazówką, skłania do zastanowień i stwarza szanse spojrzenia na świat szerzej. Z takim nastawieniem nie jest złem koniecznym, tylko wystawieniem pozytywnego znaku” (s. 125).

moznaprzeczytac.pl MN


Marek Adamik z dnia na dzień stracił wszystko: radość z codzienności, cel, pracę, a w końcu władzę nad własnym ciałem. Swoje zmagania opisuje w wyjątkowej, momentami wzbudzającej poczucie psychodelii, powieści autobiograficznej. Traktuje słowa nie tylko jako środek przekazu, ale także materię do tworzenia emocjonalnych obrazów. Odbieramy opisywany świat – jego świat – poprzez wrażenia przeplatające się ze sobą jak w warkoczu.



Niektórzy twierdzą, że cierpienie wznosi jednostkę na wyższy poziom świadomości, natomiast długotrwały ból pozwala człowiekowi na niemal transcendentną, wewnętrzną przemianę. Dla pisarza śmiertelna choroba okazuje się katem i zarazem wybawcą, ponieważ ,,gdyby nie ona, przeoczyłby życie”. Nie ukrywa on jednak licznych niedogodności oraz cierpień związanych z osłabieniem. W chaosie i zwoju życia próbuje odnaleźć siebie – tytułowy sens sensu. Spirystyczny klimat potęgują także autorskie ilustracje. Narysowano je z pomysłem, w przyjemny dla oka sposób – poprzez wesołość niekiedy kontrastują z treścią samej książki.



Jest to dzieło oryginalne, udowadniające, że warto dać szansę różnego typu formom pisanym i poszerzać swoją czytelniczą świadomość. Zachęcam do sięgnięcia po tę książkę właśnie ze względu na jej niekonwencjonalność. Możemy uznać ją za bramę, która umożliwi nam spojrzenie na znany, przykry temat w całkiem odmienny sposób, a także zaoferuje atrakcyjne spędzenie dwóch– trzech godzin przy lekturze. Polecam!

Lubimy Czytać Anna Zborowska


Bywają tematy książek z góry skazane na niepowodzenie. Co jednak, jeśli ich fabułę pisze samo życie, a autor zamiast pogrążyć się w smutku, postanawia sięgnąć głębiej, aż pod powierzchnię beznadziejnej rzeczywistości? Może się wtedy okazać, że odnajdzie coś bezcennego, czym warto się podzielić, ponieważ są osoby, dla których iskra nadziei jest bardziej wartościowa niż bogactwo. Trudnego wyzwania opisania własnych zmagań z chorobą, ale przede wszystkim podróży do wnętrza siebie, podejmuje się Marek Adamik w książce Sensu sens, która jest debiutem literackim tego znanego i utalentowanego grafika.

Sensu sens nie jest zwyczajnym opisem choroby. To wielowymiarowa powieść o bezsilności, lęku, powolnym rozpadaniu się tożsamości, ale i całego człowieka z jego duchowością, fizycznością i psychiką. Jest to zarazem próba akceptacji zastanej rzeczywistości, walki z samym sobą, swoimi słabościami i deficytami, próba refleksji nad tym, co naprawdę ważne. Książka przedstawia osobistą historię autora i załamanie się jego sensu życia – bo jak inaczej nazwać sytuację, w której pasja będąca zarazem sposobem na życie, nagle ustępuje miejsca niemocy? Jest to przede wszystkim podróż w głąb codzienności w poszukiwaniu czegoś więcej niż samo życie – jego prawdziwego sensu.

Książka Marka Adamika nie jest pozycją łatwą. Słowo pisane przeplata się grafikami autora, tworząc spójną całość. Nic nie jest powiedziane tutaj wprost, a przez całą książkę nie dowiadujemy się nawet nazwy choroby, na którą cierpi autor. Nie o to tu jednak chodzi. Marek Adamik stworzył dzieło uniwersalne, które każdy odczyta w indywidualny sposób. Jest tu więc miejsce na drugiego człowieka, na własną interpretację, ale i pewne niedopowiedzenie, które tym bardziej trzyma czytelnika w napięciu. Czy autorowi udaje się odnaleźć sens życia? Przekonajcie się sami.

Magazyn Przestrzeń Joanna Niedziela


To książka iście futurystyczna w formie, spirytualna w treści. Studium bólu i ewoluującej choroby. Obraz rzeczywistości widzianej oczyma człowieka, którego goni każdy dzień, podczas gdy świadomość upływającego czasu wwierca się w słowa spływające na papier.

„Gdyby nie choroba, przeoczyłbym życie. Przeszłość była złożona tylko z pracy, na resztę pozostawało niewiele czasu” – treść książki można zasadniczo odnieść wyłącznie do tego fragmentu z niej wyłuskanego, jednak bogactwo w formie nie pozwala na jej jednoznaczną i sztampową interpretację. W ostatecznym odbiorze książka Marka Adamika zachwyca bogactwem impresji targających niszczejący pod naporem choroby umysł.

Marek Adamik jest grafikiem, ukończył warszawską ASP, jest autorem ilustracji książkowych, prasowych oraz okładek. „Sensu sens” to jego literacki debiut. Wyjątkowy. Surrealistyczny. I choć to książka bardzo intymna, gruntownie rozpatrująca poszczególne stadia nieuleczalnej choroby autora, stanowi wartościową wskazówkę dla każdego z nas, a także impuls do refleksji nad celowością własnych działań.

Między wierszami czai się symbolika i surrealizm. Litery figlują na stronicach. Rozmieszczenie tekstu ściśle współgra z emocjami wyzwalanymi przez treść. A niesie ona niepokój, rozeźlenie na ciało, które znienacka potrafi odmówić posłuszeństwa i przejść w stan chorobowy. Nie do wytłumaczenia pozostaje fakt, dlaczego organizm zdrowego dotąd człowieka przestaje sprawnie funkcjonować i uniemożliwia mu czerpanie z życia garściami. Otóż, w tej niesprawiedliwości tkwi sens. Głęboki i słuszny. Dla wielu z nas choroba to moment, gdy stajemy w obliczu urody otaczającego nas świata, zaczynamy żyć pełnią życia, chwytamy dni i cieszymy się, że są. Dojmujący smutek prowadzi czytelnika przez kolejne strony książki. Ale to smutek dobry, pozwalający między wierszami odnaleźć sens w zwątpieniu i zmurszałej codzienności.

Kulturatka Dominika Makowska


W poszukiwaniu sensu, sensu życia. 

Marek Adamik zaprasza swoich czytelnik w niezwykłą podróż, bowiem podróż w głąb siebie na spotkanie z własnymi słabościami, lękami i pragnieniami. Po co nam taka przygoda? Przede wszystkim po to, aby poznać siebie i odkryć, czym naprawdę jest dla nas życie. Książka „Sensu sens” to literacki debiut Marka Adamika. Do tej pory autor zajmował się głównie ilustracjami, grafiką wydawniczą oraz malarstwem. Książka „Sensu sens” jest niezwykle osobista. Autor opisuje swoje przeżycia, wizję apokalipsy, a nawet rozpadu własnej osobowości. Lektura ta to przede wszystkim opowieść o człowieku i dręczących go problemach. Nie zabraknie choroby i walki o życie, która okazuje się walką o duszę. Gubienie i odnajdywanie, czyli nieustanne poszukiwanie sensu naszego, ludzkiego życia to temat przewodni.

„Sensu sens” to świetne połączenie tekstu i obrazu. Te dwa elementy nie tylko idealnie się przenikają, ale i współgrają tworząc jednolitą całość. Czytelnik nie odnosi wrażenia, że cokolwiek znalazło się w tej książce przypadkowo, wręcz przeciwnie. W moim mniemaniu książka ta to dzieło idealnie przemyślane i dopracowane w każdym calu. Nawet czarne strony w środku książki są po coś. Mają wzmocnić przekaz, zwracając szczególną uwagę, ale i oddać stan ducha. Zdolności artystyczne Marka Adamika znane są nie od dziś. Za swoje dzieła był wielokrotnie nagradzany, a niezwykły kunszt i zdolności uwydatniają się również ze stron tej książki.

Odkrywanie zakamarków swojej duszy to niezwykle trudny proces. Marek Adamik stara się pomóc czytelnikowi w jego przejściu poprzez ściśle określony szlak. Uważam, że droga ta została trafnie wyznaczona. „Sensu sens” to książka refleksyjna, a nawet melancholijna. Nie da się przejść obok niej obojętnie. Skłania do myślenia i zastanowienia się, co dla nas jest naprawdę ważne? Zdecyduje się nawet stwierdzić, że książka ta zmienia życie czytelnika, a przede wszystkim zmienia jego treść. Zwraca uwagę na sprawy naprawdę istotne, jednocześnie oddalając błahostki dnia codziennego.

Język, którym w swojej książce posłużył się Marek Adamik jest niezwykle trafny. Jednocześnie prosty, jak i refleksyjny. Autor zdaje się wyciągać do czytelnika rękę i mówić: chodź ze mną w niezwykłą podróż, będę ci towarzyszyć i prowadzić. Taka myśl towarzyszyła mi przez cały czas czytania. Obecność kogoś jeszcze oprócz mnie była niemal wyczuwalna. Narracja nie jest stateczna, wręcz przeciwnie. Opisywane sytuacje dzieją się bardzo szybko, zatem naprawdę nie ma czasu na nudę.

„Sensu sens” to książka dla wszystkim, zarówno młodszych, jak i starszych. Któż z nas nie poszukuje sensu swojego istnienia i któż z nas nie zadaje sobie pytania: po co tu jestem i dlaczego? Lektura ta zwraca uwagę na rzeczy naprawdę ważne i składnia do refleksji. Zdecydowanie jest godna polecenia. Udajcie się w niezwykłą podróż i odkryjcie to, co skrywacie głęboko w swoich duszach!

kobieta40.pl oanna Ulanowicz


Jeśli nie znasz się na filmie, a koniecznie chciałbyś się wypowiedzieć, to pamiętaj, by przy każdej okazji powtarzać: Żydzi nagradzają Żydów, a do zgarnięcia nagród w kategorii "najlepszy aktor/aktorka" wystarczy zagrać śmiertelnie chorą osobę. Voila, teraz oficjalnie możesz tytułować się znawcą kina. Niestety, powyższej rady nie da się stosować na polu literackim. Opisanie własnej walki z chorobą ani nie gwarantuje zwycięstwa, ani nawet nominacji. Co więcej, coraz częściej tego typu dzieła przyjmowane są przez czytelników i dziennikarzy w sposób chłodny, a autor musi odpierać zarzuty, że wcale nie zamierzał budować kariery w oparciu o ekshibicjonizm i wzbudzanie litości. Dostało się za to Pilchowi, teraz swoje pewnie wysłucha Marek Adamik.   

Adamik jest rysownikiem i ilustratorem. Choć przeciętny Polak może nie kojarzyć jego prac, to jednak w środowisku artystycznym jest to postać znana.

"Sensu sens" - literacki debiut pana Marka - to opis zmagań autora z chorobą. Choć lekarze nie dawali mu żadnych szans, Adamik wygrał tę walkę. Czy aby jednak nie było to pyrrusowe zwycięstwo?

Świetne są sceny ukazujące, jak starannie budowana przez lata kariera rozsypuje się niczym domek z kart. Prócz oczywistego ładunku emocjonalnego, autor nie próbuje wmówić czytelnikowi, iż tak naprawdę nic się nie stało, a choroba pozwoliła mu zrozumieć, co w życiu liczy się najbardziej. Nie, inaczej: przez większą część książki rysownik właśnie postępuje w ten typowy sposób, oszukując nas i samego siebie, że na pracy świat się nie kończy, są rzeczy ważniejsze, jednak wszyscy zdajemy sobie sprawę, iż jest to robienie dobrej miny do złej gry. Adamik nie znajduje prawdziwego spokoju w nowej rzeczywistości. Nadal pragnie uznania i artystycznego spełnienia, nadal wkurza sie na znajomych, którzy ciągle dręczą go pytaniami o to, dlaczego ostatnio przestano drukować jego prace. Autor rozprawia się również z mitem propagowanym przez mnóstwo filmów i książek, przedstawiających chorobę w dość naiwny sposób, jako formę duchowej odnowy.

Prócz tekstu ważną częścią książki stanowią rysunki autorstwa Adamika - ich kreska dobrze oddaje ogólny klimat powieści, zdecydowanie pozytywnie wpływając na odbiór całości.

Debiut Marka Adamika należy uznać za książkę solidną, napisaną z pomysłem i przede wszystkim szczerą. A przecież o to w literaturze chodzi, prawda?  

Opętani Czytaniem 2015-03-17


„Spotkanie: Wiesz, kto to jest To Marek Adamik. Imię i nazwisko zrosło się z rysunkami To papierowy człowiek. Dziwne uczucie, tu mowa o kimś nieobecnym tutaj. Kimś, kogo już nie ma" - czytamy w książce „Sensu sens". Debiut literacki znakomitego rysownika to dziennik z przebiegu nieuleczalnej choroby. Budzi grozę, a jednak fascynuje. „Sensu sens" jest bowiem świetną literaturą. Adamik, unikając patosu i grania na emocjach, prowadzi wnikliwą analizę stopniowej dezintegracji własnego ciała i osobowości. Wraz z rozwojem choroby zmuszony jest po kawałku oddawać to, co w zdrowym życiu było mu bliskie. Najtrudniej pogodzić mu się z tym, że traci umiejętność rysowania. Najpierw zawodzi wzrok, potem zanika czucie w rękach, a gdy objawy ustępują, ręce stają się - jak pisze autor - „nowe", jakby zapomniały, czego się nauczyły. To, czego nie da się opowiedzieć, pokazują ilustracje. Dolegliwości ciała to jedno, najgorsze są jednak własne demony. Jak w tym wszystkim znaleźć siebie, sięgnąć do własnego sedna?

DZIENNIK GAZETA PRAWNA Malwina Wapińska