Sankta Margaretha
Jak to czasem zdarza się w Ketterdamie, demon zamieszkał w jednym z kanałów, tym razem pod mostem w dzielnicy ogrodowej. To był paskudny
stwór z pazurami, długim czerwonym ozorem i o skórze pokrytej białymi
łuskami.
Codziennie dzieci przechodziły mostem w drodze do szkoły, a potem
wracały nim do domów. Szły parami. Nie wiedziały, że w ich mieście
zamieszkał demon, więc śmiały się i śpiewały, nie martwiąc się tym, że
mogą zwrócić na siebie uwagę.
Pewnego dnia w drodze do szkoły, kiedy dzieci zeszły z mostu na uliczny
bruk, usłyszały słodki szept:
- Jorgy, Jorgy, ty będziesz pierwszy.
Rzeczywiście był wśród nich chłopiec imieniem Jorgy, więc dzieci zaczęły
się okropnie z nim droczyć, kiedy usłyszały melodyjny szept, ale żadne z nich nie przejęło się tym szczególnie. Przez cały dzień głos szeptał,
towarzysząc dzieciom podczas lekcji i zabaw na przerwach: "Jorgy, Jorgy,
ty będziesz pierwszy." Jednak nic się nie stało, więc dzieci poszły do
domu w dwóch schludnych rządkach. Pokrzykiwały i chichotały, gdy
przechodziły przez most.
Kiedy przeszły na drugą stronę, Jorgy'ego nigdzie nie było.
- Ale przecież był tutaj! - krzyknęła Maria, która szła w parze z biednym Jorgym.
Dzieci pobiegły do domów i powiedziały rodzicom, ale nikt ich nie
słuchał, gdy opisywały szept. Rodziny przeszukały całą okolicę,
przepłynięto łodziami kanał w tę i z powrotem, ale nigdzie nie
znaleziono śladu Jorgy'ego. Dorośli byli przekonani, że o zniknięcie
dziecka należy winić jakiegoś szaleńca albo kryminalistę, dlatego
ustawili straże wzdłuż ulicy.
Następnego dnia, kiedy dzieci szły do szkoły, Maria bała się przejść
przez most. Usłyszała wtedy głos:
- Nie martw się, będę cię trzymać za rękę, więc nikt cię nie zabierze.
Maria pomyślała, że to na pewno jej przyjaciółka Anna, więc sięgnęła po
jej rękę. Kiedy jednak dzieci przeszły na drugą stronę kanału, odkryła,
że ma pustą dłoń, a Anny nie ma. Dzieci płakały i krzyczały, wzywając
pomoc, a ich nauczyciele i rodzice przeczesywali okoliczne ulice i kanały. Nigdzie nie znaleziono Anny.
Znowu dzieci opowiedziały rodzicom o szepcie, ale dorośli byli zbyt
zajęci, żeby słuchać. Zamiast tego podwoili liczbę strażników.
Następnego dnia dzieci poszły do szkoły w milczeniu, a gdy zbliżyły się
do mostu, zbiły się w ciasną gromadkę.
- Bliżej, podejdźcie bliżej - szeptał demon.
Jednakże z mieszkania nad sklepem jubilera wyglądała właśnie przez okno
Margaretha. Jej ojciec sprzedawał najróżniejsze przepiękne przedmioty w sklepie piętro niżej, a wiele z nich zostało zaprojektowanych przez
Margarethę. Miała talent do najdrobniejszych detali, a kamienie, które
oprawiała, błyszczały mocniej i czyściej niż miały prawo.
Tego ranka pracowała w plamie światła słonecznego wpadającego przez okno
i zobaczyła demona, który skoczył jak kłąb dymu, żeby porwać Marię.
Margaretha krzyknęła na paskudnego stwora i bez chwili namysłu cisnęła w niego szafirem.
Światło zaskrzyło w lecącym kamieniu, który zapłonął jak spadająca
gwiazda. Demon patrzył jak zaczarowany. Odrzucił na bok ofiarę i skoczył
do kanału za pięknym szafirem. Maria wypadła na bruk i aż się od niego
odbiła. Miała bardzo poobijaną pupę i otarte kolano, ale pobiegła za
innymi uczniami do szkoły cała i zdrowa, wdzięczna za to, że ją
oszczędzono.
Margaretha próbowała powiedzieć przyjaciołom i sąsiadom o tym, co
widziała. Słuchali uważnie, bo Margaretha była rozsądną dziewczyną,
która nigdy nie fantazjowała, ale nikt tak naprawdę nie uwierzył w jej
dziwną opowieść. Wszyscy zgodzili się, że musi mieć gorączkę i zalecili
jej, żeby się położyła do łóżka.
Margaretha poszła do swojego pokoju, usiadła przy biurku i zaczęła
czujnie obserwować most. Następnego ranka, kiedy demon znowu spróbował
złapać Marię, Margaretha rzuciła do kanału wielki, szmaragdowy wisior.
Demon cisnął Marią w stronę drzwi, a sam skoczył do wody po klejnot.
Margaretha zrozumiała, że tak dłużej być nie może. Pewnego dnia nie
zareaguje dostatecznie szybko i demon porwie kolejne dziecko, dlatego
postanowiła rozwiązać ten problem raz na zawsze. Pracowała przez całą
noc nad nadzwyczajną rzeczą - diamentową broszką tak ciężką, że ledwie
mogła ją unieść. Kiedy nadszedł świt, dziewczyna za pomocą kołowrotu i żurawika uniosła broszkę z biurka i wysunęła przez okno, aż zawisła nad
kanałem, mocno napinając linę, na której wisiała. W sklepie na dole
klienci ojca Margarethy zastanawiali się, co znaczą te hałasy z góry,
ale odkąd dzieci zaczęły ginąć na prawo i lewo, mieli inne zmartwienia
na głowie.
Tym razem, kiedy dzieci zbliżyły się do mostu, Margaretha była gotowa.
Gdy tylko demon skoczył, ona zwolniła linę. Broszka wpadła do kanału z potężnym pluskiem. Wystarczyło jednak, że demon spostrzegł ją
przelotnie, żeby opanowała go szaleńcza żądza posiadania.
Skoczył w głąb ciemnych wód, całkiem porzuciwszy myśli o pożeraniu
dzieci. Sięgnął szponami po diament na dnie kanału, ale broszka okazała
się dla niego za ciężka. Każdy, kto ma odrobinę rozumu w głowie,
porzuciłby klejnot, ale demony nie mają rozumu, a jedynie pragnienia.
Widział migotanie broszki, gdy spadała, i wiedział, że kamień jest
piękniejszy od wszystkiego, co widział w swoim życiu i jest mu
najniezbędniejszy.
Utopił się, mocując się z broszką, a jego ciało wypłynęło na
powierzchnię kanału. Rada Kupiecka kazała zedrzeć z niego skórę i zrobić
z niej obrus ołtarzowy do Kościoła Handlu.
Mówi się, że wiele lat później, kiedy nadeszła potworna susza i kanał
wysechł, znaleziono na jego dnie schowek z klejnotami, wśród których
była broszka za ciężka, by ktokolwiek zdołał ją unieść, a pod tym stosem
biżuterii kupkę dziecięcych kości.
Co rok wzdłuż kanału zapala się latarnie i ludzie modlą się do
Margarethy, patronki złodziei i zaginionych dzieci.
Sankta Anastasia
Anastasia była pobożną dziewczyną, która mieszkała we wsi Cemna.
Słynęła
z urody. Miała włosy rude jak pole świeżo rozkwitłych maków i zielone
oczy, które lśniły niczym wypolerowane szkło. O tym rozmawiali
wieśniacy, gdy widywali ją na targu. Szeptali między sobą, że to wielka
szkoda, że Anastasia marnuje życie, zapalając w kościele świece za
zmarłą matkę i opiekując się starym ojcem w ich małej, nędznej chatce.
Taką dziewczynę powinien widzieć i podziwiać świat, mawiali i ostrzegali, że Anastasia zestarzeje się przedwcześnie.
Jednakże wieśniacy stracili zapał do plotek, gdy w Cemnej wybuchła
straszliwa zaraza. Nie mieli już siły, żeby iść na targ albo nawet do
kościoła. Leżeli w łóżkach złożeni gorączką. Żadna strawa ich nie
kusiła, a nawet karmieni siłą więdli i ostatecznie umierali.
Anastasia nie zachorowała. Ojciec w obawie, że sąsiedzi uznają ją za
czarownicę, zatrzymał córkę w domu, żeby ukryć jej pulchne członki i różane policzki. Ale pewnego dnia ojciec nie wstał z łóżka. Nie chciał
zjeść ani mięsa, ani chleba, ani żadnego przysmaku, jaki przygotowała mu
Anastasia.
Anastasia uklękła przy łóżku i pomodliła się do świętych, żeby
oszczędzili jej ojca, a wtedy przemówił do niej głos. Kiedy wstała,
wiedziała już, co robić. Znalazła najostrzejszy nóż matki, zrobiła w ręce długie nacięcie i napełniła naczynie swoją krwią. Podsunęła je do
ust ojca i kazała mu się napić.
- Cóż to za cudowny aromat? - wykrzyknął ojciec. - Pachnie jak kuropatwa
o chrupkiej skórce i grzane wino z przyprawami.
Wypił łapczywie krew córki i wkrótce rumieńce wypłynęły mu na policzki,
zaraza go opuściła. Sługa zauważył to i wkrótce poniosła się wieść o leczniczych właściwościach krwi Anastasii.
Wieśniacy przyszli do jej domu, a potem zeszli się mieszkańcy
okolicznych wiosek i miasteczek. Ojciec Anastasii błagał, żeby zachowała
rozsądek i zaryglowała drzwi, ale ona powiedziała, że nikomu nie odmówi
pomocy. Przelewano jej krew do małych naczynek - z nadgarstków, rąk i kostek - a potem niesiono ludziom, którzy ją pili i zostawali uleczeni.
Kiedy Anastasia dowiedziała się, że są tacy, którzy są za słabi, żeby
przyjść po jej krew, poprosiła, żeby wsadzono ją na wóz. I tak
powieziono ją od wioski do wioski, od obejścia do obejścia, i dalej, do
miast. Anastasia słabła, aż w końcu w Arkesku ostatnia kropla wypłynęła
z jej żył do podsuniętego kubeczka i jej ciało zmieniło się w plewę,
którą porwał wiatr.
Sankta Anastasia została patronką chorych i dla jej uczczenia co roku w jej święto wypija się z małych naczynek odrobinę czerwonego wina.