Eliza miała dziewięć lat, kiedy zobaczyła filmy pornograficzne. Jest wyjątkiem?
Niestety nie. Dorosłym wydaje się, że największym złem, którego doświadczają dzieci w sieci, są gry komputerowe. I często faktycznie od nich zaczynają, ale z czasem, nakręcone i rozbudzone, szukają w internetowych zasobach nowych wrażeń. Bywa, że na pornografię trafiają przypadkiem, i tak deklaruje 55 procent dzieci od jedenastego do osiemnastego roku życia. Często kawałek zakazanego świata pokazuje dobry kumpel z podwórka czy koleżanka, do której się jedzie na noc, tak jak w przypadku Elizy. Oglądanie sprośnych, zabronionych treści było dla niej na pewno czymś odmiennym od zabawy w dom i gry w planszówki. Rozbudziło w dziewczynce ciekawość i bez wątpienia miało wpływ na wczesną inicjację seksualną, do której doszło, gdy miała czternaście lat. Eliza nie uzależniła się od pornografii, ale wśród naszych pacjentów nie brakuje dzieci, które oglądają filmy godzinami, i to jest mocna pornografia, nie erotyczne filmiki. Rodzice, którzy mi mówią, że kontrolują dzieci w internecie, żyją w iluzji, nie zdają sobie sprawy, a może nie chcą sobie do końca zdawać, że młodzi są o wiele sprytniejsi od nich, omijają zapory rodzicielskie i inne blokady. Chłoną jak gąbka brutalne, wulgarne, dewiacyjne treści. Prowadzi to nie tylko do nadmiernego pobudzenia, rozkojarzenia, aktywuje emocje, które powinny budzić się u nich wiele lat później, ale też utrwala patologiczne wzorce stosunków seksualnych. Młody człowiek nie jest na tyle dojrzały emocjonalnie, by umiał właściwie ocenić sytuację, którą ogląda. Nie ma rozwiniętych kompetencji miękkich, takich jak umiejętność budowania relacji, komunikacji międzyludzkiej, okazywanie szacunku, przyjaźni i koleżeństwa. Patrzenie godzinami na seks grupowy, przemoc seksualną może być dla niego destrukcyjne i zaburzać jego proces rozwojowy.
Brak mechanizmów obronnych i krytycznej oceny tego, co widzi, sprawia, że wydaje mu się, że tak wygląda współżycie, seks, a nawet miłość?
Schemat filmów pornograficznych nie daje zbyt wielu możliwości interpretacyjnych. Kobieta jest w większości z nich zdominowana, upokarzana, gra ofiarę, która ma zaspokajać najbardziej chore i wyuzdane zachcianki mężczyzny. My w okresie dojrzewania oglądaliśmy w ukryciu przemyconego z Niemiec "świerszczyka" lub jakąś mocno ocenzurowaną scenę seksu w telewizji i gdy patrzę na to, co dzisiaj chłoną dzieci, włos się jeży na głowie. Nasi rodzice mogli nas łatwo kontrolować, bo w telewizji były dwa programy; dziś, w czasach nieograniczonego dostępu do internetu, dzieci włączają programy i filmy, które nijak się mają do naturalnego, rozwojowego rozbudzania seksualności, co gorsza, często skutkują chorobliwą próbą szukania kolejnych podniet. To jest odwrócenie naturalnych procesów dojrzewania i utrata niewinności. Eliza dopiero dziś, w wieku osiemnastu lat, uczy się relacji, która opiera się na rozmowie, poznawaniu się, chodzeniu za rękę, a nie "w krzaki", jak sama mówi. I tak powinien wyglądać jej pierwszy związek z chłopakiem cztery lata wcześniej. Dziś wszystko stoi na głowie; czternastoletnia dziewczynka z mojej grupy, wychowująca się bez ojca, przyszła kiedyś do mnie i zapytała, czy to prawda, że na pierwszej randce musi zrobić chłopakowi loda. Miała przy tym zupełnie poważną minę. Kiedy zapytałem, skąd jej to w ogóle przyszło do głowy, usłyszałem, że tak powiedziały jej koleżanki.
Z raportu Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK) Nastolatki wobec pornografii cyfrowej wynika, że co drugi nastolatek widział treści pornograficzne w internecie. Ponad połowa szóstoklasistów spędza kwadrans dziennie na przeglądaniu filmów bądź zdjęć o charakterze seksualnym. Z treściami pornograficznymi małoletni stykają się głównie w telefonie kolegi lub koleżanki.
Przykład Elizy i wielu innych dzieci z Zaboru pokazuje, że pornografię oglądają bezkarnie już nawet dziewięciolatkowie. Nie każdy, ale wielu się od niej uzależni i na podstawie tego, co w filmach zobaczy, będzie chciało stworzyć swoje pierwsze relacje; stamtąd będzie czerpać wzorce, zwłaszcza jeśli nie ma ich w rodzinie. To, że dziś nastolatki traktują się instrumentalnie, dziewczyny postrzegają swoje ciało jako walutę, coś co można dać mężczyźnie, by pozyskać miłość i akceptację, jest chorą i przerażającą rzeczywistością. Wierzą, tak jak Eliza, że aby ktoś je pokochał, powinny mu się oddać i spełnić jego warunki. Często nie muszę nawet pytać, od razu wiem, czy ktoś ogląda pornografię, widać to po zachowaniu, czasami po języku. Miałem w grupie chłopaka, który przekraczał notorycznie granice, klepał dziewczyny po pośladkach, łapał je za piersi, mówił do nich wulgarnie. Szedł w zaparte i nie przyznawał się, że ma kontakt z pornografią. Odczekałem i któregoś dnia wieczorem, kiedy zwykle czujność pacjentów nieco spada, spytałem go wprost, nie pozostawiając wyboru: "Na czym oglądasz pornografię: na komórce czy laptopie?". Zarzekał się, że ani na laptopie, ani na komórce, no to ja twardo pytam: "To na czym?". Usłyszałem, że na tablecie. Rodzice próbowali kontrolować mu laptop, zakładać blokady, a on siedział cicho, ze słuchawkami na uszach i godzinami oglądał sceny seksu grupowego na tablecie.
Co zrobić, by dzieci wybierały co innego?
Musimy im pokazać inne możliwości, dać wzorce, zadbać o higienę cyfrową. Zadzwoniła ostatnio do naszej poradni matka, by spytać, co ma zrobić, bo jej dziecko nie chce usiąść na nocniku bez telefonu komórkowego. Ręce mi opadają w takich sytuacjach. No bo gdzie taki maluch mógł widzieć komórkę? Dzieci są dziś pozbawione uczucia i miłości dorosłych, bo coraz rzadziej widzą swoją matkę, częściej jej telefon. Obserwuję kobiety z wózkami, które kiedy tylko dziecko zaczyna gaworzyć, zamiast go słuchać, wejść w interakcję, przytulić, zaczynają od razu nagrywać, by wrzucić malucha na Instastory albo zrobić rolkę. Socjolog Maciej Dębski, założyciel Fundacji Dbam o Mój Zasięg, trafił ze szkoleniem o zagrożeniach internetowych do szkoły rodzenia. I pewnie na początku ludzie pukali się w głowę, dlaczego chce ciężarnym kobietom i ich partnerom mówić o niebezpieczeństwach w sieci, o tym, jakich błędów nie popełniać, by nie uzależniać dziecka od samego początku od komórki. Ja się nie pukam w głowę, bo sam zaczynam mówić o tym jeszcze wcześniej, do nastolatków, bo przecież to oni będą kiedyś rodzicami. Wierzę, że takie działania naprawdę mogą pozwolić uniknąć błędów, które później są trudne do odwrócenia, a prowadzą do niebezpiecznych uzależnień, jak choćby od pornografii.
Pornografia sprawia, że młodzi nie łączą seksu z uczuciami?
Może powiem coś niepopularnego, ale czasami, by tak właśnie myśleć, a co gorsze - robić, nie trzeba nawet oglądać filmów pornograficznych. Na podejście naszych dzieci do seksu, ciała, na wulgaryzację zachowań wpływa postępujący proces odwracania wartości, któremu przyglądam się od wielu lat. Pewne rzeczy, które uchodziły kiedyś za patologię, dziś stały się normą, do czego przyczyniliśmy się my, dorośli. Winnymi są ci twórcy popkulturowi, którzy od lat pokazują, że nagość nie jest czymś intymnym i pięknym, a jednym z wielu produktów na sprzedaż. Spójrz na reklamy, które traktują ciało instrumentalnie, i wreszcie na Instagram i media społecznościowe, budujące fałszywe przekonanie o tym, czym ciało jest. Parę lat temu alarmowałem i mówiłem na konferencjach, że młodym brakuje autorytetów. Wszyscy patrzyli na mnie jak na nawiedzonego dziadersa, bo przecież każde pokolenie ma swoich idoli, i dlaczego nie mają być nimi na przykład youtuberzy. Dziś jesteśmy świadkami afery Pandora Gate i kurtyna złudzeń opadła z hukiem i smrodem. Okazuje się, że wśród bohaterów, idoli naszych dzieci są ludzie, którzy wykorzystali swoją pozycję do zachowań nieobyczajnych, wątpliwych moralnie, a nawet pedofilskich. Legitymizowali też w jakiś sposób zachowania patologiczne, czyli wysyłanie nagich zdjęć czy filmików. Tworząc miałkie i bezwartościowe produkcje, budowali swoje zasięgi i pozycję wśród dzieci. Zwabiali je, nawiązywali relacje, prosili o wysyłanie rozebranych fotek, proponowali seks nieletnim, dla których byli bogami.
Aferę ujawnił znany w internecie youtuber Sylwester Wardęga. Myślisz, że Pandora Gate coś zmieni?
Wierzę, że nie jest to jedynie aferka, która będzie żyła kilka dni i umrze śmiercią medialną, tylko skandal, który ukaże wiele poziomów zepsucia, układów, relacji ukrywanych i przemilczanych przez tych, którzy zarabiają na tym wielkie pieniądze. Śledziłem wielu youtuberów i patoyoutuberów, na początku z niedowierzaniem, potem z obrzydzeniem, oglądając filmiki nawołujące do picia na umór, bicia matek czy dokopywania policji. Przerażało mnie, jak budowane są zasięgi na treściach demoralizujących, nieetycznych czy po prostu słabych, a działo się to bezkarnie. W październiku 2023 roku wybuchła afera, podniosło się wieczko puszki i pewnie niejeden syf ujrzy dziś światło dzienne. Czy mam satysfakcję? Nie chciałbym jej mieć, ale myślę, że trzeba było naprawdę mocnego uderzenia, by dorośli nagle zobaczyli, czym żyją ich dzieci, jakimi treściami się karmią, bo większość nie ma naprawdę o tym pojęcia. I nie myślę tylko o świecie zdegenerowanych youtuberów, ale także o niektórych muzycznych idolach nastolatków. Słucham ich od kilku lat z rosnącym niesmakiem. Pamiętam, jak kiedyś napisała do mnie bardzo kulturalna kobieta, która nie mogła sobie poradzić ze swoją córką ani znaleźć z nią wspólnego języka, bo nastolatka stała się wulgarna, agresywna i prymitywna. Dziewczyna nie była naszą pacjentką, ale żywo zaciekawiony zacząłem wypytywać, czego słucha. Matka odpowiedziała, że muzyki młodzieżowej, ale nie znała nazw wykonawców. Poprosiłem, by sprawdziła i mi wysłała. Po kilku dniach dostałem listę ulubionych muzyków nastolatki i czytam: Malik Montana, Cypis, Popek, Oliwka Brazil, Young Leosia, Kizo.
Nazwy brzmią bardzo przyjemnie.
Prawda? Nie budzą żadnych podejrzeń ani negatywnych skojarzeń. Poczytałem teksty piosenek i zamarłem, bo choćby taka Oliwka Brazil śpiewa:
Wchodzi Big Mommy/
zrobić big money/
twoja suka patrzy w lustro - widzi kasztany/
twoja suka ma dużo/
wspólnego z fiutami/
dupą zasłoniłam jej fake kryształy...
Przytaczam fragmenty tekstu nie dlatego, by szokować, ale by dorośli uświadomili sobie, że agresja, autoagresja, wulgarność, rozdrażnienie ich dzieci może mieć źródło także w tym, czego słuchają; na przykład niewinnie brzmiącego Cypisa w piosence pod tytułem Atak na bobra:
dobra /3x
a później na biodra
dobra /3x
poczochraj mi cyce
dobra /3x
to ci pałę chwycę
dobra /3x
zalej kotku mego bobra
zaatakuj mnie jak kobra
chcę być całą w twoim glucie
zalej mnie ty głupi fiucie
kocham gdy do mnie strzelasz
gdy mi pizdę sponiewierasz
ciągle czuję że mi mało
strzelaj mi prosto w kakao...
Uwierz, to nie są te najwulgarniejsze teksty. Podesłałem matce kilka cytatów, odpisała zszokowana, że w wieku jej córki słuchała piosenek o miłości. Była przerażona, że dziś niektórzy wykonawcy hip-hopowi nawet nie śpiewają o seksie, ale o ruchaniu czy "waleniu w pizdę jak w bęben". Przecież w tych tekstach w obleśny sposób gloryfikuje się przemoc, narkotyki, gwałt, a wykonawcami są zarówno kobiety, jak i mężczyźni. I to są idole części moich wychowanków, bohaterowie nastolatków, naszych dzieci. W sieci dostępne jest na przykład nagranie z koncertu Kizo, na którym na scenie występuje z nim "fan". To okołodwunastoletni chłopiec, śpiewający piosenkę z takimi wersami jak: "Jestem królem balu, zapraszam kurwy do tańca". Słabe to jest strasznie.
Nie trzeba więc oglądać patostreamingu czy zakazanej pornografii, ale wystarczy słuchać legalnych rzeczy, by nasiąkać patologicznymi zachowaniami?
Wulgaryzacja seksualności jest powszechna, o czym rodzice nie mają pojęcia. Nie wiedzą zwykle, czego na słuchawkach słuchają ich dzieci, po prostu cieszą się, że młodzi są cicho. Rok temu na Twitterze rozpętała się burza, bo młodzież w pewnej szkole pokazała radzie pedagogicznej listę utworów na bal z okazji zakończenia ósmej klasy, a rada nie zaakceptowała większości zaproponowanych kawałków muzycznych. Decyzja nauczycieli została zhejtowana przez internautów. "Dziadersi" to chyba najdelikatniejsze określenie z komentarzy dotyczących tej sprawy. Rozgoryczeni rodzice pisali między innymi, że "zepsują im bal", "że każde pokolenie ma swoją muzykę", "hipokryci", "i tak tego będą słuchać", "takie czasy". Ciekawy jestem, czy ci dorośli, którzy tak szybko wdeptali w błoto radę pedagogiczną, słuchali choć jednego z tych utworów? Moi wychowankowie nieraz zgłaszają mi piosenki, które chcieliby zaprezentować na apelach artystycznych, wśród nich są chamskie, czasami wręcz wulgarne. Ale zawsze znajdujemy kompromis. Szukam złotego środka, bo wiem, że wprowadzenie zakazu przynosi zwykle odwrotny skutek. Nic nie smakuje lepiej niż zakazany owoc.