ROZDZIAŁ 2 | Czy źle zrozumiałem Bożą wolę?
Wszystkie cztery ewangelie opisujące triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy zawierają również pewien ciekawy szczegół. Biblia mówi, że ludność nabrała "gałązek palmowych i wyszła Mu na spotkanie, i wołała: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim, król Izraela!" (J 12,13). Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego ludzie machali gałązkami palmowymi, krzycząc "Hosanna!"? Powód jest inny niż większość myśli.
Polityczni zeloci od dłuższego czasu używali gałązek palmowych jako symbolu. Wizerunek palmy znajdował się na monetach wybitych w czasie insurekcyjnej rebelii i przywodził na myśl obrazy machabejskiej rewolty. Wydaje się, że gałązki palmowe wskazują na nacjonalistyczne i polityczne oczekiwania wobec Jezusa. Jest to również potwierdzone słowem hosanna, które w aramejskim oznacza "zbawże". Jezus okazał się jednak wielkim rozczarowaniem w oczach Izraelitów i zaledwie kilka dni po tym, jak machali gałązkami palmowymi wołając "hosanna", odwrócili się od Niego, krzycząc "ukrzyżuj Go!".
Naród żydowski odrzucił swojego Mesjasza, ponieważ On nie wpisał się w ich oczekiwania. Czekali na politycznego wybawcę, na człowieka wojny i podbojów. Czekali na króla, który obali gnębiący ich rzymski rząd i przywróci narodowi jego chwałę. Zamiast tego spotkali człowieka pokoju, łagodnego i pokornego, jadącego na niskim osiołku zamiast na wojowniczym wierzchowcu. Do dzisiaj Żydzi na całym świecie modlą się o przyjście ich długo oczekiwanego Mesjasza. Jednak On przybył dwa tysiące lat temu, a wielu nadal Go nie rozpoznaje, ponieważ nie jest tym, na kogo czekają.
Uprzedzenia są źródłem błędnych wyobrażeń, które mogą zaślepić nas na to, co jest oczywiste. To przydarza się wielu ludziom, którzy szukają woli Bożej dla swojego życia. Bóg ma dla ciebie plan, który istniał na długo przed twoim urodzeniem! W rzeczywistości, bardzo możliwe, że Bóg już objawił ci swoją wolę, a ty patrzysz na nią, ale twoje błędne wyobrażenia nie pozwalają ci jej rozpoznać. W tym rozdziale chciałbym zdemaskować trzy najbardziej popularne błędne wyobrażenia dotyczące woli Bożej.
Błędne wyobrażenie nr 1: Trudno jest odkryć Bożą wolę
Pewien naukowiec udał się z grupą młodych badaczy na pustynię w celu zbadania różnych rodzajów kaktusów. Niestety, ich pojazd zepsuł się w samym środku jałowej dziczy i wyprawa została skrócona. Naukowiec, który dowodził ekspedycji, znał te tereny i był przekonany, że dadzą radę wrócić do cywilizacji. Jednak ku jego wielkiemu przerażeniu okazało się, że po dwóch dniach wędrówki zgubili się. Gdy wysączyli z manierki ostatnią kroplę wody, pojawiła się desperacja, a spalona słońcem i odwodniona grupa zrozumiała, że najpewniej zginą na tej pustyni. Nagle jeden z badaczy krzyknął do reszty:
- Tam, w oddali, jest oaza!
Grupa zaczęła krzyczeć i płakać z radości, ale naukowiec prowadzący wyprawę opuścił głowę w przygnębieniu.
- Przykro mi, że muszę to powiedzieć - stwierdził, gdy opadł na piasek - ale to, co widzicie, to tylko złudzenie.
Młodzi badacze nie uwierzyli w jego słowa. Wzięli manierki i pobiegli do miejsca, które migotało w oddali, mając nadzieję, że to, co widzą, jest prawdziwe. Kilka minut później byli już na tyle blisko, że widzieli je wyraźnie. Rozłożyste palmy tuliły się do siebie wokół błyszczącego, otoczonego bujną zielenią basenu pełnego świeżej wody. Wskoczyli do niego. Chlapali się i pili wodę, wracały im siły, a po napełnieniu manierek postanowili wrócić, by opowiedzieć naukowcowi o tym cudownym miejscu. Jednak ich radość zamieniła się w smutek, gdy znaleźli jego ciało bezwładne i bez życia, leżące dokładnie w tym samym miejscu, w którym upadł.
Wola Boża przypomina często oazę na pustyni; jest życiodajnym źródłem celu i powodu istnienia. W większości przypadków Boża wola nie jest odległą tajemnicą, ale czymś dostępnym, w zasięgu wzroku. Jednak to, co znajduje się naprzeciw nas, często najłatwiej jest zignorować, a wola Boża może być tak oczywista, że ją przeoczymy myśląc, że musi być ona czymś bardziej złożonym.
Czy zauważyłeś kiedyś, że ludziom, którzy niedawno się nawrócili, wydaje się, że wyraźnie słyszą Boży głos i wyczuwają Jego prowadzenie? Często się zdarza, że im dojrzalsi jesteśmy i im więcej wiemy, tym mocniej odczuwamy, jak niektóre sprawy się komplikują. Naukowiec z przytoczonej historii zginął, bo uznał, że oaza była zbyt piękna, by mogła być prawdziwa. Był człowiekiem wykształconym i doświadczonym. Wiedział, że złudzenie to częste zjawisko na pustyni. Jednak jego wiedza i doświadczenie nie pozwoliły mu rozpoznać tego, co znajdowało się tuż przed nim.
Czy darzyło ci się usłyszeć kiedyś kazanie na temat Bożej woli, po którym czułeś się zniechęcony i bardziej zagubiony niż dotychczas? Czy wmawiano ci kiedykolwiek, że musisz być prorokiem, by wiedzieć, co mówi Bóg? Czy masz wrażenie, że im bardziej szukasz, tym mniej znajdujesz? Możliwe, że najcenniejszą rzeczą, jakiej możesz się nauczyć, to oduczyć się wielu rzeczy, których się nauczyłeś. Powinieneś pozbyć się tego, co wywołuje zagubienie i wymaga nadmiernej analizy. Zacznij od prostej wiary dziecka. Uwierz, że Bóg ma plan, który chce ci objawić. Uwierz, że On bardziej niż ty chce, abyś go odkrył! Bądź pewien, że On nie chce cię oszukać ani namieszać ci w głowie. Pamiętaj, że On nie jest źródłem zagubienia (1Kor 14,33) i nie tworzy złudzeń, aby cię zwieść. Odkrywanie woli Bożej dla twojego życia nie jest trudne. Uprośćmy to!
Błędne wyobrażenie nr 2: Bóg zawsze objawia swoją wolę nagle i gwałtownie
Często, gdy ludzie mówią, że Bóg nie objawił im swojej woli dla ich życia, mają na myśli to, że nie słyszeli głosu z nieba. Oczywiście zdarza się, że Bóg przemawia w bardzo dramatyczny sposób. Częściej jednak, zamiast wywoływać trzęsienie ziemi, objawia swoją wolę dużo mniej ekstrawagancko, odkrywając ją powoli, warstwa po warstwie.
Pomyśl o Abrahamie, ojcu narodu izraelskiego, któremu Bóg powiedział: "Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę" (1M 12,1). Bóg kazał Abrahamowi zostawić wszystko, co znał, dla czegoś kompletnie mu obcego. Boże wezwanie nie zawierało żadnych szczególnych wskazówek - było tylko wezwaniem do ruszenia w drogę. Abraham Go posłuchał, a Bóg objawiał mu swoją wolę krok po kroku.
Gdyby Bóg objawił nam swój plan względem nas na samym początku, mogłoby się okazać, że gonimy za marzeniami zamiast Go naśladować. Bóg nie chciał jedynie posłać Abrahama do jego przybytku; Bóg chciał go tam poprowadzić. Podążając za Bogiem, Abraham dokonał zdumiewającego odkrycia. Ziemia i dziedzictwo, które Bóg miał mu dać, były oczywiście czymś wspaniałym, istniała jednak jeszcze jedna nagroda, przy której wszystkie pozostałe bledły. "Abramie - powiedział Pan - (...) zapłata twoja będzie sowita!" (1M 15,1).
Jeśli uważasz, że wszystko przewidziałeś i doskonale wiesz, dokąd Bóg cię zaprowadzi i jak cię tam zaprowadzi - bądź przygotowany na rozczarowanie. Bóg nigdy nie objawia swojej woli w sposób, który negowałby naszą zależność od Niego. Koniec końców, to czy wypełnimy wolę Bożą czy nie, zależy od tego, czy będziemy Go naśladować. W końcu odkryjemy, że prawdziwą nagrodą nie była doskonała kariera, wspaniały współmałżonek czy właściwa edukacja. Prawdziwą nagrodą za podążanie za Bogiem jest sam Bóg.
Pełne objawienie woli Bożej rzadko przychodzi jako nagła wizja. On powołuje nas, aby zobaczyć, czy pójdziemy za Nim nie znając wszystkich szczegółów. Gdy widzi, że stawiamy krok posłuszeństwa, wtedy pozwala nam postawić następny.
Niedawno zostałem zapytany, jak Bóg pokazał mi, że Jego wolą dla mnie jest ta służba, którą wykonuję. Myślę, że osoba przeprowadzająca ze mną wywiad chciała usłyszeć, że miałem wizję, marzenie albo że usłyszałem głos, który dał mi szczegółowe instrukcje. Moja odpowiedź była jednak inna. Powiedziałem mu, że gdy patrzę wstecz na ciąg cudownych zdarzeń, które przywiodły mnie do tego miejsca, oczywista jest dla mnie w tym wszystkim ręka Boża i Jego prowadzenie.
Dzisiaj zwiastuję setkom tysięcy ludzi. Prowadzę międzynarodową służbę ewangelizacyjną i mam zaszczyt przyprowadzać dziesiątki milionów ludzi do Jezusa podczas naszych ogromnych kampanii ewangelizacyjnych organizowanych na całym świecie. Bóg nigdy nie powiedział mi, że to się stanie i taka wizja nigdy nie pojawiła się w moich najśmielszych marzeniach. Jednak, gdy krok po kroku byłem posłuszny Bożemu wezwaniu, On odsłaniał swój plan warstwa po warstwie, wielokrotnie potwierdzając go podczas całej tej drogi. Odkryłem, że Bóg najczęściej w taki właśnie sposób objawia swój plan: krok po kroku.
W Ewangelii Łukasza 16,19 Jezus przedstawił zasadę, która jest podstawą w poszukiwaniu woli Bożej dla naszego życia. Powiedział: "Kto jest wierny w najmniejszej sprawie i w wielkiej jest wierny, a kto w najmniejszej jest niesprawiedliwy i w wielkiej jest niesprawiedliwy". Zanim Bóg powoła nas do wielkich rzeczy, najpierw powołuje nas do małych. Wielu ludzi chce, żeby Bóg przemówił do nich z nieba i dał im konkretne wskazówki, ale nie podążają za tymi drobnymi, które już otrzymali. Jeśli nie wykonujesz tego, o czym już wiesz, to dlaczego Bóg miałby dać ci więcej instrukcji? Jeśli nie jesteś wierny w małych rzeczach, to dlaczego Bóg miałby powierzyć ci coś ważniejszego?
Myśląc o Bożym powołaniu i o Jego woli dla twojego życia, nie skupiaj się na miejscu, w którym w końcu się znajdziesz albo na tym, co ostatecznie będziesz robił. Zamiast tego pomyśl, co Bóg chce, abyś zrobił teraz! Co masz w dłoni? Czego On chce od ciebie dzisiaj? Podążając za Nim posłusznie, krok za krokiem i dzień po dniu, otrzymasz jaśniejszy obraz, a On będzie powierzał ci coraz więcej. W końcu nadejdzie ten dzień, w którym popatrzysz na wiele małych kroków, jakie wykonałeś w wierze i posłuszeństwie, i zobaczysz, jak Pan ostrożnie i strategicznie dyrygował każdym z nich, w sposób, którego sam byś nigdy nie wymyślił.
Błędne założenie nr 3: Bóg chce, żeby każdy poświęcił się służbie na pełny etat
Często widziałem ludzi, którzy doświadczali tragedii w swojej służbie, ponieważ odczuli impuls Bożego powołania i błędnie zinterpretowali go jako wezwanie do służby w pełnym wymiarze godzin, zawodowo. Nawet jeśli czujesz namaszczenie do zwiastowania czy nauczania, silne pragnienie ratowania zagubionych czy wyjątkowy dar charyzmatyczny, taki jak prorokowanie czy uzdrawianie, wcale nie musi to oznaczać, że Bóg chce, abyś rzucił pracę zawodową i założył kościół. Tak jak apostoł Paweł, ja również chciałbym, aby wszyscy tak jak ja szli do narodów, zwiastując "etatowo" ewangelię. Nie możemy jednak zapomnieć, że "każdy ma własny dar łaski od Boga, jeden taki, a drugi inny" (1Kor 7,7). Jeżeli działasz bez Bożego powołania i Jego daru, nie otrzymasz łaski do wykonania zadania. Ponadto, takie działanie może okazać się katastrofalne w skutkach dla tego, kto niewłaściwie rozpoznał wolę Bożą oraz dla tych nieszczęśników, którzy znaleźli się pod jego przywództwem.
Pochodzę z rodziny o wieloletniej tradycji na polu służby. Jestem piątym pokoleniem kaznodziejskim ze strony ojca. Mój dziadek ze strony mamy również był pastorem. Ojciec mojej żony też jest pastorem. Nie muszę chyba mówić, że jestem otoczony ludźmi służącymi Bogu. Myślę, że wiele osób zakłada, że zająłem się służbą, ponieważ oczekiwała tego ode mnie moja rodzina. A jednak było zupełnie odwrotnie. W rzeczywistości mój ojciec zawsze radził mi słowami: "Jeśli potrafisz robić coś innego - idź i rób to". Innymi słowy, jeśli potrafisz być szczęśliwy, zajmując się czymś innym niż służba na pełny etat, prawdopodobnie nie zostałeś do niej powołany. Prawda jest taka, że służba jako zawód nie jest przeznaczona dla każdego i nie powinno się jej brać pod uwagę bez wyraźnego i pewnego powołania. A jednak wiele osób, które nie otrzymały powołania do "służby", ciągle ma palące pragnienie służenia Panu. Dobrą nowiną jest to, że służenie Bogu nie zawsze oznacza bycie kaznodzieją.
Królestwo Boże potrzebuje ambasadorów w każdej sferze społecznej. W Ewangelii Mateusza 13 Jezus opowiada dwie historie z tym samym morałem.
Inne podobieństwo podał im, mówiąc: Podobne jest Królestwo Niebios do ziarnka gorczycznego, które wziąwszy człowiek, zasiał na roli swojej. Jest ono, co prawda, najmniejsze ze wszystkich nasion, ale kiedy urośnie, jest największe ze wszystkich jarzyn, i staje się drzewem, tak iż przylatują ptaki niebieskie i gnieżdżą się w gałęziach jego. Inne podobieństwo powiedział im: Podobne jest Królestwo Niebios do kwasu, który wzięła niewiasta i rozczyniła w trzech miarach mąki, aż się wszystko zakwasiło (Mt 13,31-33).
Obraz, który Jezus maluje za pomocą tych dwóch przypowieści, jest jasny. Królestwo Niebios ma rosnąć, pomnażać się i przenikać wszystko, co napotyka - tak jak to małe, pozornie nieważne ziarenko gorczycy wyrasta na największe z ziół w ogrodzie, na tak olbrzymie drzewo, że mogą w nim mieszkać ptaki. I tak jak mały zakwas przenika każdą odrobinę pokarmu, do którego zostaje dodany, tak samo Królestwo Boże nie powinno być zamknięte za witrażami pięknych kościołów, ale powinno przenikać całą naszą planetę. To jednak nigdy nie nastąpi, jeśli jedynymi osobami aktywnymi w służbie będą apostołowie, prorocy, pastorzy, nauczyciele i ewangeliści. Zamiast tego Bożym planem jest to, aby prawdziwa praca w ramach służby była wykonywana przez hydraulików, nauczycieli akademickich, architektów krajobrazu, prawników i lekarzy. Potrzebujemy kobiet i mężczyzn, którzy zaniosą chwałę Bożą i ewangelię do Białego Domu, do Hollywood, na Wall Street, Main Street i do każdej innej strefy kulturalnej czy społecznej.
W ciągu wielu lat powstał fundamentalny rozłam między dwiema częściami kościoła powszechnie określanymi jako duchowieństwo i ludzie świeccy. Zrodziło się pojęcie służby hierarchicznej, które podzieliło te dwie grupy. To z kolei doprowadziło do powstania chorego systemu, w którym zawodowi pastorzy, którzy są mniejszością kościoła, przejęli większość pracy w służbie. W międzyczasie, pozostała część ciała Chrystusa, będąca w większości, jest nauczana, że nie kwalifikuje się do służby, a ich rola jest redukowana do roli widzów.
Jednak gdy w Liście do Efezjan 4 czytamy o roli apostołów, proroków, pastorów, nauczycieli i ewangelistów, obraz, który wyłania się z tego tekstu, okazuje się być zupełnie inny od tego, który kształtuje się w nowoczesnym kościele. Zgodnie z nowotestamentowym wzorem, pełnoetatowi pracownicy kościoła mają służyć ciału Chrystusa wyposażając świętych do służby (Ef 4,12). Jeżeli przyrównamy ciało Chrystusa do drużyny futbolowej, wtedy etatowi pracownicy w kościele pełnią rolę chłopców do podawania wody - służą drużynie, dbając o wyposażenie i odświeżenie.
Prawdziwymi duszpasterzami i ambasadorami Królestwa Bożego na świecie, prawdziwymi graczami na boisku są setki milionów świętych obmytych krwią, którzy tworzą ciało Chrystusa. Ponieśliśmy niewyobrażalną stratę przez utrwalanie w świadomości ludzi faktu, że ta garstka pracujących w kościele na pełny etat to "prawdziwi" słudzy, a reszta to tylko widzowie.
Przyjacielu, Bóg chce użyć darów, talentów i powołania, które dał ci po to, aby podbić świat dla swojej chwały. Wykorzystaj każdą sferę wpływów, w której cię umieścił do szerzenia Jego Królestwa i autorytetu!
Zwiastuj Chrystusa albo UPRAWIAJ kukurydzę
Brat słynnego ewangelisty, nazwijmy go Sam, wyjaśnił kiedyś żartobliwie, dlaczego został farmerem, a nie ewangelistą, jak jego brat. Powiedział, że gdy jego brat modlił się kiedyś na polu, na niebie w obłoku ognia pojawiły się litery "PC". Brat zapytał:
- Panie, co to oznacza? - na co Pan mu odpowiedział: - Zwiastuj Chrystusa! (z ang. Preach Christ).
Sam powiedział, że po tym wydarzeniu też udał się na pole i na niebie ponownie pojawił się ognisty napis w formie liter "PC". Zapytał więc Pana:
- Czy to oznacza, że wzywasz mnie, abym zwiastował Chrystusa?
Pan odpowiedział:
- Nie, Sam. Chcę, żebyś hodował kukurydzę (z ang. Plant Corn).
Mimo że ta opowieść jest tylko żartem, kryje się w niej głęboka lekcja. Sam nie zwiastował tłumom tak jak jego brat, ale Bóg użył go jako rolnika. Ze względu na swoją wyjątkową strefę wpływów w świecie biznesu mógł dzielić się ewangelią z ludźmi, którzy nigdy nie poszliby na spotkanie ewangelizacyjne, na którym zwiastował jego brat.
Tak jak tych dwóch mężczyzn, niektórzy z nas są powołani do bycia ewangelistami, inni do bycia rolnikami, ale Bóg użyje każdego z nas dla swojej chwały. Bóg powołuje niektórych ludzi do tego, by używać ich do swoich celów w świecie biznesu. Innych powołuje jako nauczycieli, a jeszcze innych jako muzyków.
Powołuje również ludzi do pracy w handlu, przemyśle, medycynie, prawie, polityce i w wielu innych branżach. Bóg może powołać kogoś do zwiastowania ewangelii, a kogoś innego do tego, aby wspierał go finansowo. Oboje mają tę samą wartość, a Bóg obojga tak samo wynagrodzi za różne role, jakie odegrali, jeśli tylko będą posłuszni i wierni Jego powołaniu.
Lekarz od serca
Mój bliski przyjaciel, Dr. Chauncey Crandall, jest znanym w Stanach Zjednoczonych kardiologiem. Jest człowiekiem nauki i medycyny i odniósł ogromny sukces na polu naukowym. Wykorzystuje jednak swoje wpływy do zwiastowania Królestwa Bożego. W gabinecie modli się o pacjentów i dzieli się z nimi miłością Jezusa. Prawdziwie troszczy się o serca swoich pacjentów - zarówno te fizyczne, jak i duchowe. Wiele razy w jego szpitalnym gabinecie miały miejsca ponadnaturalne uzdrowienia i cuda. Dzisiaj zapraszany jest na konferencje i konwencje na całym świecie, na których mówi o cudach z perspektywy lekarza. Dzięki swoim wyjątkowym zdolnościom występuje tam, gdzie większość ewangelistów nie miałaby prawa głosu.
Szerzenie ewangelii w biznesie
Marie Green była córką ewangelisty i żoną pastora. Jej miłość do Boga była nadzwyczajna, a jej serce przepełnione pasją dla ewangelii. Szydełkowała serwetki i sprzedawała je wraz z innymi rzeczami, przeznaczając zarobione pieniądze na misję. Jako matka sześciorga dzieci - trzech chłopców i trzech dziewczynek - miała głębokie pragnienie, aby jej dzieci wzrastały służąc Panu i pracując dla Jego Królestwa. Przykład, który im dała, wywarł niezatarte wrażenie na całej szóstce dzieci i wszystkie poświęciły się służbie, z wyjątkiem jednego.
David był "czarną owcą" w rodzinie. Nie czuł powołania do bycia kaznodzieją, nie miał pragnienia, by zostać pastorem czy pracować na polu misyjnym, ale tym, czym się wyróżniał, było zamiłowanie do matematyki i biznesu. Czuł się w świecie biznesu jak ryba w wodzie i był w tym dobry! Jednak nawet wtedy, gdy awansował czy odnosił sukcesy, nie otrzymywał upragnionej pochwały od swojej mamy. Mówiła: "Cudownie David, ale co robisz dla Pana?". To go martwiło, ponieważ kochał Jezusa i chciał Mu służyć, ale Bóg nie powołał go do zwiastowania.
W 1972 roku Dawid otworzył własny biznes, który nazwał Hobby Lobby i zaczął szukać Bożej woli dla swojego życia. Nie odkrył jej z dnia na dzień. W rzeczywistości przyznał mi się, że nie wiedział, że w grę wchodziło również służenie Bogu poza kościołem. Jednak Bóg zaczął objawiać mu swoją prawdę.
Pewnego dnia Bóg przemówił do Davida, przekonując go do przekazania trzydziestu tysięcy dolarów na konkretną służbę. Mimo że David nie miał takiej kwoty, postanowił, że znajdzie sposób, by być posłusznym Bogu. Dawał tyle, ile mógł - po siedem i pół tysiąca miesięcznie, przez cztery kolejne miesiące. Gdy przekazał już wszystkie pieniądze w posłuszeństwie Panu, odkrył, że odbiorca ofiary błagał Boga na kolanach o pomoc w tym samym momencie, kiedy Bóg przemówił do Davida na temat tej potrzeby. David zdał sobie sprawę, że zdolność do biznesu, jaką posiadał, nie była tylko zbiegiem okoliczności - była darem od Boga do szerzenia ewangelii! Poznając dalej wolę Bożą, zrozumiał, że jego biznes wcale nie należał do niego - należał do Boga.
Dzisiaj David Green jest miliarderem. Zrozumiał, że jego biznes jest jego służbą i służy Bogu na tym polu razem z całą swoją rodziną. Firma Hobby Lobby jest właścicielem setek sklepów w czterdziestu jeden stanach całej Ameryki. Ideologia firmy brzmi: "Hobby Lobby współpracuje z organizacjami, które szerzą dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie na całym świecie". David Green wraz z rodziną masowo wspierają służby i misje na całym świecie. Wierzą, że dzięki wsparciu misji udaje im się dotrzeć z ewangelią do ponad jednej trzeciej ludzi na świecie.
Rodzina Greenów nie tylko poszerza Królestwo Boże poprzez dary finansowe, ale w każdej sferze swojego biznesu widzi szansę dzielenia się ewangelią. W składaniu swojego chrześcijańskiego świadectwa są odważni i bezkompromisowi. Hobby Lobby ma swojego firmowego duszpasterza, codziennie też w budynku firmy odbywają się studia biblijne. Setki pracowników powierzyło swoje życie Chrystusowi w miejscu pracy, a David uważa ewangelię za siłę napędową na drodze do sukcesu. David Green powiedział kiedyś: "Chcemy, żeby nasza organizacja została zapamiętana jako ta, która widzi różnicę pomiędzy doczesnością a wiecznością. Nasz biznes jest tylko środkiem do celu, a naszym celem jest próba połączenia ludzkiego życia wiecznością".
Matka Davida, Marie, zmarła w 1975 roku, trzy lata po założeniu Hobby Lobby. Nigdy nie widziała, jak jej syn, czarna owca rodziny, dociera z ewangelią na krańce ziemi w sposób, który przejdzie do historii. Jestem jednak pewien, że dzisiaj uśmiecha się z nieba, widząc, że jej syn naprawdę wypełnia wolę Bożą i ma wpływ na wieczność w sposób, o jakim większość kaznodziei i pastorów może tylko marzyć.
Pracownicy Techniczni dla Jezusa
Nasza misja, Christ for all Nations, zorganizowała największe spotkania ewangelizacyjne w historii. W ich trakcie dziesiątki milionów ludzi przyjęło Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela. W latach 2000-2009 doliczyliśmy się pięćdziesięciu trzech milionów zarejestrowanych kart deklaracji od ludzi, którzy przyjęli Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela! Jest to historyczne żniwo dotykające kontynent w potężny sposób.
Najczęściej, gdy ludzie myślą o misji Christ for all Nations, myślą o ewangeliście Reinhardzie Bonnke albo o mnie - osobach zwiastujących. Jednak wielu najważniejszych ludzi w naszej organizacji pracuje za kulisami. Jednym z najbardziej istotnych elementów naszego zespołu jest grupa techniczna. Należą do niej mężczyźni, którzy jeżdżą ciężarówkami, ustawiają scenę i światła, zajmują się nagłośnieniem, prądem, kamerami i pilnują, żeby cały sprzęt działał jak należy; ci wszyscy mężczyźni czują takie samo powołanie do ewangelizowania jak mówcy i tak samo poważnie traktują swoją pracę. Niektórzy naprawdę oddali swoje życie dla ewangelii niczym męczennicy. Salutujemy im jak mistrzom wiary, którymi niewątpliwie są!
Jednym z moich bohaterów jest Winfried Wentland. Obecnie dowodzi on grupą techniczną i to on odpowiada za to, żeby cały sprzęt dotarł na właściwe miejsce i we właściwym czasie. Przez ponad trzydzieści lat Winfried jeździł naszymi ciężarówkami przez Afrykę. Przekraczał granice, strefy wojny, rzeki, które wylały, dżungle dotknięte malarią, stale narażając swoje życie. Dwanaście razy niemal nie zginął.
Tonął na statku i wyciągany był z rzeki pełnej krokodyli. Znalazł się w ogniu krzyżowym armii rebeliantów. Uciekał z rąk terrorystów, złodziei, dzieci-żołnierzy i zbirów. Ponad dwadzieścia razy chorował na malarię. Niewielu doświadczyło takich przygód i dokonało tak bohaterskich czynów dla ewangelii. Winfried powtarza jednak: "Nikt nie powinien robić takich rzeczy dla przygody, w poszukiwaniu jakiegoś duchowego kopniaka czy zmiany otoczenia. Tu nie chodzi o osobistą satysfakcję. W takiej pracy, poza Bożym powołaniem, potrzebujesz również wytrwałości. Przez większość czasu jest to fizycznie męcząca, ciężka, rutynowa praca". Winfried i mężczyźni, którzy z nim pracują, są ekspertami w swoich dziedzinach: inżynierii, elektronice, logistyce itp. Mimo że zawody te nie kojarzą się bezpośrednio ze służbą, ich praca jest niesamowicie ważna dla naszej misji. Dzięki ich wysiłkowi dosłownie dziesiątki milionów Afrykańczyków usłyszało ewangelię i przyjęło Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela.
Niektórzy są powołani do służby na pełny etat, pozostali są powołani do robienia innych rzeczy. W rzeczywistości, większość chrześcijan została powołana do służenia Bogu w sferach świeckich. Jedno jest jednak pewne: bez względu na to, do czego Bóg cię powołuje, masz to robić na Jego chwałę i dla szerzenia Jego Królestwa. Bez względu na to, czy Bóg wzywa cię do służby na pełny etat, czy chce, abyś był Jego ambasadorem w świecie biznesu, nauki, rozrywki, w rządzie czy gdziekolwiek indziej, zasady są takie same, klucze do odkrycia woli Bożej są takie same, wyzwania i pułapki są takie same i, w końcu, nagroda też będzie taka sama. W przeciwieństwie do tego, w co wierzy wiele osób, Bóg nie nagradza nas w oparciu o to, ilu ludzi przyprowadzimy do Jezusa. On nas nagradza w oparciu o nasze posłuszeństwo i wierność Jego powołaniu oraz Jego woli. Obyś był wierny i posłuszny na każdym polu misyjnym, na jakie cię powoła, abyś na końcu mógł usłyszeć te słowa: "Dobrze, sługo dobry i wierny!" (Mt 25,21).