Wstęp
Cechy buntownika przejawiają się w wielu wymiarach. Przede wszystkim
buntownik nie wierzy w nic, co nie jest jego własnym doświadczeniem.
Jedyną prawdą jest dla niego jego prawda. Prorocy, mesjasze, zbawcy,
święte pisma, starożytne tradycje - nikt ani nic nie może mu dać jego
prawdy. Mogą mówić o prawdzie, mogą robić wokół niej wiele zamieszania,
ale "wiedzieć o prawdzie" nie znaczy "znać prawdę". Wiedzieć o czymś to
widzieć to coś z zewnątrz, krążyć wokół czegoś. W ten sposób nie dociera
się do centrum.
Buntownik nie ma systemu wierzeń - teista lub ateista, hinduista lub
chrześcijanin... On jest badaczem, poszukiwaczem. Trzeba jednak zrozumieć
pewną subtelną rzecz: buntownik nie jest egoistą. Egoista także nie chce
przynależeć do żadnego kościoła, żadnej ideologii, żadnego systemu
wierzeń, ale jego powód jest zupełnie inny niż buntownika. Egoista nie
chce przynależeć, bo zbyt wysoko ocenia sam siebie. Może być tylko sam
ze sobą.
Buntownik nie jest egoistą. Jego niewiara jest wyrazem skromności. Mówi
po prostu: "Dopóki nie odnajdę swojej własnej prawdy, wszystkie
zapożyczone prawdy tylko niepotrzebnie mnie obciążają. Mogę zgromadzić
dużo wiedzy, ale ona nie będzie pochodziła ode mnie. Nie doświadczę jej
osobiście".
Buntownik nie należy do żadnego kościoła, żadnej organizacji, bo nie
chce być naśladowcą. Chce pozostać prawdziwy, czysty, aby poszukiwać bez
uprzedzeń, aby pozostać otwartym, nie mieć żadnych przedwczesnych
sugestii. Jego podejście to podejście człowieka skromnego. On szanuje
swoją niezależność, lecz szanuje także niezależność każdego innego
człowieka. Szanuje swoją boskość, ale szanuje również boskość całego
wszechświata. Jego świątynią jest wszechświat - dlatego porzucił małe
świątynie zbudowane przez człowieka. Jego świętym pismem jest cały
wszechświat i dlatego zostawił święte pisma napisane przez ludzi.
Powodem nie była jego arogancja, były nim pokorne poszukiwania.
Buntownik jest tak niewinny jak dziecko.
Poza tym buntownik żyje w teraźniejszości z jak największą uwagą i świadomością. Nie żyje w przeszłości, której przecież już nie ma, ani w przyszłości, której jeszcze nie ma. Mówiąc inaczej - świadomie żyje
chwilą. Zazwyczaj żyjemy jak lunatycy. Buntownik próbuje prowadzić swoje
życie w stanie całkowitego przebudzenia. Jego religią jest uważność,
jego filozofią jest uważność, jego sposób życia jest przepełniony
uważnością.
Kolejna cecha to całkowity brak zainteresowania dominacją nad innymi.
Buntownik nie ma pragnienia władzy, bo jest ona najohydniejszą rzeczą na
świecie. Żądza władzy zniszczyła społeczeństwo, nie dopuściła do
rozkwitu kreatywności, do stawania się coraz wspanialszym, zdrowszym,
bardziej rozwiniętym. I to właśnie żądza władzy najczęściej doprowadza
do konfliktów, rywalizacji, zazdrości, a w końcu do wojen. Jeśli
przyjrzeć się historii ludzkości... jest przepełniona wojnami; ciągle
człowiek zabija człowieka. Zmieniły się powody, ale zabijanie trwa.
Powód zawsze się znajdzie i usprawiedliwienie też, bo prawda jest taka,
że ludzie lubią zabijać.
W jednej z bajek Ezopa - są to jedne z najwspanialszych bajek, tak
proste, a tak mądre - owieczka piła wodę z krystalicznie czystego
górskiego strumienia. Nadszedł wielki lew i oczywiście od razu
zainteresował się owieczką, bo to była pora śniadania. Szukając
pretekstu, odezwał się:
- Brudzisz mi wodę. Nie wiesz, że jestem królem dżungli?
- Wiem, wasza wysokość - odparła owieczka - ale strumień nie płynie w twoją stronę. Stoję za tobą i nawet gdybym pobrudziła wodę, nie
dopłynęłaby ona do ciebie. Woda nie płynie w twoim kierunku. To ty ją
zmąciłeś, więc muszę taką pić. Twoje rozumowanie jest niewłaściwe.
Lew musiał uznać jej argumenty i stał się bardzo zły.
- Nie wykazujesz szacunku dla starszych. To bezczelność spierać się ze
mną - powiedział.
Biedna owieczka odparła:
- Nie spieram się z tobą. Mówię, jak jest naprawdę. Sam przecież
widzisz, że strumień płynie w moją stronę.
Lew milczał przez chwilę.
- Właśnie mi się przypomniało - powiedział w końcu. - Pochodzisz z aroganckiej, niekulturalnej rodziny. Nie dalej jak wczoraj twój ojciec
mnie obraził.
- To musiał być ktoś inny. Mój tatuś nie żyje od trzech miesięcy i zapewne dobrze o tym wiesz, bo zakończył żywot w twoim brzuchu. Zjadłeś
go na obiad. Jak mógłby się niegrzecznie zachować wobec ciebie?
Tego było dla lwa za wiele. Rzucił się na owieczkę i złapał ją w pazury.
- Nie umiesz się zachować i jesteś arogancka.
Owca na to:
- Prawda jest taka, że nadeszła pora śniadania. Po prostu zjedz mnie.
Nie szukaj usprawiedliwienia.
Dzięki takim prostym alegoriom Ezop tak wiele powiedział o ludziach...
Buntownik po prostu żyje chwilą, świadomie, bez potrzeby dominowania ani
za życia, ani po śmierci. Nie ma w nim żądzy władzy. Jest badaczem
duszy. Naukowcy kierowani wątpliwościami, sceptycyzmem, ciekawością
badają świat - on kierowany tym samym prowadzi poszukiwania w głębi
siebie. Nauka bada obiektywną rzeczywistość, buntownik - subiektywność.
On nie potępia wątpliwości, nie potępia sceptycyzmu, nieposłuszeństwa,
laickiego podejścia do rzeczywistości. Wchodzi do swojego wnętrza jak
naukowiec.
W jego religii nie ma miejsca na przesądy - on jest naukowcem. Nie szuka
Boga, bo jeśli zaczniesz od Boga, to znaczy, że zaakceptowałeś jakąś
wiarę, czyli rozpoczynasz poszukiwania w określonym kierunku.
Buntownik wchodzi w swój świat wewnętrzny z otwartymi szeroko oczami,
nie wiedząc, czego szuka. Poleruje swoją inteligencję. Pogłębia swoją
wewnętrzną ciszę, nadaje swojej medytacji intensywność, by objawiło się
to, co jest w nim ukryte; jednak nie ma on wcześniej określonego celu
poszukiwań. Zasadniczo jest agnostykiem. To słowo należy zapamiętać, bo
opisuje jedną z podstawowych cech buntownika. Istnieją teiści - to ci,
którzy wierzą w Boga, ateiści - ci, którzy w Boga nie wierzą, oraz
agnostycy, którzy mówią po prostu: "Jeszcze nie wiemy. Poszukamy,
zobaczymy. Nie możemy nic powiedzieć, dopóki nie zajrzymy w każdy
zakamarek naszej istoty". Buntownik zaczyna od "nie wiem". Dlatego
twierdzę, że jest niewinny jak dziecko.
Dwaj chłopcy umawiają się, że uciekną z domu. Jednak jeden z nich się
waha:
- Jeśli nasi ojcowie nas dopadną, zbiją nas.
- To im oddamy - mówi drugi.
- Przecież nie możemy tego zrobić! Biblia każe nam czcić ojca swego i matkę swoją.
- No dobrze! To ty oddasz mojemu ojcu, a ja twojemu.
Jak łatwo przychodzi proste i niewinne rozwiązanie! Buntownik żyje jak
niewinne dziecko, a niewinność jest jedną z najbardziej zagadkowych
cech. Otwiera drzwi do wszystkich tajemnic życia.
Tylko ludzie zbuntowani są prawdziwymi rewolucjonistami i są naprawdę
religijni. Nie tworzą organizacji, nie mają naśladowców, nie budują
kościołów.
Buntownicy mogą być wspaniałymi kompanami w podróży: będą się radować z bycia obok innych, ze wspólnego tańca, śpiewu, płaczu. Będą się cieszyć
z wyjątkowości egzystencji i wiecznego życia razem. Mogą stworzyć
wspólnotę, w której nikt nie będzie musiał poskramiać swojej
indywidualności. Przeciwnie. Wspólnota buntowników odświeża każdą
indywidualność, pielęgnuje ją, darzy szacunkiem.
1. Pożegnanie z przeszłością
Buntownik po prostu mówi przeszłości: żegnaj. Jest to postępujący
proces; stąd bycie buntownikiem oznacza ciągłe trwanie w buncie,
ponieważ każdy moment przechodzi do przeszłości, każdy dzień dzisiejszy
staje się dniem wczorajszym. Nie znaczy to jednak, że przeszłość jest
cmentarzyskiem, do którego buntownik przybliża się z każdą chwilą.
Przeciwnie - on musi się nauczyć nowej sztuki: umierania wraz z każdą
odchodzącą chwilą, by odradzać się swobodnie w każdej chwili, która
nadchodzi.
Czym jest prawdziwy bunt? Jaka jest różnica między reakcją a świadomym działaniem podejmowanym przez istotę ludzką?
Podstawową sprawą jest zrozumienie różnicy między buntem a rewolucją.
Rewolucja to zorganizowany wysiłek, by z użyciem przemocy zmienić
społeczeństwo. Jednak nie uda się zmienić społeczeństwa za pomocą
przemocy, gdyż i tak jest ona wszechobecna w jego życiu. Dlatego
wszystkie rewolucje upadły. I nie ma żadnej szansy na to, by jakakolwiek
wygrała kiedykolwiek w przyszłości.
Bunt jest indywidualny, pokojowy i przebiega bez przemocy. Wypływa z miłości. Bunt jest skierowany nie przeciwko czemuś, ale ku czemuś.
Rewolucjoniści są tak bardzo zajęci byciem przeciwko, że zapominają, o co jest ten cały zamęt. To z powodu złości. A złość nie jest w stanie
stworzyć lepszego społeczeństwa. Bunt nie jest skierowany przeciwko
społeczeństwu, on ma wspierać nowy rodzaj człowieka, nową ludzkość.
Rewolucja jest walką z przeszłością.
Bunt to medytacja dla przyszłości.
Jak mówiłem, bunt wypływa z miłości, ciszy, zrozumienia, współczucia -
wszystkiego tego, co czyni człowieka bardziej boskim. Rewolucja
wykorzystuje cechy, które przybliżają człowieka do zwierzęcia. Ponieważ
bunt jest sprawą indywidualną, nie ma potrzeby walczyć, szarpać się.
Jednostka, która różni się od pozostałych, w żaden sposób nie
przeszkadza społeczeństwu. Jednak nawet pojedynczy człowiek: medytujący,
kochający, mający nadzieję na nowy wschód słońca, może stworzyć szansę
powstania nowego społeczeństwa. Sama jego obecność wystarczy, aby
zmienić pozostałych. Jego miłość nigdy nie zawiedzie - miłość nigdy nie
zawodzi. Jego zrozumienie, inteligencja, współodczuwanie - wszystko to
daje pewność zwycięstwa.
Nikt jeszcze nie spróbował buntu. Rewolucja wydaje się łatwiejsza, bo
pozornie przeciwko tak wielkiemu społeczeństwu potrzebna jest wielka
organizacja. Jednak z chwilą gdy się zorganizujecie, stajecie się takim
samym rodzajem społeczności, metody pozostają te same. Stajecie się
odbiciem tego, czemu się sprzeciwiacie. Stoisz przed lustrem - odbicie,
które w nim widzisz, jest twoim odbiciem, chociaż odwróconym. Stare
społeczeństwo stosuje przemoc, rewolucja stosuje przemoc. Stare
społeczeństwo zniewala ludzi, rewolucjoniści czynią to samo. Stare
społeczeństwo jest uzależnione od wiary, rewolucjoniści także. Nie ma
znaczenia, czy wierzysz w Biblię, czy w Kapitał.
Jest jeszcze jedna sprawa, którą należy dokładnie zapamiętać:
rewolucjoniści, żeby wygrać, muszą stosować większą przemoc niż stare
społeczeństwo, muszą być bardziej przebiegli, upolitycznieni,
sprytniejsi, okrutniejsi. W przeciwnym razie nie zwyciężą. Mówiąc wprost
- w imieniu rewolucji zwycięża większa przemoc, większe okrucieństwo,
bardziej radykalne niewolnictwo; konieczne jest jeszcze większe
podporządkowanie niż to istniejące wcześniej. Potwierdzają to wszystkie
dotychczasowe rewolucje.
Bunt jest zjawiskiem duchowym.
Nie jest skierowany przeciw społeczeństwu jako takiemu. Po prostu jest
inteligencją, która pokazuje, że to społeczeństwo jest martwe, niezdolne
do tego, by stworzyć nową istotę ludzką, że jest wyczerpane, znajduje
się niemal na krawędzi globalnego samobójstwa. Potrzebuje współczucia,
nie złości.
Buntownik może dokonać tylko jednej rzeczy... Niczego nie organizuje, bo -
chcąc organizować - musiałby stosować takie same schematy, jakie stosuje
społeczeństwo, któremu się przeciwstawia; musiałby używać tego samego
języka, tych samych wzorców, struktur, które w społeczeństwie od dawna
istnieją.
Jest takie chińskie powiedzenie: "Zły przyjaciel nie jest aż tak zły jak
zły wróg". Brzmi dziwnie, ale zawiera głęboką prawdę. Jeśli masz wroga,
wcześniej czy później będziesz musiał zacząć używać jego metod, jego
taktyki, aby z nim walczyć. Nie ma innej drogi. Jeśli chcesz wygrać,
musisz stać się lepszy niż on w posługiwaniu się jego metodami. Dlatego
często powtarzam: przyjaciół możesz sobie dobierać dowolnie, ale wrogów
dobieraj bardzo uważnie, bo oni zmienią twój charakter.
Buntownik nie ma wrogów. On po prostu widzi, że to, co stare, się
skończyło. Nie trzeba z tym czymś walczyć. Ono samo umiera. Walcząc,
przywracasz temu czemuś życie. Ignoruj to. Już i tak leży na łożu
śmierci. Dokona żywota samo z siebie. Nie dostarczaj mu energii, walcząc
z nim.
Buntownik może dokonać tylko jednego: zmienić siebie w nowego człowieka,
stać się uosobieniem swojej wizji. Jedynie w ten sposób udowodni, że
jego wizja nie jest snem. Będzie przemieniał swoją wizję w rzeczywistość.
Chcę, żebyś był buntowniczy.
Dlatego nie wierzę w organizacje. Nie chcę, żebyś był nową religią, nową
ideologią, bo byłoby to jedynie powtórzeniem starych wzorców. Możecie
być razem bez żadnych warunków, bez zasad, po prostu dzięki czystej
przyjaźni. Żadna ideologia - jedynie czysta miłość, idziecie bowiem tą
samą drogą, odkrywając samych siebie, sprawdzając, czy wizja nowego
człowieka może się urzeczywistnić. Możecie sobie nawzajem pomagać,
możecie się wspierać, możecie dodawać sobie odwagi.
Są takie chwile, kiedy potrzeba nam zachęty, bo zmiana, całkowita zmiana
samego siebie, nie jest łatwym zadaniem. Wiele razy umysł chce wrócić do
starych schematów, starych nawyków. Stąd potrzeba wspólnoty. Wspólnota
nie jest alternatywą dla społeczeństwa. Nie jest jakąś nową organizacją;
jest czymś zupełnie odmiennym. Jest czułym byciem razem wędrowców,
którzy doskonalą siebie samych. Pięć tysięcy osób, które pracują nad
sobą, to wielka zachęta - nie jesteś osamotniony. A jeśli aż pięć
tysięcy ludzi próbuje, to jest jakaś nadzieja. Widzisz ludzi przed sobą,
widzisz ludzi za sobą, na wszystkich szczeblach drabiny. Staje się dla
ciebie jasne, że ci ludzie, zupełnie tak samo jak ty, przecierają szlak,
zmieniają się. I sam siebie motywujesz, żeby nie stać się tchórzem, żeby
nie wrócić do starych nawyków. Nie możesz do nich wrócić, bo pięć
tysięcy ludzi patrzy na ciebie z wielkim optymizmem. Mają ogromne
nadzieje, że dotrwasz, że wschód słońca jest tuż-tuż.
Tak, jest bardzo ciemno, ale żeby ujrzeć słońce, nie powinieneś się
cofać. Aby ujrzeć światło, musisz iść do przodu. Im noc ciemniejsza, tym
świt bliżej.
Niektórzy już tam doszli. Widzisz blask w ich oczach, widzisz, jak
rozkwitają kwiaty ich jaźni, i czujesz, jak pięknie pachną. Jest to więc
tylko kwestia odrobiny więcej cierpliwości, odrobiny więcej odwagi.
Mimo wszystko bunt pozostaje rzeczą indywidualną. Buntownicy mogą żyć
razem, tworzyć atmosferę, otoczenie, buddyjską przestrzeń, w której
przebudzenie będzie łatwiejsze. Nie są jednak zorganizowani ani nie są
przywiązani do żadnych wierzeń. To indywidualiści; z własnej woli
przyłączyli się do innych poszukiwaczy wschodu słońca.
Pytasz, jaka jest różnica między reakcją a świadomym działaniem
podejmowanym przez istotę ludzką. Buntownik nie reaguje. On działa
świadomie. Rewolucjonista zawsze reaguje, nie działa świadomie. Różnica
jest znacząca.
Kilka dni temu otrzymałem list od pewnej starej kobiety, przewodniczącej
Amerykańskiego Stowarzyszenia Ateistów. Musi być chyba najstarszą
kobietą na świecie, bo jeden z moich znajomych Hindusów - Gora, dość
stary człowiek - był jej zwolennikiem. Otóż ta kobieta utworzyła w wielu
krajach stowarzyszenia ateistów. Zapewne w jakimś programie telewizyjnym
usłyszała mnie mówiącego, że Boga nie ma, i bardzo się ucieszyła.
Napisała: "Jesteś człowiekiem wielkiej odwagi. Pomimo swojego podeszłego
wieku chciałabym przyjechać i spotkać się z tobą, porozmawiać". Kazałem
swojej sekretarce odpisać, że mogę się spotkać, ale nie jestem ateistą.
Jeśli ta kobieta przyjedzie do mnie, myśląc, że jestem ateistą, bo
twierdzę, że nie ma Boga, będzie rozczarowana. Lepiej od razu to
wyjaśnić.
Dla mnie ateizm jest reakcją na teizm. Są ludzie, miliony ludzi, którzy
wierzą w Boga. Nieliczni reagują na to w ten sposób, że zaczynają nie
wierzyć w Boga. Po prostu reagują. Możesz to sprawdzić w bardzo prosty
sposób. Jeżeli wszyscy teiści znikną, jeśli nie będzie teizmu, to czy
ateiści pozostaną? Byli wtórni, stanowili reakcję na teistów. Jeśli nie
ma religii i nikt nie twierdzi, że Bóg istnieje, jaki ma sens niewiara w Boga? Wyjdziesz na głupca. Ateizm umrze automatycznie wraz ze śmiercią
teizmu. To znaczy, że był tylko cieniem, nie był rzeczywisty. Reakcja
jest cieniem.
Kiedy mówię, że nie ma Boga, nie mam na myśli tego, że nie wierzę w Boga
- nawet twierdząc, że nie wierzę, potwierdziłbym jego istnienie. Czy
wierzysz, czy nie wierzysz - to tylko kwestia twojego podejścia do Boga;
jednak w obu wypadkach Bóg jest potrzebny. Potrzebny jest teiście,
potrzebny jest ateiście. Ja mówię po prostu, że nie ma Boga, że nigdy go
nie było. Mylą się zarówno ci, którzy wierzą w Boga, jak i ci, którzy w niego nie wierzą.
Nie sądzę, że ta stara kobieta do mnie przyjedzie. Chciałbym, żeby
przyjechała, bo zapewne w całym swoim życiu nie spotkała człowieka,
który nie jest ani teistą, ani ateistą. Ponieważ nie ma Boga, nie ma
sensu być żadnym z nich. Myślę, że to strasznie głupie, że szkoda
marnować życie, organizując stowarzyszenia ateistyczne na całym świecie.
To po prostu całkowite zmarnowanie sobie życia! Jeżeli Boga nie ma, po
co zawracać sobie głowę? Ale nie! To stało się misją całego jej życia!
Zaprzeczenie, niewiara nie uczynią nikogo szczęśliwym.
Moje stwierdzenie, że nie ma Boga, jest świadomym działaniem, nie
reakcją. Nie mówię nic przeciwko komukolwiek. Po prostu stwierdzam to,
co znam z własnego doświadczenia. Poszukiwałem Boga w sobie, ale nie
znalazłem. Zamiast tego znalazłem boskość. Znalazłem wieczną świadomość.
Znalazłem nieśmiertelność i wieczne światło. Ale nie znalazłem Boga.
Nie sądzę, żeby ta kobieta kiedykolwiek zajrzała w głąb siebie. Ona
walczy z teistami. Ci teiści to idioci. Walcząc z nimi, też stajesz się
idiotą. Reakcja nie poprowadzi cię dalej niż tam, gdzie znajdują się ci,
przeciwko którym reagujesz.
Rewolucjonista reaguje. Występuje przeciwko społeczeństwu, przeciwko
jego strukturze ekonomicznej, przeciwko polityce. Jest przeciwny tak
wielu różnym sprawom, że całe jego życie staje się negatywne. Jest
uzależniony od bycia przeciwko temu czy tamtemu, przeciwko setkom
rzeczy. Często zaprzecza, mówi "nie". Błogosławieństwa życia nie
zbudujesz na tysiącach "nie".
Jedno "tak" ma o wiele większą moc niż tysiąc "nie". Słowo "nie" jest
puste. Pokazuje twoją złość, skłonność do przemocy, destrukcję. Nie
wskazuje na to, że masz coś kreatywnego, co chciałbyś od siebie dołożyć
do życia, do egzystencji.
Świadome działanie nie jest związane z czymkolwiek, rodzi się dzięki
twojemu spokojowi, twojej spontaniczności. Buntownik nie reaguje, lecz
działa. Działanie oznacza: tak.
Buntownik tworzy, rodzi się na nowo. Staje się nowym człowiekiem,
heroldem nowej ery. Otwiera się na wszelkie możliwości, zgadza się na
nieznane wymiary. Nie jest to skierowane przeciwko komuś. To po prostu
rozwój - tak samo rośnie i rozwija się krzew róży. Myślisz, że rośnie,
by przeciwstawić się skałom? Myślisz, że rośnie na przekór komuś lub
czemuś? Jego rozwój nie jest reakcją. Rozwija się, bo rozwój leży w jego
naturze. Rozwija się, by zakwitnąć, by zrealizować swój potencjał. To
proces samorealizacji.
Działanie to proces samorealizacji. Reakcja jest jedynie wyrazem
nienawiści, gniewu, zazdrości, przemocy, destrukcji. Te cechy nie mają
wartości. Toteż, moim zdaniem, rewolucjonista nie przedstawia sobą
żadnej wartości. Ma ją jedynie buntownik. I widzisz... Sokrates nie był
rewolucjonistą, był buntownikiem. Gautama Budda to nie rewolucjonista,
to buntownik. Heraklit nie był rewolucjonistą, lecz buntownikiem. A to
najwyższe szczyty, jakie osiągnęła ludzkość.
Rewolucjoniści są ulepieni z tej samej gliny co ci, którym się
sprzeciwiają. Muszą być podobni, jeśli chcą z nimi walczyć. Buntownik
nie walczy z nikim. Buntownik uwalnia się, żeby wzrastać w kierunku
swojego przeznaczenia. Buntownik ma w sobie piękno. Rewolucjonista to
przestępca społeczny i polityczny. Jedynie buntownik ma w sobie
świętość, jest świętym człowiekiem.
W chwili kiedy zaczynasz organizować bunt, zmieniasz jego charakter,
staje się on rewolucją. Nie jest już taki, jaki był na początku. Dlatego
muszę ciągle o tym przypominać. Tendencja do organizowania się jest
głęboko zakorzeniona, ma miliony lat. Bycie w pojedynkę wymaga odwagi.
Bycie w pojedynkę... Możesz być razem z innymi ludźmi, którzy także dążą
do bycia w pojedynkę. Wasze bycie razem jest przyjaźnią dwóch towarzyszy
podróży. Nie ma zasad. Nie musisz stawać się chrześcijaninem, hinduistą
ani buddystą. Ty pozostajesz sobą, twój towarzysz czy towarzyszka
pozostają sobą. To jedyna zasada, którą powinni respektować sannjasini:
nie nastawaj na godność drugiego człowieka. Ten człowiek jest tak samo
wartościowy dla egzystencji jak ty. Nie ma potrzeby narzucania komuś
swoich idei. Kimże ty jesteś? Kto upoważnił cię, byś narzucał swoje idee
innym ludziom? Możesz się podzielić, możesz opowiedzieć, możesz otworzyć
serce. A jeśli ktoś poczuje się zestrojony i to wybierze - powodem
będzie jego decyzja, nie twoja presja.
Rewolucjoniści próbują wpoić swoje idee innym. Robią to samo, co dawniej
czyniły religie. Dlatego uważam komunizm za jedną z religii; nie ma
różnicy. Jest bez znaczenia, że komunizm nie uznaje Boga. Są starsze
religie, które także go nie uznają: buddyzm nie uznaje Boga, dżinizm nie
uznaje Boga. Religia to coś, co usiłujesz narzucić innym. Jest związana
z wysiłkiem nawracania ludzi, ma charakter misjonarski.
Buntownik nigdy nie będzie misjonarzem, zawsze - przyjacielem. Może cię
zaprosić do poznania wnętrza swojej istoty, a jeśli dostrzeżesz tam coś,
co pasuje do ciebie, co może ci pomóc, co cię ożywi, uczyni twoje
poszukiwania łatwiejszymi, on pozwoli ci to wybrać. Stanie się to jednak
dobrowolnie - nikt nie będzie cię nawracał. Tak powinno być we
wspólnocie. Nie musisz wierzyć w to, co ci mówię. Po prostu otwórz się
na to, tak byś mógł decyzję podjąć kiedy indziej. Decyzja musi być
twoja. Jeśli do ciebie przemówi, jeśli poczujesz, że jest bliska twojemu
sercu, to ja nie będę za nią odpowiedzialny. To twoje serce ją poczuło.
Jeśli jednak nic nie przemówi do twojego serca, moja miłość do ciebie i tak się nie zmieni, bo nie jest uzależniona od tego, czy cię nawrócę.
Każda jednostka powinna być niepowtarzalna. To jest przywilej dany
istotom ludzkim - być unikalnym. Wszystkie religie, wszystkie ideologie
polityczne usiłują zabrać nam i zniszczyć ten przywilej. Ja chcę, żebyś
go szanował. Żaden powód nie jest wart tego, żebyś ograniczał swoją
niepowtarzalność. Twoja wolność jest wartością najwyższą i absolutną.
Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej na temat przemocy jako przejawu buntu?
Przemoc nigdy nie jest częścią duszy buntownika z prostego powodu:
buntownik kończy z przeszłością, a przemoc nieustannie towarzyszyła
ludzkości, była sposobem na życie przez całe tysiąclecia. Bezpośrednio
albo pośrednio - wszyscy doznaliśmy przemocy. Nasze armie, policja,
więzienia, sędziowie, wojny, tak zwane wielkie religie - istnienie tego
wszystkiego opiera się na przemocy. Na przemoc, zwykłą, brutalną
przemoc, nie powinno być w życiu miejsca.
Dla mnie świadomość religijna wyraża się w głębokiej czci oddawanej
życiu, bo nie ma Boga, jeśli nie ma życia, nie ma raju, jeśli nie ma
świadomości. Przemoc jest pogwałceniem i życia, i świadomości; jest
destrukcyjna.
Buntownik jest twórcą. Cała jego filozofia wypływa z kreatywności.
Żyliśmy pod przemocą o wiele za długo i co osiągnęliśmy? Dlatego tak
wyraźnie oddzielam buntownika od reakcjonisty. I tak samo oddzielam
buntownika od rewolucjonisty.
Reakcjonista to najniższa kategoria. Nigdy nie oderwie się od
przeszłości. Jego orientacją jest przeszłość i to przeciwko niej
reaguje. Nieważne, czy jesteś za, czy przeciw - przeszłość staje się
twoim kontekstem, punktem zaczepienia.
Rewolucjonista stoi nieco wyżej niż reakcjonista. On nie tylko reaguje
na przeszłość, ale także ma marzenia o przyszłości, ma swoje utopie. Ale
jeśli chodzi o stosowanie przemocy, to rewolucjoniści wszystkich epok
zawsze byli przekonani, że osiągną właściwe rezultaty, stosując
niewłaściwe środki. Obalam tę tezę. Właściwe rezultaty można osiągnąć,
stosując właściwe metody. Przemoc nie pomoże w stworzeniu pokojowo
nastawionej, spokojnej, kochającej ludzkości. Przemoc pozostanie w korzeniach, zatruje całą konstrukcję.
Dla buntownika brak przemocy to konieczność. Jeśli jej nie odrzuci, nie
będzie uczestniczył w tworzeniu pokojowej, odrzucającej wojnę,
niepodzielonej na klasy ludzkości. Jeśli zasiewasz ziarno przemocy, nie
możesz się spodziewać, że kwiaty nie będą nosiły jej śladów. Te kwiaty
wyrosną z nasion, które zasiałeś. Toteż każda brutalna rewolucja tworzy
kolejne brutalne społeczeństwo, kolejną brutalną kulturę. Haniebne jest
to, że wciąż potrzebujemy armii, że mamy broń nuklearną. Niegodne jest
wciąż potrzebować policji, sądów, więzień. Lepsza ludzkość, bardziej
świadome ludzkie jednostki pozbędą się tego nonsensu, który nas otacza i zatruwa naszą istotę.
Buntownik nie działa połową serca. Nie dokonuje wyboru kilku spraw z przeszłości, odrzucając inne sprawy. Przeszłość musi zostać odrzucona w całości. Tylko wtedy pozbędziemy się tego całego barbarzyństwa:
okrucieństwa, przemocy, całkowitego braku szacunku dla życia i egzystencji.
Podchodzę do życia z szacunkiem.
Buntownik będzie w stanie umrzeć, ale nie będzie w stanie zabić. To
zaszczyt dla człowieka - umrzeć za sprawę; zabić kogoś to przejaw
zezwierzęcenia, choćby nawet był dobry powód. Gdy zabijesz, psujesz
wszystko. W rzeczywistości jest tak, że buntownik staje jeden przeciwko
całemu światu. Jeśli zdecyduje się na brutalność, zostanie zmiażdżony.
Wróg - przeszłość - ma o wiele potężniejsze siły do dyspozycji.
Buntownik musi ufać miłości, musi ufać medytacyjności, mieć świadomość
swojej nieśmiertelności i wiedzieć, że nawet jeśli jego ciało zostanie
ukrzyżowane, on pozostanie nietknięty. Nie mam tu na myśli jedynie buntu
politycznego. Mówię o buntowniku duchowym, nie o fanatyku politycznym.
Żaden rodzaj duchowości nie dopuszcza przemocy jako środka wiodącego do
celu.
Jeśli mówimy o moim rozumieniu buntu, mojej wizji buntownika, to
stosowanie siły absolutnie nie wchodzi w grę. Nie może on niszczyć -
zniszczyliśmy aż nadto. Nie może zabijać - zabiliśmy zbyt wielu.
Nadeszła pora, by odrzucić ten idiotyczny sposób życia. Trzeba wyjść z tej ciemności ku światłu. Nawet jeśli miałoby to kosztować cię życie, to
cóż? Mój buntownik będzie przede wszystkim nastawiony medytacyjnie do
życia.
Nie wyobrażam sobie mojego buntownika bez medytacji - to jego podstawowe
doświadczenie. Kiedy człowiek już pojmie, że jest nieśmiertelny, czy
będzie się przejmował tym, że może zginąć? A jeśli miliony medytujących
będą gotowe na odsłonięcie piersi przed lufami starej, zepsutej
przeszłości, to jest pewna szansa: być może to przyniosłoby zmianę w sercach ludzi, którzy trzymają w dłoniach tę niszczącą broń?
Bunt nigdy jeszcze nie zaistniał na wielką skalę. Dzięki wysiłkowi wielu
milionów ludzi - medytujących, kochających ciszę i pokój, odrzucających
wszelkiego rodzaju dyskryminację, która rodzi przemoc - będziemy tworzyć
przestrzeń, przerwę, brak kontynuacji, co może uratować człowieka i życie na tej planecie.
Słyszałem, jak mówisz, że wystarczy być, że nie musimy nic robić, aby pozostawać w Bogu. Mam jednak wewnętrzne przeświadczenie, że muszę coś robić, aby zasłużyć, coś wnieść, coś dać. Mówisz, że Bóg jest we mnie... A ja zdaję sobie sprawę, że szukam w głębi siebie jakiejś koncepcji otrzymanej z zewnątrz. To jest tak, jakbym zaglądał do środka studni nocą. Widzę odbicie i myślę, że to dno studni, a przecież to zaledwie jej powierzchnia. Nawet zdając sobie sprawę z tego, że mam tylko odpuścić, nie szukać, i tak czekam na potwierdzenie swojej koncepcji tego, co ma się zdarzyć. Proszę o komentarz.
Podstawową sprawą, którą należy zrozumieć, jest to, że już jesteś w Bogu. Już w nim jesteś, tak samo jak ryba w oceanie. Bóg oznacza po
prostu egzystencję, wszystko, co istnieje.
W starożytnym języku hebrajskim słowo "Bóg" oznacza "to, co jest". Jest
to bardzo ważne słowo, słowo klucz. Nie wskazuje ono na osobę. Wskazuje
na obecność. Obecność wszędzie! Słowo "życie" to synonim Boga. Słowo
"wszechświat" to synonim Boga. "Być" oznacza "być w Bogu" - nie ma innej
możliwości. "Oddychać" oznacza "oddychać w Bogu" - nie ma innej
możliwości. Spać - to spać w Bogu, budzić się - to budzić się w Bogu.
Nie da się inaczej. Jeśli zaśniesz - wciąż jesteś w Bogu. Jeśli
zapomnisz o Bogu - i tak nadal w nim jesteś. Jeśli odrzucisz Boga,
zrobisz to, wciąż będąc w Bogu. Jedyną niewykonalną rzeczą jest nie być
w Bogu. Powtarzam - jest to jedyna rzecz niemożliwa do wykonania.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki