Wstęp
Na całej Ziemi nie ma dwóch narodów tak do siebie podobnych jak Polacy i Żydzi. Obie te nacje do swojej historii podchodzą niezwykle
emocjonalnie. Jest to oczywiście w pełni zrozumiałe, biorąc pod uwagę
straszliwe cierpienia, jakie stały się udziałem Polaków i Żydów w XX
wieku.
W obu narodach nadreprezentowani są jednak zwolennicy "idealizmu
plemiennego". Czyli przekonania, że członkowie naszej własnej wspólnoty
etnicznej stoją moralnie wyżej od przedstawicieli wszystkich innych
wspólnot. A co za tym idzie, nigdy nie dopuścili się żadnych niegodnych
czynów.
Niestety przekonaniu temu towarzyszy często agresja wobec każdego, kto
ośmieli się mieć inne zdanie. Zwolennicy "idealizmu plemiennego" -
zarówno Polacy, jak Żydzi - reagują świętym oburzeniem na tak zwane
oczernianie narodu. I niezwykle łatwo szafują oskarżeniami o antysemityzm i antypolonizm.
Choć - a raczej ponieważ - wspomniane polskie i żydowskie środowiska
stanowią swoje lustrzane odbicie, są skazane na konflikt. Mogliśmy się o tym przekonać podczas niedawnej gorszącej awantury wokół nowelizacji
ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Radykałowie z obu stron skoczyli
sobie wściekle do oczu, miotali oskarżeniami i epitetami.
W wir awantury wciągnięte zostały oba rządy, politycy, historycy,
dziennikarze, artyści, a przede wszystkim całe rzesze internautów.
Zwykłych Polaków i Żydów. Polami bitew stały się salony dyplomatyczne,
gabinety uniwersyteckie, a przede wszystkim popularne media
społecznościowe.
Pomysł na Żydów 2 narodził się w apogeum tej wielkiej kłótni. Myślę,
że teraz - gdy opadł już kurz bitewny - warto przedstawić nieco inne
spojrzenie na trudne tematy z dziejów relacji polsko-żydowskich.
Spojrzenie chłodne i obiektywne, a nie emocjonalne i propagandowe.
W książce tej poruszam niemal wszystkie tematy, które wypłynęły podczas
wspomnianej debaty. A więc z jednej strony - żydowska policja w gettach,
Judenraty, obozowe Sonderkommanda i "żydokomuna". A z drugiej -
działalność granatowej policji, polskie donosy, zabójstwa i antysemityzm. Trudny problem stosunku Polskiego Państwa Podziemnego i oddziałów partyzanckich do Holokaustu i Żydów.
Jaki wniosek wypływa z bezstronnej analizy wszystkich tych spraw? Że
"idealizm plemienny" jest mrzonką, konstrukcją myślową oderwaną od
faktów. Nie ma bowiem dobrych lub złych narodów. Są tylko dobrzy lub źli
ludzie. W obu nacjach - polskiej i żydowskiej - występował cały wachlarz
postaw. Byli w nich wielcy bohaterowie, były niezliczone rzesze
niewinnych ofiar, ale były też postaci, których postępowania po latach
nie można usprawiedliwić.
Dzięki tej książce polski czytelnik będzie mógł spojrzeć na tragiczny
okres II wojny światowej z perspektywy Żydów. Przekonać się, przed
jakimi piekielnymi dylematami stali żydowscy policjanci z gett i urzędnicy Judenratów. Nie mówiąc już o członkach Sonderkommand, których
zmuszono do udziału w masowej zagładzie własnych rodaków. Staram się w niej również ukazać, dlaczego ideologia komunistyczna była atrakcyjna
dla wielu Żydów.
Z kolei czytelnik żydowski będzie mógł się przekonać, że naród polski
wcale nie był krwiożerczą masą prymitywnych antysemitów, szmalcowników i pogromszczyków. Oczywiście byli również ludzie takiego pokroju i nie ma
powodu, żeby o tym nie mówić. Była jednak i druga strona medalu -
Polacy, którzy w godzinie próby nie odwrócili się od żydowskich
bliźnich. Mimo że pomaganie Żydom w okupowanej Polsce wymagało wielkich
poświęceń i heroizmu.
Warto to wszystko wiedzieć, nim zacznie się wydawać sądy i ferować
wyroki. Warto postarać się zrozumieć motywy ludzkich wyborów i działań.
Historia bowiem - wbrew temu, co twierdzą polscy i żydowscy badacze
piszący z pozycji nacjonalistycznych - nie jest czarno-biała. Nie jest
zero-jedynkowa. Jest złożona, skomplikowana i często niejednoznaczna.
Tak jak złożony i skomplikowany jest człowiek.
Żydzi 2 to kolejny - czwarty już - tom cyklu "Opowieści niepoprawne
politycznie". W przeciwieństwie do poprzednich trzech części: Żydów,
Sowietów i Niemców, lwia część tej książki to materiał nigdy nie
publikowany. Premierowy.
W Żydach 2 wiele jest drastycznych i szokujących faktów rozwiewających
utarte, schematyczne wyobrażenia. Nie pasujących do wersji historii
wykładanej w szkołach, prezentowanej w mediach i podczas patriotycznych
uroczystości. Nie napisałem jednak tej książki, by dolać oliwy do ognia
polsko-żydowskiej "wojny o historię".
Przeciwnie. Książka ta jest zaproszeniem do spokojnej, merytorycznej
debaty. Debaty, w której adwersarz nie jest śmiertelnym wrogiem, którego
należy wdeptać w ziemię, lecz partnerem do dyskusji.
Piotr Zychowicz
1
Czystka etniczna 1948
Rozmowa z profesorem ILANEM PAPPÉ, izraelskim historykiem, autorem
książki Czystki etniczne w Palestynie
"Ziemia bez ludzi dla ludzi bez ziemi" - to było główne syjonistyczne
hasło na przełomie XIX i XX wieku. Czy w Palestynie naprawdę nie było
wówczas ludzi?
Nie, to był mit. Ta ziemia nie była pusta. Kiedy pod koniec XIX wieku do
Palestyny zaczęli przybywać pierwsi syjoniści, mieszkało tam pół miliona
Palestyńczyków. Żyli mniej więcej w tysiącu wsi i dwunastu miastach.
Jakie plany mieli syjoniści wobec tych ludzi?
Od samego powstania ruchu syjonistycznego obecność Palestyńczyków w Palestynie stanowiła poważny problem dla wyznawców tej ideologii.
Marzyli oni bowiem o stworzeniu żydowskiego państwa narodowego. Tylko
dla Żydów. A co za tym idzie, szukali sposobów na usunięcie, pozbycie
się arabskiej ludności.
Jak to sobie wyobrażali?
Początkowo, gdy Palestyna była pod brytyjskim mandatem (1918-1948),
syjoniści mieli nadzieję, że Brytyjczycy zrobią to za nich. Czyli
deportują Palestyńczyków do innych krajów arabskich. Gdy tak się nie
stało, syjoniści postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i rozwiązać
"problem palestyński" własnymi rękoma. W 1948 roku dokonali w Palestynie
masowej czystki etnicznej, której ofiarą padła połowa palestyńskiej
populacji.
Dlaczego syjoniści tak bardzo chcieli się pozbyć Arabów? Nie mogliby po
prostu zamieszkać obok nich?
Bo syjonizm jest kolonialnym ruchem osadniczym. Został wymyślony przez
Europejczyków, którzy nie chcieli już żyć w Europie, ale chcieli
odtworzyć Europę na nowym terenie. Lecz bez rdzennych mieszkańców. Czyli
chcieli powielić schemat, który został zrealizowany wcześniej w Ameryce
czy Australii. Ideologia syjonistyczna zakładała, że cały projekt
powiedzie się tylko i wyłącznie wtedy, gdy Żydzi pozostaną jedynymi
mieszkańcami Palestyny. A przynajmniej będą stanowić przytłaczającą
większość. Sytuacja demograficzna była zaś taka, że cel ten można było
osiągnąć tylko siłą.
Jak wyglądała ta sytuacja demograficzna?
Była dla syjonistów niezwykle niekorzystna. Ponad dwie trzecie
mieszkańców Palestyny było bowiem Arabami. Jeżeli zaś chodzi o ziemię,
to z chwilą wygaśnięcia mandatu do Żydów w Palestynie należało... 5,8
procent gruntów.
W 1947 roku Brytyjczycy ogłosili, że zrezygnują z mandatu nad
Palestyną. ONZ zaproponowała wówczas podzielenie Palestyny na dwa
państwa - żydowskie i arabskie. Arabowie jednak odrzucili ten plan.
Dlaczego?
Palestyńczycy i cały świat arabski uważali syjonizm za ruch kolonialny.
Nie widzieli żadnego powodu, by oddać połowę swej ojczyzny osadnikom z odległych krajów. Szczególnie że większość z nich przybyła do Palestyny
trzy lata wcześniej, po zakończeniu II wojny światowej. Czy może pan
sobie wyobrazić, że Polacy zgodziliby się na oddanie połowy swego kraju
jakimś przybyszom?
Rzeczywiście trudno to sobie wyobrazić.
Odmowa podziału Palestyny przez Palestyńczyków była więc w pełni
uzasadniona.
W marcu 1948 roku syjonistyczni przywódcy zatwierdzili plan "Dalet". Co
się kryło pod tym kryptonimem?
Był to główny plan syjonistów szykowany na czas, gdy wygaśnie brytyjski
mandat. Zakładał on, że kiedy Brytyjczycy wycofają się z Palestyny,
Żydzi natychmiast wkroczą do akcji. Siłą opanują kraj i wyrzucą z niego
jak najwięcej Arabów. Chodziło o urzeczywistnienie ideologicznej wizji
Palestyny bez Palestyńczyków.
Czy ten plan został zrealizowany?
Niestety tak. Podczas dziewięciu miesięcy 1948 roku prawie wszystkie
miasta Palestyny (oprócz dzisiejszego Zachodniego Brzegu Jordanu i Strefy Gazy) zostały opróżnione z arabskich mieszkańców. A połowę z tysiąca wiosek zniszczyły izraelskie siły zbrojne. Ich ludność została
wypędzona. Towarzyszyły temu grabieże, akty przemocy, a nawet masakry
ludności cywilnej. Dla Palestyńczyków była to wielka ludzka tragedia.
Jak odbywały się takie wypędzenia?
W planie "Dalet" zawarto szczegółowe wytyczne. Żydzi otaczali wieś z trzech stron, a czwartą pozostawiali ludziom do ucieczki. W nocy lub nad
ranem wkraczali do wioski i brutalnie wyrzucali mieszkańców z domów.
Czasami, aby ułatwić wypędzenie, rozstrzeliwali niektórych młodych
mężczyzn. Przeznaczonych do egzekucji wskazywali arabscy agenci, którzy
na czas deportacji, aby ich nie rozpoznano, wkładali kaptury - płócienne
worki z otworami na oczy. Na koniec budynki były wysadzane w powietrze
dynamitem, podpalane lub równane z ziemią buldożerami. Tak, aby ludzie
nie mieli do czego wracać.
Wspomniał pan o masakrach...
Do najbardziej znanej doszło 9 kwietnia 1948 roku w wiosce Dajr Jasin.
Ta położona w pobliżu Jerozolimy arabska miejscowość zawarła z siłami
żydowskimi porozumienie o nieagresji. Ale Dajr Jasin miała zostać
zlikwidowana w ramach planu "Dalet" i porozumienie nie uchroniło jej
mieszkańców przed tragedią. Gdy odmówili opuszczenia swoich domów,
izraelscy żołnierze wpadli w amok. W kilka godzin zamordowali dziesiątki
mężczyzn, kobiet i dzieci.
W Czystkach etnicznych w Palestynie przedstawił pan również mrożące
krew w żyłach sceny, które rozegrały się w miastach.
Weźmy na przykład Hajfę. Najważniejszy port na północy Palestyny.
Początkowo w arabską ludność wymierzono kampanię terroru i nękania.
Żydowscy żołnierze wylewali na ulice ropę i ją podpalali. Gdy przerażeni
ludzie wybiegali na zewnątrz, Izraelczycy zasypywali ich gradem kul. W końcu, w kwietniu 1948 roku, arabska ludność cywilna zgodziła się na
opuszczenie miasta. Gdy szykowała się w porcie do ewakuacji, Izraelczycy
zajmujący pozycje na zboczu góry Karmel zaczęli ją ostrzeliwać z moździerzy. Wywołało to straszliwe spustoszenie, ludzie wpadli w panikę,
wielu z nich utonęło w morzu. Z 75 tysięcy arabskich mieszkańców Hajfy w mieście zostało zaledwie kilka tysięcy! "Zabijać każdego napotkanego
Araba" - rozkazywał jeden z oficerów, Mordechaj Maklef - "podpalać
wszystko, co łatwopalne, i otwierać sobie drzwi dynamitem".
Część izraelskich historyków twierdzi, że Palestyńczycy uciekali z domów dobrowolnie. Że wezwali ich do tego arabscy przywódcy. Chodziło o oczyszczenie pola walki przed rozprawą z Żydami.
To nieprawda. Nikt na świecie nie opuszcza dobrowolnie swojego domu.
Palestyńczycy nie byli tu żadnym wyjątkiem. Oni nie chcieli wyjeżdżać -
zostali do tego zmuszeni. Wspomniane przez pana wezwanie do wyjazdu
nigdy nie zostało przez arabskich przywódców wydane. To izraelska
propaganda. Sprawdzałem to ja, sprawdzał to inny izraelski historyk,
Benny Morris, i sprawdzał to irlandzki dziennikarz Erskine Childers.
Żaden z nas nie znalazł w archiwach najmniejszego śladu takiego apelu.
Według oficjalnej izraelskiej wersji historii Żydzi w 1948 roku
walczyli o przeżycie, groził im bowiem "drugi Holokaust". Tym razem nie
mieli go dokonać Niemcy, ale Arabowie.
Nie, to przesada. Oczywiście państwo żydowskie w maju 1948 roku było
zagrożone. Rządy krajów arabskich wysłały wówczas wojsko na pomoc
Palestyńczykom i gdyby te oddziały zwyciężyły, zapobiegłyby ustanowieniu
państwa żydowskiego. Problem polegał na tym, że ich szanse na sukces
militarny były znikome. Siły izraelskie bowiem, znacznie lepiej
uzbrojone i wyćwiczone, pod każdym względem miały nad nimi przewagę. Bez
trudu pokonały Arabów. Było więc odwrotnie, niż twierdzili syjonistyczni
przywódcy - to nie Żydzi w 1948 roku znaleźli się w śmiertelnym
niebezpieczeństwie, ale Palestyńczycy.
Czy plan "Dalet" się powiódł?
Powiódł się w tym sensie, że z terenów, które w maju 1948 roku weszły w skład państwa Izrael, zniknęło 90 procent Palestyńczyków. Reszta
Palestyny, czyli obecny Zachodni Brzeg Jordanu, przypadła Jordanii. W sumie Izraelczycy wypędzili z domów połowę palestyńskiego narodu! 750
tysięcy z 1,3 miliona ludzi. Skala tej czystki etnicznej była więc
olbrzymia.
Ilu ludzi w niej zginęło?
Nie znamy dokładnej liczby ofiar śmiertelnych, ale szacuje się, że około
15 tysięcy.
W Czystkach etnicznych pisze pan, że mózgiem operacji "Dalet" był
Dawid Ben Gurion. Legendarny ojciec założyciel i pierwszy premier
Izraela. To może być szokujące dla wielu czytelników.
Tak, ludzie uważają Ben Guriona za szlachetnego człowieka, ale to on
zaplanował czystki etniczne w Palestynie. A później narzucił surowy
wojskowy reżim tym nielicznym Palestyńczykom, którzy uniknęli wypędzenia
i pozostali w Izraelu.
Dlaczego w 1948 roku świat zachodni milczał? Czy było to związane z wyrzutami sumienia za Holokaust?
Pod wieloma względami tak. W efekcie doszło do zdumiewającej sytuacji.
Pozwolono, aby syjonistyczni przywódcy stali się reprezentantami 6
milionów zgładzonych Żydów i jednocześnie kolonizatorami Palestyny.
Zgoda Zachodu na ujarzmienie Palestyny miała być moralną rekompensatą za
horror Zagłady. Nikt na Zachodzie nie chciał też mówić o żydowskich
zbrodniach tak krótko po Holokauście. W efekcie Nakba - mimo swojej
kolosalnej skali i brutalności - została wymazana, wyrugowana ze
zbiorowej pamięci ludzkości. Zapanowała w jej sprawie zmowa milczenia.
Czyli za zbrodnie Niemców cenę zapłacili Palestyńczycy. Swoją książkę
zatytułował pan Czystki etniczne w Palestynie. Czy to jednak nie
przesada?
Wystarczy sprawdzić definicję czystki etnicznej ustanowioną przez ONZ,
amerykański Departamentu Stanu czy czołowych ekspertów w tej dziedzinie.
To, co się wydarzyło w 1948 roku, idealnie się w tę definicję wpisuje.
Sprawa jest prosta. Kiedy jedna grupa etniczna usuwa drugą grupę
etniczną z mieszanego etnicznie obszaru - mamy do czynienia z czystką
etniczną. To, co się działo w 1948 roku, było systematyczną kampanią
przemocy, realizowaną wedle ułożonego wcześniej planu.
Czy jakikolwiek izraelski żołnierz lub polityk był kiedykolwiek sądzony
za zbrodnie wojenne popełnione w 1948 roku?
Nie, żaden z nich nie stanął przed sądem.
Co się stało z ruinami arabskich wsi?
Na części z nich Izrael posadził drzewa, sprowadzone z Europy sosny.
Chodziło nie tylko o to, by las zakrył gruzy palestyńskich miejscowości,
ale też o zmianę krajobrazu - na bardziej europejski. Na pozostałościach
innych wiosek zbudowane zostały osady żydowskie. Ich nazwy
zhebraizowano. Na przykład arabska Lubia stała się żydowską Lawią.
Chodziło o to, by pokazać, że nie mamy do czynienia z okupacją, lecz z odzyskaniem starożytnych miejsc biblijnych. Chodziło o wymazanie
wszelkich śladów historii kultury jednego narodu i zastąpienie jej
fikcją na temat innego narodu.
A co się stało ze świątyniami?
Arabskie kościoły chrześcijańskie w większości pozostały nietknięte, ale
meczety niszczono lub przebudowywano na restauracje.
Krytycy oskarżają pana o jednostronność. Zarzucają, że pomija pan
zbrodnie popełnione przez Arabów na Żydach. Na przykład masakrę w Hebronie z 1929 roku, której ofiarą padło blisko siedemdziesiąt osób.
Przede wszystkim piszę również o atakach na Żydów. Uważam jednak, że
działania Izraelczyków w Palestynie to działania kolonialne. Zupełnie
inaczej - choć nie bez krytycyzmu - należy oceniać przemoc
"antykolonialną", która jest przecież częścią walki wyzwoleńczej. Po
drugie, w mediach głównego nurtu i na zachodnich uniwersytetach obraz
wydarzeń na Bliskim Wschodzie jest wyjątkowo nieobiektywny. Oczywiście
nieobiektywny na korzyść Izraela. Moja książka ma równoważyć te
stronnicze głosy.
Palestyńczycy wypędzenia roku 1948 nazywają Nakbą. Czyli katastrofą. A jak państwo Izrael - po siedemdziesięciu latach - odnosi się do tych
wydarzeń?
Izraelski rząd neguje Nakbę. W kraju obowiązuje specjalne prawo, które
zakazuje przedstawiania wydarzeń 1948 roku jako katastrofy. Jeżeli jakaś
organizacja pozarządowa będzie chciała upamiętnić Nakbę - natychmiast
straci prawo do wszelkich funduszy publicznych. Mimo to działa
pozarządowa organizacja Zochrot, która stara się edukować społeczeństwo
na temat Nakby. Na razie jej wpływ na opinię Izraelczyków jest jednak
znikomy.
Jakie są według pana długoterminowe konsekwencje wypędzeń z 1948 roku?
Głównym problemem jest to, że czystki etniczne - które były esencją
izraelskich działań - wcale nie ustały w 1948 roku. One przecież trwają
do dziś na terenach okupowanych - na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Strefie Gazy! Palestyńczycy wciąż cierpią, a Izraelczycy wciąż
kolonizują palestyńską ziemię. Główną konsekwencją wypędzeń z 1948 roku
jest jednak oczywiście problem uchodźców palestyńskich. Ludzie wypędzeni
przez Izraelczyków i ich potomkowie żyją do dziś w obozach na terenie
Autonomii Palestyńskiej i sąsiednich krajów arabskich. Jest ich obecnie
pięć milionów. Ci uchodźcy mają prawo do powrotu do swoich domów i wiosek. Dopóki to prawo nie zostanie uszanowane - na Bliskim Wschodzie
nie będzie pokoju i pojednania.
Izrael robi jednak wszystko, żeby wyłączyć prawo do powrotu z procesu
pokojowego. Dlaczego?
Z dwóch powodów. Po pierwsze - byłoby to równoznaczne z przyznaniem się
do popełnienia zbrodni na Palestyńczykach w 1948 roku. A Izrael nie ma
na to najmniejszej ochoty. Po drugie - napływ arabskich uchodźców
radykalnie zmieniłby demografię państwa żydowskiego na korzyść Arabów.
Według syjonistów byłoby to samobójstwo.
Obawiam się, że mają sporo racji. Gdyby Żydzi stali się mniejszością w państwie żydowskim - oznaczałoby to koniec Izraela. Co więcej, setki
tysięcy Żydów musiałyby zwrócić ziemię i domy powracającym Arabom. Czy
"prawo do powrotu" jest więc realistycznym postulatem?
Całe życie mieszkałem z moimi palestyńskimi braćmi i siostrami oraz
moimi żydowskimi braćmi i siostrami. Dzielimy ten kraj i chcemy go
dzielić w przyszłości. Martwi nas jednak perspektywa, że większości jego
mieszkańców nie będą stanowili Żydzi czy Arabowie, lecz fanatycy. "Prawo
do powrotu" jest więc postulatem realistycznym. Mieszane,
arabsko-żydowskie terytoria przecież istnieją. Choćby tu, gdzie mieszkam
- w Hajfie i w Galilei. Oczywiście to, o czym mówię, nie zdarzy się z dnia na dzień. Ale jak pokazuje przykład RPA, gdzie upadł apartheid, to
jest możliwe.
Naprawdę wierzy pan, że po tym wszystkim, co się wydarzyło,
Palestyńczycy i Izraelczycy mogliby żyć w pokoju w jednym państwie?
Oczywiście, że w to wierzę. W wielu miejscach na świecie narody robiły
sobie znacznie gorsze rzeczy, a teraz żyją w przyjaźni i harmonii.
Czy miał pan problemy w Izraelu z powodu swoich poglądów?
Niestety tak. Straciłem pracę na uniwersytecie i nie mogę pracować w izraelskim środowisku akademickim. Ale mogę występować publicznie i przekonywać ludzi do swoich racji.
Jeżeli Izrael został zbudowany na krwi i łzach palestyńskich kobiet i dzieci, to być może cały projekt syjonistyczny był od początku
niemoralny i niepotrzebny?
To bardzo złożona kwestia. Ruch syjonistyczny uratował wielu Żydów, ale
dokonał tego kosztem rodzimej ludności Palestyny. Moim zdaniem mogło to
być zrobione inaczej. Żydzi mogli przybyć do Palestyny jako imigranci, a nie osadnicy i kolonizatorzy. Ważne jest teraz zbudowanie nowego państwa
opartego na równości wszystkich obywateli - Żydów i Arabów. Należy
naprawić krzywdy przeszłości. Zgodzić się na powrót uchodźców, wypłacić
im odszkodowanie za utraconą własność i pozwolić swobodnie czerpać z zasobów tego cudownego i pięknego kraju.
Prof. ILAN PAPPÉ (rocznik 1954) jest izraelskim historykiem. Wykłada
na Uniwersytecie w Exeter. Należy do głośnej grupy Nowych Historyków,
którzy rzucili wyzwanie oficjalnej, propagandowej wersji dziejów państwa
żydowskiego. Napisał m.in. Britain and the Arab-Israeli Conflict,
1948-1951 oraz Out of the Frame: The Struggle for Academic Freedom in
Israel. W Polsce ukazała się niedawno jego najgłośniejsza książka
Czystki etniczne w Palestynie (Instytut Wydawniczy Książka i Prasa).
Wywiad wcześniej nie publikowany
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki