Żydów łamiących prawo należy karać śmiercią - Barbara Engelking, Dariusz Libionka

Kup ebooka

20.00 zł
16.00 zł (10,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Pierwsze informacje o powiązaniach Żydów ze światem przestępczym pochodzą z XIV w. W memoriale złożonym królowi przez mieszczan krakowskich w 1367 r. skarżono się, że "ukrywają złodziei i sami uchylają się od kar". W XVI i XVII w. aż 65 proc. paserów krakowskich stanowili Żydzi (w tym także Żydówki) 1. Wysoki procent Żydów trudniących się paserstwem utrzymał się również w XIX w., chociaż pojawiły się wówczas nowe typy przestępstw, takie jak przemyt, handel żywym towarem, sutenerstwo. Specyfika przestępczości wśród Żydów była związana z ich tradycyjnymi zajęciami oraz miejscem zamieszkania - mieszkali głównie w miastach. W opublikowanej w Krakowie w 1938 r. książce O przestępczości wśród Żydów w Polsce profesor uniwersytetu w Genewie, Liebmann Hersch, dowodził na podstawie dostępnych statystyk, że ogólnie przestępczość wśród Żydów w Polsce międzywojennej była mniejsza niż wśród ludności chrześcijańskiej. Tylko w niektórych kategoriach przestępstw, m.in. spekulacji oraz włóczęgostwa i żebractwa, traktowanych w ówczesnym prawodawstwie jako występek, wskaźniki dla Żydów były wyższe niż dla pozostałej ludności. Znacznie rzadziej popełniali oni zbrodnie i takie przestępstwa, jak rozbój, uszkodzenie ciała, prostytucja, sabotaż czy szpiegostwo. W przestępstwach i wykroczeniach o charakterze gospodarczym (oszustwa, fałszowanie weksli, łamanie monopolu państwowego) oraz w tradycyjnym już od średniowiecza paserstwie wskaźniki osiągały zbliżony poziom w obu grupach narodowościowych 2.

Świat przestępczy lokował się na obrzeżach społeczności polskiej i żydowskiej. Bariery społeczne były tam słabsze, co sprzyjało kontaktom w świecie przestępczym - powstawały więc mieszane bandy złodziejskie lub przemytnicze, przestępcy chrześcijanie korzystali z usług żydowskich paserów i odwrotnie. Do polszczyzny weszły na stałe słowa z charakterystycznego żydowskiego słownika złodziejskiego, takie jak dintojra, melina, fajny, trefny. Warszawa, jak każde szanujące się miasto, miała zawsze swój margines społeczny. Tworzyli go złodzieje, prostytutki, rozmaici drobni przestępcy, włóczędzy, nędzarze i żebracy. Centrum warszawskiego żydowskiego półświatka stanowiła ul. Krochmalna, a jego bohaterem był Urke Nachalnik. Naprawdę nazywał się Icek Farbarowicz, urodził się w 1897 r. jako syn młynarza i stał się zawodowym przestępcą. W carskich, niemieckich i polskich więzieniach spędził ponad 15 lat. Stał się sławny dzięki napisanej w więzieniu - niezwykle barwnie i z talentem - autobiografii Życiorys własny przestępcy 3, która ukazała się w 1933 r. Do przestępczości już nie wrócił - został literatem pisującym opowiadania do polskich i żydowskich gazet, ustabilizował się, założył rodzinę i zamieszkał w Otwocku. Tam też został rozstrzelany przez Niemców w listopadzie 1939 r. Ponieważ Warszawa do 1942 r. stanowiła miasto polsko-żydowskie, było tu miejsce na margines społeczny żydowski i polski, który, jak piszemy dalej, do pewnego stopnia był wspólny. Nie zajmujemy się w książce szacowaniem liczebności tego marginesu, nie będziemy więc podawać żadnych liczb, chcemy jedynie podzielić się refleksją na temat losów warszawskiego żydowskiego marginesu społecznego w latach okupacji.

Na tle tragedii Zagłady okupacyjna przestępczość wśród Żydów może się zdawać tematem błahym czy wręcz trywialnym. Kiedy jednak spojrzymy na zagadnienie kry - minalizacji zachowań Żydów w latach 1939-1942 jako na ważny element łamania ducha tej wspólnoty, rzecz nabiera innego wymiaru. Systematyczne usuwanie podstaw niezależności gospodarczej i finansowej, stopniowe odbieranie ludzkiej godności i niezależności, połączone z bezlitosnym codziennym terrorem, przyczyniło się walnie do zdeterminowania postaw Żydów w tragicznych chwilach akcji eksterminacyjnych. A większość tych działań wspierała się - o czym mało kto dziś pamięta - na niezwykle skomplikowanym systemie niemieckich zarządzeń, ustaw i przepisów, na których straży stały niemieckie i polskie sądy różnych instancji, a za nimi - więzienia, areszty i towarzyszące im nędza i upodlenie. Hans Frank, w przemówieniu skierowanym do niemieckich sędziów pracujących w Generalnym Gubernatorstwie, dał dość jasną wykładnię niemieckiego prawa, gdy oświadczył: "żydów łamiących prawo należy karać śmiercią" 4. Do jakiego stopnia ludzie wymęczeni i rozbici ciągłymi szykanami, zakazami, bezlitosnym i nieustającym nadzorem, tracili wolę oporu, wpadali w apatię? Ilu najaktywniejszych, najbardziej przedsiębiorczych członków wspólnoty żydowskiej padło ofiarą niemieckich rozporządzeń, rozstrzelanych czy powieszonych z wyroku sądów lub też zamkniętych (nieraz na całe lata) w więzieniach? W jakiej mierze niemieckie restrykcje przyczyniły się do atomizacji społeczności warszawskich Żydów? Szukając odpowiedzi na te i podobne pytania, uświadamiamy sobie wagę tego tematu, a dzięki temu jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć przerażającą logikę nadciągającej Zagłady.

W niniejszym opracowaniu interesują nas czyny przestępcze Żydów w latach 1939-1942 popełniane w Warszawie oraz na terenach podmiejskich, objętych przez Niemców nazwą Warschau-Land. Wiąże się to ze specyficznym charakterem akt niemieckich, na których częściowo opiera się ta praca, a które w równym stopniu dotyczą samej stolicy, jak i pobliskich miasteczek. Zdajemy sobie sprawę z dwuznaczności terminu "przestępczość" w odniesieniu do tego miejsca i czasu. Doskonale rozumiemy, że to przedsięwzięcie może się wydać wątpliwe z aksjologicznego punktu widzenia - bo przecież przestępcze były niemieckie reguły prawne, w których ramach Żydzi wówczas funkcjonowali, przestępstwem naruszającym normy moralne było stworzenie getta. Na jego terenie obowiązywały pewne normy prawne - i to zarówno te z przedwojennego kodeksu karnego, jak i nowo wprowadzone przez Niemców. Żeby żyć, trzeba je było łamać. Stanisław Różycki zanotował: "Nic nie wolno! A właśnie dlatego, że nic nie wolno, wszystko wolno! Tak jest, teraz i ja już rozumię tę dziwną na pozór odpowiedź. Istotnie wszystko wolno i nic nie wolno. Tam, gdzie jest się poza prawem, gdzie siła, rabunek, kradzież, tortury, morderstwo, łapownictwo starczą za prawo, tam też niewolnikowi nic nie wolno, nawet oddychać dobrym powietrzem, i dlatego ten niewolnik, nic nie ryzykując, robi dziś wszystko, co jutro może być karane śmiercią" 5. Nie relatywizując popełnianych w getcie czynów karalnych, trzeba zdawać sobie sprawę z konieczności zawieszenia tradycyjnych ocen moralnych w odniesieniu do wielu sytuacji.

Chcemy analizować przestępczość w dwóch aspektach: czynów przeciwko wspólnocie, a więc łamania norm moralnych, oraz działań łamiących obowiązujące normy prawne. W tej drugiej kategorii, której dotyczy zasadnicza część książki, interesują nas przestępstwa uniwersalne (naruszanie przedwojennego kodeksu karnego) oraz okupacyjne (łamanie przepisów okupanta, przestępstwa inspirowane nowymi zarądzeniami). Z punktu widzenia etiologii przestępczości interesująca wydaje się także grupa nowych, "okupacyjnych" winowajców, którzy nie mają nic wspólnego ze środowiskiem przestępców zawodowych, a są jedynie ofiarami obowiązujących norm prawnych. Z przestępstw karalnych wykluczamy tutaj zagadnienia konspiracji, która, choć stanowi ewidentny przykład łamania niemieckich przepisów, wykracza poza kontekst tego opracowania. Zagadnienia dotyczące ruchu oporu w getcie zostały już wcześniej obszernie i wyczerpująco omówione przez wielu badaczy 6.

Wszelka działalność Żydów, a z czasem samo ich istnienie było przestępstwem. "Nie wiadomo, co wolno, a raczej wiadomo, że nic nie wolno, i dlatego wszystko, cały nurt życia społecznego, gospodarczego, kulturalnego zepchnięty jest w podziemia, koryto, na tory nielegalności - pisał Stanisław Różycki w grudniu 1941 r. - To wyjątkowe położenie ludzi pozbawionych opieki prawa, wyjętych spod prawa, zrzuconych przymusowo w nurt nielegalnego życia, wypaczyło wszelkie normy. [...] Czy wolno sprzedawać chleb? Czy wolno bez pozwolenia sprzedawać na ulicy? Czy wolno sprzedawać gazety niemieckie? [...] Czy wolno wygłaszać odczyty, urządzać akademie, wieczory, poranki? [...] Grać nieżydowskich kompozytorów i autorów? Czytać Goethego i Nietzschego? Heinego i Zweiga, Tuwima i Słonimskiego? Czy wolno wypożyczać książki niemieckie w czytelniach? [...] Urządzać kursy naukowe? [...] Uczyć się w kompletach? [...] Telefonować na "drugą stronę"? Robić interesy z Polakami, przechodzić obok Niemca i nie zdjąć z głowy nakrycia? Czy wolno jeść produkty nieobjęte kartą żywnościową? [...] Fabrykować bez koncesji, sprzedawać w pasku, kupować w pasku? Czy wolno? Nie wiem, czy wolno. Może wolno, może nie. Wiem tylko tyle, że czy wolno, czy nie wolno, ludzie ghetta będą to wszystko robili, bo bez tego nie wyżyją ani jednego dnia, bo bez tego nie sposób wyobrazić sobie życia" 7.

Wprowadzenie

Położenie ludności żydowskiej w świetle niemieckich rozporządzeń

W dniu 1 września 1939 r. niemiecka III Rzesza zaatakowała Polskę. Główne walki trwały trzy tygodnie, a jednym z symboli przegranej stała się kapitulacja Warszawy 28 września. Tegoż dnia doszło w Moskwie do ostatecznego podziału ziem polskich między III Rzeszę a drugiego okupanta - Związek Sowiecki, który zaatakował Polskę od wschodu 17 września. Okupacja niemiecka rozpoczęła się symbolicznym aktem wkroczenia wojsk niemieckich 2 października 1939 r. do Warszawy. Od tego dnia zmieniło się życie mieszkańców okupowanego kraju - zaczęły obowiązywać nowe reguły administracyjne i przepisy prawne (omawiamy je szczegółowo dalej).

Pod okupacją niemiecką znalazło się 48,5 proc. powierzchni przedwojennego państwa polskiego (188 tys. km2) i 22,1 mln ludności (w tym 10 proc. Żydów). Ziemie okupowanej Polski podzielono na kilka obszarów: do Rzeszy wcielono teren województw śląskiego, poznańskiego i pomorskiego, a także części województw białostockiego, kieleckiego, krakowskiego, łódzkiego i warszawskiego - łącznie 91 902 km2 (Eingegliederte Ostgebiete). Z pozostałych terenów utworzono 12 października 1939 r. Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych obszarów polskich (Das Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete). Od 8 lipca 1940 r. obowiązywała nazwa "Generalne Gubernatorstwo" (Generalgouvernement), powszechnie zaś używano określenia "Generalna Gubernia". Generalne Gubernatorstwo (GG), zamieszkane przez około 12 mln osób, podzielone zostało na cztery dystrykty: krakowski, lubelski, radomski i warszawski (1 sierpnia 1941 r. dołączono piąty dystrykt - Galicję, z siedzibą we Lwowie).

Najwyższą władzą w GG był Urząd Generalnego Gubernatora (Amt des Generalgouverneurs; od 9 grudnia 1940 r. rząd GG - Regierung des Generalgouvernements), kierowany przez Hansa Franka. Jego siedziba znajdowała się w Krakowie. Funkcję szefa Urzędu Generalnego Gubernatora (Amtchef) sprawował dr Josef Bühler. Językiem urzędowym GG był niemiecki; na jego terenie wprowadzono nowy system prawny - polskie prawo państwowe i administracyjne, prawo pracy i prawo finansowe zostało w części zastąpione przez prawo stanowione przez władze okupacyjne. W mocy pozostała natomiast część polskiego prawa cywilnego oraz karnego - w tych obszarach, w których nie kolidowało ono z nowymi rozporządzeniami niemieckimi, niemającymi mocy ustaw, a chętnie i w dużej ilości wydawanymi przez generalnego gubernatora.

Wśród rozporządzeń wprowadzonych przez Niemców były takie, które w pierwszej kolejności zepchnęły ludność żydowską na margines życia gospodarczego, a potem na margines życia tout court. Mało kto jednak zadaje sobie pytanie, w jaki sposób, kto i na jakich zasadach czuwał nad wcieleniem tych zarządzeń w życie. Nie bardzo też wiadomo, jakie kary groziły za pogwałcenie niemieckich "porządków" i do jakiego stopnia Żydzi się stosowali do nowych przepisów. Pytania te przesłoniła tragedia Holokaustu, wobec której zagadnienie losu polskich Żydów podczas pierwszych trzech lat okupacji zeszło na dalszy plan. Jak sądzimy - niesłusznie, gdyż zaciskająca się pętla zakazów, nakazów, szykan i prześladowań miała bezpośredni wpływ na zachowanie Żydów w przededniu Zagłady i w czasie trwania eksterminacji. Brutalna polityka antyżydowska prowadzona przez Niemców w latach 1939-1942 w jednych paraliżowała dalszą wolę oporu, innych utwierdzała w bierności wobec okupanta, a jeszcze innych, którzy ginęli w więzieniach, po prostu eliminowała ze społeczności żydowskiej.

W dniu 21 września 1939 r. Reinhard Heydrich (szef Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa III Rzeszy, stojący na czele Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, RSHA) wystosował do dowódców grup operacyjnych podległych mu służb tajny telefonogram z wytycznymi dotyczącymi postępowania z Żydami na okupowanych obszarach Polski. Była w nim mowa o dwóch głównych etapach polityki hitlerowskiej względem Żydów, a mianowicie przesiedlaniu i koncentrowaniu ich w specjalnych miejscach odosobnienia, oraz o ukrytym za maskującym terminem "Endziel" ("cel ostateczny") zamiarze całkowitego ich wyeliminowania. Tego samego dnia władze okupacyjne wydały rozporządzenie o utworzeniu Judenratów, czyli żydowskich rad starszych, mających reprezentować lokalne społeczności wobec Niemców, a przede wszystkim czuwać nad dokładnym wykonywaniem poleceń okupanta. Rady żydowskie były teoretycznie władzami samorządowymi o pozornie dużych kompetencjach, w praktyce stworzono je po to, by zgodnie z zasadą zbiorowej odpowiedzialności stały się narzędziem egzekwowania niemieckich zarządzeń. Członkowie rady byli osobiście odpowiedzialni za zachowanie się lokalnej społeczności żydowskiej i jej posłuszeństwo wobec Niemców. Często byli traktowani jak zakładnicy. Wielu z nich zostało aresztowanych, pobitych, zabitych. Zwierzchnictwo nad radami żydowskimi sprawowały niemieckie władze administracyjne - to Niemcy podejmowali wszystkie decyzje dotyczące życia Żydów w okupowanej Polsce, niemniej Judenraty miały pewien wpływ na organizację życia wewnętrznego społeczności żydowskich. Gminy żydowskie, przed wojną zajmujące się wyłącznie działalnością religijną i charytatywną, musiały teraz pełnić funkcję koordynatora wszystkich życiowych spraw Żydów i reprezentować ich wobec okupanta. Ich nowe obowiązki przyniosły ogromne obciążenia finansowe, na które oczywiście brakowało pieniędzy. W gestii rad znalazło się wiele spraw należących przed wojną do administracji miejskich, jak utrzymanie szpitali, sprawy służby zdrowia, kwaterunku, aprowizacji, szkolnictwa itp. Ściągalność podatków, którymi Judenraty obciążały społeczność żydowską, była niezbyt wysoka, a wśród płatników było coraz więcej biednych, których z obowiązkowych opłat zwalniano. Środki finansowe Judenratów pochodziły z podatków, pożyczek, zastawów posiadanych nieruchomości, subwencji samorządów polskich itd. W małych miejscowościach aparat urzędniczy Judenratów stanowiło kilku urzędników; w większych miastach był on odpowiednio liczniejszy. W Warszawie był rozbudowany aż do przesady (około 9 tys. osób). Urzędnicy rad żydowskich mieli niewielkie pensje, ale cieszyli się innymi przywilejami: dostawali większe przydziały żywności, a przede wszystkim powszechnie sądzono, że ich miejsce pracy stanowi gwarancję bezpieczeństwa.

Proces wyłączania Żydów poza nawias polskiego społeczeństwa rozpoczął się w praktyce wraz z wkroczeniem armii niemieckiej na ziemie polskie. W ciągu pierwszych miesięcy okupacji antyżydowskie ekscesy Wehrmachtu oraz policji ustąpiły miejsca lepiej zorganizowanej i usystematyzowanej akcji terroru i represji, której towarzyszyły specjalnie w tym celu opracowane rozwiązania prawne. Do tych wczesnych rozwiązań należało objęcie - już w październiku 1939 r. - sekwestrem "majątku byłego państwa polskiego" oraz znaczniejszych majątków należących do Żydów 8. W Warszawie egzekucją tego rozporządzenia zajęła się Einsatzgruppe IIB. Od jesieni 1939 r. zakazem wykonywania pracy objęto wiele żydowskich grup zawodowych: lekarzy, adwokatów czy nauczycieli, a także prostytutki, którym poświęcimy dalej nieco więcej miejsca. Równocześnie przystąpiono do rejestracji wszystkich Żydów w celu egzekwowania obowiązku pracy przymusowej. Nakaz pracy dotyczył wszystkich mężczyzn Żydów w wieku 14-60 lat. Początkowo pracowali oni w miastach - przede wszystkim przy sprzątaniu ulic, odśnieżaniu oraz w rozmaitych warsztatach i zakładach pracy. Stopniowo (do początku 1941 r.) utworzono około 200 żydowskich obozów pracy przymusowej, w których wykorzystywano dziesiątki tysięcy osób. Żydzi pracowali tam, najczęściej bezpłatnie, przy robotach melioracyjnych, budowie dróg, fortyfikacji oraz budynków, a także przy pracach rolnych. W 1942 i 1943 r. pełną kontrolę nad zamkniętymi w obozach żydowskimi robotnikami przejęło SS.

Od 1 grudnia 1939 r. rozporządzenie (Verordnung, VO) generalnego gubernatora Hansa Franka wprowadziło nakaz noszenia przez Żydów powyżej dziesiątego roku życia białych opasek z niebieską gwiazdą Dawida na prawym rękawie ubrania (na terenach włączonych do Rzeszy musieli przypiąć do ubrania z przodu i z tyłu żółtą gwiazdę). Jednym z pierwszych posunięć władz okupacyjnych były także masowe przesiedlenia ludności - przede wszystkim z terenów włączonych do Rzeszy, skąd od jesieni 1939 do wiosny 1940 r. wygnano Polaków i Żydów (Polacy mogli z reguły swobodnie wybierać na terenie GG miejsce osiedlenia, Żydzi takiej możliwości byli pozbawieni). Wysiedleńców gromadzono w punktach zbornych lub obozach przesiedleńczych, które mieściły się w barakach, więzieniach, kościołach, synagogach, a czasem pod gołym niebem, w fatalnych warunkach sanitarnych. Jedzenia nie było w ogóle lub wydzielano bardzo skąpe racje. Żydzi przebywali w takich warunkach często kilka tygodni lub nawet miesięcy. W ten sposób do lutego 1940 r. przesiedlono na tereny Generalnego Gubernatorstwa około 140 tys. Żydów z obszarów wcielonych do Rzeszy, z Łodzi i województwa łódzkiego oraz z Krakowa, który jako stolica GG miał być "judenrein".

W wielu miastach znajdowali się też liczni uchodźcy i uciekinierzy. Żydzi przenosili się z miasta do miasta (dopóki wolno było im podróżować) w poszukiwaniu bezpieczeństwa, znośniejszych warunków życia, możliwości zarobku czy wreszcie z powodów osobistych - wielu chciało być razem ze swoimi bliskimi, by móc wzajemnie się wspierać i wspólnie znosić trudy czasu wojny. Warunki życia przesiedleńców i uchodźców należały do najgorszych. W miastach i miasteczkach, do których przybywali, lokowano ich przeważnie w nieczynnych bóżnicach, domach modlitwy, szkołach czy kinach. Brakowało im nie tylko jedzenia, ale i wszelkich rzeczy osobistych, ubrań, pościeli itp. Ich szanse na znalezienie pracy zarobkowej były minimalne, mogli przeżyć jedynie dzięki pomocy społecznej i dobroczynności innych.

Pojawiły się również rozporządzenia lokalne dotyczące sfery symbolicznej, obliczone na złamanie ducha w społeczeństwie żydowskim. Wymienić tu można zakazy chodzenia po chodnikach, wchodzenia do parków (Planty w Krakowie, Ogród Saski w Warszawie, a w Tarnowie po prostu zakazano Żydom wchodzenia do wszystkich parków miejskich), nakazy uchylania czapek na widok Niemca, zakazy wychodzenia na ulice w określone święta (m.in. w dzień urodzin Hitlera), nakazy golenia bród, zakazy uboju rytualnego itp. W warszawskich tramwajach śpiewano na ten temat kuplety: "w tramwaju produkował się mały chłopak, śpiewał podłą piosenkę, produkt okupacyjnej "twórczości". Brzmiało to jakoś tak: "w Saskim Ogrodzie, koło fontanny, już tam nie chodzą żydowskie panny"" 9. Rozporządzenia ze sfery symbolicznej nie godziły co prawda w podstawy bytu polskich Żydów, lecz miały ich upokorzyć i w sposób widoczny zepchnąć na samo dno drabiny społecznej. Na pograniczu zakazów symbolicznych i tych uderzających w działalność gospodarczą i zawodową pojawiły się utrudnienia w korzystaniu z kolei oraz komunikacji miejskiej.

Z naszego punktu widzenia kluczowa rola przypadnie jednak dwóm sferom kryminalizacji żydowskiego życia: ograniczeniu prawa własności oraz ograniczeniu prawa pobytu. Radykalne zmiany w tych dwóch obszarach w decydujący sposób zmienią i zredefiniują realia życia polskich Żydów w latach 1939-1942.

Rozporządzenia niemieckie dotyczące własności Żydów i ograniczające ich prawo pobytu

Franz Stangl, drugi komendant obozu zagłady w Treblince, zapytany wiele lat po wojnie, co było przyczyną wymordowania Żydów, odparł bez wahania: "chcieli ich pieniędzy" 10. Choć trudno się zgodzić ze Stanglem, nie ulega wątpliwości, że grabież Żydów, która w ciągu niecałych trzech lat pogrążyła społeczeństwo żydowskie w skrajnej nędzy, z pewnością stanowiła preludium do działań mających swój logiczny kres w komorach gazowych Treblinki.

W Generalnym Gubernatorstwie grabież Żydów zaczęła się od kontrybucji nakładanych przez Wehrmacht, a potem przez administrację cywilną, dowódców żandarmerii, landratów, krótko mówiąc, przez wszystkich dzierżących władzę na podbitych terenach. Już niebawem jednak wywłaszczenie ujęto w ramy urzędowo-legislacyjnej dyscypliny.

W dniu 18 września 1939 r. świeżo desygnowany starosta (Landrat) w Końskich ogłosił, że cała własność żydowska w miasteczku uległa konfiskacie. Odtąd własność ta miała się nazywać "była własność żydowska" i znalazła się pod bezpośrednim zarządem przedsiębiorczego landrata 11. W Radomiu 22 października 1939 r. zwołano specjalne zebranie, w którym uczestniczyli wyżsi przedstawiciele administracji dystryktu: burmistrze, landraci i komisarze. Celem posiedzenia było wypracowanie przepisów, które zezwoliłyby na szybkie wyeliminowanie Żydów z handlu i z produkcji 12. Podobne narady przeprowadzano i w innych dystryktach 13. W październiku 1939 r. zaczęto rekwirować wielką własność żydowską (fabryki, banki, większe sklepy). Wydano również działający wstecznie (od 1 września, a w pewnych sytuacjach nawet od 1 stycznia 1939 r.) zakaz transferu własności żydowskiej w ręce aryjskie. Chodziło tu oczywiście o uniemożliwienie Żydom przepisania mienia na rzecz nieżydowskich znajomych i tym samym obejścia przepisów aryzacyjnych. W tym samym czasie, w październiku 1939 r., wydano zarządzenie nakazujące Żydom deponowanie na kontach bankowych wszystkich oszczędności przekraczających kwotę 2000 zł 14. Było to preludium do ich konfiskaty.

Przewłaszczenie wielkiej własności żydowskiej dokonało się dość szybko; nieco trudniej było z bankierami, których aktywa niełatwo było zlokalizować, a jeszcze trudniej - skonfiskować. W takich wypadkach władze niemieckie niejednokrotnie uciekały się do informatorów, o czym przekonał się m.in. Michał Wawelberg, współwłaściciel Banku Zachodniego, jednego z największych polskich banków, zaaresztowany w Warszawie 20 listopada 1939 r. 15 Michał Wawelberg, syn Hipolita, słynnego bankiera rosyjskich carów, został aresztowany w chwili, gdy przygotowywał się do ucieczki za granicę, do Włoch. Razem z Wawelbergiem gestapo aresztowało jego najbliższą rodzinę oraz grupę przyjaciół wywodzących się również z kręgów bankierskich. Przestępstwo warszawskiego bankiera nie tyle polegało na próbie wyjazdu za granicę, ile na próbie wywiezienia kapitałów. W tym przypadku w grę wchodziły gigantyczne sumy: Wawelberg i jego przyjaciele chcieli przeszmuglować około 3-4 mln zł. Gestapo dość dobrze wiedziało o planach Wawelberga, a to za sprawą niejakiego dr. Brunona Fiałkowskiego, znajomego Wawelbergów, popularnego w przedwojennej Warszawie lekarza irydologa oraz filoterapeuty (dziś powiedzielibyśmy - zwolennika medycyny alternatywnej). Już w końcu października 1939 r. dr Fiałkowski, uzbrojony w odpowiednie glejty i dokumenty, rozpoczął drugą karierę - współpracownika warszawskiego gestapo 16. Po aresztowaniu Wawelbergowi postawiono rozliczne zarzuty; w zasadzie chodziło o pogwałcenie nowych rozporządzeń dotyczących własności żydowskiej. Aresztowany musiał oddać w ręce władz wszystkie posiadane instrumenty płatnicze, mianowicie: gotówkę, akcje, świadectwa udziałów w restauracjach, kinach i teatrach oraz biżuterię. Na koniec Wawelberg musiał wyliczyć wszystkie posiadane zagraniczne konta, ich salda oraz wypisać dla urzędników niemieckich pełnomocnictwa na "repatriowanie" oszczędności znajdujących się na tych kontach. Jeden z przyjaciół Wawelberga przyznał się zarazem, że przepisał pewną część swoich aktywów na aryjskiego znajomego, łamiąc tym samym ducha i literę rozporządzeń generalnego gubernatora. Proces aryzacji dóbr Wawelberga i jego towarzyszy dobiegł końca w grudniu 1939 r., kiedy to wszyscy aresztanci zostali odtransportowani na ul. Rakowiecką, gdzie przebywali jeszcze w kwietniu 1940 r. 17 Nie zachowały się dane o wysokości ich wyroków, ale wiadomo, że Wawelberg trafił do obozu koncentracyjnego.

W końcu stycznia 1940 r., po skutecznym przejęciu wielkiej własności żydowskiej, uwaga Niemców skierowała się na Żydów o skromniejszym statusie majątkowym. Od zimy 1940 r. wstrzymano wypłaty rent i emerytur dla Żydów dotąd uprawnionych do pobierania świadczeń społecznych. Od wiosny 1940 r. wszyscy renciści i emeryci musieli złożyć specjalną "deklarację na prawach przysięgi", w której oświadczali: "1. Nie jestem pochodzenia żydowskiego. Zarówno ze strony ojca, jak też i matki nikt w rodzinie nie jest i nie był pod względem rasowym [podkreślenie w oryginale - B.E., J.G.] żydem. Jestem świadomy tego, że nieżydowska religia nie zmienia przynależności do żydowskiej rasy. Ani ja, ani też któraś ze stron moich dziadków czy też rodziców, nie należeli dawniej do żydowskiej wspólnoty religijnej" 18. Druczki tego rodzaju stanowiły odpowiedź na niezwykle częste próby ominięcia nowych rozporządzeń podejmowane przez zasymilowanych od dawna Żydów oraz przez przechrztów świeższej daty.

W dniu 15 stycznia 1940 r. ogłoszono dekret o przejęciu "własności wroga", a 24 stycznia tego roku - dekret o konfiskacie własności prywatnej. Dekret styczniowy (tzw. ordynacja konfiskacyjna) dawał władzom Generalnego Gubernatorstwa całkowitą swobodę w wyborze i określeniu mienia przeznaczonego do zajęcia. Paragraf 2 "ordynacji" postulował jedynie, aby konfiskata "spełniała zadania użyteczności publicznej". "Ordynacja konfiskacyjna" 19 wprowadzała na tyle istotne zmiany, że będziemy się musieli nad nią chwilę zatrzymać. Drugi paragraf interesującego nas VO Hansa Franka precyzyjnie określał, co należało rozumieć pod pojęciem "własność żydowska": chodziło mianowicie o "własność Żydów, obywateli polskich przed 1 września 1939 r., jak również własność innych Żydów bezpaństwowców oraz Żydów pozostających w związku małżeńskim z Aryjczykami" 20. Własność ta obejmowała też firmy z ponad 50 proc. udziałów kapitału żydowskiego oraz instytucje finansowe, w których wsad kapitału żydowskiego przekraczał 25 proc.

Gadzinowy "Nowy Kurier Warszawski" spieszył poinformować swoich czytelników, iż "specjalny dodatek do rozporządzenia Generalnego Gubernatora określa, że pod pojęciem "własność żydowska" należy również rozumieć konta bankowe, pożyczki, legaty, obligacje, akcje, promesy płatności, nieruchomości, udziały w nieruchomościach, wszystkie zmagazynowane towary (bez względu na roszczenia postronne do tychże), ruchomości, wszystkie środki trasportu, takie jak samochody, powozy i konie". "Ponadto - podawała gazeta - do własności żydowskiej zaliczamy gotówkę, biżuterię, złote zegarki, łańcuszki, obrazy, meble, dywany (łącznie z tymi, które obecnie znajdują się na przechowaniu u osób trzecich), ubrania, futra, przedmioty użytku osobistego" 21. Na koniec każdy Żyd musiał zgłosić wszelkie darowizny dokonane na rzecz osób trzecich od 1 stycznia 1939 r. oraz podać ich przyczynę. Żydom dano czas do 1 marca na zgłoszenie tak zdefiniowanej własności. Własność niezadeklarowana podlegała natychmiastowej konfiskacie. Za niezastosowanie się do rozporządzenia przewidziano całą gamę kar, w większości więzienia. "Ordynacja konfiskacyjna" ze stycznia 1940 r. bardzo wiernie kopiowała rozporządzenia wprowadzone parę lat wcześniej, po Anschlussie Austrii. Nie można mianowicie uniknąć wrażenia, że architekci hitlerowskiej polityki wywłaszczenia polskich Żydów, formułując swe plany, wspierali się na austriackim Verordnung über die Anmeldung des Vermögens von Juden (rozporządzenie o rejestracji własności żydowskiej), z 26 kwietnia 1938 r. 22 Z czasem, po powstaniu getta, nad żydowskim życiem gospodarczym zapanuje tzw. Transferstelle, czyli Placówka Transferu, która zmonopolizuje operacje handlowe między dzielnicą zamkniętą a światem zewnętrznym. Wprowadzone zostaną surowe kary za wszelkie próby obejścia tego monopolu. Ale ten temat poruszymy później.

Drugim interesującym nas obszarem penalizacji życia polskich Żydów stało się "prawo pobytu" albo raczej kolejne stopnie ograniczania prawa do swobodnego poruszania się po kraju, po mieście czy też po dzielnicach miasta. Zaostrzenie kursu wiązało się z polityką coraz bardziej rygorystycznego zamykania Żydów w gettach. 13 września 1940 r. gubernator generalny wydał tzw. pierwsze rozporządzenie dotyczące ograniczenia praw pobytu na terenie GG (Verordnung über Aufenthaltsbeschränkungen im Generalgouvernement), które stanowiło wstęp do zamknięcia ludności żydowskiej w gettach 23. Kilka miesięcy później, 29 kwietnia 1941 r., ukazało się drugie rozporządzenie, tym razem wyznaczające getta jako jedyne dopuszczane prawem miejsce zamieszkania dla Żydów. Ludwig Fischer, szef dystryktu warszawskiego, nie chcąc pozostać w tyle za swoim krakowskim przełożonym, wydał własne rozporządzenia nakładające dalsze ograniczenia na ludność żydowską. Anordnung z 17 czerwca 1941 r. był zgodny z duchem rozporządzenia kwietniowego, lecz znacznie bardziej szczegółowy, wyliczał bowiem okolice lub rodzaje miejsc, do których Żydzi mieli wstęp wzbroniony. Trzecie rozporządzenie o ograniczeniu prawa pobytu, wydane przez Franka 15 października 1941 r., wprowadziło karę śmierci dla Żydów złapanych poza gettem, bez opaski i bez przepustki. Tą samą kwalifikacją prawną objęto również ludzi niosących pomoc ukrywającym się Żydom. W ten sposób otwarto ostatni rozdział "prawnych" działań władz niemieckich przeciwko ludności żydowskiej GG. Trzy wyżej wymienione rozporządzenia legły u podstaw tysięcy procesów sądowych w okupowanej Polsce.

Proces zamykania Żydów w gettach Niemcy uzasadniali często powodami zdrowotnymi - nazistowska propaganda przedstawiała Żydów jako roznosicieli chorób. Pierwsze getto na terenach okupowanej Polski utworzono już w październiku 1939 r. w Piotrkowie Trybunalskim, a największe - w Warszawie - zostało zamknięte 16 listopada 1940 r. Znajdowało się w nim wówczas mniej więcej 360 tys. osób (później, po licznych wsiedleniach - nawet do 460 tys. osób). W sumie na terenie okupowanej Polski Niemcy założyli około 400 mniejszych i większych gett, przesiedlano do nich Żydów z mniejszych miejscowości i wsi (także Żydów z Niemiec, Czech, Austrii). Getta różniły się stopniem odizolowania od dzielnic polskich: otaczano je wysokim murem, oddzielano parkanem, płotem, zasiekami z drutu kolczastego lub jedynie określano granice obszaru, której Żydom nie wolno było przekraczać.

W gettach panowały tragiczne warunki: ciasnota, tłok na ulicach, niemożność zachowania higieny i brak środków czystości (w warszawskim getcie kawałek mydła przydzielano na kartki co kilka miesięcy), co sprzyjało szerzeniu się chorób i epidemii. Żydom zamkniętym za murami najbardziej jednak dokuczał głód. W Warszawie na miesięczne kartki aprowizacyjne można było kupić 2,5 kg chleba (w czterech ratach), około 20 dkg cukru, czasem brukiew, ziemniaki, kiszoną kapustę i marmoladę. Stłoczona w gettach ludność, pozbawiona dotychczasowych źródeł utrzymania, podstawowych środków do życia, szukała wszelkich możliwych sposobów przetrwania. Istniejące mimo ograniczeń kontakty ze światem poza gettem sprzyjały powstaniu szczególnego rodzaju wymiany handlowej z tzw. stroną aryjską - szmuglu. W jedną stronę przerzucano sprzedawane przez Żydów dobra i wytwory ich pracy, w drugą natomiast - najbardziej pożądany towar - żywność. Skala szmuglu, aczkolwiek ogromna (jak się ocenia, w warszawskim getcie zapewniał on 80-90 proc. aprowizacji), nie mogła uratować mieszkańców dużych gett od śmierci głodowej. Najbiedniejsi, którzy nic nie posiadali lub wyprzedali się już ze wszystkiego, nie mieli żadnych możliwości kupowania jedzenia na gettowym czarnym rynku. Byli skazani na pomoc społeczną, żebranie na ulicach, powolne konanie z głodu. Usiłując zapobiegać masowej śmierci głodowej, żydowska administracja i organizacje społeczne w wielu gettach uruchamiały tzw. kuchnie ludowe, które z centralnych przydziałów gotowały zupy dla najuboższych, wydawane za darmo lub za minimalną opłatą. W Warszawie dożywiano dzieci w szkołach i świetlicach; jesienią 1941 r. wydawano tu 120 tys. zup dziennie. Mimo tych wysiłków w getcie warszawskim, przez zaledwie dwa i pół roku jego istnienia, w wyniku głodu i chorób zmarło ponad 100 tys. osób, co stanowiło 27 proc. wszystkich jego mieszkańców.

Źródła do badań nad przestępczością

Źródeł do badania przestępczości żydowskiej w Warszawie w okresie okupacji jest nieoczekiwanie wiele. Informacje na ten temat znajdujemy w dokumentach żydowskich, polskich i niemieckich. Omówimy je pokrótce.

Podziemne archiwum getta - archiwum Emanuela Ringelbluma, "Oneg Szabat"

Już jesienią 1939 r. warszawski historyk dr Emanuel Ringelblum rozpoczął wraz z grupą współpracowników gromadzenie wszelkich dokumentów na temat położenia Żydów w okupowanej Polsce - zarówno oficjalnych, jak i osobistych. W ten sposób powstało podziemne archiwum getta warszawskiego, które przeszło do historii pod nazwą "Archiwum Ringelbluma" (ARG) lub "Oneg Szabat" ("Radość Soboty" - kryptonim używany przez ludzi skupionych wokół Ringelbluma, gdyż właśnie w soboty mieli oni swoje zebrania). Archiwum zgromadziło imponujące zbiory (nie tylko z getta warszawskiego), dokumentuj ące wszystkie dziedziny życia żydowskiego w tych wyjątkowych warunkach: prywatne zapiski, notatki, kroniki i dzienniki pisane w getcie, utwory literackie, teksty piosenek śpiewanych przez żebraków na ulicach, listy, ulotki, prasę podziemną, relacje przesiedleńców i uciekinierów z obozów, obwieszczenia Rady Żydowskiej, rozporządzenia okupanta, protokoły posiedzeń różnych organizacji, legitymacje, druki reklamowe, recepty, papiery firmowe, bilety tramwajowe, opaski z gwiazdą Dawida, zaproszenia na imprezy kulturalne, papierki od cukierków i etykiety innych produktów wytwarzanych w getcie. Z inicjatywy archiwum powstały też liczne reportaże, ankiety, wywiady środowiskowe, a także profesjonalne opracowania analityczne dotyczące zagadnień społecznych, gospodarczych czy demograficznych. Pierwszą część zbiorów archiwum, zabezpieczonych przed wilgocią i umieszczonych w dziesięciu blaszanych pojemnikach, zakopano w getcie w czasie akcji wysiedleńczej latem 1942 r.; drugą - zapakowaną do dwóch dużych blaszanych baniek na mleko - zamurowano w tej samej kryjówce w styczniu następnego roku. Odnaleziono je po wojnie w ruinach getta. Trzeciej części - ukrytej w czasie powstania w getcie - dotychczas nie odnaleziono. Te bezcenne materiały przechowywane są w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie i stanowiąjedno ze źródeł do badania zagadnienia, którym się zajmujemy w naszym opracowaniu.

Inne źródła żydowskie

Dla kontroli nastrojów i sytuacji w gettach Niemcy mieli swoich donosicieli i agentów. W Warszawie powołali w tym celu specjalną instytucję - Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją, zwany powszechnie "Trzynastką", od adresu siedziby urzędu przy ul. Leszno 13. Działała ona od jesieni 1940 do lipca 1941 r.; nie podlegała ani Radzie Żydowskiej, ani Policji Polskiej (PP), ani niemieckiej administracji cywilnej, lecz bezpośrednio niemieckiej Policji Bezpieczeństwa. Z punktu widzenia organizacyjnego "Trzynastka" stanowiła połączenie jednostki administracyjnej i policyjnej. Pracowało tam kilkuset funkcjonariuszy, których oficjalnym zadaniem było zwalczanie lichwy i spekulacji w warszawskim getcie, co w praktyce oznaczało donosy, szantaże, wymuszanie okupu itp. Pracownicy "Trzynastki" pisali dla niemieckiej policji regularne sprawozdania o sytuacji w getcie, nastrojach, cenach na czarnym rynku itp. W archiwach zachowało się dziewięć raportów tygodniowych i jeden raport uzupełniający dotyczący getta warszawskiego z okresu od 24 marca do 19 maja 1942 r., łącznie 110 stron. Jak ustalili Christopher R. Browning i Izrael Gutman 24, były one pisane dla Niemców przez nieustalonego autora, pochodzącego najprawdopodobniej ze środowiska "Trzynastki" (sama instytucja była już wówczas oficjalnie rozwiązana). Nie podają one żadnych informacji o łamaniu prawa przez Żydów, ich zawartość autorzy opracowania dzielą na cztery typy: 1) pogłoski i reakcje na wydarzenia zachodzące poza granicami getta; 2) ogólny nastrój, bieżące pogłoski i reakcje na wydarzenia wewnątrz getta; 3) sytuacja gospodarcza getta z regularnym spisem bieżących cen; 4) wydarzenia kulturalne w getcie. Niektóre raporty zawierają również rozbudowaną część poświęconą konkretnym tematom, które "informator" zdecydował się podkreślić: ekonomiczne tło gwałtownego wzrostu cen wiosną 1942 r., potencjał pracy Żydów, przewidywania mieszkańców getta dotyczące wyniku wojny. Raport uzupełniający z 7 maja 1942 r. rozwija powyższe uwagi oraz temat relacji pomiędzy nowo przybyłymi Żydami niemieckimi a miejscowymi Żydami polskimi - spotkania "pomiędzy Wschodem i Zachodem", jak opisuje to autor.

Raporty te stanowią interesujący dokument z tego względu, że są jedynym zachowanym źródłem z kręgu "Trzynastki" - niestety, zaginął słynny elaborat przygotowany przez szefa tej instytucji, Abrahama Gancwajcha, podsumowujący rok istnienia getta warszawskiego. Dokument ów już po wojnie prywatna osoba przekazała do Archiwum ŻIH, liczył on "105 stronic maszynopisu, ilustrowany 22 zdjęciami fotograficznymi, podzielony na 6 rozdziałów, poprzedzonych wstępem" 25. Od lat jednak nie można go odszukać, a o jego zawartości niewiele wiadomo. W opublikowanych wspomnieniach znajdujemy jedynie informację, że "16 listopada 1941 r., z okazji rocznicy powstania getta w Warszawie, Gancwajch wydał po niemiecku broszurę pod tytułem "Rok życia w getcie w Warszawie". Była odbita na powielaczu, zawierała liczne szkice, a nawet kilka zdjęć. Miałem okazję przejrzeć egzemplarz tej broszury. Jej pierwszym i najbardziej zasadniczym celem było doniesienie wrogom o naszych uczynkach [...]. Można było tam zobaczyć zdjęcie przechodzenia przez mur [...], pod którym podpis głosił: "Żydzi pracują na czarnym rynku"" 26. Być moźe to właśnie ten dokument zaginął; do czasu jego odnalezienia raporty z kręgu "Trzynastki" pozostają jedynym zachowanym źródłem wytworzonym w tym środowisku i umożliwiającym analizę charakteru informacji przekazywanych Niemcom oraz ocenę, w jakim stopniu - jeśli w ogóle - dany informator szkodził mieszkańcom getta.

Więcej dokumentów zachowało się na temat działalności policji żydowskiej. Ta formacja, nosząca nazwę "Jüdischer Ordnungsdienst", czyli Żydowska Służba Porządkowa (SP), a potocznie zwana policją żydowską, została powołana do pilnowania wewnętrznego porządku w gettach. Była ona z jednej strony podporządkowana Judenratom, z drugiej musiała wykonywać bezpośrednie rozkazy Niemców. W niektórych sprawach podlegała także polskiej policji (granatowej). Policjanci, podobnie jak pracownicy administracji gettowej, otrzymywali większe przydziały kartkowe i mieli - do czasu - gwarancje bezpieczeństwa. W Warszawie policjanci nie dostawali pensji, ale szybko zaczęli rekompensować to sobie łapówkami i pieniędzmi wymuszanymi od szmuglerów, rzemieślników produkujących w szarej strefie itp. Policja żydowska podlegała procesowi stopniowej demoralizacji i była coraz bardziej znienawidzona przez mieszkańców getta; refleksją nad tym procesem zajmowano się w środowisku "Oneg Szabat", będzie o tym mowa w dalszej części książki.

W zachowanych dokumentach policji żydowskiej możemy znaleźć więcej informacji o zjawisku przestępczości w warszawskim getcie, albowiem to właśnie policja żydowska zajmowała się przestępczością pospolitą. Formalnie powinna była przekazywać wszystkie sprawy karne policji polskiej, gdyż była upoważniona jedynie do przyjmowania meldunków "o danych wypadkach i powinna przesyłać je do dalszego załatwiania policji polskiej" 27. W praktyce wyglądało to jednak inaczej. Z zachowanego w ARG dokumentu - rozmowy z anonimowym funkcjonariuszem Służby Porządkowej - dowiadujemy się, jak często wyglądały procedury w sprawach kryminalnych: "w każdym rejonie [policyjnym, w Warszawie było ich sześć - B.E., J.G.] został jednak powołany specjalny urząd instruktora, który w podobnych sprawach przed przesłaniem zameldowania do polskiego komisariatu powinien przeprowadzić wstępne śledztwo. W bardzo licznych wypadkach Żydzi boją się tego, aby sprawa została przekazana polskiej policji. Ponieważ zaś sądu, który mógłby daną sprawę rozpatrzyć, obecnie nie ma, często zwracają się Żydzi do takiego instruktora do rejonu, który jest notabene biegłym prawnikiem, aby ten przeprowadził między stronami spornymi sąd. W takich wypadkach wyjmuje się często pozwanych w nocy z domu i sprowadza się ich do rejonu, o ile dobrowolnie nie chcieliby się zgłosić. Instruktor ma do pomocy trzy osoby spośród porządkowych, które wykonują jego zalecenia oraz pośredniczą między ludnością a instruktorem. Sprytniejsi spośród porządkowych potrafią zwykle wyjednać od uczestników dintojry pewne sumy tytułem honorarium za prowadzenie sprawy, i dzielą się tym z instruktorem" 28.

Podobne sprawy karne załatwiał Sąd Karno-Administracyjny, działający na mocy niemieckiej koncesji przy Urzędzie do Walki z Lichwą i Spekulacją. Do obowiązków tej instytucji należało przecież, choćby nominalnie, zwalczanie takich przestępstw, jak nielegalny handel uliczny, oszustwa na wadze, używanie fałszywych odważników, ukrywanie chleba i sprzedawanie go po zawyżonych cenach. Jak pisze w swoich wspomnieniach z getta Henryk Bryskier, Niemców nie interesowało bowiem, co Żydzi robili wewnątrz getta. "Żydzi mogli się wzajemnie oszukiwać, okradać, pobierać paskarskie ceny itd., byle tylko nie korzystali ze szmuglu, który był bezwzględnie tropiony. Bo cóż mogło Niemców obchodzić, że Żydzi wzajemnie sobie szkodzą?" 29. Ale ponieważ obchodziło to samych Żydów, instytucje takie jak policja, sądy rabinackie czy właśnie ów Sąd Karno-Administracyjny zajmowały się rozstrzyganiem sporów między Żydami i przestępczością pospolitą w getcie. Opis przykładowych spraw znajdujemy także u Bryskiera, a ponieważ jest on jedyny w swoim rodzaju, warto przytoczyć dłuższy fragment: "Sąd Karno-Administracyjny składał się z przewodniczącego sędziego, rutynowego adwokata, oskarżyciela publicznego, sekretarza i dwóch ławników, zapraszanych indywidualnie spośród bardziej znanych przewodniczącemu osób na dane posiedzenie. Przebieg posiedzenia miał charakter poważny, oskarżonemu przysługiwało prawo adwokackiej obrony, a mimo wszystko była to parodia. [...]

Sprawa nr 1. Oskarżonemu o sprzedaż spleśniałego chleba przedkłada się dowód rzeczowy - kawałek spleśniałego chleba, zakwestionowanego przed 4 tygodniami. Oskarżony powołuje się na szereg świadków, że krytycznego dnia sprzedawał dobry chleb, a chleb questionis nie pochodzi od niego, gdyż na próbce brak nalepki firmowej piekarza-dostawcy, co mogłoby ewentualnie poprzeć zarzut. Poszkodowany się nie zgłosił. Wymiar kary - 50 zł grzywny.

Sprawa nr 2. Piekarz oskarżony o wypiek chleba z domieszką piasku. Dowód rzeczowy w aktach sprawy. Sędzia, dla ustalenia podstawy oskarżenia, bierze próbkę starego chleba do ust. Słyszy się trzeszczenie rozcieranego piasku w zębach. Następnie druga analiza: kawałek chleba wędruje do szklanki z wodą, w której z rozmiękczonego chleba ma opaść piasek na dno szklanki. Piekarz oponuje. Twierdzi, że "trzeszczący w zębach przewodniczącego" piasek jest w granicach normy i pochodzi od młyńskich kamieni, że taką mąkę otrzymał z przydziału do wypieku, a ewentualny osad w szklance nie może być miarodajnym do oceny. Sędzia i ławnicy nie są rzeczoznawcami. Na naradzie wszyscy są zdania, że chleb zawiera dużo piasku, a nawet inne domieszki 30. Prokurator obstawał za dotkliwym wymiarem kary. Wyrok 200 zł grzywny" 31.

Jak wynika z cytowanych powyżej źródeł, Żydzi starali się załatwiać część spraw karnych między sobą. W jednym z zachowanych pamiętników policjant Józef Rode pisze, że "90 proc. spraw karnych nie opuszczało murów getta. Instruktor S[łużby] P[orządkowej] (zwykle adwokat) starał się doprowadzić do ugody (perswazją, groźbą, zatrzymaniem na 1-2 doby). Instruktor i dzielnicowy interweniowali w sprawach cywilnych i karnych. Nie istniały jakiekolwiek przepisy dotyczące sądzenia (stan tolerowany przez K[omendę] S[łużby] P[orządkowej] i Radę Żyd[owską]). Instruktorzy improwizowali, wymyślając kary (np. zmuszanie do mycia toalet w punktach dla uchodźców). Rzadko bito" 32. Przynajmniej 10 proc. spraw opuszczało jednak mury getta, musiały więc zostać zarejestrowane i przekazane dalej. Posterunki Służby Porządkowej prowadziły księgi wydarzeń. Każdy "rejon prowadził kilka księg służbowych, których ilość i forma były wzorowane na księgach komisariatów P[olicji] P[olskiej]. Były to więc: księga stacyjna (do której wpisywano czynności służbowe każdego funkcjonariusza, na którym posterunku, od której do której godziny), księga zatrzymanych, księga zameldowań o przestępstwie, księga protokółów i wydarzeń, księga depozytów i inne" 33. Niestety, z tej bogatej działalności biurokratycznej nie zachowała się żadna księga z terenu Warszawy. Jedyna zachowana to niekompletna "Księga wydarzeń" policji żydowskiej z Częstochowy 34 z okresu od 3 maja 1941 do 19 sierpnia 1942 r. Zawartość księgi - zapewne jej struktura była podobna w innych miastach - jest podzielona na następujące kategorie:

1. Życie wewnętrzne getta, a w nim: działania przeciwko własności, kłótnie pomiędzy Żydami, wypadki i nieszczęśliwe wypadki, handel domokrążny, kary, operacje specjalne, praca przymusowa, zbrodnie w getcie, awantury (burdy);

2. Policja polska i jej nadzór nad policją żydowską;

3. Władze niemieckie, ich instrukcje i polecenia;

4. Relacje polsko-żydowskie - niszczenie żydowskiej własności, okradanie Żydów, oszukiwanie Żydów, ataki na Żydów.

Przyjrzyjmy się pierwszej kategorii, która pozwala spojrzeć na życie wewnętrzne getta z perspektywy przekraczania obowiązujących norm prawnych. Możemy tu znaleźć informacje tego typu, jak ta, że 20 czerwca 1942 r. o godz. 10.30 Chana Korek z ul. Joselewicza i zameldowała, iż "nieznani sprawcy skradli jej z mieszkania, przy pomocy zerwania kłódki, bieliznę osobistą oraz różne rzeczy ogólnej wartości zł 400" 35. Porządkowy Nutkiewicz doprowadził ją do Pol[icji] kryminalnej przy II komisariacie PP w celu złożenia zameldowania. W dniu 7 lipca 1942 r. o godz. 8.05 "zgłosiła się do I Obwodu ŻSP Pytowska Łaja zam. Krótka 46/48 i zameldowała, że w nocy z 6/7 1942 między godz. 12-5 skradziono z komórki gęś, koguta, 8 kg mąki pszennej, 3 kg kawy, 20 kg jęczmienia" 36. Ją także odprowadzono na posterunek polskiej policji, by złożyła zameldowanie o kradzieży. Zapewne podobnie wyglądały warszawskie księgi wydarzeń, które się nie zachowały.

Ocalały natomiast dzienne sprawozdania policji żydowskiej pisane dla policji niemieckiej z okresu od stycznia do lipca 1942 r. 37 Informują one szczegółowo o tym, czym zajmowała się policja żydowska w warszawskim getcie. Jest to niezwykle interesujące źródło, które jednak bardziej nadaje się do badania historii i działalności Służby Porządkowej niż zjawiska przestępczości w getcie. Tutaj wykorzystujemy je tylko w części dotyczącej zwalczania przestępczości pospolitej na terenie getta. W tych rzeczowych sprawozdaniach, krótkich i ułożonych według stałego schematu, dosyć często pojawiają się informacje w rodzaju: "wzmożona ochrona rogu ul. Zamenhofa i ul. Miłej przed napadami, jak i specjalne nocne patrole do ochrony sklepów przed rabunkami" 38; "będą przeprowadzane śledztwa dotyczące tych kradzieży, w wyniku których zaistniały szkody w instytutach gminy" 39 lub "nocne patrole zapobiegające napadom i rabunkom" 40 czy "patrole mające zwalczać nocnych włamywaczy" 41. Trudno jednak z tych raportów wydobyć konkretne informacje o przestępczości w getcie. Możemy się z nich natomiast dowiedzieć - gdyż codzienny raport zawierał takie dane - o liczbie wezwanych przez Referat Porządkowo-Dyscyplinarny "winnych i świadków". Wydaje się, że jest to ślad właśnie spraw karnych rozstrzyganych wewnątrz SP - jak można wnioskować - za przyzwoleniem Niemców, skoro ich o tym informowano. Szczegółowa analiza liczby codziennych wezwań owych "winnych i świadków" nie pozwala jednak określić liczby konkretnych spraw, a więc i liczby wykroczeń. Nie sposób stwierdzić, ilu świadków czy winnych było wzywanych do pojedynczej sprawy. Znamy tylko ogólną liczbę wezwanych, co przy bardzo umownym założeniu, że każda sprawa dotyczy jednego winnego i jednego świadka, pozwala stwierdzić, że od stycznia do lipca 1942 r. rozpatrywano średnio 14 spraw miesięcznie 42. Liczba ta mogłaby wskazywać na liczbę przestępstw pospolitych dokonywanych w getcie warszawskim i - co ważne - zameldowanych Niemcom. Cytowany policjant zanotował, że "średnia ilość spraw w rejonie w miesiącu - 150" 43. Potwierdza to podaną wcześniej informację o tym, że 90 proc. zgłoszeń przestępstw nie opuszczało getta. Dane z oficjalnych raportów zawierają - co wydaje się zupełnie zrozumiałe - zaniżone dane.

Raporty policyjne nie podają również żadnych konkretnych informacji o typologii przestępstw w getcie (oprócz szmuglu, o czym będzie mowa dalej). Można jedynie się domyślać, co znaczy zapis z raportu z 3 lutego 1942 r.: "po południu patrole na rogu ul. Zamenhofa i ul. Miłej, aby zlikwidować bandy kradnące chleb (Brotentreisserbanden)".

Niezbyt wiele informacji - i to bardzo rozproszonych - o przestępczości kryminalnej w getcie znajdujemy we wspomnieniach i relacjach z getta. Cytowany już policjant, Józef Rode, prawnik z zawodu, zastanawiał się w swoich wspomnieniach nad rozmiarami i nasileniem tego zjawiska. "Wykładnikiem życia społecznego, jego termometrem jest przestępczość - zanotował. - W ghetcie wolno było przypuszczać, że przestępczość przybierze katastrofalne rozmiary. Bo dlaczegóżby nie? Z jednej strony nędza i głód, z drugiej - zupełne przeobrażenie form bezpieczeństwa publicznego, raczej ich zanik. Czy mógł żydowski porządkowy "uzbrojony" co najwyżej w gumową lub drewnianą pałkę, niemający pojęcia - co widać było z pierwszego spojrzenia - o jakiejś walce z przestępcą, niezdolny sprostać, choćby tylko fizycznie, żadnemu lipkarzowi, doliniarzowi czy kasiarzowi, czy mógł ten wczorajszy student, adwokat, urzędnik, rzemieślnik, syn kupca, stanowić jakąś przeszkodę, wzbudzić choćby na chwilę uczucie lęku u starego praktyka? Co najwyżej - pobłażliwe wzruszenie ramion". Autor tych uwag wspomina także, że policja gettowa sporządzała "sprawozdania tygodniowe przesyłane z KSP do Komendy PP, [które] zawierały dokładne [dane] statystyczne ujawnionych i zameldowanych wykroczeń" 44. Czego dotyczyły sprawy, które nie wychodziły na zewnątrz getta? Józef Rode zapisał, że "było wiele przestępstw przeciwko mieniu, ale gros ich stanowiły czyny na pograniczu prawa cywilnego i karnego stojące, jakieś niby-przywłaszczenia, niby-oszustwa na tle interesów szmuglerskich czy potajemnej produkcji, nadużycia zaufania, pozorowane nieszczęśliwe zbiegi okoliczności w związku z powierzeniem jakichś towarów czy przedmiotów wartościowych do sprzedaży" 45. Skala przestępczości jest również niemożliwa do oszacowania, możemy jednak uzyskać pewne informacje co do rodzajów przestępstw w getcie warszawskim; będzie o nich mowa w dalszych rozdziałach.

Informacje o przestępczości w getcie można znaleźć także w raportach przewodniczącego warszawskiego Judenratu Adama Czerniakowa, które obligatoryjnie przygotowywał dla niemieckich władz. Raporty, oprócz omówienia innych aspektów działania Judenratu, dość szczegółowo przedstawiały działania Służby Porząd kowej. Informowano Niemców o liczbie funkcjonariuszy pełniących służbę w okresie sprawozdawczym, o liczbie więźniów w areszcie na Gęsiej, o nieszczęśliwych wypadkach (bez dokładniejszego rozbicia tychże na przyczyny) czy też o rekrutacji nowych kandydatów do SP. Rzecz charakterystyczna, w sprawozdaniach uderza brak konkretów dotyczących przestępczości. Jeżeli już mowa o kradzieżach, to w bardzo ogólnikowy sposób - autorom sprawozdań w sposób oczywisty zależało na odwróceniu uwagi Niemców od tego typu spraw, w obawie przed możliwymi konsekwencjami i represjami.

Źródła polskie

Ciekawym źródłem dotyczącym przestępczości Żydów w Warszawie w czasie wojny są zachowane akta personalne więźniów Więzienia Karnego Warszawa-Mokotów przy ul. Rakowieckiej 46. Zawierają one dane o więźniach Żydach dotyczące okresu od listopada 1939 do 8 sierpnia 1942 r.; są to jednak wyłącznie bardzo ogólne informacje - dane personalne oraz rodzaj przestępstwa. W niekompletnie zachowanych teczkach więźniów zachowały się czasem sentencje wyroku, dokumenty medyczne, zawiadomienia o śmierci więźnia i rozmaite prośby - o pozwolenie na widzenie, o wydanie z depozytu ciepłego ubrania lub pieniędzy głodującej rodzinie. Więzienie na Rakowieckiej było jednym z kilku w Warszawie, gdzie przebywali wówczas Żydzi. Trzymano ich także na Daniłowiczowskiej oraz na Pawiaku, nie zachowały się jednak stamtąd żadne dokumenty. Nie mamy też żadnych informacji o zatrzymanych i skazanych kobietach, które trzymano na Daniłowiczowskiej, przede wszystkim zaś na żeńskim oddziale Pawiaka, zwanym "Serbią". W zachowanym spisie rzadko dołączona jest sentencja wyroku czy inne dokumenty, w których możemy znaleźć szczegółowy opis przestępstwa. Unikatowy charakter źródła pozwala jednak na rozmaite wnioski, które omawiamy dalej.

Pewne informacje o przestępczości Żydów w okupacyjnej Warszawie możemy także znaleźć w zachowanych dokumentach Policji Polskiej. W APW zachowały się dokumenty Komendy Policji Polskiej, zawierające, prócz kartoteki funkcjonariuszy, służbowych instrukcji i urzędowej korespondencji, także m.in. meldunki dotyczące Żydów zatrzymanych po stronie aryjskiej 47. Niestety, dokumenty są niekompletne, trudno więc z nich korzystać, a już na pewno nie można podać żadnych całościowych szacunków czy liczb.

Podobnie zdekompletowane są księgi praskiego XV Komisariatu Policji Polskiej m.st. Warszawy "do rejestracji przestępstw i odnotowywania wyników podjętych dochodzeń" 48. Można jednak częściowo je wykorzystać, przede wszystkim tytułem przykładu, gdyż podobne przestępstwa musiały występować zapewne we wszystkich innych dzielnicach Warszawy. Zachowało się sześć ksiąg, obejmujących w sumie (w sposób nieciągły) okres od 3 maja 1940 do 17 października 1942 r. Księgi zawierają m.in. usystematyzowane informacje o rodzaju przestępstwa, poszkodowanych oraz sprawcach. Na tej podstawie - kierując się głównie brzmieniem nazwisk (czasem pojawia się informacja o wyznaniu ofiar i/lub sprawców) - można wyróżnić przestępstwa dokonywane przez Żydów. Są one odnotowywane przede wszystkim do jesieni 1940 r., czyli do zamknięcia getta (w zachowanych księgach w sumie 254 przestępstwa). W 1941 r. pojawiają się sporadycznie - 32 przestępstwa, w 1942 - już ani jednego. Co można na podstawie tych dokumentów powiedzieć na temat rodzajów przestępczości żydowskiej do jesieni 1940 r...? Otóż spośród 254 przestępstw najwięcej (198, czyli 78 proc.) to kradzieże lub ich usiłowanie. Podobnie jak przed wojną, kieszonkowcy kradli portfele, często na bazarze Różyckiego, który podlegał XV Komisariatowi. Dla przykładu, latem 1940 r. 47-letnia Sura Ita Konar ukradła portfel z 60 zł, a 13-letni Mendel Sikorski ukradł 400 zł z kieszeni. Blisko 70-letnia Chaja Ajchenbaum ukradła także na bazarze Różyckiego torebkę "m.in. z gotówką 100 zł i książeczką ubezpieczeniową" 49. Wśród kradzieży mieszkaniowych znajdujemy m.in. "kradzież bielizny wartości 1500 zł ze strychu domu nr 38 przy ul. Ząbkowskiej" 50, popełnioną przez Dorę Rosenfeld (ur. 1902), czy ukradzione przez Taubę Hanwel (43 lata) "płaszcze i rzeczy o wartości 200 zł ze strychu domu nr 5 przy ul. Brzeskiej" 51. Bywały i groźniejsze formy kradzieży, połączone z rozbojem (2 przypadki) - 65-letni Elja Bryła, "pod groźbą rewolweru", dokonał rabunku przy ul. Brzeskiej 5 52.

W kategorii częstotliwości drugie, aczkolwiek znacząco mniej liczne niż kradzieże, są przypadki oszustw (18 oszustw, 7 proc.). Wśród nich znajdujemy puszczanie w obieg fałszywych banknotów, m.in. przez "Chaima Zalemana, handlarza, syna Icka i Sury-Rywki, wyznania mojżeszowego, ur. 4 I 1908 w Warszawie" 53. Szyndla Berensztajn, lat 40, sprzedawała podrabianą wódkę, a Estera Waserholz (ur. 1895) oszukiwała przy ilości towaru - sprzedała 3 zamiast 8 metrów tkaniny na sumę 230 zł 54. Sześć przestępstw (2,3 proc.) to bójki, pięć (2 proc.) to spekulacje, takie jak "nadmierne pobieranie cen za trunki w sklepie przy ul. Ząbkowskiej nr 2" 55 przez Lejba Idę Skulskiego (ur. 16 sierpnia 1890 r.) czy "żądanie wygórowanej sumy za pudełko szprotek w sklepie przy ulicy Zamojskiego 45" 56 przez jego właściciela Hersza Jakuba Gotlieba na niekorzyść pewnego volksdeutscha - Stanisława Hirscha. Po trzy przestępstwa (1,2 proc.) to szalbierstwa (nieuiszczenie rachunku w restauracji Hersza Odonera przy ul. Brzeskiej 20), włamania (np. 5 maja 1940 r. włamanie do sklepu spożywczego Jakuba Golda przy ul. Targowej) i samobójstwa (m.in. Jankiel Szapiro przez powieszenie się w ubikacji domu przy ul. Targowej 45).

Niewielką grupę 21 (8,2 proc.) wśród zarejestrowanych w księgach polskiej policji stanowią przestępstwa, które można by określić jako "nowe", nie sposób natomiast stwierdzić, czy popełniali je "nowi", czy "starzy" przestępcy. Przestępstwa, które wykorzystują stworzone przez Niemców warunki, to m.in. przekupstwa, fałszerstwa dokumentów, działalność gospodarcza bez odpowiedniego zezwolenia, niewyjaśnione pochodzenie produktów. Wśród nich najbardziej zaskakujące są te, w których Żydzi wykorzystywali okazję w sposób bardzo nietypowy: podawali się za gestapo i dokonywali bezprawnych rewizji. Postępowali tak m.in. 52-letnia Brandla Powąsker, która została oskarżona o "przeprowadzenie rewizji w sklepie" 57, oraz Szlama Klajn (lat 39), który bezprawnie "przeprowadził rewizję w mieszkaniu na ul. Ząbkowskiej 2" 58. Natomiast Jakub Pałatowski (ur. 19 lipca 1903 r.) podawał się "za volksdeutscha, ukrywał swoje pochodzenie, nie nosił opaski żydowskiej oraz dokonywał oszustw". Szoel Waks zaś zabrał "bezprawnie przepustkę na przekroczenie dzielnicy żydowskiej" 59.

Korzystamy także z polskich dokumentów sądowych, które niestety zachowały się jedynie szczątkowo. W archiwach znajdują się nieliczne teczki Sądu Grodzkiego, Sądu Okręgowego w Warszawie, Sądu Okręgowego w Siedlcach oraz lepiej zachowane akta Sądu Grodzkiego w Otwocku. Dlatego zdecydowaliśmy się wykorzystać na potrzeby niniejszego studium lepiej zachowane zespoły sądowe z okolic Warszawy, m.in. świetnie zachowane akta Sądu Grodzkiego w podwarszawskim Otwocku oraz Sądu Okręgowego w Siedlcach. I tak, na 123 Żydów, którzy stanęli przez otwockim Sądem Grodzkim w latach 1940-1942, praktycznie wszyscy odpowiadali za kradzieże i pobicia. Podobnie rzecz się miała w Siedlcach i w okolicy.

Źródła niemieckie

Wprowadziwszy całą gamę nowych przepisów i rozporządzeń regulujących życie mieszkańców okupowanego kraju, Niemcy przystąpili do reorganizacji aparatu sprawiedliwości, który miał czuwać nad ich przestrzeganiem 60. Na samym początku od zawodu odsunięto wszystkich prawników Żydów. Krok ten został zresztą powitany z dużą satysfakcją przez część warszawskiej palestry, od lat już domagającej się gruntownego "odżydzenia adwokatury" 61. Pozostałych sądowników poddano gruntownej lustracji i - po uzyskaniu od każdego z nich podpisu pod deklaracją lojalności - przywrócono do pracy. Równocześnie Niemcy podjęli decyzję o zachowaniu polskiego sądownictwa 62. Zniesiono co prawda Sąd Najwyższy, ale zachowano sądy grodzkie i okręgowe. Sędziowie wydawali odtąd wyroki w "imieniu prawa", a nie w "imieniu Rzeczypospolitej", ale sądzono nadal według przedwojennych kodeksów postępowania cywilnego i karnego.

Obok sądów polskich powstały sądy niemieckie. W Warszawie w kwietniu 1940 r. Arthur Seyss-Inquart, wówczas ciągle jeszcze zastępca Hansa Franka, a wkrótce już namiestnik podbitej Holandii, z wielką pompą dokonał otwarcia niemieckiego Sądu Specjalnego (Sondergericht Warschau). Przy Sondergericht powstała własna Prokuratura, a niebawem otwarto też oddzielny Sąd Niemiecki (Deutsches Gericht). Do pracy w niemieckich sądach oddelegowano kilkudziesięciu prawników z Rzeszy. Jasno określono też kompetencje dwóch równolegle działających systemów sądowniczych: najprościej rzecz biorąc, sądy polskie miały się zajmować wszystkim tym, co nie "zagrażało interesom narodu niemieckiego" - aby odwołać się do ówczesnej terminologii. Innymi słowy, sądy polskie mogły rozpatrywać sprawy dotyczące pospolitej przestępczości, a niemieckie - wykroczeń przeciw przepisom władz okupacyjnych, spraw zatrącających o politykę oraz oskarżeń z gatunku l?se majesté, czyli o fałszowanie dokumentów, pieniędzy itp. Ważnym kryterium była przy tym narodowość podsądnych - oskarżeni Niemcy czy Volksdeutsche mieli prawo do rozprawy przed sądem niemieckim. Decyzja o przesłaniu do jednego lub do drugiego pionu sądowniczego zapadała wcześnie, na samym początku śledztwa, i podejmował ją niemiecki prokurator bądź oficer śledczy. Niemniej Niemcy zastrzegli sobie prawo (z którego korzystali nadzwyczaj rzadko) wyjęcia dowolnej sprawy spod kompetencji sądu polskiego i jej przeniesienia pod jurysdykcję niemiecką.

Zachowane dokumenty tych niemieckich sądów stanowią dziś najważniejsze bodaj źródło dla naszego opracowania. Korzystamy w szczególności z trzech zespołów sądów niemieckich z Warszawy: Sądu Specjalnego, Sądu Niemieckiego oraz Prokuratury przy Sądzie Specjalnym w Warszawie (Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau) 63. Na podstawie tych dokumentów sądowych skonstruowaliśmy bazę danych zawierającą nazwiska 985 Żydów, którzy z takich czy innych przyczyn stanęli przed warszawskimi sądami niemieckimi w charakterze podejrzanych, świadków bądź też ofiar.

Z innych wykorzystanych źródeł niemieckich warto również wspomnieć wybrane teczki z zespołu ciechanowskiego gestapo (Gestapo Zichenau), dotyczące warszawskich Żydów przechwyconych na terenie rejencji ciechanowskiej (Regierungsbezirk Zichenau). Korzystamy również z dokumentów należących do zespołu warszawskiego komendanta Policji Bezpieczeństwa (KdS Warschau) oraz - w mniejszym stopniu - z powojennych dochodzeń prowadzonych w Niemczech Zachodnich przeciw pracownikom warszawskiego gestapo 64.

Inne źródła

W naszym opracowaniu korzystamy także z literatury dokumentu osobistego, a więc pamiętników, dzienników, wspomnień i relacji, oraz z innych źródeł przynoszących informacje o przestępczości Żydów w okupowanej Warszawie. Dwa z nich są dosyć nietypowe i korzystamy z nich ostrożnie i z umiarem. Pierwsze to "Gazeta Żydowska", która przynosi ogrom informacji na interesujący nas temat. Trudno ją zaklasyfikować do którejś z omawianych wyżej kategorii źródeł, gdyż było to źródło żydowskie, pod kontrolą niemiecką, publikowane po polsku. "Gazeta Żydowska" była oficjalnym periodykiem wydawanym w Krakowie od 23 lipca 1940 do 30 sierpnia 1942 r., przeznaczonym dla wszystkich żydowskich gett w Generalnym Gubernatorstwie. "Gazeta" ukazywała się dwa, później trzy razy w tygodniu. Należała w zasadzie do kategorii prasy gadzinowej, wydaje się jednak źródłem dużo bardziej złożonym i nieco zagadkowym. Oprócz oficjalnych rozporządzeń i komunikatów wojennych przynosiła - także między wierszami - wiele informacji o życiu w gettach, głównie w getcie warszawskim, ale też sporo wiadomości z innych gett z całego obszaru okupowanej Polski. Publikowano tam wiadomości ze świata (przede wszystkim z Palestyny), felietony, artykuły interwencyjne, artykuły dotyczące historii i religii Żydów, wspomnienia pośmiertne poświęcone wybitnym osobistościom, teksty literackie, w tym opowiadania klasyków żydowskich. W "Gazecie" znajdowały się także "Informator Ogólny i Prawniczy", dział odpowiedzi na listy czytelników, "Skrzynka Lekarska", artykuły informacyjne z dziedziny "zrób to sam", "Poradnik dla Gospodyń" - kącik porad praktycznych, informacje o działalności Judenratów, życiu kulturalnym (przede wszystkim w Warszawie): zapowiedzi i recenzje teatralne oraz koncertowe, powieść w odcinkach, a ponadto kącik nauki hebrajskiego, kącik szachowy i dla filatelistów, "Nasza Gazetka" dla dzieci oraz niezwykle interesujący dział ogłoszeń.

Bardzo dużo ciekawych informacji o przestępczości można znaleźć w stałej rubryce "Wypadki dnia w Warszawie". Znajdujące się tam informacje pochodziły ze źródeł policyjnych 65 i dotyczyły przestępstw ujawnionych i zameldowanych, tych, które przekazano polskiej policji. Niektórych przestępców z "Gazety" odnajdujemy w spisie więźniów z ul. Rakowieckiej 66, dane muszą więc dotyczyć wyłącznie spraw "oficjalnych".

Drugim nietypowym źródłem jest kolekcja donosów pisanych do warszawskiego gestapo w latach 1940-1941 67. Zachowany zbiór to 255 listów, najwyraźniej przechwyconych przez polskie podziemie - na większości donosów znajdują się odręczne adnotacje długopisem lub ołówkiem, które świadczą o tym, że starano się uprzedzić niektóre z potencjalnych ofiar, że ktoś na nie doniósł. Samozwańczy współpracownicy okupanta, widząc rozmaite przykłady nieprzestrzegania niemieckich regulacji prawnych, ochoczo bowiem o nich informowali odpowiednie władze. Wśród tych obserwacji jest kilkadziesiąt dotyczących przepisów obowiązujących Żydów. Zarówno informacje z "Gazety", jak i z donosów będziemy wykorzystywać przy omawianiu kolejnych kategorii przestępstw.