Życie według kota - Astrid Eulalie

Reflow text when sidebars are open.
Koleżanka powiedziała mi przy jakiejś okazji: "Nie ma nic gorszego niż człowiek, który źle się czuje we własnej skórze". Skomentowałam jej głęboką myśl krótko: "No, fakt...", bo zaskoczyła mnie kategoryczna wymowa i dość wystudiowane brzmienie tego stwierdzenia... Dalsza rozmowa zeszła na inne tematy. Dopiero wieczorem, kiedy kładłam się spać, zrozumiałam, że kumpela w gruncie rzeczy miała na myśli mnie... "Źle we własnej skórze", no nie wiem. Ale niespokojna, tak. Czasem wystraszona. A mimo to z wielkim apetytem na życie, chociaż nie udawało mi się go tak naprawdę używać... Pośpiech, natłok spraw, ambicje, zalew motywacyjnych haseł - wszyscy się tego boimy po przekroczeniu trzydziestki. Jakie jest jednak wyjście?
Zaliczyłam wszystkie sale jogi w Paryżu, z tysiąc akupunkturzystów i różnych terapeutów, przekopałam się przez stosy książek na temat rozwoju osobistego, przestawałam z "przebudzonymi", lecz tak naprawdę nic się we mnie nie zmieniło. Uczciwie muszę przyznać, że miałam z tego ogromną frajdę intelektualną, zapamiętałam wiele pięknych zdań i wspaniałych dewiz na temat życia, górnolotnych myśli, w klacie jednak nic nigdy nie drgnęło - znak, że coś nie gra. Byłam za głupia czy nie dość przebudzona?
Aż któregoś dnia, uginając się pod brzemieniem życia i zmęczona, wpadłam na pewien pomysł: poobserwuję mojego kota, żeby zrozumieć, dlaczego jest taki szczęśliwy. Bo w chwilach rozchwiania emocjonalnego jednego byłam pewna: mój kot jest szczęśliwy. O tak, bardzo szczęśliwy! Czy wobec tego rozwiązanie wszelkich moich zmartwień leżało zwinięte w kłębek na kanapie?
Powiedziałam sobie: "Spójrzmy prawdzie w oczy, kumpela ma rację. Źle się czuję w swojej skórze. Życie mi przechodzi koło nosa i coś mi mówi, że kiedyś w domu spokojnej starości będę tego żałowała". I jeszcze: "Koty to także samotniki, ale wygląda na to, że dobrze sobie z tym radzą. No, no..." Potem: "Skoro koty zdają się tak dobrze żyć, może bym zainspirowała się swoim zwierzakiem? Ot tak, na próbę?" I wreszcie: "Skoro zawiedli mnie wszyscy guru, wszyscy pisarze, wszyscy myśliciele, wszystkie systemy, może na jakiś czas zrobię kota swoim nauczycielem duchowym?" Bez cienia wątpliwości mój kot, ten mądrala, moje oczko w głowie, może być czymś więcej niż tylko moim mruczusiem, przyjacielem, towarzyszem, pociechą. Postanowiłam zostać uczennicą mojego Kota Ozyrysa. Rewolucję czas zacząć!
Przez ten czas będę musiała uważnie obserwować Ozyrysa i naśladować go, na ile się da, a w każdym razie czegoś się od niego nauczyć. Ciekawski, lubi się bawić, śpioch... Już pierwsze obserwacje są pouczające. Potwierdza się moje przeczucie. Ozyrys wydaje się naprawdę szczęśliwy, zaczynam lepiej rozumieć dlaczego, kiedy uważnie go obserwuję, i chciałabym żyć takim kocim życiem, żeby chociaż liznąć tego szczęścia.
Przystąpiłam do tego eksperymentu, którego efekty zobaczycie. Na tym etapie lektury może się wydawać idiotyczny, dziwaczny, oportunistyczny, ale zawdzięczam mu chwile pełne ogromnych nadziei! Jestem przekonana, że nasza przyjaźń z kotami to furtka do lepszego poznania siebie.
Ale jedno niech będzie jasne: nie usiłuję bardziej pokochać swojego kota ani poczuć się przy nim lepiej (patrz "mruczoterapia"), tylko go wysłuchać, co mam zrobić, aby zmienić swój stosunek do egzystencji, naśladować, ponieważ i on, i ja jesteśmy częścią tego samego wielkiego strumienia życia. Bo to jest właśnie mój prawdziwy cel: udowodnić, że kot może powiedzieć tyle samo - jeśli nie więcej - co nasi najmądrzejsi nauczyciele. Trzeba po prostu o tym pomyśleć. Trzeba spróbować. Trzeba usłyszeć, co koty mają nam do powiedzenia. Ja to zrobiłam. I dostrzegłam dwadzieścia głównych punktów kociego szczęścia.
Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać przy Ozyrysie. Kiedy uczeń jest gotowy, mistrz przybywa - a mówiąc językiem hogwartowskim: "Różdżka sama wybiera swojego czarodzieja".
Pogawędka z moim kotem
Ozyrys i sen, duża sprawa. Czy w ogóle zechce o tym rozmawiać? I czy będzie miał mi coś do powiedzenia? Nie wiem. No i czy to naprawdę najlepsza chwila, by zaczynać z nim dyskusję na ten temat? Śpi tak smacznie... Cóż, tak, to dobra chwila, nie mogę czekać.
JA
Ozyrysie, śpisz?
OZYRYS
...
JA
Ozyrysie, kiciu...
OZYRYS
Mmmmmm...
JA
Wyspało się malutkie? Zdajesz sobie sprawę, że śpisz szesnaście godzin na dobę? Szesnaście godzin!
OZYRYS
I co?
JA
I wcale nie masz poczucia winy! No już, kiciu, tak się tylko droczę. Też bym tak chciała spać, no może nie tyle co ty, ale więcej, niż śpię, i nie mieć poczucia winy.
OZYRYS
...
JA
Wiesz, właściwie mówię o tym, bo w głębi ducha ci zazdroszczę. Prawdę powiedziawszy, najchętniej bym teraz wszystko odłożyła i ucięła sobie drzemkę na kanapie koło ciebie.
OZYRYS
Tiaaa... I czemu tego nie zrobisz? Jest sobota, wyluzuj. Masz czas, bierz koc i kładź się przy mnie, bo ja chcę jeszcze pospać.
JA
No co ty? Nie masz pojęcia, ile mam roboty: zakupy, sprzątanie, muszę przygotować wszystko na przyszły tydzień... Ach, widać, że nie ty prowadzisz dom.
OZYRYS
Tak, tak, jasne, że rozumiem. A nie masz ochoty siebie przygotować na przyszły tydzień? Popatrz, w przeciwieństwie do ciebie ja, kiedy jestem obudzony, jestem obudzony i w najwyższej formie, nigdy rozmamłany tak jak ty, więc warto dużo spać, żeby czuć się dobrze i być przytomnym po przebudzeniu! Nie rozumiem, dlaczego długie spanie to taki problem.
JA
No właśnie, Ozyrysie, mam do ciebie mnóstwo pytań na temat twojego snu. Co on ci daje, czego potrzebujesz, żeby dobrze spać, jakie są twoje ulubione miejsca do spania (choć na ten temat wiem co nieco!)? Widzę, że masz bardzo zdrowe podejście do snu, słuchasz swojego wewnętrznego zegara. A w ogóle to chciałabym się ciebie poradzić.
OZYRYS
Słuchaj. Może później, proszę! Oczy mi się zamykają. Czuję, że znowu zasypiam. O, ułożę się tam, na dywanie koło kaloryfera, zawsze to odmiana po kanapie. Widzisz?
JA
Aha, chciałam też pogadać o twoich BARDZO wczesnych pobudkach! Myślisz, że pomagają ci zachować równowagę emocjonalną? Ja...
OZYRYS
Później!
MOJE TROCHĘ BARDZIEJ KOCIE ŻYCIE
Moja Kochana Pani!
Lekko się zezłościłem, kiedy podkreśliłaś, że śpię po szesnaście godzin na dobę, a nie powinienem był! Wiem, że nie miałaś o nic pretensji, to było tylko stwierdzenie faktu. Owszem, sypiam średnio szesnaście godzin na dobę! Nigdy tego nie liczyłem i muszę przyznać, że sam jestem pod wrażeniem. Zgadzam się jednak również co do tego, że sen to filar mojego dobrego zdrowia, czuję to i potwierdzam codziennie. Jeśli nie pośpię te szesnaście godzin, staję się drażliwy, a nawet nieznośny! I powiem Ci, że zauważam to samo u Ciebie! Toteż nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić Cię, żebyś nad swoim snem zapanowała. Nie mogę już patrzeć, jak po nocach czytasz całymi godzinami i jak co wieczór zasypiasz przed telewizorem. Sądzę, że powinnaś się udać do swojego homeopaty i do akupunkturzysty, może ci pomogą. Zajrzyj też do apteki i zaopatrz się w ziółka. Nie bardzo się na tym znam, słyszałem jednak wiele o roślinach wspomagających sen (waleriana, rumianek, pasiflora...). Na razie podsuwam parę pomysłów, coś pewnie Ci pomoże. Mówię grzecznie, lecz w gruncie rzeczy chcę, żebyś z tym SKOŃCZYŁA!!! Tak, tak, bo ja też Cię obserwuję, wyobraź sobie... Wiedz, że dla Twojego dobra!
- Skończ z tymi chaotycznymi porami wstawania i chodzenia spać! Musisz wyznaczyć sobie stałe pory układania się do snu i pobudki. Popatrz, ja domagam się chrupek codziennie punktualnie o szóstej rano. Nawiasem mówiąc, nie ma nic gorszego od odsypiania w weekend! Bo widzisz, wpasowujesz się w swój rytm biologiczny, wszystko idzie dobrze, po czym pufff! w weekend psujesz wszystko! I jeszcze przez cały tydzień masz rozchwiany rytm snu. To głupie! Obowiązkowo co rano ta sama pora i co wieczór też. Łącznie z weekendem.
- Skończ z walką ze snem wieczorami! Bądź czujna na sygnały, które wysyła Ci ciało (ziewanie, zamykające się oczy...). Reaguj na nie i kładź się spać, jak tylko je zauważysz.
- Skończ z zabieraniem smartfona do łóżka! A żeby wszystko było jak należy, w ogóle zrezygnuj z wszelkich ekranów (telewizor, smartfon, tablet...) minimum godzinę przed ustaloną porą pójścia spać.
- Skończ z bieganiem wieczorem po pracy! Wiem, to Ci nie przypadnie do gustu, ale dla snu nie ma nic gorszego jak uprawianie sportu po godzinie 17. A może byś to robiła w czasie przerwy na lunch? No dobra, wiem, co odpowiesz. Masz rację, wyjątkiem są sporty rekreacyjne, jak pływanie i joga, które możesz uprawiać wieczorem.
- Skończ z piciem kawy po południu! Po godzinie 15 nie pij kawy, herbaty ani alkoholu. Kawa jest w zasadzie zakazana już od południa... To dla Twojego dobra. Popatrz, ja jadę tylko na wodzie i sypiam znakomicie!
- Skończ z przegrzewaniem sypialni! Musisz spać w pokoju względnie chłodnym (około 20°C).
- Skończ z objadaniem się wieczorem! Kolacja zawsze ma być lekka. Bez czerwonego mięsa, bez pikantnych potraw. Jedz wszystkiego mniej. Mówię Ci to z przyjaźni i życzliwości, pamiętaj!
- Skończ z gorącymi kąpielami wieczorem! Wiem, że je uwielbiasz, ale to bardzo niedobre dla snu... Wybieraj prysznic albo letnią kąpiel, maksymalnie w 37°C.
- Skończ z robieniem ze swojej sypialni "miejsca do życia"! Twoja sypialnia to sanktuarium, które powinno służyć tylko do wypoczynku. Czy widziałaś kiedyś, żebym jadł albo pracował na poduszce, na której śpię? Nigdy! I jeszcze jedno bardzo ważne: unikaj wszelkich źródeł hałasu i światła.
Twój Ozyrys, który tylko czeka, żeby się do Ciebie przytulić.
PS A może mała drzemka? O właśnie! To potrzeba fizjologiczna, którą wy, ludzie, niestety ignorujecie z przyczyn towarzyskich. Dziesięcio-, piętnastominutowa drzemka to idealny sposób, żeby stanąć na nogi! Po tak krótkim czasie przechodzi senność, ustępuje zmęczenie, a wzrastają koncentracja i spostrzegawczość. Gorąco polecam.
4 WAŻNE RADY OZYRYSA
WPROWADZIĆ RUTYNĘ SPANIA
Zawsze te same czynności o tej samej porze... Przytulaśna podusia, pachnące świeczki, ciepły koc, książka i tak dalej. Co kto woli, ale kluczem jest zrytualizowanie chwili układania się do snu. Sama wymyślę sobie własne rytuały.
W ZŁE DNI KŁAŚĆ SIĘ WCZEŚNIEJ
Ponure myśli, brak werwy czy nawet napad lęku... Rozwiązanie: trzy dni pod rząd położyć się do łóżka przed godziną 21. Czwartego dnia na pewno będzie widać wyraźną poprawę nastroju.
ĆWICZYĆ ODDYCHANIE PRZEPONOWE, ŻEBY ZASNĄĆ
Leżąc w łóżku wieczorem, kładę dłoń na brzuchu poniżej pępka.
Nabieram powietrza ustami i wciągam je głęboko, aż brzuch wyraźnie się podniesie.
Następnie powoli wydycham powietrze ustami, czując pod dłonią, jak brzuch mi się zapada. Przy takim wydłużonym oddechu spokój spływa na całe ciało.
Wykonuję to minimum trzy razy. Pomiędzy jednym a drugim cyklem wdech-wydech oddycham normalnie.
CODZIENNIE RANO WSTAWAĆ BARDZO WCZEŚNIE I STOSOWAĆ MIRACLE MORNING
Ozyrys mnie ponagla, żebym przeczytała bestseller Hala Elroda Fenomen poranka i zaczęła codziennie rano wstawać znacznie wcześniej. Każe mi nastawić budzik na 5.45. Ten kot zwariował! Ale zapewnia: dodatkowy czas, który dam sobie rano, zanim zacznę "prawdziwy" dzień, jest potrzebny, by myśleć jasno i mieć energię do wydatkowania do samego wieczora. Pozwoli też żyć całą pełnią, doprowadzać projekty do końca i tak dalej. W tym celu ten czas o bardzo wczesnym poranku należy wypełnić chwilą lektury, chwilą medytacji, chwilą pisania i oczywiście porządnym śniadaniem. Krótko mówiąc, zbudować fundament doskonały, by jak najlepiej zacząć dzień. Ozyrys twierdzi, że wstając wcześnie, będę miała lepsze życie, i wierzę mu na słowo.
POGAWĘDKA Z MOIM KOTEM
Ozyrys właśnie się obudził, przeciąga się na łóżku. Obie przednie łapki wysuwa jak najdalej. Potem wygina grzbiet, mocno wygina. I to ziewnięcie... Aaaaach... Jaką ma po nim zadowoloną minę! Nie śmiem zawracać mu łebka pytaniami. Ale kurczę, przecież chcę poznać wszystkie jego sekrety szczęścia!
JA
Kiciu mój kochany, wybacz, że ci przeszkadzam...
OZYRYS
Tak? O co chodzi? Jestem trochę zajęty.
JA
Tak, tak, przepraszam, ale cisną mi się na usta pytania, kiedy widzę, jak się tak przeciągasz... rano i później po każdej drzemce... Wyglądasz na takiego...
OZYRYS
Spokojnego? Pogodnego? Odprężonego? Tych słów szukasz?
JA
No właśnie takie mi się nasuwają.
OZYRYS
Och, wiesz, robię to bez zastanowienia. Taki mam odruch po prostu. Nie tak jak wy, ludzie. Wy ciągle się hamujecie. Stuknięci jesteście normalnie! No i nie umiecie słuchać swojego ciała. Przecież tak cudownie jest przeciągnąć się jak ja przed chwilą! Nie zaczynam nic robić, dopóki nie przeciągnę się, jak należy.
JA
Szczerze mówiąc, jestem zaskoczona, że tyle czasu poświęcasz na przeciąganie się! Ale to fascynujące, bo odnoszę wrażenie, że w takiej chwili nic innego się dla ciebienie liczy.
OZYRYS
Masz stuprocentową rację. Kiedy się przeciągam, żyję naprawdę chwilą obecną, nawet nie myślę o ostatniej złapanej myszy ani o chrupkach, które czekają na mnie w kuchni. Jak powiedziałem, to przychodzi ot tak, nawet o tym nie myślę. Robię to instynktownie. Zresztą ty też powinnaś się na nowo podłączyć do swojego instynktu i wykonywać czynności, które ci dyktuje.
JA
Obserwowałam cię, niesamowite jest to, co robisz ze swoim ciałem, kiedy się przeciągasz.
OZYRYS
No fakt... Dreszcz mnie przechodzi na samą myśl! A wiesz, że takie rozprostowywanie kości jest wspólne dla wszystkich zwierząt łącznie z ludźmi? Rozciągam wszystko, od czubka głowy po koniuszek ogona, taki już jestem. Bardzo lubię tę gimnastykę. W ostatniej książce, którą napisał mój weterynarz, przeczytałem, że to przywraca właściwe krążenie i budzi zmysły. On na pewno ma słuszność, to uczony.
JA
A powiedz, jakie jest twoje ulubione przeciąganie? Nie umiem zgadnąć, kiedy patrzę, jak to robisz.
OZYRYS
Najbardziej lubię takie mocne, bardzo mocne wyginanie grzbietu, wiesz, jak mi brzuszek prawie dotyka do podłogi. Na ogół robię to po przeciągnięciu przednich łapek i tuż przed przeciągnięciem tylnych.
JA
Aż mi głupio o to spytać, ale co się dzieje, kiedy ziewasz? Wyglądasz wtedy, jakby ci to sprawiało niesłychaną przyjemność.
OZYRYS
Wiesz, ziewanie to nic innego jak przeciąganie szczęk. To też powiedział mi mój weterynarz. Dlatego tak często ziewam. Jak już mówiłem, robię to, żeby od nowa uruchomić maszynę. Tyle że wiesz, względy fizjologiczne to jedno, a poza tym uwielbiam ziewanie, czuję wtedy, jak ogarnia mnie całego błogość. Widzisz, w jednej chwili rozciągają się wtedy wszystkie mięśnie pyszczka, szyi, krtani, a nawet przepony. Masz rację, błogość jest niesamowita! Poza tym zauważyłem, że ziewnięcie natychmiast mnie uspokaja, jeśli jakieś lęki pojawiają się na horyzoncie. Naprawdę powinnaś częściej ziewać. Wiesz, tobie się wydaje, że szczęściarz ze mnie, że na srebrnej tacy mam podane życie jak z kociego snu, ale w gruncie rzeczy z ciebie też jest szczęściara: podobno zdrowy człowiek ziewa od pięciu do dziesięciu razy w ciągu dnia. Widzisz, ile masz okazji, żeby się odprężyć? Mówię ci, daj się ponieść każdemu ziewnięciu, które cię najdzie.
JA
Innych porad dla mnie nie masz? Naprawdę jesteś pewien, że przeciągając się i ziewając jak ty, poczuję się lepiej i szczęśliwsza?
OZYRYS
No pewnie! Już dawno chciałem ci o tym powiedzieć. Normalnie dębieję, kiedy widzę, jak wyskakujesz z łóżka, ledwie budzik zadzwoni. Masz pojęcie, jaki to gwałt na ciele? Musisz znaleźć czas, żeby rozruszać stawy i rozciągnąć mięśnie. Co do tego twój lekarz rodzinny zgodzi się z moim weterynarzem. Ale czekaj, jak mówię: "znaleźć czas", mam na myśli, że to da się zrobić w pięć minut. Tak że nie masz żadnego wytłumaczenia. Przy okazji zwracam ci uwagę, że rozciągnięty mięsień jest lepiej dotleniony i łatwiej eliminuje toksyny. Dlatego bierz się do roboty.
MOJE TROCHĘ BARDZIEJ KOCIE ŻYCIE
ROBIĘ TAK JAK MÓJ KOT: PRZECIĄGAM SIĘ RANO
Daję sobie czas po porannej pobudce, nie zrywam się z łóżka. Nigdy. Daję sobie czas na obudzenie się do życia. Ostrożnie otwieram oczy, stopniowo nabieram świadomości swojego ciała, każdej jego części: ciężaru stóp na materacu, nóg, tułowia, rąk, głowy. Głęboko wdycham powietrze, później wolno je wypuszczam...
Rozkładam ręce na boki i lekko rozstawiam nogi. Następnie je rozciągam, jakbym dłońmi i stopami odpychała mur.
Potem wykonuję obroty stopą, żeby uruchomić kostki: dziesięć razy w jedną stronę, dziesięć razy w drugą. To samo robię z każdym przegubem.
Leżąc na łóżku płasko na wznak, podciągam kolana do piersi. Wytrzymuję w tej pozycji przez pół minuty, po czym powoli delikatnie kołyszę się z lewa na prawo.
Siadam na brzegu łóżka, plecy wyprostowane. Przechylam głowę w lewo, potem w prawo, do przodu, do tyłu.
Wstaję, ręce luźno wzdłuż boków, nogi lekko rozstawione. Patrzę prosto przed siebie. Wspinam się niewysoko na palce i wytrzymuję tak kilka sekund. Następnie opadam na pięty i unoszę palce u stóp i podbicie.
Podnoszę ręce do góry i łączę dłonie nad głową, maksymalnie wyciągając ramiona i odchylając je jak najdalej do tyłu. W tej pozycji wolno nabieram powietrza do płuc, nadymając pierś. Równocześnie wciągam brzuch. Przy wydechu opuszczam ręce.
WYRYĆ W PAMIĘCI!
Naprawdę muszę się wziąć do jogi. (Niesamowite: kiedy wpisuję w Google'a "pozycje jogi", odnoszę wrażenie, że widzę swojego przeciągającego się kota! Tak, tak - pozycja "psa z głową w dół" to dokładnie to, co Ozyrys robi zawsze po przebudzeniu!). Ozyrys sugeruje, żebym zaczynała dzień od powitania słońca. Pójdę za jego radą, bo owszem, chciałabym być osobą tego typu. Kobietą, która regularnie ćwiczy jogę. Tyle że ja nie będę tego robiła w obcisłym stroju z lycry i nie po to, żeby się pokazać na Instagramie. Tak, pójdę za radą Ozyrysa, bo wszystkie czasopisma zgodnie podkreślają zalety jogi, która:
- Łagodnie budzi energię ciała.
- Uaktywnia umysł.
- Stymuluje narządy niezbędne do życia.
- Uelastycznia i wzmacnia mięśnie.
ROBIĘ TAK JAK MÓJ KOT: WYPRĘŻAM GRZBIET
Codziennie praktykuję przeciąganie zwane kocim. Po przebudzeniu, a jakże, ale również w ciągu dnia. Po to, żeby:
- Zrobić sobie przerwę w pracy.
- Poruszać się po kilku godzinach spędzonych w pozycji siedzącej.
- Rozgrzać się przed ćwiczeniami fizycznymi.
Krótko mówiąc, kiedy mi się podoba! To takie proste:
1. Staję na czworakach na dywanie.
2. Jak najdalej wysuwam ręce, wciągając głowę między ramiona, i mocno wypinam grzbiet.
3. Przy tym wszystkim nabieram głęboko powietrza do płuc.
Powtórzyć dziesięć razy!
Robię Tak jak mój kot: zieeeeewam!
Nie ma mowy, żebym powstrzymywała ziewanie albo je tłumiła. Kiedy nadchodzi, przyjmuję je z radością i maksymalnie rozciągam mięśnie żuchwy, szeroko otwieram usta. Oczywiście zasłaniając je ręką!
CZEGO SIĘ DOWIADUJĘ
Ozyrys mruczy mi do ucha, że przyczyną ziewania może być znudzenie, ciepło w pomieszczeniu, choroba albo wzrost temperatury mózgu, do czego dochodzi często w chwilach zmęczenia. Ziewanie faktycznie ma skutek termoregulacyjny, co pozwala nam odzyskać czujność. Wzmaga przepływ krwi tętniczej i umożliwia dostarczenie chłodniejszej krwi do mózgu.
Czyli ziewanie jest mi potrzebne, by w ciągu dnia odzyskać energię.
Dzięki, Ozyrysie!
Moje oczy Też się przeciągają, Jak są zmęczone
Palming
Układam dłonie w kształt miseczek i zasłaniam nimi oczy. Palce mocno ściskam, by nie widzieć ani promyka światła. Trzymam je tak przez ponad minutę.
Relaksacja będzie natychmiastowa i głęboka dzięki stworzonej ciemności i kojącemu ciepłu dłoni.
Znak nieskończoności
Siadam wygodnie z plecami wyprostowanymi, ale ciałem rozluźnionym. Jestem odprężona, oczy mam otwarte, głowę nieruchomą. Siedząc w tej postawie, jednym nieprzerwanym ruchem wodzę wzrokiem za odległym wyimaginowanym znakiem nieskończoności.
Napięcie skumulowane w oczach przejdzie jak ręką odjął.
Mruganie
Kilka razy dziennie zmuszam się do mrugania przez pół minuty. Do oczu napływają wtedy łzy i nawilżają je.
Chętnie przyspieszam mruganie i powtarzam taki cykl w ciągu dnia.
Ołówek
Siedząc wygodnie z wyprostowanymi plecami, oczy mam otwarte i rozluźnione. Z nieruchomą głową podnoszę ołówek na wysokość oczu. Nieruchomym wzrokiem wpatruję się w niego.
Wydycham powietrze i przysuwam ołówek do nosa, cały czas na niego patrząc.
Nabieram powietrza, po czym pomalutku odsuwam go jak najdalej, ciągle nie odrywając wzroku od ołówka. Należy powtórzyć dwadzieścia razy.