Życie w korpo. Podręcznik przetrwania w świecie absurdów - Max Paradox

Kup ebooka

29.99 zł

-
Proszę czekać

Wstęp 3

Rozdział 1. Narodziny korposzczura 7

Rozdział 2. Język, którego nie rozumie nawet Google Translate 14

Rozdział 3. Spotkania, które mogły być mailem 21

Rozdział 4. Excel jako religia 25

Rozdział 5. Mailowa wojna światów 29

Rozdział 6. Kultura feedbacku 34

Rozdział 7. Open space - symfonia absurdu 39

Rozdział 8. Awans - mity i legendy 44

Rozdział 9. Work-life balance, czyli praca zdalna na pełny etat życia 49

Rozdział 10. Integracje i team building 54

Rozdział 11. Korporacyjny savoir-vivre, czyli sztuka udawania profesjonalizmu 58

Rozdział 12. Korpo-bonusy i benefity, czyli marchewki dla osła 63

Rozdział 13. Korpo-legenda - ludzie, których każdy zna, ale nikt nie widział 68

Rozdział 14. Korporacyjna biurokracja - papierologia 2.0 73

Rozdział 15. Korpo-język w prezentacjach PowerPointa 77

Rozdział 16. HR - strażnicy absurdu 81

Rozdział 17. Korporacyjne święta i imprezy okolicznościowe 86

Rozdział 18. Korpo-legendy o KPI i targetach 90

Rozdział 19. Korpo-juniorzy i seniorzy - hierarchia absurdu 94

Rozdział 20. Korporacyjne legendy o coachingu i mentoringu 98

Rozdział 21. Korporacyjna innowacyjność, czyli kopiuj-wklej w nowym opakowaniu 102

Rozdział 22. Korporacyjny czas - sztuka udawania, że jesteś zajęty 106

Rozdział 23. Korpo-plotki i polityka biurowa 110

Rozdział 24. Korporacyjna odwaga, czyli nikt nie podejmuje decyzji 114

Rozdział 25. Korpo-życie po godzinach, czyli mail o 22:00 118

Rozdział 26. Korporacyjny intranet - śmietnik informacji 122

Rozdział 27. Korpo-szkolenia obowiązkowe, czyli godzina straconego życia 126

Rozdział 28. Korpo-język maili - sztuka pisania o niczym 130

Rozdział 29. Korpo-życie w open space, czyli wielkie akwarium 134

Rozdział 30. Exit interview, czyli korporacyjne pożegnanie 138

Korpo-poradnik przetrwania 142

Dla kogo to jest?

Dla świeżaków - żebyś wiedział, w co się pakujesz i nie dał sobie wmówić, że tak "musi być". Dla starych wyjadaczy - żebyś mógł się pośmiać z tego, co i tak przeżywasz codziennie. Dla tych, którzy uciekli - żebyś przypomniał sobie, dlaczego nigdy tam nie wrócisz.

Jak korzystać z tego "poradnika przetrwania"?

Ta książka nie nauczy cię, jak robić kariery, nie znajdziesz tu porad typu: "5 kroków do zostania dyrektorem w rok" - NIE.

Znajdziesz tu:

humor, sarkazm i trochę przekleństw, historie prawdziwe i pół-prawdziwe (bo przecież życie pisze najlepsze żarty), porady, które bardziej rozśmieszą niż faktycznie pomogą, checklisty i buzzword bingo, dzięki którym kolejne spotkanie stanie się znośniejsze.

To nie jest poradnik motywacyjny - to książka-terapia.

Bo kiedy wiesz, że inni mają tak samo, trochę łatwiej ci znieść codzienny absurd.

Uwaga: sarkazm w natarciu

Niektóre fragmenty tej książki będą ostrzejsze niż kawa z biurowego ekspresu.

Jeśli łatwo się obrażasz - nie czytaj.

Jeśli szukasz powagi - idź na szkolenie z "efektywnej komunikacji" i baw się dobrze.

Ale jeśli masz dystans i lubisz się pośmiać - zostań.

Obiecuję, że każdy rozdział będzie jak firmowy stand-up, tylko bez obowiązkowego team buildingu w górach.

Absurd dnia ?

Na szkoleniu o radzeniu sobie ze stresem trener powiedział: po prostu mniej się stresuj.

Firma zapłaciła za to 10 tysięcy.

Podsumowanie

To książka o nas wszystkich - o pracownikach, którzy codziennie walczą z mailem o 17:59, spotkaniami o niczym i feedbackiem, który nic nie wnosi.Możesz się z tego śmiać. Możesz płakać. A najlepiej - robić obie rzeczy naraz.Bo korpo to nie tylko praca. To styl życia. Styl, którego nikt normalny by nie wybrał, ale w którym jakoś wszyscy tkwimy.

Rozdział 1. Narodziny korposzczura

Pierwsze wejście do nowego świata

Wyobraź sobie: wchodzisz do ogromnego biurowca. Szklane drzwi obracają się powoli jakby testowały twoją cierpliwość. Marmurowa posadzka odbija twoje niepewne kroki, a recepcjonistka patrzy na ciebie jak na intruza, który pomylił adres.

Dzień dobry, do kogo pan? Do pracy... - odpowiadasz, zaskoczony, że ktoś może przyjść tu dla przyjemności.

Identyfikator - twoja nowa tożsamość

Dostajesz identyfikator. Na zdjęciu wyglądasz, jakby ktoś zrobił ci fotkę w trakcie przesłuchania. Zresztą, tak to mniej więcej wyglądało - szybki błysk, zero przygotowania, zero "uśmiechnij się".

Twoja matka by cię nie poznała. Prawdopodobnie nawet ty sam nie poznajesz siebie.

Identyfikator jest od teraz twoim paszportem do świata open space.Jeśli go zgubisz - stajesz się nikim.

Laptop, czyli narzędzie tortur

Kolejny etap: dostajesz laptopa. Nowoczesny, błyszczący, pachnący plastikiem i... kompletnie bezużyteczny. Dlaczego? Bo jeszcze nie masz konta w systemie.

Kiedy dostanę login? - pytasz nieśmiało. Proszę poczekać, aż IT założy konto.

To potrwa. Ile? Nie wiadomo. Trzy godziny, trzy dni, a czasem trzy tygodnie.

Pierwsza lekcja: w korpo czas płynie inaczej. Coś, co na zewnątrz zajmuje pięć minut, tutaj trwa wieczność.

Onboarding - spektakl o niczym

Przychodzi czas na onboarding. Brzmi profesjonalnie. W praktyce to maraton PowerPointa. 200 slajdów. Logo firmy na każdym.

Misja: "Zmieniać świat".

Wizja: "Być liderem branży".

Wartości: "Pasja, innowacja, integracja".

Brzmi jak reklama wody mineralnej.

Przykład z życia:

Nasz założyciel, pan Marek, w 1998 roku założył firmę w garażu...

A ty myślisz: "Dlaczego ja też nie siedziałem w garażu w '98? Może dziś byłbym miliarderem?".

Po godzinie zaczynasz odpływać. Po dwóch marzysz o wypadku ewakuacyjnym. Po trzech zadajesz sobie pytanie: "czy ja naprawdę podpisałem tę umowę?".

Syndrom "wszyscy wiedzą, tylko ja nie"

Pierwsze dni to nieustanna gra w zagadki logiczne.

Gdzie jest toaleta? Złóż ticket do Facility Managementu. Jak się loguję do systemu raportowego?
- Proste: VPN ? Active Directory ? Jira ? SAP. Kliknij w zielony kwadracik w prawym górnym rogu, ale tylko przed 9:15, bo potem się zawiesza.

Brzmi jak instrukcja obsługi statku kosmicznego.

Każdy dzień to gra RPG:

Znajdź dział HR na 11 piętrze. Odblokuj konto w SAP-ie. Zdobądź hasło, które wygaśnie, zanim je wpiszesz.

Pierwsze spotkania - survival mode

Twój kalendarz sam się zapełnia. Nagle masz spotkania o nazwach:

status update, kick-off, alignment, intro call, catch-up - absolutny klasyk!

Pierwsze doświadczenie:

Musimy zeskalować ten issue do stakeholderów.

Myślisz: "Czy to po polsku?"

Po godzinie wiesz mniej, niż wiedziałeś przed wejściem. Witamy w świecie, gdzie spotkanie zawsze kończy się decyzją... żeby umówić kolejne spotkanie.

Pierwszy mail - i lawina absurdu

Outlook. Na początku skrzynka jest pusta. Myślisz: "super, nikt mnie jeszcze nie zauważył".

Dzień później: 187 maili.

Po tygodniu: 1000.

Wątki wyglądają tak:

"FW: RE: FW: RE: Spotkanie dot. statusu projektu - poprawione FINAL v3."Załączników: 12 i Każdy inny.

Rada i checklist: Skąd wiesz, że mail nie jest dla ciebie?

Masz go w DW. W tytule jest akronim, którego nie znasz. Załącznik nazywa się "raport_final2_nowynaprawde.xlsx".

Pierwsze benefity - gorzka prawda

HR wysyła maila: "Możesz korzystać z benefitów!". Klikasz z nadzieją.

Oferta:

Multisport (ale tylko do siłowni w piwnicach, gdzie śmierdzi gumą i potem), karta lunchowa (100 zł na miesiąc, czyli 4 obiady w barze mlecznym w Warszawie), ubezpieczenie (które i tak nic nie pokrywa).

Najlepszy benefit: kawa z ekspresu. Smakuje jak toner zmieszany ze smutkiem ale darmowa.

Dialog: świeżak kontra HR

Przepraszam, jak mogę zgłosić problem z komputerem? Trzeba wypełnić formularz w systemie HelpDesk Ale nie działa mi komputer. To proszę wysłać maila. ...

Mini-checklista: Jak rozpoznać, że jesteś świeżakiem?

Masz na biurku nowiutki laptop, którego nie możesz uruchomić. Nie znasz żadnego skrótu, a wszyscy mówią w akronimach. Twoja skrzynka mailowa (jak już uda Ci się do niej dostać) to śmietnik, którego nie rozumiesz. Twój identyfikator robi z ciebie kryminalistę. Na pytanie "jak się zalogować" dostajesz instrukcję dłuższą niż twoja praca magisterska.

Absurd dnia ?

Zanim zaczniesz pracę, musisz udowodnić, że... faktycznie tu pracujesz. Dostałem 5 loginów i 7 haseł. Żadne nie działało. IT kazało wysłać maila. Problem w tym, że nie miałem jeszcze maila. Pierwszego dnia spędziłem 6 godzin na szkoleniu BHP online. Pytanie testowe: czy wolno pić kawę przy komputerze? Źle odpowiedziałem. Menedżer zapytał, czy mam pytania. Powiedziałem: "Tak, co właściwie mam robić?" Odpowiedź: "to się okaże".

Podsumowanie

Narodziny korposzczura to rytuał przejścia.

Najpierw jesteś zagubiony, potem udajesz, że rozumiesz, a na końcu odkrywasz, że wszyscy inni też udają.

Największy sekret korpo?

Nikt nie wie, o co chodzi. Ale wszyscy grają, jakby wiedzieli.

Rozdział 2. Język, którego nie rozumie nawet Google Translate

Pierwszy kontakt z korpolingua

Wyobraź sobie, że przychodzisz pierwszego dnia do pracy i nagle trafiasz do kraju, w którym niby rozumiesz słowa, ale zdania brzmią jak zaklęcia w obcym języku.

To właśnie korpolingua.

Przykład z życia (autentyczny):

Musimy to zeskalować ASAP, żeby zrobić quick win i potem deep dive w KPI. Ale pamiętaj, że synergy z innym projektem to must have. ...czyli co dokładnie? No przecież mówię prosto, czego nie rozumiesz!

Nie. To nie było prosto. To był początek twojej edukacji w świecie absurdalnych słów, które znaczą wszystko i nic.

Słownik świeżaka

Pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić, jest nauczenie się słownika. Nie z podręcznika, nie z kursu, tylko z obserwacji.

Kilka podstawowych haseł:

ASAP - "jak najszybciej". Ale czy to znaczy dziś? Jutro? Za tydzień? Nikt nie wie. Quick win - mały sukces. Zazwyczaj tak mały, że nawet go nie zauważysz. Deep dive - dogłębne przeanalizowanie problemu czyli spotkanie, które miało być krótkie, ale kończy się 50 slajdami i godziną dyskusji o przecinkach. Synergia - mit, w który wierzą tylko menedżerowie. Ownership - problem, który nie był twój, a właśnie stał się twój. Best practice - rozwiązanie, które działało w innej firmie. Tu nie zadziała. Low hanging fruit - coś, co można zrobić od ręki, ale i tak nikt nie zrobi. Alignment - spotkanie, na którym wszyscy udają, że się zgadzają, a potem i tak robią po swojemu. ROI - to magiczne zaklęcie, które sprawia, że każda prezentacja w PowerPoincie wygląda jak plan na zdobycie Marsa. Im wyższy ROI, tym więcej high-five'ów na spotkaniu z zarządem. KPI - o nasze ulubione wskaźniki, które mierzą wszystko, oprócz tego, co naprawdę robimy. Dzięki nim możemy udawać produktywność, nawet jeśli od 3 godzin przeglądamy memy na Slacku SLA - to dokument, który mówi, że wszystko będzie działać. Zawiera obietnice szybsze niż światło i gwarancje, których nikt nie przeczytał.

Pierwsze maile - szok i niedowierzanie

Myślisz: "Mail to mail, co może być trudnego?"

A potem dostajesz swój pierwszy mail w korpo. Od kolegi, który siedzi obok ciebie. Po angielsku:

"Dear All, please kindly note that we need to leverage our core competencies in order to create sustainable value going forward. Let's align offline before EOD."

Tłumaczenie na polski:

"Nie wiemy, co robimy. Spotkajmy się jeszcze raz, żeby wyglądało, że pracujemy."

Buzzword Bingo - ratunek w cierpieniu

Każdy pracownik korpo zna grę buzzword bingo. To jedyny sposób, żeby nie oszaleć na spotkaniu. Plansza wygląda mniej więcej tak:

ASAP, leverage, deep dive, alignment, milestone, stakeholder, quick win, synergy, ownership, pipeline, value added, best practice, touch base, scalability, ROI, low hanging fruit, proactivity, deliverable, empowerment, transparency, win-win, out of the box, KPI, EOD, gap analysis.

Jeśli masz bingo w 15 minut, projekt jest trupem. Jeśli masz bingo w 5 minut, sam jesteś trupem.

Rozmowa z HR (parodia)

Dlaczego piszesz po polsku? U nas obowiązuje język globalny. Ale pisałem do kolegi z Łodzi. Nieważne. Zawsze angielski. Globalizacja. A co jeśli ktoś nie zna angielskiego? To jego problem. W sensie... wyzwanie.

Dialog: świeżak kontra menedżer

Możesz mi powiedzieć, co mam zrobić? Tak. Najpierw alignment ze stakeholderami, potem quick win, a na koniec deep dive w ROI. Czyli...? No wiesz, po prostu musisz pokazać proaktywność i przejąć ownership. Aha. To idę zrobić coś, czegokolwiek nie rozumiem.

Anegdoty z życia:

Zakończyłem maila "Pozdrawia"'. HR napisał mi zwrotnie: Proszę używać "Kind regards", to bardziej profesjonalne. Poważnie? Od tego zależy wynik kwartalny? Dostałem maila z tytułem EOD deadline ASAP. Wysłałem raport wieczorem. Następnego dnia dostałem odpowiedź: "Too late". Czyli ASAP to było... wczoraj? Wysłałem maila do innego działu. Odpowiedzieli mi 18 linijek korpolingua. Po 15 minutach googlowania wciąż nie wiedziałem, o co im chodzi. Mój szef poprawił mój mail, bo użyłem słowa "problem". Powiedział, że u nas mówi się "challenge". Problem nie zniknął, ale nazwa inna.

Mini-checklista: jak poznać, że już mówisz korpolingua?

Zamiast "do końca dnia" mówisz "EOD". Zamiast "pogadajmy" mówisz "touch base". W domu do dziewczyny rzucasz: "musimy się zeskalować, żeby osiągnąć quick win w naszej relacji". Używasz słowa synergia przy świątecznym stole. Babcia pyta: "jak w pracy", a ty odpowiadasz: "synergia jest w pipeline, ale potrzebujemy alignmentu." Babcia kiwa głową. Nie wie, o co chodzi. Ty też nie.

Absurd dnia ?

Wysłałem maila po polsku "Hej, masz chwilę?". W odpowiedzi dostałem: "Please use English - we are global company". Pisałem do kolegi z Gdańska. Na spotkaniu padło słowo "synergia" 47 razy w godzinę. Liczyłem. Dostałem feedback, że używam za mało angielskich słów. Wysłałem więc maila przetłumaczonego w całości w Google Translate. W odpowiedzi dostałem: "Great job, keep going!" Szef powiedział: "Zrób to proaktywnie". Nie wiedziałem co to znaczy, więc zrobiłem po swojemu. Powiedział: "O, właśnie to chodziło". Czyli on też nie wiedział. Na szkoleniu z komunikacji prowadzący powiedział: "ważne, by unikać niezrozumiałych słów". Po czym przez godzinę mówił: alignment, empowerment, stakeholders.

Podsumowanie

Korpolingua to język, który nie służy do komunikacji. On służy do maskowania niewiedzy. Brzmi profesjonalnie, wygląda mądrze, a w praktyce nikt nie ma pojęcia, o co chodzi. Ale spokojnie - po kilku miesiącach i ty zaczniesz mówić: "Synergia jest w pipeline, ale musimy zrobić quick win przed EOD, żeby stakeholderzy mieli poczucie alignmentu." I w tym momencie już wiesz: stało się. Jesteś pełnoprawnym korposzczurem.