Życie pełne mocy. Czyli jak zwyciężać dzięki wierze - Grzegorz Miecznikowski

Kup ebooka

24.90 zł
19.41 zł (12,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

REKOMENDACJE

Jego książka napełniła mnie ogromną nadzieją i przypomniała, jak dobry i wszechmocny jest nasz Tata w Niebie. Każda linijka tekstu rozpalała moje serce nową gorliwością, by świadczyć o Jezusie, który daje życie!

Iwona Pietrala

Ewangelizatorka i wokalistka

* * *

Przeczytaliśmy tę książkę jednego wieczoru. Grzegorz, ucząc się wiary, wzrósł w łasce u Boga i u ludzi. Dzieli się z czytelnikiem tą nauką z poruszającą otwartością, udzielając praktycznych rad, jak życzliwy towarzysz przygody. Opisane tu świadectwa Bożych interwencji sprawiają, że wzrasta nadzieja i wiara oraz gorliwość dla Królestwa.

Agnieszka i Michał Grzankowie

Dom Przymierza

* * *

Świadectwa Grzegorza odnowiły moją wiarę. Zainspirowały mnie do wielu nowych rzeczy, w tym przede wszystkim do trwania w Bożej obecności, nasiąkania nią. Wierzę, że i dla Was stanie się ona przełomem.

Aleksandra Polewska-Wianecka

Redaktor książki

* * *

Niesamowita historia Grzegorza Miecznikowskiego ożywia i wznosi na nowy poziom życie każdego, kto ją pozna. "Życie pełne mocy" - to książka dla tych, którzy chcą więcej w życiu duchowym.

Andrzej Sobczyk

Ewangelizator, producent filmowy

* * *

Grzegorz pokazuje, że zarówno on, jak i my możemy mieć potrzebną siłę, moc i mądrość płynącą z naszej relacji z Bogiem. Im bliższą relację z Ojcem, Jezusem i Duchem Świętym mieć będziemy, z tym większym autorytetem, miłością i współczuciem będziemy dotykać tych, do których Bóg nas posyła. Zapraszamy Cię do lektury tej niezwykle inspirującej książki.

Ania i Jacek Weiglowie

Apostolski Ruch Wiary

* * *

Jego świadectwo skoncentrowane jest na działaniu Boga w życiu człowieka. Jest bardzo mocno zakorzenione w Piśmie Świętym i żywej tradycji Kościoła. Śmiało rekomenduję!

ks. mgr Piotr Jasek FDP

Asystent kościelny Apostolskiego Ruchu Wiary

WPROWADZENIE

Testament Zmartwychwstałego ogłoszony tuż przed wniebowstąpieniem: I rzekł do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie" (Mk 16,15-18), nie został skierowany jedynie do Apostołów, ale do wszystkich ochrzczonych. Przez chrzest bowiem mamy udział w kapłańskiej, prorockiej i królewskiej misji Chrystusa. Nasze życie staje się codzienną ofiarą składaną Bogu, zwiastujemy słowem i czynem Dobrą Nowinę, a władzę traktujemy jako służbę - na wzór Syna Człowieczego (Mt 20,28).

Głosić Ewangelię to nic innego jak dawać świadectwo o Bogu żywym i ciągle nami zainteresowanym. O Bogu miłującym nas, który przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie Syna, na nowo otworzył nam bramy nieba, zamknięte od czasu wypędzenia pierwszych ludzi z raju. O Bogu, który zawsze jest przy nas, bez względu na to, na jak ostrym duchowo jesteśmy zakręcie.

Świadectwo o Bogu żywym, miłującym i obecnym jest niczym innym jak dzieleniem się osobistym doświadczeniem spotkania z takim właśnie Bogiem. Jest pewnością spotkania i obdarowania przez odwieczną Miłość. Jest wreszcie duchowym przemienieniem myślenia i działania - życia.

Nic tak nie wzbudza wiary i jej nie umacnia jak usłyszane świadectwo, a mamy z nim do czynienia - i to w potężnej dawce - w drugiej już książce Grzegorza Miecznikowskiego Życie pełne mocy.

Nie znajdziemy w niej odniesień do teologicznych dokumentów - choć teologia w niej jest wyraźnie obecna, choćby przez jedno z jej źródeł, którym jest Biblia. Sporadycznie natkniemy się na sakramenty - choć przez nie właśnie Bóg przemienił Grzegorza. W tej bowiem książce, Autor skupia się na pierwszym, podstawowym głoszeniu Boga - na kerygmacie. Dopiero po jego przyjęciu, stawia się kolejny krok z Przenajświętszym, obecnym w szczególny sposób w sakramentach.

Książka Życie pełne mocy jest zbiorem świadectw o osobach dotkniętych przez Boga, o ich czasami skrajnie różnych reakcjach na usłyszaną Dobrą Nowinę. Dlaczego dzieje się w niej naprawdę mnóstwo dobra? Z prozaicznego powodu: "miłość uczy nas, aby nie oceniać tylko kochać i współczuć" (s. 78).

ks. dr hab. Tomasz Szałanda

PRZEDMOWA

Kiedy pewnego jesiennego dnia zatelefonował do mnie mój wydawca i zapytał, czy nie pomogłabym w napisaniu książki Grzegorzowi Miecznikowskiemu, byłam pewna, że ma na myśli znanego śpiewaka operowego, wokalistę zespołu Leszcze i jednocześnie znanego prezentera telewizyjnego. Nie pamiętałam jego imienia, więc przyjęłam, że to właśnie Grzegorz, i wysłuchałam z zaciekawieniem opowieści wydawcy o tym, jak to on się nawrócił i stał się nawet charyzmatykiem. "Kojarzysz go?" - zapytał nagle mój rozmówca, a w jego głosie pobrzmiewało dziwne zwątpienie. "Oczywiście - odpowiedziałam. - To ten piosenkarz". "Nie, to zbieg nazwisk - roześmiał się wydawca i zaproponował, żebym obejrzała świadectwa Grzegorza w internecie. - Pomyślałem, że dobrze będzie się wam współpracować".

Jak prorocze były to słowa, miałam się przekonać już wkrótce. Nasza współpraca bowiem nie tylko przebiegała w pełnym zrozumieniu, ale także okazała się dla mnie opatrznościowa. Był to czas, kiedy od kilku miesięcy bardzo poważnie chorował mój mąż. Jego życie bywało zagrożone co kilka tygodni, a lekarze nie bardzo potrafili mu pomóc. Mimo że w tym doświadczeniu długo trzymałam się dzielnie, w pewnym momencie zaczęłam tracić zarówno siły fizyczne, jak i psychiczną odporność. Manuskrypt Grzegorza, który otrzymałam drogą mailową, przeczytałam jednym tchem. Nigdy nie spotkałam się z podobną lekturą. Książka, w której opisywał swoją historię i doświadczenia pomocy Bożej, była jak powiew orzeźwiającego powietrza w dusznej i ciężkiej sytuacji mojego aktualnego życia. Była jak zastrzyk niebiańskiej energii. Zwłaszcza fragment, w którym Grzegorz pisał, jak to po kolejnej chemioterapii, słaby i zmęczony, kładł się na łóżku w swoim mieszkaniu, przytulał do siebie krzyż i uwielbiał Boga, śpiewając.

Wiele razy słyszałam, że dobrze jest dziękować Bogu w każdym położeniu. Pamiętam opowieści o Żydach, którzy gdy w czasie wojny dowiadywali się, że zginęli ich najbliżsi, najpierw dziękowali Bogu, a później dopiero płakali. Tak, zdaję sobie sprawę, że może to brzmieć dla niektórych gorsząco. Ale tamtego dnia, resztkami sił, przygnieciona bezsilnością i totalną niepewnością, postanowiłam się uchwycić tej prawdy i spróbować wprowadzić ją w czyn. Zaczęłam znanymi mi psalmami dziękować Bogu za moją "mroczną dolinę". Robiłam to w każdej wolnej chwili, budząc się i zasypiając. Codziennie. I zaczęłam doświadczać, że Ktoś nie tyle prowadzi mnie przez ciemny tunel, co wręcz niesie mnie na swoich plecach. Wkrótce też poznałam Grzegorza osobiście, zaczęliśmy pracować nad tekstem i rozmawiać o nim przez telefon. Dziś nie mam wątpliwości, że Pan Bóg przewidział dla mnie na ten trudny czas i Grzegorza, i jego doświadczenia, i książkę, którą trzymacie w rękach. Dziś wszystko wskazuje na to, że mój mąż będzie zdrowy, a świadectwa Grzegorza odnowiły moją wiarę. Zainspirowały mnie do wielu nowych rzeczy w tym przede wszystkim do trwania w Bożej obecności, nasiąkania nią. Wierzę, że i dla Was stanie się ona przełomem.

Aleksandra Polewska-Wianecka

WSTĘP

Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli (Dz 4,20).

Powyższych słów użyli apostołowie Piotr i Jan, kiedy uczeni w Piśmie zakazali im przemawiać i nauczać w imię Jezusa, i nimi właśnie pragnę rozpocząć tę książkę. Jedno spotkanie z ogniem Ducha Świętego całkowicie zmieniło moje życie.

Wiele lat temu byłem członkiem subkultury metalowej. Nienawidziłem Boga, Kościoła i wszystkiego, co związane z chrześcijaństwem. Jeden czuły dotyk Jego niezwykłej miłości sprawił, że zakochałem się w Nim bez pamięci. To spot­kanie z żywym Bogiem okazało się tak silne i niezwykłe, że odtąd nie byłem w stanie już o Nim zapomnieć, nawet pośród wielu upadków. Po kilku latach od doświadczenia Jego miłości zacząłem także doświadczać Jego mocy. Duch Święty wyciągnął mnie z nałogu hazardu, z depresji, nerwicy, lęków, nałogu palenia papierosów, a także przeprowadził mnie zwycięsko przez chorobę nowotworową. (Więcej o mnie dowiesz się z mojej pierwszej książki Miłość chodzi ulicami). Zacząłem jeździć na rozmaite spotkania charyzmatyczne. Chciałem lepiej poznać i zrozumieć Ducha Świętego. Kim On jest i jaki jest. Kiedy Pan wypełnił mnie swoją mocą, wyszedłem na ulice, aby głosić, jak On jest dobry.

W słowie Bożym Jezus daje obietnicę, że kiedy zstąpi na nas Duch Święty, to otrzymamy Jego moc i staniemy się Jego świadkami (por. Dz 1,8). Słowo "moc" pochodzi od greckiego słowa dynamis, które oznacza siłę, moc, potęgę, zdolność, umiejętność. Ilekroć w Piśmie Świętym mowa o mocy, tylekroć chodzi o dynamis. I tak On zanurzy nas w swojej mocy, która da nam siłę i umiejętności do głoszenia Ewangelii. Dalej czytamy, że w dniu Pięćdziesiątnicy Duch Święty zstąpił na apostołów i uzdolnił ich do posługi, rozpalił do niej. Po tym wydarzeniu stali się pewni siebie i odważni. Pamiętacie, jak apostoł Piotr ze strachu przed uwięzieniem, a być może nawet i śmiercią, zaparł się trzykrotnie Jezusa, tuż przed Jego męką? Kilka tygodni później ten sam mężczyzna, natychmiast po tym, jak Duch Święty wypełnił Go mocą, stał się pełen odwagi, a po jego głoszeniu nawróciło się aż trzy tysiące osób! Co jeszcze działo się z apostołami po zesłaniu Ducha Świętego? (Pamiętajmy o tym, że byli to zwykli, prości ludzie, bez wykształcenia). Zaczęli uzdrawiać chorych, wypędzać demony i wskrzeszać umarłych. Jak to się stało? To Duch Święty uzdolnił ich do działania! Bo w ich statusie nic się nie zmieniło. Kluczem jest tu po prostu chrzest w Duchu Świętym, to znaczy moment, w którym zostajemy zanurzeni w Jego mocy, aby nieść dobre wiadomości o ratunku w Chrystusie. To dzięki Jego uzdalniającej mocy i doświadczeniu ognia Jego miłości stajemy się autentycznymi świadkami, chodzącą Ewangelią dla spotkanych osób.

Aby nieść Jego czułą miłość, musimy najpierw się z nią spotkać. Pamiętam jedno z wielu spotkań chrześcijańskich, w jakich uczestniczyłem, podczas którego ,,Niebo nawiedziło Ziemię''. Na jednym z obozów, organizowanych przez Fundację 24/7, odbywał się Koncert Uwielbienia, który prowadził Hans Kreinsland z Islandii. Gdy tylko uderzył dłonią o struny, poczułem jak atmosfera całkowicie się zmienia. Boża obecność była tak intensywna i namacalna, że nie mogłem tego wytrzymać. Płakałem i płakałem, a tej Miłości nie było końca. Wróciłem do domu przemieniony. Każdego dnia spędzałem czas na uwielbieniu i modlitwie językami, a Duch Święty wylewał na mnie swoją moc i miłość. I dzięki tym spotkaniom zacząłem patrzeć na świat oczyma Jego miłości. Wyszedłem na zewnątrz i z odwagą zacząłem świadczyć w mocy i w ogniu Ducha Świętego.

Dalsza część książki dostępna w wersjipełnej