Życie na Korei - Andrzej Sosnowski

Kup ebooka

10.25 zł
8.51 zł (8,70 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Latem 1987

A było tak, że twoja śmierć usiadła w moim cieniu,

żeby się o mnie oprzeć, odetchnąć moimi myślami.

Zerwałem się z miejsca, szukałem słońca w zenicie.

Uzbroiłem się po zęby w humor i witaminy.

Wzruszyłem ramionami i strząsnąłem duszę,

zerwałem czarny bandaż, czarną łunę z pamięci.

Dodałaś mi polotu. Jadłem owoce garściami.

Mikroelementy stanęły na straży komórek.

Szybko, celowo chodziłem, od sprawy do sprawy,

wskoczyłem nawet w ślub nucąc epitalamia.

Zacząłem nawet ćwiczyć: biegi, pompki, sprężyny -

i żadnych nadużyć na niewczesny umór.

To dni były na umór, a każdy sen wściekły

po aurze przywidzeń i zawrocie zmysłów

jak wielki napad na powierzchnię ziemi,

kołatanie ciała, żeby wejść w zimową kwaterę.

I goniłem w piętkę, traciłem wysokość,

gubiłem krok i miarę, i traciłem oddech -

zgubna poriomania, szalone podróże -

nie z Bordeaux do Nürtingen, ale zawsze.

Ziemia pod stopami wszędzie taka miękka -

czułem, że stopy grzęzną w niej po kostki.

A w nocy - łóżko było jak zapadnia

i bez szmeru usuwało się spod ciała.

Później luki w pamięci, zapatrzenia w okno -

tam mała dziewczynka w bloku naprzeciwko

uśmiecha się z żyletką pomiędzy zębami.

Myślę o jej chłodnych pocałunkach.