Życie - Monika Michta

Reflow text when sidebars are open.
Paweł przeszedł właśnie przez ulice. Nie spieszył się. Był szczęśliwy i rozluźniony. Nawet spojrzał w niebo. Dawno już tego nie robił. Zalały go wspomnienia, pierwsze przyszło na myśl jak w ogóle trafił do "klubu".
- Tato to nie fair - powiedział czternastoletni chłopiec - Roberta bierzesz ze sobą już któryś raz z kolei. - Naburmuszony stał przed ojcem i bratem z rękoma na piersi.
- Paweł przecież, wiesz, że robimy to za jej plecami - zaczął ojciec błagalnie. Przejechał dłonią po czarnych prostych włosach. Jego oczy były takiego samego dziwnego koloru jak Pawła. Klatkę piersiową miał szeroką, co się jeszcze bardziej rzucało w oczy przez obcisły szary golf. Jego twarz była miła i przystojna, ale zawsze spuchnięta od ciągłych walk na ringu. - Wiesz ze matka jest przeciwko zabieraniu was na hale. Już teraz się wkurza, a jak wezmę i ciebie to mnie chyba obedrze ze skóry.
- Obedrze cię tak czy siak, bo jej powiem - powiedział złośliwie dzieciak. Ojciec spojrzał na niego, o dziwo wcale nie był zły. Rozejrzał się dookoła i uśmiechając się łobuzersko w końcu powiedział.
- No to chodź.
Tak, Paweł uwielbiał swego ojca. Pamięta jakby to było wczoraj. Walka na ringu, był niezwyciężony a on syn Wincenta stał w jego narożniku z oczami pełnymi dumy i zachwytu. Podobało mu się wszystko w boksie. Poprosił ojca by zaczął go trenować. On tym był zachwycony, w przeciwieństwie do żony. Co prawda myślał bardziej o starszym synie, ale to Paweł o wiele bardziej poważnie i z większym entuzjazmem podchodził do tego sportu.
Po roku Paweł wyglądał jakby miał, co najmniej 17 lat. Ojciec zaczął popijać, przez co coraz częściej przegrywać walki. Zaciągał długi. Spotykał się z nieodpowiednimi ludźmi. Paweł i Robert często musieli się bić w jego obronie. Młodszemu synowi walka przychodziła łatwo, bardzo chętnie pokazywał, co potrafi. Młodszy zawsze starał się jej unikać i nie czuł się w niej pewnie. Sam często potrzebował pomocy młodszego brata, który z dnia na dzień stawał się coraz silniejszy, pewniejszy siebie i co raz bardziej bezwzględny.