Życie mafii. Śmierć, pieniądze i miłość - Federico Varese

-
Proszę czekać

Wstęp

Jest rok 2016. W śnieżny listo­pa­dowy pora­nek przy­glą­dam się dobrze utrzy­ma­nemu nagrob­kowi na wiel­kim rosyj­skim cmen­ta­rzu. Pomnik nie należy do naj­oka­zal­szych, jed­nakże wyko­nany w peł­nej skali posąg Niko­łaja Zykowa spo­gląda na mnie poważ­nie. Jego postać jest wykuta w kosz­tow­nym ciem­nym mar­mu­rze, obok zaś znaj­dują się nie­wielki stół, pro­sty biały pra­wo­sławny krzyż i wazon na kwiaty. Nie­opo­dal leżą nie­któ­rzy z jego wspól­ni­ków. Zykowa spo­tka­łem po raz ostatni w poło­wie lat dzie­więć­dzie­sią­tych i dopiero teraz wró­ci­łem do mia­sta, w któ­rym kie­ro­wał miej­scową mafią, czyli do Permu u stóp Uralu. Choć na temat mojego pobytu w Rosji w latach dzie­więć­dzie­sią­tych XX w. pisa­łem wiele, ni­gdy nie uzna­wa­łem za sto­sowne roz­wo­dzić się na temat naszych spo­tkań. Niniej­sza książka wróci Zykowa do życia. Nale­żał do taj­nego prze­stęp­czego brac­twa, które ode­grało poważną rolę w euro­pej­skim pod­zie­miu. Jego człon­ko­wie noszą impo­nu­jące tatu­aże, prze­strze­gają taj­nego kodeksu hono­ro­wego i dzia­łają w więk­szo­ści euro­pej­skich kra­jów. W Życiu mafii napo­tkamy rów­nie egzo­tyczne postaci z Sycy­lii, Hong­kongu i Japo­nii, udamy się też dalej, do Makau, Birmy i Dubaju, potem do Gre­cji, dalej przez Atlan­tyk, by odkry­wać obraz dzi­siej­szego pół­światka. Jed­nakże nie powin­ni­śmy ani przez chwilę sądzić, że mafioso to Ważna Szy­cha miesz­ka­jąca w odle­głym miej­scu. Może on gnieź­dzić się wśród nas, tak na angiel­skim przed­mie­ściu, jak w Palermo. Się­gnijmy po jeden tylko przy­kład.

Nie­dawno w miej­sco­wo­ści Sal­ford na obrze­żach Man­che­steru pewien czło­wiek został zaata­ko­wany maczetą, innemu zaś wrzu­cono do domu gra­nat. Dzie­wię­cio­letni chło­piec otwie­ra­jący drzwi swego domu został zastrze­lony: zabójca chciał zabić jego ojca. W tym mie­ście, liczą­cym 234 tysiące miesz­kań­ców, trzy­dzie­ścioro dzieci lęka się o swe życie, działa w nim 25 zor­ga­ni­zo­wa­nych grup prze­stęp­czych, a liczba zastrze­lonych osób wynio­sła 19 w ciągu dwu­na­stu mie­sięcy1. "Poli­cja nie kon­tro­luje ulic" - powie­dział w 2016 r. jeden z człon­ków gangu repor­te­rowi BBC.

Wyobraź sobie, że byłeś jed­nym z kibi­ców, gdy Man­che­ster Uni­ted podej­mo­wał Wigan Ath­le­tic w drugi dzień świąt w 2011 r. Jeśli byłeś, zapewne pamię­tasz ten mecz - Man­che­ster roz­gro­mił Wigan 5 do 0. Jed­nakże poza sta­dio­nem działo się coś jesz­cze. Umun­du­ro­wani "pra­cow­nicy" kie­ro­wali samo­chody kibi­ców na par­king koło sta­dionu Old Traf­ford. Tysiące ludzi łatwo znaj­do­wało miej­sce do par­ko­wa­nia za pięć fun­tów. Tanio­cha. Duże nie­za­go­spo­da­ro­wane obszary, salony samo­cho­dowe i puste miej­sca wokół biu­row­ców zmie­niano w par­kingi na czas meczów przez cały sezon roz­gry­wek. Haczyk tkwił w tym, że pra­cow­nicy ci zatrud­nieni byli przez miej­scowe grupy prze­stęp­cze nie­le­gal­nie wyko­rzy­stu­jące prze­strzeń publiczną. Nie­kiedy wywią­zy­wały się mię­dzy nimi walki o kon­trolę nad naj­lep­szymi miej­scami. W drugi dzień świąt 2011 r. poli­cja wyko­nała nalot i aresz­to­wała trzy­na­ście osób w wieku od pięt­na­stu do pięć­dzie­się­ciu lat. Funk­cjo­na­riu­sze pró­bo­wali poło­żyć kres dzia­łal­no­ści corocz­nie przy­no­szą­cej miliony2.

Old Traf­ford znaj­duje się nie­da­leko Sal­fordu, led­wie dwie mile od cen­trum Man­che­steru. W Haçiendzie, naj­słyn­niej­szym euro­pej­skim klu­bie noc­nym lat osiem­dzie­sią­tych i dzie­więć­dzie­sią­tych, grano acid house i rave. Regu­lar­nie wystę­po­wał tam New Order, zespół zawią­zany po roz­pa­dzie Joy Divi­sion. Bramki klubu obsłu­gi­wał nie­jaki Damien Noonan pocho­dzący z groź­nej miej­sco­wej rodziny prze­stęp­czej z Sal­fordu. Rodzina budziła taki lęk, że gdy któ­rego z jej człon­ków zatrzy­mano do kon­troli dro­go­wej, poli­cjanci pusz­czali go wolno nie­za­leż­nie od popeł­nio­nych wykro­czeń. Damien wpro­wa­dził w Haçiendzie pewien porzą­dek. Gang­ste­rzy mieli wstęp, ale wyzna­czano im miej­sca w prze­ciw­le­głych rogach sali, by unik­nąć krwa­wych pora­chun­ków. Sprze­da­wano im drinki po kosz­tach, po to by ich nie kra­dli i nie ponie­wie­rali obsługi. Peter Hook, zało­ży­ciel Joy Divi­sion i współ­wła­ści­ciel Haçiendy, wspo­mina, że gosz­cze­nie gang­ste­rów przy­no­siło dodat­kowe korzy­ści: nie­któ­rzy pra­cow­nicy mogli zacią­gać nie­opro­cen­to­wane pożyczki, zamiast zadłu­żać się w ban­kach. Fakt, że klub koja­rzono z sil­nym gan­giem, ozna­czał też zwięk­szony pre­stiż: "Nasi bram­ka­rze byli tak napa­ko­wani i tak zaje­bi­ście bru­talni, że wszę­dzie szła za nami ich sława" - pisze Peter Hook w swej książce o Haçiendzie. Umoż­li­wie­nie gang­ste­rom kon­troli klu­bo­wych bra­mek miało też pewne wady. Wpro­wa­dzali oni do lokalu nar­ko­tyki, a bram­ka­rze, by nie stra­cić twa­rzy, musieli mścić się za wyda­rze­nia poprzed­niej nocy, co koń­czyło się praw­dzi­wymi woj­nami gan­gów. Tak oto legalny klub, lubiany i odwie­dzany przez wielu z nas, był powią­zany z roz­bu­chaną prze­mocą.

Minęło około dwu­dzie­stu lat i nie­któ­rzy czy­tel­nicy mogliby sądzić, że dzi­kie czasy Haçiendy należą już do prze­szło­ści. W końcu klub zamknął swe podwoje w czerwcu 1997 r.3 W Sal­ford Quays znaj­dują się teraz biura BBC i ITV, a oko­lica stop­niowo ule­gła gen­try­fi­ka­cji. Mimo to, gdy pisa­łem tę książkę, naj­bar­dziej wpły­wowy gang­ster z Sal­fordu został zabity w pie­czo­ło­wi­cie zapla­no­wa­nym zama­chu 26 lipca 2015 r. Paul Mas­sey został zastrze­lony w chwili, gdy wysia­dał ze srebr­nego bmw przed swoim domem w Sal­fordzie. Nie­długo po jego śmierci prze­rwa­łem pisa­nie i uda­łem się do mia­sta na spo­tka­nie z Donem Brow­nem, poli­cjan­tem pra­cu­ją­cym na tych uli­cach od 1983 r.

Mas­seya aresz­to­wa­łem trzy razy. Pierw­szy raz, gdy miał sie­dem­na­ście lat. Był małym gościem, nie­po­zor­nym, ale miał jaja i robił, co chciał. Pew­nego razu dźgnął kogoś nożem na oczach ekipy BBC krę­cą­cej o nim film. Potem odsie­dział za to wyrok4.

Prze­moc sta­nowi nie­od­łączny skład­nik tego fachu. Tacy jak Mas­sey, podob­nie jak mafiosi, muszą umieć prze­ko­nać wąt­pią­cych, że w razie czego będą gotowi naci­snąć spust. Gdy już uda im się wyro­bić sobie taką repu­ta­cję, ludzie znacz­nie czę­ściej speł­niają ich życze­nia. W efek­cie mafiosi w codzien­nych dzia­ła­niach mogą być mniej bru­talni5.

Ludzie ci nie trud­nią się pro­stym zaku­pem i sprze­dażą nie­le­gal­nych towa­rów. Oni orga­ni­zują rynki. Kon­tro­lują prze­strzeń publiczną. Zamiast han­dlo­wać nar­ko­ty­kami na uli­cach, wolą decy­do­wać o tym, kto han­dluje. Wkrótce roz­sze­rzają swoje inte­resy z jed­nej branży na kilka sek­to­rów lokal­nej gospo­darki - od nar­ko­ty­ków do pro­sty­tu­cji, od drob­nych skle­pi­ka­rzy przez tak­sów­ka­rzy po salony fry­zjer­skie, od par­kin­gów i domów opieki po firmy budow­lane - aż opa­no­wują całe gałę­zie. Pre­zen­tują się jako insty­tu­cje wła­dzy, osta­tecz­nie rywa­li­zu­jąc z legal­nymi struk­tu­rami pań­stwa. Inte­resy Mas­seya były znacz­nie szer­sze niż han­del pro­chami. Zało­żył on firmę pod nazwą Per­so­nal Mana­ge­ment Secu­rity, w skró­cie PMS. Każdy wie­dział, że PMS ozna­cza "Paul Mas­sey Secu­rity". W ciągu kilku lat firma zyskała lukra­tywne kon­trakty w Sal­for­dzie, Man­che­ste­rze i w innych miej­scach. Wśród klien­tów zna­la­zły się Metro­link - man­che­ster­ska kolejka miej­ska - oraz firma budow­lana wzno­sząca w Man­che­ste­rze nowy komi­sa­riat (obie umowy zerwano po fali publicz­nych pro­te­stów). "Te firmy ochro­niar­skie w prak­tyce trud­nią się ścią­ga­niem hara­czy" - mówi Don Brown. Nawet Mas­sey, ban­dzior jakich wielu, zdo­był silną pozy­cję na legal­nym rynku.

Mas­sey i inne osoby, które będziemy pozna­wali na stro­nach tej książki, żyją w spo­łecz­no­ści. Mas­sey dora­stał wśród ludzi, któ­rzy nie ufali poli­cji ani legal­nym insty­tu­cjom. Zamieszki w Sal­for­dzie z 1992 r. były prze­cież trwa­jącą tydzień falą ata­ków na poli­cję i straż pożarną. Nazwi­ska kapu­siów wypi­sy­wano sprayem na murach budyn­ków na uli­cach han­dlo­wych. Cztery lata temu w jed­nym z miej­sco­wych pubów zastrze­lono męż­czy­znę na oczach trzy­dzie­stu osób. Doko­naw­szy czynu, zabójca wymie­rzył w świad­ków i ostrzegł, by nie gadali. Tak jak w podob­nych wypad­kach zapis z moni­to­ringu znik­nął. Nikt nie chciał zło­żyć zeznań. Poli­cja nie nazwała tego omerta, jak okre­śla się sycy­lij­ską zasadę mil­cze­nia, lecz "ścianą mil­cze­nia". Ale zasada jest ta sama6. Były nad­pro­ku­ra­tor koronny dla Wiel­kiego Man­che­steru stwier­dził w 2016 r. w wywia­dzie dla BBC: "Two­rzą wra­że­nie, jakby stali ponad pra­wem [...] nie­które osoby uwa­żają, że mogą unik­nąć kary za mor­der­stwo". Przy­znał, że "poli­cja cierpi na defi­cyt zaufa­nia".

Z cza­sem gang­ster­ska spra­wie­dli­wość zaj­muje miej­sce prawa i porządku. Nikogo nie aresz­to­wano za zamor­do­wa­nie Mas­seya, jed­nakże miej­scowy trzy­dzie­sto­trzy­la­tek został zastrze­lony przez zabój­ców na moto­cy­klu, co sta­nowi typowy spo­sób dzia­ła­nia w sal­fordz­kim pół­światku. Mówi się, że ofiara była powią­zana z zama­chem na Mas­seya. Nie­for­malni stróże porządku w Sal­for­dzie okre­ślają nawet wyso­kość odszko­do­wa­nia wypła­ca­nego w przy­padku, gdy zło­dziej ucie­ka­jący skra­dzio­nym pojaz­dem potrąci prze­chod­nia. Człon­ko­wie Firmy z Sal­fordu - nazy­wa­nej też w skró­cie Firmą (tymi dwiema nazwami okre­ślano gang Mas­seya) - repre­zen­tują alter­na­tywną wła­dzę arbi­tral­nie wymie­rza­jącą spra­wie­dli­wość prze­stęp­com7. W następ­nym kroku sam gang­ster staje się przy­wódcą spo­łecz­no­ści. W roku 2015 "Guar­dian" dono­sił o pogło­skach, że poli­cja popro­siła Mas­seya o media­cje po serii bru­tal­nych wyda­rzeń w mie­ście, w tym napa­dów z uży­ciem maczety i gra­natu1. Dzia­łał też jako media­tor w spo­rach gan­gów na tere­nie Zjed­no­czo­nego Kró­le­stwa. W roku 2010, by umoc­nić swoją przy­wód­czą pozy­cję, sta­nął nawet do wybo­rów na bur­mi­strza Sal­fordu i zajął siódme miej­sce. Gdyby obo­wią­zy­wała inna ordy­na­cja wybor­cza, na przy­kład pro­por­cjo­nalna, zdo­byłby miej­sce w miej­sco­wym zgro­ma­dze­niu wraz z gro­nem swych zwo­len­ni­ków8.

Ludzie ci żerują na swo­ich spo­łecz­no­ściach, a mimo to są trak­to­wani jako miej­scowe auto­ry­tety, osoby godne sza­cunku - choćby ze stra­chu, jeśli nie z innych wzglę­dów. Jako że czę­sto dzia­łają w ramach sze­regu ofi­cjal­nych insty­tu­cji, gang­ste­rzy i mafiosi sta­rają się wpły­wać na pro­ces demo­kra­tyczny, wspie­ra­jąc swo­ich kan­dy­da­tów lub nawet star­tu­jąc samemu. Nie­któ­rzy człon­ko­wie spo­łecz­no­ści odno­szą korzy­ści z ist­nie­nia zor­ga­ni­zo­wa­nej prze­stęp­czo­ści, ale jest to mniej­szość. Nie­stety legalne wła­dze czę­sto wzbu­dzają mniej zaufa­nia niż miej­scowi gang­ste­rzy. Wszel­kiego rodzaju mafie są pry­mi­tyw­nymi, quasi-pań­stwo­wymi orga­ni­za­cjami. Jeśli pozwoli im się ist­nieć i roz­kwi­tać, w końcu zastę­pują legalne insty­tu­cje.

Mafie oma­wiane w tej książce - sycy­lij­ska cosa nostra, mafia wło­sko-ame­ry­kań­ska, mafia rosyj­ska, japoń­ska yakuza oraz triady z Hong­kongu - róż­nią się od osob­ni­ków pokroju Mas­seya. Gangi są zwy­kle samo­dziel­nymi orga­ni­za­cjami, pod­czas gdy mafie wypra­co­wały sobie normy zacho­wa­nia obo­wią­zu­jące wszyst­kie Rodziny i mają ze sobą wiele wspól­nego, co odróż­nia je od innych rodza­jów orga­ni­za­cji prze­stęp­czych. Wszyst­kie powstały w trud­nych cza­sach, gdy wła­dza pań­stwowa nie budziła zaufa­nia i nie była w sta­nie odpo­wied­nio zarzą­dzać gospo­darką (legalną i nie­le­galną). Posia­dają wyszu­kane rytu­ały ini­cja­cyjne i zwy­kle mie­wają podobną hie­rar­chię i podobne zasady funk­cjo­no­wa­nia, w tym zasady doty­czące seksu i życia rodzin­nego. Wszyst­kie dzia­łają też na tych samych ryn­kach legal­nych i nielegal­nych, takich jak prze­mysł budow­lany, zamó­wie­nia publiczne, nar­ko­tyki i pro­sty­tu­cja. Mafia w prak­tyce jest grupą "gan­gów" kon­tro­lu­ją­cych dane tery­to­rium i respek­tu­ją­cych te same zasady. Mogą one na­dal wal­czyć mię­dzy sobą, należą jed­nakże do tej samej struk­tury. Przede wszyst­kim ist­nieją od dawna, znacz­nie dłu­żej niż gangi.

Kim są mafiosi? Ist­nieje skłon­ność do opi­sy­wa­nia ich jako nad­lu­dzi, demo­nicz­nych socjo­pa­tów kie­ru­ją­cych orga­ni­za­cjami na podo­bień­stwo WIDMA z fil­mów o Bon­dzie. Jed­nakże z moich nie­licz­nych spo­tkań z nimi wynio­słem inne wra­że­nia. Czę­sto pytano mnie, czy bałem się, spo­ty­ka­jąc się z nimi, i czy chcieli ze mną roz­ma­wiać. Sądzę, że ludzie znaj­du­jący się po nie­wła­ści­wej stro­nie prawa rów­nież czują jakże ludz­kie pra­gnie­nie poro­zu­mie­wa­nia się, mówie­nia o sobie, uspra­wie­dli­wia­nia swo­ich dzia­łań. Widzia­łem wyraź­nie, że odmienny zbieg oko­licz­no­ści, inne pocho­dze­nie czy też pod­jęte decy­zje spra­wi­łyby, że wie­dliby dzi­siaj zupeł­nie inne życie.

Tacy ludzie uży­wają prze­mocy, ale nie zaj­mują się zabi­ja­niem kogo popad­nie. Naj­lep­szym zabez­pie­cze­niem było trak­to­wać ich poważ­nie i nie mieć żad­nych ukry­tych celów poza głę­bo­kim pra­gnie­niem zro­zu­mie­nia, pozna­nia ich spo­sobu widze­nia świata, ich poglą­dów na życie oraz dowie­dze­nia się, czy było warto. Odda­wa­łem się w ich ręce mniej wię­cej na godzinę, a oni przyj­mo­wali wyzwa­nie. Dzia­ła­łem jak święty głu­piec, aka­de­micka wer­sja Poly­anny, sta­jąc się maleń­kim obser­wa­to­rem ich świata.

Z pew­no­ścią prze­pro­wa­dza­jąc takie wywiady, należy sto­so­wać się do pew­nych pod­sta­wo­wych zasad. Ni­gdy nie pyta­łem o szcze­góły, takie jak "kto kogo zabił", jak czy­niłby to dzien­ni­karz śled­czy czy poli­cjant. Aby wywiad przy­niósł owoce, nie nale­żało oka­zy­wać obrzy­dze­nia ani moral­nej wyż­szo­ści. By zmniej­szyć poczu­cie zagro­że­nia, pyta­nia powinny doty­czyć "ludzi z tej samej branży", a nie wypy­ty­wa­nej osoby. W moim przy­padku stra­te­gia ta oka­zała się sku­teczna. Po kilku ogól­nych uwa­gach zwy­kle roz­mówca odno­sił się do kon­kret­nej sprawy zwią­za­nej z nim lub też z "kimś zna­nym". Rzadko korzy­sta­łem z dyk­ta­fonu. Z doświad­cze­nia wiem, że jest on dla roz­mów­ców źró­dłem dys­kom­fortu, który spra­wia, że odpo­wia­dają wykręt­nie. Pre­fe­ruję więc robie­nie nota­tek. Przy­po­mina to roz­mówcy o celu spo­tka­nia (czyli bada­niach nauko­wych prze­zna­czo­nych do publi­ka­cji), jed­no­cze­śnie zmniej­sza­jąc nie­bez­pie­czeń­stwo nie­wła­ści­wego wyko­rzy­sta­nia pozy­ska­nych infor­ma­cji przez osobę, która je zbiera9.

Życie mafii nie jest oparte wyłącz­nie na wywia­dach, które prze­pro­wa­dzi­łem oso­bi­ście. Wręcz prze­ciw­nie. Znaczną część źró­deł sta­no­wią akta sądowe, dane bio­gra­ficzne i roz­mowy nagrane przez poli­cję pod­czas pro­wa­dzo­nych docho­dzeń. Ni­gdy nie zapo­mi­nam, że mate­riał ten zgro­ma­dzony został w celach bar­dzo odmien­nych od moich. Głu­potą byłoby jed­nak pomi­jać cał­ko­wi­cie takie bogac­two infor­ma­cji. Ślę­cząc nad aktami sądo­wymi, zna­leźć można bez­cenne infor­ma­cje na temat życia ludzi, o któ­rych piszę. Mate­riały z pod­słu­chów, gdy roz­mówcy nie zdają sobie sprawy, że są pod­słu­chi­wani, pozwa­lają nam nie­zau­wa­że­nie przy­glą­dać się wszyst­kim szcze­blom prze­stęp­czej hie­rar­chii, od sze­fo­stwa po ulicz­nych żoł­nie­rzy, i dowie­dzieć się bar­dzo wiele na temat codzien­nych aspek­tów ich życia i dzia­łal­no­ści. Takiego oglądu nie zyska ni­gdy żaden etno­graf. Świa­dom ogra­ni­cze­nia każ­dego rodzaju danych, pod­ją­łem się stwo­rze­nia histo­rii wia­ry­god­nej i zgod­nej z więk­szo­ścią źró­deł. To, czy mi się to udało, oceni osta­tecz­nie czy­tel­nik.

W książce tej zamie­rzam uwy­pu­klić ludzką stronę prze­stęp­czych spi­sków. Opi­suję w niej mafio­sów jako ludzi wcale nie mądrzej­szych od nas, popeł­nia­ją­cych błędy, nie­kiedy dają­cych się oszu­kać, koń­czą­cych w trum­nie lub za krat­kami. Wyko­rzy­stu­jąc struk­turę nor­mal­nego życia, opi­suję skom­pli­ko­wane wyzwa­nia, z jakimi mie­rzą się mafiosi kie­ru­jący swo­imi orga­ni­za­cjami. Tak jak my wszy­scy, mafiosi rodzą się i dora­stają, nie­kiedy biorą ślub, znaj­dują pracę lub pro­wa­dzą firmę, oszczę­dzają i inwe­stują pie­nią­dze, zaj­mują się poli­tyką, cho­rują i w końcu umie­rają. Osiem eta­pów życia sta­nowi roz­działy tej książki: "Naro­dziny", "Praca", "Zarzą­dza­nie", "Pie­nią­dze", "Miłość", "Samo­ocena", "Poli­tyka" i "Śmierć". Każdy z roz­dzia­łów otwiera szcze­gó­łowo przed­sta­wiona opo­wieść. Dalej zaj­muję się pły­ną­cymi z niej wnio­skami.

W "Naro­dzi­nach" naj­waż­niej­szą posta­cią jest Niko­łaj Zykow, szef mafii rosyj­skiej. Tak jak Mas­sey z Sal­fordu, Zykow zaj­mo­wał się wymu­sza­niem hara­czy i pró­bo­wał uczy­nić z sie­bie przy­wódcę spo­łecz­no­ści. Nale­żał do zro­dzo­nego w radziec­kich wię­zie­niach taj­nego brac­twa, któ­rego ide­olo­gią był sprze­ciw wobec wszyst­kiego, co radziec­kie. Brac­two miało także rytuał ini­cja­cyjny - pro­ces ponow­nych naro­dzin przy­szłego członka - bar­dzo podobny do tych w innych mafiach (a nie­obecny wśród gan­gów z Sal­fordu). Z koń­cem Związku Radziec­kiego brac­two to stało się poważ­nym gra­czem w kry­mi­nal­nym pół­światku wielu kra­jów i - jak inne mafie - aspi­ro­wało do prze­ję­cia kon­troli nad ryn­kami i tery­to­riami.

W "Pracy" biorę na cel Anto­nina Rotolo, noszą­cego oku­lary szefa mafij­nej Rodziny Paglia­relli z Palermo. Na pod­sta­wie wie­lo­go­dzin­nych nagrań z pod­słu­chów rekon­stru­uję, jak wymu­szał hara­cze w swo­jej oko­licy i jak jego zastępca zapla­no­wał powrót cosa nostry do hur­to­wego han­dlu nar­ko­ty­kami dzięki soju­szowi z mafią wło­sko-ame­ry­kań­ską. Opi­suję też sytu­ację, z jaką Anto­nino i inni sze­fo­wie mie­rzyli się od roku 2008, w tym kry­zys gospo­dar­czy, nie­usta­jącą pre­sję poli­cji, aresz­to­wa­nia oraz poja­wie­nie się imi­gran­tów zza Morza Śró­dziem­nego, któ­rzy nie mieli ochoty uznać rzą­dów cosa nostry. Repu­ta­cja sycy­lij­skiej cosa nostry nie jest już tak zło­wroga jak kie­dyś.

W "Zarzą­dza­niu" na scenę wcho­dzi Merab, szef postra­dziec­kiego mafij­nego klanu Kuta­isi. Śle­dzimy go, gdy mie­rzy się z wyzwa­niem wro­giego klanu z Tbi­lisi, zabi­ja­ją­cego jego ludzi w całej Euro­pie. Jak powi­nien zare­ago­wać? Czy roz­pę­tać praw­dziwą wojnę, czy też wypra­co­wać dłu­go­fa­lową stra­te­gię izo­lo­wa­nia swo­ich wro­gów, zanim ude­rzy? Dowie­cie się z lek­tury. Zdo­bę­dzie­cie przy oka­zji cenną wie­dzę na temat zarzą­dza­nia.

Mafie muszą robić coś z gro­ma­dzo­nymi pie­niędzmi. W "Pie­nią­dzach" idę więc tro­pem środ­ków mafii rosyj­skiej pły­ną­cych z Moskwy do Nowego Jorku, Lon­dynu i Rzymu. Ozna­czam trzech klu­czo­wych gra­czy w tym pro­ce­sie: mafiosa, zaufa­nego dostawcę usług zaj­mu­ją­cego się prze­miesz­cza­niem i inwe­sto­wa­niem brud­nego kapi­tału oraz ban­kie­rów, któ­rzy przy­my­kają na to wszystko oko. Dowiemy się, że nie­kiedy mafiosi bywają oszu­ki­wani przez ban­kie­rów i pośred­ni­ków.

W "Miło­ści" opi­suję oso­bi­stą roz­mowę pomię­dzy pew­nym mafio­sem a jego part­nerką. Choć ona nie ma wstępu do wyłącz­nie męskiego bra­ter­stwa cosa nostry, on orga­ni­zuje dla niej szcząt­kowy rytuał ini­cja­cji. Siła miło­ści każe mu zła­mać pod­sta­wowe zasady mafii i zwie­rzyć się swo­jej uko­cha­nej. Głę­bo­kie uczu­cie do part­nerki może w znacz­nej mie­rze osła­bić spój­ność orga­ni­za­cji, toteż mafie sta­rają się kon­tro­lo­wać uczu­cia i emo­cje swo­ich żoł­nie­rzy.

W "Samo­oce­nie" główną posta­cią jest "Zła­many Ząb" Wan, władca szu­lerni w Makau, który zaspon­so­ro­wał pro­duk­cję filmu o sobie samym. Jed­nakże powstałe dzieło nie­zu­peł­nie mu odpo­wia­dało. Film może być potęż­nym narzę­dziem pro­mo­cyj­nym. Choć mafie pra­gną kon­tro­lo­wać swój wize­ru­nek, filmy krę­cone przy ich bez­po­śred­nim udziale nie podo­bają się wyra­fi­no­wa­nej publicz­no­ści. Moim zda­niem naj­lep­sza jest reklama pośred­nia, tak jak w fil­mach z serii Ojciec chrzestny.

W "Poli­tyce" śle­dzę dzia­ła­nia dwóch hong­koń­skich triad, które ujaw­niają tajem­nice napa­ści mafii na stu­den­tów 3 paź­dzier­nika 2014 r. Wydaje się, że bli­skość Chin pod­ko­puje auto­no­mię hong­koń­skich triad i zmie­nia je w narzę­dzie na usłu­gach geo­po­li­tycz­nego mocar­stwa. Ogól­nie zaś poka­zuję w tym roz­dziale, jak mafia może stać się pań­stwem i jak pań­stwa bar­dzo czę­sto przy­po­mi­nają mafie.

W roz­dziale "Śmierć" opi­suję nie­które z ulu­bio­nych przez mafio­sów metod zabi­ja­nia ludzi, koń­czę zaś omó­wie­niem dzia­łań, które osła­bi­łyby mafie, a w końcu je zabiły. W Post mor­tem zaś wra­cam do Permu, by przy gro­bie Zykowa snuć wnio­ski na przy­szłość. W przy­pi­sach umiesz­czo­nych na końcu książki wska­zuję źró­dła, z któ­rych korzy­sta­łem, oraz podaję pro­po­zy­cje, po które można się­gnąć, by dalej zgłę­biać temat.

Ostat­nie słowo na temat Mas­seya pocho­dzi od spo­tka­nej w Sal­for­dzie osoby, która dobrze go znała: "Gdy zabili Mas­seya, poczu­łem smu­tek. Wysze­dłem z biura i po pro­stu sie­dzia­łem na ławce. Dla­czego było mi smutno? Tak, był prze­stępcą, ale potra­fił też utrzy­mać porzą­dek, kon­tro­lo­wać sytu­ację. Teraz prze­moc się nasili". Nawet naj­bar­dziej zło­wro­dzy mafiosi zaczy­nają jako drobne osie­dlowe ban­dziorki, tak jak Mas­sey. Choć nie powin­ni­śmy przy­pi­sy­wać tym ludziom nad­na­tu­ral­nych umie­jęt­no­ści, błę­dem byłoby ich nie doce­niać. Zdol­ność tych orga­ni­za­cji do two­rze­nia pew­nego spo­łecz­nego porządku na bazie stra­chu i nie­spra­wie­dli­wo­ści jest czymś fascy­nu­ją­cym i prze­ra­ża­ją­cym zara­zem. Możemy to igno­ro­wać tylko na wła­sne ryzyko10.

Za życia Mas­sey zaprze­czył tym plot­kom. [wróć]

1

NARO­DZINY

Niko­łaj Zykow w Per­mie, Rosja, 1993 r.

Pod sam koniec ist­nie­nia Związku Radziec­kiego wyru­szy­łem na wyprawę odkryw­czą. Szu­ka­łem bytu wów­czas jesz­cze tajem­ni­czego, czyli "mafii rosyj­skiej". Od roku 1989 regu­lar­nie jeź­dzi­łem do Moskwy i Peters­burga, przy­glą­da­jąc się nie­spo­dzie­wa­nemu zała­ma­niu gospo­darki pla­no­wej. Na chod­ni­kach ulicy Gor­kiego (wkrótce prze­mia­no­wa­nej na Twer­ską) zwy­kli ludzie sprze­da­wali tabletki anty­kon­cep­cyjne, pre­zer­wa­tywy, butelki wódki, cza­so­pi­sma anglo­ję­zyczne i zabawki. Co bar­dziej przed­się­bior­czy usta­wili impro­wi­zo­wane drew­niane kon­struk­cje zwane kio­skami. Rosja­nie mogli teraz otwie­rać firmy i han­dlo­wać, czym tylko chcieli. Tym­cza­sem mają­tek pań­stwowy był wyprze­da­wany. Do Rosji dotarła gospo­darka ryn­kowa, przy­no­sząc ze sobą bez­ład i prze­moc. Rosyj­ski kapi­ta­lizm był w prak­tyce pozba­wiony regu­la­cji. Zewsząd dono­szono o wymu­sze­niach hara­czy. Na głów­nym placu tar­go­wym Moskwy kupcy musieli pła­cić po sto rubli dzien­nie za miej­sce. Jed­nakże na początku lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX w. w Moskwie pro­ble­mem były nie tylko sprzeczne regu­la­cje i powszechne wymu­sze­nia. Ludzie wąt­pili w struk­tury pań­stwowe do tego stop­nia, że wszel­kie prawa zda­wały się tra­cić zna­cze­nie. Nikt nie wie­dział już, co jest legalne, a co jest prze­stęp­stwem11.

Oczy­wi­ście mówiono, że za wszelką nie­przy­pad­kową dzia­łal­no­ścią kry­mi­nalną opi­sy­waną w mediach stała "mafia". Słów takich jak "mafia" czy "zor­ga­ni­zo­wana prze­stęp­czość" ni­gdy nie uży­wano samo­dziel­nie. Zda­niem rosyj­skiego dzien­ni­ka­rza Arka­dija Waks­berga, autora książki Soviet mafia ("Radziecka mafia"), okre­śle­nie "mafia" odno­siło się do "całego radziec­kiego sys­temu wła­dzy, wszyst­kich jego prze­ja­wów ide­olo­gicz­nych, poli­tycz­nych, gospo­dar­czych i admi­ni­stra­cyj­nych", który wysy­sał naj­więk­sze perły kom­pleksu woj­skowo-prze­my­sło­wego ZSRR12. Dla innych odno­siło się do nowego gatunku ludzi, "oli­gar­chów", zupeł­nie nie­zna­nych naukow­ców i stu­den­tów, któ­rzy w kilka mie­sięcy zgro­ma­dzili for­tuny. Wyku­py­wali media, wywie­rali wpływ na sła­bego pre­zy­denta i dys­po­no­wali pry­wat­nymi armiami, któ­rych nie wahali się użyć do osią­gnię­cia swych celów. Dla mnie - przy­szłego bada­cza kry­mi­nal­nego pół­światka - fru­stru­jący był fakt uży­wa­nia okre­śle­nia "mafia" na każdy rodzaj dzia­łal­no­ści kry­mi­nal­nej. Podob­nie nie­zli­czeni auto­rzy, poli­tycy i mnó­stwo doku­men­tów - w tym ofi­cjalna defi­ni­cja Unii Euro­pej­skiej - okre­ślają "zor­ga­ni­zo­waną prze­stęp­czość" po pro­stu jako grupę wię­cej niż dwóch osób, które zma­wiają się celem zła­ma­nia prawa, co wła­ści­wie odnosi się do wszel­kich form łama­nia prawa.

Nie­wielu wów­czas pamię­tało, że przed­car­ska Rosja i Zwią­zek Radziecki posia­dały roz­bu­do­wane pod­zie­mie kry­mi­nalne, na któ­rego czele stało bra­ter­stwo sze­fów zna­nych jako "wory w zako­nie"13. Okre­śle­nie to można prze­tłu­ma­czyć jako "ludzie, któ­rzy żyją zgod­nie z kodek­sem", jed­nakże naj­czę­ściej odczy­ty­wano je jako "hono­rowi zło­dzieje". Ich histo­ria ma swój począ­tek w dzie­więt­na­sto­wiecz­nych "cechach" zwy­kłych zło­dziei1. Dysy­denci, któ­rzy zna­leźli się w GUŁagu w cza­sach komu­ni­stycz­nych, spo­tkali nie­któ­rych z nich i opi­sali ich zacho­wa­nie2. Maxi­mi­lien de San­terre14, rosyj­sko-fran­cu­ski szpieg uro­dzony w roku 1924, a w 1946 ska­zany na dwa­na­ście lat łagru, pisał w swo­ich wspo­mnie­niach, że nie­któ­rzy kry­mi­na­li­ści wśród zeków przy­jęli cha­rak­te­ry­styczny ubiór i spo­soby zacho­wa­nia. Nosili "na szyi ręcz­nie wyko­nane alu­mi­niowe krzyże", "czę­sto byli bro­daci i nie­mal zawsze wypusz­czali na spodnie koszulę, na którą wkła­dali po kilka kami­ze­lek". Ich ciała pokry­wały tatu­aże, zwłasz­cza na pier­siach, które zdo­bił "wize­ru­nek modlą­cych się anio­łów po dwóch stro­nach krzyża, pod tym zaś słowa "Panie, ocal swego nie­wol­nika!" albo "Wie­rzę w Boga", co sym­bo­li­zo­wało głę­boki zwią­zek z reli­gią. Mówili wła­snym dia­lek­tem, któ­rego gra­ma­tyka odpo­wia­dała rosyj­skiej, lecz posia­da­ją­cym odrębne słow­nic­two"3.

War­łam Sza­ła­mow, który spę­dził w łagrach łącz­nie pięt­na­ście lat (1937-1953), znany na Zacho­dzie jako autor zbioru Opo­wia­da­nia kołym­skie, napi­sał w końcu lat pięć­dzie­sią­tych osiem ese­jów na temat świata prze­stęp­czego, opi­su­jąc też worów w zako­nie. Jego zda­niem pre­zen­to­wali oni nie­ustan­nie swój opór wobec radziec­kiej wła­dzy, jak rów­nież mieli wyraźne, choć wypa­czone zasady moralne. Ci prze­stępcy zor­ga­ni­zo­wani byli w grupy posia­da­jące wła­sne prawa, zwy­czaje, język i szcząt­kowy wewnętrzny podział pracy roz­cią­ga­jący się na sze­reg okrę­gów, a nawet repu­blik. W latach pięć­dzie­sią­tych bez­li­to­sna wewnętrzna walka pomię­dzy "uczci­wymi" worami, któ­rzy odmó­wili służby ojczyź­nie pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej, a tymi, któ­rzy zgo­dzili się wstą­pić do spe­cjal­nego oddziału zło­żo­nego z zeków, dopro­wa­dziła do nie­mal cał­ko­wi­tego wynisz­cze­nia brac­twa. Oca­lała tylko garstka.

Jed­nakże garstka ta roz­ro­sła się w latach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych, by zająć ide­alną pozy­cję do sko­rzy­sta­nia z zamętu i nie­ure­gu­lo­wa­nej gospo­darki ryn­ko­wej w latach dzie­więć­dzie­sią­tych, gdy wory ponow­nie poja­wili się w mediach jako naro­dowe brac­two gra­jące ważną rolę w Rosji i poza jej gra­ni­cami. W tych latach jeden z gru­ziń­skich worów został w swym kraju mini­strem, odgry­wa­jąc istotną rolę w obję­ciu przez Edu­arda Sze­ward­na­dze urzędu pre­zy­denta w 1992 r.15 Wory w końcu tra­fili do zachod­niej kul­tury popu­lar­nej. Film Davida Cro­nen­berga Wschod­nie obiet­nice z 2007 r. opo­wiada o grupce worów w Lon­dy­nie. Niko­łaj, grany przez Viggo Mor­ten­sena, zdo­bywa zaufa­nie sta­rego szefa i zostaje przy­jęty, ukry­wa­jąc fakt, że jest funk­cjo­na­riu­szem wymiaru spra­wie­dli­wo­ści. W powie­ści Johna le Carré Zdrajca w naszym typie z 2010 r. boha­te­rem jest Dima, "naj­lep­szy na świe­cie spe­cja­li­sta od pra­nia brud­nych pie­nię­dzy"4, uro­dzony w rosyj­skim Per­mie. Dima jest peł­no­praw­nym człon­kiem brac­twa worów, któ­rych usi­łuje zdra­dzić, by rato­wać rodzinę5.

W początku lat dzie­więć­dzie­sią­tych na Zacho­dzie nie sły­szano jesz­cze o worach, gdy posta­no­wi­łem udać się na pro­win­cję, w nadziei uzy­ska­nia jaśniej­szej niż w burz­li­wej Moskwie odpo­wie­dzi na pyta­nie: czy wory są postra­dziecką wer­sją mafii, czy też pozba­wioną zna­cze­nia odmianą sta­rego kry­mi­nal­nego folk­loru. Jako że moja ówcze­sna bry­tyj­ska uczel­nia posia­dała pro­gram wymiany z Per­mem, dużym mia­stem u stóp Uralu, na gra­nicy Sybe­rii Zachod­niej, posta­no­wi­łem się tam udać. W tym cza­sie o mie­ście tym wie­dzia­łem nie­wiele. Tuż przed wyru­sze­niem w podróż badaw­czą naby­łem egzem­plarz Dok­tora Żywago, opu­bli­ko­wa­nej w 1957 r. powie­ści Borysa Paster­naka, któ­rej akcja toczy się w fik­cyj­nym mie­ście Juria­tin wzo­ro­wa­nym na Per­mie16. W cza­sie wojny domo­wej o praw­dziwy Perm, tak jak o fik­cyjny Juria­tin, toczyły się zacięte walki pomię­dzy czer­wo­nymi a bia­łymi; ci ostatni ska­pi­tu­lo­wali dopiero w 1919 r. Od roku 1941, gdy Sta­lin poprze­no­sił na Ural fabryki uzbro­je­nia, Perm stał się cen­trum pro­duk­cji sil­ni­ków odrzu­to­wych, wsku­tek czego mia­sto było zamknięte dla obco­kra­jow­ców aż po ostat­nie dni pie­rie­strojki. Do mia­sta przy­by­łem w chwili, gdy Zwią­zek Radziecki wyda­wał ostat­nie tchnie­nie. W tym cza­sie naj­lep­szym spo­so­bem, by tam dotrzeć, był pociąg - nowo­cze­śniej­sza wer­sja wago­nów opi­sa­nych tak dokład­nie przez Paster­naka. Eks­pres Kama - nazwany tak od prze­ci­na­ją­cej doce­lowe mia­sto rzeki - odcho­dził każ­dego popo­łu­dnia z Dworca Jaro­sław­skiego w Moskwie. Po około dwu­dzie­sto­dwu­go­dzin­nej podróży dotar­łem do celu.

Na zewnątrz Perm nie pozbył się jesz­cze śla­dów po poprzed­niej wła­dzy: na­dal stały pomniki radziec­kich przy­wód­ców i boha­te­rów oraz tablice z foto­gra­fiami przo­dow­ni­ków pracy. Hostel, w któ­rym zna­la­złem pokój, znaj­do­wał się przy ulicy Lenina. Wyda­wało się, że życie tu jest opóź­nione i ta pro­win­cjo­nalna pla­cówka nie osią­gnęła jesz­cze "dzi­ko­ści sto­licy", jak ujął to Paster­nak. Swój pobyt w Per­mie roz­po­czą­łem od roz­mów z kio­ska­rzami i drob­nymi przed­się­bior­cami. Dowie­dzia­łem się bar­dzo wiele na temat kło­po­tów z pro­wa­dze­niem inte­resu w mie­ście oraz bez­ład­nego sys­temu kon­troli zapro­wa­dzo­nego przez urzęd­ni­ków skar­bo­wych i sko­rum­po­waną mili­cję, a jed­no­cze­śnie udało mi się zbli­żyć do ludzi, któ­rych szu­ka­łem. Wszy­scy kio­ska­rze, znaj­du­jący się na dnie nowej klasy kapi­ta­li­stycz­nej, pła­cili haracz za ochronę gan­gowi kon­tro­lu­ją­cemu oko­licę, w któ­rej pro­wa­dzi­łem swe poszu­ki­wa­nia. Pew­nego razu sie­dzia­łem w nocy ze Stie­pa­nem, zaprzy­jaź­nio­nym sprze­dawcą. Byłem świad­kiem jego spo­tka­nia z "poborcą" miej­sco­wej grupy prze­stęp­czej. Około dru­giej nad ranem przy­był wresz­cie wysłan­nik miej­sco­wego szefa. Ospo­waty były bok­ser o byczym karku pod­je­chał samo­cho­dem i zapro­sił doń mojego nowego przy­ja­ciela. Pozwo­lono mi wsiąść z nimi. Stie­pan wytłu­ma­czył, kim jestem i czego chcę. Sie­dzia­łem na tyl­nej kana­pie, wpa­trzony w tył ich głów, jed­nakże udało mi się nawią­zać roz­mowę z tym drob­nym hara­czow­ni­kiem. Nie był czło­wie­kiem szcze­gól­nie roz­mow­nym, jed­nak potwier­dził to, co wyczy­ta­łem w lokal­nej pra­sie. Że sze­fem mafii w Per­mie miał być Niko­łaj Stie­panowicz Zykow, prze­zwi­sko Jaku­tio­nok.

Prze­łom nastą­pił po kilku tygo­dniach, pod­czas wywiadu z miej­sco­wym urzęd­ni­kiem. Dzięki jego pomocy (i wysił­kom innych, któ­rych nazwisk nie wymie­nię), Zykow zgo­dził się spo­tkać ze mną w restau­ra­cji Gór­ski Krysz­tał na przed­mie­ściach. Dotar­łem do dziel­nicy prze­my­sło­wej, zanim zna­la­złem lokal. W tym cza­sie Gór­ski Krysz­tał był jedną z naj­więk­szych restau­ra­cji w mie­ście, znaj­du­jącą się na tere­nie daw­nej fabryki uten­sy­liów kuchen­nych. Była to radziecka jadło­daj­nia, dłu­gie, mroczne, pozba­wione okien pomiesz­cze­nie z poroz­rzu­ca­nymi sto­li­kami. W środku pano­wał zaduch, nie było okien. Przed wej­ściem zosta­łem obszu­kany przez bram­ka­rzy, jak­bym wcho­dził do noc­nego klubu. Wresz­cie dotar­łem do końca zady­mio­nej sali, gdzie znaj­do­wała się świeżo wznie­siona scena. Zykow czy­nił honory, sie­dzący zaś kilka kro­ków dalej goście mogli dostrzec nieco z jego świata. Sie­dział u szczytu stołu, ple­cami do ściany. Uro­dzony 8 czerwca 1953 r. Zykow, etniczny Rosja­nin, był drob­nym, szczu­płym, opa­no­wa­nym czło­wie­kiem. Miał na sobie biały gar­ni­tur i spo­koj­nie patrzył swymi mig­da­ło­wymi oczyma. Spo­sób, w jaki się poru­szał, zdra­dzał kogoś świa­do­mego swej wła­dzy. Gdy go pozna­łem, miał już na kon­cie osiem wyro­ków za różne prze­stęp­stwa, od gwałtu, przez jazdę po pija­nemu, po nie­le­galne posia­da­nie broni. Dostrze­głem nie­wiel­kie kropki tatu­ażu na jego kłyk­ciach, tra­dy­cyjne wię­zienne ozna­cze­nie liczby odsie­dzia­nych wyro­ków. Wokół stołu krę­ciło się sporo wyzy­wa­jąco ubra­nych kobiet. Gło­śna muzyka utrud­niała roz­mowę.

Można byłoby się spo­dzie­wać, że pra­gną­łem zapy­tać tego czło­wieka o jakieś nie­dawne nie­wy­ja­śnione wyda­rze­nia z trwa­ją­cych w mie­ście wojen o wpływy czy też wypy­tać o sza­le­jącą korup­cję w sze­re­gach lokal­nej admi­ni­stra­cji. Wręcz prze­ciw­nie, byłoby to nazbyt nie­bez­pieczne. Zaczą­łem od pyta­nia, co sądzi na temat moral­nego cha­osu ogar­nia­ją­cego wów­czas Rosję i jakie widzi spo­soby zara­dze­nia mu. Odpo­wiedź nie zajęła mu wiele czasu: "Jedy­nymi auto­ry­te­tami moral­nymi w dzi­siej­szej Rosji są Cer­kiew pra­wo­sławna i wory w zako­nie. Tak Cer­kiew, jak i wory sprze­ci­wiają się radziec­kiej wła­dzy. Gdy nastał komu­nizm, wory nie chcieli respek­to­wać zasad radziec­kiego spo­łe­czeń­stwa. Ni­gdy nie wkła­dali mun­du­rów i byli zaprzy­się­głymi wro­gami reżimu. Nie cenili pie­nię­dzy ani dóbr mate­rial­nych. W obo­zach wory sza­no­wali tylko duchow­nych zeków". Nieco bar­dziej wąt­pliwe były jego słowa, że wory zawsze ota­czali sza­cun­kiem kobiety, a zwłasz­cza swe matki (czę­sto tatu­owali sobie na cia­łach słowo "matka"). W jego oczach wory sta­no­wili rezer­wuar utra­co­nej przez kraj moral­no­ści.

Po dłuż­szych naga­by­wa­niach Zykow zgo­dził się opi­sać mi pro­ces - nazy­wany "chrztem" albo "koro­na­cją" - sta­wa­nia się worem. Zawo­dowi prze­stępcy pra­gnący wstą­pić w sze­regi brac­twa są przez wiele lat pil­nie obser­wo­wani przez jego człon­ków. Muszą żyć zgod­nie ze ści­słym sys­te­mem zasad i wyka­zać, że mają "głę­bo­kie prze­ko­na­nia" zgodne ze świa­to­po­glą­dem worów. Tak jak Cer­kiew, uznają się za auto­ry­tet moralny w kraju, który stra­cił orien­ta­cję. Po kilku latach ter­mi­no­wa­nia jeden ze star­szych człon­ków wpro­wa­dza mło­dego prze­stępcę do brac­twa. Sama cere­mo­nia nie­mal się nie zmie­niła od lat dwu­dzie­stych XX w. Zwy­kle odbywa się pod­czas przy­ję­cia uro­dzi­no­wego, choć dowie­dzia­łem się, że sam Zykow swoją ini­cja­cję prze­żył pod­czas odsiadki. W cza­sie cere­mo­nii jeden z worów wygła­sza prze­mó­wie­nie, w któ­rym poleca nowi­cju­sza, wychwa­la­jąc jego kry­mi­nalną karierę i wspo­mi­na­jąc jego wyczyny w świe­cie prze­stęp­czym. Człon­ko­wie star­szy­zny worów docho­dzą do wnio­sku, że nowi­cjusz prze­strzega worow­skiej tra­dy­cji, że jest godzien stać się przy­wódcą innych prze­stęp­ców, potrafi roz­są­dzać spory spra­wie­dli­wie i uczci­wie, że będzie umiał korzy­stać ze swej wła­dzy i że będzie w sta­nie zdo­być środki na wspar­cie wspól­nego fun­du­szu6. Naj­waż­niej­szą rze­czą, jaką należy usta­lić pod­czas ini­cja­cji, jest to, czy przy­szły wor nie ma żad­nych związ­ków z wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści i czy nie pra­co­wał kie­dyś dla insty­tu­cji pań­stwo­wych. Gdy wszy­scy obecni uznają wyja­śnie­nia za satys­fak­cjo­nu­jące, uczest­nicy cere­mo­nii biorą się za ręce i wypo­wia­dają przy­sięgę wier­no­ści światu kry­mi­nal­nemu. Zaraz po przy­się­dze naj­star­szy wor wygła­sza zasady obo­wią­zu­jące w orga­ni­za­cji. "Uni­kać wszel­kich spo­rów z innymi worami i nie pod­wa­żać ich auto­ry­tetu. Sza­no­wać wyroki worow­skich try­bu­na­łów i czyn­nie gro­ma­dzić fun­du­sze dla brac­twa. Ni­gdy nie słu­żyć pań­stwu ani nie wstę­po­wać do woj­ska, nie pła­cić podat­ków, nie pra­co­wać w służ­bie wię­zien­nej. Żonę można mieć, ale brac­two jest na pierw­szym miej­scu. Bierny homo­sek­su­alizm jest surowo zaka­zany. Worów nie opu­ścisz ni­gdy!" Po recy­ta­cji zasad kan­dy­dat otrzy­muje nowe prze­zwi­sko. W przy­padku Zykowa brzmiało ono Jaku­tio­nok i odno­siło się do Jaku­cji - regionu, w któ­rym odsia­dy­wał wyrok wię­zie­nia. Przy­zna­nie nowego imie­nia sym­bo­li­zuje począ­tek nowego życia i łączy się mocno z rytu­al­nym nada­wa­niem nowego imie­nia prak­ty­ko­wa­nym przez Cer­kiew pra­wo­sławną wobec księży i mni­chów (jak zauwa­żył radziecki histo­ryk "spro­wa­dza się to do zło­że­nia szcze­gól­nych ślu­bów zakon­nych17). Wie­ści o "koro­na­cji" prze­ka­zy­wane są w światku kry­mi­nal­nym tak przy­ja­cio­łom, jak i wro­gom.

Po zakoń­cze­niu cere­mo­nii nowy wor może wresz­cie wyta­tu­ować sobie na ciele oznaki zyska­nego sta­tusu. Czyni się to bru­tal­nie, wyko­nu­jąc rysunki za pomocą igieł i brzytw. Naj­bar­dziej popu­larne są motywy reli­gijne. Kru­cy­fiks jest atry­bu­tem doświad­czo­nego zło­dzieja, a liczba cer­kiew­nych bań ozna­cza liczbę otrzy­ma­nych wyro­ków. Wię­zienna odsiadka dla worów utoż­sa­miana jest z reli­gij­nym obo­wiąz­kiem. Obraz Madonny z Dzie­ciąt­kiem, czer­pany z tra­dy­cyj­nej pra­wo­sław­nej sztuki pisa­nia ikon, ozna­cza "wobec przy­ja­ciół nie mam nic na sumie­niu" oraz "ni­gdy nie zdra­dzę". Sama Madonna ozna­cza "wię­zie­nie jest mym domem". Innymi moty­wami tatu­aży worow­skich są król trefl albo król pik, czaszki oraz skrzy­dła (szcze­gól­nie skrzy­dła orła, cza­sami nie­to­pe­rza). Gwiazdy, czaszki i korony ozna­czają wora z auto­ry­te­tem, choć używa się także moty­wów reli­gij­nych oraz wyobra­żeń dzi­kich zwie­rząt.

Z bie­giem lat ciało wora zmie­nia się w plą­ta­ninę obra­zów sta­no­wią­cych opo­wieść o jego życiu. Wyta­tu­owana skóra wora jest odpo­wied­ni­kiem mun­duru, z sym­bo­lami wła­dzy, odzna­cze­niami, ozna­kami stopni i baret­kami za prze­byte kam­pa­nie. Wszyst­kie jego osią­gnię­cia i klę­ski, awanse i degra­da­cje, wyroki wię­zie­nia i prze­nie­sie­nia są dokład­nie zapi­sy­wane na jego skó­rze. Sam tatuaż w rosyj­skiej gryp­se­rze nazy­wany jest "reklamą", "insy­gniami", "pismem" lub "klej­mem"7, co suge­ruje, że prak­tyka ta ozna­cza publiczną dekla­ra­cję przy­na­leż­no­ści do kry­mi­nal­nego świata. Tatu­uje się wszyst­kie czę­ści ciała: rysunki nanosi się nawet na powieki i na penisa. By igła nie prze­biła gałki ocznej, pod powiekę wkłada się meta­lową łyżkę.

Jeśli wory odkryją, że współ­wię­zień nosi tatu­aże, do któ­rych nie ma prawa, czeka go bru­talna kara - a nawet śmierć. Jeśli na przy­kład ktoś wyta­tu­uje sobie bez­praw­nie pier­ścień na palcu, palec ten jest obci­nany. W innych przy­pad­kach tatuaż jest usu­wany razem ze skórą, ale wino­wajca może zacho­wać życie. Nowo przy­by­łym więź­niom naj­wyżsi auto­ry­te­tem osa­dzeni (znani jako "cha­rak­ter­niacy") zadają pyta­nie: "Czy zasłu­gu­jesz na swoje tatu­aże?". Jeśli posia­dane tatu­aże nie odzwier­cie­dlają rangi osa­dzo­nego, musi on je usu­nąć nożem, papie­rem ścier­nym, odłam­kiem szkła lub kawał­kiem cegły18.

Rytuał "koro­na­cji" ma być naj­waż­niej­szym wyda­rze­niem w życiu wora. "Czu­jesz się wyjąt­kowo. Potem nikt nie ma prawa cię tknąć" - mówił mi Zykow. Wkrótce się oka­zało, że pla­no­wał cere­mo­nię dla swego zastępcy, który miał za kilka mie­sięcy zostać przy­jęty do worów. Wyda­rze­nie to odbyło się w czerwcu 1994 r., wraz z uro­dzi­nami Zykowa. Główną róż­nicą pomię­dzy sta­rymi worami z cza­sów GUŁagu a ich nowymi odpo­wied­ni­kami w post­so­wiec­kiej Rosji było zna­cze­nie wyroku. Od końca komu­ni­zmu wię­zie­nie odgry­wało znacz­nie mniej­szą rolę w karie­rze prze­stęp­czej niż wcze­śniej. W Rosji lat dzie­więć­dzie­sią­tych mniej osób odby­wało dłu­go­let­nie wyroki wię­zie­nia, moż­li­wo­ści gro­ma­dze­nia bogactw stały się zaś nie­po­rów­ny­wal­nie więk­sze. Sze­fo­wie bywali bar­dzo bogaci i za łapówki wyku­py­wali się z odsiadki. Brac­two szybko się dosto­so­wało: odtąd nie zaka­zy­wano ani nie znie­chę­cano do gro­ma­dze­nia majątku, a nawet do pracy dla insty­tu­cji pań­stwo­wych. Jed­nakże naj­waż­niejsi spo­śród worów na­dal cenili doświad­cze­nie, jakie gro­ma­dziło się za kra­tami. Szef mafii gru­ziń­skiej żalił się w roku 2012, że nie­któ­rzy bos­so­wie ni­gdy nie byli w wię­zie­niu. "Jak to jest moż­liwe? Wor powi­nien znać wię­zie­nie, izo­latkę, chłód, upał, głód, machorkę i bar­da­chę. Praw­dziwy wor musi to wszystko znać"19. W każ­dym razie w puti­now­skiej Rosji wielu gang­ste­rów zaczęło znów pozna­wać wię­zie­nia od środka.

8 czerwca 1994 r. słońce posłusz­nie zaświe­ciło nad kuror­tem na obrze­żach Permu, gdzie zor­ga­ni­zo­wano uro­dzi­nowe przy­ję­cie. Dla uczcze­nia czter­dzie­stych pierw­szych uro­dzin czo­ło­wego wora w mie­ście przy­byli goście z czte­rech kra­jów, sie­dem­na­stu regio­nów Rosji i sied­miu miast obwodu per­m­skiego. Wśród nich było wielu poszu­ki­wa­nych listami goń­czymi, lokalni poli­tycy, sze­fo­wie kom­bi­na­tów i firm, dyrek­tor hal tar­go­wych, pio­sen­karz, arty­sta malarz, pił­karz i czte­rech ele­wów z aka­de­mii woj­sko­wej. Cere­mo­nia ini­cja­cji odby­wała się w pry­wat­nym pomiesz­cze­niu na tyłach sali, pod­czas gdy zwy­kli śmier­tel­nicy pili wódkę, zagry­za­jąc rolad­kami z kur­czaka. Po zakoń­cze­niu cere­mo­nii kry­mi­na­li­ści wró­cili roz­ra­do­wani na salę. Jeden z nich dzier­żył dro­go­cenną pra­wo­sławną Biblię, z któ­rej zwi­sały skrawki papieru. Obwód per­m­ski8 miał odtąd do czy­nie­nia z jesz­cze jed­nym worem.

W świe­cie pora­dziec­kim zna­cze­nie miały nie oznaki daw­nego kry­mi­nal­nego folk­loru, ale to tajne sto­wa­rzy­sze­nie; liczy się ono także dzi­siaj. W roku 2012 admi­ni­stra­cja pre­zy­denta Obamy uznała worów (pod dzi­waczną nazwą Krąg Braci) za jedną z mię­dzy­na­ro­do­wych orga­ni­za­cji prze­stęp­czych sta­no­wią­cych naj­więk­sze zagro­że­nie dla bez­pie­czeń­stwa naro­do­wego20. Zna­leźli się tam wraz z neapo­li­tań­ską camorrą, japoń­ską yakuzą, mek­sy­kań­skimi Los Zetas oraz gan­giem MS-13. W roku 2015 sza­no­wana rosyj­ska agen­cja infor­ma­cyjna Pri­me­Crime.ru nali­czyła na całym świe­cie 485 sze­fów brac­twa, z czego 118 znaj­do­wało się za kra­tami21.

Na pod­sta­wie badań pro­wa­dzo­nych na tere­nie Permu dosze­dłem do wnio­sku, że wory w zako­nie dzielą nie­które cechy z tra­dy­cyj­nymi mafiami: mają rytuał, w trak­cie któ­rego kan­dy­dat jest wpro­wa­dzany przez tutora, pod­sta­wowe zasady prze­ka­zy­wane nowym rekru­tom, przy­sięgę oraz nową toż­sa­mość nada­waną nowo przy­ję­tym człon­kom. Obec­ność człon­ków z innych czę­ści kraju ozna­cza ogól­no­kra­jowy zasięg orga­ni­za­cji. Ponadto grupy worów są infor­mo­wane o nowych "koro­na­cjach". Obec­ność Biblii ozna­cza reli­gijny cha­rak­ter wyda­rze­nia. Jed­nym z głów­nych celów cere­mo­nii jest zro­bić wra­że­nie, wyci­snąć piętno na psy­chice rekruta i dać mu poczu­cie celu oraz wra­że­nie dołą­cze­nia do eks­klu­zyw­nego ciała uświę­co­nego przez Boga. Rytuał ten jest więc pod wie­loma waż­nymi wzglę­dami podobny do rytu­ałów sto­so­wa­nych przez naj­star­szą znaną mi mafię, pocho­dzącą z mojego rodzin­nego kraju: sycy­lij­ską cosa nostrę.

Nino Cal­de­rone dołą­cza do cosa nostry, Sycy­lia, 1962 r.

W latach osiem­dzie­sią­tych XX w. Anto­nio (Nino) Cal­de­rone był jed­nym z naj­bar­dziej zna­nych sycy­lij­skich mafio­sów, któ­rzy zde­cy­do­wali się współ­pra­co­wać z wło­skim wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści. Jego brat był sze­fem mafii w Kata­nii oraz prze­wod­ni­czą­cym regio­nal­nego komi­tetu sycy­lij­skiej mafii, w któ­rym repre­zen­to­wane były wszyst­kie Rodziny mafijne na wyspie. Anto­nio był zastępcą swego brata. Gdy zro­zu­miał, że prze­grywa toczoną w latach osiem­dzie­sią­tych wojnę mafijną, uciekł naj­pierw do Fran­cji, po czym oddał się w ręce władz. Zgo­dził się opo­wie­dzieć swą histo­rię, zapi­saną na tysią­cach stron pro­to­kołu sądo­wego, oraz w bio­gra­ficz­nej książce Men of Disho­nor ("Ludzie bez honoru"). Opi­sał wyczer­pu­jąco rytuał, jaki prze­szedł w roku 1962.

Anto­nio miał dwa­dzie­ścia dwa lata, gdy przy­łą­czył się do Katań­skiej Rodziny Mafii Sycy­lij­skiej22. Tak jak dla Zykowa i rosyj­skich worów przy­stą­pie­nie do cosa nostry - nazwa uży­wana przez sycy­lij­skich mafio­sów na okre­śle­nie swej orga­ni­za­cji - nie było pra­wem wyni­ka­ją­cym z wię­zów rodzin­nych prze­ka­zy­wa­nym z poko­le­nia na poko­le­nie. Trzeba było na nie zasłu­żyć. "Pro­wa­dzi się obser­wa­cje, naj­starsi człon­ko­wie przy­glą­dają się naj­le­piej roku­ją­cym mło­dzień­com. Naj­starsi mafiosi - przy­ja­ciele ojca, krewni matki - przy­glą­dają się mło­dym, tym, któ­rzy jakoś się wyróż­niają spo­śród innych. Ci staną się nowymi sze­fami, nowymi ludźmi honoru" - wyja­śniał Cal­de­rone w swo­jej auto­bio­gra­fii. Jak on sam zna­lazł się w sze­re­gach mafii? "Pew­nego dnia mój wujek powie­dział: "Nino, któ­re­goś dnia wie­czo­rem pój­dziemy sobie dobrze zjeść"". Anto­nio zro­zu­miał, że ma zostać "stwo­rzony". Gdy nad­szedł wyzna­czony dzień, zabrali go do wio­ski nie­opo­dal Etny. Tam, w nie­wiel­kim gospo­dar­stwie, Cal­de­rone spo­tkał wielu ludzi, któ­rych uwa­żał za człon­ków Rodziny. Było tam też jed­nak wielu innych, któ­rych nie podej­rze­wał o człon­ko­stwo w orga­ni­za­cji, co przy­po­mi­nało, że sycy­lij­ska cosa nostra jest orga­ni­za­cją zakon­spi­ro­waną i nawet dzieci wycho­wy­wane w takim oto­cze­niu nie poznają peł­nej listy jej człon­ków.

Wraz z Anto­niem ini­cja­cję przejść miało jesz­cze sied­miu innych mło­dzień­ców23. Spo­glą­dali po sobie z eks­cy­ta­cją, kiwa­jąc gło­wami. Potem do pomiesz­cze­nia wkro­czył regio­nalny szef Kata­nii - znany jako Przed­sta­wi­ciel - i rzekł: "Moi kochani chłopcy, czy wie­cie, czemu tu dziś jeste­ście? [...] Jeste­śmy tu dzi­siaj, ponie­waż chcemy prze­ka­zać wam wielki dar. Dzi­siaj was "stwo­rzymy"". Jak wyja­śnił, cosa nostra powstała w roku 1282 w cza­sie powsta­nia Sycy­lij­czy­ków prze­ciwko fran­cu­skim najeźdź­com (co jest zupełną nie­prawdą). Następ­nie Przed­sta­wi­ciel zapre­zen­to­wał obec­nym zasady cosa nostry. "Przede wszyst­kim, jeśli tylko spo­tka­cie czło­wieka honoru, który ucieka przed wła­dzą, musi­cie pamię­tać, że obo­wiąz­kiem innego czło­wieka honoru jest się nim zająć, a nawet ukryć go w razie potrzeby we wła­snym domu. Biada jed­nak temu, który posią­dzie córkę czy żonę innego. Jeśli to uczyni, już jest tru­pem. Jeśli tylko dowie­cie się, że czło­wiek honoru tknął żonę innego, czło­wiek ten musi umrzeć. Po dru­gie, cokol­wiek się wyda­rzy, ni­gdy nie idź­cie do sbirri [na poli­cję], ni­gdy nikogo nie zdradź­cie. Każdy, kto to uczyni, zosta­nie zabity. Po trze­cie, zabro­niona jest kra­dzież". Jeden z chło­pa­ków obru­szył się na tę zasadę, jako że trud­nił się drob­nymi kra­dzieżami. Jak ma prze­trwać, skoro nie wolno mu kraść? Roz­pę­tała się dys­ku­sja. Wyja­śniono mu, że przy­słu­guje mu dys­pensa, jeżeli nie będzie okra­dał innego stwo­rzo­nego mafiosa ani jego krew­nych. Cere­mo­nię kon­ty­nu­owano. Boss wymie­nił jesz­cze sześć zasad: zaka­zane jest zara­bia­nie na pro­sty­tu­cji, należy uni­kać spo­rów z innymi ludźmi honoru, należy mil­czeć na temat cosa nostry wobec nie­wta­jem­ni­czo­nych, należy uni­kać pijań­stwa, pysz­nie­nia się i robie­nia rze­czy na pokaz i nie należy przed­sta­wiać się wprost innemu czło­wie­kowi honoru. Anto­nio był pod wra­że­niem. "Ten wie­czór wydał mi się piękny i nie­zwy­kły. Wkra­cza­łem w nowy świat, świat ludzi wyjąt­ko­wych, goto­wych ryzy­ko­wać życie, by pomóc towa­rzy­szom, zdol­nych mścić krzywdy, potęż­niej­szych, niż można było sobie wyobra­zić".

Wbrew ocze­ki­wa­niom kan­dy­da­tom dano moż­li­wość wyco­fa­nia się. Wszy­scy zde­cy­do­wali się zostać. Teraz odwrotu już nie było. "Jeśli opu­ści­cie mafię, to zapła­ci­cie krwią, ponie­waż zosta­nie­cie zabici". Cere­mo­nia zbli­żała się do końca. Na koniec Przed­sta­wi­ciel powie­dział kilka słów: "Teraz każdy z was wybie­rze sobie ojca chrzest­nego". Zwy­kle nowy mafioso wybie­rał swego opie­kuna, który już od pew­nego czasu nad nim czu­wał i który wpro­wa­dził go do cosa nostry. Był to czło­wiek honoru, który wziął na sie­bie obo­wią­zek wpro­wa­dze­nia kan­dy­data do Rodziny (tak samo jak uczy­nił Zykow dla swego zastępcy). Cal­de­rone wska­zał więc na wuja Pep­pina. Ten wów­czas wziął igłę i zapy­tał Anto­nia: "Którą ręką strze­lasz?". "Tą", odparł Cal­de­rone. Wów­czas wuj Pep­pino ukłuł Anto­nia w jeden z pal­ców i wyci­snął z niego kro­plę krwi, którą upu­ścił na święty obra­zek. W tym przy­padku był to obraz Zwia­sto­wa­nia Naj­święt­szej Maryi Pan­nie, która jest patronką cosa nostry. Wujek Pep­pino zapa­lił zapałkę, przy­tknął pło­mień do rogu obrazka, i kazał Anto­niowi go trzy­mać, póki ten się do końca nie spali. "Złą­czy­łem dło­nie - byłem cały spo­cony z eks­cy­ta­cji - i patrzy­łem, jak obra­zek zmie­nia się w popiół". Potem rekrut skła­dał przy­sięgę: "Jeśli zła­mię przy­ka­za­nia cosa nostry, niech spłonę tak jak ten obra­zek Zwia­sto­wa­nia". Po zło­że­niu przy­sięgi wszy­scy po kolei gra­tu­lo­wali Anto­niowi. Stał się czło­wiekiem honoru. Przed­sta­wi­ciel powtó­rzył rytuał wobec każ­dego z mło­dzień­ców, przed koń­cem cere­mo­nii zaś przed­sta­wił hie­rar­chię katań­skiej Rodziny. "Wypi­li­śmy nie wiem ile wina i zje­dli­śmy tony pie­czo­nych kur­cza­ków. To było wspa­niałe święto. Ni­gdy nie zapo­mnę tego wie­czoru". Tak jak wor świę­to­wał w Per­mie w roku 1994, tak Cal­de­rone świę­to­wał w Kata­nii w roku 1962.

Rytu­ały worów i sycy­lij­skich mafio­sów są do sie­bie pod wie­loma wzglę­dami bar­dzo podobne mimo całej róż­nicy kul­tu­ro­wej dzie­lą­cej obie orga­ni­za­cje. W obu przy­pad­kach cere­mo­nię pro­wa­dzą męż­czyźni wyłącz­nie w obec­no­ści męż­czyzn, odby­wają się one w tajem­nicy i ogra­ni­czone są ści­śle do człon­ków orga­ni­za­cji. Naj­waż­niej­sze wyda­rze­nie nie jest prze­zna­czone dla oczu postron­nych.

"Po przy­stą­pie­niu do brac­twa zerwij wszel­kie więzi ze spo­łe­czeń­stwem" - głosi jedna z zasad worów. Nowi­cjusz wkra­cza w nowe życie. Co naj­bar­dziej nie­zwy­kłe, otrzy­muje zupeł­nie nową toż­sa­mość i nowe imię9. W obu przy­pad­kach rytuał ozna­cza pro­ces naro­dze­nia się na nowo, połą­czony z wyrze­cze­niem się wszel­kich wcze­śniej­szych zobo­wią­zań, jako że odtąd na pierw­szym miej­scu ma się znaj­do­wać Rodzina. "Został stwo­rzony męż­czy­zną", mówi okre­śle­nie ozna­czające człon­ko­stwo w cosa nostrze. Sycy­lij­ski mafioso Gaspare Mutolo wspo­mina: "Gdy zosta­łem człon­kiem, było to dla mnie nowe życie z nowymi zasa­dami. Dla mnie ist­niała tylko cosa nostra"24. Gdy Sammy "Byk" Gra­vano w roku 1975 przy­stą­pił do nowo­jor­skiej Rodziny Gam­bino, powie­dziano mu: "Dzi­siaj się uro­dzi­łeś"25. Rytuał jest wyda­rze­niem budzą­cym nie­zwy­kłe emo­cje, wielu spływa potem i dygoce. Pewien wło­ski gang­ster tak mówi o swo­jej cere­mo­nii: "Pamię­tam wszystko, jakby to było wczo­raj, Wielki Ponie­dzia­łek 7 kwiet­nia 1941 r., gdy szef Rodziny nazwał mnie pic­ciotto. Byłem bar­dzo poru­szony, gdy poją­łem, że zosta­łem człon­kiem Towa­rzy­stwa [...] moc­nym gło­sem zło­ży­łem przy­sięgę, któ­rej ni­gdy nie zapo­mnia­łem"26.

Nie cho­dzi o to, że nowy czło­nek po pro­stu zga­dza się na wyko­ny­wa­nie pew­nych obo­wiąz­ków w zamian za wyna­gro­dze­nie lub jakąś rekom­pen­satę. Nie wstę­puje także do związku cecho­wego. Bycie mafio­sem czy worem sta­nowi nie­od­wra­calną prze­mianę obej­mu­jącą cało­kształt życia oso­bi­stego i spo­łecz­nego27. Nie ma już odwrotu. Gio­vanni Fal­cone - sycy­lij­ski sędzia śled­czy zamor­do­wany przez cosa nostrę w 1992 r. - porów­nał wstą­pie­nie w sze­regi mafii do doświad­cze­nia reli­gij­nego: "Zosta­nie człon­kiem mafii jest toż­same ze zmianą wiary reli­gij­nej. Nie można prze­stać być księ­dzem, tak jak nie można prze­stać być mafio­sem"28. Tak jak ktoś, kto staje się wyznawcą jakiejś reli­gii, nowy czło­nek prze­cho­dzi cał­ko­witą prze­mianę toż­sa­mo­ści i rede­fi­niuje wszel­kie wcze­śniej­sze zobo­wią­za­nia. Jest to, jak nazywa to sycy­lij­ska mafia, "chrzest". Ogień ozna­cza oczysz­cze­nie, wodę świę­coną zaś zastę­puje krew, sym­bo­li­zu­jąca nie­ro­ze­rwalną więź pomię­dzy nowi­cju­szem a orga­ni­za­cją. W nie­któ­rych przy­pad­kach nacię­cie wyko­ny­wane na gór­nej czę­ści kciuka przy­biera znak krzyża. Może nie być przy­pad­kiem, że ofi­cjalna lista zasad odczy­ty­wa­nych pod­czas cere­mo­nii liczy dzie­sięć pozy­cji na podo­bień­stwo Dzie­się­ciu Przy­ka­zań Bożych. Oczy­wi­ście także osoba ojca chrzest­nego sta­nowi nie­zbędny ele­ment sakra­mentu chrztu w Kościele kato­lic­kim. Rytuał worów, także nazy­wany "chrztem", czer­pie wiele z obrzę­dów Cer­kwi pra­wo­sław­nej. We wcze­snej fazie funk­cjo­no­wa­nia radziec­kiego sys­temu repre­sji w GUŁagu wory przy­jaź­nili się z księżmi i zapo­ży­czyli wiele z cer­kiew­nych obrzę­dów i zasad. Przede wszyst­kim nada­nie nowego imie­nia worowi odpo­wiada temu, co dzieje się z nowo wyświę­co­nym kapła­nem. Pierwsi komen­ta­to­rzy zauwa­żyli, że "stwo­rzony" wor zaczy­nał nosić na szyi krzy­żyk. Naj­pew­niej był on wrę­czany pod­czas rytu­ału ini­cja­cji. Do dzi­siaj pod­czas każ­dej cere­mo­nii uży­wana jest Biblia. Gdy jeden z rosyj­skich worów obcho­dził w 1997 r. uro­dziny w mod­nym wło­skim kuror­cie nar­ciar­skim Madonna di Cam­pi­glio29, jed­nym war­to­ścio­wym przed­mio­tem, jaki zde­po­no­wał w hote­lo­wym sej­fie, była dro­go­cenna pra­wo­sławna Biblia. W jego apar­ta­men­tach zna­le­ziono potem biały obrus z wyha­fto­wa­nymi wer­se­tami w języku sta­ro­cer­kiew­no­sło­wiań­skim oraz zwoje zawie­ra­jące pra­wo­sławne modli­twy. Został aresz­to­wany przez wło­ską poli­cję, co prze­szko­dziło mu w prze­pro­wa­dze­niu rytu­ału ini­cja­cyj­nego dla nowego członka brac­twa.

Surowe ele­menty cere­mo­nii mafij­nych można wywo­dzić z opisu przy­mie­rza zawar­tego przez Abra­hama z Bogiem w Sta­rym Testa­men­cie (Księga Rodzaju 15, 5-12 i 17). Abram zawią­zuje przy­mie­rze z Bogiem, które go prze­mie­nia, łącz­nie ze zmianą imie­nia. Na ciele jego i jego potom­stwa miał ist­nieć nie­za­tarty znak tego przy­mie­rza. Rytu­ały mafijne także przy­wo­łują sta­ro­dawne przy­rze­cze­nia30. W kul­tu­rach zachod­nich zło­że­nie przy­sięgi wiąże się z wkro­cze­niem w sferę reli­gijną. Każda przy­sięga wiąże się z prze­kleń­stwem - jeśli zła­miesz dane słowo, czeka cię nie­wy­obra­żalne cier­pie­nie. Tak jak w przy­padku innych uro­czy­stych rytu­ałów przy­sięga mafii zawiera trzy nie­moż­liwe do roz­dzie­le­nia ele­menty: obiet­nicę, wezwa­nie groź­nych sił wyż­szych oraz zapo­wiedź kary dla tych, któ­rzy spla­mią się krzy­wo­przy­się­stwem. By ująć to ina­czej, zawie­rają to, co zwy­kli­śmy nazy­wać magią, reli­gią i pra­wem. Uży­wa­nie w cere­mo­niach mafij­nych iko­no­gra­fii reli­gij­nej ma na celu pod­kre­śle­nie nie­od­wra­cal­no­ści prze­miany, zro­bie­nie wra­że­nia na świad­kach oraz potwier­dze­nie moral­nej wyż­szo­ści orga­ni­za­cji. Jak zoba­czymy dalej, tego rodzaju rytu­ały ani też sama kon­cep­cja "mafii" nie są czymś, co cechuje wyłącz­nie kul­tury zachod­nie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Ros. artieli. [wróć]

GUŁag to akro­nim ozna­cza­jący Główny Zarząd Popraw­czych Obo­zów Pracy, Osie­dli Pracy i Miejsc Uwię­zie­nia. Ogól­nie uży­wany jest na okre­śle­nie radziec­kiego sys­temu obo­zów pracy przy­mu­so­wej. [wróć]

Ros. fenia. [wróć]

J. le Carré, Zdrajca w naszym typie, Sonia Draga, Kato­wice 2016, przeł. Jan Rybicki, s. 147. [wróć]

Byłem kon­sul­tan­tem Johna le Carré do spraw mafii rosyj­skiej. [wróć]

Ros. obszczak. [wróć]

Ros. odpo­wied­nio rie­klama, rie­galka, raspi­ska i klejmo. [wróć]

W 2005 r. obwód per­m­ski został połą­czony z innym, two­rząc Kraj Per­m­ski (przyp. tłum.). [wróć]

Ros. kliczka. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Infor­ma­cje o gan­gach z Sal­fordu, w tym o stra­chu przed śmier­cią u dzieci, pocho­dzą z pro­gramu BBC Pano­rama pt. Gangs, Guns and the Police z 8 lutego 2016 r., dostępne pod adre­sem: http://www.bbc.co.uk/pro­gram­mes/b070rnw4. [wróć]

Na temat poli­cyj­nej ope­ra­cji prze­ciwko nie­le­gal­nemu par­kin­gowi zob. np. Police smash Man­che­ster Uni­ted match day ille­gal car park rac­ket, https://www.man­che­ste­re­ve­nin­gnews.co.uk/news/gre­ater-man­che­ster-news/police-smash-man­che­ster-uni­ted-match-679255. [wróć]

Peter Hook, The Haçienda: How Not to Rum a Club, Simon & Schu­s­ter, Lon­dyn 2010, opi­suje rolę gang­ste­rów 300 w tym zna­nym klu­bie. Cytat pocho­dzi ze s. 257. [wróć]

O śmierci Paula Mas­seya roz­pi­sy­wała się bry­tyj­ska prasa. Zob. np. Helen Pidd, Fune­ral for Sal­ford's "Mr Big" takes place with armed police on standby, "Guar­dian", 28 sierp­nia 2015 r., dostępne pod adre­sem: https://www.the­gu­ar­dian.com/uk-news/2015/aug/28/fune­ral-sal­fords-mr-big-paul-mas­sey-armed-police-on-standby. Z Danem Brow­nem, byłym poli­cjan­tem z Wiel­kiego Man­che­steru i sze­fem Pro­ject Gulf, roz­ma­wia­łem w Lon­dy­nie 6 kwiet­nia 2016 r. 21 kwiet­nia 2016 r. roz­ma­wia­łem także z jed­nym z dzien­ni­ka­rzy oraz jed­nym z dzia­ła­czy spo­łecz­nych z Sal­fordu, któ­rzy woleli pozo­stać ano­ni­mowi. PMS już nie działa, a wszel­kie odnie­sie­nia do ist­nie­ją­cej firmy o tej samej nazwie lub ini­cja­łach są wyłącz­nie przy­pad­kowe. [wróć]

Zna­cze­nie repu­ta­cji w pół­światku pod­kre­ślił jako pierw­szy Peter Reu­ter, The Value of a Bad Repu­ta­tion: Car­tels, Cri­mi­nals, and Bar­riers to Entry, Rand Cor­po­ra­tion, Santa Monica 1982. Zob. też Diego Gam­betta, The Sici­lian Mafia, Harvard Uni­ver­sity Press, Lon­don 1993, s. 43-46, zwł. s. 44. [wróć]

W pubie zamor­do­wano Lee Head­mana. Jego matka i pro­ku­ra­tor koronny okręgu pół­nocno-wschod­niej Anglii (2011-2015) oma­wiają to mor­der­stwo w pro­gra­mie BBC Pano­rama pt. Gangs, Guns and the Police, 8 lutego 2016 r., dostępne pod adre­sem: http://www.bbc.co.uk/pro­gram­mes/b070rnw4. [wróć]

O "Fir­mie z Sal­fordu" i ogól­nie gang­ste­rach peł­nią­cych funk­cję alter­na­tyw­nych źró­deł wła­dzy zob. Peter Walsh, Gang War: The Inside Story of the Man­che­ster Gangs, Milo Books, Pre­ston 2006, s. 130-132. [wróć]

Wyniki wybo­rów na bur­mi­strza Sal­fordu w 2012 r. https://www.sal­ford.gov.uk/elec­tions-2012.htm. Sal­ford nie jest wyjąt­kiem w Wiel­kiej Bry­ta­nii. Według nie­daw­nego stu­dium Jamesa Den­sleya nie­które lon­dyń­skie gangi "chro­nią miesz­kań­ców spo­łecz­no­ści przed prze­mocą i wyko­rzy­sty­wa­niem, zapew­niają im wspar­cie finan­sowe, orga­ni­zują rekre­ację i na inne spo­soby "służą" spo­łecz­no­ści, podob­nie jak pewne więk­sze gangi ame­ry­kań­skie". Zob. James Den­sley, How Gangs Work: An Eth­no­gra­phy of Youth Vio­lence, Pal­grave Mac­mil­lan, Lon­don 2013, s. 65. Bry­tyj­skie spo­łecz­no­ści Chiń­czy­ków pocho­dzą­cych z pro­win­cji Fujian także padają ofia­rami wymu­szeń. Zob. Jack Dees, Claws of the Dra­gon. Chi­nese orga­ni­sed crime in the UK, "Papers from the Bri­tish Cri­mi­no­logy Con­fe­rence", 12, s. 61-78, http://brit­soc­crim.org/volume12/pbcc_2012_Dees.pdf). W roku 2014 główny inspek­tor poli­cji Tom Win­sor utrzy­my­wał, że nie­które bry­tyj­skie spo­łecz­no­ści rzadko albo wcale nie dzwo­nią na poli­cję, by zgło­sić poważne prze­stęp­stwo. Jak mówił, miesz­kańcy "sto­sują wła­sną formę spra­wie­dli­wo­ści [...] może być to wszystko - od drob­nych prze­stępstw aż po mor­der­stwo". Zob. Tom Win­sor: "Some parts of Bri­tain have their own form of justice", "The Times", 18 stycz­nia 2014 r. oraz Com­mu­ni­ties "taking law into their own hands", says police chief inspec­tor, "Guar­dian", 18 stycz­nia 2014 r. Wię­cej na temat związ­ków pomię­dzy zor­ga­ni­zo­waną prze­stęp­czo­ścią a spo­łecz­no­ściami lokal­nymi napi­sa­łem w: Paolo Cam­pana, Fede­rico Varese, Inter­pre­ting Orga­ni­zed Crime: Ille­gal Gover­nance and Com­mu­ni­ties, 2016, arty­kuł w recen­zji. [wróć]

Nie­które z moich reflek­sji o etno­gra­fii zna­la­zły już się w: Fede­rico Varese, The Rus­sian Mafia, Oxford Uni­ver­sity Press, Oxford 2001, 2005, s. 9-13, zwł. s. 11-12. Na temat sys­te­ma­tycz­nego wyko­rzy­sty­wa­nia pod­słu­chów zob. Paolo Cam­pana, Fede­rico Varese, Liste­ning to the Wire: Cri­te­ria and Tech­ni­ques for the Quan­ti­ta­tive Ana­ly­sis of Phone Inter­cepts, "Trends in Orga­ni­zed Crime", 15 (1), 2012, s. 13-30. "Maleńki obser­wa­tor ogrom­nego świata", pisał W.H. Auden w wier­szu z maja 1929 r. Na temat uży­wa­nia dowo­dów sądo­wych w bada­niach histo­rycz­nych oraz ich "wia­ry­god­no­ści" zob. kla­syczne praca: Carlo Gin­zburg, The Judge and the Histo­rian: Mar­gi­nal Notes on a Late-Twen­tieth-Cen­tury Miscar­riage of Justice, Verso, Lon­don 2002. Timo­thy Gar­ton Ash, The File: A Per­so­nal History, Fla­mingo, Lon­don 1997 [wyd. pol. Teczka: histo­ria oso­bi­sta, przeł. Michał Rusi­nek, Znak, Kra­ków 1997, 2006] to sub­telne i inte­re­su­jące bada­nie roz­bież­no­ści mię­dzy ofi­cjal­nymi aktami a oso­bi­stymi wspo­mnie­niami. Ludz­kie pra­gnie­nie opo­wie­dze­nia swo­jej histo­rii odno­to­wał także Mas­si­mi­liano De Simone, ksiądz, który stał się zaufa­nym pro­mi­nent­nego mafiosa, a póź­niej świadka koron­nego. Zob. Ales­san­dra Dino, A col­lo­quio con Gaspare Spa­tuzza. Un rac­conto di vita, una sto­ria di stragi, Il Mulino, Bolo­gna 2016, s. 18. [wróć]

Zob. Gio­vanni Fal­cone, Mar­celle Pado­vani, Cose di Cosa Nostra, BUR, Milan 1992, s. 83: "Jeśli chcemy sku­tecz­nie wal­czyć z mafią, nie powin­ni­śmy jej demo­ni­zo­wać [...]. Powin­ni­śmy przy­znać, że jest podobna do nas". [wróć]

O Rosji w latach dzie­więć­dzie­sią­tych zob. Fede­rico Varese, The Rus­sian Mafia. Na temat wcze­snego okresu rosyj­skiej trans­for­ma­cji korzy­sta­łem także z: David E. Hof­f­man, The Oli­garchs: Wealth and Power in the New Rus­sia, Public Affa­irs, New York 2003, 2011; nie­daw­nego pro­jektu kie­ro­wa­nego przez Irinę Pro­cho­rową: 1990: opyt izu­cze­nija nie­daw­nej isto­rii, opu­bli­ko­wa­nym w cza­so­pi­śmie "Nowoje litie­ra­tur­noje obo­zrie­nije" (2007) oraz Cesare Mar­ti­netti, Il padrino di Mosca, Fel­tri­nelli, Milano 1995. [wróć]

A. Waks­berg cyto­wany jest w: Fede­rico Varese, Is Sicily the Future of Rus­sia? Pri­vate Pro­tec­tion and the Rise of Rus­sian Mafia, "Archi­ves Européennes de Socio­lo­gie" 35(2), 2009, s. 224. [wróć]

Serio i Razin­kin suge­rują, że okre­śle­nie wory w zako­nie można tłu­ma­czyć: "zło­dzieje żyjący według kodeksu". Zob. Joseph D. Serio, Vyache­slav Razin­kin, Thie­ves Pro­fes­sing the Code: The Tra­di­tio­nal Role of vory v zakone in Rus­sia's Cri­mi­nal World and Adap­ta­tions to a New Social Reality, "Low Inten­sity Con­flict and Law Enfor­ce­ment", 4 (1), 1995, s. 72-88. Bar­dziej ogól­nie zob. Mark Gale­otti (red.), Rus­sian and Post-Soviet Orga­ni­zed Crime, Routledge, Lon­don 2002. Gale­otti jest auto­rem pierw­szego arty­kułu nauko­wego o rosyj­skiej mafii, opu­bli­ko­wa­nego w roku 1992. [wróć]

Na tej stro­nie i następ­nych zamiesz­czam mate­riały na temat histo­rii worów i ich rytu­ałów już opu­bli­ko­wane w: Fede­rico Varese, The Rus­sian Mafia, gdzie można zna­leźć także infor­ma­cje na temat Maxi­mi­liena de San­terre (któ­rego słowa są tu cyto­wane na s. 27); odsy­ła­cze do ese­jów War­łama Sza­ła­mowa na temat świata kry­mi­nal­nego oraz infor­ma­cje o Zyko­wie. [wróć]

Wor, który został mini­strem w rzą­dzie Edu­arda Sze­ward­na­dze, to Dżaba Iose­liani (1926-2003). Przy­wódca orga­ni­za­cji para­mi­li­tar­nej Mche­drioni prze­pro­wa­dził zamach stanu prze­ciwko pre­zy­den­towi Zwia­dowi Gam­sa­chur­dii i ode­grał wio­dącą rolę w wynie­sie­niu Edu­arda Sze­ward­na­dze do god­no­ści pre­zy­denta. [wróć]

Opis Paster­naka Juria­tinu/Permu zaczerp­ną­łem z nowego prze­kładu Dok­tora Żywago autor­stwa Richarda Pevera i Larysy Woło­choń­skiej, Vin­tage Books, New York 2011. Na temat dzi­siej­szego Permu zob. Perm': Kni­ga­fo­toal'bom, Perm', Sena­tor 2014. [wróć]

Radziec­kim histo­ry­kiem jest Dmi­tri Licha­czew (cyt. w: Fede­rico Varese, The Rus­sian Mafia, s. 150). [wróć]

Na temat tatu­aży worów zob. trzy­to­mowa praca: Dan­zig Bal­daev, Ser­gei Vasi­liev, Ale­xei Plut­ser-Sarno, Ale­xan­der Sido­rov, Rus­sian Cri­mi­nal Tat­too Encyc­lo­pa­edia, Fuel, Lon­don 2003-2008). Korzy­sta­łem też z Ale­xei Plut­ser-Sarno, The Lan­gu­age of the Body and Poli­tics: The Sym­bo­lism of Thie­ves' Tat­toos, t. 1, s. 25-53. Na s. 31 Sarno oma­wia różne nazwy tatu­aży (rie­klama, adwiert, rie­gałka, raspi­ska i klejmo). Kon­sul­to­wa­łem się też z: Ale­xan­der Sido­rov, The Rus­sian Cri­mi­nal Tat­too: Past and Pre­sent, t. 3, 2008, s. 16-43. Sto­so­wane przez worów kary wobec tych, któ­rzy nie­upraw­nie­nie robią sobie tatu­aże, wspo­mniane jest w: Emma­nuel Carri?re, Limo­nov, Pen­guin Books, Lon­don 2014, s. 49. [wróć]

Worem, który mówi o zna­cze­niu wię­zie­nia, jest Merab (zob. roz­dział 3.). [wróć]

Omó­wie­nie stra­te­gii admi­ni­stra­cji Obamy zwal­cza­nia mię­dzy­na­ro­do­wej prze­stęp­czo­ści zor­ga­ni­zo­wa­nej można zna­leźć pod adre­sem: https://www.occrp.org/index.php/ccwatch/cc-watch-indepth/1015-us-attempts-to-com­bat-dark-side-of-glo­ba­li­za­tion. Ofi­cjalne oświad­cze­nie znaj­duje się pod adre­sem: https://www.whi­te­ho­use.gov/sites/default/files/micro­si­tes/2011-stra­tegy-com­bat-trans­na­tio­na­lor­ga­ni­sed-crime.pdf. Zob. też Tre­asury Desi­gna­tes Key Mem­bers of the Bro­thers' Circle Cri­mi­nal Orga­ni­sa­tion, 20 grud­nia 2012 r., pod adre­sem: https://www.tre­asury.gov/press-cen­ter/press-rele­ases/ Pages/tg1811.aspx. [wróć]

Ocena liczby worów aktyw­nych w 2015 r. na por­talu Pri­me­Crime.ru, zob. Yeka­te­rina Sinel­schi­kova, "Thie­ves-in-law": Rus­sia's close-knit cri­mi­nal Cor­po­ra­tion, "Rus­sia Bey­ond the Headli­nes", 21 lipca 2016 r. [wróć]

Opis rytu­ału Anto­nia Cal­de­rone opar­łem na: Pino Arlac­chi, Men of Disho­nor: Inside the Sici­lian Mafia, Wil­liam Mor­row & Co., New York 1992, rozdz. 5. Cytaty pocho­dzą ze s. 63, 65 i 66-70. Zob. też wstęp Gio­van­niego Bru­ski z 1976 r. w: Save­rio Lodato, Ho ucciso Gio­vanni Fal­cone, Mon­da­dori, Milano 2006, s. 32-35. [wróć]

Część mego opisu rytu­ału opar­łem na: Leti­zia Paoli, Mafia Bro­ther­ho­ods: Orga­ni­zed Crime, Ita­lian Style, Oxford Uni­ver­sity Press, New York 2003, zwłasz­cza roz­dział 2. Paoli szcze­gól­nie pod­kre­śla emo­cjo­nalny wymiar pro­cesu i używa Webe­row­skiego omó­wie­nia "umowy sta­tusu", by skry­ty­ko­wać tych, któ­rzy inter­pre­tują rytuał jako "umowę" albo jako odpo­wied­nik wstą­pie­nia do orga­ni­za­cji cecho­wej. Nie­które cytaty pocho­dzą także z pracy Paoli. Zobacz też uwagi na temat odro­dze­nia w: Fabio Armao, Il Sistema Mafia, Bol­lati-Borin­ghieri, Torino 1999), s. 74-75. Się­gną­łem także do omó­wie­nia rytu­ału w: Diego Gam­betta, The Sici­lian Mafia, Harvard Uni­ver­sity Press, Lon­don 1993. Stwier­dza on, że wstą­pie­nie w sze­regi mafii daje nowi­cju­szowi dostęp do zbio­ro­wej repu­ta­cji orga­ni­za­cji i przy­nosi pew­ność w świe­cie peł­nym zamętu i braku zaufa­nia (s. 152). Nicola Grat­teri i Anto­nio Nicaso są auto­rami pod­sta­wo­wych dzieł na temat prze­stęp­czo­ści zor­ga­ni­zo­wa­nej. W nie­daw­nej pracy Acqua San­tis­sima, Mon­da­dori, Milano 2013, s. 37-46) wyka­zują, że rytuał kala­bryj­skiej 'ndran­ghety dzieli wiele cech z rytu­ałem mafii sycy­lij­skiej. Obie mafie nazy­wają go "chrztem". Piszą także, że kciuk członka 'ndran­ghety Luciana Pic­colo został nacięty na krzyż (s. 42). Zobacz też twier­dze­nia Gavina Slade'a, który przy­po­mina nam mię­dzy innymi, że rytuał worów w języku gru­ziń­skim nazywa się chrztem (natvla) Garvin Slade, No Coun­try for Made Men, "Law and Society Review", 46 (3), 2012, s. 633. Dwa ważne arty­kuły ana­li­zu­jące prze­stęp­cze zasady i rytu­ały to: David Skar­bek, Peng Wang, Cri­mi­nal Rules, "Glo­bal Crime", 16 (4), s. 288-305; Mau­ri­zio Catino, Mafia Rules. The Role of Cri­mi­nal Codes in Mafia Orga­ni­za­tions, "Scan­di­na­vian Jour­nal of Mana­ge­ment", 31 (4), 2015, s. 536-548. Ostat­nio na temat związ­ków Kościoła rzym­sko­ka­to­lic­kiego i mafii zob. Isaia Sales, I preti e i mafiosi. Sto­ria dei rap­porti tra mafia e Chiesa cat­to­lica, Rub­bet­tino, Sove­ria Man­nelli 2016. [wróć]

Słowa świadka koron­nego Gaspa­rego Mutoli cyto­wane za: Leti­zia Paoli, Mafia Bro­ther­ho­ods, s. 65. [wróć]

Cytat z Gra­vano ("Dzi­siaj się uro­dzi­łeś") za: Peter Maas, Under­boss: Sammy 'the Bull' Gra­vano's Story of Life in the Mafia, Har­per­Col­lins, New York 1997, s. 140. [wróć]

Mafioso wspo­mi­na­jący swoją ini­cja­cję 7 kwiet­nia 1941 r. to Sera­fino Casta­gna, czło­nek 'ndran­ghety. Zob. Sera­fino Casta­gna, Tu devi ucci­dere, red. Anto­nio Pier­ria (red.), Edi­trice il Momento, Milano 1967, s. 31, 35. [wróć]

Max Weber oma­wia umowy sta­tusu w: Eco­nomy and Society, Uni­ver­sity of Cali­for­nia Press, Ber­ke­ley 1978, s. 672. [wyd. pol. Gospo­darka i spo­łe­czeń­stwo: zarys socjo­lo­gii rozu­mie­ją­cej, przeł. Dorota Lachow­ska, Wydaw­nic­two Naukowe PWN, War­szawa 2002]. Zob. też argu­men­ta­cja w: Leti­zia Paoli, Mafia Bro­ther­ho­ods. [wróć]

Cytat z Gio­van­niego Fal­cone pocho­dzi z Cose di Cosa Nostra, s. 97. [wróć]

O cere­mo­nii pla­no­wa­nej w 1997 r. w Madonna di Cam­pi­glio zob. Cesare Mar­ti­netti, Scacco matto alla mafia russa in Tren­tino, "La Stampa", 18 marca 1997. [wróć]

Moje omó­wie­nie Księgi Rodzaju 15, 5-12 i 17 zawdzię­cza wiele uwa­gom Igna­zia Schi­nel­lego, cyt. w: Anto­nio Nicaso, Nicola Grat­teri, Acqua San­tis­sima (s. 43) i Robert Alter, Gene­sis: Trans­la­tion and Com­men­tary, W.W. Nor­ton & Com­pany, New York 1998, s. 65. Odkryw­cze uwagi na temat zna­cze­nia przy­sięgi w zachod­niej kul­tu­rze zob. Gior­gio Agam­bem, Il Sacra­mento del Lin­gu­ag­gio. Arche­olo­gia del Giu­ra­mento, Late­rza, Roma-Bari 2008 oraz Paolo Prodi, Cri­stia­ne­simo e Potere, Il Mulino, Bolo­gna 2012. Jean Sybil La Fon­ta­ine wspo­mina o ega­li­ta­ry­zu­ją­cych skut­kach rytu­ałów (mafij­nych) w: Ini­tia­tion, Pen­guin Books, Har­mond­sworth 1985, s. 45. [wróć]