Wstęp
Po opublikowaniu prac na temat wciąż będącego przedmiotem dyskusji
rodowodu Słowian, skrywanych tajemnic idoli prillwickich, uznawanych za
nieistniejące run słowiańskich oraz moich ostatnich dwóch książkach o bogach i wierze Słowian tym razem pora na lżejszy materiał dotyczący
dawnej Słowiańszczyzny.
Jak dotąd, trudno znaleźć na naszym rynku szersze opracowanie poświęcone
w całości życiu seksualnemu naszych przodków. Istnieją co prawda pozycje
opisujące ten aspekt życia kulturowego ludów europejskich, ale o obyczajach Słowian jest tam niewiele, a temat chyba zasługuje na większą
uwagę.
Jeśli chodzi o badania nad historią seksualności w szerokim ujęciu, to
za przełomową można uznać pracę Michela Foucaulta Histoire de la
sexualité (1976). Wcześniej zajmowano się jedynie poszczególnymi
zjawiskami związanymi ze sferą aktywności seksualnej człowieka jak:
małżeństwo, dziewictwo, prostytucja, celibat (bezżeństwo) itp. Nowszą
pozycją, która stara się objąć całość zagadnienia seksualności w średniowieczu, jest monografia Ruth Mazo Karras Sexuality in Medieval
Europe. Doing unto others, Routledge (2005), która omawia wiele
tematów, m.in. oskarżenia kobiet o czary, gdy swoją seksualnością
opętują one mężczyzn, oraz o czarostwo połączone często z posądzeniami o współżycie z diabłem.
Natomiast pierwszą polską naukową próbą badania seksualności
średniowiecznej w ujęciu historycznym jest książka Adama Krawca
Seksualność w średniowiecznej Polsce (2000). Autor ten porusza także
pokrótce tematy życia seksualnego w kulturach pogańskich, pisząc choćby
o kulcie płodności i magii miłosnej, co szczególnie związane jest z omawianym przeze mnie tutaj tematem, dlatego wielokrotnie odnoszę się do
jego publikacji w swoim opracowaniu.
Sprawami seksualności zajmowało się też kilku innych polskich uczonych.
Na przykład Krzysztof Skwierczyński w recenzji pracy Ruth Mazo Karras
(2007) podaje, że w źródłach średniowiecznych znajdujemy wiele określeń
oznaczających różne aspekty współżycia seksualnego jak: rozwiązłość,
nieczystość (luxuria), cudzołóstwo (adulterium), konkubinat
(concubinatus), nierząd (fornicatio), prostytucja (meretricatio),
życie w małżeństwie (matrimonium), zgwałcenie lub uprowadzenie kobiety
w celu wzięcia jej za żonę (stuprumiraptus uirginae), stosunki wbrew
naturze, czyli uniemożliwiające prokreację (contra naturam) i wiele
innych. W swoich rozważaniach sugeruje: Mówiąc o zachowaniach
erotycznych ludzi średniowiecza, należy pozostawić na uboczu współczesną
myśl naukową dotyczącą seksualności człowieka, a zmierzyć się z zagadnieniem seksualności widzianej przez pryzmat ówczesnej kultury
[...]. Seks jako fakt somatyczny nie ma więc historii; historię
seksualności, a więc faktu kulturowego, można badać1.
Zgadzam się w tej kwestii z autorem i dlatego staram się w niniejszej
publikacji przedstawić życie seksualne dawnych Słowian właśnie z punktu
widzenia kulturowego, zwracając przy tym szczególną uwagę zwłaszcza na
obyczaje o starosłowiańskim charakterze, mające jeszcze w dużej mierze
pogańskie korzenie.
O historii i kulturze naszych przodków, przede wszystkim w okresie
przedchrześcijańskim, niewiele się mówi, tłumacząc to: brakiem źródeł,
dyskusyjną niepiśmiennością pogańskich protoplastów Polaków czy też ich
rzekomym późnym przybyciem do Europy Środkowej, gdzie dopiero mieli
zetknąć się z wysoko rozwiniętymi cywilizacjami rezydujących tu
wcześniej ludów, takich jak: Rzymianie, Galowie czy Germanie. Ile jest w tym prawdy, pisałem w swoich dotychczasowych książkach, takich jak
Rodowód Słowian (2017), Runy słowiańskie (2019) czy Wiara Słowian
(2020).
Jeszcze mniej wiadomo na temat życia erotycznego Słowian, dlatego
zaintrygowany niegdyś pracą Bronisława Malinowskiego Życie seksualne
dzikich, któremu dedykuję niniejszą publikację, podjąłem się dzieła
zebrania w całość informacji dotyczących tego tematu, które znamy z przekazów historycznych, etnograficznych, a nawet archeologicznych
(artefakty z motywami fallicznymi i waginalnymi). Niestety mimo
fascynacji metodą pracy Bronisława Malinowskiego, który osobiście
spędził dwa lata wśród Papuasów z Wysp Trobrianda, nie tylko ich
obserwując, ale i uczestnicząc w życiu społecznym tego ludu, nie mogłem
jej zastosować w tym przypadku, bo temat pracy dotyczy czasów minionych.
Musiałem się tu ograniczyć jedynie do metody historycznej oraz analizy
przekazów etnograficznych. Dlatego nie było to zadanie łatwe. Efektem
mojej pracy jest niniejsze opracowanie, które, mam nadzieję, pozwoli
wielu osobom zainteresowanym dawną Słowiańszczyzną na zorientowanie się
w tym temacie, a być może także podjęcie poszukiwań, by zgłębić tę
wiedzę jeszcze bardziej. Każde wnikliwe badanie w tym zakresie przybliża
nas do odkrywania prawdy o dziedzictwie naszych przodków, ich codziennym
życiu, tradycji i kulturze, która nas przenika do dziś, choć często
nawet sobie z tego nie zdajemy sprawy.
Dużo jeżdżę po świecie. Udało mi się zwiedzić ponad sto krajów na
sześciu kontynentach, w tym także dotrzeć do Papui-Nowej Gwinei, gdzie
Bronisław Malinowski prowadził badania. Ponadto od ponad czterech lat
mieszkam wraz z rodziną wśród tubylców na jednej z wysp filipińskich, co
daje mi możliwość nie tylko obcowania z plemienną kulturą i wciąż dziką
przyrodą, ale także poznania i doświadczania w praktyce życia w świecie,
jaki przemija, a u nas odszedł w niebyt już dawno temu. Wbrew pozorom
można tu czasem znaleźć więcej słowiańskości niż nad Wisłą w rozumieniu
życia w zgodzie z naturą, czci wobec rodu, szacunku dla instytucji
rodziny i dużej roli prokreacji (przeciętna rodzina filipińska ma 6-7
dzieci).
Słowianowierstwo, jak wiemy, opierało się właśnie w dużym stopniu na
kulcie płodności, szacunku dla przyrody i zjawisk atmosferycznych. Życie
człowieka było odbiciem cykliczności natury, świata, kosmosu, czyli tego
wszystkiego, co uznawano za boskie. Dlatego bogowie, patroni
poszczególnych zjawisk, nie do końca pojętych przez śmiertelnych, mogli
sobie pozwolić na więcej niż ludzie. To oni też mogli decydować o ludzkim losie, wskutek czego należało z nimi dobrze żyć, czyli składać
im ofiary i modlić się do nich o pomyślność i życzliwość w codziennych
sprawach. Co więcej, nie można było wyraźnie podzielić ich na
pozytywnych i negatywnych, bo przejawiali różne cechy w zależności od
sytuacji. Bóg mógł bowiem zarówno darzyć, jak i zabierać. Mógł
nagradzać, ale i karać. Słowiański dualizm to nie podział na dobro i zło, ale na jasną i ciemną stronę życia, a poszczególne boskie istoty
nie były przypisane do żadnej z nich na stałe. W tym ujęciu człowiek był
jeszcze bliższy takim bogom, bo, jak wiemy, ciężko znaleźć i ludzi
jedynie dobrych lub całkiem złych. Można zatem stwierdzić, że boski
pierwiastek był w każdym z człowieku. Jurni, odważni, boscy patroni
wojny i urodzaju wyobrażali ideały męskości, a wiecznie wilgotna Matka
Ziemia - Wielka Bogini, była symbolem płodności i wzorem macierzyństwa.
Większość słowiańskich obrzędów przeniknięta była oddawaniem czci takim
właśnie bogom i była związana z celebracją tajemnicy życia, narodzin i śmierci oraz odrodzenia2.
Pozostałości dawnych rytuałów przez stulecia były solą w oku moralistów
związanych z Kościołem lub Cerkwią. W czasach chrześcijańskich za
lubieżne występki straszono piekłem żyjących wcześniej w zgodzie z naturą Słowian. Kościół dążył bowiem do penalizacji możliwie dużego
obszaru zachowań ludzkich, co poszerzało jego materialną władzę jako
jedynego szafarza "odpuszczenia grzechów" i szczęścia pośmiertnego.
Przykładowo dla takiego Marcina z Urzędowa, XVI-wiecznego kanonika i autora jednego z najstarszych polskich zielników, sobótki były zabobonną
praktyką ku czci diabła. Za udział w tego typu obrzędach groziła kara
wiecznego potępienia, a osoby podejrzane o uprawianie pogańskiego kultu
często oskarżano o pakt z szatanem i palono na stosach lub topiono w rzekach.
W folklorze ludowym zachowały się liczne przejawy dawnych obyczajów,
kultu płodności i radości życia. Warto zauważyć, że zwłaszcza polska
tradycja ludowa, taneczna, muzyczna, czy plastyczna, jest skoczna,
wesoła, kolorowa, a nawet sprośna. Mało w niej jest cierpiętnictwa i smutku, jakie znamy z etyki i kultury chrześcijańskiej. Dlatego w tej
popularnonaukowej pracy nie stawiam jakiejś wyraźnej cezury czasowej i nie ograniczam się jedynie do czasów pogańskich, czyli umownie przed
chrztem Mieszka I w X wieku, gdyż ten "poganizm", moim zdaniem, wciąż
jest obecny w naszej tradycji, a wiele obyczajów ludowych, w tym także w sprawach życia miłosnego, nie zmieniło się od lat.
Problemem jest jedynie to, że świat podlega postępującej urbanizacji i globalizacji, a co za tym idzie, następuje stopniowy zanik kultury
ludowej na rzecz kultury popularnej, najczęściej w zachodnim wydaniu.
Nie ma tu już zbyt wiele miejsca na słowiańskość, choć, jak wiemy,
zarówno walentynki, jak i halloween, także mają rodowód pogański, a w naszej tradycji to tylko odpowiedniki sobótek i dziadów, z czego coraz
mniej ludzi zdaje sobie sprawę.
Kilka lat temu oburzenie wywołał występ Donatana i Cleo na Eurowizji.
Ich teledysk do piosenki My, Słowianie ma kilkanaście milionów odsłon
na YouTubie, co może potwierdzać, że słowiańska kultura z jej erotycznym
podłożem jednak wciąż kusi. A może nigdy jej u nas nie wykorzeniono.
Joanna "Żywia" Gacparska, zajmująca się kultywowaniem starosłowiańskich
obrzędów i promocją dawnej pogańskiej tradycji, dziwi się krytyce tego
typu działalności artystycznej. Uważa ona, że kwintesencją słowiańskości
jest właśnie seksualność, a widoczne w omawianym teledysku picie mleka
przez kobietę, polewanie się wodą czy ruchy wykonywane podczas ubijania
masła są dość dwuznaczne same z siebie3.
Wcześniej nikomu to nie przeszkadzało, gdyż życie codzienne nasycone
było kultem przyrody i jej płodności, a człowiek znał swoje miejsce i cel istnienia, chyba nawet bardziej niż obecnie. Dziś narzucona nam nowa
moralność chrześcijańska wymusza pewne wzorce postępowania, jakże
dalekie od tych dawniejszych. Ludzie muszą często walczyć ze swoją
naturą pod groźbą popełnienia grzechu i kary za przewinienia. I nie
chodzi tutaj o gloryfikację rozwiązłości i zwierzęcych instynktów, jakie
tkwią w człowieku, ale o bardziej naturalne podejście do tematu. Dawni
Słowianie wbrew powszechnym przekonaniom także mieli dość surowe normy
obyczajowe, o czym będzie mowa w dalszej części tekstu. Jednak
purytanizm i radykalne podejście do spraw seksu nazbyt często prowadzą
do ludzkich tragedii. Znamy z historii, jak wiele cierpień musiały
znieść osoby, które słuchały swego serca i głosu natury, a nie nawoływań
z ambony.
Skrajny konserwatyzm w kwestii erotyki nie przyniósł ludzkości zbyt
wiele szczęścia. Raczej wręcz przeciwnie, był zarzewiem powstania
różnych nawiedzonych ideologii, których efektem były absurdalne i okrutne praktyki, jak chociażby te stosowane przez grupę rosyjskich
skopców z XVIII-XX wieku, wierzących, że gwarancją zbawienia człowieka
jest jedynie pozbycie się grzesznego popędu seksualnego, w czym mogą
pomóc m.in. kastracja i mastektomia (usunięcie piersi). Czyż to jednak
nie jest podważanie autorytetu samego Boga, który stworzył nas właśnie
takimi a nie innymi? Czemu niektórzy próbują na siłę zmienić jego boski
plan i być bardziej "papieskimi od papieża"? Może wystarczy wsłuchać się
w naturę, oswoić dawne obyczaje i dostosować je do współczesności, by
żyć właśnie bliżej Boga? Całe szczęście, że obecnie także na łonie
Kościoła są osoby, które, jak ksiądz Ksawery Knotz, uważają, że seks
nie jest grzechem, seks jest boski!4.
Wspomniany Donatan mówił, że jednym z celów jego twórczości jest
zachęcenie Polaków do odkrywania swojej "słowiańskości". Michał Gąsior,
autor artykułu opublikowanego na portalu natemat.pl zastanawia się, czy
to w ogóle możliwe, skoro przeciętny Polak wykreślił słowiański element
z tożsamości5. Czy aby na pewno?
W każdym razie faktem jest, że dawni Słowianie zwyczajnie lubili
chędożyć, traktując "te sprawy" jako coś naturalnego, a wręcz
koniecznego dla zachowania boskiego porządku w niebie i na Ziemi.
Odkrywajmy zatem słowiańskość na nowo, bez wstydu i z radością. Cieszmy
się przyrodą, bądźmy dumni z tego, kim jesteśmy, pamiętajmy o naszym
dziedzictwie, przodkach i kulturze, która pozwala nam zachować naszą
tożsamość, zdobywajmy wiedzę i uczmy innych, kochajmy się.
Tomasz J. Kosiński
Arkadia, Filipiny
30 września 2020 roku
Życie społeczne i tradycja
Sfera seksualna stanowiła niezwykle istotny aspekt życia dla Słowian,
gdyż była związana z kultem płodności, a dzięki prokreacji rodzi się
przecież nowy człowiek. Innymi słowy, można stwierdzić, że podstawą
życia społecznego naszych przodków był kult życia.
Ziemia była utożsamiana z kobietą na zasadzie porównania: Matka Ziemia
przynosi nam owoce, jak kobieta rodzi dziecko. Choć nie zawsze i wszędzie uważano, że narodziny dziecka są niemożliwe bez stosunku
płciowego, czyli te dwa procesy nie były ze sobą wiązane. Gdy to sobie
uświadomiono, wzrosła rola mężczyzny, a jego męska moc została
przypisana licznym magicznym właściwościom, np. zwiększeniu płodności
ziemi. To właśnie w tym celu przed siewem przedstawiciele niektórych
plemion słowiańskich, w tym także prapolskich, oddawali się uciechom
miłosnym na polu, przenosząc w ten sposób potężną energię i żyzne
przesłanie na ziemię, która ma wkrótce rodzić im plony.
Dawni Słowianie kojarzyli seks ze szczęściem, z tańcem i muzyką oraz
cudem narodzin, co miało zapewnić połączenie z naturą, która była
otaczana wielkim kultem. Tak było przynajmniej do XII wieku, kiedy
chrześcijaństwo zaczęło zyskiwać na sile w krajach słowiańskich,
egzekwując nowe spojrzenie na stosunek niemałżeński jako grzeszny akt.
Był to kompletny zwrot wydarzeń dla seksualności Słowian, a te dwa
sprzeczne punkty widzenia można zauważyć w krajach słowiańskich do dnia
dzisiejszego6.
Rola mężczyzny i kobiety w życiu plemiennym
W okresie wspólnoty pierwotnej wśród społeczeństw plemiennych na naszych
ziemiach dominował matriarchat i związany z nim kult Wielkiej Bogini
Matki. W społeczeństwie matrylinearnym pozycja kobiety była ważniejsza
od pozycji mężczyzny, który występował przede wszystkim w roli "ojca
zapładniacza" i kochanka. To kobieta matka była odpowiedzialna za
rodzinę, nowe życie, opiekę nad dziećmi, gospodarstwo czy wyżywienie.
Dlatego kojarzono ją z boską krową, gdy tymczasem męska symbolika
nawiązywała najczęściej do byka, kozła lub barana7. Z okresu
pierwotnego pochodzą kobiece wyobrażenia zwane Wenus, przedstawiające
Boginię Rodzicielkę. W Europie znaleziono do tej pory ok. 50 figurek
tego typu.
Jednak wraz z umacnianiem się pozycji wodza plemiennego następował
stopniowy upadek matriarchatu. Do przyjęcia nowego systemu społecznego z dominującą pozycją mężczyzny - patriarchatu, przyczyniły się także
coraz częstsze konflikty zbrojne, wynikające z ekspansji i migracji
ludów, oraz potrzeba ochrony plemienia, a także urbanizacja i budowa
osad obronnych, za co byli odpowiedzialni mężczyźni, wojownicy i budowniczowie. Wtedy to także słońce stało się najważniejszym bogiem,
przejmując atrybuty wcześniejszej Wielkiej Bogini Matki, patronki życia,
płodności i urodzaju. Miało to miejsce w okresie przechodzenia od epoki
kamiennej do epoki brązu, ok. XIII-XII wieku p.n.e.8, kiedy to
możemy także mówić o krystalizowaniu się Prasłowiańszczyzny.
Mężczyzna miał być jurny, silny i odważny. Za zasługi w boju czy swą
roztropność był otaczany mirem, co dawało mu szansę zostania wojewodą
(dowódcą wojów) albo nawet naczelnikiem plemienia, a w związkach
ponadplemiennych - księciem, z wyboru wiecu. Jeśli jednak ktoś był
chromy, to nie mógł pełnić funkcji państwowych, a karą za niektóre
przewinienia często była kastracja, co spotkało np. naszego króla
Mieszka II, któremu Czesi po uwięzieniu zmiażdżyli jądra. Miało to być
największą hańbą, a jednocześnie zapewnić brak możliwości spłodzenia
potomka, który był gwarancją zachowania ciągłości istnienia rodu.
Także kalecy mężczyźni nie mieli poważania, a tym bardziej możliwości
sprawowania roli wojewodów (wodzów wojennych) czy brania udziału w wyborach na księcia. Wiemy, że święty Wojciech pretendował za młodu do
tronu czeskiego, ale jego konkurent pogruchotał mu kości, bo z takim
kalectwem nie mógł zostać wybrany na władcę w tamtych czasach. Dlatego
powłóczył nogami i został misjonarzem, choć wcześniej był księdzem
bawidamkiem i hulaką, którego wygnano z Pragi za uwodzenie tamtejszych
mężatek. Gdy ten po jakimś czasie powrócił do swoich lubieżnych
upodobań, wtrącono go do lochu, skąd wyciągnął go Chrobry, który
postanowił powierzyć swemu marnotrawnemu krewnemu "samobójczą" misję
ewangelizacji Prusów. Bolesław Wielki zdawać się może, że przewidział
bieg wypadków, które przysporzyły mu wiele korzyści, bo po zabójstwie
Wojciecha przez pogan został on pierwszym polskim świętym, a nasz władca
przehandlował jego członki jako relikwie, umacniając przyjaźń z cesarzem
Ottonem III.
Podobnie jak mężczyźni, również kobiety słowiańskie, marzące o założeniu
rodziny, musiały być zdrowe, silne i płodne. Kalectwo czy podejrzenie
niepłodności z marszu dyskwalifikowało kandydatkę lub było powodem jej
oddalenia przez męża, co znamy z wielu relacji historycznych i badań
etnograficznych. Walerian Sobisiak przytaczał powiedzenie z Kaliskiego,
gdzie mawiano, że: nawet chorego cielęcia się nie kupuje, a co dopiero
kobitę9, co oznacza, iż unikanie związków z osobami ułomnymi
było zwyczajem powszechnym do czasów współczesnych.
Mimo takich wymagań kobiety u Słowian obdarzano szczególną czcią, a ich
"całowanie po rączkach", co jest ewenementem kulturowym w Europie,
zachowało się w polskiej kulturze po dziś dzień.
Kasjusz Dion w Historii rzymskiej pisał o Wandalach, że: ich kobiety
podczas wojen markomańskich walczyły w jednym szeregu u boku mężczyzn,
co mogło oznaczać równouprawnienie obu płci u tego ludu, uznawanego
przez wielu badaczy za słowiański, wbrew oficjalnej opinii historyków.
Gdzie indziej czytamy, iż: Barbarzyńcy uważają, że jest w kobietach coś
świętego i wieszczego, stąd nie gardzą ich radą ani nie lekceważą
przepowiedni, co dodatkowo potwierdza powyższy pogląd o wysokiej
pozycji kobiet wśród ludów uznawanych niezbyt słusznie za
"barbarzyńskie", w tym i Słowian.
Kronikarz czeski Kosmas pisał z kolei o trzech siostrach: które natura
obdarzyła taką mądrością, jaka zwykła jest męż-czyznom, choć niektórzy
przedstawiciele ludu podważali prawo jednej z nich - Lubuszy, do
sprawowania władzy z racji faktu, iż jest tylko kobietą. Ale już nasz
Mistrz Wincenty ukazuje Wandę jako dobrą królową, równą zaletami swoim
męskim poprzednikom. Aleksander Gieysztor zauważa, że: w obu podaniach
mogą błąkać się echa jakiejś starszej tradycji o uprzywilejowanej
pozycji kobiet10.
Jeśli chodzi o relacje w małżeństwie, więcej będzie o tym w dalszej
części niniejszej pracy. Warto zaznaczyć, że w praktyce całym majątkiem
dysponował gospodarz, który czasem mógł skorzystać z rady małżonki,
jednak samodzielnie podejmując ostateczne decyzje. Według niektórych
etnografów mąż miał prawo dowolnie dysponować majątkiem żony - nie
istniała w tej kwestii żadna wspólnota majątkowa, natomiast żona nie
miała prawa kupować niczego na własność ani dysponować majątkiem
męża11. Część uczonych twierdzi natomiast, że małżonek mógł
korzystać z posagu żony (pole, zwierzęta, narzędzia itp.), ale przy
zerwaniu małżeństwa miał obowiązek zwrócić rodzinie żony jej posag,
który wniosła do związku. Być może tradycja ludowa w tym zakresie była
inna w różnych rejonach Słowiań-szczyzny i mogła też podlegać zmianom na
przestrzeni wieków.
Gieysztor podaje, że zamożni Słowianie lubili rozpieszczać swoje żony
drogimi prezentami: W rodzinach przodujących ma ona poważny głos w sprawach publicznych i prywatnych. Archeologia poświadcza przepych
biżuterii kobiecej w warstwie panów, którzy jak na wyspie Rugii na pocz.
XII w. "złoto i srebro, jakie przypadkiem czy z zabierania ludzi do
niewoli lub skądinąd nabędą, obracają na ozdoby dla swoich żon lub też
do skarbca boga swego". Dodaje też: Równouprawnienie towarzyskie
kobiet polskich wyrażało się w ich udziale w ucztach wyprawianych przez
monarchę, jak o tym szeroko opowiada Gall Anonim dla czasów Bolesława
Chrobrego. Godność kobiety zamężnej była więc wysoka, choć nie
odpowiadała jej równość praw, zwłaszcza majątkowych12.
Nasz wybitny uczony pisał więcej o równouprawnieniu słowiańskich kobiet:
Żony, także wielmożów, już u schyłku doby pogańskiej miały niemało
autorytetu, obejmowały po śmierci męża zarząd domu i trzymały go silną
ręką, jak owa wdowa-poganka sprzeciwiająca się nowej religii na Pomorzu
Zachodnim "bogata i szlachetna, mająca liczną czeladź, matrona znacznej
powagi i ostro rządząca domem swoim". O czasach Bolesława Chrobrego
opowiada żywot Mojżesza Węgrzyna spisany w Klasztorze Pieczerskim w Kijowie w pocz. XIII w. ze starszej tradycji; bohaterowi sądzony był los
Józefa, a jego Putyfarą była pewna niewiasta z grona wielmożów polskich,
która go dostała do swego domu jako jeńca wojennego uprowadzonego z ziemi ruskiej. Słudzy jej ganili pobożnego Mojżesza za opór stawiany
chęciom pani takimi słowy: "Wszakże jesteś młody i masz do czynienia z wdową, która z mężem swoim żyła jedno tylko lato... i bogactwa ma
większe aniżeli wszyscy i władzę wielką pomiędzy Polakami"13.
Twierdzi też: Podobnie samodzielną pozycję miały kobiety dostojnego
rodu i na Rusi. Nie podzielimy oczywiście zdania, że były to ślady
matriarchatu. Wydaje się, że przemiany niesione przez budowę silnych
wielkich państw wydźwigały w górę rodziny możnych w całości wraz z kobietami. W sprzyjających okolicznościach ich zdolności rządzenia,
energia i śmiałość w niczym nie ustępowały ich mężom i synom. Księżna
wdowa Ludmiła rządziła Czechami jako regentka i opiekunka nieletnich
wnuków po śmierci księcia Wratysława; została w 921 r. uduszona z rozkazu synowej Drahomiry, która sięgnęła po władzę. Najstarsza kronika
ruska nie ma dość słów zachwytu nad rządami księżny Olgi, która w 945 r.
objęła po śmierci męża rządy w państwie kijowskim, prowadziła ekspansję
zewnętrzną, organizowała eksploatację kraju, jeździła do Konstantynopola
i śmiało sobie poczynała z wrogami. U progu przyjaźni polsko-węgierskiej
stoi postać innej niezwykłej kobiety, Adelajdy, żony Gejzy węgierskiego,
a siostry Mieszka I polskiego, która jeździła konno, w gniewie zabiła
człowieka, piła jak mężczyzna, miała być biegła w Piśmie Świętym, a dzięki urodzie nosiła miano Białej Knegini14.
Nagość
Swoboda związana z brakiem wstydu przed nagością, zwana obecnie
naturyzmem, co samo przez się rozumiane jest jako naturalna forma
współistnienia człowieka z przyrodą, dawniej była czymś zwyczajnym.
Negliż obecny był zwłaszcza podczas uprawiania wielu obrzędów związanych
z kultem płodności, ale też i w trakcie wykonywania niektórych
codziennych czynności czy na polu bitwy, o czym czytamy w przekazach
historycznych.
Michał Mazur w swojej pracy magisterskiej Nadzy wojownicy15
zwraca uwagę, że Słowianie w opisach kronikarzy przedstawiani są jako
prymitywne ludy walczące półnago, bez przywdziewania zbroi. Na przykład
Prokop z Cezarei w VI wieku zanotował, że Słowianie: do walki stają
pieszo, idąc przeciw wrogom, w rękach mają małe tarcze i oszczepy,
pancerza natomiast nigdy nie zakładają. Niektórzy nie mają ani koszuli,
ani płaszcza, lecz tylko rodzaj nogawic i w ten sposób stają do walki z wrogami.
Z kolei Teofilakt Symokatta w VII wieku zamieścił relację dotyczącą
dwóch nadbałtyckich Słowian, którzy podczas wyprawy poselskiej na
Bałkany zostali złapani przez wojska bizantyjskie i postawieni przed
obliczem cesarza. Wyjaśnili mu, że: noszą zaś kitary, ponieważ nie są
przyzwyczajeni odziewać się w zbroję, bo ich ziemia nie zna żelaza i dlatego pozwala im żyć w spokoju i bez waśni. Była to oczywiście
sprytna zagrywka szpiegowska, ale naiwny cesarz im uwierzył i puścił ich
wolno.
Zapiski o nagich słowiańskich "barbarzyńcach" żyjących jak zwierzęta i walczących bez odzienia to oczywiście chrześcijańska ocena odmiennej
kultury, której nie rozumiano. Tym średniowiecznym pisarzom trudno było
pojąć, że gorsząca ich nagość, którą u wojowników odbierano jako dowód
zacofania technologicznego (brak uzbrojenia), wynikała tak naprawdę ze
względów rytualnych. Wojowie słowiańscy często bowiem po pomyślnej
wróżbie o zwycięstwie zawierzali bogom i zrzucali swe zbroje, idąc w bój
z nagimi torsami, co było przejawem nie tylko odwagi i męstwa, ale i ufności w boską opiekę nad nimi.
Nagość w tradycji rycerskiej obecna była na Słowiańszczyźnie do końca
średniowiecza, by przetrwać dłużej w kulturze ludowej w postaci
ekstatycznych tańców z mieczami. Mikołaj z Wielkiego Koźmina w XV wieku
opisywał tańce orężne ludu polskiego z charakterystycznymi elementami
nagości: [...] przypominam sobie, iż w młodości czytałem w pewnej
kronice, że były w Polsce bóstwa, skąd też do naszych czasów dociera
taki obrzęd, a mianowicie tańce wykonywane przez dziewczęta z mieczami,
jak gdyby na ofiarę bożkom pogańskim, a nie Bogu, i przez chłopców
uzbrojonych w miecze i kije, które nawzajem sobie rozłupywali.
Oczyszczająca kąpiel, rys. Katarzyna Kosińska
Nagość była też wymogiem w trakcie ceremonii inicjacyjnych, znanych w różnych kulturach starożytnych, np. w mitraizmie oraz kulcie Izydy. Z zapisków kronikarskich dowiadujemy się też, że Neurowie, kojarzeni z protoplastami Słowian, raz do roku zamieniali się w wilki. Możliwe, że
chodziło tutaj o młodych wojowników, którzy nadzy przywdziewali wilcze
skóry i szli tak do boju, dając upust zwierzęcym instynktom, a specjalne
narkotyczne napoje dodatkowo miały wywoływać u nich bitewną agresję.
Także w chrześcijańskiej ceremonii chrztu do początków średniowiecza
wymagano całkowitej nagości u obu płci, która symbolizowała czystość i niewinność oraz oddanie się Bogu. Z kolei bose stopy były symbolem
pokory i ubóstwa, zwłaszcza w niektórych zakonach.
Natomiast w życiu codziennym Słowian nagość była dość powszechna. Przez
długi czas panowało przekonanie, że jest ona ściśle związana z magią i zdolnością ludzi do tworzenia jedności z naturą, a odzież jest tylko
wytworem cywilizacji. Nagie ciało było stałym elementem wielu różnych
rytuałów, np. rozebrane kobiety trzy razy przechodziły przez kolebkę
nowo narodzonego dziecka, aby odpędzić złe moce16. W podobnym celu
nagie niewiasty chodziły po domach, w których wydarzyło się coś złego. Z kolei, aby pobudzić bóstwa płodności, na wiosnę odbywano lub symulowano
stosunek płciowy na polu, a po jakimś czasie miesiączkującym dziewczętom
kazano tańczyć w zielonym zbożu, by lepiej rosło. Również niektóre
wróżby, rytuały ciążowe i szlafowe były przeprowadzane bez ubrań. Należy
dodać, że i małżonkowie sypiali nago, jeżeli w izbie nie było zbyt
zimno.
Nawet do XX wieku w Europie Środkowej i Wschodniej nagość występowała w rozmaitych obrzędach, często jako synteza wierzeń chrześcijańskich i wcześniejszych tradycji, czego przykładem są chociażby wciąż kultywowane
świętojanki, będące nakładką na pogańskie sobótki (Dni Kupały). Strój, w "jakim nas matka natura stworzyła", obowiązywał też podczas innych
słowiańskich świąt i obrzędów.
Motyw nagości znany też jest w słowiańskiej mitologii, a także w podaniach ludowych powstałych już w okresie chrześcijańskim, ale
przenikniętych dawnymi tradycjami. Ze źródeł etnograficznych wiemy
m.in., że średniowieczne czarownice na sabatach miały tańczyć lubieżnie
wokół palonych ogni i nosić wyłącznie maski albo welony zasłaniające
twarz17. Nietrudno się domyślić, że była to chrześcijańska
zdemonizowana wizja wspomnianych sobótek, zwanych przez kler katolicki
sabatami, a niewinne dziewczęta celebrujące przesilenie letnie zostały
sprowadzone do roli powierniczek diabła.
Tego typu tańce płodności i urodzaju w wykonaniu rozebranych dziewcząt
są znanym, rytualnym sposobem sprowadzania deszczu. Pisze o tym
Władysław Kopaliński w Słowniku symboli, tłumacząc, że im wyżej
skakano na polach podczas tego obrzędu, tym wyżej miało wyrastać zboże.
Na Bałkanach i w innych rejonach Słowiańszczyzny znany był ten zwyczaj
jako obrzęd Dodoli, czyli oblewania nagiej dziewczyny wodą, by przywołać
deszcz. Co ciekawe, w Serbii jeszcze w XIX wieku zachował się rytuał
odpędzania suszy, podczas którego nadzy mężczyźni w milczeniu tańczyli
nocą wokół ogniska, tzw. vrzino kolo. Po tańcach następowało
straszenie hałasem i bicie kijami powietrza, aby wystraszyć "żmija",
który zgodnie ze słowiańskimi wierzeniami miał wysysać wodę18. U ludów słowiańskich istniał również zabobon obchodzenia wsi nago przez
dziewice w celu odpędzenia zarazy ze wsi.
Kopaliński wspomina też, że nagim miesiączkującym dziewczętom kazano
tańczyć w zielonym zbożu dla zapewnienia urodzaju; nagie kobiety
biczowano gałązkami na wiosennych polach, aby pobudzić do działania
bóstwa płodności i urodzaju [...]. Według wierzeń ludowych bezdzietna
kobieta powinna w noc świętojańską nago narwać w swoim ogrodku dziurawca
(ziela świętojańskiego), aby urodzić dziecko jeszcze przed następnym św.
Janem19.
Niektóre obyczaje związane z nagością zachowały się gdzieniegdzie do
czasów współczesnych. Znana jest opowieść o bacy z Babiej Góry, który
zajmował się czarami i chodził nago na cmentarz w Wielki Piątek o północy po to, by zbierać tam kosteczki, drzazgi z trumny, rdzę z krzyży
do zaklęć w celu zapewnienia bezpieczeństwa swojemu stadu20.
Interesujący przykład przetrwania wiary ludu polskiego w magiczną moc
nagości podaje też Leonard Pełka, który w swej książce Polska
demonologia ludowa odnotował następujące zdarzenie: W 1959 roku w jednej wiosce z Rzeszowskiego zaistniał wypadek pożaru zabudowania
gospodarskiego wywołanego przez piorun. Mieszkańcy wsi - włącznie z właścicielem płonącego zabudowania - nie zawezwali straży ogniowej,
uważając, że gaszenie pożaru wywołanego przez piorun jest... grzechem.
Jedynym zastosowanym przez nich "środkiem przeciwdziałania" było
okrążenie płonącego domu przez nagą dziewczynę ze świętym obrazem w rękach...
Jak widać, w tradycji ludowej zachowały się przekonania o magicznej mocy
nagiego ciała jako wyrazu zbliżenia się do Boga i poddania jego woli.
Takie elementy obecne są nadal w folklorze narodów słowiańskich, o czym
będzie tutaj jeszcze mowa.
Współczesne obchody Dni Kupały niektórych wciąż gorszą, choć
poza nagością i tańcami wokół ognisk niewiele zostało z dawnych
obrzędów o charakterze orgiastycznym (fot. David Tadevosian/
Shutterstock.com)
Na jednym z blogów poświęconych kulturze ario-słowiańskiej czytamy:
Wśród przyrody hasano nago, w domu noszono pełny, harmonijny strój.
Bloger zaznacza przy tym, że utożsamianie seksu wyłącznie z genitaliami
to wypaczenie, bowiem: Każdy rodzaj obcowania między płciami to
stosunki seksualne. Dlaczego dawniej miłość cielesna nie była ludziom aż
tak potrzebna? W pierwotnej kulturze aryjskiej miłość fizyczną uprawiano
jedynie z zamiarem spłodzenia potomstwa; nie działo się tak bynajmniej w skutek uważania intymnych zbliżeń za nieczyste. Kiedy mężczyzna i żeńczyna połączeni są na poziomie wszystkich czakr, mogą doświadczać
nieustającego orgazmu. Ekstaza dokonuje się w tańcu, rozmowie,
spoglądaniu sobie w oczy, dotyku - całym codziennym życiu21.
Celebracja nagości umożliwiającej pełny związek człowieka z naturą
wynikała z uznawania ludzkiego ciała za święte, gdyż ma ono w sobie
pierwiastek boskości. Z pogańskim kultem płodności i nagości według
Macieja Bogdanowicza ma być związane chrześcijańskie święto Bożego
Ciała, które tłumaczy jako oddawanie czci boskiemu ciału
człowieka22.
Już niejaki Zenon (ok. 334-262 p.n.e.) był zwolennikiem naturyzmu i postulował akceptację wolnej miłości, co powinno rozwiązać jego zdaniem
problem cudzołóstwa. Zakładał on, że gdy mądry człowiek kontroluje swoją
seksualność, swoboda obyczajów nie doprowadza do rozwiązłości i orgii. Z tego samego powodu Zenon był zwolennikiem publicznego chodzenia nago,
choć nie zyskał sobie w tych przekonaniach zbyt wielu zwolenników.
Dzisiaj wiele z pogańskich elementów kulturowych, w tym nagość jako
oznaka ludzkiej czystości, niewinności i bliskości z naturą, jest
obecnych w praktykach rodzimowierczych i ruchach New Age, np. u hipisów
i wiccan.
Wchodzenie w dorosłość
U Słowian znane były obrzędy przygotowujące do wejścia w dorosłość. Dla
chłopców były to postrzyżyny, a u dziewcząt - zapleciny (zwane też
wiankowinami), przeprowadzane w wieku ok. 7 lat.
Chłopcy po postrzyżynach przez ojca, czyli podcięciu długich dziecięcych
włosów, przechodzili pod jego opiekę i otrzymywali właściwe imiona
odpowiadające charakterowi, predyspozycjom czy umiejętnościom
młodzieńca. Od tej pory uczył się on męskiego rzemiosła, by za kilka lat
stać się dojrzałym członkiem plemienia, którego miał bronić i opiekować
się kobietami. Kult siły i płodności był mu wpajany od małego.
U chłopców w wieku 14 lat odbywał się obrzęd ponownych postrzyżyn, które
tym razem miały charakter potwierdzenia, że chłopiec zmienia się w mężczyznę. W chrześcijaństwie jego odpowiednikiem jest bierzmowanie.
Nastoletni chłopcy przechodzili obrzędy inicjacyjne, które miały
potwierdzić ich odwagę i męskość. Prawdopodobnie jednym z tego typu
zwyczajów było picie narkotycznych napojów, wdziewanie wilczych skór i polowanie lub walka między grupami wyrostków. Pisał o tym Herodot w V
wieku p.n.e. przy opisie Neurów, co niektórzy błędnie odczytują jako
przykład wilkołactwa.
Z kolei kilkuletnim dziewczynkom zaplatano warkocze, a większość czasu
spędzały one pod okiem kobiet, uczących je damskich zajęć, takich jak:
praca w gospodarstwie, rozpoznawanie, zbieranie i zastosowanie ziół,
gotowanie, opieka nad zwierzętami domowymi itp.
Kiedy dziewczynka stawała się kobietą, o czym świadczyła pierwsza
menstruacja, najczęściej w wieku 12-13 lat, wtedy odbywały się
kosopleciny. Wówczas taka młoda panna dostawała lunulę lub inny symbol
kobiecości i rozplątywano jej dziewczęce warkoczyki, zaplatając je w jeden, który był symbolem dojrzałości, ale i panieństwa, niekoniecznie
dziewictwa. Podczas kosoplecin dziewczęta strojono w białe szaty, które
były symbolem niewinności, dziewiczości i czystości. Głowę młodej
dziewczyny dekorowano wiankiem z wybranych ziół lub kwiatów o magicznej
mocy ochronnej i przynoszącej pomyślność. Obserwowano zjawiska
przyrodnicze i atmosferyczne w ten specjalny dzień, gdyż uważano je za
ważną wróżbę dotyczącą przyszłego losu dziecka. Po zakończeniu ceremonii
dziewczynka stawała się panną i u boku matki, starszych sióstr i ciotek
uczyła się kobiecych obowiązków. W obrzędzie kosoplecin brały udział
starsze kobiety, które zdradzały nastoletniej kandydatce na żonę, jak
zadowolić mężczyznę, dbać o dom i inne tzw. babskie sprawy. Warkocz
zapleciony po raz pierwszy podczas zaplecin rozplatano symbolicznie
podczas ślubnych oczepin lub obcinano nożycami, a w niektóryh rejonach -
siekierą. Ścięte włosy wrzucano do rzeki lub jeziora albo spalano w ognisku, a młoda mężatka wdziewała czepiec, będący symbolem
zamążpójścia23.
Kwitnienie kobiet (menstruacja)
Dziewczęta stawały się kobietami z chwilą zakwitania (od rozpoczęcia
miesiączkowania). Gdy dziewczyna zakwitała, uznawano ją za zdolną do
rodzenia dzieci. Żeński kwiat (menstruacja) pojawiał się z comiesięczną regularnością od pierwszego zakwitnięcia aż do
przekwitania (wieku podeszłego). Dlatego miesiączkowanie wzięło swoją
nazwę od Księżyca, zwanego dawniej Miesiącem, a kobiety wiązano z mocami lunarnymi.
Zapleciona w warkocze, mal. Zinaida Serebriakowa, 1930 rok
Temat kobiecego cyklu rozrodczego objęty był tabu i nawet dziś,
zwłaszcza na wsi, często jest pomijany w rozmowach prywatnych. Dlatego
wiele dziewcząt bywało wystraszonych na widok krwi menstruacyjnej,
traktując ją jako oznakę nieznanej choroby. Powszechnie uznawano, że
wiedza w zakresie rozrodczości i spraw damsko-męskich przyjdzie sama,
dlatego raczej nie przygotowywano wcześniej dziewczynek na spotkanie ze
zmianami fizjologicznymi ich dojrzewającego organizmu. Dopiero gdy
osiągały one dojrzałość płciową, to matki wyjaśniały córkom pewne fakty
dotyczące "kobiecych spraw", traktując ten proces jako swego rodzaju
przekraczanie wyższego szczebla wtajemniczenia. Edukacją seksualną
zajmowały się jednak najczęściej znachorki (jak sama nazwa wskazuje -
znające choroby) i starsze rodzeństwo.
W tradycji ludowej uznawano okres miesiączkowania kobiety za nieczysty,
co wiązało się z wieloma zakazami, mającymi uchronić ludzi i dobrostan
od sprofanowania. Kobietom w czasie "trudnych dni" zakazywano wielu
robót gospodarskich w obawie, że np. zasiane w takim stanie ziarna nie
wzejdą, owoce będą robaczywe, a obrabiane pola wyjałowieją. Zabronione
były także: rozpalanie i dokładanie do ognia, pieczenie chleba,
przygotowywanie przetworów, a nawet czerpanie wody, którą uznawano za
skażoną. To samo dotyczyło wszelkich czynności obrzędowych i uczestnictwa w praktykach religijnych. Kobieta miesiączkująca nie mogła
karmić piersią swojego dziecka ani brać na ręce potomstwa innych matek,
nie wolno jej było także przestępować przez żywe stworzenia, bo podobno
od tego przestawały rosnąć. Oczywiście również stosunki seksualne
podczas okresu były surowo zakazane24.
Takie podejście do menstruacji było także charakterystyczne dla religii
chrześcijańskiej. Jeszcze w XX wieku kobiecie podczas miesiączki pod
groźbą grzechu ciężkiego nie wolno było przystępować do komunii świętej,
a nawet wchodzić do kościoła, kaplicy czy odwiedzać grobów najbliższych.
Szczególnie zwracano uwagę na zabezpieczenie się przed kontaktem z krwią
takiej kobiety, którą uznawano za w pewnym stopniu czasowo "parszywą".
Wprowadzono niezbędne procedury mające uchronić ludzi i otoczenie przed
"skażeniem". Na przykład gdy krew miesiączkującej kobiety dostała się do
wody, należało ją chyłkiem wylać do rzeki, aby nieczyste siły w niej
zawarte szybko odpłynęły z prądem z dala od obejścia. Można też było
wlać takie nieczystości do mysiej albo kreciej nory, by pozbyć się
dzięki jej szkodliwej mocy niechcianych lokatorów.
Wierzono też, że czarownice stosowały krew menstruacyjną zwaną żeńskim
kwiatem w wielu magicznych praktykach, szczególnie przy rzucaniu zaklęć
erotycznych i miłosnych, a eliksiry na niej bazujące miały być wyjątkowo
silnym afrodyzjakiem, wzbudzającym w mężczyznach wielką namiętność.
Dlatego panny na wydaniu próbowały ukradkiem przemycić w jedzeniu czy
napoju podawanym upatrzonemu chłopakowi taką niespodziewaną
"zachciewajkę"25.
Pojawienie się menstruacji u dziewczyny oznaczało, że staje się ona
kobietą mogącą rodzić dzieci. Oczywiście towarzyszył temu odpowiedni
rytuał pasowania kandydatki na przyszłą matkę, który zwano huknięciem.
Polegał on na tym, że matka dziewczyny uderzała swą córkę w policzek, co
miało jej zapewnić urodę, ale też pamięć o tym matczynym uderzeniu
przypominała, że podstawowym obowiązkiem i powinnością kobiety jest
macierzyństwo.
Chociaż menstruacja jest częścią naturalnego cyklu rozrodczego kobiety,
to jednak dawniej krew miesiączkową, zresztą jak i inne ludzkie
wydzieliny, uważano - jak wcześniej nadmieniono - za coś nieczystego,
złego. Aby oczyścić ciało, należało wziąć kąpiel, najlepiej w rzece,
która zabierze ze sobą daleko owe nieczystości26. Można
więc stwierdzić, że w "tych dniach" kobiety nie miały dawniej łatwego
życia i musiały z pokorą przeczekać ten upokarzający czas.
Jak wspomniałem, regularność kobiecych cyklów miesiączkowych wiązano z Księżycem, zwanym dawniej Miesiącem. Dlatego patronem Księżyca w wielu
kulturach była bogini zwana Luną - Łuną (odbicie Słońca). Dopiero w ugruntowanym społeczeństwie patriarchalnym Księżyc zmienił patrona na
męskiego boga, którym w przypadku Słowian był Chors, a związki z "księciem nocy" przypisywano także Welesowi27.
Życie miłosne młodzieży
Kojarzenie w pary młodych i flirtowanie w dawnych czasach wyglądało
bardzo romantycznie, choć było związane z wieloma obwarowaniami mimo
stereotypowo postrzeganego rozpasania seksualnego, jakie jest
powszechnie kojarzone z pogaństwem.
Młodzi mogli się spotkać przy różnych okazjach podczas pracy, obrzędów i biesiad. Jednak o jakiejś prywatności, a tym bardziej intymności w wiosce nie mogło być mowy. Nie było, jak wiemy, klubów, dyskotek,
restauracji czy domów schadzek. Domy prywatne były zamieszkiwane przez
liczne rodziny, więc cały czas ktoś w nich przebywał. Zakochani wymykali
się zatem do lasu, na łąkę czy pole, by pobyć sam na sam ze sobą, poza
oczami gapiów. Oficjalnie takie przedmałżeńskie schadzki były
niewskazane, ale gdy widziano, że młodzi lgną do siebie i obie rodziny
nie mają nic przeciwko ich związkowi, to najczęściej przymykano na to
oczy.
Jedna z szans na bliższe spotkania młodych pojawiała się podczas świąt,
szczególnie w okresie Zielonych Świątek (dawniej zwanych "Stado").
Wówczas to przez kilka dni nie wykonywano żadnej pracy, a jedynie
spędzano czas na biesiadowaniu, wspólnych zabawach, tańcach, śpiewach i innych rytuałach. Nagrodą dla zwycięzcy w grze był np. pocałunek
wybranej dziewczyny, który stanowił sygnał wzajemnej sympatii i okazywanego sobie zainteresowania. W kolejnych zabawach młodzi zaczynali
ze sobą flirtować, zbliżać się do siebie, stwarzając okazje do
następnych pocałunków, trzymania się za ręce czy też wspólnego tańca.
Takie sposobności pojawiały się w trakcie korowodów, obrzędowych
przemarszów i innych uroczystości w czasie: Maslenicy, Wielkanocy,
sobótek, Święta Plonów, Szczodrych Godów i innych świąt. Dziewczęta i chłopcy na dni świąteczne przywdziewali eleganckie stroje, często
samodzielnie wyszywane z indywidualnie wybranymi wzorami, aby jeszcze
bardziej zwrócić na siebie uwagę.
Do dzisiaj zachował się na polskiej wsi zwyczaj oblewania dziewcząt wodą
w czasie śmigusa-dyngusa z okazji Wielkanocy, a dziewczęta wierzą, że
która jest najbardziej zmoczona, ta się najbardziej podoba chłopakom i szybko wyjdzie za mąż.
Podczas świątecznych przemarszów organizowanych przez chłopców panował
zwyczaj, że ofiarowywano im drobne podarki, które miały zapewnić urodzaj
i pomyślność. Takim kolędnikom dziewczęta mogły się wykupić całusami,
gdy nie upiekły ciastek, a przykładowo pocałunek kozła wzbudzał
powszechną wesołość.
Wiele obrzędów świątecznych obejmowało także wróżby o zamążpójściu (np.
andrzejki), a podczas uroczystości często odbywały się inscenizacje
ceremonii weselnej i śpiewano pieśni swadziebne, będące wyrazem tęsknoty
za weselichem oraz stanowiące formę zachęty dla młodych do organizacji
ślubów.
Poza okresem świątecznym młodzież spotykała się w czasie prac polowych i podczas zbiorów. Przykładem takich roboczych spotkań były kapustki,
kiedy to dziewczęta siekły kapustę i ugniatały ją w beczce gołymi
stopami z zadartymi w górę kieckami. Chłopcy szukali natomiast pretekstu
do podglądania ich podczas tych czynności, wpadając nagle do izby, w której przebywały, i pozorując chęć niesienia pomocy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki