Zwyciężać ból - Joseph Weisberg, Heidi Shink

Reflow text when sidebars are open.
Książka ta powstała w wyniku wysiłku wielu osób, które poświęciły swój czas i wiedzę, abyśmy mogli ziścić marzenie o jej napisaniu.
Heidi i ja jesteśmy wdzięczni zwłaszcza naszemu wydawcy, Tracy Behar. Jej szybkie opinie na temat naszej pracy, ogromne zaangażowanie i niezwykła przenikliwość inspirowały nas i kształtowały poszczególne części książki. Chcieliśmy także podziękować naszemu agentowi Matthew Gumie za jego niestrudzone wysiłki, niezliczone pomysły i niewyczerpaną energię. Matthew Jonesowi zawdzięczamy niezwykle cenne, bezstronne i fachowe porady prawne, których udzielał nam przed publikacją. Utalentowana Christy Stoner stworzyła świetne rysunki. David Daigle sfotografował poszczególne pozycje terapeutyczne z niewiarygodną przejrzystością. Robin Morell, odpowiedzialny za logistykę przedsięwzięcia, sprawił, że nie pogubiłem się w życiu pełnym rozlicznych obowiązków. Dr Bernard Lender, przewodniczący Touro College, umożliwił mi wygospodarowanie czasu, który mogłem poświęcić na pisanie. Lekarze Bert Agus i Laura Jacobs oraz farmaceutki Wendy Jones i Jodi Levine udzielały mi cennych, fachowych wskazówek.
Ogromną wdzięczność chcielibyśmy wyrazić wobec naszych modeli: Michele Cherry-Grace, Jabariego Hearna, Angie Lee, Brendana O'Reilly'ego, Michaela Papadola i Nathana Peitzmeiera, którzy cierpliwie znosili godziny pozowania i upominania z zapałem i poczuciem humoru. Bohaterowie prawdziwych historii byli na tyle uprzejmi, że zgodzili się na ich upublicznienie, dzięki czemu czytelnicy mogą się przekonać, jak osoby żyjące w realnym świecie wygrały swe batalie z bólem.
Chcielibyśmy również podziękować bliskim przyjaciołom i rodzinie, którzy wspierali nas duchowo i praktycznie w czasie pisania książki. Dani Alpert, Michelle Rivera, Amy Ruskin i Leah Stansbury zawsze zjawiały się w potrzebie, czy to aby odblokować siły twórcze, dodać otuchy, czy dzielić tysiące wątpliwości, entuzjazm, niepewność i inne emocje nieodłącznie związane z realizacją jakiegokolwiek projektu. Harlan Levine nieustannie obracał wszystko w żart przez pocztę elektroniczną. Amy Utstein i Rebecca Raphael, pełne wspaniałych pomysłów, zredagowały konspekt i książkę. Steve Utstein dzielił się swą ogromną wiedzą na temat przetwarzania tekstów i sprawiał, że podstępna często technika stawała się bardziej przyjazna. Denise Hammond wykorzystała swe ogromne zasoby, dzięki którym sesje zdjęciowe były harmonijne i kompletne. Jonnie Stansbury służył wsparciem i mądrą radą. Ciocia i wujek Rabin nie tylko nas sobie przedstawili, ale przygotowywali wyśmienite jedzenie na nasze całonocne sesje pisania. Dziękujemy też GG, pierwszej osobie, której powiedzieliśmy, że piszemy tę książkę i która w pełni wierzyła w sukces przedsięwzięcia, kiedy było ono zaledwie mglistą ideą.
Na koniec Heidi dziękuje Simonowi i Vicki Shinkom za bezwarunkową miłość, przewodnictwo i wsparcie, a także Caitlin Stansbury, która pomagała jej być kreatywną i odważną na co dzień. Ja chciałbym najgoręcej podziękować Arelowi, Yaronowi, Orahowi i Yael Weisbergom, za ich rady, wyrozumiałość i zrozumienie. Zwłaszcza Rinie Weisberg, której całkowite poświęcenie rodzinie i wsparcie w mojej pracy zawodowej sprawiło, że mogłem napisać tę książkę.
Heidi Shink
Wstęp
Pierwszym zdaniem, które usłyszałam od doktora Weisberga, było pytanie: "Czy codziennie myje pani zęby?". Gdybym nie leżała na brzuchu na kozetce, czując straszliwy ból, i nie była niemal całkowicie unieruchomiona, wstałabym i podeszła do drzwi gabinetu, aby upewnić się, że wisi na nich tabliczka z napisem "Fizjoterapeuta", a nie "Dentysta". Zdziwiona zaczęłam się zastanawiać, co zęby mają wspólnego z moim kręgosłupem. Jak się okazało, bardzo wiele. Dr Weisberg wytłumaczył mi, że opracował program, który wpływa na uporczywe dolegliwości w taki sam sposób, jak szczotkowanie zębów i używanie nici dentystycznej zapobiega próchnicy. Mało tego: zajmuje mniej więcej tyle samo czasu.
Dzisiaj trudno uwierzyć, że profilaktyka ochrony zębów to stosunkowo niedawny zwyczaj. Jeszcze w poprzednim stuleciu dbałość o higienę jamy ustnej nie należała do codziennych czynności. W efekcie ludzie zaczynali tracić zęby około trzydziestki, a w wieku lat pięćdziesięciu nie mieli już ani jednego. Uważano wówczas, że utrzymanie pełnego uzębienia przez całe życie jest po prostu niemożliwe. Dzisiaj wiemy, że teoria ta jest całkowicie błędna. Przyczyną złego stanu zębów była niewystarczająca dbałość o stan jamy ustnej. Z chwilą kiedy profilaktyka stała się rutyną, sztuczna szczęka przed emeryturą przeszła do historii.
Na początku obecnego stulecia zwykła dbałość o stan mięś-ni i stawów nie znajduje odbicia w codziennych czynnościach. W zasadzie nie istnieje nawet coś takiego jak profilaktyka chorób układu mięśniowo-szkieletowego. To poważne zaniedbanie doprowadziło do tragicznych skutków. Bóle przewlekłe przyjęły rozmiar epidemii, a liczba osób nimi dotkniętych stale się zwiększa. Siedem na dziesięć osób na całym świecie w wieku trzydziestu lat cierpi na jakąś formę nawracającego bólu. W okolicach pięćdziesiątki prawie wszyscy doświadczają znaczącego, wymiernego spadku możliwości funkcjonowania mięśni i stawów. Panuje powszechne przekonanie, że taka jest kondycja organizmu ludzkiego. Wcześniej czy później muszą się pojawić bóle i dysfunkcje. Nic bardziej mylnego. Prawda jest taka, że metody (czy raczej ich brak) stosowane do ochrony zasadniczych elementów naszego organizmu nie wystarczają, aby zapewnić mu zdrowie. W momencie, kiedy dbałość o układ mięśniowo-szkieletowy staje się rutyną, niemal wszystkie bóle znikają. Ale kto o tym wie? Ja oczywiście nie wiedziałam.
Jestem przeciętną Amerykanką. Odżywiam się nieregularnie, prowadzę siedzący tryb życia (chociaż zdarzają mi się okresy aktywności fizycznej), stanowczo za dużo pracuję i, mimo to, cieszę się doskonałym zdrowiem. Nie znaczy to jednak, że przez większą część dorosłego życia nie doświadczałam różnorakich dolegliwości. Miewałam silne bóle głowy i nerwobóle szyi związane ze stresem, przykurcze rąk i sztywnienie nadgarstków od pracy przy komputerze oraz bóle kolan i zdrętwiałe podudzia po ćwiczeniach na serce. Brzmi znajomo? Byłam również jedną z milionów osób cierpiących na unieruchamiające, uporczywe bóle krzyża. Starając się poprawić kondycję swego organizmu, chodziłam do kręgarzy, specjalistów od akupunktury, lekarzy, psychiatrów, fizykoterapeutów i masażystów -?wszystko bezskutecznie. Kupiłam mnóstwo książek na temat bólu, przeszukiwałam zasoby Internetu i wydałam mnóstwo pieniędzy na dziwaczne przyrządy do ćwiczeń. Próbowałam nawet kryształów! Jednak wszystkie moje wysiłki spełzały na niczym. Wreszcie pogodziłam się z faktem, że jestem skazana na ból aż do śmierci, a kiedy sporadyczne niedyspozycje zamieniły się w dolegliwości odbierające mi chęć do życia, straciłam nadzieję. Na tym etapie trafiłam do doktora Weisberga, który sprawił, że wszystko się zmieniło. Już w czasie pierwszej wizyty zapoznał mnie ze swoim przełomowym programem.
Program Weisberga to trzystopniowa strategia taktyczna mająca na celu zapewnienie układowi szkieletowo-kostnemu zdrowia i długowieczności. Składają się na nią: program "Trzy minuty zapobiegania", niedopuszczający do wystąpienia przewlekłych bólów, "Encyklopedia uśmierzania bólu", dzięki której można szybko doświadczyć ulgi i poprawić stan chorych narządów, oraz "Kwartalny przegląd" przygotowujący organizm do zsynchronizowanego działania. Pierwszą rzeczą, która uderzyła mnie w programie, była znikoma ilość czasu potrzebna do jego realizacji. Byłam pewna, że bez względu na to, jak bardzo będę zajęta, mogę poświęcić trzy minuty dziennie, aby oszczędzić sobie tygodni, miesięcy, a nawet lat bólu. Doktor Weisberg wprowadził mnie w medyczne i naukowe tajniki swej filozofii oraz opowiedział, jaką drogą do niej doszedł. Był to zdroworozsądkowy, wymagający czynnego udziału program, dzięki któremu moje bóle w ciągu dwóch dni znacząco zelżały, a w ciągu dwóch tygodni ustąpiły całkowicie. Z dumą stwierdzam, że od trzech lat, czyli od czasu, kiedy zaczęłam stosować program doktora Weisberga, przestałam cierpieć na przewlekłe bóle. Co więcej, nie pojawiły się żadne nowe dolegliwości.
Oprócz tego wszyscy członkowie mojej rodziny znaleźli się wśród tysięcy pacjentów, którym doktor Weisberg skutecznie pomógł. Jego metody są odpowiednie dla każdego, począwszy od mojego dziewięcioletniego bratanka, a skończywszy na mojej osiemdziesięciodziewięcioletniej babci. Doktor Weisberg zajął się każdą częścią ciała członków mojej rodziny, od czubka głowy do pięt. Oszczędził nam lat bólu, zbędnych operacji, wydatków na lekarzy i długotrwałych okresów brania silnie uzależniających leków. Tak wiele zawdzięczamy programowi Weisberga, że trudno wyliczyć wszystkie korzyści; stąd powstała inspiracja do napisania tej książki.
Nie jestem lekarzem, pielęgniarką ani nie mam żadnych związków z medycyną. Jestem laikiem, który doświadczał silnych bólów. To, że przestałam cierpieć, zawdzięczam doktorowi Weisbergowi. Teraz mogę dużo pracować i do woli się bawić, nie martwiąc się, że przyjdzie mi za to słono zapłacić. Niewielki dodatek do moich porannych zajęć -?mycia zębów czy wypicia kawy -?w postaci ćwiczeń z programu "Trzy minuty zapobiegania" całkowicie odmienił moje życie. I nie chodzi tu tylko o to, że dzisiaj odczuwam znaczącą różnicę, ale i o to, że mogę bez lęku patrzeć w przyszłość.
Dr Joseph Weisberg
Wstęp
Książka ta powstała po to, by zasadniczo zmienić jakość życia ludzi przez nauczenie ich metod uwolnienia się od bólu. Napisałem ją, by przekonać państwa, że życie bez bólu jest możliwe, a osiągnięcie celu leży w zakresie możliwości każdego z nas. Dzięki informacjom zawartym w poradniku będą państwo mogli zapobiec bólom, zanim się pojawią, i zaradzić tym, które już występują. Pomogę wam zmienić sposób patrzenia na ból, zrozumieć fizjologię człowieka i nauczyć się dbania o siebie. Zadaniem mojego programu jest przywrócenie układowi mięśniowo-szkieletowemu organizmu optymalnej formy i zapewnienie jego sprawnego funkcjonowania do końca życia -?wszystko naturalnymi metodami: bez stosowania leków, niesprawdzonych ziół czy drogich przyrządów gimnastycznych. Co więcej, nie wymagam nawet zmiany przyzwyczajeń. Jedyne, co jest potrzebne, to odrobina dobrej woli i trzy minuty dziennie.
Niewiele osób wie, że ciało ludzkie, z wyjątkiem organizmów osób chorych (których omówienie wykracza poza temat książki), jest zaprogramowane na działanie na najwyższych obrotach przez ponad sto lat. Właściwie wykorzystywane mięśnie i stawy są w stanie pracować przez 120 lat. Wydaje się to niemożliwe, skoro większość ludzi nie dożywa sześćdziesiątki bez doświadczania bólów o różnorakim charakterze, artretyzmu, przykurczy, bólów pleców i głowy oraz ogólnego ograniczenia sprawności fizycznej. Według statystyk setki milionów ludzi cierpi na przewlekłe bóle, a ich liczba stale wzrasta. Tak się przyzwyczailiśmy wierzyć w pogląd, że ból jest nieodłącznym elementem starzenia się, że nie przypuszczamy nawet, iż można mu zaradzić. Otóż ja mówię, że można.
Mój program zapobiegania bólom i szybkiego powrotu do formy zaczął powstawać trzydzieści lat temu. Podobnie jak to było z większością wynalazków, wziął się z potrzeby. Mimo że jestem wysoko wykwalifikowanym i przeszkolonym fizjoterapeutą, miewałem napady silnych i uporczywych bólów. W końcu to, że jestem lekarzem, nie chroni mnie przed chorobami. Nikt nie jest uodporniony na ból, bez względu na wiek, płeć czy stopień wytrenowania organizmu. Kiedy moje dolegliwości stały się tak dokuczliwe, że przeszkadzały mi w pracy i życiu prywatnym, postanowiłem znaleźć sposób, aby im zaradzić. Potrzebowałem czegoś, co szybko przywróci mi równowagę, a także czegoś, co w ogóle nie dopuści do powstania bólu. Niestety nic takiego nie istniało. Daremnie zgłębiałem prace ze swojej dziedziny i jej pokrewnych, przeczesywałem księgarnie oraz biblioteki, a także konsultowałem się z innymi specjalistami. Wszędzie znajdowałem te same rady, o których słyszała większość z nas: środki przeciwbólowe, pozostawanie pod stałą opieką lekarską, operacja. Zdarzało się, że niektóre z tych "lekarstw" czasowo niwelowały moje dolegliwości, ale ich nie usuwały. Ból powracał niemal natychmiast po tym, jak ustąpił. Wiedziałem, że musi być jakiś lepszy sposób.
Wpadłem na pomysł, który zarówno wtedy, jak i dzisiaj jest absolutnie przełomowy: zamiast zwalczać ból, należy przede wszystkim leczyć dysfunkcję, która go powoduje. Codziennie, nawet o tym nie wiedząc, ulegamy niezliczonej liczbie mikrourazów. Wykonywanie zwykłych czynności: sięganie po torbę z zakupami, podnoszenie teczki, bieg do pociągu, wyprowadzanie psa, siadanie przy biurku, praca przy komputerze, czesanie włosów, ćwiczenia i tysiące innych, nieznacznie uszkadza mięśnie i stawy. Kiedy wszystkie mikrourazy się zsumują, powstaje ból. Jako lekarz wiedziałem, że mięśnie i stawy mają niewiarygodną, wrodzoną zdolność odzyskiwania sprężystości. Stworzyłem program, w którym codziennie wykorzystuje się naturalną skłonność organizmu do regeneracji, co zapobiega kumulowaniu się mikrourazów i powstawaniu bólu. Kiedy zacząłem się zastanawiać, dlaczego układ mięśniowo-szkieletowy jest tak podatny na zużycie, odkryłem, że winę ponosi przepaść pomiędzy potrzebami układu biologicznego a współczesnym stylem życia. Mój program ma za zadanie tę przepaść zasypać. Szczegółowo opowiadam o tym wszystkim w książce, a ogólnie można powiedzieć, że opracowałem metodę terapeutyczną, która umożliwia organizmowi chronić się przed nim samym. Nazwałem ją metodą Weisberga.
Podstawowym kryterium mającym zasadnicze znaczenie dla mojego programu była oszczędność czasu. Zawsze byłem osobą bardzo zapracowaną, zbyt zajętą, by poświęcać część dnia na utrzymanie formy fizycznej i dobrego samopoczucia. Może się to wydawać dziwne u osoby mojej profesji, a jednak nie miałem ochoty poświęcać znikomej ilości wolnego czasu, jakim niekiedy dysponowałem, na program ćwiczeń, nawet jeśli miałoby mi to poprawić jakość życia i oszczędzić bólu, frustracji i pieniędzy. Doskonale wiedząc, że nie jestem wyjątkiem, postanowiłem zaprojektować metodę Weisberga tak, aby każdy mógł ją dostosować do swojego życia, a nie musiał dostosowywać życia do programu. Zdawałem sobie sprawę, że zestaw ćwiczeń, by był efektywny, trzeba wykonywać regularnie, a co za tym idzie musi być praktyczny. Po przestudiowaniu literatury medycznej doszedłem do wniosku, że mniej oznacza więcej: trzy minuty dziennie nie tylko wystarczą, ale nawet z naddatkiem utrzymują układ mięśniowo-szkieletowy w doskonałej formie. Mój program był gotowy.
Rzecz jasna pierwszym pacjentem, który testował metodę Weisberga, byłem ja sam. Kiedy przekonałem się, że jest bezpieczny i spełnia swoje zadanie, zacząłem polecać go innym. Pierwsi żołnierze metody Weisberga, jak ich nazwałem, potwierdzali to, czego sam doświadczyłem. Już po kilku tygodniach stawali się bardziej aktywni, a ból malał. Z czasem ustępował całkowicie. Po roku, dwóch, a nawet dziesięciu stwierdzałem, że te osoby, które rzetelnie stosowały metodę Weisberga, w zasadzie nie miały nawrotów bólu. Od tamtej pory pomogłem tysiącom pacjentów zawsze z tym samym rezultatem. Teraz kolej na państwa.
Życie bez bólu: wystarczą trzy minuty dziennie to klucz do uwolnienia się od, jak by się wydawało, nieuniknionego bólu. Czytelnicy tej książki będą mogli przekroczyć próg i znaleźć się w świecie lepszego zdrowia i większych sił witalnych. Osoby, które przeczytały wstęp, zrobiły już pierwszy krok na drodze do życia bez bólu.
Nie ma bólu bez powodu.
Powinniśmy się nauczyć
rozumieć język naszego organizmu
i właściwie reagować na wysyłane
przez niego sygnały.
Kiedy pacjent przychodzi do mnie na pierwszą wizytę, lubię zaczynać rozmowę od żartu: "Mam dla pana dobrą i złą wiadomość. Zła wiadomość to ta, że pana boli, a dobra, że pana boli".
Nonsens? Tak odbierają to pacjenci, zanim przekażę im to, co jest opisane poniżej. Chciałbym, aby wszyscy, którzy przeczytają ten rozdział, zmienili swoje nastawienie do bólu i zaczęli postrzegać go we właściwy sposób, czyli jako przekaźnik informujący nas, w którym miejscu dzieje się coś niedobrego.
Ból nie jest naszym wrogiem. Wręcz przeciwnie, jest jednym z naszych największych sprzymierzeńców. To perfekcyjny system alarmowy mający za zadanie ostrzegać nas, kiedy dzieje się coś niedobrego. Kiedy się uaktywnia, wiemy, że powinniśmy uważać, bo możemy sobie poważnie zaszkodzić. Dlaczego zrozumienie tego faktu jest tak istotne? Ponieważ błędne rozpoznanie bądź zlekceważenie sygnałów wysyłanych przez organizm może mieć poważne konsekwencje, a nawet prowadzić do kalectwa. Mam zamiar nauczyć państwa, w jaki sposób interpretować różne dolegliwości, abyście zdążyli na czas zareagować na syreny alarmowe wysyłane przez wewnętrzny system ostrzegania.
Zdaję sobie sprawę, że każdemu, kto cierpi, bądź obserwuje złe samopoczucie bliskiej osoby, trudno będzie postrzegać ból jako coś dobrego. Ból dotyka ogromną liczbę osób, nie zna granic i nie wybiera. Uderza bez względu na to, czy jest się młodym czy starym, kobietą czy mężczyzną, bogatym czy biednym, osobą wysportowaną czy siedzącą całymi dniami przed telewizorem. Doskonale wiem z własnego doświadczenia, jak bardzo potrafi pozbawiać chęci do życia. Ogranicza gotowość do podejmowania wyzwań i pełnego przeżywania przyjemności, w jakie obfituje każdy dzień, a co gorsza sprawia wrażenie, jakby miał trwać wiecznie. Nie chciałbym, żeby ktokolwiek myślał, że permanentny stan odczuwania bólu uważam za coś właściwego. Przeciwnie, po to napisałem tę książkę, aby jak najwięcej ludzi od tego uwolnić. Moim celem jest pomoc w lepszym rozumieniu potrzeb własnego organizmu. Każdy, kto dobrze zapozna się z bólem, będzie umiał szybko właściwie reagować. Pierwszym krokiem do życia bez bólu jest uświadomienie sobie, że na nasze szczęście potrafimy go odczuwać.
Brak możliwości odczuwania bólu w zasadzie uniemożliwia przeżycie (jeszcze do niedawna los dzieci, które urodziły się bez tej zdolności, był niezwykle ciężki)1. To jedna z wielkich tajemnic stworzenia, że organizm wywołuje ból po to, aby móc go uniknąć. Warto się nad tym zastanowić. To ból umożliwia nam bezpieczną żeglugę wśród raf codziennego życia. Na przykład każdy, kto dotknie gorącej kuchenki, natychmiast dostanie sygnał, że powinien cofnąć rękę. W razie urazu, choćby złamanej nogi, ból zapobiega używaniu kończyny, dopóki nie zostanie wyleczona. Podobnie dzieje się, gdy mamy do czynienia z chorobą albo ulegniemy wypadkowi. Organizm reaguje, wysyłając jasny sygnał do mózgu: uważaj i zacznij działać.
Nie każdy ból powstaje w taki sam sposób, chociaż może być podobnie odczuwany. Jest kilka różnych jego rodzajów, które w skrócie możemy podzielić na dwie kategorie: ból przeszywający (ostry, intensywny, nagły) oraz ból przewlekły (powracający, upor-czywy, długotrwały). Wszystkie przykłady przywołane w poprzednim akapicie dotyczą bólu przeszywającego. Ten typ charakteryzuje się natychmiastową reakcją wywołaną swego rodzaju formą uszkodzenia tkanki. Przeszywający ból może być łagodny, jak przy wbiciu drzazgi, lub ostry jak przy wyrywaniu zęba. Długość trwania waha się od kilku sekund, jak przy uderzeniu w palec, do kilku miesięcy, przy rozległych oparzeniach. Ważnym czynnikiem wyróżniającym jest bezpośredni związek pomiędzy przyczyną (uraz) a skutkiem (ból). Ponadto, z dużą dozą prawdopodobieństwa, można określić czas, jaki upłynie od skutku (ból) do wyzdrowienia (brak bólu), a także pożądany sposób postępowania sygnalizowany przez sam uraz. Bez względu na to, czy można samemu sobie pomóc, naklejając plaster na niewielkie skaleczenie, czy trzeba iść na szycie poważniejszego rozcięcia, należy podjąć pewne kroki, aby doprowadzić do ustąpienia bólu. Innymi słowy, kiedy usuniemy skutki powstania bólu, ten ustąpi. Wszystko to wyjaśnia, dlaczego fakt istnienia bólu przeszywającego jest tak istotny dla naszego życia. Niestety kiedy dochodzimy do głównego bohatera tej książki, przewlekłego bólu układu mięśniowo-szkieletowego, sprawy zaczynają się komplikować.
Jak powstaje ból
Okrzyk "au!" poprzedza skomplikowana seria elektrochemicznych impulsów wysłanych przez organizm w odpowiedzi na nieprzyjemny lub bolesny bodziec. Nie czujemy bólu, dopóki impulsy z uszkodzonego ukł adu, poprzez nerwy obwodowe i rdzeń kręgowy, nie przedostaną się do mózgu i nie zostaną odebrane jako informacja o niebezpieczeństwie. Nerwy obwodowe to siatka naczyń rozgałęziona w cał ym organizmie. Na zakończeniach niektórych naczyń znajdują się receptory bólu mające za zadanie odróżnienie uszkodzenia ustroju od innego zagrożenia. Miliony tych receptoró w w skórze, stawach, mięśniach, kościach i wokół organów wewnętrznych wysyłają impulsy elektryczne nerwami obwodowymi. Kiedy sygnał dociera do rdzenia krę gowego, jest już przefiltrowany i jednoznaczny. Sygnały o ciężkich urazach mają pierwszeństwo i trafiają do mózgu natychmiast, informacje o mniej poważnych wolniej docierają do miejsca przeznaczenia. Kiedy już się tam znajdą, organizm podejmuje serię świadomych i nieświadomych działań w celu usunięcia skutków powstania bólu.
"Przewlekły ból". Niewiele określeń wywołuje tyle lęku, jest przedmiotem tylu kontrowersji i przyczyną takiego zamieszania. Telewizja, radio, gazety, Internet zalewają nas potokiem informacji na ten temat. Wiele z nich, moim zdaniem, przesadnie komplikuje problem, zdarzają się nieścisłe, a nawet sprzeczne. Wygląda na to, że każdy wypowiada się na ten temat, bo każdy doświadczył w życiu ataku przewlekłego bólu. Bez przesady skala zjawiska osiągnęła rozmiary epidemii. Statystyki z samych tylko Stanów Zjednoczonych są przerażające:
Ponad 100 milionów ludzi cierpi przewlekły ból2. 90 procent populacji doświadczy w ciągu życia bólu pleców3. Ból jest przyczyną 70 milionów dni zwolnień lekarskich rocznie, co kosztuje przemysł ponad 100 miliardów dolarów rocznie4. 50 milionów ludzi jest częściowo lub całkowicie niepełnosprawnych z powodu przewlekłego lub długotrwałego bólu5. 45 milionów ludzi cierpi na ciężkie i przewlekłe bóle głowy6. 40 milionów ludzi choruje na artretyzm, z czego 26 milionów to kobiety7. 20 milionów ludzi doświadcza bólów żuchwy i dolnej części twarzy8. 10 milionów dzieci poniżej 18 lat cierpi na bóle przewlekłe9. 6 milionów ludzi cierpi na fibromialgię, czyli rozmaite dolegliwości i bóle atakujące mięśnie, stawy i ścięgna10.Czytelnicy tej książki zaliczają się do osób wymienionych powyżej lub takich, którzy nie chcą się wśród nich znaleźć. Informacje w niej zawarte na pewno pomogą jednym i drugim. Zdradzę państwu pewien sekret: w większości przypadków przewlekłe bóle układu mięśniowo-szkieletowego można całkowicie usunąć i to szybko.
Słowo "przewlekły" pochodzi z greki, starożytni określali tym mianem czas. Ogólnie rzecz biorąc, przewlekły ból to każdy, który powraca lub nie można z góry określić, kiedy ustąpi. Podobnie jak ból przeszywający, może występować w różnym stopniu nasilenia, od średniego do bardzo ostrego, a każdy z ataków może trwać minuty, miesiące, a nawet lata. Różnica między nimi polega na tym, że ból przeszywający powstaje w wyniku konkretnego urazu lub choroby, podczas gdy wiele osób cierpiących przewlekłe bóle (nie licząc długotrwałych dolegliwości występujących w niektórych schorzeniach, na przykład nowotworach, wywołanych przez uszkodzenia nerwów) nie jest w stanie podać przyczyny ich powstania. Miliony ludzi na całym świecie doświadczają bólów, które pojawiają się po prostu znikąd. Nagle okazuje się, że nie mamy władzy w szyi czy bez żadnego ostrzeżenia nie możemy się wyprostować. Podczas gdy ból przeszywający ustępuje po wyleczeniu urazu, ból przewlekły utrzymuje się mimo, a często nawet z powodu, leczenia. Często wydaje się, że nie ma żadnej logiki, najmniejszego związku pomiędzy przyczyną, skutkiem i czasowym powrotem do zdrowia. Pozornie ból przewlekły pojawia się równie niespodziewanie, jak znika. Rzecz jasna nagłe pojawianie się i ustępowanie tego typu bólów ma swoją przyczynę -?będę o tym mówił w dalszej części książki -?ale brak bezpośrednich, obiektywnych czynników, które go wywołują, spowodował burzliwą dyskusję w środowisku medycznym.
Przewlekły ból jest dokuczliwy i trudny do wyjaśnienia, dlatego wielu specjalistów nie uznaje go nawet za prawdziwe schorzenie. Nie jestem w stanie zliczyć pacjentów, którym lekarze przez lata tłumaczyli, że ich bóle są wynikiem wyobraźni, hipochondrii lub rozpaczliwych prób zwrócenia na siebie uwagi. Zawsze ze zgrozą wysłuchuję podobnych relacji, ale mnie one nie dziwią. Zachodnia medycyna opiera się na konkretach. To badania i opieka według schematu: obmacanie, opukanie, osłuchanie i przypominanie. Tymczasem przewlekły ból jest nieuchwytny i nie sposób go potwierdzić, posługując się narzędziami zewnętrznymi. Doktor musi wierzyć pacjentowi na słowo. Skoro większość metod empirycznych stosowanych dzisiaj do diagnozy bólu przewlekłego, takich jak tomografia, rezonans magnetyczny, rentgen czy analizy krwi, nie pomaga lekarzom określić skutecznej metody leczenia, nic dziwnego, że czują się sfrustrowani i bezradni wobec narastającego problemu. Niektórzy nawet go lekceważą. Za obecny kryzys odpowiadają w dużej mierze powszechnie występujące: błędne diagnozowanie, niewłaściwe leczenie i ignorancja.
Brak wiedzy lekarzy na temat właściwego postępowania przy przewlekłych bólach fatalnie odbija się na pacjentach. Nie dość, że cierpią oni fizycznie, to brak wsparcia i konkretnej pomocy powoduje, że czują się bezradni i popadają w depresję. Nie należy lekceważyć psychicznych aspektów choroby -?chroniczne bóle są przyczyną 50 pro-cent samobójstw11. Znalezienie wyjścia z sytuacji staje się zatem dosłownie kwestią życia lub śmierci. Ostatnio świat lekarski zdaje się dostrzegać konieczność zmiany dotychczasowego podejścia i stopniowo można zaobserwować inną postawę wobec problemu. Niedawno czytałem artykuł w "Newsweeku", w którym napisano:
Kiedy okazało się, że w minionym dziesię cioleciu lekarze nie zaliczali pomocy pacjentom w zwalczaniu bólu do codziennej opieki medycznej, podjęto stosowne kroki, aby zaczęli to robić. (...) Nawet Kongres włączył się do akcji, ogłaszając nastę pne 10 lat "Dekadą zwalczania bólu i badań nad nim" 12 .
Nie ma wątpliwości, że ból przewlekły istnieje, co nie zmienia faktu, że trudno przedstawić jedną spójną definicję tego zjawiska. I to nie dlatego, że jej nie ma, ale dlatego, że jest ich zbyt wiele. Większość specjalistów zgadza się, że ból przewlekły to taki, który pojawia się cyklicznie. Moim zdaniem jest to niepełna definicja. Jest prawdziwa, ale nie do końca obrazuje problem. Dlaczego? Głównie dlatego, że pomija wiele istotnych kwestii. Na przykład: dlaczego ból powraca? Dlaczego znika? Przede wszystkim: jaka jest jego przyczyna? Istnieje, rzecz jasna, bardziej precyzyjna definicja, którą wypracowałem przez trzydzieści lat praktyki klinicznej, badań i nauczania: "Ból przewlekły (z wyjątkiem powstałego na skutek chorób i urazów) to powracający i uporczywy ból związany z biomechaniczną dysfunkcją mięśni i stawów". Dlaczego tak się dzieje, z psychologicznego punktu widzenia, dokładnie omówiłem w rozdziale trzecim; poniżej zamieszczam tylko bardziej ogólne informacje. Celem rozdziału pierwszego jest bowiem wyjaśnienie czytelnikom, jakie jest znaczenie bólu i w jaki sposób właściwie go odczytać, aby poprawić ogólny stan zdrowia i utrzymać organizm w najwyższej formie.
Ból przewlekły, podobnie jak przeszywający, to sygnał alarmowy, że dzieje się coś niedobrego. O ile jednak przyczyna tego drugiego jest jasna, to pierwszego ukryta. Generalnie wskazuje on na fakt, iż mechaniczna funkcja układu mięśniowo-szkieletowego jest w jakiś sposób zagrożona. Ból głowy, pleców, bioder, szyi czy innych części ciała to jasny komunikat, że mięśnie i stawy znajdujące się w okolicy są w różnym stopniu nadwyrężone. Przewlekły ból jest zatem bezpośrednim skutkiem urazu. O ile jednak w przypadku bólu przeszywającego jest to jednorazowe, często wyraźnie widoczne obrażenie, podczas którego nastąpiło uszkodzenie tkanki, to ból przewlekły powstaje w wyniku wielokrotnych, niedostrzegalnych urazów nadwyrężających tkankę. W pewnych przypadkach ból przewlekły jest związany z chorobą czy wypadkiem, ale najczęściej powodują go powtarzające się serie niewłaściwych działań nieznacznie uszkadzających mięśnie i stawy. Kiedy to się dzieje? Przy każdym ruchu.
Organizm ludzki jest przystosowany do ruchu, który powstaje w wyniku złożonych zależności między mięśniami a stawami. Musimy się poruszać, aby utrzymać się przy życiu, czy to w poszukiwaniu żywności i schronienia, z potrzeby przemieszczania się z miejsca na miejsce, czy po prostu aby uniknąć atrofii nieuniknionej przy inercji. Jednak ruch może być bolesny dla tych części ciała, dzięki którym jest w ogóle możliwy. Mimo że układ mięśniowo-szkieletowy został tak doskonale zaprojektowany, jest zarazem podatny na zużycie i uszkodzenia, ponieważ musi znosić rygor niewłaściwej eksploatacji i przetrenowania. Mogłoby się wydawać, że tylko intensywne życie lub wyjątkowa aktywność fizyczna wywołują urazy i zużycie systemu, ale wcale tak nie jest. Główni winowajcy to zwykłe, codzienne czynności, z których trudno byłoby zrezygnować - siadanie, chodzenie, stanie, sięganie po przedmioty i podnoszenie ich. Chociaż stopień, w jakim układ mięśniowo-szkieletowy jest narażony na uszkodzenia i zużycie, zależy bezpośrednio od tego, jak się o niego dba, te pozornie niezauważalne działania zwykle powodują mikrourazy, czyli niewielkie rany (w przeciwieństwie do bólu przeszywającego, wywoływanego przez urazy, czyli poważne zranienia). Mikrourazy same w sobie nie mają wielkiego wpływu na strukturę i funkcjonowanie organizmu. Są tak nieznaczne, że w ogóle ich nie zauważamy, a organizm nie uruchamia procesu naprawy zwykle inicjowanego przy bezpośrednich uszkodzeniach (jak to się dzieje po ciężkim wypadku). Mikrourazy niewykryte i pozostawione same sobie kumulują się, niszcząc tkankę mięśni i stawów. Za większość silnych i uniemożliwiających normalne życie przewlekłych bólów odpowiedzialne są minimalne uszkodzenia.
Przewlekły ból szkieletowo-mięśniowy jest jak echo. To, co odczuwamy w teraźniejszości, jest opóźnionym odzewem na biomechaniczną dysfunkcję, jaka miała miejsce jakiś czas wcześniej. Innymi słowy, przewlekły ból wywołuje niewłaściwe wykorzystanie anatomii odpowiedzialnej za ruch. W miarę powiększania się dysfunkcji, co następuje, gdy mikrourazy kumulują się w sposób niekontrolowany, wydajność układu mięśniowo-szkieletowego maleje. Mięśnie i stawy próbują zrekompensować osłabienie, przystosowując się do pracy ponad siły, co powoduje, że cała struktura jest przeciążona i spięta. Nadmiernie obciążone mięśnie oddziałują na stawy i hamują szereg ruchów niezbędnych do ich nawilżania i odżywiania. Jest to tak niebezpieczna sytuacja, że wystarczy najmniejszy gest, aby zaburzyć delikatną równowagę -?nawet minimalny ruch może spowodować niespodziewany i długotrwały atak bólu. To dlatego zdarza się, że nie możemy się wyprostować, szyja staje się tak sztywna, że ledwie możemy poruszyć głową, a po podniesieniu leciutkiego telefonu komórkowego przeszywa nas straszliwy ból ręki. Tak naprawdę żadne z tych wydarzeń nie następuje nagle. Przewlekły ból powstaje w wyniku stopniowo narastającej dysfunkcji, która przez długi czas pozostawała uśpiona.
Mięśnie i stawy, mimo iż podatne na urazy, są zarazem niesłychanie odporne i mają niesamowitą zdolność powrotu do normy po całodniowej harówce. Układ mięśniowo-szkieletowy potrafi się samonaprawiać i robi wszystko, aby być w dobrej formie. Pozostawiony sam sobie będzie próbował przywrócić stan pierwotny i w dużej mierze uczyni to skutecznie. To wyjaśnia, dlaczego ataki przewlekłego bólu wydają się tak nagle znikać. Jak tylko układowi udaje się zneutralizować efekt mikrourazów, objawy (ból) ustępują. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę i zapomnieć o sprawie, sądząc, że brak bólu oznacza powrót organizmu do normy. Ulga jednak szybko okazuje się chwilowa, ponieważ podstawowy problem -?stałe zużycie i urazy mięśni i stawów -?nie został rozwiązany. Nie trzeba długo czekać na następny epizod, który może wywołać najbardziej niewinna nawet czynność. Tak wygląda prawda o przyczynach bolesnych nawrotów przewlekłego bólu.
Czy to błędne koło można przerwać? Czy jest możliwe życie bez bólu, skoro niemal zawsze jesteśmy w ruchu, a każdy ruch może spowodować uraz? Odpowiedź na obydwa pytania brzmi: z całą pewnością tak! Wystarczy właściwie przygotować układ mięśniowo-szkieletowy do codziennego użytku, uodpornić go na nieuchronne zużycie i urazy oraz wzmocnić jego naturalną skłonność do utrzymania formy. To wszystko zapewnia metoda Weisberga.
Mój program opiera się na zasadzie, że najpotężniejszym i najbardziej efektywnym narzędziem utrzymującym organizm w formie jest sam organizm. Mimo że ruch może powodować urazy mięśni i stawów będące przyczyną dysfunkcji, prawidłowo wykonywany przywraca zdrowie. Metoda Weisberga to sześć ćwiczeń fizycznych, z których każde zajmuje trzydzieści sekund. Zwalcza przewlekły ból, eliminując przyczyny jego powstawania. W jaki sposób? Przez usuwanie skutków mikrourazów, co zapobiega ich szkodliwej kumulacji; wykorzystywanie pełnego zakresu ruchów stawów, co zapewnia ich pełne nasmarowanie; utrzymywanie głównych grup mięśni w ich fizjologicznej długości, tak aby być pewnym, że będą sprawne bez względu na rodzaj czynności, jaką postanowimy wykonać. Wreszcie metoda Weisberga nie wymaga wiele czasu ani wysiłku. Wystarczy tylko chwila, aby utrzymać mięśnie i stawy w dobrej formie. Dokładnie trzy minuty.
Metoda Weisberga to:
"Trzy minuty zapobiegania": codzienny program złożony z sześciu ćwiczeń fizycznych, po 30 sekund każde; usprawnia i utrzymuje optymalną formę układu mięśniowo-szkieletowego, a zarazem zapobiega niemal wszystkim rodzajom bólów. "Encyklopedia uśmierzania bólu": ukierunkowane ćwiczenia terapeutyczne, dostosowane do określonych części ciała. Szybko likwidują istniejący ból od głowy do pięt. "Kwartalny przegląd": testy diagnostyczne i ćwiczenia fizyczne; wykonywane co trzy miesiące pomagają określić i podnieść formę organizmu.Układ mięśniowo-szkieletowy człowieka codziennie i systematycznie poddawany ćwiczeniom wykonywanym według mojej metody pozostanie w doskonałej formie przez ponad sto lat! Jeżeli nie ćwiczymy, bez względu na to, czy doświadczyliśmy już ataków bólów, czy nie, mięśnie i stawy będą musiały w końcu zapłacić nieodwracalnymi ubytkami i uszkodzeniami. Niezwykle istotne jest, abyśmy zrozumieli, że już sam fakt codziennej egzystencji powoduje warunki, w których powstaje przewlekły ból. Wszyscy, bez wyjątku, jesteśmy narażeni. Chociaż większość ludzi nie doświadcza efektów dysfunkcji na pełną skalę wcześniej niż w okresie starości, w taki czy inny sposób kumulacja urazów dosięgnie każdego, czy to przez powtarzające się ataki, czy niemożność poruszania się w zwykły dla siebie sposób. Jak dotąd poznałem niewielu ludzi myślących o zachowaniu swego układu mięśniowo-szkieletowego w formie. Wśród kilku osób, które zawracały sobie tym głowę, nie było żadnej mającej świadomość, jak to robić, czy mówiąc ściślej, jak to robić właściwie.
Wielu z nas sądzi, że gimnastyka czy lekcje aerobiku zaspokajają biologiczne potrzeby mięśni i stawów. Ćwiczenia, które mają na celu wzmocnić, wyszczuplić, czy nawet zwiększyć zwinność, nie wpływają na biomechaniczną formę organizmu. Namawia się nas do zwracania uwagi na to, co i ile jemy. Promuje się dbanie o sylwetkę i systematyczny ruch. Regularnie chodzimy na badania kontrolne, dbamy o zęby, oczy, serce i inne narządy wewnętrzne. Jesteśmy nawet świadomi wpływu, jaki środowisko zewnętrzne wywiera na nasze samopoczucie. Kiedy dochodzimy do utrzymywania w formie mięśni i stawów -?nic się nie dzieje. A przecież stanowią one ponad 60 procent masy ciała, a od tego, w jakim są stanie, zależy w dużej mierze jakość naszego życia. Często przychodzi mi na myśl, że na nic się nie zda ta cała nasza pogoń za zdrowiem, jeśli zarówno dzieci, dorośli, jak i osoby starsze nie mogą poruszać się bez bólu. Po co przedłużać życie, skoro te dodatkowe lata mamy spędzić unieruchomieni i cierpiący? Chociaż wystarczy tak mało, żeby osiągnąć tak wiele, jak do tej pory utrzymanie układu mięśniowo-szkieletowego w najwyższej formie nie jest priorytetem. Nie sądzę, aby ktokolwiek z czytających w tej chwili te słowa w ogóle zdawał sobie sprawę z faktu, że może i powinien poświęcić trochę czasu na zachowanie swoich mięśni i stawów w dobrym zdrowiu.
Teraz jest inaczej. Mam nadzieję, że przekonałem czytelników, iż warto stosować metodę, dzięki której utrzymają formę swego układu mięśniowo-szkieletowego do końca życia. Po to napisałem tę książkę. Chciałbym, aby każdy z was spróbował zacząć we właściwy sposób dbać o swój system mięśniowo-szkieletowy. Kiedy pojawią się objawy, a pewnie się tak stanie w wyniku kondycji mięśni i stawów czy stylu życia i obyczajów, będziecie w stanie nie tylko je wyeliminować, ale i powstrzymać ich narastanie. Ponadto uda się wam usunąć wiele już istniejących źródeł bólu, między innymi niektóre formy artretyzmu, i przywrócić organizm do normalnego funkcjonowania. Jednym z moich podstawowych celów jest uchronienie was od biegania po lekarzach, operacji, inwestowania w drogi sprzęt gimnastyczny i brania silnie uzależniających leków czy podejrzanych mieszanek ziołowych, a zarazem sprawienie, że będziecie cieszyć się dobrym zdrowiem. Mogę zapewnić, że powyższe czynności są często niepotrzebne, nieskuteczne, a często prowadzą nawet do pogorszenia sytuacji. Przekonacie się, że metoda Weisberga to wszystko, czego wam trzeba. Chciałbym, aby każdy czytelnik pragnący działać w sposób najkorzystniejszy dla swego układu mięśniowo-szkieletowego podejmował rozważne i świadome decyzje, a nie chaotyczne i płynące z niewiedzy, dlatego poniżej przedstawiam wszystkie potrzebne do tego informacje. Na koniec zamieściłem sześć podstawowych zasad, kluczowych na drodze do wyeliminowania bólów i zapobiegania im.
Alarm ogłoszony przez organizm może ustąpić samoistnie, ale po jakimś czasie znowu się odezwie. I to w takim natężeniu, że większość z nas będzie marzyła tylko o tym, żeby go wyłączyć, wszystko jedno w jaki sposób. Desperacko próbując zagłuszyć ból, sięgamy po jeden z licznych leków dostępnych bez recepty lub przepisanych przez lekarza. Tylko w 2000 roku Amerykanie wydali 4 miliardy dolarów na leki przeciwzapalne13 i blisko 2 miliardy dolarów na leki narkotyczne14 (uzależnienie od tych drugich szybko przybiera rozmiary epidemii. Więcej na temat plusów i minusów farmakologicznego leczenia bólu piszę w rozdziale czwartym). Paradoksalnie, wiele z dostępnych leków może wręcz zahamować proces dochodzenia do zdrowia, ponieważ wydłużają one raczej, niż skracają czas występowania bólu. Co więcej, tłumiąc ból, środki te umożliwiają kontynuowanie wywołujących go działań. Ciągle powtarzające się urazy rodzą kolejne. Ustąpienie bólu nie sprawi, że zniknie problem przyczyniający się do jego powstania. Wręcz przeciwnie. Czasowa ulga może oznaczać stałe kłopoty. Stosowanie mojej metody przynosi ulgę na zawsze.
Oto moja złota myśl na temat bólu: dopóki go odczuwamy, możemy mu przeciwdziałać. Jeśli nic nie czujemy, nic nie robimy. Zastanówmy się nad tym wspólnie. Czy ktokolwiek wyłączyłby wyrafinowany system przeciwpożarowy tylko dlatego, że miałby on dokuczliwy dźwięk? Wówczas zauważyłby pożar dopiero wtedy, gdy cały dom stałby już w płomieniach. Bez sensu, prawda? Oczywiście. W takim razie dlaczego mielibyśmy w taki sam sposób traktować swój organizm? Dużo rozsądniej jest pozwolić wyć syrenom bólu jak najdonośniej, aby w porę zapobiec nieszczęściu.
Organizm ma nam do przekazania wiele kluczowych informacji i, jak już wcześniej wyjaśniałem, jedyną drogą, którą może je przekazać do mózgu, są nerwy. Kiedy dzieje się coś niedobrego, organizm ostrzega o niebezpieczeństwie, wysyłając posłańca -?ból. Ból ma pomóc. Poświęciłem cały rozdział, aby jak najbardziej uwypuklić fakt, że pod żadnym pozorem nie można lekceważyć tych sygnałów, bez względu na to, jak są dokuczliwe. Ból oznacza kryzys i jasny komunikat, że należy niezwłocznie zacząć mu przeciwdziałać.
Niesłychane, że większość ludzi nie zwraca uwagi na sygnały wysyłane przez organizm. Po prostu je ignorują. Przewlekły ból wywołuje dysfunkcja narastająca stopniowo, a zatem, zanim pojawi się atak, dostajemy liczne ostrzeżenia. Mimo to wielu pacjentów zgłasza się do mnie dopiero wtedy, kiedy ból jest nie do wytrzymania, a oni nie mogą się poruszać. Kiedy pytam, dlaczego tak długo zwlekali z przyjściem do lekarza, odpowiadają, że sądzili, iż po prostu samo przejdzie. Nie przejdzie. Pierwszym krokiem do rozwiązania problemu jest zauważenie go. Żeby zlikwidować ból, trzeba nauczyć się słuchać swego organizmu.
Rozpoznawanie typów bólu jest równie istotne jak nauka czytania i pisania. To nauka nowego języka, języka bólu. Każdy, kto wsłuchuje się w organizm, wie, że ból objawia się na różne sposoby. Istnieje tendencja do wrzucania wszystkich typów bólu do jednego worka, dlatego łatwo przeoczyć subtelne różnice między nimi. Nie wystarczy odebrać sygnał bólu, trzeba jeszcze potrafić rozpoznać jego charakterystyczne cechy i zrozumieć jego przesłanie. Przede wszystkim, czy jest on symptomem patologii, wymagającej dokładniejszego badania, czy objawem fatalnej formy układu mięśniowo-szkieletowego, której można zaradzić metodą Weisberga. Dokonanie właściwej oceny jest niezwykle istotne, bo determinuje sposób postępowania. Następne strony poświęciłem na szczegółowe opisanie typów bólu, tak aby każdy czytelnik mógł właściwie odczytać sygnały wysyłane przez organizm.
Ból sygnalizujący słabą formę układu mięśniowo-szkieletowego objawia się jednym lub kilkoma symptomami. Są to: pobolewanie, ból palący, kurcz.
Pobolewanie: zdecydowanie najczęściej spotykany typ bólu, to tępy, stały ból o niewielkim bądź średnim natężeniu. Zaczyna się niewinnie, ale z czasem narasta. Pojedynczy atak może trwać dzień, tak jak powracający, dokuczliwy ból głowy, ale również tygodnie, miesiące, a nawet lata, tak jak ból pleców. Pobolewanie najczęściej oznacza, że na danym obszarze mięśnie i stawy uległy licznym mikrourazom. Jeśli mikrourazy nie ustają, to mechaniczne podrażnienie powoduje, że mięśnie się kurczą i napinają, a stawy wyrodnieją. Kiedy do tego dochodzi, podrażnione nerwy w okolicy wysyłają sygnał alarmowy pobolewania.
Pobolewanie może być również spowodowane chemicznym podrażnieniem nerwów. Zdarza się to między innymi wtedy, kiedy przeciążymy mięśnie, na przykład dźwigając lub podnosząc coś ciężkiego. Organizm nie nadąża z rozłożeniem nadmiaru końcowych produktów przemiany materii powstałych w trakcie wyczerpujących działań. Podrażnione końcówki nerwów powodują pobolewanie, zwane zakwasami.
Pobolewanie wywołane mechanicznym lub chemicznym podrażnieniem to ukryta dysfunkcja układu mięśniowo-szkieletowego. Leczy się ją korekcją.
Ból palący: pojawia się nagle, jest wyraźnie silniejszy i bardziej odczuwalny niż ogólne pobolewanie. Podobnie jak to ostatnie, wywołuje go ukryta dysfunkcja skumulowanych mikrourazów, która w tym wypadku jest spowodowana ograniczeniem krążenia na danym obszarze. Jeżeli do mięśni dopływa za mało krwi, nie są one w stanie w pełni pozbywać się końcowych produktów przemiany materii wytwarzanych w procesie ruchu. W efekcie pojawia się ból palący.
Dzieje się tak zwykle, kiedy działamy na granicy fizycznej wytrzymałości naszego organizmu. Podczas gdy pobolewanie może nastąpić nawet po niewinnej czynności (albo w ogóle bez powodu), ból palący pojawia się w wyniku działania, które znacznie wykracza ponad to, do czego nasze mięśnie są przyzwyczajone i przystosowane. Kiedy przestajemy działać, najczęściej ustępuje.
Kurcz: to nagły i przejmujący ból powstały w wyniku skurczenia się mięśnia. Jest niezwykle silny, ale nie trwa długo. Łatwo go poznać: jest tak intensywny, że unieruchamia cały obszar. Najczęściej powodują go niektóre formy nadmiernego wysiłku fizycznego, na przykład wykonywanie ćwiczeń, do których mięśnie i stawy są nieprzygotowane. Kurcz może się również pojawić w wyniku zmuszania mięśni do przyjęcia nienormalnej dla nich pozycji, na przykład ustawicznego noszenia obcisłych ubrań lub butów na wysokich obcasach. Zwykle pojawia się w okolicach nóg i stóp.
Kiedy skrócone, słabe lub przeciążone mięśnie są zmęczone, brakuje im substancji odżywczych i tlenu, co powoduje odkładanie się kwasu mlekowego. Na zbyt dużą ilość kwasu mięśnie reagują skurczem. Ze wszystkich trzech rodzajów bólu, kurcz najtrudniej zlekceważyć (a jak wiadomo, nigdy nie należy ignorować bólu), ale najłatwiej wyleczyć. Najczęściej pomaga rozciąg-nięcie mięśnia lub masaż.
Każdy, kto odczuwa objawy, które można zaliczyć do jednej z powyżej opisanych kategorii, najprawdopodobniej cierpi na przewlekły ból typu mięśniowo-szkieletowego. I jest to naprawdę dobra wiadomość, ponieważ jak wynika z powyższego rozdziału, niemal wszystkie są spowodowane fizycznymi lub, w bardziej specyficznych przypadkach, biomechanicznymi ograniczeniami, które można usunąć raz na zawsze, stosując metodę Weisberga. Zdaję sobie sprawę, że rozpoznanie, który rodzaj bólu odczuwamy w danym momencie, może być trudne. Można błędnie sklasyfikować pobolewanie jako ból palący, kurcz jako pobolewanie i tak dalej. Właściwe rozpoznanie nie jest tak naprawdę istotne, ponieważ wszystkie typy mają tę samą przyczynę, mimo wszystko warto spróbować to zrobić, bez względu na to, jak nasz opis wydawałby się mętny i mało precyzyjny. Powyższa krótka charakterystyka trzech rodzajów bólów powinna ułatwić szybką i właściwą interpretację.
Jeśli jednak nie do końca odpowiada ona temu, co czujemy, nie oznacza to, że nie można naszego bólu zaliczyć do jednej z tych trzech kategorii. Być może są słowa, które trafniej oddają nasze doznania. W przypadku przewlekłego bólu mięśniowo-szkieletowego często używa się takich określeń, jak pulsowanie, łupanie, rwanie, kłucie, darcie i łamanie (w przeciwieństwie do terminów stosowanych na określenie bólu typowego dla urazów i chorób: rozdzieranie, drętwienie, oszołomienie, omdlewanie). Ludzie opisują swój ból na najróżniejsze sposoby i trudno jest je wszystkie wymienić, zwłaszcza że niektórych terminów nie ma nawet w słowniku (miałem kiedyś pacjentkę, która nazwała swój ból "szczypiącym". Zdziwiony zapytałem, co przez to rozumie. Odpowiedziała, że odczuwa tak silny, specyficzny ucisk na rękę, że nie może nią poruszać. Kiedy ją zbadałem, okazało się, że odczuwa palący ból spowodowany zespołem powtarzających się mikrourazów). Czasem trudno jest sprecyzować naturę odczuwanego przez nas bólu nawet nam samym. Ból jest jednocześnie subiektywny i obiektywny. To, co odbieramy subiektywnie, może się zasadniczo różnić od obiektywnej definicji. Zatem to, co w rzeczywistości jest pobolewaniem, możemy odczuwać jako ból palący. Mimo wszystko warto włożyć trochę wysiłku i spróbować dopasować nasz ból do jednego z trzech typów.
Fakt, że to, co nas dotyka, nie pasuje do żadnej z powyższych definicji, nie oznacza automatycznie, że cierpimy na jakieś inne schorzenie. I na odwrót, jeśli trapiący nas ból odpowiada jednej z trzech kategorii, wcale nie jest powiedziane, że jest to z całą pewnością fatalna forma naszego układu mięśniowo-szkieletowego, a nie jakaś choroba. Jest kilka dodatkowych kryteriów umożliwiających zdiagnozowanie przewlekłego bólu mięśniowo-szkieletowego i odróżnienie go od innych, niezliczonych dolegliwości. I tu przechodzimy do następnego etapu.
Przewlekły ból mięśniowo-szkieletowy powstaje w wyniku zmuszania organizmu do wykonywania określonych czynności. Tym właśnie różni się od choroby, która zwykle występuje bez względu na podejmowane przez nas działania albo wręcz pomimo nich. A zatem jednym z najistotniejszych kryteriów w stwierdzeniu, czy cierpimy z powodu formy układu mięśniowo-szkieletowego, jest możliwość znalezienia przyczyny takiego, a nie innego stanu rzeczy. Wcześniej tłumaczyłem już, że za większość przypadków przewlekłego bólu winę ponosi codzienne życie. Aby połączyć przyczynę i skutek, musimy przyjrzeć się bliżej dwóm czynnikom odpowiedzialnym za powstawanie ruchu: działaniu i spoczynkowi.
Działanie: to sposób, w jaki używamy swego ciała. Nieskończona liczba czynności, które wykonujemy przez cały dzień: chodzenie, bieganie, spacerowanie, tańczenie, podnoszenie, rzucanie, wyciąganie rąk, sięganie, kręcenie głową. Jednorazowo ruch nie powoduje bólu, ale powtarzany cyklicznie, może do tego doprowadzić. Dlaczego? Kiedy układ mięśniowo-szkieletowy organizmu nie jest w najlepszej formie, każde powtórzenie danej czynności powoduje kumulowanie się mikrourazów. Przypomina to trochę katastrofę kolejową, w której wykolejone wagony piętrzą się jeden na drugim. Jeżeli nie podejmujemy żadnych przeciwdziałań, sytuacja pogarsza się, a my czujemy ból. Naszym zadaniem jest stwierdzenie, która czynność powoduje taki stan rzeczy. Nie jest to wcale takie trudne, jak by się wydawało. Dobrym przykładem będzie tu historia mojej współautorki.
Pani Shink zgłosiła się do mnie, kiedy zaczęła cierpieć na dokuczliwe bóle w dole pleców. Mieszkamy na dwóch krańcach wybrzeża, dlatego przez telefon musieliśmy ustalić, czy jej ból jest z natury mięśniowo-szkieletowy. Kiedy się to potwierdziło, musiałem znaleźć przyczynę jego powstawania. Zacząłem od pytania, jakie uprawia sporty. Odpowiedziała, że chociaż zwykle biega i chodzi na siłownię, ostatnio nie ma na to czasu, ponieważ jest bardzo zajęta pracą nad książką. Bardzo interesująca wskazówka, pomyślałem, i zadałem następne pytanie: w jakich okolicznościach ból się pojawia. Okazało się, że po prostu siedzi przy komputerze, prawie zupełnie bez ruchu i trwa to całe dnie, od miesięcy. Kolejna wskazówka. Miałem już wystarczająco dużo informacji, ale postanowiłem drążyć głębiej. I wówczas wszystko stało się jasne. Pani Shink powiedziała, że siedząc przy komputerze, musi się co chwila wykręcać i schylać, bo temperówka, której stale używa, jest przykręcona pod biurkiem. Dziesięć, dwadzieścia razy dziennie, tydzień po tygodniu, schyla się do półki, nie widząc w tym nic niebezpiecznego. W końcu przyszedł jednak moment, kiedy ta powtarzająca się czynność wywołała reakcję łańcuchową: kolejny raz okazał się kroplą, która przepełniła czarę. Analizując najczęściej wykonywane przez nią czynności, precyzyjnie ustaliliśmy przyczynę prześladującego ją bólu.
Spoczynek: to bezruch mięśni i stawów przed i w czasie aktywności ruchowej. Chodzi tu przede wszystkim o stopień rozciągnięcia mięśni i kąt ich nachylenia w stosunku do stawów od początku do końca działania. Często się zdarza, że to sposób, w jaki układamy ciało w czasie spoczynku, a nie ruch, jest odpowiedzialny za powstawanie bólu. Innymi słowy, liczy się nie to, co robimy, ale w jaki sposób. Mięśnie i stawy przystosowują się do wykonywanej w danym momencie czynności. Podtrzymanie akcji wymaga z ich strony ogromnego nakładu energii. Dlatego w momencie, w którym działanie przechodzi w spoczynek - siedzenie lub niewłaściwa postawa stojąca przyjęte na dłuższy czas - mięśnie skracają się lub wydłużają, aby zaoszczędzić energię. Wydłużone mięśnie są słabsze niż normalne, a skrócone -?napięte i mniej elastyczne. W obydwu wypadkach silniej naciskają na stawy, co powoduje, że cała struktura jest bardziej narażona na urazy. Oprócz tego zmiana pozycji wymusza na mięśniach wyjście poza zakres nowo uformowanej długości. Takie obciążenie powoduje ból. W przykładzie podanym powyżej dolegliwości pani Shink od razu można było powiązać z trybem jej życia: siedzeniem przed komputerem od ośmiu do dziesięciu godzin dziennie. Dlaczego? Ponieważ kiedy tak siedziała zgarbiona i bez ruchu, niektóre z jej mięśni były znacznie skrócone. Sama tylko czynność wstania mogła spowodować atak silnego bólu. Postawiłem diagnozę, że bóle, na które cierpiała, powodowało połączenie działania ze spoczynkiem -?wykręcanie i siedzenie przez długi czas.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Australijska Fundacja Mózgu, profesor Robert Ouvier, oddział neurologii, New Children's Hospital, 27 marca, 2003. [wróć]
2. H.R. Khouzam, "Chronic Pain and Its Management in Primary Care", Southern Medical Journal, 2000, 93 (10), s. 946--952. [wróć]
3. C. Kalb, "The Great Back Pain Debate", Newsweek, 26.04.2004. [wróć]
4. Medical Data International, Market and Technology Reports, U.S. Markets for Pain Management Products, Report RP-821922, June 1999; National Institute of Health, "The NIH Guide: New Directions in Pain Research I", Washington, D.C.: GPO, 1998. [wróć]
5. Chronic Pain Solutions newspaper and website, 2002. [wróć]
6. American Council for Headache Education, 2004 [wróć]
7. R.C. Lawrence et al., "Estimates of the Prevalence of Arthritis and Selected Musculoskeletal Disorders in the United States", Arthritis & Rheumatism, vol. 41, no. 5, s. 778, May 1998. [wróć]
8. M. Drangsholt et al., "Temporomandibular Disorder Pain", Epidemiology, 203ff. [wróć]
9. K. Springen. "Small Patients, Big Pain", Newsweek, 19.05.2003. [wróć]
10. A. Underwood, "Fibromyalgia: Not All in Your Head", Newsweek, 19.05.2003. [wróć]
11. Chronic Pain Solutions, op. cit. [wróć]
12. C. Kalb, "Playing with Pain Killers", Newsweek, 9.04.2001. [wróć]
13. T. Butler, "Migraines: Target for Health and Productivity Interventions", Health and Productivity, March 2003. [wróć]
14. C. Kalb, op. cit. [wróć]