1. Dobra wiadomość na temat bólu
Nie ma bólu bez powodu.
Powinniśmy się nauczyć
rozumieć język naszego organizmu
i właściwie reagować na wysyłane
przez niego sygnały.
Kiedy pacjent przychodzi do mnie na pierwszą wizytę, lubię zaczynać
rozmowę od żartu: "Mam dla pana dobrą i złą wiadomość. Zła wiadomość to
ta, że pana boli, a dobra, że pana boli".
Nonsens? Tak odbierają to pacjenci, zanim przekażę im to, co jest
opisane poniżej. Chciałbym, aby wszyscy, którzy przeczytają ten
rozdział, zmienili swoje nastawienie do bólu i zaczęli postrzegać go we
właściwy sposób, czyli jako przekaźnik informujący nas, w którym miejscu
dzieje się coś niedobrego.
Ból nie jest naszym wrogiem. Wręcz przeciwnie, jest jednym z naszych
największych sprzymierzeńców. To perfekcyjny system alarmowy mający za
zadanie ostrzegać nas, kiedy dzieje się coś niedobrego. Kiedy się
uaktywnia, wiemy, że powinniśmy uważać, bo możemy sobie poważnie
zaszkodzić. Dlaczego zrozumienie tego faktu jest tak istotne? Ponieważ
błędne rozpoznanie bądź zlekceważenie sygnałów wysyłanych przez organizm
może mieć poważne konsekwencje, a nawet prowadzić do kalectwa. Mam
zamiar nauczyć państwa, w jaki sposób interpretować różne dolegliwości,
abyście zdążyli na czas zareagować na syreny alarmowe wysyłane przez
wewnętrzny system ostrzegania.
Zdaję sobie sprawę, że każdemu, kto cierpi, bądź obserwuje złe
samopoczucie bliskiej osoby, trudno będzie postrzegać ból jako coś
dobrego. Ból dotyka ogromną liczbę osób, nie zna granic i nie wybiera.
Uderza bez względu na to, czy jest się młodym czy starym, kobietą czy
mężczyzną, bogatym czy biednym, osobą wysportowaną czy siedzącą całymi
dniami przed telewizorem. Doskonale wiem z własnego doświadczenia, jak
bardzo potrafi pozbawiać chęci do życia. Ogranicza gotowość do
podejmowania wyzwań i pełnego przeżywania przyjemności, w jakie obfituje
każdy dzień, a co gorsza sprawia wrażenie, jakby miał trwać wiecznie.
Nie chciałbym, żeby ktokolwiek myślał, że permanentny stan odczuwania
bólu uważam za coś właściwego. Przeciwnie, po to napisałem tę książkę,
aby jak najwięcej ludzi od tego uwolnić. Moim celem jest pomoc w lepszym
rozumieniu potrzeb własnego organizmu. Każdy, kto dobrze zapozna się z bólem, będzie umiał szybko właściwie reagować. Pierwszym krokiem do
życia bez bólu jest uświadomienie sobie, że na nasze szczęście potrafimy
go odczuwać.
Brak możliwości odczuwania bólu w zasadzie uniemożliwia przeżycie
(jeszcze do niedawna los dzieci, które urodziły się bez tej zdolności,
był niezwykle ciężki)1. To jedna z wielkich tajemnic stworzenia,
że organizm wywołuje ból po to, aby móc go uniknąć. Warto się nad tym
zastanowić. To ból umożliwia nam bezpieczną żeglugę wśród raf
codziennego życia. Na przykład każdy, kto dotknie gorącej kuchenki,
natychmiast dostanie sygnał, że powinien cofnąć rękę. W razie urazu,
choćby złamanej nogi, ból zapobiega używaniu kończyny, dopóki nie
zostanie wyleczona. Podobnie dzieje się, gdy mamy do czynienia z chorobą
albo ulegniemy wypadkowi. Organizm reaguje, wysyłając jasny sygnał do
mózgu: uważaj i zacznij działać.
Nie każdy ból powstaje w taki sam sposób, chociaż może być podobnie
odczuwany. Jest kilka różnych jego rodzajów, które w skrócie możemy
podzielić na dwie kategorie: ból przeszywający (ostry, intensywny,
nagły) oraz ból przewlekły (powracający, upor-czywy, długotrwały).
Wszystkie przykłady przywołane w poprzednim akapicie dotyczą bólu
przeszywającego. Ten typ charakteryzuje się natychmiastową reakcją
wywołaną swego rodzaju formą uszkodzenia tkanki. Przeszywający ból może
być łagodny, jak przy wbiciu drzazgi, lub ostry jak przy wyrywaniu zęba.
Długość trwania waha się od kilku sekund, jak przy uderzeniu w palec, do
kilku miesięcy, przy rozległych oparzeniach. Ważnym czynnikiem
wyróżniającym jest bezpośredni związek pomiędzy przyczyną (uraz) a skutkiem (ból). Ponadto, z dużą dozą prawdopodobieństwa, można określić
czas, jaki upłynie od skutku (ból) do wyzdrowienia (brak bólu), a także
pożądany sposób postępowania sygnalizowany przez sam uraz. Bez względu
na to, czy można samemu sobie pomóc, naklejając plaster na niewielkie
skaleczenie, czy trzeba iść na szycie poważniejszego rozcięcia, należy
podjąć pewne kroki, aby doprowadzić do ustąpienia bólu. Innymi słowy,
kiedy usuniemy skutki powstania bólu, ten ustąpi. Wszystko to wyjaśnia,
dlaczego fakt istnienia bólu przeszywającego jest tak istotny dla
naszego życia. Niestety kiedy dochodzimy do głównego bohatera tej
książki, przewlekłego bólu układu mięśniowo-szkieletowego, sprawy
zaczynają się komplikować.
Jak powstaje ból
Okrzyk "au!" poprzedza skomplikowana seria elektrochemicznych impulsów
wysłanych przez organizm w odpowiedzi na nieprzyjemny lub bolesny
bodziec. Nie czujemy bólu, dopóki impulsy z uszkodzonego ukł adu,
poprzez nerwy obwodowe i rdzeń kręgowy, nie przedostaną się do mózgu i nie zostaną odebrane jako informacja o niebezpieczeństwie. Nerwy
obwodowe to siatka naczyń rozgałęziona w cał ym organizmie. Na
zakończeniach niektórych naczyń znajdują się receptory bólu mające za
zadanie odróżnienie uszkodzenia ustroju od innego zagrożenia. Miliony
tych receptoró w w skórze, stawach, mięśniach, kościach i wokół organów
wewnętrznych wysyłają impulsy elektryczne nerwami obwodowymi. Kiedy
sygnał dociera do rdzenia krę gowego, jest już przefiltrowany i jednoznaczny. Sygnały o ciężkich urazach mają pierwszeństwo i trafiają
do mózgu natychmiast, informacje o mniej poważnych wolniej docierają do
miejsca przeznaczenia. Kiedy już się tam znajdą, organizm podejmuje
serię świadomych i nieświadomych działań w celu usunięcia skutków
powstania bólu.
Cała prawda o bólu przewlekłym
"Przewlekły ból". Niewiele określeń wywołuje tyle lęku, jest przedmiotem
tylu kontrowersji i przyczyną takiego zamieszania. Telewizja, radio,
gazety, Internet zalewają nas potokiem informacji na ten temat. Wiele z nich, moim zdaniem, przesadnie komplikuje problem, zdarzają się
nieścisłe, a nawet sprzeczne. Wygląda na to, że każdy wypowiada się na
ten temat, bo każdy doświadczył w życiu ataku przewlekłego bólu. Bez
przesady skala zjawiska osiągnęła rozmiary epidemii. Statystyki z samych
tylko Stanów Zjednoczonych są przerażające:
Ponad 100 milionów ludzi cierpi przewlekły ból2.
90 procent populacji doświadczy w ciągu życia bólu pleców3.
Ból jest przyczyną 70 milionów dni zwolnień lekarskich rocznie, co
kosztuje przemysł ponad 100 miliardów dolarów rocznie4.
50 milionów ludzi jest częściowo lub całkowicie niepełnosprawnych z powodu przewlekłego lub długotrwałego bólu5.
45 milionów ludzi cierpi na ciężkie i przewlekłe bóle głowy6.
40 milionów ludzi choruje na artretyzm, z czego 26 milionów to
kobiety7.
20 milionów ludzi doświadcza bólów żuchwy i dolnej części
twarzy8.
10 milionów dzieci poniżej 18 lat cierpi na bóle przewlekłe9.
6 milionów ludzi cierpi na fibromialgię, czyli rozmaite dolegliwości i bóle atakujące mięśnie, stawy i ścięgna10.
Czytelnicy tej książki zaliczają się do osób wymienionych powyżej lub
takich, którzy nie chcą się wśród nich znaleźć. Informacje w niej
zawarte na pewno pomogą jednym i drugim. Zdradzę państwu pewien sekret:
w większości przypadków przewlekłe bóle układu mięśniowo-szkieletowego
można całkowicie usunąć i to szybko.
Słowo "przewlekły" pochodzi z greki, starożytni określali tym mianem
czas. Ogólnie rzecz biorąc, przewlekły ból to każdy, który powraca lub
nie można z góry określić, kiedy ustąpi. Podobnie jak ból przeszywający,
może występować w różnym stopniu nasilenia, od średniego do bardzo
ostrego, a każdy z ataków może trwać minuty, miesiące, a nawet lata.
Różnica między nimi polega na tym, że ból przeszywający powstaje w wyniku konkretnego urazu lub choroby, podczas gdy wiele osób cierpiących
przewlekłe bóle (nie licząc długotrwałych dolegliwości występujących w niektórych schorzeniach, na przykład nowotworach, wywołanych przez
uszkodzenia nerwów) nie jest w stanie podać przyczyny ich powstania.
Miliony ludzi na całym świecie doświadczają bólów, które pojawiają się
po prostu znikąd. Nagle okazuje się, że nie mamy władzy w szyi czy bez
żadnego ostrzeżenia nie możemy się wyprostować. Podczas gdy ból
przeszywający ustępuje po wyleczeniu urazu, ból przewlekły utrzymuje się
mimo, a często nawet z powodu, leczenia. Często wydaje się, że nie ma
żadnej logiki, najmniejszego związku pomiędzy przyczyną, skutkiem i czasowym powrotem do zdrowia. Pozornie ból przewlekły pojawia się równie
niespodziewanie, jak znika. Rzecz jasna nagłe pojawianie się i ustępowanie tego typu bólów ma swoją przyczynę -?będę o tym mówił w dalszej części książki -?ale brak bezpośrednich, obiektywnych czynników,
które go wywołują, spowodował burzliwą dyskusję w środowisku medycznym.
Przewlekły ból jest dokuczliwy i trudny do wyjaśnienia, dlatego wielu
specjalistów nie uznaje go nawet za prawdziwe schorzenie. Nie jestem w stanie zliczyć pacjentów, którym lekarze przez lata tłumaczyli, że ich
bóle są wynikiem wyobraźni, hipochondrii lub rozpaczliwych prób
zwrócenia na siebie uwagi. Zawsze ze zgrozą wysłuchuję podobnych
relacji, ale mnie one nie dziwią. Zachodnia medycyna opiera się na
konkretach. To badania i opieka według schematu: obmacanie, opukanie,
osłuchanie i przypominanie. Tymczasem przewlekły ból jest nieuchwytny i nie sposób go potwierdzić, posługując się narzędziami zewnętrznymi.
Doktor musi wierzyć pacjentowi na słowo. Skoro większość metod
empirycznych stosowanych dzisiaj do diagnozy bólu przewlekłego, takich
jak tomografia, rezonans magnetyczny, rentgen czy analizy krwi, nie
pomaga lekarzom określić skutecznej metody leczenia, nic dziwnego, że
czują się sfrustrowani i bezradni wobec narastającego problemu.
Niektórzy nawet go lekceważą. Za obecny kryzys odpowiadają w dużej
mierze powszechnie występujące: błędne diagnozowanie, niewłaściwe
leczenie i ignorancja.
Brak wiedzy lekarzy na temat właściwego postępowania przy przewlekłych
bólach fatalnie odbija się na pacjentach. Nie dość, że cierpią oni
fizycznie, to brak wsparcia i konkretnej pomocy powoduje, że czują się
bezradni i popadają w depresję. Nie należy lekceważyć psychicznych
aspektów choroby -?chroniczne bóle są przyczyną 50 pro-cent
samobójstw11. Znalezienie wyjścia z sytuacji staje się zatem
dosłownie kwestią życia lub śmierci. Ostatnio świat lekarski zdaje się
dostrzegać konieczność zmiany dotychczasowego podejścia i stopniowo
można zaobserwować inną postawę wobec problemu. Niedawno czytałem
artykuł w "Newsweeku", w którym napisano:
Kiedy okazało się, że w minionym dziesię cioleciu lekarze nie zaliczali
pomocy pacjentom w zwalczaniu bólu do codziennej opieki medycznej,
podjęto stosowne kroki, aby zaczęli to robić. (...) Nawet Kongres
włączył się do akcji, ogłaszając nastę pne 10 lat "Dekadą zwalczania
bólu i badań nad nim" 12 .
Nie ma wątpliwości, że ból przewlekły istnieje, co nie zmienia faktu, że
trudno przedstawić jedną spójną definicję tego zjawiska. I to nie
dlatego, że jej nie ma, ale dlatego, że jest ich zbyt wiele. Większość
specjalistów zgadza się, że ból przewlekły to taki, który pojawia się
cyklicznie. Moim zdaniem jest to niepełna definicja. Jest prawdziwa, ale
nie do końca obrazuje problem. Dlaczego? Głównie dlatego, że pomija
wiele istotnych kwestii. Na przykład: dlaczego ból powraca? Dlaczego
znika? Przede wszystkim: jaka jest jego przyczyna? Istnieje, rzecz
jasna, bardziej precyzyjna definicja, którą wypracowałem przez
trzydzieści lat praktyki klinicznej, badań i nauczania: "Ból przewlekły
(z wyjątkiem powstałego na skutek chorób i urazów) to powracający i uporczywy ból związany z biomechaniczną dysfunkcją mięśni i stawów".
Dlaczego tak się dzieje, z psychologicznego punktu widzenia, dokładnie
omówiłem w rozdziale trzecim; poniżej zamieszczam tylko bardziej ogólne
informacje. Celem rozdziału pierwszego jest bowiem wyjaśnienie
czytelnikom, jakie jest znaczenie bólu i w jaki sposób właściwie go
odczytać, aby poprawić ogólny stan zdrowia i utrzymać organizm w najwyższej formie.
Warunki powstawania przewlekłego bólu
Ból przewlekły, podobnie jak przeszywający, to sygnał alarmowy, że
dzieje się coś niedobrego. O ile jednak przyczyna tego drugiego jest
jasna, to pierwszego ukryta. Generalnie wskazuje on na fakt, iż
mechaniczna funkcja układu mięśniowo-szkieletowego jest w jakiś sposób
zagrożona. Ból głowy, pleców, bioder, szyi czy innych części ciała to
jasny komunikat, że mięśnie i stawy znajdujące się w okolicy są w różnym
stopniu nadwyrężone. Przewlekły ból jest zatem bezpośrednim skutkiem
urazu. O ile jednak w przypadku bólu przeszywającego jest to
jednorazowe, często wyraźnie widoczne obrażenie, podczas którego
nastąpiło uszkodzenie tkanki, to ból przewlekły powstaje w wyniku
wielokrotnych, niedostrzegalnych urazów nadwyrężających tkankę. W pewnych przypadkach ból przewlekły jest związany z chorobą czy
wypadkiem, ale najczęściej powodują go powtarzające się serie
niewłaściwych działań nieznacznie uszkadzających mięśnie i stawy. Kiedy
to się dzieje? Przy każdym ruchu.
Organizm ludzki jest przystosowany do ruchu, który powstaje w wyniku
złożonych zależności między mięśniami a stawami. Musimy się poruszać,
aby utrzymać się przy życiu, czy to w poszukiwaniu żywności i schronienia, z potrzeby przemieszczania się z miejsca na miejsce, czy po
prostu aby uniknąć atrofii nieuniknionej przy inercji. Jednak ruch może
być bolesny dla tych części ciała, dzięki którym jest w ogóle możliwy.
Mimo że układ mięśniowo-szkieletowy został tak doskonale zaprojektowany,
jest zarazem podatny na zużycie i uszkodzenia, ponieważ musi znosić
rygor niewłaściwej eksploatacji i przetrenowania. Mogłoby się wydawać,
że tylko intensywne życie lub wyjątkowa aktywność fizyczna wywołują
urazy i zużycie systemu, ale wcale tak nie jest. Główni winowajcy to
zwykłe, codzienne czynności, z których trudno byłoby zrezygnować -
siadanie, chodzenie, stanie, sięganie po przedmioty i podnoszenie ich.
Chociaż stopień, w jakim układ mięśniowo-szkieletowy jest narażony na
uszkodzenia i zużycie, zależy bezpośrednio od tego, jak się o niego dba,
te pozornie niezauważalne działania zwykle powodują mikrourazy, czyli
niewielkie rany (w przeciwieństwie do bólu przeszywającego, wywoływanego
przez urazy, czyli poważne zranienia). Mikrourazy same w sobie nie mają
wielkiego wpływu na strukturę i funkcjonowanie organizmu. Są tak
nieznaczne, że w ogóle ich nie zauważamy, a organizm nie uruchamia
procesu naprawy zwykle inicjowanego przy bezpośrednich uszkodzeniach
(jak to się dzieje po ciężkim wypadku). Mikrourazy niewykryte i pozostawione same sobie kumulują się, niszcząc tkankę mięśni i stawów.
Za większość silnych i uniemożliwiających normalne życie przewlekłych
bólów odpowiedzialne są minimalne uszkodzenia.
Przewlekły ból szkieletowo-mięśniowy jest jak echo. To, co odczuwamy w teraźniejszości, jest opóźnionym odzewem na biomechaniczną dysfunkcję,
jaka miała miejsce jakiś czas wcześniej. Innymi słowy, przewlekły ból
wywołuje niewłaściwe wykorzystanie anatomii odpowiedzialnej za ruch. W miarę powiększania się dysfunkcji, co następuje, gdy mikrourazy kumulują
się w sposób niekontrolowany, wydajność układu mięśniowo-szkieletowego
maleje. Mięśnie i stawy próbują zrekompensować osłabienie,
przystosowując się do pracy ponad siły, co powoduje, że cała struktura
jest przeciążona i spięta. Nadmiernie obciążone mięśnie oddziałują na
stawy i hamują szereg ruchów niezbędnych do ich nawilżania i odżywiania.
Jest to tak niebezpieczna sytuacja, że wystarczy najmniejszy gest, aby
zaburzyć delikatną równowagę -?nawet minimalny ruch może spowodować
niespodziewany i długotrwały atak bólu. To dlatego zdarza się, że nie
możemy się wyprostować, szyja staje się tak sztywna, że ledwie możemy
poruszyć głową, a po podniesieniu leciutkiego telefonu komórkowego
przeszywa nas straszliwy ból ręki. Tak naprawdę żadne z tych wydarzeń
nie następuje nagle. Przewlekły ból powstaje w wyniku stopniowo
narastającej dysfunkcji, która przez długi czas pozostawała uśpiona.
Mięśnie i stawy, mimo iż podatne na urazy, są zarazem niesłychanie
odporne i mają niesamowitą zdolność powrotu do normy po całodniowej
harówce. Układ mięśniowo-szkieletowy potrafi się samonaprawiać i robi
wszystko, aby być w dobrej formie. Pozostawiony sam sobie będzie
próbował przywrócić stan pierwotny i w dużej mierze uczyni to
skutecznie. To wyjaśnia, dlaczego ataki przewlekłego bólu wydają się tak
nagle znikać. Jak tylko układowi udaje się zneutralizować efekt
mikrourazów, objawy (ból) ustępują. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę i zapomnieć o sprawie, sądząc, że brak bólu oznacza powrót organizmu do
normy. Ulga jednak szybko okazuje się chwilowa, ponieważ podstawowy
problem -?stałe zużycie i urazy mięśni i stawów -?nie został rozwiązany.
Nie trzeba długo czekać na następny epizod, który może wywołać
najbardziej niewinna nawet czynność. Tak wygląda prawda o przyczynach
bolesnych nawrotów przewlekłego bólu.
Czy to błędne koło można przerwać? Czy jest możliwe życie bez bólu,
skoro niemal zawsze jesteśmy w ruchu, a każdy ruch może spowodować uraz?
Odpowiedź na obydwa pytania brzmi: z całą pewnością tak! Wystarczy
właściwie przygotować układ mięśniowo-szkieletowy do codziennego użytku,
uodpornić go na nieuchronne zużycie i urazy oraz wzmocnić jego naturalną
skłonność do utrzymania formy. To wszystko zapewnia metoda Weisberga.
Metoda Weisberga
Mój program opiera się na zasadzie, że najpotężniejszym i najbardziej
efektywnym narzędziem utrzymującym organizm w formie jest sam organizm.
Mimo że ruch może powodować urazy mięśni i stawów będące przyczyną
dysfunkcji, prawidłowo wykonywany przywraca zdrowie. Metoda Weisberga to
sześć ćwiczeń fizycznych, z których każde zajmuje trzydzieści sekund.
Zwalcza przewlekły ból, eliminując przyczyny jego powstawania. W jaki
sposób? Przez usuwanie skutków mikrourazów, co zapobiega ich szkodliwej
kumulacji; wykorzystywanie pełnego zakresu ruchów stawów, co zapewnia
ich pełne nasmarowanie; utrzymywanie głównych grup mięśni w ich
fizjologicznej długości, tak aby być pewnym, że będą sprawne bez względu
na rodzaj czynności, jaką postanowimy wykonać. Wreszcie metoda Weisberga
nie wymaga wiele czasu ani wysiłku. Wystarczy tylko chwila, aby utrzymać
mięśnie i stawy w dobrej formie. Dokładnie trzy minuty.
Metoda Weisberga to:
"Trzy minuty zapobiegania": codzienny program złożony z sześciu
ćwiczeń fizycznych, po 30 sekund każde; usprawnia i utrzymuje
optymalną formę układu mięśniowo-szkieletowego, a zarazem zapobiega
niemal wszystkim rodzajom bólów.
"Encyklopedia uśmierzania bólu": ukierunkowane ćwiczenia
terapeutyczne, dostosowane do określonych części ciała. Szybko
likwidują istniejący ból od głowy do pięt.
"Kwartalny przegląd": testy diagnostyczne i ćwiczenia fizyczne;
wykonywane co trzy miesiące pomagają określić i podnieść formę
organizmu.
Układ mięśniowo-szkieletowy człowieka codziennie i systematycznie
poddawany ćwiczeniom wykonywanym według mojej metody pozostanie w doskonałej formie przez ponad sto lat! Jeżeli nie ćwiczymy, bez względu
na to, czy doświadczyliśmy już ataków bólów, czy nie, mięśnie i stawy
będą musiały w końcu zapłacić nieodwracalnymi ubytkami i uszkodzeniami.
Niezwykle istotne jest, abyśmy zrozumieli, że już sam fakt codziennej
egzystencji powoduje warunki, w których powstaje przewlekły ból.
Wszyscy, bez wyjątku, jesteśmy narażeni. Chociaż większość ludzi nie
doświadcza efektów dysfunkcji na pełną skalę wcześniej niż w okresie
starości, w taki czy inny sposób kumulacja urazów dosięgnie każdego, czy
to przez powtarzające się ataki, czy niemożność poruszania się w zwykły
dla siebie sposób. Jak dotąd poznałem niewielu ludzi myślących o zachowaniu swego układu mięśniowo-szkieletowego w formie. Wśród kilku
osób, które zawracały sobie tym głowę, nie było żadnej mającej
świadomość, jak to robić, czy mówiąc ściślej, jak to robić właściwie.
Wielu z nas sądzi, że gimnastyka czy lekcje aerobiku zaspokajają
biologiczne potrzeby mięśni i stawów. Ćwiczenia, które mają na celu
wzmocnić, wyszczuplić, czy nawet zwiększyć zwinność, nie wpływają na
biomechaniczną formę organizmu. Namawia się nas do zwracania uwagi na
to, co i ile jemy. Promuje się dbanie o sylwetkę i systematyczny ruch.
Regularnie chodzimy na badania kontrolne, dbamy o zęby, oczy, serce i inne narządy wewnętrzne. Jesteśmy nawet świadomi wpływu, jaki środowisko
zewnętrzne wywiera na nasze samopoczucie. Kiedy dochodzimy do
utrzymywania w formie mięśni i stawów -?nic się nie dzieje. A przecież
stanowią one ponad 60 procent masy ciała, a od tego, w jakim są stanie,
zależy w dużej mierze jakość naszego życia. Często przychodzi mi na
myśl, że na nic się nie zda ta cała nasza pogoń za zdrowiem, jeśli
zarówno dzieci, dorośli, jak i osoby starsze nie mogą poruszać się bez
bólu. Po co przedłużać życie, skoro te dodatkowe lata mamy spędzić
unieruchomieni i cierpiący? Chociaż wystarczy tak mało, żeby osiągnąć
tak wiele, jak do tej pory utrzymanie układu mięśniowo-szkieletowego w najwyższej formie nie jest priorytetem. Nie sądzę, aby ktokolwiek z czytających w tej chwili te słowa w ogóle zdawał sobie sprawę z faktu,
że może i powinien poświęcić trochę czasu na zachowanie swoich mięśni i stawów w dobrym zdrowiu.
Teraz jest inaczej. Mam nadzieję, że przekonałem czytelników, iż warto
stosować metodę, dzięki której utrzymają formę swego układu
mięśniowo-szkieletowego do końca życia. Po to napisałem tę książkę.
Chciałbym, aby każdy z was spróbował zacząć we właściwy sposób dbać o swój system mięśniowo-szkieletowy. Kiedy pojawią się objawy, a pewnie
się tak stanie w wyniku kondycji mięśni i stawów czy stylu życia i obyczajów, będziecie w stanie nie tylko je wyeliminować, ale i powstrzymać ich narastanie. Ponadto uda się wam usunąć wiele już
istniejących źródeł bólu, między innymi niektóre formy artretyzmu, i przywrócić organizm do normalnego funkcjonowania. Jednym z moich
podstawowych celów jest uchronienie was od biegania po lekarzach,
operacji, inwestowania w drogi sprzęt gimnastyczny i brania silnie
uzależniających leków czy podejrzanych mieszanek ziołowych, a zarazem
sprawienie, że będziecie cieszyć się dobrym zdrowiem. Mogę zapewnić, że
powyższe czynności są często niepotrzebne, nieskuteczne, a często
prowadzą nawet do pogorszenia sytuacji. Przekonacie się, że metoda
Weisberga to wszystko, czego wam trzeba. Chciałbym, aby każdy czytelnik
pragnący działać w sposób najkorzystniejszy dla swego układu
mięśniowo-szkieletowego podejmował rozważne i świadome decyzje, a nie
chaotyczne i płynące z niewiedzy, dlatego poniżej przedstawiam wszystkie
potrzebne do tego informacje. Na koniec zamieściłem sześć podstawowych
zasad, kluczowych na drodze do wyeliminowania bólów i zapobiegania im.
Jak leczyć i zapobiegać
1. Nie lekceważmy bólu
Alarm ogłoszony przez organizm może ustąpić samoistnie, ale po jakimś
czasie znowu się odezwie. I to w takim natężeniu, że większość z nas
będzie marzyła tylko o tym, żeby go wyłączyć, wszystko jedno w jaki
sposób. Desperacko próbując zagłuszyć ból, sięgamy po jeden z licznych
leków dostępnych bez recepty lub przepisanych przez lekarza. Tylko w 2000 roku Amerykanie wydali 4 miliardy dolarów na leki
przeciwzapalne13 i blisko 2 miliardy dolarów na leki
narkotyczne14 (uzależnienie od tych drugich szybko przybiera
rozmiary epidemii. Więcej na temat plusów i minusów farmakologicznego
leczenia bólu piszę w rozdziale czwartym). Paradoksalnie, wiele z dostępnych leków może wręcz zahamować proces dochodzenia do zdrowia,
ponieważ wydłużają one raczej, niż skracają czas występowania bólu. Co
więcej, tłumiąc ból, środki te umożliwiają kontynuowanie wywołujących go
działań. Ciągle powtarzające się urazy rodzą kolejne. Ustąpienie bólu
nie sprawi, że zniknie problem przyczyniający się do jego powstania.
Wręcz przeciwnie. Czasowa ulga może oznaczać stałe kłopoty. Stosowanie
mojej metody przynosi ulgę na zawsze.
Oto moja złota myśl na temat bólu: dopóki go odczuwamy, możemy mu
przeciwdziałać. Jeśli nic nie czujemy, nic nie robimy. Zastanówmy się
nad tym wspólnie. Czy ktokolwiek wyłączyłby wyrafinowany system
przeciwpożarowy tylko dlatego, że miałby on dokuczliwy dźwięk? Wówczas
zauważyłby pożar dopiero wtedy, gdy cały dom stałby już w płomieniach.
Bez sensu, prawda? Oczywiście. W takim razie dlaczego mielibyśmy w taki
sam sposób traktować swój organizm? Dużo rozsądniej jest pozwolić wyć
syrenom bólu jak najdonośniej, aby w porę zapobiec nieszczęściu.
2. Słuchajmy swego organizmu
Organizm ma nam do przekazania wiele kluczowych informacji i, jak już
wcześniej wyjaśniałem, jedyną drogą, którą może je przekazać do mózgu,
są nerwy. Kiedy dzieje się coś niedobrego, organizm ostrzega o niebezpieczeństwie, wysyłając posłańca -?ból. Ból ma pomóc. Poświęciłem
cały rozdział, aby jak najbardziej uwypuklić fakt, że pod żadnym pozorem
nie można lekceważyć tych sygnałów, bez względu na to, jak są
dokuczliwe. Ból oznacza kryzys i jasny komunikat, że należy niezwłocznie
zacząć mu przeciwdziałać.
Niesłychane, że większość ludzi nie zwraca uwagi na sygnały wysyłane
przez organizm. Po prostu je ignorują. Przewlekły ból wywołuje
dysfunkcja narastająca stopniowo, a zatem, zanim pojawi się atak,
dostajemy liczne ostrzeżenia. Mimo to wielu pacjentów zgłasza się do
mnie dopiero wtedy, kiedy ból jest nie do wytrzymania, a oni nie mogą
się poruszać. Kiedy pytam, dlaczego tak długo zwlekali z przyjściem do
lekarza, odpowiadają, że sądzili, iż po prostu samo przejdzie. Nie
przejdzie. Pierwszym krokiem do rozwiązania problemu jest zauważenie go.
Żeby zlikwidować ból, trzeba nauczyć się słuchać swego organizmu.
3. Nauczmy się rozpoznawać typy bólów
Rozpoznawanie typów bólu jest równie istotne jak nauka czytania i pisania. To nauka nowego języka, języka bólu. Każdy, kto wsłuchuje się w organizm, wie, że ból objawia się na różne sposoby. Istnieje tendencja
do wrzucania wszystkich typów bólu do jednego worka, dlatego łatwo
przeoczyć subtelne różnice między nimi. Nie wystarczy odebrać sygnał
bólu, trzeba jeszcze potrafić rozpoznać jego charakterystyczne cechy i zrozumieć jego przesłanie. Przede wszystkim, czy jest on symptomem
patologii, wymagającej dokładniejszego badania, czy objawem fatalnej
formy układu mięśniowo-szkieletowego, której można zaradzić metodą
Weisberga. Dokonanie właściwej oceny jest niezwykle istotne, bo
determinuje sposób postępowania. Następne strony poświęciłem na
szczegółowe opisanie typów bólu, tak aby każdy czytelnik mógł właściwie
odczytać sygnały wysyłane przez organizm.
Ból sygnalizujący słabą formę układu mięśniowo-szkieletowego objawia się
jednym lub kilkoma symptomami. Są to: pobolewanie, ból palący, kurcz.
Pobolewanie: zdecydowanie najczęściej spotykany typ bólu, to tępy,
stały ból o niewielkim bądź średnim natężeniu. Zaczyna się niewinnie,
ale z czasem narasta. Pojedynczy atak może trwać dzień, tak jak
powracający, dokuczliwy ból głowy, ale również tygodnie, miesiące, a nawet lata, tak jak ból pleców. Pobolewanie najczęściej oznacza, że na
danym obszarze mięśnie i stawy uległy licznym mikrourazom. Jeśli
mikrourazy nie ustają, to mechaniczne podrażnienie powoduje, że mięśnie
się kurczą i napinają, a stawy wyrodnieją. Kiedy do tego dochodzi,
podrażnione nerwy w okolicy wysyłają sygnał alarmowy pobolewania.
Pobolewanie może być również spowodowane chemicznym podrażnieniem
nerwów. Zdarza się to między innymi wtedy, kiedy przeciążymy mięśnie, na
przykład dźwigając lub podnosząc coś ciężkiego. Organizm nie nadąża z rozłożeniem nadmiaru końcowych produktów przemiany materii powstałych w trakcie wyczerpujących działań. Podrażnione końcówki nerwów powodują
pobolewanie, zwane zakwasami.
Pobolewanie wywołane mechanicznym lub chemicznym podrażnieniem to ukryta
dysfunkcja układu mięśniowo-szkieletowego. Leczy się ją korekcją.
Ból palący: pojawia się nagle, jest wyraźnie silniejszy i bardziej
odczuwalny niż ogólne pobolewanie. Podobnie jak to ostatnie, wywołuje go
ukryta dysfunkcja skumulowanych mikrourazów, która w tym wypadku jest
spowodowana ograniczeniem krążenia na danym obszarze. Jeżeli do mięśni
dopływa za mało krwi, nie są one w stanie w pełni pozbywać się końcowych
produktów przemiany materii wytwarzanych w procesie ruchu. W efekcie
pojawia się ból palący.
Dzieje się tak zwykle, kiedy działamy na granicy fizycznej wytrzymałości
naszego organizmu. Podczas gdy pobolewanie może nastąpić nawet po
niewinnej czynności (albo w ogóle bez powodu), ból palący pojawia się w wyniku działania, które znacznie wykracza ponad to, do czego nasze
mięśnie są przyzwyczajone i przystosowane. Kiedy przestajemy działać,
najczęściej ustępuje.
Kurcz: to nagły i przejmujący ból powstały w wyniku skurczenia się
mięśnia. Jest niezwykle silny, ale nie trwa długo. Łatwo go poznać: jest
tak intensywny, że unieruchamia cały obszar. Najczęściej powodują go
niektóre formy nadmiernego wysiłku fizycznego, na przykład wykonywanie
ćwiczeń, do których mięśnie i stawy są nieprzygotowane. Kurcz może się
również pojawić w wyniku zmuszania mięśni do przyjęcia nienormalnej dla
nich pozycji, na przykład ustawicznego noszenia obcisłych ubrań lub
butów na wysokich obcasach. Zwykle pojawia się w okolicach nóg i stóp.
Kiedy skrócone, słabe lub przeciążone mięśnie są zmęczone, brakuje im
substancji odżywczych i tlenu, co powoduje odkładanie się kwasu
mlekowego. Na zbyt dużą ilość kwasu mięśnie reagują skurczem. Ze
wszystkich trzech rodzajów bólu, kurcz najtrudniej zlekceważyć (a jak
wiadomo, nigdy nie należy ignorować bólu), ale najłatwiej wyleczyć.
Najczęściej pomaga rozciąg-nięcie mięśnia lub masaż.
Każdy, kto odczuwa objawy, które można zaliczyć do jednej z powyżej
opisanych kategorii, najprawdopodobniej cierpi na przewlekły ból typu
mięśniowo-szkieletowego. I jest to naprawdę dobra wiadomość, ponieważ
jak wynika z powyższego rozdziału, niemal wszystkie są spowodowane
fizycznymi lub, w bardziej specyficznych przypadkach, biomechanicznymi
ograniczeniami, które można usunąć raz na zawsze, stosując metodę
Weisberga. Zdaję sobie sprawę, że rozpoznanie, który rodzaj bólu
odczuwamy w danym momencie, może być trudne. Można błędnie sklasyfikować
pobolewanie jako ból palący, kurcz jako pobolewanie i tak dalej.
Właściwe rozpoznanie nie jest tak naprawdę istotne, ponieważ wszystkie
typy mają tę samą przyczynę, mimo wszystko warto spróbować to zrobić,
bez względu na to, jak nasz opis wydawałby się mętny i mało precyzyjny.
Powyższa krótka charakterystyka trzech rodzajów bólów powinna ułatwić
szybką i właściwą interpretację.
Jeśli jednak nie do końca odpowiada ona temu, co czujemy, nie oznacza
to, że nie można naszego bólu zaliczyć do jednej z tych trzech
kategorii. Być może są słowa, które trafniej oddają nasze doznania. W przypadku przewlekłego bólu mięśniowo-szkieletowego często używa się
takich określeń, jak pulsowanie, łupanie, rwanie, kłucie, darcie i łamanie (w przeciwieństwie do terminów stosowanych na określenie bólu
typowego dla urazów i chorób: rozdzieranie, drętwienie, oszołomienie,
omdlewanie). Ludzie opisują swój ból na najróżniejsze sposoby i trudno
jest je wszystkie wymienić, zwłaszcza że niektórych terminów nie ma
nawet w słowniku (miałem kiedyś pacjentkę, która nazwała swój ból
"szczypiącym". Zdziwiony zapytałem, co przez to rozumie. Odpowiedziała,
że odczuwa tak silny, specyficzny ucisk na rękę, że nie może nią
poruszać. Kiedy ją zbadałem, okazało się, że odczuwa palący ból
spowodowany zespołem powtarzających się mikrourazów). Czasem trudno jest
sprecyzować naturę odczuwanego przez nas bólu nawet nam samym. Ból jest
jednocześnie subiektywny i obiektywny. To, co odbieramy subiektywnie,
może się zasadniczo różnić od obiektywnej definicji. Zatem to, co w rzeczywistości jest pobolewaniem, możemy odczuwać jako ból palący. Mimo
wszystko warto włożyć trochę wysiłku i spróbować dopasować nasz ból do
jednego z trzech typów.
Fakt, że to, co nas dotyka, nie pasuje do żadnej z powyższych definicji,
nie oznacza automatycznie, że cierpimy na jakieś inne schorzenie. I na
odwrót, jeśli trapiący nas ból odpowiada jednej z trzech kategorii,
wcale nie jest powiedziane, że jest to z całą pewnością fatalna forma
naszego układu mięśniowo-szkieletowego, a nie jakaś choroba. Jest kilka
dodatkowych kryteriów umożliwiających zdiagnozowanie przewlekłego bólu
mięśniowo-szkieletowego i odróżnienie go od innych, niezliczonych
dolegliwości. I tu przechodzimy do następnego etapu.
4. Przeanalizujmy sposób, w jaki działamy i odpoczywamy
Przewlekły ból mięśniowo-szkieletowy powstaje w wyniku zmuszania
organizmu do wykonywania określonych czynności. Tym właśnie różni się od
choroby, która zwykle występuje bez względu na podejmowane przez nas
działania albo wręcz pomimo nich. A zatem jednym z najistotniejszych
kryteriów w stwierdzeniu, czy cierpimy z powodu formy układu
mięśniowo-szkieletowego, jest możliwość znalezienia przyczyny takiego,
a nie innego stanu rzeczy. Wcześniej tłumaczyłem już, że za większość
przypadków przewlekłego bólu winę ponosi codzienne życie. Aby połączyć
przyczynę i skutek, musimy przyjrzeć się bliżej dwóm czynnikom
odpowiedzialnym za powstawanie ruchu: działaniu i spoczynkowi.
Działanie: to sposób, w jaki używamy swego ciała. Nieskończona
liczba czynności, które wykonujemy przez cały dzień: chodzenie,
bieganie, spacerowanie, tańczenie, podnoszenie, rzucanie, wyciąganie
rąk, sięganie, kręcenie głową. Jednorazowo ruch nie powoduje bólu, ale
powtarzany cyklicznie, może do tego doprowadzić. Dlaczego? Kiedy układ
mięśniowo-szkieletowy organizmu nie jest w najlepszej formie, każde
powtórzenie danej czynności powoduje kumulowanie się mikrourazów.
Przypomina to trochę katastrofę kolejową, w której wykolejone wagony
piętrzą się jeden na drugim. Jeżeli nie podejmujemy żadnych
przeciwdziałań, sytuacja pogarsza się, a my czujemy ból. Naszym zadaniem
jest stwierdzenie, która czynność powoduje taki stan rzeczy. Nie jest to
wcale takie trudne, jak by się wydawało. Dobrym przykładem będzie tu
historia mojej współautorki.
Pani Shink zgłosiła się do mnie, kiedy zaczęła cierpieć na dokuczliwe
bóle w dole pleców. Mieszkamy na dwóch krańcach wybrzeża, dlatego przez
telefon musieliśmy ustalić, czy jej ból jest z natury
mięśniowo-szkieletowy. Kiedy się to potwierdziło, musiałem znaleźć
przyczynę jego powstawania. Zacząłem od pytania, jakie uprawia sporty.
Odpowiedziała, że chociaż zwykle biega i chodzi na siłownię, ostatnio
nie ma na to czasu, ponieważ jest bardzo zajęta pracą nad książką.
Bardzo interesująca wskazówka, pomyślałem, i zadałem następne pytanie: w jakich okolicznościach ból się pojawia. Okazało się, że po prostu siedzi
przy komputerze, prawie zupełnie bez ruchu i trwa to całe dnie, od
miesięcy. Kolejna wskazówka. Miałem już wystarczająco dużo informacji,
ale postanowiłem drążyć głębiej. I wówczas wszystko stało się jasne.
Pani Shink powiedziała, że siedząc przy komputerze, musi się co chwila
wykręcać i schylać, bo temperówka, której stale używa, jest przykręcona
pod biurkiem. Dziesięć, dwadzieścia razy dziennie, tydzień po tygodniu,
schyla się do półki, nie widząc w tym nic niebezpiecznego. W końcu
przyszedł jednak moment, kiedy ta powtarzająca się czynność wywołała
reakcję łańcuchową: kolejny raz okazał się kroplą, która przepełniła
czarę. Analizując najczęściej wykonywane przez nią czynności,
precyzyjnie ustaliliśmy przyczynę prześladującego ją bólu.
Spoczynek: to bezruch mięśni i stawów przed i w czasie aktywności
ruchowej. Chodzi tu przede wszystkim o stopień rozciągnięcia mięśni i kąt ich nachylenia w stosunku do stawów od początku do końca działania.
Często się zdarza, że to sposób, w jaki układamy ciało w czasie
spoczynku, a nie ruch, jest odpowiedzialny za powstawanie bólu. Innymi
słowy, liczy się nie to, co robimy, ale w jaki sposób. Mięśnie i stawy
przystosowują się do wykonywanej w danym momencie czynności.
Podtrzymanie akcji wymaga z ich strony ogromnego nakładu energii.
Dlatego w momencie, w którym działanie przechodzi w spoczynek -
siedzenie lub niewłaściwa postawa stojąca przyjęte na dłuższy czas -
mięśnie skracają się lub wydłużają, aby zaoszczędzić energię. Wydłużone
mięśnie są słabsze niż normalne, a skrócone -?napięte i mniej
elastyczne. W obydwu wypadkach silniej naciskają na stawy, co powoduje,
że cała struktura jest bardziej narażona na urazy. Oprócz tego zmiana
pozycji wymusza na mięśniach wyjście poza zakres nowo uformowanej
długości. Takie obciążenie powoduje ból. W przykładzie podanym powyżej
dolegliwości pani Shink od razu można było powiązać z trybem jej życia:
siedzeniem przed komputerem od ośmiu do dziesięciu godzin dziennie.
Dlaczego? Ponieważ kiedy tak siedziała zgarbiona i bez ruchu, niektóre z jej mięśni były znacznie skrócone. Sama tylko czynność wstania mogła
spowodować atak silnego bólu. Postawiłem diagnozę, że bóle, na które
cierpiała, powodowało połączenie działania ze spoczynkiem -?wykręcanie i siedzenie przez długi czas.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki