Zwyciężać ból - Joseph Weisberg, Heidi Shink

-
Proszę czekać

Podziękowania

Książka ta powstała w wyniku wysiłku wielu osób, które poświę­ciły swój czas i wie­dzę, aby­śmy mogli ziścić marze­nie o jej napi­sa­niu.

Heidi i ja jeste­śmy wdzięczni zwłasz­cza naszemu wydawcy, Tracy Behar. Jej szyb­kie opi­nie na temat naszej pracy, ogromne zaan­ga­żo­wa­nie i nie­zwy­kła prze­ni­kli­wość inspi­ro­wały nas i kształ­to­wały poszcze­gólne czę­ści książki. Chcie­li­śmy także podzię­ko­wać naszemu agen­towi Mat­thew Gumie za jego nie­stru­dzone wysiłki, nie­zli­czone pomy­sły i nie­wy­czer­paną ener­gię. Mat­thew Jone­sowi zawdzię­czamy nie­zwy­kle cenne, bez­stronne i fachowe porady prawne, któ­rych udzie­lał nam przed publi­ka­cją. Uta­len­to­wana Chri­sty Sto­ner stwo­rzyła świetne rysunki. David Daigle sfo­to­gra­fo­wał poszcze­gólne pozy­cje tera­peu­tyczne z nie­wia­ry­godną przej­rzy­sto­ścią. Robin Morell, odpo­wie­dzialny za logi­stykę przed­się­wzię­cia, spra­wił, że nie pogu­bi­łem się w życiu peł­nym roz­licz­nych obo­wiąz­ków. Dr Ber­nard Len­der, prze­wod­ni­czący Touro Col­lege, umoż­li­wił mi wygo­spo­da­ro­wa­nie czasu, który mogłem poświę­cić na pisa­nie. Leka­rze Bert Agus i Laura Jacobs oraz far­ma­ceutki Wendy Jones i Jodi Levine udzie­lały mi cen­nych, facho­wych wska­zó­wek.

Ogromną wdzięcz­ność chcie­li­by­śmy wyra­zić wobec naszych modeli: Michele Cherry-Grace, Jaba­riego Hearna, Angie Lee, Bren­dana O'Reilly'ego, Micha­ela Papa­dola i Nathana Peit­zme­iera, któ­rzy cier­pli­wie zno­sili godziny pozo­wa­nia i upo­mi­na­nia z zapa­łem i poczu­ciem humoru. Boha­te­ro­wie praw­dzi­wych histo­rii byli na tyle uprzejmi, że zgo­dzili się na ich upu­blicz­nie­nie, dzięki czemu czy­tel­nicy mogą się prze­ko­nać, jak osoby żyjące w real­nym świe­cie wygrały swe bata­lie z bólem.

Chcie­li­by­śmy rów­nież podzię­ko­wać bli­skim przy­ja­cio­łom i rodzi­nie, któ­rzy wspie­rali nas duchowo i prak­tycz­nie w cza­sie pisa­nia książki. Dani Alpert, Michelle Rivera, Amy Ruskin i Leah Stans­bury zawsze zja­wiały się w potrze­bie, czy to aby odblo­ko­wać siły twór­cze, dodać otu­chy, czy dzie­lić tysiące wąt­pli­wo­ści, entu­zjazm, nie­pew­ność i inne emo­cje nie­od­łącz­nie zwią­zane z reali­za­cją jakie­go­kol­wiek pro­jektu. Har­lan Levine nie­ustan­nie obra­cał wszystko w żart przez pocztę elek­tro­niczną. Amy Utstein i Rebecca Raphael, pełne wspa­nia­łych pomy­słów, zre­da­go­wały kon­spekt i książkę. Steve Utstein dzie­lił się swą ogromną wie­dzą na temat prze­twa­rza­nia tek­stów i spra­wiał, że pod­stępna czę­sto tech­nika sta­wała się bar­dziej przy­ja­zna. Denise Ham­mond wyko­rzy­stała swe ogromne zasoby, dzięki któ­rym sesje zdję­ciowe były har­mo­nijne i kom­pletne. Jon­nie Stans­bury słu­żył wspar­ciem i mądrą radą. Cio­cia i wujek Rabin nie tylko nas sobie przed­sta­wili, ale przy­go­to­wy­wali wyśmie­nite jedze­nie na nasze cało­nocne sesje pisa­nia. Dzię­ku­jemy też GG, pierw­szej oso­bie, któ­rej powie­dzie­li­śmy, że piszemy tę książkę i która w pełni wie­rzyła w suk­ces przed­się­wzię­cia, kiedy było ono zale­d­wie mgli­stą ideą.

Na koniec Heidi dzię­kuje Simo­nowi i Vicki Shin­kom za bez­wa­run­kową miłość, prze­wod­nic­two i wspar­cie, a także Caitlin Stans­bury, która poma­gała jej być kre­atywną i odważną na co dzień. Ja chciał­bym naj­go­rę­cej podzię­ko­wać Are­lowi, Yaro­nowi, Ora­howi i Yael Weis­ber­gom, za ich rady, wyro­zu­mia­łość i zro­zu­mie­nie. Zwłasz­cza Rinie Weis­berg, któ­rej cał­ko­wite poświę­ce­nie rodzi­nie i wspar­cie w mojej pracy zawo­do­wej spra­wiło, że mogłem napi­sać tę książkę.

Wstęp. Heidi Shink

Heidi Shink

Wstęp

Pierw­szym zda­niem, które usły­sza­łam od dok­tora Weis­berga, było pyta­nie: "Czy codzien­nie myje pani zęby?". Gdy­bym nie leżała na brzu­chu na kozetce, czu­jąc strasz­liwy ból, i nie była nie­mal cał­ko­wi­cie unie­ru­cho­miona, wsta­ła­bym i pode­szła do drzwi gabi­netu, aby upew­nić się, że wisi na nich tabliczka z napi­sem "Fizjo­te­ra­peuta", a nie "Den­ty­sta". Zdzi­wiona zaczę­łam się zasta­na­wiać, co zęby mają wspól­nego z moim krę­go­słu­pem. Jak się oka­zało, bar­dzo wiele. Dr Weis­berg wytłu­ma­czył mi, że opra­co­wał pro­gram, który wpływa na upo­rczywe dole­gli­wo­ści w taki sam spo­sób, jak szczot­ko­wa­nie zębów i uży­wa­nie nici den­ty­stycz­nej zapo­biega próch­nicy. Mało tego: zaj­muje mniej wię­cej tyle samo czasu.

Dzi­siaj trudno uwie­rzyć, że pro­fi­lak­tyka ochrony zębów to sto­sun­kowo nie­dawny zwy­czaj. Jesz­cze w poprzed­nim stu­le­ciu dba­łość o higienę jamy ust­nej nie nale­żała do codzien­nych czyn­no­ści. W efek­cie ludzie zaczy­nali tra­cić zęby około trzy­dziestki, a w wieku lat pięć­dzie­się­ciu nie mieli już ani jed­nego. Uwa­żano wów­czas, że utrzy­ma­nie peł­nego uzę­bie­nia przez całe życie jest po pro­stu nie­moż­liwe. Dzi­siaj wiemy, że teo­ria ta jest cał­ko­wi­cie błędna. Przy­czyną złego stanu zębów była nie­wy­star­cza­jąca dba­łość o stan jamy ust­nej. Z chwilą kiedy pro­fi­lak­tyka stała się rutyną, sztuczna szczęka przed eme­ry­turą prze­szła do histo­rii.

Na początku obec­nego stu­le­cia zwy­kła dba­łość o stan mięś-ni i sta­wów nie znaj­duje odbi­cia w codzien­nych czyn­no­ściach. W zasa­dzie nie ist­nieje nawet coś takiego jak pro­fi­lak­tyka cho­rób układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego. To poważne zanie­dba­nie dopro­wa­dziło do tra­gicz­nych skut­ków. Bóle prze­wle­kłe przy­jęły roz­miar epi­de­mii, a liczba osób nimi dotknię­tych stale się zwięk­sza. Sie­dem na dzie­sięć osób na całym świe­cie w wieku trzy­dzie­stu lat cierpi na jakąś formę nawra­ca­ją­cego bólu. W oko­li­cach pięć­dzie­siątki pra­wie wszy­scy doświad­czają zna­czą­cego, wymier­nego spadku moż­li­wo­ści funk­cjo­no­wa­nia mię­śni i sta­wów. Panuje powszechne prze­ko­na­nie, że taka jest kon­dy­cja orga­ni­zmu ludz­kiego. Wcze­śniej czy póź­niej muszą się poja­wić bóle i dys­funk­cje. Nic bar­dziej myl­nego. Prawda jest taka, że metody (czy raczej ich brak) sto­so­wane do ochrony zasad­ni­czych ele­men­tów naszego orga­ni­zmu nie wystar­czają, aby zapew­nić mu zdro­wie. W momen­cie, kiedy dba­łość o układ mię­śniowo-szkie­le­towy staje się rutyną, nie­mal wszyst­kie bóle zni­kają. Ale kto o tym wie? Ja oczy­wi­ście nie wie­dzia­łam.

Jestem prze­ciętną Ame­ry­kanką. Odży­wiam się nie­re­gu­lar­nie, pro­wa­dzę sie­dzący tryb życia (cho­ciaż zda­rzają mi się okresy aktyw­no­ści fizycz­nej), sta­now­czo za dużo pra­cuję i, mimo to, cie­szę się dosko­na­łym zdro­wiem. Nie zna­czy to jed­nak, że przez więk­szą część doro­słego życia nie doświad­cza­łam róż­no­ra­kich dole­gli­wo­ści. Mie­wa­łam silne bóle głowy i ner­wo­bóle szyi zwią­zane ze stre­sem, przy­kur­cze rąk i sztyw­nie­nie nad­garst­ków od pracy przy kom­pu­te­rze oraz bóle kolan i zdrę­twiałe pod­udzia po ćwi­cze­niach na serce. Brzmi zna­jomo? Byłam rów­nież jedną z milio­nów osób cier­pią­cych na unie­ru­cha­mia­jące, upo­rczywe bóle krzyża. Sta­ra­jąc się popra­wić kon­dy­cję swego orga­ni­zmu, cho­dzi­łam do krę­ga­rzy, spe­cja­li­stów od aku­punk­tury, leka­rzy, psy­chia­trów, fizy­ko­te­ra­peu­tów i masa­ży­stów -?wszystko bez­sku­tecz­nie. Kupi­łam mnó­stwo ksią­żek na temat bólu, prze­szu­ki­wa­łam zasoby Inter­netu i wyda­łam mnó­stwo pie­nię­dzy na dzi­waczne przy­rządy do ćwi­czeń. Pró­bo­wa­łam nawet krysz­ta­łów! Jed­nak wszyst­kie moje wysiłki speł­zały na niczym. Wresz­cie pogo­dzi­łam się z fak­tem, że jestem ska­zana na ból aż do śmierci, a kiedy spo­ra­dyczne nie­dy­spo­zy­cje zamie­niły się w dole­gli­wo­ści odbie­ra­jące mi chęć do życia, stra­ci­łam nadzieję. Na tym eta­pie tra­fi­łam do dok­tora Weis­berga, który spra­wił, że wszystko się zmie­niło. Już w cza­sie pierw­szej wizyty zapo­znał mnie ze swoim prze­ło­mo­wym pro­gra­mem.

Pro­gram Weis­berga to trzy­stop­niowa stra­te­gia tak­tyczna mająca na celu zapew­nie­nie ukła­dowi szkie­le­towo-kost­nemu zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści. Skła­dają się na nią: pro­gram "Trzy minuty zapo­bie­ga­nia", nie­do­pusz­cza­jący do wystą­pie­nia prze­wle­kłych bólów, "Ency­klo­pe­dia uśmie­rza­nia bólu", dzięki któ­rej można szybko doświad­czyć ulgi i popra­wić stan cho­rych narzą­dów, oraz "Kwar­talny prze­gląd" przy­go­to­wu­jący orga­nizm do zsyn­chro­ni­zo­wa­nego dzia­ła­nia. Pierw­szą rze­czą, która ude­rzyła mnie w pro­gramie, była zni­koma ilość czasu potrzebna do jego reali­za­cji. Byłam pewna, że bez względu na to, jak bar­dzo będę zajęta, mogę poświę­cić trzy minuty dzien­nie, aby oszczę­dzić sobie tygo­dni, mie­sięcy, a nawet lat bólu. Dok­tor Weis­berg wpro­wa­dził mnie w medyczne i naukowe taj­niki swej filo­zo­fii oraz opo­wie­dział, jaką drogą do niej doszedł. Był to zdro­wo­roz­sąd­kowy, wyma­ga­jący czyn­nego udziału pro­gram, dzięki któ­remu moje bóle w ciągu dwóch dni zna­cząco zelżały, a w ciągu dwóch tygo­dni ustą­piły cał­ko­wi­cie. Z dumą stwier­dzam, że od trzech lat, czyli od czasu, kiedy zaczę­łam sto­so­wać pro­gram dok­tora Weis­berga, prze­sta­łam cier­pieć na prze­wle­kłe bóle. Co wię­cej, nie poja­wiły się żadne nowe dole­gli­wo­ści.

Oprócz tego wszy­scy człon­ko­wie mojej rodziny zna­leźli się wśród tysięcy pacjen­tów, któ­rym dok­tor Weis­berg sku­tecz­nie pomógł. Jego metody są odpo­wied­nie dla każ­dego, począw­szy od mojego dzie­wię­cio­let­niego bra­tanka, a skoń­czyw­szy na mojej osiem­dzie­się­cio­dzie­wię­cio­let­niej babci. Dok­tor Weis­berg zajął się każdą czę­ścią ciała człon­ków mojej rodziny, od czubka głowy do pięt. Oszczę­dził nam lat bólu, zbęd­nych ope­ra­cji, wydat­ków na leka­rzy i dłu­go­trwa­łych okre­sów bra­nia sil­nie uza­leż­nia­ją­cych leków. Tak wiele zawdzię­czamy pro­gra­mowi Weis­berga, że trudno wyli­czyć wszyst­kie korzy­ści; stąd powstała inspi­ra­cja do napi­sa­nia tej książki.

Nie jestem leka­rzem, pie­lę­gniarką ani nie mam żad­nych związ­ków z medy­cyną. Jestem laikiem, który doświad­czał sil­nych bólów. To, że prze­sta­łam cier­pieć, zawdzię­czam dok­to­rowi Weis­ber­gowi. Teraz mogę dużo pra­co­wać i do woli się bawić, nie mar­twiąc się, że przyj­dzie mi za to słono zapła­cić. Nie­wielki doda­tek do moich poran­nych zajęć -?mycia zębów czy wypi­cia kawy -?w postaci ćwi­czeń z pro­gramu "Trzy minuty zapo­bie­ga­nia" cał­ko­wi­cie odmie­nił moje życie. I nie cho­dzi tu tylko o to, że dzi­siaj odczu­wam zna­czącą róż­nicę, ale i o to, że mogę bez lęku patrzeć w przy­szłość.

Wstęp. Dr Joseph Weisberg

Dr Joseph Weis­berg

Wstęp

Książka ta powstała po to, by zasad­ni­czo zmie­nić jakość życia ludzi przez naucze­nie ich metod uwol­nie­nia się od bólu. Napi­sa­łem ją, by prze­ko­nać pań­stwa, że życie bez bólu jest moż­liwe, a osią­gnię­cie celu leży w zakre­sie moż­li­wo­ści każ­dego z nas. Dzięki infor­ma­cjom zawar­tym w porad­niku będą pań­stwo mogli zapo­biec bólom, zanim się poja­wią, i zara­dzić tym, które już wystę­pują. Pomogę wam zmie­nić spo­sób patrze­nia na ból, zro­zu­mieć fizjo­lo­gię czło­wieka i nauczyć się dba­nia o sie­bie. Zada­niem mojego pro­gramu jest przy­wró­ce­nie ukła­dowi mię­śniowo-szkie­le­to­wemu orga­ni­zmu opty­mal­nej formy i zapew­nie­nie jego spraw­nego funk­cjo­no­wa­nia do końca życia -?wszystko natu­ral­nymi meto­dami: bez sto­so­wa­nia leków, nie­spraw­dzo­nych ziół czy dro­gich przy­rzą­dów gim­na­stycz­nych. Co wię­cej, nie wyma­gam nawet zmiany przy­zwy­cza­jeń. Jedyne, co jest potrzebne, to odro­bina dobrej woli i trzy minuty dzien­nie.

Nie­wiele osób wie, że ciało ludz­kie, z wyjąt­kiem orga­ni­zmów osób cho­rych (któ­rych omó­wie­nie wykra­cza poza temat książki), jest zapro­gra­mo­wane na dzia­ła­nie na naj­wyż­szych obro­tach przez ponad sto lat. Wła­ści­wie wyko­rzy­sty­wane mię­śnie i stawy są w sta­nie pra­co­wać przez 120 lat. Wydaje się to nie­moż­liwe, skoro więk­szość ludzi nie dożywa sześć­dzie­siątki bez doświad­cza­nia bólów o róż­no­ra­kim cha­rak­te­rze, artre­ty­zmu, przy­kur­czy, bólów ple­ców i głowy oraz ogól­nego ogra­ni­cze­nia spraw­no­ści fizycz­nej. Według sta­ty­styk setki milio­nów ludzi cierpi na prze­wle­kłe bóle, a ich liczba stale wzra­sta. Tak się przy­zwy­cza­ili­śmy wie­rzyć w pogląd, że ból jest nie­od­łącz­nym ele­men­tem sta­rze­nia się, że nie przy­pusz­czamy nawet, iż można mu zara­dzić. Otóż ja mówię, że można.

Mój pro­gram zapo­bie­ga­nia bólom i szyb­kiego powrotu do formy zaczął powsta­wać trzy­dzie­ści lat temu. Podob­nie jak to było z więk­szo­ścią wyna­laz­ków, wziął się z potrzeby. Mimo że jestem wysoko wykwa­li­fi­ko­wa­nym i prze­szko­lo­nym fizjo­te­ra­peutą, mie­wa­łem napady sil­nych i upo­rczy­wych bólów. W końcu to, że jestem leka­rzem, nie chroni mnie przed cho­ro­bami. Nikt nie jest uod­por­niony na ból, bez względu na wiek, płeć czy sto­pień wytre­no­wa­nia orga­ni­zmu. Kiedy moje dole­gli­wo­ści stały się tak dokucz­liwe, że prze­szka­dzały mi w pracy i życiu pry­wat­nym, posta­no­wi­łem zna­leźć spo­sób, aby im zara­dzić. Potrze­bo­wa­łem cze­goś, co szybko przy­wróci mi rów­no­wagę, a także cze­goś, co w ogóle nie dopu­ści do powsta­nia bólu. Nie­stety nic takiego nie ist­niało. Darem­nie zgłę­bia­łem prace ze swo­jej dzie­dziny i jej pokrew­nych, prze­cze­sy­wa­łem księ­gar­nie oraz biblio­teki, a także kon­sul­to­wa­łem się z innymi spe­cja­li­stami. Wszę­dzie znaj­do­wa­łem te same rady, o któ­rych sły­szała więk­szość z nas: środki prze­ciw­bó­lowe, pozo­sta­wa­nie pod stałą opieką lekar­ską, ope­ra­cja. Zda­rzało się, że nie­które z tych "lekarstw" cza­sowo niwe­lo­wały moje dole­gli­wo­ści, ale ich nie usu­wały. Ból powra­cał nie­mal natych­miast po tym, jak ustą­pił. Wie­dzia­łem, że musi być jakiś lep­szy spo­sób.

Wpa­dłem na pomysł, który zarówno wtedy, jak i dzi­siaj jest abso­lut­nie prze­ło­mowy: zamiast zwal­czać ból, należy przede wszyst­kim leczyć dys­funk­cję, która go powo­duje. Codzien­nie, nawet o tym nie wie­dząc, ule­gamy nie­zli­czo­nej licz­bie mikro­ura­zów. Wyko­ny­wa­nie zwy­kłych czyn­no­ści: się­ga­nie po torbę z zaku­pami, pod­no­sze­nie teczki, bieg do pociągu, wypro­wa­dza­nie psa, sia­da­nie przy biurku, praca przy kom­pu­te­rze, cze­sa­nie wło­sów, ćwi­cze­nia i tysiące innych, nie­znacz­nie uszka­dza mię­śnie i stawy. Kiedy wszyst­kie mikro­urazy się zsu­mują, powstaje ból. Jako lekarz wie­dzia­łem, że mię­śnie i stawy mają nie­wia­ry­godną, wro­dzoną zdol­ność odzy­ski­wa­nia sprę­ży­sto­ści. Stwo­rzy­łem pro­gram, w któ­rym codzien­nie wyko­rzy­stuje się natu­ralną skłon­ność orga­ni­zmu do rege­ne­ra­cji, co zapo­biega kumu­lo­wa­niu się mikro­ura­zów i powsta­wa­niu bólu. Kiedy zaczą­łem się zasta­na­wiać, dla­czego układ mię­śniowo-szkie­le­towy jest tak podatny na zuży­cie, odkry­łem, że winę ponosi prze­paść pomię­dzy potrze­bami układu bio­lo­gicz­nego a współ­cze­snym sty­lem życia. Mój pro­gram ma za zada­nie tę prze­paść zasy­pać. Szcze­gó­łowo opo­wia­dam o tym wszyst­kim w książce, a ogól­nie można powie­dzieć, że opra­co­wa­łem metodę tera­peu­tyczną, która umoż­li­wia orga­ni­zmowi chro­nić się przed nim samym. Nazwa­łem ją metodą Weis­berga.

Pod­sta­wo­wym kry­te­rium mają­cym zasad­ni­cze zna­cze­nie dla mojego pro­gramu była oszczęd­ność czasu. Zawsze byłem osobą bar­dzo zapra­co­waną, zbyt zajętą, by poświę­cać część dnia na utrzy­ma­nie formy fizycz­nej i dobrego samo­po­czu­cia. Może się to wyda­wać dziwne u osoby mojej pro­fe­sji, a jed­nak nie mia­łem ochoty poświę­cać zni­ko­mej ilo­ści wol­nego czasu, jakim nie­kiedy dys­po­no­wa­łem, na pro­gram ćwi­czeń, nawet jeśli mia­łoby mi to popra­wić jakość życia i oszczę­dzić bólu, fru­stra­cji i pie­nię­dzy. Dosko­nale wie­dząc, że nie jestem wyjąt­kiem, posta­no­wi­łem zapro­jek­to­wać metodę Weis­berga tak, aby każdy mógł ją dosto­so­wać do swo­jego życia, a nie musiał dosto­so­wy­wać życia do pro­gramu. Zda­wa­łem sobie sprawę, że zestaw ćwi­czeń, by był efek­tywny, trzeba wyko­ny­wać regu­lar­nie, a co za tym idzie musi być prak­tyczny. Po prze­stu­dio­wa­niu lite­ra­tury medycz­nej dosze­dłem do wnio­sku, że mniej ozna­cza wię­cej: trzy minuty dzien­nie nie tylko wystar­czą, ale nawet z nad­dat­kiem utrzy­mują układ mię­śniowo-szkie­le­towy w dosko­na­łej for­mie. Mój pro­gram był gotowy.

Rzecz jasna pierw­szym pacjen­tem, który testo­wał metodę Weis­berga, byłem ja sam. Kiedy prze­ko­na­łem się, że jest bez­pieczny i speł­nia swoje zada­nie, zaczą­łem pole­cać go innym. Pierwsi żoł­nie­rze metody Weis­berga, jak ich nazwa­łem, potwier­dzali to, czego sam doświad­czy­łem. Już po kilku tygo­dniach sta­wali się bar­dziej aktywni, a ból malał. Z cza­sem ustę­po­wał cał­ko­wi­cie. Po roku, dwóch, a nawet dzie­się­ciu stwier­dza­łem, że te osoby, które rze­tel­nie sto­so­wały metodę Weis­berga, w zasa­dzie nie miały nawro­tów bólu. Od tam­tej pory pomo­głem tysiącom pacjen­tów zawsze z tym samym rezul­ta­tem. Teraz kolej na pań­stwa.

Życie bez bólu: wystar­czą trzy minuty dzien­nie to klucz do uwol­nie­nia się od, jak by się wyda­wało, nie­unik­nio­nego bólu. Czy­tel­nicy tej książki będą mogli prze­kro­czyć próg i zna­leźć się w świe­cie lep­szego zdro­wia i więk­szych sił wital­nych. Osoby, które prze­czy­tały wstęp, zro­biły już pierw­szy krok na dro­dze do życia bez bólu.

1. Dobra wiadomość na temat bólu

Nie ma bólu bez powodu.

Powin­ni­śmy się nauczyć

rozu­mieć język naszego orga­ni­zmu

i wła­ści­wie reago­wać na wysy­łane

przez niego sygnały.

Kiedy pacjent przy­cho­dzi do mnie na pierw­szą wizytę, lubię zaczy­nać roz­mowę od żartu: "Mam dla pana dobrą i złą wia­do­mość. Zła wia­do­mość to ta, że pana boli, a dobra, że pana boli".

Non­sens? Tak odbie­rają to pacjenci, zanim prze­każę im to, co jest opi­sane poni­żej. Chciał­bym, aby wszy­scy, któ­rzy prze­czy­tają ten roz­dział, zmie­nili swoje nasta­wie­nie do bólu i zaczęli postrze­gać go we wła­ściwy spo­sób, czyli jako prze­kaź­nik infor­mu­jący nas, w któ­rym miej­scu dzieje się coś nie­do­brego.

Ból nie jest naszym wro­giem. Wręcz prze­ciw­nie, jest jed­nym z naszych naj­więk­szych sprzy­mie­rzeń­ców. To per­fek­cyjny sys­tem alar­mowy mający za zada­nie ostrze­gać nas, kiedy dzieje się coś nie­do­brego. Kiedy się uak­tyw­nia, wiemy, że powin­ni­śmy uwa­żać, bo możemy sobie poważ­nie zaszko­dzić. Dla­czego zro­zu­mie­nie tego faktu jest tak istotne? Ponie­waż błędne roz­po­zna­nie bądź zlek­ce­wa­że­nie sygna­łów wysy­ła­nych przez orga­nizm może mieć poważne kon­se­kwen­cje, a nawet pro­wa­dzić do kalec­twa. Mam zamiar nauczyć pań­stwa, w jaki spo­sób inter­pre­to­wać różne dole­gli­wo­ści, aby­ście zdą­żyli na czas zare­ago­wać na syreny alar­mowe wysy­łane przez wewnętrzny sys­tem ostrze­ga­nia.

Zdaję sobie sprawę, że każ­demu, kto cierpi, bądź obser­wuje złe samo­po­czu­cie bli­skiej osoby, trudno będzie postrze­gać ból jako coś dobrego. Ból dotyka ogromną liczbę osób, nie zna gra­nic i nie wybiera. Ude­rza bez względu na to, czy jest się mło­dym czy sta­rym, kobietą czy męż­czy­zną, boga­tym czy bied­nym, osobą wyspor­to­waną czy sie­dzącą całymi dniami przed tele­wi­zo­rem. Dosko­nale wiem z wła­snego doświad­cze­nia, jak bar­dzo potrafi pozba­wiać chęci do życia. Ogra­nicza goto­wość do podej­mo­wa­nia wyzwań i peł­nego prze­ży­wa­nia przy­jem­no­ści, w jakie obfi­tuje każdy dzień, a co gor­sza spra­wia wra­że­nie, jakby miał trwać wiecz­nie. Nie chciał­bym, żeby kto­kol­wiek myślał, że per­ma­nentny stan odczu­wa­nia bólu uwa­żam za coś wła­ści­wego. Prze­ciw­nie, po to napi­sa­łem tę książkę, aby jak naj­wię­cej ludzi od tego uwol­nić. Moim celem jest pomoc w lep­szym rozu­mie­niu potrzeb wła­snego orga­ni­zmu. Każdy, kto dobrze zapo­zna się z bólem, będzie umiał szybko wła­ści­wie reago­wać. Pierw­szym kro­kiem do życia bez bólu jest uświa­do­mie­nie sobie, że na nasze szczę­ście potra­fimy go odczu­wać.

Brak moż­li­wo­ści odczu­wa­nia bólu w zasa­dzie unie­moż­li­wia prze­ży­cie (jesz­cze do nie­dawna los dzieci, które uro­dziły się bez tej zdol­no­ści, był nie­zwy­kle ciężki)1. To jedna z wiel­kich tajem­nic stwo­rze­nia, że orga­nizm wywo­łuje ból po to, aby móc go unik­nąć. Warto się nad tym zasta­no­wić. To ból umoż­li­wia nam bez­pieczną żeglugę wśród raf codzien­nego życia. Na przy­kład każdy, kto dotknie gorą­cej kuchenki, natych­miast dosta­nie sygnał, że powi­nien cof­nąć rękę. W razie urazu, choćby zła­ma­nej nogi, ból zapo­biega uży­wa­niu koń­czyny, dopóki nie zosta­nie wyle­czona. Podob­nie dzieje się, gdy mamy do czy­nie­nia z cho­robą albo ule­gniemy wypad­kowi. Orga­nizm reaguje, wysy­ła­jąc jasny sygnał do mózgu: uwa­żaj i zacznij dzia­łać.

Nie każdy ból powstaje w taki sam spo­sób, cho­ciaż może być podob­nie odczu­wany. Jest kilka róż­nych jego rodza­jów, które w skró­cie możemy podzie­lić na dwie kate­go­rie: ból prze­szy­wa­jący (ostry, inten­sywny, nagły) oraz ból prze­wle­kły (powra­ca­jący, upor-czywy, dłu­go­trwały). Wszyst­kie przy­kłady przy­wo­łane w poprzed­nim aka­pi­cie doty­czą bólu prze­szy­wa­ją­cego. Ten typ cha­rak­te­ry­zuje się natych­mia­stową reak­cją wywo­łaną swego rodzaju formą uszko­dze­nia tkanki. Prze­szy­wa­jący ból może być łagodny, jak przy wbi­ciu drza­zgi, lub ostry jak przy wyry­wa­niu zęba. Dłu­gość trwa­nia waha się od kilku sekund, jak przy ude­rze­niu w palec, do kilku mie­sięcy, przy roz­le­głych opa­rze­niach. Waż­nym czyn­ni­kiem wyróż­nia­ją­cym jest bez­po­średni zwią­zek pomię­dzy przy­czyną (uraz) a skut­kiem (ból). Ponadto, z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa, można okre­ślić czas, jaki upły­nie od skutku (ból) do wyzdro­wie­nia (brak bólu), a także pożą­dany spo­sób postę­po­wa­nia sygna­li­zo­wany przez sam uraz. Bez względu na to, czy można samemu sobie pomóc, nakle­ja­jąc pla­ster na nie­wiel­kie ska­le­cze­nie, czy trzeba iść na szy­cie poważ­niej­szego roz­cię­cia, należy pod­jąć pewne kroki, aby dopro­wa­dzić do ustą­pie­nia bólu. Innymi słowy, kiedy usu­niemy skutki powsta­nia bólu, ten ustąpi. Wszystko to wyja­śnia, dla­czego fakt ist­nie­nia bólu prze­szy­wa­ją­cego jest tak istotny dla naszego życia. Nie­stety kiedy docho­dzimy do głów­nego boha­tera tej książki, prze­wle­kłego bólu układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego, sprawy zaczy­nają się kom­pli­ko­wać.

Jak powstaje ból

Okrzyk "au!" poprze­dza skom­pli­ko­wana seria elek­tro­che­micz­nych impul­sów wysła­nych przez orga­nizm w odpo­wie­dzi na nie­przy­jemny lub bole­sny bodziec. Nie czu­jemy bólu, dopóki impulsy z uszko­dzo­nego ukł adu, poprzez nerwy obwo­dowe i rdzeń krę­gowy, nie prze­do­staną się do mózgu i nie zostaną ode­brane jako infor­ma­cja o nie­bez­pie­czeń­stwie. Nerwy obwo­dowe to siatka naczyń roz­ga­łę­ziona w cał ym orga­nizmie. Na zakoń­cze­niach nie­któ­rych naczyń znaj­dują się recep­tory bólu mające za zada­nie odróż­nie­nie uszko­dze­nia ustroju od innego zagro­że­nia. Miliony tych recep­toró w w skó­rze, sta­wach, mię­śniach, kościach i wokół orga­nów wewnętrz­nych wysy­łają impulsy elek­tryczne ner­wami obwo­do­wymi. Kiedy sygnał dociera do rdze­nia krę gowego, jest już prze­fil­tro­wany i jed­no­znaczny. Sygnały o cięż­kich ura­zach mają pierw­szeń­stwo i tra­fiają do mózgu natych­miast, infor­ma­cje o mniej poważ­nych wol­niej docie­rają do miej­sca prze­zna­cze­nia. Kiedy już się tam znajdą, orga­nizm podej­muje serię świa­do­mych i nieświa­do­mych dzia­łań w celu usu­nię­cia skut­ków powsta­nia bólu.

Cała prawda o bólu przewlekłym

"Prze­wle­kły ból". Nie­wiele okre­śleń wywo­łuje tyle lęku, jest przed­mio­tem tylu kon­tro­wer­sji i przy­czyną takiego zamie­sza­nia. Tele­wi­zja, radio, gazety, Inter­net zale­wają nas poto­kiem infor­ma­cji na ten temat. Wiele z nich, moim zda­niem, prze­sad­nie kom­pli­kuje pro­blem, zda­rzają się nie­ści­słe, a nawet sprzeczne. Wygląda na to, że każdy wypo­wiada się na ten temat, bo każdy doświad­czył w życiu ataku prze­wle­kłego bólu. Bez prze­sady skala zja­wi­ska osią­gnęła roz­miary epi­de­mii. Sta­ty­styki z samych tylko Sta­nów Zjed­no­czo­nych są prze­ra­ża­jące:

Ponad 100 milio­nów ludzi cierpi prze­wle­kły ból2. 90 pro­cent popu­la­cji doświad­czy w ciągu życia bólu ple­ców3. Ból jest przy­czyną 70 milio­nów dni zwol­nień lekar­skich rocz­nie, co kosz­tuje prze­mysł ponad 100 miliar­dów dola­rów rocz­nie4. 50 milio­nów ludzi jest czę­ściowo lub cał­ko­wi­cie nie­peł­no­spraw­nych z powodu prze­wle­kłego lub dłu­go­trwa­łego bólu5. 45 milio­nów ludzi cierpi na cięż­kie i prze­wle­kłe bóle głowy6. 40 milio­nów ludzi cho­ruje na artre­tyzm, z czego 26 milio­nów to kobiety7. 20 milio­nów ludzi doświad­cza bólów żuchwy i dol­nej czę­ści twa­rzy8. 10 milio­nów dzieci poni­żej 18 lat cierpi na bóle prze­wle­kłe9. 6 milio­nów ludzi cierpi na fibro­mial­gię, czyli roz­ma­ite dole­gli­wo­ści i bóle ata­ku­jące mię­śnie, stawy i ścię­gna10.

Czy­tel­nicy tej książki zali­czają się do osób wymie­nio­nych powy­żej lub takich, któ­rzy nie chcą się wśród nich zna­leźć. Infor­ma­cje w niej zawarte na pewno pomogą jed­nym i dru­gim. Zdra­dzę pań­stwu pewien sekret: w więk­szo­ści przy­pad­ków prze­wle­kłe bóle układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego można cał­ko­wi­cie usu­nąć i to szybko.

Słowo "prze­wle­kły" pocho­dzi z greki, sta­ro­żytni okre­ślali tym mia­nem czas. Ogól­nie rzecz bio­rąc, prze­wle­kły ból to każdy, który powraca lub nie można z góry okre­ślić, kiedy ustąpi. Podob­nie jak ból prze­szy­wa­jący, może wystę­po­wać w róż­nym stop­niu nasi­le­nia, od śred­niego do bar­dzo ostrego, a każdy z ata­ków może trwać minuty, mie­siące, a nawet lata. Róż­nica mię­dzy nimi polega na tym, że ból prze­szy­wa­jący powstaje w wyniku kon­kret­nego urazu lub cho­roby, pod­czas gdy wiele osób cier­pią­cych prze­wle­kłe bóle (nie licząc dłu­go­trwa­łych dole­gli­wo­ści wystę­pu­ją­cych w nie­któ­rych scho­rze­niach, na przy­kład nowo­two­rach, wywo­ła­nych przez uszko­dze­nia ner­wów) nie jest w sta­nie podać przy­czyny ich powsta­nia. Miliony ludzi na całym świe­cie doświad­czają bólów, które poja­wiają się po pro­stu zni­kąd. Nagle oka­zuje się, że nie mamy wła­dzy w szyi czy bez żad­nego ostrze­że­nia nie możemy się wypro­sto­wać. Pod­czas gdy ból prze­szy­wa­jący ustę­puje po wyle­cze­niu urazu, ból prze­wle­kły utrzy­muje się mimo, a czę­sto nawet z powodu, lecze­nia. Czę­sto wydaje się, że nie ma żad­nej logiki, naj­mniej­szego związku pomię­dzy przy­czyną, skut­kiem i cza­so­wym powro­tem do zdro­wia. Pozor­nie ból prze­wle­kły poja­wia się rów­nie nie­spo­dzie­wa­nie, jak znika. Rzecz jasna nagłe poja­wianie się i ustę­po­wa­nie tego typu bólów ma swoją przy­czynę -?będę o tym mówił w dal­szej czę­ści książki -?ale brak bez­po­śred­nich, obiek­tyw­nych czyn­ni­ków, które go wywo­łują, spo­wo­do­wał burz­liwą dys­ku­sję w śro­do­wi­sku medycz­nym.

Prze­wle­kły ból jest dokucz­liwy i trudny do wyja­śnie­nia, dla­tego wielu spe­cja­li­stów nie uznaje go nawet za praw­dziwe scho­rze­nie. Nie jestem w sta­nie zli­czyć pacjen­tów, któ­rym leka­rze przez lata tłu­ma­czyli, że ich bóle są wyni­kiem wyobraźni, hipo­chon­drii lub roz­pacz­li­wych prób zwró­ce­nia na sie­bie uwagi. Zawsze ze zgrozą wysłu­chuję podob­nych rela­cji, ale mnie one nie dzi­wią. Zachod­nia medy­cyna opiera się na kon­kre­tach. To bada­nia i opieka według sche­matu: obma­ca­nie, opu­ka­nie, osłu­cha­nie i przy­po­mi­na­nie. Tym­cza­sem prze­wle­kły ból jest nie­uchwytny i nie spo­sób go potwier­dzić, posłu­gu­jąc się narzę­dziami zewnętrz­nymi. Dok­tor musi wie­rzyć pacjen­towi na słowo. Skoro więk­szość metod empi­rycz­nych sto­so­wa­nych dzi­siaj do dia­gnozy bólu prze­wle­kłego, takich jak tomo­gra­fia, rezo­nans magne­tyczny, rent­gen czy ana­lizy krwi, nie pomaga leka­rzom okre­ślić sku­tecz­nej metody lecze­nia, nic dziw­nego, że czują się sfru­stro­wani i bez­radni wobec nara­sta­ją­cego pro­blemu. Nie­któ­rzy nawet go lek­ce­ważą. Za obecny kry­zys odpo­wia­dają w dużej mie­rze powszech­nie wystę­pu­jące: błędne dia­gno­zo­wa­nie, nie­wła­ściwe lecze­nie i igno­ran­cja.

Brak wie­dzy leka­rzy na temat wła­ści­wego postę­po­wa­nia przy prze­wle­kłych bólach fatal­nie odbija się na pacjen­tach. Nie dość, że cier­pią oni fizycz­nie, to brak wspar­cia i kon­kret­nej pomocy powo­duje, że czują się bez­radni i popa­dają w depre­sję. Nie należy lek­ce­wa­żyć psy­chicz­nych aspek­tów cho­roby -?chro­niczne bóle są przy­czyną 50 pro-cent samo­bójstw11. Zna­le­zie­nie wyj­ścia z sytu­acji staje się zatem dosłow­nie kwe­stią życia lub śmierci. Ostat­nio świat lekar­ski zdaje się dostrze­gać koniecz­ność zmiany dotych­cza­so­wego podej­ścia i stop­niowo można zaob­ser­wo­wać inną postawę wobec pro­blemu. Nie­dawno czy­ta­łem arty­kuł w "New­swe­eku", w któ­rym napi­sano:

Kiedy oka­zało się, że w minio­nym dzie­się cio­le­ciu leka­rze nie zali­czali pomocy pacjen­tom w zwal­cza­niu bólu do codzien­nej opieki medycz­nej, pod­jęto sto­sowne kroki, aby zaczęli to robić. (...) Nawet Kon­gres włą­czył się do akcji, ogła­sza­jąc nastę pne 10 lat "Dekadą zwal­cza­nia bólu i badań nad nim" 12 .

Nie ma wąt­pli­wo­ści, że ból prze­wle­kły ist­nieje, co nie zmie­nia faktu, że trudno przed­sta­wić jedną spójną defi­ni­cję tego zja­wi­ska. I to nie dla­tego, że jej nie ma, ale dla­tego, że jest ich zbyt wiele. Więk­szość spe­cja­li­stów zga­dza się, że ból prze­wle­kły to taki, który poja­wia się cyklicz­nie. Moim zda­niem jest to nie­pełna defi­ni­cja. Jest praw­dziwa, ale nie do końca obra­zuje pro­blem. Dla­czego? Głów­nie dla­tego, że pomija wiele istot­nych kwe­stii. Na przy­kład: dla­czego ból powraca? Dla­czego znika? Przede wszyst­kim: jaka jest jego przy­czyna? Ist­nieje, rzecz jasna, bar­dziej pre­cy­zyjna defi­ni­cja, którą wypra­co­wa­łem przez trzy­dzie­ści lat prak­tyki kli­nicz­nej, badań i naucza­nia: "Ból prze­wle­kły (z wyjąt­kiem powsta­łego na sku­tek cho­rób i ura­zów) to powra­ca­jący i upo­rczywy ból zwią­zany z bio­me­cha­niczną dys­funk­cją mię­śni i sta­wów". Dla­czego tak się dzieje, z psy­cho­lo­gicz­nego punktu widze­nia, dokład­nie omó­wi­łem w roz­dziale trze­cim; poni­żej zamiesz­czam tylko bar­dziej ogólne infor­ma­cje. Celem roz­działu pierw­szego jest bowiem wyja­śnie­nie czy­tel­ni­kom, jakie jest zna­cze­nie bólu i w jaki spo­sób wła­ści­wie go odczy­tać, aby popra­wić ogólny stan zdro­wia i utrzy­mać orga­nizm w naj­wyż­szej for­mie.

Warunki powstawania przewlekłego bólu

Ból prze­wle­kły, podob­nie jak prze­szy­wa­jący, to sygnał alar­mowy, że dzieje się coś nie­do­brego. O ile jed­nak przy­czyna tego dru­giego jest jasna, to pierw­szego ukryta. Gene­ral­nie wska­zuje on na fakt, iż mecha­niczna funk­cja układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego jest w jakiś spo­sób zagro­żona. Ból głowy, ple­ców, bio­der, szyi czy innych czę­ści ciała to jasny komu­ni­kat, że mię­śnie i stawy znaj­du­jące się w oko­licy są w róż­nym stop­niu nad­wy­rę­żone. Prze­wle­kły ból jest zatem bez­po­śred­nim skut­kiem urazu. O ile jed­nak w przy­padku bólu prze­szy­wa­ją­cego jest to jed­no­ra­zowe, czę­sto wyraź­nie widoczne obra­że­nie, pod­czas któ­rego nastą­piło uszko­dze­nie tkanki, to ból prze­wle­kły powstaje w wyniku wie­lo­krot­nych, nie­do­strze­gal­nych ura­zów nad­wy­rę­ża­ją­cych tkankę. W pew­nych przy­pad­kach ból prze­wle­kły jest zwią­zany z cho­robą czy wypad­kiem, ale najczę­ściej powo­dują go powta­rza­jące się serie nie­wła­ści­wych dzia­łań nie­znacz­nie uszka­dza­ją­cych mię­śnie i stawy. Kiedy to się dzieje? Przy każ­dym ruchu.

Orga­nizm ludzki jest przy­sto­so­wany do ruchu, który powstaje w wyniku zło­żo­nych zależ­no­ści mię­dzy mię­śniami a sta­wami. Musimy się poru­szać, aby utrzy­mać się przy życiu, czy to w poszu­ki­wa­niu żyw­no­ści i schro­nie­nia, z potrzeby prze­miesz­cza­nia się z miej­sca na miej­sce, czy po pro­stu aby unik­nąć atro­fii nie­unik­nio­nej przy iner­cji. Jed­nak ruch może być bole­sny dla tych czę­ści ciała, dzięki któ­rym jest w ogóle moż­liwy. Mimo że układ mię­śniowo-szkie­le­towy został tak dosko­nale zapro­jek­to­wany, jest zara­zem podatny na zuży­cie i uszko­dze­nia, ponie­waż musi zno­sić rygor nie­wła­ści­wej eks­plo­ata­cji i prze­tre­no­wa­nia. Mogłoby się wyda­wać, że tylko inten­sywne życie lub wyjąt­kowa aktyw­ność fizyczna wywo­łują urazy i zuży­cie sys­temu, ale wcale tak nie jest. Główni wino­wajcy to zwy­kłe, codzienne czyn­no­ści, z któ­rych trudno byłoby zre­zy­gno­wać - sia­da­nie, cho­dze­nie, sta­nie, się­ga­nie po przed­mioty i pod­no­sze­nie ich. Cho­ciaż sto­pień, w jakim układ mię­śniowo-szkie­le­towy jest nara­żony na uszko­dze­nia i zuży­cie, zależy bez­po­śred­nio od tego, jak się o niego dba, te pozor­nie nie­zau­wa­żalne dzia­ła­nia zwy­kle powo­dują mikro­urazy, czyli nie­wiel­kie rany (w prze­ci­wień­stwie do bólu prze­szy­wa­ją­cego, wywo­ły­wa­nego przez urazy, czyli poważne zra­nie­nia). Mikro­urazy same w sobie nie mają wiel­kiego wpływu na struk­turę i funk­cjo­no­wa­nie orga­ni­zmu. Są tak nie­znaczne, że w ogóle ich nie zauwa­żamy, a orga­nizm nie uru­cha­mia pro­cesu naprawy zwy­kle ini­cjo­wa­nego przy bez­po­śred­nich uszko­dze­niach (jak to się dzieje po cięż­kim wypadku). Mikro­urazy nie­wy­kryte i pozo­sta­wione same sobie kumu­lują się, nisz­cząc tkankę mię­śni i sta­wów. Za więk­szość sil­nych i unie­moż­li­wia­ją­cych nor­malne życie prze­wle­kłych bólów odpo­wie­dzialne są mini­malne uszko­dze­nia.

Prze­wle­kły ból szkie­le­towo-mię­śniowy jest jak echo. To, co odczu­wamy w teraź­niej­szo­ści, jest opóź­nio­nym odze­wem na bio­me­cha­niczną dys­funk­cję, jaka miała miej­sce jakiś czas wcze­śniej. Innymi słowy, prze­wle­kły ból wywo­łuje nie­wła­ściwe wyko­rzy­sta­nie ana­to­mii odpo­wie­dzial­nej za ruch. W miarę powięk­sza­nia się dys­funk­cji, co nastę­puje, gdy mikro­urazy kumu­lują się w spo­sób nie­kon­tro­lo­wany, wydaj­ność układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego maleje. Mię­śnie i stawy pró­bują zre­kom­pen­so­wać osła­bie­nie, przy­sto­so­wu­jąc się do pracy ponad siły, co powo­duje, że cała struk­tura jest prze­cią­żona i spięta. Nad­mier­nie obcią­żone mię­śnie oddzia­łują na stawy i hamują sze­reg ruchów nie­zbęd­nych do ich nawil­ża­nia i odży­wia­nia. Jest to tak nie­bez­pieczna sytu­acja, że wystar­czy naj­mniej­szy gest, aby zabu­rzyć deli­katną rów­no­wagę -?nawet mini­malny ruch może spo­wo­do­wać nie­spo­dzie­wany i dłu­go­trwały atak bólu. To dla­tego zda­rza się, że nie możemy się wypro­sto­wać, szyja staje się tak sztywna, że led­wie możemy poru­szyć głową, a po pod­nie­sie­niu leciut­kiego tele­fonu komór­ko­wego prze­szywa nas strasz­liwy ból ręki. Tak naprawdę żadne z tych wyda­rzeń nie nastę­puje nagle. Prze­wle­kły ból powstaje w wyniku stop­niowo nara­sta­ją­cej dys­funk­cji, która przez długi czas pozo­sta­wała uśpiona.

Mię­śnie i stawy, mimo iż podatne na urazy, są zara­zem nie­sły­cha­nie odporne i mają nie­sa­mo­witą zdol­ność powrotu do normy po cało­dnio­wej harówce. Układ mię­śniowo-szkie­le­towy potrafi się samo­na­pra­wiać i robi wszystko, aby być w dobrej for­mie. Pozo­sta­wiony sam sobie będzie pró­bo­wał przy­wró­cić stan pier­wotny i w dużej mie­rze uczyni to sku­tecz­nie. To wyja­śnia, dla­czego ataki prze­wle­kłego bólu wydają się tak nagle zni­kać. Jak tylko ukła­dowi udaje się zneu­tra­li­zo­wać efekt mikro­ura­zów, objawy (ból) ustę­pują. Bar­dzo łatwo wpaść w pułapkę i zapo­mnieć o spra­wie, sądząc, że brak bólu ozna­cza powrót orga­ni­zmu do normy. Ulga jed­nak szybko oka­zuje się chwi­lowa, ponie­waż pod­sta­wowy pro­blem -?stałe zuży­cie i urazy mię­śni i sta­wów -?nie został roz­wią­zany. Nie trzeba długo cze­kać na następny epi­zod, który może wywo­łać naj­bar­dziej nie­winna nawet czyn­ność. Tak wygląda prawda o przy­czy­nach bole­snych nawro­tów prze­wle­kłego bólu.

Czy to błędne koło można prze­rwać? Czy jest moż­liwe życie bez bólu, skoro nie­mal zawsze jeste­śmy w ruchu, a każdy ruch może spo­wo­do­wać uraz? Odpo­wiedź na oby­dwa pyta­nia brzmi: z całą pew­no­ścią tak! Wystar­czy wła­ści­wie przy­go­to­wać układ mię­śniowo-szkie­le­towy do codzien­nego użytku, uod­por­nić go na nie­uchronne zuży­cie i urazy oraz wzmoc­nić jego natu­ralną skłon­ność do utrzy­ma­nia formy. To wszystko zapew­nia metoda Weis­berga.

Metoda Weisberga

Mój pro­gram opiera się na zasa­dzie, że naj­po­tęż­niej­szym i naj­bar­dziej efek­tyw­nym narzę­dziem utrzy­mu­ją­cym orga­nizm w for­mie jest sam orga­nizm. Mimo że ruch może powo­do­wać urazy mię­śni i sta­wów będące przy­czyną dys­funk­cji, pra­wi­dłowo wyko­ny­wany przy­wraca zdro­wie. Metoda Weis­berga to sześć ćwi­czeń fizycz­nych, z któ­rych każde zaj­muje trzy­dzie­ści sekund. Zwal­cza prze­wle­kły ból, eli­mi­nu­jąc przy­czyny jego powsta­wa­nia. W jaki spo­sób? Przez usu­wa­nie skut­ków mikro­ura­zów, co zapo­biega ich szko­dli­wej kumu­la­cji; wyko­rzy­sty­wa­nie peł­nego zakresu ruchów sta­wów, co zapew­nia ich pełne nasma­ro­wa­nie; utrzy­my­wa­nie głów­nych grup mię­śni w ich fizjo­lo­gicz­nej dłu­go­ści, tak aby być pew­nym, że będą sprawne bez względu na rodzaj czyn­no­ści, jaką posta­no­wimy wyko­nać. Wresz­cie metoda Weis­berga nie wymaga wiele czasu ani wysiłku. Wystar­czy tylko chwila, aby utrzy­mać mię­śnie i stawy w dobrej for­mie. Dokład­nie trzy minuty.

Metoda Weis­berga to:

"Trzy minuty zapo­bie­ga­nia": codzienny pro­gram zło­żony z sze­ściu ćwi­czeń fizycz­nych, po 30 sekund każde; uspraw­nia i utrzy­muje opty­malną formę układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego, a zara­zem zapo­biega nie­mal wszyst­kim rodza­jom bólów. "Ency­klo­pe­dia uśmie­rza­nia bólu": ukie­run­ko­wane ćwi­cze­nia tera­peu­tyczne, dosto­so­wane do okre­ślo­nych czę­ści ciała. Szybko likwi­dują ist­nie­jący ból od głowy do pięt. "Kwar­talny prze­gląd": testy dia­gno­styczne i ćwi­cze­nia fizyczne; wyko­ny­wane co trzy mie­siące poma­gają okre­ślić i pod­nieść formę orga­ni­zmu.

Układ mię­śniowo-szkie­le­towy czło­wieka codzien­nie i sys­te­ma­tycz­nie pod­da­wany ćwi­cze­niom wyko­ny­wa­nym według mojej metody pozo­sta­nie w dosko­na­łej for­mie przez ponad sto lat! Jeżeli nie ćwi­czymy, bez względu na to, czy doświad­czy­li­śmy już ata­ków bólów, czy nie, mię­śnie i stawy będą musiały w końcu zapła­cić nie­od­wra­cal­nymi ubyt­kami i uszko­dze­niami. Nie­zwy­kle istotne jest, aby­śmy zro­zu­mieli, że już sam fakt codzien­nej egzy­sten­cji powo­duje warunki, w któ­rych powstaje prze­wle­kły ból. Wszy­scy, bez wyjątku, jeste­śmy nara­żeni. Cho­ciaż więk­szość ludzi nie doświad­cza efek­tów dys­funk­cji na pełną skalę wcze­śniej niż w okre­sie sta­ro­ści, w taki czy inny spo­sób kumu­la­cja ura­zów dosię­gnie każ­dego, czy to przez powta­rza­jące się ataki, czy nie­moż­ność poru­sza­nia się w zwy­kły dla sie­bie spo­sób. Jak dotąd pozna­łem nie­wielu ludzi myślą­cych o zacho­wa­niu swego układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego w for­mie. Wśród kilku osób, które zawra­cały sobie tym głowę, nie było żad­nej mają­cej świa­do­mość, jak to robić, czy mówiąc ści­ślej, jak to robić wła­ści­wie.

Wielu z nas sądzi, że gim­na­styka czy lek­cje aero­biku zaspo­ka­jają bio­lo­giczne potrzeby mię­śni i sta­wów. Ćwi­cze­nia, które mają na celu wzmoc­nić, wyszczu­plić, czy nawet zwięk­szyć zwin­ność, nie wpły­wają na bio­me­cha­niczną formę orga­ni­zmu. Nama­wia się nas do zwra­ca­nia uwagi na to, co i ile jemy. Pro­muje się dba­nie o syl­wetkę i sys­te­ma­tyczny ruch. Regu­lar­nie cho­dzimy na bada­nia kon­tro­lne, dbamy o zęby, oczy, serce i inne narządy wewnętrzne. Jeste­śmy nawet świa­domi wpływu, jaki śro­do­wi­sko zewnętrzne wywiera na nasze samo­po­czu­cie. Kiedy docho­dzimy do utrzy­my­wa­nia w for­mie mię­śni i sta­wów -?nic się nie dzieje. A prze­cież sta­no­wią one ponad 60 pro­cent masy ciała, a od tego, w jakim są sta­nie, zależy w dużej mie­rze jakość naszego życia. Czę­sto przy­cho­dzi mi na myśl, że na nic się nie zda ta cała nasza pogoń za zdro­wiem, jeśli zarówno dzieci, doro­śli, jak i osoby star­sze nie mogą poru­szać się bez bólu. Po co prze­dłu­żać życie, skoro te dodat­kowe lata mamy spę­dzić unie­ru­cho­mieni i cier­piący? Cho­ciaż wystar­czy tak mało, żeby osią­gnąć tak wiele, jak do tej pory utrzy­ma­nie układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego w naj­wyż­szej for­mie nie jest prio­ry­te­tem. Nie sądzę, aby kto­kol­wiek z czy­ta­ją­cych w tej chwili te słowa w ogóle zda­wał sobie sprawę z faktu, że może i powi­nien poświę­cić tro­chę czasu na zacho­wa­nie swo­ich mię­śni i sta­wów w dobrym zdro­wiu.

Teraz jest ina­czej. Mam nadzieję, że prze­ko­na­łem czy­tel­ni­ków, iż warto sto­so­wać metodę, dzięki któ­rej utrzy­mają formę swego układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego do końca życia. Po to napi­sa­łem tę książkę. Chciał­bym, aby każdy z was spró­bo­wał zacząć we wła­ściwy spo­sób dbać o swój sys­tem mię­śniowo-szkie­le­towy. Kiedy poja­wią się objawy, a pew­nie się tak sta­nie w wyniku kon­dy­cji mię­śni i sta­wów czy stylu życia i oby­cza­jów, będzie­cie w sta­nie nie tylko je wyeli­mi­no­wać, ale i powstrzy­mać ich narasta­nie. Ponadto uda się wam usu­nąć wiele już ist­nie­ją­cych źró­deł bólu, mię­dzy innymi nie­które formy artre­ty­zmu, i przy­wró­cić orga­nizm do nor­mal­nego funk­cjo­no­wa­nia. Jed­nym z moich pod­sta­wo­wych celów jest uchro­nie­nie was od bie­ga­nia po leka­rzach, ope­ra­cji, inwe­sto­wa­nia w drogi sprzęt gim­na­styczny i bra­nia sil­nie uza­leż­nia­ją­cych leków czy podej­rza­nych mie­sza­nek zio­ło­wych, a zara­zem spra­wie­nie, że będzie­cie cie­szyć się dobrym zdro­wiem. Mogę zapew­nić, że powyż­sze czyn­no­ści są czę­sto nie­po­trzebne, nie­sku­teczne, a czę­sto pro­wa­dzą nawet do pogor­sze­nia sytu­acji. Prze­ko­na­cie się, że metoda Weis­berga to wszystko, czego wam trzeba. Chciał­bym, aby każdy czy­tel­nik pra­gnący dzia­łać w spo­sób naj­ko­rzyst­niej­szy dla swego układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego podej­mo­wał roz­ważne i świa­dome decy­zje, a nie cha­otyczne i pły­nące z nie­wie­dzy, dla­tego poni­żej przed­sta­wiam wszyst­kie potrzebne do tego infor­ma­cje. Na koniec zamie­ści­łem sześć pod­sta­wo­wych zasad, klu­czo­wych na dro­dze do wyeli­mi­no­wa­nia bólów i zapobie­ga­nia im.

Jak leczyć i zapobiegać

1. Nie lekceważmy bólu

Alarm ogło­szony przez orga­nizm może ustą­pić samo­ist­nie, ale po jakimś cza­sie znowu się ode­zwie. I to w takim natę­że­niu, że więk­szość z nas będzie marzyła tylko o tym, żeby go wyłą­czyć, wszystko jedno w jaki spo­sób. Despe­racko pró­bu­jąc zagłu­szyć ból, się­gamy po jeden z licz­nych leków dostęp­nych bez recepty lub prze­pi­sa­nych przez leka­rza. Tylko w 2000 roku Ame­ry­ka­nie wydali 4 miliardy dola­rów na leki prze­ciw­za­palne13 i bli­sko 2 miliardy dola­rów na leki nar­ko­tyczne14 (uza­leż­nie­nie od tych dru­gich szybko przy­biera roz­miary epi­de­mii. Wię­cej na temat plu­sów i minu­sów far­ma­ko­lo­gicz­nego lecze­nia bólu piszę w roz­dziale czwar­tym). Para­dok­sal­nie, wiele z dostęp­nych leków może wręcz zaha­mo­wać pro­ces docho­dze­nia do zdro­wia, ponie­waż wydłu­żają one raczej, niż skra­cają czas wystę­po­wa­nia bólu. Co wię­cej, tłu­miąc ból, środki te umoż­li­wiają kon­ty­nu­owa­nie wywo­łu­ją­cych go dzia­łań. Cią­gle powta­rza­jące się urazy rodzą kolejne. Ustą­pie­nie bólu nie sprawi, że znik­nie pro­blem przy­czy­nia­jący się do jego powsta­nia. Wręcz prze­ciw­nie. Cza­sowa ulga może ozna­czać stałe kło­poty. Sto­so­wa­nie mojej metody przy­nosi ulgę na zawsze.

Oto moja złota myśl na temat bólu: dopóki go odczu­wamy, możemy mu prze­ciw­dzia­łać. Jeśli nic nie czu­jemy, nic nie robimy. Zasta­nówmy się nad tym wspól­nie. Czy kto­kol­wiek wyłą­czyłby wyra­fi­no­wany sys­tem prze­ciw­po­ża­rowy tylko dla­tego, że miałby on dokucz­liwy dźwięk? Wów­czas zauwa­żyłby pożar dopiero wtedy, gdy cały dom stałby już w pło­mie­niach. Bez sensu, prawda? Oczy­wi­ście. W takim razie dla­czego mie­li­by­śmy w taki sam spo­sób trak­to­wać swój orga­nizm? Dużo roz­sąd­niej jest pozwo­lić wyć syre­nom bólu jak naj­do­no­śniej, aby w porę zapo­biec nie­szczę­ściu.

2. Słuchajmy swego organizmu

Orga­nizm ma nam do prze­ka­za­nia wiele klu­czo­wych infor­ma­cji i, jak już wcze­śniej wyja­śnia­łem, jedyną drogą, którą może je prze­ka­zać do mózgu, są nerwy. Kiedy dzieje się coś nie­do­brego, orga­nizm ostrzega o nie­bez­pie­czeń­stwie, wysy­ła­jąc posłańca -?ból. Ból ma pomóc. Poświę­ci­łem cały roz­dział, aby jak naj­bar­dziej uwy­pu­klić fakt, że pod żad­nym pozo­rem nie można lek­ce­wa­żyć tych sygna­łów, bez względu na to, jak są dokucz­liwe. Ból ozna­cza kry­zys i jasny komu­ni­kat, że należy nie­zwłocz­nie zacząć mu prze­ciw­dzia­łać.

Nie­sły­chane, że więk­szość ludzi nie zwraca uwagi na sygnały wysy­łane przez orga­nizm. Po pro­stu je igno­rują. Prze­wle­kły ból wywo­łuje dys­funk­cja nara­sta­jąca stop­niowo, a zatem, zanim pojawi się atak, dosta­jemy liczne ostrze­że­nia. Mimo to wielu pacjen­tów zgła­sza się do mnie dopiero wtedy, kiedy ból jest nie do wytrzy­ma­nia, a oni nie mogą się poru­szać. Kiedy pytam, dla­czego tak długo zwle­kali z przyj­ściem do leka­rza, odpo­wia­dają, że sądzili, iż po pro­stu samo przej­dzie. Nie przej­dzie. Pierw­szym kro­kiem do roz­wią­za­nia pro­blemu jest zauwa­że­nie go. Żeby zli­kwi­do­wać ból, trzeba nauczyć się słu­chać swego orga­nizmu.

3. Nauczmy się rozpoznawać typy bólów

Roz­po­zna­wa­nie typów bólu jest rów­nie istotne jak nauka czy­ta­nia i pisa­nia. To nauka nowego języka, języka bólu. Każdy, kto wsłu­chuje się w orga­nizm, wie, że ból obja­wia się na różne spo­soby. Ist­nieje ten­den­cja do wrzu­ca­nia wszyst­kich typów bólu do jed­nego worka, dla­tego łatwo prze­oczyć sub­telne róż­nice mię­dzy nimi. Nie wystar­czy ode­brać sygnał bólu, trzeba jesz­cze potra­fić roz­po­znać jego cha­rak­te­ry­styczne cechy i zro­zu­mieć jego prze­sła­nie. Przede wszyst­kim, czy jest on symp­to­mem pato­lo­gii, wyma­ga­ją­cej dokład­niej­szego bada­nia, czy obja­wem fatal­nej formy układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego, któ­rej można zara­dzić metodą Weis­berga. Doko­na­nie wła­ści­wej oceny jest nie­zwy­kle istotne, bo deter­mi­nuje spo­sób postę­po­wa­nia. Następne strony poświę­ci­łem na szcze­gó­łowe opi­sa­nie typów bólu, tak aby każdy czy­tel­nik mógł wła­ści­wie odczy­tać sygnały wysy­łane przez orga­nizm.

Ból sygna­li­zu­jący słabą formę układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego obja­wia się jed­nym lub kil­koma symp­to­mami. Są to: pobo­le­wa­nie, ból palący, kurcz.

Pobo­le­wa­nie: zde­cy­do­wa­nie naj­czę­ściej spo­ty­kany typ bólu, to tępy, stały ból o nie­wiel­kim bądź śred­nim natę­że­niu. Zaczyna się nie­win­nie, ale z cza­sem nara­sta. Poje­dyn­czy atak może trwać dzień, tak jak powra­ca­jący, dokucz­liwy ból głowy, ale rów­nież tygo­dnie, mie­siące, a nawet lata, tak jak ból ple­ców. Pobo­le­wa­nie naj­czę­ściej ozna­cza, że na danym obsza­rze mię­śnie i stawy ule­gły licz­nym mikro­ura­zom. Jeśli mikro­urazy nie ustają, to mecha­niczne podraż­nie­nie powo­duje, że mię­śnie się kur­czą i napi­nają, a stawy wyrod­nieją. Kiedy do tego docho­dzi, podraż­nione nerwy w oko­licy wysy­łają sygnał alar­mowy pobo­le­wa­nia.

Pobo­le­wa­nie może być rów­nież spo­wo­do­wane che­micz­nym podraż­nie­niem ner­wów. Zda­rza się to mię­dzy innymi wtedy, kiedy prze­cią­żymy mię­śnie, na przy­kład dźwi­ga­jąc lub pod­no­sząc coś cięż­kiego. Orga­nizm nie nadąża z roz­ło­że­niem nad­miaru koń­co­wych pro­duk­tów prze­miany mate­rii powsta­łych w trak­cie wyczer­pu­ją­cych dzia­łań. Podraż­nione koń­cówki ner­wów powo­dują pobo­le­wa­nie, zwane zakwa­sami.

Pobo­le­wa­nie wywo­łane mecha­nicz­nym lub che­micz­nym podraż­nie­niem to ukryta dys­funk­cja układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego. Leczy się ją korek­cją.

Ból palący: poja­wia się nagle, jest wyraź­nie sil­niej­szy i bar­dziej odczu­walny niż ogólne pobo­le­wa­nie. Podob­nie jak to ostat­nie, wywo­łuje go ukryta dys­funk­cja sku­mu­lo­wa­nych mikro­ura­zów, która w tym wypadku jest spo­wo­do­wana ogra­ni­cze­niem krą­że­nia na danym obsza­rze. Jeżeli do mię­śni dopływa za mało krwi, nie są one w sta­nie w pełni pozby­wać się koń­co­wych pro­duk­tów prze­miany mate­rii wytwa­rza­nych w pro­ce­sie ruchu. W efek­cie poja­wia się ból palący.

Dzieje się tak zwy­kle, kiedy dzia­łamy na gra­nicy fizycz­nej wytrzy­ma­ło­ści naszego orga­ni­zmu. Pod­czas gdy pobo­le­wa­nie może nastą­pić nawet po nie­win­nej czyn­no­ści (albo w ogóle bez powodu), ból palący poja­wia się w wyniku dzia­ła­nia, które znacz­nie wykra­cza ponad to, do czego nasze mię­śnie są przy­zwy­cza­jone i przy­sto­so­wane. Kiedy prze­sta­jemy dzia­łać, naj­czę­ściej ustę­puje.

Kurcz: to nagły i przej­mu­jący ból powstały w wyniku skur­cze­nia się mię­śnia. Jest nie­zwy­kle silny, ale nie trwa długo. Łatwo go poznać: jest tak inten­sywny, że unie­ru­cha­mia cały obszar. Naj­czę­ściej powo­dują go nie­które formy nad­mier­nego wysiłku fizycz­nego, na przy­kład wyko­ny­wa­nie ćwi­czeń, do któ­rych mię­śnie i stawy są nie­przy­go­to­wane. Kurcz może się rów­nież poja­wić w wyniku zmu­sza­nia mię­śni do przy­ję­cia nie­nor­mal­nej dla nich pozy­cji, na przy­kład usta­wicz­nego nosze­nia obci­słych ubrań lub butów na wyso­kich obca­sach. Zwy­kle poja­wia się w oko­li­cach nóg i stóp.

Kiedy skró­cone, słabe lub prze­cią­żone mię­śnie są zmę­czone, bra­kuje im sub­stan­cji odżyw­czych i tlenu, co powo­duje odkła­da­nie się kwasu mle­ko­wego. Na zbyt dużą ilość kwasu mię­śnie reagują skur­czem. Ze wszyst­kich trzech rodza­jów bólu, kurcz naj­trud­niej zlek­ce­wa­żyć (a jak wia­domo, ni­gdy nie należy igno­ro­wać bólu), ale naj­ła­twiej wyle­czyć. Naj­czę­ściej pomaga roz­ciąg-nię­cie mię­śnia lub masaż.

Każdy, kto odczuwa objawy, które można zali­czyć do jed­nej z powy­żej opi­sa­nych kate­go­rii, naj­praw­do­po­dob­niej cierpi na prze­wle­kły ból typu mię­śniowo-szkie­le­to­wego. I jest to naprawdę dobra wia­do­mość, ponie­waż jak wynika z powyż­szego roz­działu, nie­mal wszyst­kie są spo­wo­do­wane fizycz­nymi lub, w bar­dziej spe­cy­ficz­nych przy­pad­kach, bio­me­cha­nicz­nymi ogra­ni­cze­niami, które można usu­nąć raz na zawsze, sto­su­jąc metodę Weis­berga. Zdaję sobie sprawę, że roz­po­zna­nie, który rodzaj bólu odczu­wamy w danym momen­cie, może być trudne. Można błęd­nie skla­sy­fi­ko­wać pobo­le­wa­nie jako ból palący, kurcz jako pobo­le­wa­nie i tak dalej. Wła­ściwe roz­po­zna­nie nie jest tak naprawdę istotne, ponie­waż wszyst­kie typy mają tę samą przy­czynę, mimo wszystko warto spró­bo­wać to zro­bić, bez względu na to, jak nasz opis wyda­wałby się mętny i mało pre­cy­zyjny. Powyż­sza krótka cha­rak­te­ry­styka trzech rodza­jów bólów powinna uła­twić szybką i wła­ściwą inter­pre­ta­cję.

Jeśli jed­nak nie do końca odpo­wiada ona temu, co czu­jemy, nie ozna­cza to, że nie można naszego bólu zali­czyć do jed­nej z tych trzech kate­go­rii. Być może są słowa, które traf­niej oddają nasze dozna­nia. W przy­padku prze­wle­kłego bólu mię­śniowo-szkie­le­to­wego czę­sto używa się takich okre­śleń, jak pul­so­wa­nie, łupa­nie, rwa­nie, kłu­cie, dar­cie i łama­nie (w prze­ci­wień­stwie do ter­mi­nów sto­so­wa­nych na okre­śle­nie bólu typo­wego dla ura­zów i cho­rób: roz­dzie­ra­nie, drę­twie­nie, oszo­ło­mie­nie, omdle­wa­nie). Ludzie opi­sują swój ból na naj­róż­niej­sze spo­soby i trudno jest je wszyst­kie wymie­nić, zwłasz­cza że nie­któ­rych ter­mi­nów nie ma nawet w słow­niku (mia­łem kie­dyś pacjentkę, która nazwała swój ból "szczy­pią­cym". Zdzi­wiony zapy­ta­łem, co przez to rozu­mie. Odpo­wie­działa, że odczuwa tak silny, spe­cy­ficzny ucisk na rękę, że nie może nią poru­szać. Kiedy ją zba­da­łem, oka­zało się, że odczuwa palący ból spo­wo­do­wany zespo­łem powta­rza­ją­cych się mikroura­zów). Cza­sem trudno jest spre­cy­zo­wać naturę odczu­wa­nego przez nas bólu nawet nam samym. Ból jest jed­no­cze­śnie subiek­tywny i obiek­tywny. To, co odbie­ramy subiek­tyw­nie, może się zasad­ni­czo róż­nić od obiek­tyw­nej defi­ni­cji. Zatem to, co w rze­czy­wi­sto­ści jest pobo­le­wa­niem, możemy odczu­wać jako ból palący. Mimo wszystko warto wło­żyć tro­chę wysiłku i spró­bo­wać dopa­so­wać nasz ból do jed­nego z trzech typów.

Fakt, że to, co nas dotyka, nie pasuje do żad­nej z powyż­szych defi­ni­cji, nie ozna­cza auto­ma­tycz­nie, że cier­pimy na jakieś inne scho­rze­nie. I na odwrót, jeśli tra­piący nas ból odpo­wiada jed­nej z trzech kate­go­rii, wcale nie jest powie­dziane, że jest to z całą pew­no­ścią fatalna forma naszego układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego, a nie jakaś cho­roba. Jest kilka dodat­ko­wych kry­te­riów umoż­li­wia­ją­cych zdia­gno­zo­wa­nie prze­wle­kłego bólu mię­śniowo-szkie­le­to­wego i odróż­nie­nie go od innych, nie­zli­czo­nych dole­gli­wo­ści. I tu prze­cho­dzimy do następ­nego etapu.

4. Przeanalizujmy sposób, w jaki działamy i odpoczywamy

Prze­wle­kły ból mię­śniowo-szkie­le­towy powstaje w wyniku zmu­sza­nia orga­ni­zmu do wyko­ny­wa­nia okre­ślo­nych czyn­no­ści. Tym wła­śnie różni się od cho­roby, która zwy­kle wystę­puje bez względu na podej­mo­wane przez nas dzia­ła­nia albo wręcz pomimo nich. A zatem jed­nym z naj­istot­niej­szych kry­te­riów w stwier­dze­niu, czy cier­pimy z powodu formy układu mię­śniowo-szkie­le­to­wego, jest moż­li­wość zna­le­zie­nia przy­czyny takiego, a nie innego stanu rze­czy. Wcze­śniej tłu­ma­czy­łem już, że za więk­szość przy­pad­ków prze­wle­kłego bólu winę ponosi codzienne życie. Aby połą­czyć przy­czynę i sku­tek, musimy przyj­rzeć się bli­żej dwóm czyn­ni­kom odpo­wie­dzial­nym za powsta­wa­nie ruchu: dzia­ła­niu i spo­czyn­kowi.

Dzia­ła­nie: to spo­sób, w jaki uży­wamy swego ciała. Nie­skoń­czona liczba czyn­no­ści, które wyko­nu­jemy przez cały dzień: cho­dze­nie, bie­ga­nie, spa­ce­ro­wa­nie, tań­cze­nie, pod­no­sze­nie, rzu­ca­nie, wycią­ga­nie rąk, się­ga­nie, krę­ce­nie głową. Jed­no­ra­zowo ruch nie powo­duje bólu, ale powta­rzany cyklicz­nie, może do tego dopro­wa­dzić. Dla­czego? Kiedy układ mię­śniowo-szkie­le­towy orga­ni­zmu nie jest w naj­lep­szej for­mie, każde powtó­rze­nie danej czyn­no­ści powo­duje kumu­lo­wa­nie się mikro­ura­zów. Przy­po­mina to tro­chę kata­strofę kole­jową, w któ­rej wyko­le­jone wagony pię­trzą się jeden na dru­gim. Jeżeli nie podej­mu­jemy żad­nych prze­ciw­dzia­łań, sytu­acja pogar­sza się, a my czu­jemy ból. Naszym zada­niem jest stwier­dze­nie, która czyn­ność powo­duje taki stan rze­czy. Nie jest to wcale takie trudne, jak by się wyda­wało. Dobrym przy­kła­dem będzie tu histo­ria mojej współ­au­torki.

Pani Shink zgło­siła się do mnie, kiedy zaczęła cier­pieć na dokucz­liwe bóle w dole ple­ców. Miesz­kamy na dwóch krań­cach wybrzeża, dla­tego przez tele­fon musie­li­śmy usta­lić, czy jej ból jest z natury mię­śniowo-szkie­le­towy. Kiedy się to potwier­dziło, musia­łem zna­leźć przy­czynę jego powsta­wa­nia. Zaczą­łem od pyta­nia, jakie upra­wia sporty. Odpo­wie­działa, że cho­ciaż zwy­kle biega i cho­dzi na siłow­nię, ostat­nio nie ma na to czasu, ponie­waż jest bar­dzo zajęta pracą nad książką. Bar­dzo inte­re­su­jąca wska­zówka, pomy­śla­łem, i zada­łem następne pyta­nie: w jakich oko­licz­no­ściach ból się poja­wia. Oka­zało się, że po pro­stu sie­dzi przy kom­pu­te­rze, pra­wie zupeł­nie bez ruchu i trwa to całe dnie, od mie­sięcy. Kolejna wska­zówka. Mia­łem już wystar­cza­jąco dużo infor­ma­cji, ale posta­no­wi­łem drą­żyć głę­biej. I wów­czas wszystko stało się jasne. Pani Shink powie­działa, że sie­dząc przy kom­pu­te­rze, musi się co chwila wykrę­cać i schy­lać, bo tem­pe­rówka, któ­rej stale używa, jest przy­krę­cona pod biur­kiem. Dzie­sięć, dwa­dzie­ścia razy dzien­nie, tydzień po tygo­dniu, schyla się do półki, nie widząc w tym nic nie­bez­piecz­nego. W końcu przy­szedł jed­nak moment, kiedy ta powta­rza­jąca się czyn­ność wywo­łała reak­cję łań­cu­chową: kolejny raz oka­zał się kro­plą, która prze­peł­niła czarę. Ana­li­zu­jąc naj­czę­ściej wyko­ny­wane przez nią czyn­no­ści, pre­cy­zyj­nie usta­li­li­śmy przy­czynę prze­śla­du­ją­cego ją bólu.

Spo­czy­nek: to bez­ruch mię­śni i sta­wów przed i w cza­sie aktyw­no­ści rucho­wej. Cho­dzi tu przede wszyst­kim o sto­pień roz­cią­gnię­cia mię­śni i kąt ich nachy­le­nia w sto­sunku do sta­wów od początku do końca dzia­ła­nia. Czę­sto się zda­rza, że to spo­sób, w jaki ukła­damy ciało w cza­sie spo­czynku, a nie ruch, jest odpo­wie­dzialny za powsta­wa­nie bólu. Innymi słowy, liczy się nie to, co robimy, ale w jaki spo­sób. Mię­śnie i stawy przy­sto­so­wują się do wyko­ny­wa­nej w danym momen­cie czyn­no­ści. Pod­trzy­ma­nie akcji wymaga z ich strony ogrom­nego nakładu ener­gii. Dla­tego w momen­cie, w któ­rym dzia­ła­nie prze­cho­dzi w spo­czy­nek - sie­dze­nie lub nie­wła­ściwa postawa sto­jąca przy­jęte na dłuż­szy czas - mię­śnie skra­cają się lub wydłu­żają, aby zaosz­czę­dzić ener­gię. Wydłu­żone mię­śnie są słab­sze niż nor­malne, a skró­cone -?napięte i mniej ela­styczne. W oby­dwu wypad­kach sil­niej naci­skają na stawy, co powo­duje, że cała struk­tura jest bar­dziej nara­żona na urazy. Oprócz tego zmiana pozy­cji wymu­sza na mię­śniach wyj­ście poza zakres nowo ufor­mo­wa­nej dłu­go­ści. Takie obcią­że­nie powo­duje ból. W przy­kła­dzie poda­nym powy­żej dole­gli­wo­ści pani Shink od razu można było powią­zać z try­bem jej życia: sie­dze­niem przed kom­pu­te­rem od ośmiu do dzie­się­ciu godzin dzien­nie. Dla­czego? Ponie­waż kiedy tak sie­działa zgar­biona i bez ruchu, nie­które z jej mię­śni były znacz­nie skró­cone. Sama tylko czyn­ność wsta­nia mogła spo­wo­do­wać atak sil­nego bólu. Posta­wi­łem dia­gnozę, że bóle, na które cier­piała, powo­do­wało połą­cze­nie dzia­ła­nia ze spo­czyn­kiem -?wykrę­ca­nie i sie­dze­nie przez długi czas.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Austra­lij­ska Fun­da­cja Mózgu, pro­fe­sor Robert Ouvier, oddział neu­ro­lo­gii, New Chil­dren's Hospi­tal, 27 marca, 2003. [wróć]

2. H.R. Kho­uzam, "Chro­nic Pain and Its Mana­ge­ment in Pri­mary Care", Southern Medi­cal Jour­nal, 2000, 93 (10), s. 946--952. [wróć]

3. C. Kalb, "The Great Back Pain Debate", New­sweek, 26.04.2004. [wróć]

4. Medi­cal Data Inter­na­tio­nal, Mar­ket and Tech­no­logy Reports, U.S. Mar­kets for Pain Mana­ge­ment Pro­ducts, Report RP-821922, June 1999; Natio­nal Insti­tute of Health, "The NIH Guide: New Direc­tions in Pain Rese­arch I", Washing­ton, D.C.: GPO, 1998. [wróć]

5. Chro­nic Pain Solu­tions new­spa­per and website, 2002. [wróć]

6. Ame­ri­can Coun­cil for Heada­che Edu­ca­tion, 2004 [wróć]

7. R.C. Law­rence et al., "Esti­ma­tes of the Pre­va­lence of Arth­ri­tis and Selec­ted Muscu­lo­ske­le­tal Disor­ders in the Uni­ted Sta­tes", Arth­ri­tis & Rheu­ma­tism, vol. 41, no. 5, s. 778, May 1998. [wróć]

8. M. Drang­sholt et al., "Tem­po­ro­man­di­bu­lar Disor­der Pain", Epi­de­mio­logy, 203ff. [wróć]

9. K. Sprin­gen. "Small Patients, Big Pain", New­sweek, 19.05.2003. [wróć]

10. A. Under­wood, "Fibro­my­al­gia: Not All in Your Head", New­sweek, 19.05.2003. [wróć]

11. Chro­nic Pain Solu­tions, op. cit. [wróć]

12. C. Kalb, "Play­ing with Pain Kil­lers", New­sweek, 9.04.2001. [wróć]

13. T. Butler, "Migra­ines: Tar­get for Health and Pro­duc­ti­vity Inte­rven­tions", Health and Pro­duc­ti­vity, March 2003. [wróć]

14. C. Kalb, op. cit. [wróć]