(król i zabór - przechadzają
się wzdłuż okopu).
KRÓL
Wszechwładztwu memu, którzy są na drodze
Jak kruche zlepki, pod mem berłem zginą
Część miasta wyższą zburzysz - żywej nodze
Ujść nie dasz - dziatwę wymordujesz srodze
I nazwę z ulic zmażesz... Ugolino,
Przezywam odtąd, krwi i zwalisk pole
Bo tam zwaliska, i krew będzie sama
I nic nie będzie nad to...
(po oliwili - pokazując ręką w głąb widoku):
Trzy topole
Ocalisz - w okien wchodząc diorama.
Jakoby sprzętem stały się zamkowym
Zostaną!...
(kiedy król się oddala - na wierzy, trąbkę uderzają.)
ZABÓR
(spogląda w stronę wierzy - potem za królem postępując:)
Goniec -
król (uchodząc):
Jeźli z spiskiem nowym
To jak się wyżej rzekło...
GONIEC
O! Hetmanie
Boskiego - mężu wielki...
ZABÓR
do powieści -
GONIEC
Królewskie roty pierzchły niespodzianie
Przed ludem, który wodzów ma trzydzieści -
Z najodleglejszych przedmieść, grodów, wiosek
Jak tylko okiem sięgnąć można z wierzy
Plebs bieży - każdy że tak powiem kłosek
W chorągiew przewiał i dzidą się jeży
A każde ziarno, rzec by można, w kłosie
W uzbrojonego rnęża zmieniło się...
ZABÓR
Podobne wieści mogąż brudzić usta
Królowi wierne - ? bunt podnosisz słowy
(Słychać bicie zegaru - miecznik wstrzymuje się - i potem)
- Aleć przebaczam - żyj - godzina szósta...
(Do liczby sześciu pociąg mam takowy
Iż trza-by karku z pełniejszym czerepem
Bym o tak rannej dobie, - bił oszczepem).
Jedna stroną zabór zstępuje w głąb tarasu - drugą strażny
nadbiega - goniec zostaje.
GONIEC
(widząc strażnego):
Zkąd? - czego - po co?...
STRAŻNY
O! jeden z zamkowych
Pogoni, bardzo nad innymi wzniesion
Straszliwa... wróżba...
GONIEC
Z rzeczy co ludowych?
STRAŻNY
Królewski nagle się obalił jesion
Ów stary, cieciu rzucający strugą
Któremu z dworska dano imie: Tytan.
Precz mi! a jeżli z taką wieścią drugą
Powrócisz kiedy, i znów ani pytasz
Przez naciągnięte zdradziecko uwagi
Będziesz mi starał się dołożyć wagi
Do rzeczy z siebie nie będącej niczem;
To cię zasmagać każę, prochu biczem...
Goniec oddala się, Strażny zostaje pomięszany - aliści Pachole
ogrodowe z dzbanem cwałem się przybliża;
PACHOLE
Ogrodów wielkich, wielki słoneczniku!...
STRAŻNY
Co jest?
PACHOLE
Rurami z przedmieść podziemnemi
Do wodotrysków słodkie idą wody...
STRAŻNY
- (nagląc)
Dalej!...
PACHOLE
Ach - Panie ! szedłem owdzie z dzbany
By najjaśniejsze zrosić tulipany
Brrum...
STRAŻNY
- (gniewnie)
Gadaj!...
PACHOLE
- Czarne muszą tam jagody
Na górach tłoczyć - wszystkie w sadzie ścieki
Funtanny wszystkie, krwią żygnęły rudą. -
STRAŻNY
Milcz - podły malcze, jać tu zaraz ćwieki
Założę w język, - i jak czaplę chudą
Na ogrodowym rozepnę parkanie,
Żebyś mi rannych nie truł chwil tyranie.
Strażny oddala się zwolna w gląb ogrodu - Pachole truchlejąc
pozostaje - chwila milczenia.
PACHOLE
(zwracając się ku dzbanom).
Przeklęte dzbany! sprawież ja wam łaźnię
(stawia dzbany - polem oddalając się - ku jednemu):
A tobie naprzód, prochu, nędzo, błaźnie -
(do drugiego - potrącając go noga):
I tobie również opieszalcze gruby
Co się odymasz za mną z urąganiem
Tak cię za ucho porwę, i tak w kluby
Raz wezmę, że się nie wywiniesz łganiem -
(porywa jeden dzban za ucho - drugi pędzi przed sobą)
Co wam do rzeczy, się dziejących w górze
Czy krew czy woda jedno - - tulipanom
Jakie mi mędrki!! przecież i ja służę
A milczę - co to rozumować dzbanom ? -
(oddala się - pozostawiając za sobą grunt skopany.)
Drugą strona powoli wchodzi Zwolon w szacie nakształt
pielgrzymiego płaszcza zarzuconej - tymczasem z głębi wraca
Strażny, spogląda na ścieżkę, a potem przystępując nagle do
Zwolona.
STRAŻNY
Cóż to jest? koła kreślisz czarowniku
I nieporządek na pańskim trawniku
Mów...
ZWOLON
(z wielkim spokojem):
Jest to pieczęć, panie urzędniku
STRAŻNY
Jaka? -
ZWOLON
Królewska pieczęć
STRAŻNY
Być nie może.
ZWOLON
Na sprzętach taką kładzie się ogrodnych.
STRAŻNY
(uważając wycisk dzbanów na piasku)
Ha! - wiem, rozumiem...
ZWOLON
- (solennie).
- Tak jak słowo Boże
Przez chóry chórom, płynie aż do godnych
I tam rozognia, niżej rozpłomienia
A niżej cieszy -
A jeszcze niżej rozzielenia;
Tak i inna moc, kamień, tak się głupi spieszy
Po zagonach zniszczenia.
Ale nie rozzielenia ...
Podrzeźniać wszakże prawdzie winien
Krzywych spadów chórem, chórem ryniesz.
(po chwili - w niebo spoglądając)
Znów się na deszcz zabiera...
Do widzenia
- (oddala się)
STRAŻNY
- (po pewnym namyśleniu).
Ten człowiek dziwny wpływ wywiera.