z wolą ojca. Wydawało mu się nawet, że stał się większy. Jego klatka piersiowa napełniła się powietrzem, a kręgosłup wydłużył o kilka cali. Wiedział, że to iluzja, ale mimo wszystko wyprostował sylwetkę i podniósł nieco głowę. Zerknął na Sarę. Poruszała się wolnym truchtem, co jakiś czas zmieniając pozycję. Raz była przed nim, raz za nim, czasami obok.
-Piękna - pomyślał. - Ciekawe, dlaczego chce stąd uciec? Nie znała go, a jednak zdecydowała się na długą podróż. A może zostaną już razem...? - przemknęło mu przez myśl.
Rozejrzał się dookoła. Jakiś ptak przeleciał pomiędzy koronami drzew i zrzucił na ziemię drobinki śniegu. Mieniły się w słońcu niczym kamienie szlachetne. Miał wrażenie, że magia unosi się w powietrzu, a on rozpoczyna właśnie nowe, szczęśliwe życie.
-No, pożegnaj się z Denali Park - poinformowała Sara, gdy zobaczyła w oddali George Parks Highway, główną autostradę prowadzącą do Anchorage.
-Myślisz, że już tu nie wrócimy? - zapytał niepewnie.
-Trzeba uciekać z Alaski - odpowiedziała. - Nie słyszałeś? Za niedługo kłusownicy zaczną nas masowo wybijać. Już teraz rozłożyli w lesie wnyki i potrzaski. Wczoraj mój brat wpadł w ich sidła - dodała smutno.
-Co się z nim stało? - spojrzał na nią.
-Wykrwawił się zanim go znaleźliśmy. Nie miał jeszcze roku.
Parys odwrócił się i jeszcze raz popatrzył na zaśnieżony Mount Mckinley.
-Żegnaj diamencie - westchnął. - To zapewne nasze ostatnie spotkanie.
-W pewnym sensie - odezwała się Sara z pewną melancholią w głosie. - Nigdy nie opuścimy tego miejsca. Wody lodowców płyną przecież do Zatoki Cooka, gdzie my idziemy.
-Skąd ty to wszystko wiesz? - dociekał Parys.
-Nauczyli mnie rok temu nad Jeziorem Wonder.